<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
>

<channel>
	<title>Nowakrytyka</title>
	<link>http://www.nowakrytyka.pl/</link>
	<description></description>
	<language>pl</language>
	<generator>SPIP - www.spip.net</generator>





	<item>
		<title>Anarchista przeciw Bogu </title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article322</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article322</guid>
		<dc:date>2012-04-15T16:55:13Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Landsberg Paul</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Paul L. Landsberg &lt;br /&gt;Anarchista przeciw Bogu &lt;br /&gt;Bakunin &#380;yje buntem przeciw Bogu, buntem bunt&#243;w, zak&#322;adaj&#261;cym, jego zdaniem, wszelki bunt. W&#322;a&#347;nie B&#243;g, oile istnieje, jest g&#322;&#243;wnym wrogiem wolno&#347;ci i ostatecznym &#378;r&#243;d&#322;em wszelkiej ludzkiej w&#322;adzy, czyli wszelkiego zniewolenia: &#8222;Jego istnienie zak&#322;ada w spos&#243;b konieczny niewol&#281; wszystkiego, co znajduje si&#281; pod nim&#8221;. Nie do zniesienia jest, po pierwsze, jaki&#347; byt nade mn&#261; jako takim, po drugie za&#347; same jego nakazy, kt&#243;rych mo&#380;liwo&#347;&#263; zak&#322;ada jego istnienie, istnienie (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Paul L. Landsberg&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anarchista przeciw Bogu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb1&quot; name=&quot;nh1&quot; id=&quot;nh1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] * P.L. Landsberg, L&amp;#39;anarchiste contre Dieu, &#8222;Esprit&#8221; 1937, nr 55, s. (...)' &gt;1&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bakunin &#380;yje buntem przeciw Bogu, buntem bunt&#243;w, zak&#322;adaj&#261;cym, jego zdaniem, wszelki bunt. W&#322;a&#347;nie B&#243;g, oile istnieje, jest g&#322;&#243;wnym wrogiem wolno&#347;ci i ostatecznym &#378;r&#243;d&#322;em wszelkiej ludzkiej w&#322;adzy, czyli wszelkiego zniewolenia: &#8222;Jego istnienie zak&#322;ada w spos&#243;b konieczny niewol&#281; wszystkiego, co znajduje si&#281; pod nim&#8221;. Nie do zniesienia jest, po pierwsze, jaki&#347; byt nade mn&#261; jako takim, po drugie za&#347; same jego nakazy, kt&#243;rych mo&#380;liwo&#347;&#263; zak&#322;ada jego istnienie, istnienie wy&#380;szo&#347;ci, bardziej ograniczaj&#261;cej moj&#261; wolno&#347;&#263; ni&#380; jakikolwiek nakaz. Zniewoleniem jest ju&#380; to, &#380;e kto&#347; mo&#380;e, &#380;e kto&#347; m&#243;g&#322;by mi rozkazywa&#263;. Cz&#322;owiek wolny i B&#243;g z istoty nie daj&#261; si&#281; pogodzi&#263;. Jest to relacja skrajnego przeciwie&#324;stwa. Tote&#380; wy&#380;szo&#347;&#263; nie jest jakim&#347; atrybutem Boga, a panowanie &#8211; jakim&#347; jego szczeg&#243;lnym dzia&#322;aniem, lecz sam&#261; jego istot&#261;, tak jak dla anarchizmu w og&#243;le despotyzm nie jest jak&#261;&#347; deformacj&#261; pa&#324;stwa, lecz sam&#261; jego istot&#261;. Podobnie w&#322;adza boskiego prawa stanowi nie jak&#261;&#347; odr&#281;bn&#261; posta&#263; w&#322;adzy, daj&#261;c&#261; si&#281; zast&#261;pi&#263; jak&#261;&#347; inn&#261;, lecz sam&#261; jej istot&#281;. Z drugiej strony idea Boga nie jest jakim&#347; ideologicznym wytworem rzeczywisto&#347;ci spo&#322;ecznej, lecz zasad&#261; deformacji tej rzeczywisto&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li B&#243;g czyni nas niewolnikami przez sam fakt swego istnienia, to nasze wyzwolenie mo&#380;e polega&#263; wy&#322;&#261;cznie na jego unicestwieniu. Poniewa&#380; jest on w istocie panowaniem, to nie mo&#380;e istnie&#263;, zarazem nas nie zniewalaj&#261;c. A zatem unicestwi&#263; go to uwolni&#263; si&#281; od niego. Teoretyczna negacja nie wystarczy. Potrzebny jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;czyn wyzwole&#324;czy&lt;/i&gt;, kt&#243;ry zabija bosko&#347;&#263; i umo&#380;liwia emancypacj&#281; cz&#322;owieka. Zanim nieistnienie Boga stanie si&#281; teoretyczn&#261; prawd&#261; nauki, jest zatem postulatem rozumu praktycznego, potrzeby buntu i wolno&#347;ci, kt&#243;ra stanowi o ludzkiej godno&#347;ci: &#8222;Je&#380;eli B&#243;g &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jest&lt;/i&gt;, to cz&#322;owiek jest niewolnikiem; ot&#243;&#380; cz&#322;owiek mo&#380;e, powinien by&#263; wolny, a zatem B&#243;g nie istnieje&#8221;. Zanim negacja ta stanie si&#281; faktem, powinna by&#263; zadaniem, i jest ona niezale&#380;na od spekulacji: &#8222;Gdyby B&#243;g istnia&#322;, nale&#380;a&#322;oby go usun&#261;&#263;&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mi&#281;dzy wiar&#261; i teoretyczn&#261; negacj&#261; istnienia Boga zachodzi niedaj&#261;cy si&#281; przezwyci&#281;&#380;y&#263; rozd&#378;wi&#281;k, poniewa&#380; na p&#322;aszczy&#378;nie czystej teorii atakuje si&#281; to, co stanowione jest przez akt, kt&#243;ry anga&#380;uje ca&#322;&#261; ludzk&#261; egzystencj&#281;. Bakunin sytuuje si&#281; niejako na tej samej p&#322;aszczy&#378;nie co wierz&#261;cy. Zgodnie z jawn&#261; intencj&#261; swego czynu chce on zabi&#263; Boga, kt&#243;rego wierz&#261;cy o&#380;ywia poprzez uznanie go. O&#380;ywianie Boga to dla wierz&#261;cego odnajdywanie w nim prawdziwego &#380;ycia; ch&#281;&#263; zabicia go to w gruncie rzeczy zabicie samego siebie. Dla zbuntowanego Bakunina zabicie Boga to o&#380;ywienie cz&#322;owieka. Te dwa stanowiska wydaj&#261; si&#281; tak przeciwstawne, &#380;e nie mo&#380;na tu ju&#380; nic doda&#263;. S&#261; decyzje, kt&#243;re nie podlegaj&#261; dyskusji. Chrze&#347;cijanin jest jednak w stanie zrozumie&#263; buntownika dlatego, &#380;e nie chodzi mu o tego samego &#8222;Boga&#8221;. Nie mo&#380;e on, nie m&#243;g&#322;by zrozumie&#263; buntu przeciw Bogu, kt&#243;rego kocha. Pozna&#263; Boga to dla&#324; kocha&#263; go, uczestnicz&#261;c przez Chrystusa w mi&#322;o&#347;ci, kt&#243;ra stanowi jego istot&#281;. Mo&#380;e on jednak &#322;atwo zrozumie&#263; bunt przeciw Bogu-panowaniu. Wierzy on w Boga, kt&#243;ry przede wszystkim jest mi&#322;o&#347;ci&#261; oraz sprawiedliwo&#347;ci&#261; i najwy&#380;szym autorytetem w&#322;a&#347;nie w mi&#322;o&#347;ci i poprzez mi&#322;o&#347;&#263;. Tote&#380; w buncie przeciw Bogu widzi on niemal konieczn&#261;, zarazem teoretyczn&#261; i praktyczn&#261; konsekwencj&#281; zapomnienia przez reprezentant&#243;w &#8222;&#347;wiata chrze&#347;cija&#324;skiego&#8221; owej prawdy, bez kt&#243;rej nie ma autentycznego chrze&#347;cija&#324;stwa. Rozumie on bunt, do kt&#243;rego by si&#281; nawet przy&#322;&#261;czy&#322;, gdyby jego B&#243;g nie by&#322; mi&#322;o&#347;ci&#261;. O ile buntownik chce usun&#261;&#263; Boga, o tyle chrze&#347;cijanin ma na wzgl&#281;dzie nie obron&#281; Boga-panowania, wytworu ludzkich b&#322;&#281;d&#243;w i interes&#243;w, lecz obron&#281; wiary jako prawdy mi&#322;o&#347;ci. Zafa&#322;szowanie chrze&#347;cija&#324;stwa wskutek potrzeby uzasadnienia jakiej&#347; w&#322;adzy doczesnej, na przyk&#322;ad w carskiej Rosji i na r&#243;&#380;nych poziomach wsz&#281;dzie w &#8222;&#347;wiecie chrze&#347;cija&#324;skim&#8221;, poci&#261;ga za sob&#261; zafa&#322;szowanie chrze&#347;cija&#324;skiej idei Boga. Tam, gdzie &#8222;chrze&#347;cija&#324;stwo&#8221; b&#281;dzie wojuj&#261;ce i despotyczne, tam zawsze pojawi si&#281; odpowied&#378; anarchistyczna. Tam, gdzie b&#281;dzie si&#281; zabija&#263; w imi&#281; Boga, tam te&#380; b&#281;dzie si&#281; zabija&#263; z nienawi&#347;ci do Boga. Obecno&#347;&#263; Boga-mi&#322;o&#347;ci nie mo&#380;e wsp&#243;&#322;istnie&#263; z poga&#324;sk&#261; koncepcj&#261; w&#322;adzy. Laberthonni&#232;re dobrze wiedzia&#322;, &#380;e w &#347;wiecie prawdziwie chrze&#347;cija&#324;skim wszelka w&#322;adza musi si&#281; sta&#263; s&#322;u&#380;b&#261; i znale&#378;&#263; uzasadnienie przynajmniej w dobru wsp&#243;lnym, z kt&#243;rego korzystaj&#261; wszyscy rz&#261;dzeni. Rz&#261;dzenie musi by&#263; tutaj wci&#261;&#380; w s&#322;u&#380;bie mi&#322;o&#347;ci. Powinni&#347;my wi&#281;c zapyta&#263;: gdyby B&#243;g nie by&#322; mi&#322;o&#347;ci&#261; objawion&#261; w Chrystusie, to czy nale&#380;a&#322;oby go usun&#261;&#263;? Dla wierz&#261;cego pytanie to jest absurdalne. B&#243;g nie mo&#380;e by&#263; inny ni&#380; jest. Chrze&#347;cijanin wierzy nie w jakiego&#347; Boga, lecz w konkretnego. Chocia&#380; &#8222;B&#243;g&#8221; nie jest poj&#281;ciem rodzajowym, to jednak jest przypadkiem jedynym w swoim rodzaju. &#8222;B&#243;g&#8221; jest symbolem w&#322;asnego imienia, znakiem tego, &#380;e m&#243;wi si&#281; do osoby i &#380;e m&#243;wi si&#281; o niej. Usun&#261;&#263; trzeba zatem b&#322;&#281;dy ludzi dotycz&#261;ce istoty tej osoby &#8211; i mo&#380;na si&#281; spodziewa&#263;, &#380;e zostan&#261; one usuni&#281;te, poniewa&#380; osoba ta sama si&#281; objawi&#322;a.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przeciwko Bogu wyst&#281;puje cz&#322;owiek. Bakunin chce ukaza&#263; ludziom ich istot&#281; i godno&#347;&#263;, przedstawiaj&#261;c z rozmys&#322;em &#8222;cz&#322;owieka&#8221; w jego &#380;yciu, dzia&#322;aniach i my&#347;leniu. Istota ludzka jest, jego zdaniem, tworem ewolucji zwierz&#281;cia. Pochodzi z do&#322;u, a nie z g&#243;ry i musi si&#281; jeszcze wspina&#263;. Jest to nowa koncepcja, charakterystyczna dla wielu reprezentant&#243;w umys&#322;owo&#347;ci zachodniej drugiej po&#322;owy XIX wieku, mocno naznaczona ewolucjonizmem i ujmuj&#261;ca ludzk&#261; przysz&#322;o&#347;&#263; jako przed&#322;u&#380;enie ewolucji. Zdaniem Bakunina, cz&#322;owieka mo&#380;na zdefiniowa&#263;; odr&#243;&#380;nia si&#281; on w istotny spos&#243;b od innych zwierz&#261;t &#8222;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zdolno&#347;ci&#261; my&#347;lenia i potrzeb&#261; buntowania si&#281;&lt;/i&gt;&#8221;. Porwany ruchem ku nico&#347;ci Bakunin na sw&#243;j spos&#243;b przyswaja logik&#281; heglowsk&#261;, g&#322;osz&#261;c tw&#243;rcz&#261; si&#322;&#281; negacji: &#8222;Te dwie cechy tw&#243;rczo rozwijaj&#261; si&#281; w historii, uosabiaj&#261;c negatywn&#261; si&#322;&#281; w pozytywnym rozwoju ludzkiej zwierz&#281;co&#347;ci i w rezultacie tworz&#261;c wszystko, co ludzkie w cz&#322;owieku&#8221;. My&#347;l jest te&#380; dla niego zw&#322;aszcza zdolno&#347;ci&#261; krytyczn&#261;, si&#322;&#261;, kt&#243;ra m&#243;wi &#8222;nie&#8221; zar&#243;wno zwierz&#281;co&#347;ci, jak i bosko&#347;ci. Wychwalanie negatywno&#347;ci jako takiej ma donios&#322;e znaczenie z uwagi na logiczn&#261; i symbo-liczn&#261; sp&#243;jno&#347;&#263; my&#347;li, kt&#243;ra wyra&#380;a bunt przeciwko Istocie uzurpuj&#261;cej sobie nawet tytu&#322; Stw&#243;rcy. Negacja tworzy cz&#322;owieka czy to raczej cz&#322;owiek tworzy siebie poprzez negacj&#281;. Nikomu niczego on nie zawdzi&#281;cza. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cz&#322;owiek jest negatywno&#347;ci&#261;, kt&#243;ra siebie tworzy&lt;/i&gt;. Nie by&#263; jako cz&#322;owiek stworzonym przez co&#347; innego, czy to przez przyrod&#281;, czy to przez ewolucj&#281; &#8211; oto &#8222;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;magna carta&lt;/i&gt;&#8221; jego wolno&#347;ci. Poza nim nie ma niczego, co mia&#322;oby warto&#347;&#263;. Wyszed&#322;szy z otch&#322;ani zwierz&#281;co&#347;ci, o&#347;miela si&#281; on by&#263; przeciw tej matce i ze swej niezale&#380;no&#347;ci tworzy warto&#347;&#263;. &#8222;Wyszed&#322; on ze zniewolenia zwierz&#281;co&#347;ci&#261; i, pokonuj&#261;c zniewolenie bosko&#347;ci&#261;, etap przej&#347;ciowy mi&#281;dzy zwierz&#281;co&#347;ci&#261; i cz&#322;owiecze&#324;stwem, dzi&#347; wyrusza na podb&#243;j i poszukiwanie wolno&#347;ci ludzkiej&#8221;. Dramat cz&#322;owieka rozgrywa si&#281; w czasie, kt&#243;rego nie mo&#380;na cofn&#261;&#263;. Nie ma niczego na zewn&#261;trz. Dzia&#322;ania w czasie nic nie poprzedza. Tam, gdzie by&#322;a wieczno&#347;&#263;, jest tylko przysz&#322;o&#347;&#263;, a droga ku tej przysz&#322;o&#347;ci wiedzie przez drzwi &#347;mierci Boga i negacj&#281; wszelkiej metafizycznej, osobowej czy idealnej preegzystencji. Cen&#261; nowego &#380;ycia jest porzucenie matki i usuni&#281;cie ojca. Cz&#322;owiek ustanawia druzgoc&#261;c&#261; nadziej&#281;. On sam j&#261; d&#378;wiga. W&#322;a&#347;nie on musi j&#261; spe&#322;ni&#263;, rozczarowany innymi nadziejami.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co to wszystko mo&#380;e naprawd&#281; oznacza&#263; z ludzkiego punktu widzenia? Naszym zadaniem jest poszukiwanie tutaj czego&#347; znacznie wi&#281;cej ni&#380; doktryny: poszukiwanie tego, co sam Bakunin nazywa &#8222;rzeczywist&#261; i &#380;yw&#261; jednostk&#261;&#8221;, jednostk&#261;, kt&#243;ra jest &#8222;uchwytna wy&#322;&#261;cznie dla innej &#380;ywej jednostki, a nie dla jednostki my&#347;l&#261;cej, czyli cz&#322;owieka wik&#322;aj&#261;cego si&#281; w abstrakcje i trac&#261;cego bezpo&#347;redni kontakt z &#380;yciem&#8221;. Wa&#380;ne jest, by&#347;my uchwycili &#380;yciowy sens doktryny, kt&#243;ra sw&#261; racj&#281; bytu i problemow&#261; sp&#243;jno&#347;&#263; znajduje wy&#322;&#261;cznie w obszarze tego &#380;yciowego sensu: chodzi o my&#347;l, kt&#243;ra &#380;ywi si&#281; afirmacj&#261; nieistnienia. Nie zapominajmy, &#380;e Bakunin stanowczo pogardza abstrakcyjn&#261; i doktrynaln&#261; my&#347;l&#261; jako wyrazem i &#347;rodkiem wysublimowanego despotyzmu &#8211; w&#261;tek ten wci&#261;&#380; b&#281;dzie powraca&#322; w jego osobistej, nami&#281;tnej walce z wszelkimi doktrynerami i tw&#243;rcami socjalizmu. Ten syn rosyjskiej ziemi ma bardzo wyostrzone poczucie zagro&#380;enia ze strony logiki abstrakcyjnej, stosowanej bezpo&#347;rednio do rzeczywisto&#347;ci ludzkiej. Nielogiczno&#347;ci my&#347;liciela wolno&#347;ci cz&#281;sto zyskuj&#261; prawomocny sens jako obrona przed postaw&#261; tych, kt&#243;rzy ducha konsekwencji bior&#261; za sam&#261; prawd&#281; i n&#281;kaj&#261; &#380;ycie logik&#261;, alienuj&#261;c&#261; rzeczywisto&#347;&#263;. Co zatem na p&#322;aszczy&#378;nie samego &#380;ycia oznacza fakt, &#380;e idea Boga bezustannie pozostaje w centrum &#380;ycia i dzie&#322;a Bakunina? Termin &#8222;teologia polityczna&#8221;, kt&#243;ry niedawno zyska&#322; popularno&#347;&#263;, wywodzi si&#281; z polemiki Bakunina z Mazzinim. Wydaje mi si&#281; jednak, &#380;e jego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anty-teologia&lt;/i&gt; jest r&#243;wnie&#380; w pewnej mierze teologi&#261; polityczn&#261;. Wydaje mi si&#281; te&#380;, &#380;e Bakunin potrzebuje Boga, by wci&#261;&#380; na nowo wzmaga&#263; si&#322;&#281; swej osobowo&#347;ci, by nie dopu&#347;ci&#263; do jej u&#347;pienia. Czuje on, &#380;e &#380;yje, czuje, &#380;e jest cz&#322;owiekiem tylko dzi&#281;ki sta&#322;ej, zwr&#243;conej przeciw niemu agresji. Paradoksalno&#347;&#263; tej postawy polega na tym, &#380;e cho&#263; czerpie on sw&#243;j byt ze &#378;r&#243;de&#322; wszelkiego bytu, to s&#261;dzi, i&#380; tworzy siebie dzi&#281;ki negacji, podczas gdy naprawd&#281; tworzony jest przez tego, kogo neguje, jako &#380;e wci&#261;&#380; na nowo wchodzi z nim w relacj&#281;. Paradoksalnie jego bunt zast&#281;puje modlitw&#281;. Czy ten przymus prowokowania Boga nie odpowiada jednemu z najbardziej ukrytych, ale i najsilniejszych instynkt&#243;w cz&#322;owieka przepe&#322;nionego rozpaczliw&#261; wiar&#261;? Prowokowaniu tego, kto si&#281; ukrywa, kto nie odpowiada, czynieniu go obecnym, nawet je&#347;li go obra&#380;amy. W labiryncie duszy prowokacja mo&#380;e by&#263; tak samo pokrewna modlitwie, jak rozpacz &#8211; nadziei. Mamy pasjonuj&#261;cy dokument: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Spowied&#378;&lt;/i&gt;, napisan&#261; przez Bakunina w carskich kazamatach. Niezale&#380;nie od pragmatycznego wymiaru tych manifestacji podleg&#322;o&#347;ci, dokument &#243;w jako ca&#322;o&#347;&#263; uderza niezaprzeczaln&#261; szczero&#347;ci&#261;, dowodz&#261;c&#261; dwu-znacznego stosunku autora do w&#322;adzy boskiej i w&#322;adzy ludzkiej, kt&#243;re zar&#243;wno dla niego, jak i dla cara stanowi&#261; doskona&#322;&#261; jedno&#347;&#263;. Walka z Bogiem, agonia Boga w rozumieniu Unamuno, istnieje przede wszystkim w duszy, a dialog jest zasadniczo dialogiem wewn&#281;trznym, czyli, jak ka&#380;dy prawdziwy dialog, dramatycznym w tej rozstrzygaj&#261;cej kwestii. Nieczyste sumienie, kt&#243;re spowiada si&#281; przed carem, wikariuszem Boga, panem boskiego prawa, w&#322;adczym ojcem wszystkich Rosjan, zakorzenione jest w duszy Bakunina, podobnie jak r&#243;wnie autentyczny duch buntu. Cz&#322;owiek jest zbyt dramatyczny, by by&#263; szczery tylko w jeden spos&#243;b. Je&#347;li w egzystencji istnieje sprzeczno&#347;&#263;, to stawa&#263; si&#281; szczerym znaczy zaprzecza&#263; sobie, a wyra&#378;ne sprzeczno&#347;ci mi&#281;dzy tekstami wskazuj&#261; nie tyle na ewolucj&#281;, ile na napi&#281;cie, i s&#261; naprawd&#281; uchwytne, o ile przyjmie si&#281; zasadnicze i sta&#322;e wsp&#243;&#322;wyst&#281;powanie impuls&#243;w, jakie te sprzeczno&#347;ci wyra&#380;aj&#261;. W gruncie rzeczy nie ma tutaj ani k&#322;amstwa, ani konwersji, jest natomiast pe&#322;na, wzmacniana przez zmian&#281; okoliczno&#347;ci, manifestacja rozdartej duszy. St&#322;umiony g&#322;os wewn&#281;trznego przeciwnika uwalnia si&#281; i m&#347;ci we w&#347;ciek&#322;ej spowiedzi. Bunt przeciw Bogu staje si&#281; patetyczny, jako &#380;e wywo&#322;uje w zbuntowanym konflikt, jako &#380;e krzyk buntu zmierza do uciszenia tego g&#322;osu, kt&#243;ry stale dobywa si&#281; z g&#322;&#281;bi jego serca.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W por&#243;wnaniu z typem &#380;arliwego buntownika, jaki uosabia Bakunin, Marks jest ch&#322;odny. &#379;yje on w lodowym klimacie nieobecno&#347;ci Boga, nie za&#347; w p&#322;omieniach jego wrogiej obecno&#347;ci. Marks d&#261;&#380;y do zmiany &#347;wiata spo&#322;ecznego, oczekuj&#261;c, &#380;e dzi&#281;ki temu zniknie tak&#380;e B&#243;g, nie wskutek bezpo&#347;redniej walki, lecz za spraw&#261; zniesienia warunk&#243;w, kt&#243;re wci&#261;&#380; podtrzymuj&#261; istnienie tego ideologicznego bytu. Jego ucze&#324;, Lenin, jest w jeszcze wi&#281;kszym stopniu typem cz&#322;owieka zamkni&#281;tego na wszelki wp&#322;yw bosko&#347;ci czy wszech&#347;wiata. To istota przyziemna i &#380;yj&#261;ca w tych ciasnych granicach, w niemal bezkonfliktowej r&#243;wnowadze wewn&#281;trznej, spokojna i zdecydowana, wolna od w&#261;tpliwo&#347;ci, ca&#322;kowicie skoncentrowana na dzia&#322;aniu politycznym. Wystarczy spojrze&#263; na jego pismo, proste, wyra&#378;ne i r&#243;wne. Zestawiony z Bakuninem, to drobnomieszczanin, ale te&#380;, z tej w&#322;a&#347;nie racji, najskuteczniejsze, najbardziej wyspecjalizowane narz&#281;dzie ziemskiej rewolucji. Bakunin przypomina pot&#281;pionych z rodu Kaina, ze &#347;wity Lucyfera &#8211; nie chce w&#322;adzy, &#8222;bycia Bogiem&#8221;, pragnie natomiast godno&#347;ci buntownika na wz&#243;r Lucyfera przewodz&#261;cego &#8222;Buntowi anio&#322;&#243;w&#8221;. Marks i Lenin nie maj&#261;, jak si&#281; wydaje, mitycznego miejsca w &#347;wiecie chrze&#347;cija&#324;skim. Dla nich B&#243;g naprawd&#281; jest martwy. Znaczy to, &#380;e w gruncie rzeczy nigdy nie by&#322; &#380;ywy. Wszyscy si&#281; tego dowiedz&#261;, gdy spo&#322;ecze&#324;stwo ulegnie przemianie. B&#243;g jest tylko cieniem podzia&#322;u i ucisku klasowego oraz alienacji tego, co ludzkie w cz&#322;owieku, jak&#261; one za sob&#261; poci&#261;gaj&#261;. Nieistnienie Boga jest przede wszystkim prawd&#261; teoretyczn&#261;. Tymczasem wiara w Boga jest b&#322;&#281;dem, kt&#243;ry stawia op&#243;r naukowemu uzasadnianiu tego nieistnienia. Wiar&#281; t&#281; uzasadnia spo&#322;eczny status idei Boga i osiemnastowieczni wolnomy&#347;liciele nie mogli jej zniszczy&#263;, gdy&#380; warunki jej spo&#322;ecznego funkcjonowania pozosta&#322;y nienaruszone. Nadej&#347;cie komunizmu wyrwie korzenie iluzji i uczyni zbytecznym opium dla ludu. W sumie umrze tylko jaka&#347; ideologia, a pozosta&#322;&#261; po niej pustk&#281; od razu wype&#322;ni rzeczywisto&#347;&#263;. Chodzi przecie&#380; o zwyk&#322;&#261; nico&#347;&#263;, kt&#243;ra nie skrywa &#380;adnej tajemnicy i nie mo&#380;e wzbudza&#263; ani zainteresowania, ani l&#281;ku: to zaledwie nico&#347;&#263; ustanowiona przez negatywny s&#261;d dotycz&#261;cy istnienia: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;non est&lt;/i&gt;. Bakunin za&#347; wci&#261;&#380; na nowo musi pr&#243;bowa&#263; zabija&#263; kogo&#347;, kto, w jego poczuciu, &#380;yje. Nigdy nie mo&#380;e go zabi&#263; zupe&#322;nie i w skryto&#347;ci nie chce tego. Gdyby B&#243;g by&#322; niczym, to przeciw komu skierowany by&#322;by bunt? W gruncie rzeczy ta Bakuninowa negacja Boga, nigdy nie doko&#324;czona, jest nie tylko niezale&#380;na od teoretycznej negacji jego istnienia, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;lecz tak&#380;e j&#261; wyklucza&lt;/i&gt;. Nico&#347;&#263; ustanowiona tym aktem egzystencjalnej negacji jest przeciwstawiona teoretycznej nico&#347;ci wynikaj&#261;cej z s&#261;du negatywnego. Jest to nico&#347;&#263;, kt&#243;ra za spraw&#261; swej skuteczno&#347;ci fascynuje, skrywa sam byt i zarazem go ujawnia: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;est nihil&lt;/i&gt;. Gdyby przeciwnik nie istnia&#322;, a zw&#322;aszcza gdyby nie istnia&#322; w najwy&#380;szym stopniu, wszelka walka sta&#322;aby si&#281; pustym i &#347;miechu wartym spektaklem. Teoretyczne przyznanie mu istnienia by&#322;oby, oczywi&#347;cie, os&#322;abieniem bezwzgl&#281;dnej wrogo&#347;ci aktu, jaki my&#347;l ta chce wyrazi&#263;. To niemo&#380;liwe. Z drugiej jednak strony nie uzna&#263; jego istnienia znaczy&#322;oby unicestwi&#263; siebie jako buntownika. Walka zawiera wi&#281;cej tre&#347;ci ni&#380; teoria. Bez tej walki Bakunin musia&#322;by umrze&#263; w nieuchronnej samotno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wolny cz&#322;owiek przysz&#322;o&#347;ci jest tylko marzeniem. Rzeczywisto&#347;&#263; dzisiejsza to cz&#322;owiek realny, jakim jestem; w przypadku Bakunina to buntownik, cz&#322;owiek walki, kt&#243;ry potrzebuje przeciwnika. Istnieje r&#243;wnie&#380; rasa anarchist&#243;w, dla kt&#243;rych marzenie o doskona&#322;ym pokoju i doskona&#322;ej wolno&#347;ci, marzenie odwiecznie ludzkie, marzenie rajskie, zniekszta&#322;cone marzenie chrze&#347;cija&#324;skie, jest sam&#261; istot&#261; ich buntu, marzeniem bardziej rzeczywistym ni&#380; &#243;w bunt. Ale taki wojownik, jak Bakunin, marzy nie tyle o pokoju, ile o najwi&#281;kszej przygodzie rewolucyjnej, nie tyle o wolno&#347;ci, ile o wyzwalaniu. Z oczywisto&#347;ci&#261; dowodzi tego ca&#322;e jego &#380;ycie, owo ci&#261;g&#322;e poszukiwanie walki rewolucyjnej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gdyby B&#243;g nie istnia&#322;, nie mo&#380;na by go usun&#261;&#263;. By&#263; mo&#380;e istniej&#261; dusze, dla kt&#243;rych rozpaczliwy atak jest jedynym sposobem, by komunikowa&#263; si&#281; z &#380;ywym Bogiem i nie pozwoli&#263; mu umrze&#263;, w&#322;a&#347;nie wskutek tego, &#380;e chce si&#281; go wci&#261;&#380; na nowo zabija&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bakunin, skomplikowany pisarz, metafizyk, teolog wierz&#261;cy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#224; rebours&lt;/i&gt;, nieposkromiona si&#322;a negacji i buntu, stanowi zapowied&#378; wszystkich charakterystycznych cech pr&#261;du witalnego, jakim anarchizm jest w wi&#281;kszym stopniu ni&#380; teori&#261;. Ci, kt&#243;rzy spalili ko&#347;cio&#322;y Barcelony, by&#263; mo&#380;e nie tak dalecy byli od jego prowokacyjnej postawy, bardziej przekl&#281;tej ni&#380; zbrodniczej, bardziej desperackiej ni&#380; ateistycznej. To wszystko, co prze&#380;y&#322; &#243;w Rosjanin, jest mu bowiem w&#322;a&#347;ciwe nie tyle jako jednostce, ile jako cz&#322;owiekowi, kt&#243;ry &#380;yje jednym z dramat&#243;w w&#322;a&#347;ciwych ka&#380;demu, dramat&#243;w w&#322;a&#347;ciwych nam wszystkim jako mo&#380;liwo&#347;ci. Uwa&#380;am, &#380;e wa&#380;niejsze od pr&#243;by wy&#322;o&#380;enia jakiej&#347; domniemanej doktryny anarchizmu jest zrozumienie tego rzeczywistego ludzkiego dramatu, jaki jest udzia&#322;em Bakunina, dramatu, &#347;ci&#347;le rzecz bior&#261;c, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;aktywnej niezmienno&#347;ci niemo&#380;liwego buntu&lt;/i&gt;, przejawiaj&#261;cego si&#281; we wszystkich jego gwa&#322;townych &#380;yciowych poczynaniach. W historii bowiem nigdy nie realizuj&#261; si&#281; doktryny, niekiedy natomiast eksploduj&#261; si&#322;y, dramatyczne napi&#281;cia ludzkiego &#380;ycia &#8211; ku zaskoczeniu i przera&#380;eniu tych, kt&#243;rzy spokojnie osadzili si&#281; w porz&#261;dku nieo&#380;ywianym przez mi&#322;o&#347;&#263; Boga. W buncie jest tak&#380;e co&#347; z opatrz&#172;no&#347;ci: je&#347;li bowiem Bakunin jest przeciw Bogu, to B&#243;g nie jest przeciw nikomu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zaufanie pok&#322;adane w tw&#243;rczej sile &#380;ycia samo stanowi dla analizy filozoficznej najistotniejsz&#261; cech&#281; postawy anarchistycznej. Zaufaniu temu odpowiada metafizyka &#380;ycia. Niekt&#243;re sformu&#322;owania Bakunina przypominaj&#261; Nietzschego i Klagesa. Bakunin jest jednak wolny od wszelkiego romantycznego pesymizmu. Pojmuje on &#380;ycie jako si&#322;&#281;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kt&#243;ra wywo&#322;uje wybuch&lt;/i&gt;, zar&#243;wno w sensie nag&#322;ego i katastrofalnego zniszczenia, cho&#263;by dynamitem, jak i w sensie gwa&#322;townego tw&#243;rczego dzia&#322;ania uwolnionych mocy. &#379;ycie jest ca&#322;kowicie zwr&#243;cone ku przysz&#322;o&#347;ci. Jest to witalizm rewolucyjny, kt&#243;ry przeciwstawia si&#281; witalizmowi reakcyjnemu Klagesa i rasist&#243;w, ale te&#380; wszelkiego rodzaju racjonalizmowi. Jest on r&#243;wnie odleg&#322;y od materializmu, jak od idealizmu. Wyj&#347;ciowa alterna-tywa Engelsa, kt&#243;ry chce, by my&#347;l by&#322;a albo materialistyczna, albo idealistyczna, nie potrafi zrozumie&#263; tego witalizmu, jak zreszt&#261; te&#380; personalizmu, b&#281;d&#261;cego jeszcze czym&#347; innym. W perspektywie tego witalnego dynamizmu &#8222;idee&#8221; zniekszta&#322;caj&#261; &#347;wiat, uniemo&#380;liwiaj&#261;c ruch &#380;ycia. To nie one b&#281;d&#261; tworzy&#263; nowe &#380;ycie. St&#261;d w doktrynie anarchistycznej niemal zamierzony brak precyzji, zw&#322;aszcza w opracowywaniu perspektyw przysz&#322;o&#347;ci. Gdy materialne i duchowe ramy wrogiego spo&#322;ecze&#324;stwa zostan&#261; zniszczone, samo &#380;ycie we&#378;mie na siebie zadanie kszta&#322;towania nowego spo&#322;ecze&#324;stwa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W sposobie zwalczania klerykalizmu przez liberalizm, marksizm i anarchizm wyst&#281;puj&#261; zasadnicze r&#243;&#380;nice, analogicznie jak w ich stosunku do pa&#324;stwa i w&#322;asno&#347;ci kapitalistycznej. Libera&#322; mo&#380;e widzie&#263; w klerykalizmie deformacj&#281; Ko&#347;cio&#322;a albo, niewielka r&#243;&#380;nica, w istnieniu Ko&#347;cio&#322;a &#8211; deformacj&#281; religii. Chce on zatem zreformowa&#263; Ko&#347;ci&#243;&#322;, jego jedynym obowi&#261;zkiem uczyni&#263; pos&#322;ug&#281; duchow&#261;, albo zreformowa&#263; religi&#281;, uwalniaj&#261;c j&#261; od Ko&#347;cio&#322;a. Nawet gdy wo&#322;a&#322;: &#8222;zmia&#380;d&#380;cie niegodziwo&#347;&#263;&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb2&quot; name=&quot;nh2&quot; id=&quot;nh2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] S&#322;ynne wyra&#380;enie Voltaire&amp;#39;a, maj&#261;cego na my&#347;li religi&#281; [przyp. (...)' &gt;2&lt;/a&gt;] , nie uwa&#380;a&#322; si&#281; za cz&#322;owieka antyreligijnego, lecz, przeciwnie, domaga&#322; si&#281; religii prawdziwej, wolnej, naturalnej. Jest to prawd&#261; przynajmniej w odniesieniu do wielkich inspirator&#243;w i przyw&#243;dc&#243;w ruchu liberalnego i demokratycznego: Voltaire'a, Rousseau, Robespierre'a, Massiniego, niezale&#380;nie od istniej&#261;cych mi&#281;dzy nimi r&#243;&#380;nic. &#346;ci&#347;le rzecz bior&#261;c, libera&#322; uwa&#380;a religi&#281; za co&#347; niezbyt rozumnego. W ka&#380;dym razie jego religi&#261; nie jest antyreligia, odmiennie ni&#380; w przypadku anarchisty. Nawet je&#347;li istnieje cz&#281;&#347;ciowe pokrewie&#324;stwo mi&#281;dzy doktryn&#261; Rousseau a niekt&#243;rymi marzeniami anarchizmu, to trudno o co&#347; bardziej sprzecznego z duchem anarchizmu ni&#380; wyznanie wiary wikarego sabaudzkiego [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb3&quot; name=&quot;nh3&quot; id=&quot;nh3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] Taki tytu&#322; nosi fragment pracy J.-J. Rousseau Emil, czyli o wychowaniu (...)' &gt;3&lt;/a&gt;] Ko&#347;ci&#243;&#322; i sama religia jawi&#261; si&#281; anarchi&#347;cie jako narz&#281;dzia duchowego i doczesnego ciemi&#281;&#380;enia. Bezwzgl&#281;dnie nale&#380;y je pokona&#263; i zniszczy&#263;. Nie chc&#261;c by&#263; ju&#380; &#8222;stworzeniem&#8221;, nie jest si&#281; ju&#380; deist&#261;, lecz &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;antyteist&#261;&lt;/i&gt;. Tutaj jeszcze anarchizm zbli&#380;a si&#281; w pewnej mierze do marksizmu. R&#243;wnie&#380; dla marksizmu religia jest Ko&#347;cio&#322;em, Ko&#347;ci&#243;&#322; &#8211; klerykalizmem, i ca&#322;a tr&#243;jca musi znikn&#261;&#263; w spo&#322;ecze&#324;stwie przysz&#322;o&#347;ci. Ale tak samo, jak znikni&#281;cia pa&#324;stwa, Marks oczekuje te&#380; znikni&#281;cia religii jako logicznego nast&#281;pstwa rewolucji ekonomicznej i spo&#322;ecznej, kt&#243;ra obali porz&#261;dek dotychczas budowany i utrwalany przez religi&#281;. Proletariat wyeliminuje ucisk i wyzysk klasowy. Nikt nie b&#281;dzie ju&#380; mia&#322; rzeczywistej korzy&#347;ci z zachowania ludowej wiary. Podobnie rzeczywiste zadowolenie ludu uczyni zb&#281;dnym jego pocieszanie si&#281; w wyobra&#378;ni. Anarchista chce natomiast za jednym zamachem obali&#263; Ko&#347;ci&#243;&#322; i religi&#281; oraz pa&#324;stwo i kapitalizm. Bezpo&#347;rednim skutkiem zniszczenia autorytarnego potwora o trzech g&#322;owach b&#281;dzie ca&#322;kowite wyzwolenie cz&#322;owieka. Z tego zniszczenia, owocuj&#261;cego wreszcie wyzwoleniem natury ludzkiej, zrodzi si&#281; spo&#322;ecze&#324;stwo przysz&#322;o&#347;ci. Dla marksisty rewolucja polityczna jest tylko krytycznym momentem w d&#322;ugiej i koniecznej ewolucji dialek-tycznej, kt&#243;ra prowadzi do komunizmu. Dla anarchisty ta rewolucja jest ekstatycznym momentem swobodnego zniszczenia wszelkiej zak&#322;amanej ludzko&#347;ci i tym samym narodzin ludzko&#347;ci prawdziwej, kt&#243;ra oczekiwa&#322;a na ten moment, ludzko&#347;ci nowej i by&#263; mo&#380;e najstarszej, niejako ludzko&#347;ci rajskiej, braterskiej, pani swego losu, niemaj&#261;cej kr&#243;la ani rz&#261;du, opiekuna ani bogacza, ksi&#281;dza ani zakonnika: ludzko&#347;ci braterskiej niemaj&#261;cej ojca.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Uto&#380;samienie w&#322;adzy duchowej i doczesnej w tym samym skazaniu na &#347;mier&#263; stanowi odpowied&#378; stosown&#261; do ich pozytywnego uto&#380;samienia we wszelkiego rodzaju cezaropapizmie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest to oczywiste w odniesieniu do ortodoksyjnej Rosji Car&#243;w i nie mniej prawdziwe w odniesieniu do Hiszpanii, gdzie niekt&#243;re w&#322;adze ko&#347;cielne bardzo cz&#281;sto by&#322;y, jak si&#281; wydaje, jedynie wspornikami monarchii, posiadaczy i armii. Nie mo&#380;na zaprzeczy&#263;, &#380;e porozumienie posiadaczy naj&#347;wi&#281;tszych tytu&#322;&#243;w &#8211; sojusz w najstraszliwszej opresji i ze wzgl&#281;du na najmniej daj&#261;ce si&#281; uzasadni&#263; interesy &#8211; stanowi tez&#281;, kt&#243;rej &#347;ci&#347;le odpowiada anarchistyczna antyteza. Je&#347;li jest prawd&#261;, &#380;e anarchizm to doktryna kra&#324;cowo upraszczaj&#261;ca, jako &#380;e jego teoria stanowi, logicznie rzecz bior&#261;c, &#322;a&#324;cuch identyfikacji, to jest tak&#380;e prawd&#261;, &#380;e istnia&#322;a rzeczywista podstawa dla tego zamierzonego braku rozr&#243;&#380;nie&#324;. Masy ludowe nie mog&#261; ju&#380; dostrzega&#263; zasadniczych r&#243;&#380;nic mi&#281;dzy instancjami, kt&#243;re praktycznie, empirycznie uto&#380;samiaj&#261; si&#281; ze sob&#261; w jakim&#347; momencie historycznym. Poza tym lud ma dobr&#261; pami&#281;&#263;. To nie przypadek, jak s&#261;dz&#281;, &#380;e anarchizm jest tak zakorzeniony w ludzie, w kt&#243;rym niegdy&#347; tak decyduj&#261;c&#261; rol&#281; odgrywa&#322;a inkwizycja na s&#322;u&#380;bie monarchii absolutnej &#8222;kr&#243;l&#243;w katolickich&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anarchizm nie mia&#322; wielu zwolennik&#243;w w krajach protestanckich. &#8222;Anarchizm indywidualistyczny&#8221; niekt&#243;rych intelektualist&#243;w niemieckich nie ma nic wsp&#243;lnego z prawdziwym anarchizmem rewolucyjnym. Jest on tylko ucieczk&#261; jednostki od spo&#322;ecze&#324;stwa, nie za&#347; si&#322;&#261;, kt&#243;ra zmierza do jego przekszta&#322;cenia. Anarchizm Bakunina i anarchistycznego ruchu robotniczego nie jest &#8222;indywidualistyczny&#8221;. Pragn&#261;c radykalnego wyzwolenia ka&#380;dego cz&#322;owieka, rozumie on go jako istot&#281; z gruntu spo&#322;eczn&#261;. Nie chodzi o przeciwstawienie spo&#322;ecze&#324;stwu tego dumnego potwora, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Einzige&lt;/i&gt; [Jedynego], jednostki sztucznie, fikcyjnie wyizolowanej przez Stirnera; chodzi natomiast o przeciwstawienie spo&#322;ecze&#324;stwu fa&#322;szywemu spo&#322;ecze&#324;stwa prawdziwego, o zniesienie przymusu spo&#322;ecznego w celu uwolnienia naturalnego uspo&#322;ecznienia cz&#322;owieka. Gr&#281; egoizmu nale&#380;y zast&#261;pi&#263; naturaln&#261; solidarno&#347;ci&#261;. Sam czyn rewolucyjny charakteryzuje si&#281; spontaniczno&#347;ci&#261;. Niekiedy mo&#380;e on by&#263; czynem indywidualnym, ale jego charakter jest zawsze spo&#322;eczny. Mimo &#380;e Bakunin bardzo cz&#281;sto przypomina Nietzschego, to koniecznie nale&#380;y podkre&#347;li&#263;, &#380;e jego wizj&#281; przysz&#322;o&#347;ci charakteryzuje nie oczekiwanie na nadcz&#322;owieka, lecz nadzieja zdecydowanie kolektywna. To pewne, &#380;e on tak&#380;e pragnie ca&#322;kowitej przemiany cz&#322;owieka, chodzi jednak o przemian&#281;, kt&#243;ra nie ogranicza si&#281; do elity. Trudno o co&#347; w mniejszym stopniu anarchistycznego ni&#380; idea panowania nad &#347;wiatem nadludzi, ni&#380; zainteresowanie Nietzschego prawami Manu, jego sympatia dla absolutyzmu feudalnego, o ile tylko jest on wyrazem woli mocy ludzi niezwyk&#322;ych; trudno o co&#347; w mniejszym stopniu anarchistycznego ni&#380; jego podziw dla takiego ksi&#281;cia jak Cezar Borgia! Nawet tam, gdzie jest on ca&#322;kowicie wolny od wp&#322;yw&#243;w romantycznych czy klasycznych, Nietzsche ulega fascynacji postaw&#261; arystokratyczn&#261;, &#8222;patosem dystansu&#8221;. Sama &#347;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e to cz&#322;owiek tworzy warto&#347;ci, bog&#243;w i tablice praw, musi pozosta&#263; strasznym sekretem dostoje&#324;stwa. Anarchista za&#347; w znacznie wi&#281;kszym stopniu ni&#380; mieszcza&#324;ski demokrata jest egalitaryst&#261;. R&#243;wno&#347;&#263;, o jakiej marzy, nie jest abstrakcyjna czy prawna ani po prostu ekonomiczna: to &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;r&#243;wno&#347;&#263; braci&lt;/i&gt;. A w&#322;a&#347;nie wszyscy b&#281;d&#261; bra&#263;mi. To, co niskie, jest niskie, poniewa&#380; istnieje to, co wysokie. Je&#347;li nie b&#281;dzie tego, co wysokie, nie b&#281;dzie te&#380; tego, co niskie, nie b&#281;dzie ani ucisku, ani zazdro&#347;ci, lecz mi&#322;o&#347;&#263; i wsp&#243;&#322;praca. Jest to utopijny kolektywizm rewolucyjny, bezpo&#347;redni i wyzwole&#324;czy, znosz&#261;cy dystans. Trudno o co&#347; w mniejszym stopniu nietzschea&#324;skiego czy indywidualistycznego. Chodzi tu o wyzwolenie cz&#322;owieka, nie za&#347; o wyzwolenie jednostki. Problem cz&#322;owieka i problem spo&#322;ecze&#324;stwa to tutaj to samo. Nale&#380;y uwolni&#263; spo&#322;ecze&#324;stwo, nie za&#347; uwolni&#263; si&#281; od niego. Z punktu widzenia anarchisty Stirner jest tylko karykaturalnym mieszcza&#324;skim libera&#322;em, Nietzsche za&#347;, umys&#322; znacznie bardziej z&#322;o&#380;ony i g&#322;&#281;boki, w og&#243;le nie jest rewolucjonist&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z tego wzgl&#281;du anarchizm mniej przystaje do indywidualizmu ni&#380; do personalizmu, r&#243;&#380;ni&#261;c si&#281; od tego ostatniego zw&#322;aszcza sw&#261; generalnie witalistyczn&#261; koncepcj&#261; cz&#322;owieka. &#8222;Anarchizm indywidualistyczny&#8221; jest pe&#322;en pogardy dla innego w og&#243;le. Prawdziwy anarchista nikim nie gardzi &#8211; on nienawidzi; nienawidzi przede wszystkim instytucji i praw, a tak&#380;e ludzi, kt&#243;rzy je reprezentuj&#261; i s&#261; przez nie wypaczeni. Nienawidzi pa&#324;stwa, armii, klas rz&#261;dz&#261;cych i posiadaj&#261;cych, a jeszcze bardziej nienawidzi Ko&#347;cio&#322;a, t&#261; prawdziw&#261; nienawi&#347;ci&#261;, kt&#243;ra nigdy nie rodzi si&#281; z oboj&#281;tno&#347;ci czy sprzeczno&#347;ci interes&#243;w, lecz zawsze z zawiedzionej mi&#322;o&#347;ci. Ta anarchistyczna nienawi&#347;&#263; wyra&#380;a rozpacz ludu katolickiego. Nie chodzi o wybaczenie, lecz o rozumienie. Lud ma przekonanie, &#380;e &#380;o&#322;nierz i kapitalista s&#261; jego naturalnymi adwersarzami, ksi&#261;dz za&#347; nie. To przekonanie i nienawi&#347;&#263;, jak&#261; ono budzi, b&#281;d&#261; tym silniejsze, im &#243;w lud z racji swej historii b&#281;dzie bardziej przenikni&#281;ty duchem chrze&#347;cija&#324;stwa. Trudno o co&#347; bardziej bolesnego ni&#380; znale&#378;&#263; wroga tam, gdzie spodziewali&#347;my si&#281; znale&#378;&#263; brata. Nienawi&#347;&#263; do feudalnego klerykalizmu mo&#380;e przybra&#263; formy skrajnie gwa&#322;towne. Ani zwyk&#322;e skonstatowanie &#8222;czyn&#243;w przest&#281;pczych&#8221;, ani hipoteza, &#380;e &#8222;pospolici przest&#281;pcy&#8221; cz&#281;sto do&#322;&#261;czaj&#261; do anarchist&#243;w, ani twierdzenie, &#380;e z niekt&#243;rych ko&#347;cio&#322;&#243;w i monastyr&#243;w strzelano do ludu, nie mog&#261; wystarczy&#263; umys&#322;om poszukuj&#261;cym prawdziwego zrozumienia ludzkich czyn&#243;w. Strach po obu stronach, kt&#243;ry cz&#281;sto ka&#380;e si&#281;ga&#263; po bro&#324;, odpowiada pewnej rzeczywisto&#347;ci psychologicznej. Nasuwa si&#281; pytanie, w jaki spos&#243;b nienawi&#347;&#263; do Ko&#347;cio&#322;a mo&#380;e sta&#263; si&#281; nami&#281;tno&#347;ci&#261;, kt&#243;ra powoduje tak straszne zniszczenia, gdy zbrojne rami&#281; w&#322;adzy doczesnej nie chroni ju&#380; skutecznie ustanowionego porz&#261;dku, a wraz z nim Ko&#347;cio&#322;a. To, co straszne, jest straszne, to, co zbrodnicze, jest zbrodnicze, ale w &#347;wiecie moralno&#347;ci nic nie zdarza si&#281; bez powodu i dla wyja&#347;nienia fakt&#243;w z porz&#261;dku ludzkiego nie nale&#380;y zbyt szybko przywo&#322;ywa&#263; demona. Jest on wsz&#281;dzie i nigdzie. Nie nale&#380;y przypisywa&#263; ca&#322;ej winy tym, kt&#243;rzy by&#263; mo&#380;e stali si&#281;, kim s&#261;, z powodu naszego braku mi&#322;o&#347;ci. Faryzeizm, kt&#243;ry odrzuca odpowiedzialno&#347;&#263; moraln&#261; ca&#322;ej ludzko&#347;ci, a zw&#322;aszcza chrze&#347;cija&#324;stwa, i kt&#243;ry os&#261;dza innego, nie uto&#380;samiaj&#261;c si&#281; z nim w obliczu Boga, pozostaje w sprzeczno&#347;ci z prawd&#261; chrze&#347;cija&#324;stwa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anarchizm, radykalizm witalistyczny, zwraca si&#281; nie tyle do rozumu, ile do niejasnych odczu&#263; mas ludowych. Stanowi on ruch &#8222;ludowy&#8221;, ruch prostych ludzi. Dlatego mo&#380;e on si&#281; sta&#263; si&#322;&#261; historyczn&#261; jedynie tam, gdzie istnieje jeszcze &#8222;lud&#8221; w sensie dos&#322;ownym, czyli prawie nigdzie w dzisiejszej Europie. Marksizm jako ruch masowy jest, przeciwnie, autentycznym wytworem &#8222;nowoczesnego&#8221; &#347;wiata przemys&#322;owego i miejskiego proletariatu, gdy&#380; proletariat z uwagi na sw&#243;j spos&#243;b pracy i &#380;ycia jest bardziej podatny na refleksj&#281; ni&#380; na witalny poryw. Anarchistyczny proletariat jest zasadniczo warstw&#261; spo&#322;eczn&#261; ch&#322;op&#243;w, kt&#243;rzy nie w pe&#322;ni ulegli wykorzenieniu. Tote&#380; anarchi&#347;ci z Barcelony w wi&#281;kszo&#347;ci pochodzili z najbiedniejszych rolniczych region&#243;w Hiszpanii. W &#347;rodowisku anarchistycznym nigdy, by tak rzec, nie m&#243;wiono po katalo&#324;sku. Ten sam fakt spo&#322;eczny mo&#380;na by&#322;o odnotowa&#263; w Andaluzji i we W&#322;oszech przed pojawieniem si&#281; faszyzmu. Ten ludowy charakter anarchizmu przypomina ducha bunt&#243;w u schy&#322;ku &#347;redniowiecza, przywodzi na my&#347;l star&#261; pie&#347;&#324; ch&#322;op&#243;w niemieckich, pie&#347;&#324; Floriana Geyera z jej patetycznym, nieprzek&#322;adalnym refrenem, zach&#281;caj&#261;cym do palenia feudalnych klasztor&#243;w:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;_ Spiess voran, drauf und dran,
&lt;br /&gt;setzt aufs Klosterdach den roten Hahn!&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb4&quot; name=&quot;nh4&quot; id=&quot;nh4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] 3/Wierszyk mo&#380;na by prze&#322;o&#380;y&#263; tak: &#8222;Gdy si&#281; w dzidy uzbroimy / Dach klasztoru (...)' &gt;4&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ta niemal atawistyczna cecha stanowi g&#322;&#243;wn&#261; s&#322;abo&#347;&#263; anarchizmu, gdy chodzi o jego rol&#281; i szanse w dzisiejszej Europie.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co do teorii Marks jest znacznie bardziej heglowski ni&#380; Bakunin, mimo &#380;e ten ostatni zgodnie z intelektualn&#261; mod&#261; czas&#243;w swej m&#322;odo&#347;ci cz&#281;sto przejmuje terminologi&#281; i niekt&#243;re idee &#8222;lewicy heglowskiej&#8221;. Pragnienie odkrywania tego, co rozumne, w stawaniu si&#281; jest rozstrzygaj&#261;cym przedsi&#281;wzi&#281;ciem zar&#243;wno Marksa, jak i Hegla. Ale dla Marksa owo stawanie si&#281; nie uzgadnia si&#281; ju&#380; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a priori&lt;/i&gt; z samym ruchem idei filozoficznej. Dlatego dla niego rewolucja i sama wola rewolucyjna s&#261; koniecznymi skutkami ewolucji, kt&#243;ra zarazem jest gwarancj&#261; ich ko&#324;cowego sukcesu. Nie nale&#380;y p&#322;yn&#261;&#263; pod pr&#261;d, lecz z pr&#261;dem. Nawet konformizm heglowski staje si&#281; rewolucyjny, gdy uzgodnimy go z dialektycznym prawem ruchu spo&#322;ecznego. A zatem je&#347;li nawet marksista nie jest do&#347;&#263; blisko filozoficznego centrum doktryny, to jednak jako istota my&#347;l&#261;ca zawsze liczy si&#281; z rzeczywisto&#347;ci&#261; zewn&#281;trzn&#261; i zdaje sobie spraw&#281;, w jakim punkcie ewolucji w danym momencie historycznym si&#281; znajduje. Jego taktyka polega na gi&#281;tko&#347;ci i mo&#380;e on osi&#261;gn&#261;&#263; sukces moc&#261; realizmu. Ta zdolno&#347;&#263; adaptacji sprawia, &#380;e wci&#261;&#380; nara&#380;a si&#281; on na zagubienie celu ko&#324;cowego, zreszt&#261; sam ten cel ko&#324;cowy, logicznie rzecz bior&#261;c, nie mo&#380;e by&#263; dla marksisty czym&#347; niezmiennym; je&#347;li bowiem rzeczy przybieraj&#261; inny obr&#243;t, ni&#380; tego oczekiwa&#322; Marks, to racja, zgodnie z podstawowym wymogiem marksowskiego realizmu, b&#281;dzie po ich stronie. Staj&#261;c si&#281; realistyczna, dialektyka heglowska nie mo&#380;e ju&#380; by&#263; gwarancj&#261; prawdy absolutnej. Ewoluuj&#261;c &#8222;od utopii do nauki&#8221;, komunizm nieuchronnie zagubi&#322; charakter absolutnego postulatu, niezale&#380;nego od ewolucji rzeczywisto&#347;ci. Za t&#281; cen&#281; niekiedy zyskuje on na skuteczno&#347;ci. Ewolucja niemieckiej socjaldemokracji najlepiej pokazuje, na jakie niebezpiecze&#324;stwo nara&#380;ony jest marksizm staj&#261;cy si&#281; empiryzmem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ewolucyjnym&lt;/i&gt;. Nie jest to zgodne z intencj&#261; Marksa, ale to niew&#261;tpliwie jedna z mo&#380;liwych konsekwencji jego postawy, tak odmiennej od postawy anarchist&#243;w, kt&#243;rzy zjad&#322;szy owoc z drzewa wiedzy heglowskiej, nie utracili rewolucyjnej niewinno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anarchizm nie mo&#380;e odnie&#347;&#263; sukcesu, zw&#322;aszcza w dzisiejszym &#347;wiecie. Nieuchronnie przywodzi on na my&#347;l tragiczn&#261; szlachetno&#347;&#263; Don Kichota, pokonanego przez wiatraki, symbole rzeczywisto&#347;ci, a szczeg&#243;lnie rzeczywisto&#347;ci zmechanizowanej, to znaczy ca&#322;kowicie oboj&#281;tnej wobec &#380;ycia i cz&#322;owieka. W ka&#380;dym razie r&#243;wnie&#380; w Hiszpanii anarchizm zostanie zwyci&#281;&#380;ony, b&#261;d&#378; przez faszyzm, b&#261;d&#378; przez koalicj&#281;, z jednej strony, marksist&#243;w, kt&#243;rzy chwilowo poprzestaj&#261; na realizacji tego, co mo&#380;liwe, czyli republiki demokratycznej i g&#322;&#281;bokiej reformy spo&#322;ecznej, z drugiej za&#347; &#8211; liberalnych demokrat&#243;w z partii Azany. Zniszczenia ducha anarchizmu, nawet je&#347;li nie samej partii anarchistycznej, w okrutny spos&#243;b dope&#322;ni lekcja realizmu, jakiej udzieli nowoczesna wojna, tak pot&#281;&#380;nie zmechanizowana. W &#347;wietle swego nieuchronnego przeznaczenia anarchizm wydaje si&#281; bardziej szlachetny, ni&#380; wydawa&#322; si&#281; pocz&#261;tkowo i ni&#380; mo&#380;e si&#281; wydawa&#263; tym, kt&#243;rzy praktycznie maj&#261; do czynienia z jego najbardziej brutalnymi przejawami. W sensie politycznym jest on cieniem &#347;wiata, kt&#243;ry znika. Jedynie sztuczny feudalizm faszystowski m&#243;g&#322;by go mo&#380;e na zasadzie kontrastu jeszcze kiedy&#347; o&#380;ywi&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bezpo&#347;redni bunt przeciw Bogu, jaki odnale&#378;li&#347;my u Bakunina, wyja&#347;nia ludowy bunt przeciw Ko&#347;cio&#322;owi i jest z nim to&#380;samy. Lud potrzebuje uchwytnego wroga i uzewn&#281;trznionej walki, kt&#243;ra jest mniej &#347;wiadom&#261; postaci&#261; metafizycznej walki buntownika pragn&#261;cego unicestwi&#263; Boga. Dla tego ludu Ko&#347;ci&#243;&#322; i ksi&#281;&#380;a uosabiaj&#261; Boga i jego w&#322;adz&#281;. W&#322;a&#347;nie pal&#261;c ko&#347;cio&#322;y i zabijaj&#261;c ksi&#281;&#380;y, &#243;w lud na sw&#243;j spos&#243;b pr&#243;buje si&#281; uwolni&#263; od &#8222;Boga&#8221;-panowania, wiedz&#261;c w gruncie rzeczy, &#380;e B&#243;g z istoty jest nietykalny. W tej rozpaczy podejmujemy &#8222;wojn&#281; z Bogiem&#8221;, jawnie niemo&#380;liw&#261; i absurdaln&#261;. W krajach protestanckich ludzie rozczarowani oficjaln&#261; reprezentacj&#261; chrze&#347;cija&#324;stwa tworz&#261; sekty przeciwstawiaj&#261;ce si&#281; Ko&#347;cio&#322;owi protestanckiemu, wierz&#261;c, &#380;e w ten spos&#243;b ocal&#261; prawdziw&#261; bosko&#347;&#263;. Dla lud&#243;w katolickich czy ortodoksyjnych B&#243;g i Ko&#347;ci&#243;&#322; to kwestie nieroz&#322;&#261;czne. Ludzie Ko&#347;cio&#322;a bior&#261; na siebie ogromn&#261; odpowiedzialno&#347;&#263;, gdy ich b&#322;&#281;dy niemal nieuchronnie wzbudzaj&#261; w duszach prostych i nami&#281;tnych nienawi&#347;&#263; do samego &#8222;Boga&#8221;, czyli &#8222;Boga&#8221; g&#322;oszonego za pomoc&#261; pewnych s&#322;&#243;w i pewnych czyn&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;B&#243;g, kt&#243;rego nie znosi Bakunin, jest w&#322;a&#347;nie Bogiem tego zdeformowanego Ko&#347;cio&#322;a, budz&#261;cego nienawi&#347;&#263; ludu. Tak jak Bakunin jest buntownikiem tragicznym, kt&#243;ry paradoksalnie nale&#380;y do &#347;wiata chrze&#347;cija&#324;skiego, tak te&#380; anarchizm jest ruchem ludowym tragicznie antychrze&#347;cija&#324;sko-chrze&#347;cija&#324;skim, prowokacyjn&#261;, gwa&#322;town&#261;, rozpaczliw&#261; rewindykacj&#261; Boga innego ni&#380; zimny B&#243;g ustalonego porz&#261;dku, Boga mi&#322;o&#347;ci i wolno&#347;ci. W tym z&#322;u, tak jak w ka&#380;dym ludzkim z&#322;u, ujawnia si&#281; niejasna nostalgia za bosk&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;. Tak samo w utopijnym marzeniu o ludzko&#347;ci w pe&#322;ni uwolnionej od prawa, kt&#243;ra b&#281;dzie &#380;y&#263; w pokojowym zwi&#261;zku i radosnej wsp&#243;&#322;pracy, nie mo&#380;emy zapozna&#263; nostalgii za kondycj&#261; rajsk&#261;, g&#322;odu i pragnienia kr&#243;lestwa bo&#380;ego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Przek&#322;ad:&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Samozwa&#324;cza Sotnia Instygator&#243;w Buntu&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb5&quot; name=&quot;nh5&quot; id=&quot;nh5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] Przek&#322;adu z j&#281;zyka francuskiego dokonano w zespole uczestnik&#243;w (...)' &gt;5&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;PRZYPISY:&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#61482; * P.L. Landsberg, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;L'anarchiste contre Dieu&lt;/i&gt;, &#8222;Esprit&#8221; 1937, nr 55, s. 75&#8211;91. Paul-Louis Landsberg (1904&#8211;1945), filozof niemiecki, emigrant we Francji, bliski katolicyzmowi Emmanuela Mouniera. Wsp&#243;&#322;pracownik &#8222;L'Esprit&#8221;; korespondent G. Bataille'a, uczestnik konferencji w Coll&#232;ge de Sociologie (1937&#8211;1939). Zmar&#322; z wyczerpania po internowaniu w wi&#281;zieniu w Oranienburgu. Autor &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Essai sur l'exp&#233;rience de la mort&lt;/i&gt; [przyp. red.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1/ S&#322;ynne wyra&#380;enie Voltaire'a, maj&#261;cego na my&#347;li religi&#281; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2/ Taki tytu&#322; nosi fragment pracy J.-J. Rousseau &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Emil, czyli o wychowaniu&lt;/i&gt; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3/ Wierszyk mo&#380;na by prze&#322;o&#380;y&#263; tak: &#8222;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gdy si&#281; w dzidy uzbroimy / Dach klasztoru podpalimy&lt;/i&gt;&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;4/ Przek&#322;adu z j&#281;zyka francuskiego dokonano w zespole uczestnik&#243;w translatorium prowadzonego przez Bogdana Banasiaka i Krzysztofa Matuszewskiego w Instytucie Filozofii Uniwersytetu &#321;&#243;dzkiego.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh1&quot; name=&quot;nb1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] * P.L. Landsberg, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;L'anarchiste contre Dieu&lt;/i&gt;, &#8222;Esprit&#8221; 1937, nr 55, s. 75&#8211;91. Paul-Louis Landsberg (1904&#8211;1945), filozof niemiecki, emigrant we Francji, bliski katolicyzmowi Emmanuela Mouniera. Wsp&#243;&#322;pracownik &#8222;L'Esprit&#8221;; korespondent G. Bataille'a, uczestnik konferencji w Coll&#232;ge de Sociologie (1937&#8211;1939). Zmar&#322; z wyczerpania po internowaniu w wi&#281;zieniu w Oranienburgu. Autor &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Essai sur l'exp&#233;rience de la mort&lt;/i&gt; [przyp. red.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh2&quot; name=&quot;nb2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] S&#322;ynne wyra&#380;enie Voltaire'a, maj&#261;cego na my&#347;li religi&#281; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh3&quot; name=&quot;nb3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] Taki tytu&#322; nosi fragment pracy J.-J. Rousseau &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Emil, czyli o wychowaniu&lt;/i&gt; [przyp. t&#322;um.]..&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh4&quot; name=&quot;nb4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] 3/Wierszyk mo&#380;na by prze&#322;o&#380;y&#263; tak: &#8222;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gdy si&#281; w dzidy uzbroimy / Dach klasztoru podpalimy&lt;/i&gt;&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh5&quot; name=&quot;nb5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] Przek&#322;adu z j&#281;zyka francuskiego dokonano w zespole uczestnik&#243;w translatorium prowadzonego przez Bogdana Banasiaka i Krzysztofa Matuszewskiego w Instytucie Filozofii Uniwer-sytetu &#321;&#243;dzkiego.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>O studiowaniu historii</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article484</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article484</guid>
		<dc:date>2012-04-15T16:54:05Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Hume David</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Esej O studiowaniu historii ( Of the Study of History ) ukaza&#322; si&#281; pierwotnie jako esej numer 7 w pierwszym tomie pierwszego wydania Essays Moral and Political z roku 1741. Po raz ostatni esej ukaza&#322; si&#281; drukiem w wydaniu z roku 1760, a nast&#281;pnie zosta&#322; wycofany, gdy&#380; Hume uzna&#322; go za zbyt b&#322;ahy, tak jak wcze&#347;niej otwieraj&#261;cy drugi tom esej&#243;w (1742) O pisaniu esej&#243;w . &lt;br /&gt;Wszystkie przypisy pochodz&#261; od t&#322;umacza. &lt;br /&gt;O studiowaniu historii &lt;br /&gt;Niczego nie polecam mym czytelniczkom bardziej ni&#380; (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Esej &lt;/i&gt; O studiowaniu historii &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; (&lt;/i&gt; Of the Study of History &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;) ukaza&#322; si&#281; pierwotnie jako esej numer 7 w pierwszym tomie pierwszego wydania &lt;/i&gt; Essays Moral and Political &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; z roku 1741. Po raz ostatni esej ukaza&#322; si&#281; drukiem w wydaniu z roku 1760, a nast&#281;pnie zosta&#322; wycofany, gdy&#380; Hume uzna&#322; go za zbyt b&#322;ahy, tak jak wcze&#347;niej otwieraj&#261;cy drugi tom esej&#243;w (1742) &lt;/i&gt; O pisaniu esej&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystkie przypisy pochodz&#261; od t&#322;umacza.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;O studiowaniu historii&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niczego nie polecam mym czytelniczkom bardziej ni&#380; studiowania historii. Jest to najodpowiedniejsze zaj&#281;cie zar&#243;wno dla ich p&#322;ci, jak i wykszta&#322;cenia, zaj&#281;cie daleko bardziej pouczaj&#261;ce ni&#380; te ich romansid&#322;a oraz bardziej ucieszne ni&#380; owe powa&#380;ne ksi&#281;gi, ukryte w ich szafkach. Spo&#347;r&#243;d wielu istotnych mniema&#324;, kt&#243;rych historia mo&#380;e nauczy&#263; kobiety, szczeg&#243;lnie dwa mog&#261; by&#263; im &#378;r&#243;d&#322;em ukojenia, te mianowicie, &#380;e p&#322;e&#263; nasza, podobnie jak niewie&#347;cia, nie jest tak doskona&#322;a, jak s&#261; sk&#322;onne mniema&#263;, oraz &#380;e mi&#322;o&#347;&#263;, kt&#243;ra jak&#380;e cz&#281;sto pokonywana jest przez sk&#261;pstwo, ambicj&#281;, pr&#243;&#380;no&#347;&#263; i tysi&#261;c innych nami&#281;tno&#347;ci, nie jest jedyn&#261; nami&#281;tno&#347;ci&#261; rz&#261;dz&#261;c&#261; &#347;wiatem m&#281;&#380;czyzn. Nie wiem, czy owe dwa mniemania, kt&#243;re sprawiaj&#261;, &#380;e niewiasty tak ch&#281;tnie lgn&#261; do romans&#243;w, s&#261; fa&#322;szywe, ale przyzna&#263; musz&#281;, &#380;e przykro mi widzie&#263; niech&#281;&#263; p&#322;ci niewie&#347;ciej do fakt&#243;w i uwielbienie przeze&#324; fikcji. Pami&#281;tam, jak kiedy&#347; pewna m&#322;oda pi&#281;kno&#347;&#263;, do kt&#243;rej &#380;ywi&#322;em uczucie, chc&#261;c si&#281; rozerwa&#263; zapragn&#281;&#322;a, abym jej wys&#322;a&#322; na wie&#347; kilka romans&#243;w, a poniewa&#380; nie by&#322;em na tyle niemi&#322;y, aby sko-rzysta&#263; z okazji, jak&#261; &#243;w kurs literatury mi oferowa&#322;, zdecydowa&#322;em si&#281; nie posy&#322;a&#263; w jej stron&#281; zatrutych strza&#322;. Wys&#322;a&#322;em jej wi&#281;c &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#379;ywoty &lt;/i&gt; [ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;s&#322;awnych m&#281;&#380;&#243;w&lt;/i&gt; ] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Plutarcha&lt;/i&gt; , zapewniaj&#261;c j&#261; jednocze&#347;nie, &#380;e nie ma w nich ani ziarna prawdy. Czyta&#322;a je bardzo uwa&#380;nie, dop&#243;ki nie dotar&#322;a do &#380;ywot&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Aleksandra&lt;/i&gt; &#8232;i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cezara&lt;/i&gt; , kt&#243;rych imiona przypadkowo zna&#322;a, po czym obra&#380;ona za to, &#380;e j&#261; oszuka&#322;em, odes&#322;a&#322;a mi ksi&#261;&#380;k&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kto&#347; m&#243;g&#322;by mi zarzuci&#263;, &#380;e p&#322;e&#263; pi&#281;kna nie ma a&#380; tak wielkiej awersji do historii, jak to przedstawi&#322;em, pod warunkiem, &#380;e jest to historia sekretna, pe&#322;na ciemnych sprawek pobudzaj&#261;cych jej ciekawo&#347;&#263;. Jako &#380;e nie zgadzam si&#281; &#8232;z tym, i&#380; te ciemne sprawki s&#261; esencj&#261; historii, nie uwa&#380;am, jakoby interesowanie si&#281; nimi przez p&#322;e&#263; pi&#281;kn&#261; by&#322;o dowodem jej rzeczywistego zainteresowania histori&#261;. Tak czy inaczej nie wiem, dlaczego ta sama ciekawo&#347;&#263; nie mo&#380;e popchn&#261;&#263; kobiety w dobr&#261; stron&#281; i dlaczego nie mo&#380;e sprawi&#263;, i&#380;by zapragn&#281;&#322;y dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; o tych, kt&#243;rzy &#380;yli w wiekach minionych, tak jak pragn&#261; dowiadywa&#263; si&#281; o postaciach im wsp&#243;&#322;czesnych. Co &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Kleora&lt;/i&gt; ma do tego, czy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fulwia&lt;/i&gt; ma romans z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Filandrem&lt;/i&gt; , czy te&#380; nie ma? Czy&#380; nie powinna by&#263; r&#243;wnie ukontentowana, dowiedziawszy si&#281; (o czym historycy m&#243;wi&#261; jedynie szeptem), &#380;e siostra &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Katona&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb1&quot; name=&quot;nh1&quot; id=&quot;nh1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] Chodzi tu o przyrodni&#261; siostr&#281; polityka rzymskiego Katona M&#322;odszego (...)' &gt;1&lt;/a&gt;] mia&#322;a romans z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cezarem&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb2&quot; name=&quot;nh2&quot; id=&quot;nh2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] Juliusz Cezar (102 albo 100&#8211;44 p.n.e.).' &gt;2&lt;/a&gt;] i wcisn&#281;&#322;a swego syna &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Marcusa Brutusa&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb3&quot; name=&quot;nh3&quot; id=&quot;nh3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] Marek Juniusz Brutus (85&#8211;42 p.n.e).' &gt;3&lt;/a&gt;] &#8211; swemu m&#281;&#380;owi, pomimo tego &#380;e by&#322; on synem jej kochanka? [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb4&quot; name=&quot;nh4&quot; id=&quot;nh4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] Chodzi tu o Marka Juniusza Brutusa (?&#8211;77 p.n.e.), polityka (...)' &gt;4&lt;/a&gt;] I czy&#380; mi&#322;ostki &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Messaliny&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb5&quot; name=&quot;nh5&quot; id=&quot;nh5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] (17&#8211;48 n.e.), trzecia &#380;ona Klaudiusza.' &gt;5&lt;/a&gt;] b&#261;d&#378; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Julii&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb6&quot; name=&quot;nh6&quot; id=&quot;nh6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] (39 p.n.e. &#8211; 14 n.e.), c&#243;rka Oktawiana Augusta, &#380;ona Tyberiusza.' &gt;6&lt;/a&gt;] nie s&#261; r&#243;wnie godne rozmowy jak wszelkie inne intrygi, kt&#243;re zrodzi&#322;o miasto w ostatnich latach?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lecz jak to si&#281; sta&#322;o, &#380;e pokusi&#322;em si&#281; o pewien rodzaj uszczypliwo&#347;ci wobec pa&#324;? Mo&#380;liwe, &#380;e powodowa&#322;y mn&#261; te same pobudki, dla kt&#243;rych osob&#281; b&#281;d&#261;c&#261; dusz&#261; towarzystwa czyni si&#281; obiektem dobrodusznych docink&#243;w i &#380;arcik&#243;w. Do os&#243;b, kt&#243;re lubimy i kt&#243;re ka&#380;dy darzy &#380;yczliwymi uczuciami, zwracamy si&#281; w rozmaity spos&#243;b i jednocze&#347;nie zak&#322;adamy, &#380;e nie wezm&#261; one niczego opacznie. Zamierzam teraz potraktowa&#263; m&#243;j temat nieco powa&#380;niej &#8232;i wskaza&#263; wiele korzy&#347;ci p&#322;yn&#261;cych ze studiowania historii, a tak&#380;e pokaza&#263;, jak w istocie s&#322;u&#380;y ono ka&#380;demu, a w szczeg&#243;lno&#347;ci tym, kt&#243;rym s&#322;abo&#347;&#263; charakteru i braki w edukacji wzbraniaj&#261; powa&#380;niejszych studi&#243;w. Korzy&#347;ci ze studiowania historii zdaj&#261; si&#281; by&#263; trzech rodzaj&#243;w: porusza ono wyobra&#378;ni&#281;, doskonali zdolno&#347;ci rozumowania oraz umacnia cnoty.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W istocie, c&#243;&#380; mo&#380;e by&#263; milszym zaj&#281;ciem dla umys&#322;u nad podr&#243;&#380; w najodleglejsze epoki i mo&#380;liwo&#347;&#263; ogl&#261;dania ludzko&#347;ci w swych pocz&#261;tkach, wydaj&#261;cej na &#347;wiat pierwsze nie&#347;mia&#322;e rozprawy na temat sztuki i nauki, ogl&#261;dania dziej&#243;w rz&#261;d&#243;w, sztuki konwersacji coraz bardziej wykwintnej i ka&#380;dej rzeczy b&#281;d&#261;cej ozdob&#261; &#380;ycia, doprowadzanej do doskona&#322;o&#347;ci? C&#243;&#380; mo&#380;e by&#263; milsze nad ogl&#261;danie pocz&#261;tk&#243;w, rozkwitu, schy&#322;ku i upadku naj&#347;wietniejszych imperi&#243;w oraz cn&#243;t, kt&#243;re doprowadzi&#322;y je do wielko&#347;ci, a tak&#380;e przywar, kt&#243;re je zgubi&#322;y? S&#322;owem, c&#243;&#380; mo&#380;e by&#263; milszego nad ogl&#261;danie ludzko&#347;ci od zarania dziej&#243;w &#8211; tak&#261;, jaka by&#322;a &#8211; bez &#380;adnych upi&#281;ksze&#324;, kt&#243;re niejednokrotnie wprowadza&#322;y ludzi w b&#322;&#261;d? Jakie&#380; inne widowisko mo&#380;e by&#263; r&#243;wnie wspania&#322;e, r&#243;&#380;norodne i interesuj&#261;ce? Jakie&#380; inne widowisko &#8211; czy to dla zmys&#322;&#243;w, czy dla wyobra&#378;ni &#8211; mo&#380;e si&#281; z tym r&#243;wna&#263;? Czy ow&#261; tani&#261; rozrywk&#281;, kt&#243;ra tak bardzo zaw&#322;adn&#281;&#322;a naszymi czasami, godzi si&#281; uwa&#380;a&#263; za bardziej po&#380;&#261;dan&#261;? Jak zepsuty by&#263; musi gust, kt&#243;ry przedk&#322;ada tak mia&#322;kie przyjemno&#347;ci nad powy&#380;sze?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Historia bowiem to zar&#243;wno najbardziej rozwijaj&#261;ca jak i najmilsza dziedzina wiedzy, a znaczna cz&#281;&#347;&#263; tego, co potocznie nazywamy erudycj&#261; i co cenimy tak wysoko, jest niczym innym, jak znajomo&#347;ci&#261; historycznych fakt&#243;w. Pog&#322;&#281;bion&#261; wiedz&#281; historyczn&#261; posiadaj&#261; ludzie pi&#243;ra, jednak musz&#281; stwierdzi&#263;, &#380;e nieznajomo&#347;&#263; historii swego w&#322;asnego kraju, a tak&#380;e historii staro&#380;ytnej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Grecji&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Rzymu&lt;/i&gt; &#8211; dotyczy to w r&#243;wnym stopniu m&#281;&#380;czyzn jak i kobiet, biednych &#8232;i bogatych &#8211; jest rzecz&#261; niewybaczaln&#261;. Kobieta mo&#380;e mie&#263; nienaganne maniery, mo&#380;e by&#263; nawet b&#322;yskotliwa, jednak je&#347;li jej umys&#322; jest nieskalany znajomo&#347;ci&#261; historii, niemo&#380;liwe, aby konwersacja z ni&#261; mog&#322;a by&#263; zajmuj&#261;ca dla my&#347;-l&#261;cego m&#281;&#380;czyzny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Doda&#263; musz&#281;, &#380;e historia jest nie tylko warto&#347;ciow&#261; dziedzin&#261; wiedzy, lecz tak&#380;e wiedzie ona do wielu innych dziedzin oraz dostarcza przedmiotu bada&#324; dla wi&#281;kszo&#347;ci nauk. W istocie, je&#347;li we&#378;miemy pod uwag&#281; to, jak kr&#243;tkie jest nasze &#380;ycie, a tak&#380;e to, jak ograniczona jest nasza wiedza, nawet ta dotycz&#261;ca rzeczy przemijaj&#261;cych za naszego &#380;ycia &#8211; niechybnie uzmys&#322;owimy sobie, &#380;e &#8232;w naszym rozumieniu &#347;wiata zawsze byliby&#347;my podobni dzieciom, gdyby nie &#243;w wynalazek, z pomoc&#261; kt&#243;rego rozci&#261;gamy nasze do&#347;wiadczenie na wszystkie minione epoki i na najodleglejsze narody, [wynalazek,] kt&#243;ry sprawia, &#380;e pog&#322;&#281;biaj&#261; one nasz&#261; m&#261;dro&#347;&#263; tak bardzo, jakby&#347;my ogl&#261;dali je bezpo&#347;rednio. Cz&#322;owiek znaj&#261;cy histori&#281; &#380;yje w pewnym sensie od pocz&#261;tku &#347;wiata i poprzez kolejne wieki powi&#281;ksza gmach swej wiedzy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ponadto do&#347;wiadczenie p&#322;yn&#261;ce z obcowania z histori&#261; ma t&#281; przewag&#281; nad naszym w&#322;asnym, &#380;e pozwala nam zaznajamia&#263; si&#281; z ludzkimi sprawkami, nie nara&#380;aj&#261;c przy tym naszych najdelikatniejszych cn&#243;t na uszczerbek. I prawd&#281; rzek&#322;szy, nie znam &#380;adnego innego zaj&#281;cia, kt&#243;re by w tym kontek&#347;cie osta&#322;o si&#281; &#8211; tak jak ostaje si&#281; studiowanie historii &#8211; wszelkim zarzutom. Poeci maluj&#261; cnot&#281; za pomoc&#261; najpowabniejszych barw, zdaj&#261;c si&#281; przy tym przede wszystkim na nami&#281;tno&#347;ci, przez co cz&#281;sto staj&#261; po stronie rozpusty. Nawet filozofowie, jako &#380;e sk&#322;onni s&#261; zach&#322;ystywa&#263; si&#281; subtelno&#347;ci&#261; swych spekulacji, posuwaj&#261; si&#281; niekiedy do tego, &#380;e odmawiaj&#261; racji wszelkim moralnym dystynkcjom. Historycy za&#347; niemal bez wyj&#261;tku, na co zwracam uwag&#281; filozof&#243;w spekulatywnych, s&#261; prawdziwymi przyjaci&#243;&#322;mi cnoty, zawsze przedstawiaj&#261; j&#261; &#8232;w prawdziwych barwach, jakkolwiek mog&#261; czasem zb&#322;&#261;dzi&#263; w ocenie konkretnych os&#243;b. Sam Machiavelli ujawnia prawdziwy sentyment do cnoty w swej historii &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Florencji&lt;/i&gt; . Kiedy jako polityk snuje og&#243;lne rozwa&#380;ania, uznaje otrucie, zamach i krzywoprzysi&#281;stwo za dozwolone dla w&#322;adzy &#347;rodki, ale gdy pisze jako historyk, prezentuje tak &#380;ywy sprzeciw wobec przest&#281;pstwa i po cz&#281;stokro&#263; tak wielk&#261; aprobat&#281; cnoty, &#380;e nie mog&#281; si&#281; powstrzyma&#263; przed zadedykowaniem mu spostrze&#380;enia &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Horacego&lt;/i&gt; o tym, &#380;e jakkolwiek brutalnie przep&#281;dzisz natur&#281;, ona zawsze do ciebie wr&#243;ci. &#211;w sojusz historyk&#243;w w popieraniu cnoty nie jest wcale trudny do wyja&#347;nienia. Cz&#322;owiek czynu bardziej jest sk&#322;onny patrze&#263; na ludzkie charaktery przez pryzmat swych interes&#243;w ni&#380; przez wzgl&#261;d na nie same i dlatego jego s&#261;d wypaczony jest przez nami&#281;tno&#347;ci. Gdy za&#347; filozof kontempluje w swej samotni ludzi i ich zachowania, jego abstrakcyjne podej&#347;cie do przedmiotu bada&#324; jest tak ch&#322;odne i beznami&#281;tne, &#380;e na &#380;adn&#261; emocj&#281; nie ma tam miejsca i rzadko kiedy czuje on r&#243;&#380;nic&#281; pomi&#281;dzy wyst&#281;pkiem &#8232;a cnot&#261;. Historia &#8211; znajduj&#261;c si&#281; pomi&#281;dzy tymi skrajno&#347;ciami &#8211; ogl&#261;da rzeczy &#8232;z w&#322;a&#347;ciwego punktu widzenia. Zar&#243;wno historycy, jak i czytelnicy ich dzie&#322; s&#261; wystarczaj&#261;co zainteresowani samymi osobami i wydarzeniami, aby mie&#263; wyra&#378;ne poczucie nagrody i kary, a jednocze&#347;nie, aby nie mie&#263; powodu do wypaczania swego s&#261;du.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Verae voces tum demum pectore ab imo&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Eliciuntur&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt; Lukrecjusz&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Prze&#322;o&#380;y&#322; PIOTR MICHALSKI&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;NOWA KRYTYKA 20&#8211;21 Rok 2007
ISSN 0867-647X&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh1&quot; name=&quot;nb1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] Chodzi tu o przyrodni&#261; siostr&#281; polityka rzymskiego Katona M&#322;odszego Utyce&#324;skiego &#8232;(95&#8211;45 p.n.e.) &#8211; Serwili&#281; (ok. 100 &#8211; ok. 43 p.n.e.), kt&#243;ra by&#322;a jedn&#261; z najbardziej wp&#322;ywowych kobiet Rzymu w latach 58&#8211;43 p.n.e.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh2&quot; name=&quot;nb2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] Juliusz Cezar (102 albo 100&#8211;44 p.n.e.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh3&quot; name=&quot;nb3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] Marek Juniusz Brutus (85&#8211;42 p.n.e).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh4&quot; name=&quot;nb4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] Chodzi tu o Marka Juniusza Brutusa (?&#8211;77 p.n.e.), polityka rzymskiego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh5&quot; name=&quot;nb5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] (17&#8211;48 n.e.), trzecia &#380;ona Klaudiusza.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh6&quot; name=&quot;nb6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] (39 p.n.e. &#8211; 14 n.e.), c&#243;rka Oktawiana Augusta, &#380;ona Tyberiusza.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Przyczynek do kwestii narodowej</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article497</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article497</guid>
		<dc:date>2012-04-15T16:53:02Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Brun Julian</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Julian Brun &lt;br /&gt;&quot;Przyczynek do kwestii narodowej&quot; - LINK wewn&#281;trzny do ksi&#261;&#380;ki&gt; &lt;br /&gt;Julian Brun &lt;br /&gt;Prezentowany tu &quot;Przyczynek do kwestii narodowej&quot; Juliana Bruna stanowi doskona&#322;e dope&#322;nienie analiz zawartych w najs&#322;ynniejszej pracy Bruna &quot;Stefana &#379;eromskiego tragedii pomy&#322;ek&quot; / rozprawa ta w ca&#322;o&#347;ci dost&#281;pna jest on line na naszej stronie/. Bogata historyczna i teoretyczna analiza kwestii narodowej i nie zapo&#347;redniczone ju&#380; proz&#261; &#379;eromskiego badania historii formowania sie narodu polskiego jeszcze raz pokazuj&#261; (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Julian Brun&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/spip.php?article494&amp;var_mode=calcul}}}&quot; class=&quot;spip_out&quot;&gt;&quot;Przyczynek do kwestii narodowej&quot;&lt;/a&gt; - LINK wewn&#281;trzny do ksi&#261;&#380;ki&gt;&lt;/strong&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_brun_j-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://www.nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L125xH195/jpg_brun_j-2-c6b3b.jpg' width='125' height='195' style='height:195px;width:125px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Julian Brun&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Prezentowany tu &quot;Przyczynek do kwestii narodowej&quot; Juliana Bruna stanowi doskona&#322;e dope&#322;nienie analiz zawartych w najs&#322;ynniejszej pracy Bruna &quot;Stefana &#379;eromskiego tragedii pomy&#322;ek&quot; / rozprawa ta w ca&#322;o&#347;ci dost&#281;pna jest on line na naszej stronie/. Bogata historyczna i teoretyczna analiza kwestii narodowej i nie zapo&#347;redniczone ju&#380; proz&#261; &#379;eromskiego badania historii formowania sie narodu polskiego jeszcze raz pokazuj&#261; jak niezwyk&#322;ym, wspania&#322;ym badaczem by&#322; Julian Brun. Doprawdy nie przypadkiem uznaje si&#281; go za najwybitniejszego polskiego my&#347;liciela zajmuj&#261;cego si&#281; problematyka narodu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_kolhoznitca_na_velosipede-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_kolhoznitca_na_velosipede-2.jpg' width='520' height='280' style='height:280px;width:520px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;PRZYCZYNEK DO KWESTII NARODOWEJ ..............................11&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1. Walka klasowa w formowaniu si&#281; nowoczesnego narodu........13&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2. Rewolucyjne pochodzenie &quot;idei narodowej&quot;..............................28&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3. Z dziej&#243;w formowania si&#281; narodu polskiego..............................32&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;4. Kosmopolityzm a kwestia narodowa..........................................59&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;KWESTIA NARODOWA W REWOLUCJI I KONTRREWOLUCJI..........81&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1. S&#322;owo wst&#281;pne.............................................................................83&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2. Praca od podstaw.........................................................................91&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3. Formowanie si&#281; front&#243;w.............................................................102&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;4. Drogi pi&#322;sudczyzny i PPS..............................................................115&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;5. PPSD Galicji i &#346;l&#261;ska.....................................................................133&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;6. &quot;Rz&#261;d ludowy&quot; i moraczewszczyzna.............................................155&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;7. Niepodleg&#322;o&#347;&#263; Polski a front antyradziecki....................................167&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;8. B&#322;&#281;dy komunist&#243;w w zaraniu niepodleg&#322;o&#347;ci.................................180&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;9. Rewolucja i kontrrewolucja a wyzwolenie narodowe...................202&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;OBLICZE PI&#321;SUDCZYZNY...........................................................221&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_malewicz_suprematyzm-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_malewicz_suprematyzm-2.jpg' width='520' height='315' style='height:315px;width:520px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_brun_j-2.jpg" length="5473" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_kolhoznitca_na_velosipede-2.jpg" length="57126" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_malewicz_suprematyzm-2.jpg" length="34074" type="image/jpeg" />
		

	</item>



	<item>
		<title> Przypadek Wagnera. Problem muzykanta</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article171</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article171</guid>
		<dc:date>2012-04-15T16:52:12Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Nietzsche Friedrich</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Przedmowa &lt;br /&gt;Najpierw kr&#243;tkie wyja&#347;nienie. To nie czysta tylko z&#322;o&#347;liwo&#347;&#263; sprawia, &#380;e w pi&#347;mie tym zachwalam Bizeta kosztem Wagnera. Drwi&#281; sobie z rzeczy, z kt&#243;r&#261; nie jest wcale do &#347;miechu. Moim przeznaczeniem by&#322;o odwr&#243;ci&#263; si&#281; plecami do Wagnera, a zwyci&#281;stwem &#8211; zn&#243;w chcie&#263; po tym wszystkim czego&#347; jeszcze. Nikt chyba gro&#378;niej ode mnie nie zr&#243;s&#322; si&#281; z wagneryzmem, nikt ostrzej nie zwr&#243;ci&#322; si&#281; przeciw niemu, nikt nie cieszy&#322; si&#281; bardziej, gdy z nim zerwa&#322;. D&#322;uga historia! &#8211; Czy trzeba dla niej s&#322;&#243;w? &#8211; Gdybym by&#322; (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Przedmowa&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najpierw kr&#243;tkie wyja&#347;nienie. To nie czysta tylko z&#322;o&#347;liwo&#347;&#263; sprawia, &#380;e w pi&#347;mie tym zachwalam Bizeta kosztem Wagnera. Drwi&#281; sobie z rzeczy, z kt&#243;r&#261; nie jest wcale do &#347;miechu. Moim przeznaczeniem by&#322;o odwr&#243;ci&#263; si&#281; plecami do Wagnera, a zwyci&#281;stwem &#8211; zn&#243;w chcie&#263; po tym wszystkim czego&#347; jeszcze. Nikt chyba gro&#378;niej ode mnie nie zr&#243;s&#322; si&#281; z wagneryzmem, nikt ostrzej nie zwr&#243;ci&#322; si&#281; przeciw niemu, nikt nie cieszy&#322; si&#281; bardziej, gdy z nim zerwa&#322;. D&#322;uga historia! &#8211; Czy trzeba dla niej s&#322;&#243;w? &#8211; Gdybym by&#322; moralist&#261;, kt&#243;ry wie, jak mia&#322;bym to nazwa&#263;! Mo&#380;e przezwyci&#281;&#380;enie siebie. &#8211; Ale filozof nie lubi moralist&#243;w... nie znosi te&#380; pi&#281;knoduchostwa...
Czego na pocz&#261;tku i na koniec wymaga od siebie filozof?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przekroczenia w sobie swojego czasu, stania &#8222;poza czasem&#8221;. Z czym wi&#281;c przetrwa sw&#243;j najtwardszy b&#243;j? Z tym, w czym jest w&#322;a&#347;nie dzieckiem swego czasu. Dalej&#380;e! Jak Wagner jestem dzieckiem tego czasu, chc&#281; rzec &#8211; dekadentem : tyle tylko, &#380;e uj&#261;&#322;em dekadentyzm, zwr&#243;ci&#322;em si&#281; przeciwko niemu. Przeciwko dekadentyzmowi &#8211; jako filozof.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Problem dekadencji zajmowa&#322; mnie najg&#322;&#281;biej &#8211; i mia&#322;em ku temu powody. &#8222;Dobro i z&#322;o&#8221; s&#261; tylko rodzajem tego problemu. Wyostrzaj&#261;c wzrok na symptomy upadku, pojmuje si&#281; te&#380; moralno&#347;&#263; &#8211; co skrywa si&#281; za jej &#347;wi&#281;ty-mi imionami i formu&#322;ami warto&#347;ci: wyn&#281;dznia&#322;e &#380;ycie, wola ko&#324;ca, ogromne znu&#380;enie. Moralno&#347;&#263; sprzeniewierza si&#281; &#380;yciu... Do tego zadania niezb&#281;dna by&#322;a mi samodyscyplina &#8211; potrzebny by&#322; sprzeciw wobec wszystkiego, co we mnie chore, w&#322;&#261;czaj&#261;c w to Wagnera, w&#322;&#261;czaj&#261;c Schopenhauera, w&#322;&#261;czaj&#261;c ca&#322;&#261; nowoczesn&#261; &#8222;ludzko&#347;&#263;&#8221;. &#8211; G&#322;&#281;bokie wyobcowanie, zzi&#281;bni&#281;cie, otrze&#378;wienie ze wszystkiego, co czasowe, co na czasie: najwi&#281;kszym &#380;yczeniem by&#322;o spoj-rzenie Zaratustry, spojrzenie, kt&#243;re z bezkresnej dali ogarnia ca&#322;&#261; rzeczywisto&#347;&#263; cz&#322;owieka &#8211; widzi za sob&#261;... Dla tego celu &#8211; jaka&#380; ofiara nie by&#322;aby odpowied-nia? Jakie&#380; &#8222;przezwyci&#281;&#380;enie siebie&#8221;! Jakie&#380; &#8222;zaprzeczenie sobie&#8221;!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najwi&#281;kszym moim prze&#380;yciem by&#322;o ozdrowienie. Wagner ca&#322;kowicie zalicza si&#281; do moich chor&#243;b.
Nie znaczy to, bym mia&#322; by&#263; niewdzi&#281;czny za t&#281; chorob&#281;. Je&#347;li w pi&#347;mie tym s&#322;usznie twierdz&#281;, &#380;e Wagner jest szkodliwy, to nie mniej s&#322;usznie wskazuj&#281;, kto go potrzebuje &#8211; filozof. W przeciwnym razie mo&#380;na chyba obej&#347;&#263; si&#281; bez Wagnera: filozof nie poradzi sobie jednak bez niego. Jest on z&#322;ym sumieniem swojej epoki &#8211; przy tym za&#347; musi posiada&#263; jej najlepsz&#261; wiedz&#281;. Gdzie&#380;, je&#347;li nie w Wagnerze, dla labiryntu nowoczesnej duszy znale&#378;&#263; bardziej do&#347;wiadczonego przewodnika, wymowniejszego znawc&#281; dusz? Przez Wagnera nowo-czesno&#347;&#263; wypowiada si&#281; w swym najintymniejszym j&#281;zyku: nie kryje ona swego dobra i z&#322;a, zapomina o wszelkim wstydzie przed sob&#261;. I na odwr&#243;t: dokonano niemal obrachunku z warto&#347;ci&#261; nowoczesno&#347;ci, maj&#261;c jasno&#347;&#263; co do dobra i z&#322;a u Wagnera. &#8211; Rozumiem w pe&#322;ni, gdy jaki&#347; muzyk powiada dzi&#347;: &#8222;Nienawidz&#281; Wagnera, nie znosz&#281; jednak &#380;adnej innej muzyki&#8221;. Zrozumia&#322;bym te&#380; filozofa, kt&#243;ry by powiedzia&#322;: &#8222;Wagner streszcza nowoczesno&#347;&#263;. Nic nie pomo&#380;e, trzeba najpierw by&#263; wagneryst&#261;...&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Przypadek Wagnera&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;List Tury&#324;ski z maja 1888 roku&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ridendo dicere s e v e r u m&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wczoraj &#8211; dacie wiar&#281;? &#8211; po raz dwudziesty s&#322;ysza&#322;em arcydzie&#322;o Bizeta. Zn&#243;w wytrwa&#322;em w lekkim skupieniu, nie uciekaj&#261;c od niego. To zwyci&#281;stwo nad przyrodzonym brakiem cierpliwo&#347;ci zadziwia mnie. Jak&#380;e&#380; takie dzie&#322;o udoskonala! Dochodzi si&#281; przy tym do &#8222;arcydzie&#322;a&#8221;. &#8211; I rzeczywi&#347;cie, za ka&#380;-dym razem, gdy s&#322;ucham Carmen, zdaje mi si&#281;, &#380;e bardziej jestem filozofem, lepszym filozofem ni&#380; s&#261;dzi&#322;em dotychczas: tak jestem pob&#322;a&#380;liwy, tak szcz&#281;-&#347;liwy, indyjski, tubylczy... Pi&#281;&#263; godzin nasiad&#243;wki: pierwszy etap &#347;wi&#281;to&#347;ci! &#8211; Czy mam rzec, &#380;e brzmienie orkiestrowe Bizeta jest niemal jedynym, jakie jeszcze mog&#281; znie&#347;&#263;? Ka&#380;de inne brzmienie, kt&#243;re dzi&#347; dochodzi do g&#322;osu, Wagnerowskie, brutalne, sztuczne i &#8222;niewinne&#8221;, a wi&#281;c przemawiaj&#261;ce od razu do trzech zmys&#322;&#243;w nowoczesnej duszy &#8211; jak&#380;e b&#322;ogie jest mi to Wagnerowskie brzmienie orkiestrowe! Zw&#281; je scirocco. Poty wyst&#281;puj&#261; na mnie ze z&#322;o&#347;ci. Przemija moja dobra pogoda.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ta muzyka wydaje mi si&#281; doskona&#322;a. Przychodzi lekka, p&#322;ynna, tote&#380; mi&#322;a. Jest &#322;askawa, nie poci si&#281;. &#8222;Dobre jest lekkie, wszystko, co boskie, na lekkich biega nogach&#8221;: stare zdanie mojej estetyki. Ta muzyka jest z&#322;a, wyrafinowana, fatalistyczna: a przy tym jest popularna &#8211; ma wyrafinowanie rasy, nie jednostki. Jest bogata. Precyzyjna. Buduje, organizuje, wyko&#324;cza: w przeciwie&#324;stwie do polip&#243;w w muzyce, do &#8222;niesko&#324;czonej melodii&#8221; . Czy s&#322;yszano na scenie bardziej subtelne, tragiczne akcenty? I jak si&#281; je wydobywa! Bez grymasu, fa&#322;szerstwa, k&#322;amstwa wielkiego stylu! &#8211; Wreszcie: ta muzyka inteligentnie wabi s&#322;uchacza, niczym muzyk &#8211; jest wi&#281;c przeciwie&#324;stwem Wagnera, kt&#243;ry, co zawsze inne, by&#322; w ka&#380;dym calu niedelikatnym &#347;wiatowym geniuszem (Wagner wabi nas poniek&#261;d jak gdyby &#8211; wypowiada rzecz tak cz&#281;sto, a&#380; si&#281; zw&#261;t&#172;pi, a&#380; si&#281; uwierzy).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I jeszcze to: gdy zwraca si&#281; do mnie ten Bizet, jestem lepszym cz&#322;owiekiem. Tak&#380;e lepszym muzykantem, lepszym s&#322;uchaczem. Czy mo&#380;na w og&#243;le lepiej s&#322;ucha&#263;? Zatykam uszy przy tej muzyce, s&#322;ysz&#281; jej &#378;r&#243;d&#322;o. Wydaje mi si&#281;, &#380;e prze&#380;ywam jej narodziny &#8211; dr&#380;&#281; z trwogi, kt&#243;ra odwa&#380;nie pod&#261;&#380;a za ni&#261;, zachwycam si&#281; szcz&#281;&#347;liwym trafem niewinno&#347;ci Bizeta. &#8211; I dziwne! W zasadzie nie my&#347;l&#281; o tym albo nie wiem, jak bardzo o tym my&#347;l&#281;. Bo ca&#322;kiem inne my&#347;li przechodz&#261; mi wtedy przez g&#322;ow&#281;... Czy zauwa&#380;ono, &#380;e muzyka wyzwala dusz&#281;? Dodaje skrzyde&#322; my&#347;lom? &#379;e tym bardziej jest si&#281; filozofem, im bardziej muzykiem? &#8211; Szare niebo abstrakcji przeszyte piorunami; &#347;wiat&#322;o wystarczaj&#261;co silne na ca&#322;&#261; filigranowo&#347;&#263; rzeczy; bli&#380;sze uj&#281;cie wielkich problem&#243;w; &#347;wiat ogarniany jakby ze wzg&#243;rza. &#8211; Definiowa&#322;em w&#322;a&#347;nie filozoficzny patos.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; I znienacka odpowiedzi powalaj&#261; mnie na kolana, grad lodu i m&#261;dro&#347;ci, rozwi&#261;zanych problem&#243;w... Gdzie jestem? &#8211; Bizet zap&#322;adnia mnie. Wszystko, co dobre, przysparza owoc&#243;w. Nie potrafi&#281; inaczej si&#281; odwdzi&#281;czy&#263;. Nie mam innego dowodu na to, co jest dobre.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tak&#380;e to dzie&#322;o wyzwala; nie tylko Wagner jest &#8222;zbawicielem&#8221;. Z nim zrywa si&#281; z wilgotn&#261; P&#243;&#322;noc&#261;, z par&#261; wodn&#261; Wagnerowskiego idea&#322;u. Ju&#380; dzia&#322;anie wyzwala od tego. Od M&#233;rim&#233;ego bierze jeszcze logik&#281; w pasji, najkr&#243;tsze linie, tward&#261; konieczno&#347;&#263;; przed tym, co nale&#380;y do ciep&#322;ej strefy, ma sucho&#347;&#263; powietrza, limpidezza w powietrzu; tu pod ka&#380;dym wzgl&#281;dem zmienia si&#281; klimat. Tu m&#243;wi inna zmys&#322;owo&#347;&#263;, inna wra&#380;liwo&#347;&#263;, inna pogoda. Ta muzyka jest pogodna; ale nie francusk&#261; czy niemieck&#261; pogod&#261;. Jej pogoda jest afryka&#324;ska; wisi nad ni&#261; przeznaczenie, szcz&#281;&#347;cie trwa w niej kr&#243;tko, spada znienacka, bez pardonu. Zazdroszcz&#281; Bizetowi, &#380;e odwa&#380;y&#322; si&#281; na t&#281; wra&#380;liwo&#347;&#263;, jaka dot&#261;d w wykszta&#322;conej muzyce europejskiej nie mia&#322;a dla siebie wyrazu, na t&#281; po&#322;udniow&#261;, zbr&#261;zowia&#322;&#261;, spalon&#261; wra&#380;liwo&#347;&#263;... Jak&#261;&#380; ulg&#281; sprawiaj&#261; nam jej z&#380;&#243;&#322;kni&#281;te, szcz&#281;&#347;liwe popo&#322;udnia! Wybiegnijmy nad to: czy widzimy g&#322;adsze morze? &#8211; I jak uspokajaj&#261;co przemawia do nas morski taniec! Jak w jego lu-bie&#380;nej melancholii samo nasze nienasycenie uczy si&#281; przesytu! &#8211; Wreszcie mi&#322;o&#347;&#263;, prze&#322;o&#380;ona na powr&#243;t na j&#281;zyk natury. Nie mi&#322;o&#347;&#263; &#8222;boskiej dziewicy&#8221;! Nic z sentymentalizmu! Lecz mi&#322;o&#347;&#263; jako fatum, jako fatalno&#347;&#263;, cyniczna, nie-winna, okrutna &#8211; jak natura!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mi&#322;o&#347;&#263;, kt&#243;ra w swych &#347;rodkach jest walk&#261;, u swej podstawy &#8211; &#347;mierteln&#261; walk&#261; p&#322;ci. Nie znam przypadku, gdzie tragiczny dowcip, okre&#347;laj&#261;cy istot&#281; mi&#322;o&#347;ci, wyrazi&#322;by si&#281; tak dobitnie, w tak straszliwej formule, jak w ostatnim okrzyku don Jos&#233;, zamykaj&#261;cym dzie&#322;o:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tak! Ja j&#261; zabi&#322;em,
&lt;br /&gt;ja &#8211; moj&#261; ub&#243;stwion&#261; Carmen!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Takie uj&#281;cie mi&#322;o&#347;ci (jedynej godnej filozofa) spotyka si&#281; rzadko: dzi&#281;ki niemu rodzi si&#281; dzie&#322;o sztuki, nie maj&#261;ce sobie r&#243;wnego po&#347;r&#243;d tysi&#281;cy. Zwykle bowiem arty&#347;ci post&#281;puj&#261; jak ca&#322;y &#347;wiat, nawet gorzej &#8211; wypaczaj&#261; mi&#322;o&#347;&#263;. Wagner r&#243;wnie&#380; j&#261; wypacza. Wierz&#261;, &#380;e s&#261; w niej bezinteresowni, gdy&#380; pragn&#261; dobra innej osoby, cz&#281;sto wbrew w&#322;asnemu dobru. Ale w zamian chc&#261; posi&#261;&#347;&#263; innego... Nawet B&#243;g nie jest tu wyj&#261;tkiem. Nie my&#347;li: &#8222;c&#243;&#380; masz z tego, &#380;e ci&#281; kocham?&#8221;, lecz staje si&#281; z&#322;y, gdy si&#281; go nie kocha.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;L'amour &#8211; t&#261; sentencj&#261; potwierdza si&#281; boskie i ludzkie prawo &#8211; est de tous les sentimental le plus &#233;go&#239;ste, et, par cons&#233;quent, lorsqu'il est bless&#233;, le moins g&#233;n&#233;reux (B. Constant).&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ju&#380; widzicie, jak bardzo ulepsza mnie muzyka? &#8211; Il faut m&#233;diterraniser la musique: mam podstawy do takiej formu&#322;y (Poza dobrem i z&#322;em, s. 220) . Powr&#243;t do natury, zdrowia, pogody, m&#322;odo&#347;ci, cnoty! &#8211; A przecie&#380; by&#322;em jednym z najbardziej skorumpowanych wagneryst&#243;w... By&#322;em w stanie traktowa&#263; Wagnera powa&#380;nie... Ach, ten stary uwodziciel! Jak&#380;e&#380; zamiesza&#322; on nam w g&#322;owach! Tym, co na pocz&#261;tek daje jego sztuka, jest szk&#322;o powi&#281;kszaj&#261;ce: widzi si&#281; przez nie, nie dowierza si&#281; w&#322;asnym oczom &#8211; wszystko staje si&#281; wielkie, sam Wagner urasta na tak&#261; wielko&#347;&#263;... Co za m&#261;dry klekot! Ca&#322;e &#380;ycie rozklekota&#322; nam &#8222;wyrzeczeniem&#8221;, &#8222;wierno&#347;ci&#261;&#8221; i &#8222;czysto&#347;ci&#261;&#8221;, zachwalaj&#261;c czysto&#347;&#263;, wyci&#261;gn&#261;&#322; z zepsutego &#347;wiata! &#8211; I poszli&#347;my za tym klekotem...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Ale nie s&#322;uchacie mnie? Przedk&#322;adacie problem Wagnera nad Bizeta? Ja r&#243;wnie&#380; go nie lekcewa&#380;&#281;, ma on sw&#243;j urok. Sam problem zbawienia jest czcigodnym problemem. Wagner o niczym nie my&#347;la&#322; tak g&#322;&#281;boko, jak o zbawieniu: jego opera jest oper&#261; zbawienia. Zawsze kto&#347; chce by&#263; u niego zbawiony: raz ch&#322;opczyk, raz panienka &#8211; to jego problem. &#8211; I jak hojnie roztrwania on ten g&#322;&#243;wny w&#261;tek! Jakie&#380; rzadkie, jakie&#380; g&#322;&#281;bokie modulacje! Kt&#243;&#380; nauczy&#322; nas tego, je&#347;li nie Wagner, &#380;e niewinno&#347;&#263; z upodobania zbawia grzesznika (przypadek w Tannh&#228;userze)? Albo &#380;e &#379;yd-Wieczny Tu&#322;acz zostanie zbawiony, gdy tylko osi&#261;dzie i si&#281; o&#380;eni (przypadek Lataj&#261;cego Holendra)? Albo &#380;e zu&#380;yta kobieca alkowa wejdzie na drog&#281; cnoty za spraw&#261; nieskazitelnego m&#322;odzie&#324;ca (przypadek Kundry)? Albo &#380;e pi&#281;kn&#261; dziewczyn&#281; najlepiej wybawi rycerz-wagnerysta (przypadek &#346;piewak&#243;w norymberskich)? Czy &#380;e tak&#380;e zam&#281;&#380;ne kobiety uwolnione zostan&#261; przez rycerza (przypadek Izoldy)? Albo &#380;e &#8222;stary B&#243;g&#8221;, skompromitowany moralnie pod ka&#380;dym wzgl&#281;dem, w ko&#324;cu zostanie wyzwolony przez wolnego ducha i immoralist&#281; (przypadek Pier&#347;cienia Nibelunga)? Zachwy&#263;cie si&#281; Pa&#324;stwo w szczeg&#243;lno&#347;ci t&#261; ostatni&#261; g&#322;&#281;bi&#261; sensu! Czy j&#261; pojmujecie? Ja sam wystrzegam si&#281; jej rozumienia... M&#243;g&#322;bym raczej dowie&#347;&#263;, zamiast przeczy&#263;, &#380;e inne jeszcze nauki mo&#380;na wynie&#347;&#263; z wymienionych dzie&#322;. &#379;e balet Wagnerowski tyle&#380; doprowadza do rozpaczy, co wiedzie na dro-g&#281; cnoty (jeszcze raz przypadek Tannh&#228;usera)! &#379;e nie id&#261;c we w&#322;a&#347;ciwym czasie do &#322;&#243;&#380;ka, &#322;atwo narazi&#263; si&#281; na fatalne skutki (jeszcze raz przypadek Lohengrina). &#379;e nie powinno si&#281; nigdy dok&#322;adnie wiedzie&#263;, kto z kim si&#281; pobierze (po raz trzeci przypadek Lohengrina) &#8211; Tristan i Izolda s&#322;awi&#261; doskona&#322;ego ma&#322;&#380;onka, kt&#243;ry w pewnym momencie ma tylko jedn&#261; w&#261;tpliwo&#347;&#263;: &#8222;Ale dlaczeg&#243;&#380; nie powiedzieli&#347;cie mi tego dok&#322;adniej? Nic prostszego jak to!&#8221; Odpowied&#378;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie mog&#281; ci tego powiedzie&#263;;
&lt;br /&gt;o co pytasz,
&lt;br /&gt;Tego nie mo&#380;esz nigdy wiedzie&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lohengrin uroczy&#347;cie skazuje na wygnanie dociekania i w&#261;tpliwo&#347;ci. Wagner broni tu wi&#281;c chrze&#347;cija&#324;skiego przykazania: &#8222;Masz wierzy&#263;&#8221;. Najwi&#281;ksz&#261; zbrodni&#261; na Najwy&#380;szym, na Naj&#347;wi&#281;tszym jest bycie naukowcem... Lataj&#261;cy Holender przynosi podnios&#322;&#261; nauk&#281; o kobiecie jako tak&#380;e najbardziej podtrzymywanej w niepokoju istocie, a m&#243;wi&#261;c po Wagnerowsku, &#8222;wyzwolonej&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tu pozwolimy sobie na w&#261;tpliwo&#347;&#263;. Mianowicie przy za&#322;o&#380;eniu, &#380;e jest to prawd&#261;, b&#281;dzie wi&#281;c to te&#380; po&#380;&#261;dane? &#8211; Co b&#281;dzie z &#8222;wiecznym &#379;ydem&#8221;, uwielbianym i podtrzymywanym przez kobiet&#281;? Nie b&#281;dzie ju&#380; zwyczajnie wieczny; o&#380;eni si&#281;, przestanie nas obchodzi&#263;. &#8211; M&#243;wi&#261;c wprost: pu&#322;apk&#261; dla artysty, geniusza &#8211; a to s&#261; &#8222;wieczni &#379;ydzi&#8221; &#8211; jest kobieta: uwielbiaj&#261;ce kobiety s&#261; ich zgub&#261;. Prawie nikt nie ma do&#347;&#263; charakteru, a&#380;eby nie da&#263; si&#281; zepsu&#263; &#8211; nie zosta&#263; &#8222;wyzwolonym&#8221;, skoro tylko czuje, &#380;e jest traktowany jak B&#243;g. Ulega wnet kobiecie . &#8211; M&#281;&#380;czyzna boi si&#281; przede wszystkim wiecznej kobieco&#347;ci: wiedz&#261; o tym kobietki. &#8211; W wielu przypadkach kobiecej mi&#322;o&#347;ci, a mo&#380;e w najbardziej znanych, mi&#322;o&#347;&#263; jest tylko subtelnym paso&#380;ytnictwem, zagnie&#380;d&#380;eniem si&#281; w obcej duszy, czasem wr&#281;cz w obcym ciele &#8211; ach! Jak bardzo zawsze na koszt &#8222;&#380;ywiciela&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Znany jest los Goethego w skwa&#347;nia&#322;ych moralnie, staropanie&#324;skich Niemczech. Goethe gorszy&#322; zawsze Niemc&#243;w, prawdziwych wielbicieli mia&#322; tylko po&#347;r&#243;d &#379;yd&#243;wek. Schiller, &#8222;szlachetny&#8221; Schiller, kt&#243;ry wielkimi s&#322;owami budzi&#322; pos&#322;uch &#8211; on wzbudza&#322; uwielbienie Niemc&#243;w. Co zarzucali oni Goethe-mu? Wzg&#243;rze Wenus; autorstwo epigram&#243;w weneckich. Ju&#380; Klopstock udziela&#322; mu moralnych poucze&#324;. By&#322; czas, &#380;e Herder, m&#243;wi&#261;c o Goethem, z upodobaniem przywo&#322;ywa&#322; na usta s&#322;owo &#8222;Priap&#8221; . W samym Wilhelmie Meistrze upatrywano symptomu upadku, moralnego &#8222;zej&#347;cia na psy&#8221;. &#8222;Mena&#380;eria oswojone-go byd&#322;a&#8221;, &#8222;niegodziwo&#347;&#263;&#8221; bohater&#243;w dra&#380;ni&#322;a w nim na przyk&#322;ad Niebuhra:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;na koniec rozleg&#322;a si&#281; lamentacja Biterolfa: &#8222;Nic tak &#322;atwo nie sprawia b&#243;lu jak widok wielkiego my&#347;liciela, kt&#243;ry traci skrzyd&#322;a i upatruje swej wirtuozerii w czym&#347; dalece lichszym, kt&#243;ry zrzeka si&#281; wznios&#322;o&#347;ci&#8221;... Najbardziej oburzona by&#322;a jednak Naj&#347;wi&#281;tsza Panienka: na ka&#380;dym dziedzi&#324;cu, przy ka&#380;dej &#8222;zagrodzie&#8221; &#380;egna si&#281; nabo&#380;nie przed Goethem, przed &#8222;nieczystym duchem&#8221; w Goethem. &#8211; T&#281; opowie&#347;&#263; zawar&#322; Wagner w muzyce. Zbawia Goethego, to zrozumia&#322;e samo przez si&#281;; ale tak, &#380;e on sam, przebiegle, bierze stron&#281; Boskiej Dziewicy. Goethe zostaje uratowany: ratuje go modlitwa, Naj&#347;wi&#281;tsza Panienka wyci&#261;ga go z otch&#322;ani...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Co Goethe mia&#322;by my&#347;le&#263; o Wagnerze? &#8211; Goethe zada&#322; raz pytanie o niebezpiecze&#324;stwo, jakie czyha na wszystkich romantyk&#243;w: ich fatum. I odpowiedzia&#322;: &#8222;Zduszenie nieustannie wa&#322;kowanych moralnych i religijnych absurd&#243;w&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kr&#243;cej: Parsifal &#8211; Filozof doda tu jeszcze epilog. &#346;wi&#281;to&#347;&#263; &#8211; ostatnie chyba, co lud i niewiasta z wy&#380;szych warto&#347;ci wywiedzie na &#347;wiat&#322;o dzien-ne, horyzont idea&#322;u dla wszystkiego, co z natury jest kr&#243;tkowzroczne. W&#347;r&#243;d filozof&#243;w jednak, jak ka&#380;dy horyzont, zwyk&#322;y brak zrozumienia, rodzaj zamkni&#281;tej bramy na to, co wprowadza dopiero jej &#347;wiat &#8211; jej niebezpiecze&#324;stwo, jej idea&#322;, jej po&#380;&#261;danie... M&#243;wi&#261;c &#322;agodniej: la philosophie ne suffit pas au grand nombre. Il lui faut la saintet&#233;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;-----&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;4.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Opowiem jeszcze histori&#281; Pier&#347;cienia Nibelunga. Tu jest jej miejsce. Tak&#380;e ona jest opowie&#347;ci&#261; o zbawieniu: tylko &#380;e tym razem Wagner jest kim&#347;, kto ma by&#263; zbawiony. &#8211; Wagner przez po&#322;ow&#281; &#380;ycia wierzy&#322; w Rewolucj&#281;, niczym jaki&#347; Francuz. Szuka&#322; jej w runicznym pi&#347;mie mitu, wierzy&#322;, &#380;e Zygfryd stanie si&#281; typowym rewolucjonist&#261;. &#8211; &#8222;Sk&#261;d bierze si&#281; z&#322;o w &#347;wiecie?&#8221; &#8211; pyta&#322; Wagner. Od &#8222;dawnych nosicieli&#8221; &#8211; odpowiada&#322;, jak wszyscy ideolodzy rewolu-cyjni.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Po niemiecku: z obyczaj&#243;w, praw, moralno&#347;ci, instytucji, z tego wszyst-kiego, na czym opiera si&#281; stary &#347;wiat, dawne spo&#322;ecze&#324;stwo. &#8222;Jak wypleni&#263; z&#322;o ze &#347;wiata? Jak usun&#261;&#263; dawne spo&#322;ecze&#324;stwo?&#8221; Tylko wypowiadaj&#261;c wojn&#281; &#8222;nosicielom&#8221; (utartym zwyczajom, moralno&#347;ci). Czyni to Zygfryd. Zaczyna zatem wcze&#347;nie, bardzo wcze&#347;nie: jego narodziny s&#261; ju&#380; wydaniem wojny mo-ralno&#347;ci &#8211; przychodzi na &#347;wiat z cudzo&#322;&#243;stwa, z kazirodztwa... Nie legenda, lecz Wagner jest wynalazc&#261; tego w&#261;tku; w tym punkcie poprawia legend&#281;... Zygfryd post&#281;puje dalej tak, jak zacz&#261;&#322;: idzie tylko za pierwszym impulsem, wyrzuca na stos ca&#322;&#261; tradycj&#281;, szacunek, zatraca wszelk&#261; trwog&#281;. Co mu zawadza, to przebija na wylot. Bez skrupu&#322;&#243;w morduje starych bog&#243;w, wbrew cia&#322;u.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;G&#322;&#243;wne zadanie wiedzie go jednak do emancypacji kobiety &#8211; &#8222;wyzwolenia Brunhildy&#8221;. Zygfryd i Brunhilda; sakrament wolnej mi&#322;o&#347;ci; pocz&#261;tek z&#322;otego wieku; zmierzch bo&#380;yszcz starej moralno&#347;ci &#8211; z&#322;o zostaje pokonane... Okr&#281;t Wagnera d&#322;ugo z rado&#347;ci mknie po tej fali. Tu, bez w&#261;tpienia, upatruje swego najwy&#380;szego celu. &#8211; Co si&#281; sta&#322;o?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nieszcz&#281;&#347;cie. Okr&#281;t trafi&#322; na ska&#322;&#281;; Wagner osiad&#322;. Ska-&#322;&#261; by&#322;a filozofia Schopenhauera; Wagner osiad&#322; na przeciwstawnym &#347;wiatopo-gl&#261;dzie. Co utrwali&#322; w muzyce?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Optymizm. Wagner poczu&#322; si&#281; zawstydzony. Do tego jeszcze optymizm, dla kt&#243;rego Schopenhauer wymy&#347;li&#322; z&#322;o&#347;liwy przy-domek &#8211; haniebny optymizm. Jeszcze raz si&#281; zawstydzi&#322;. Namy&#347;la&#322; si&#281; d&#322;ugo, jego po&#322;o&#380;enie wydawa&#322;o si&#281; beznadziejne... Wreszcie za&#347;wita&#322;a mu my&#347;l: ska-&#322;a, o kt&#243;r&#261; si&#281; rozbi&#322;, jak&#380;e&#380; to? Gdyby tak zinterpretowa&#322; j&#261; jako cel, ukryty zamys&#322;, w&#322;a&#347;ciwy sens podr&#243;&#380;y? Tu si&#281; rozbi&#263; &#8211; taki by&#322; te&#380; cel. Bene navigavi, cum naufragium feci... I ubra&#322; Pier&#347;cie&#324; Nibelunga w s&#322;owa Schopenhauera. Wszystko marnieje, leci w przepa&#347;&#263;, nowy &#347;wiat z&#322;em dor&#243;wnuje staremu: nico&#347;&#263;, indyjska Circe przywo&#322;uje do siebie... Brunhilda, kt&#243;ra na wz&#243;r starych wyobra&#380;e&#324; rozsta&#322;a si&#281; z pie&#347;ni&#261; s&#322;awi&#261;c&#261; woln&#261; mi&#322;o&#347;&#263;, pocieszaj&#261;c &#347;wiat socjalistyczn&#261; utopi&#261;, m&#243;wi&#261;c: &#8222;wszystko b&#281;dzie dobrze&#8221;, ma teraz co innego do roboty. Musi wpierw studiowa&#263; Schopenhauera; musi odwr&#243;ci&#263; czwart&#261; ksi&#281;g&#281; &#346;wiata jako woli i przedstawienia. Wagner zostaje zbawiony... Zupe&#322;nie serio, to by&#322;o zbawienie. Nie da si&#281; oszacowa&#263; dobrodziejstwa, jakie Wagner zawdzi&#281;cza Schopenhauerowi. Dopiero teraz filozof dekadencji oddaje arty&#347;cie dekadencji siebie samego.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;5.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Arty&#347;cie dekadencji &#8211; takie pad&#322;o s&#322;owo. I z nim zaczyna si&#281; moja powaga. Daleko mi do tego, abym spokojnie mia&#322; si&#281; przygl&#261;da&#263;, jak ten dekadent psuje nam zdrowie &#8211; a przy tym muzyk&#281;! Czy Wagner jest w og&#243;le cz&#322;owiekiem? Czy nie jest raczej chorob&#261;? Wszystko, czego dotknie, zamienia w chorob&#281; &#8211; okaleczy&#322; nawet muzyk&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Typowy dekadent, kt&#243;ry czuje si&#281; potrzebny w swym zepsutym smaku, aspiruj&#261;cy dzi&#281;ki niemu do wy&#380;szego smaku, umiej&#261;cy wprowadzi&#263; zepsucie jako zasad&#281;, post&#281;p, spe&#322;nienie.
I nie zabrania si&#281; tego. Jego sztuka uwodzenia wzrasta niepomiernie, rozchodzi si&#281; dym kadzide&#322;, b&#322;&#281;dnie wyk&#322;ada si&#281; go jak Ewangeli&#281; &#8211; bynajmniej nie sam namawia do siebie n&#281;dz&#261; ducha.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mam ch&#281;&#263; mniej uchyla&#263; okna. Powietrza! Wi&#281;cej powietrza!
Nie dziwi mnie, &#380;e w Niemczech &#322;udzono si&#281; co do Wagnera. Zdziwi&#322;oby mnie co&#347; przeciwnego. Niemcy przyrz&#261;dzili sobie takiego Wagnera, kt&#243;rego mogliby ub&#243;stwia&#263;: nigdy jeszcze nie byli psychologami, s&#261; wi&#281;c wdzi&#281;czni, kiedy b&#322;&#261;dz&#261;. Ale &#380;e i w Pary&#380;u nast&#261;pi&#322;a ta pomy&#322;ka! Gdzie niemal nic nie jest cz&#281;stsze od psychologa. Jak bliski musi by&#263; Wagner ca&#322;ej europejskiej deka-dencji, gdzie nie jest odbierany jako dekadent! Nale&#380;y do niej: jest jej protago-nist&#261;, wielkim imieniem... Czci si&#281; go, wynosz&#261;c pod niebiosa. &#8211; To, &#380;e nie broni si&#281; przed nim, samo jest ju&#380; oznak&#261; dekadencji. Instynkt jest os&#322;abiony. Przyci&#261;ga, od czego si&#281; stroni. Nosi si&#281; na ustach to, co tym szybciej spycha w przepa&#347;&#263;. &#8211; Czy trzeba przyk&#322;adu? Ale&#380; wystarczy zobaczy&#263; ten r&#233;gime, ja-kim rozporz&#261;dzaj&#261; anemicy albo paralitycy czy wr&#281;cz diabetycy. Definicja wegetarianina: istota, kt&#243;ra potrzebuje diety wzmacniaj&#261;cej. M&#243;c odczuwa&#263; szkodliwe jako szkodliwe, zabrania&#263; sobie czego&#347; szkodliwego: takie jest znami&#281; m&#322;odo&#347;ci, si&#322; witalnych. Degenerata n&#281;ci co&#347; szkodliwego, wegetarianina warzywa. Choroba sama mo&#380;e by&#263; bod&#378;cem &#380;yciowym: trzeba tylko by&#263; wystar-czaj&#261;co zdrowym na taki bodziec! &#8211; Wagner przysparza degenerat&#243;w: dlatego ci&#261;gnie do siebie s&#322;abych i wyczerpanych. Och, klekocz&#261;ce szcz&#281;&#347;cie starego mistrza, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie zawsze przyzywa do siebie &#8222;dzieci&#261;tko&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Temu zapatrywaniu daj&#281; pierwsze&#324;stwo: sztuka Wagnera jest chora. Prob&#172;lemy, jakie wprowadza na scen&#281; &#8211; to problemy wy&#322;&#261;cznie histeryka: konwulsyjne nami&#281;tno&#347;ci, nadpobudliwo&#347;&#263;, smak, kt&#243;ry &#322;aknie coraz ostrzejszych przypraw, chwiejno&#347;&#263;, z kt&#243;rej czyni zasad&#281;, a zw&#322;aszcza dob&#243;r typ&#243;w fizjologicznych bohater&#243;w i bohaterek (galeria chorych!): wszystko to razem przedstawia bez w&#261;tpienia obraz patologiczny. Wagner est une n&#233;vrose. By&#263; mo&#380;e nic nie jest dzi&#347; lepiej znane, a w ka&#380;dym razie wnikliwiej studiowane od proteu&#172;szowej natury degenerata, kt&#243;ra przepoczwarza si&#281; tu w sztuce i jako artysta. Nasi lekarze i fizjolodzy maj&#261; w Wagnerze najosobliwszy, a przede wszystkim nader doskona&#322;y przypadek. W&#322;a&#347;nie, gdy&#380; nic nie jest bardziej nowoczesne od tej sumy choroby, od tego op&#243;&#378;nienia i rozdra&#380;nienia nerwowej maszynerii. Wagner jest nowoczesnym artyst&#261; par excellence, Cagliostrem nowoczesno&#347;ci. W jego sztuce w najwy&#380;szym stopniu uwodzicielsko mieszaj&#261; si&#281; ze sob&#261; te sk&#322;adniki, kt&#243;re dzi&#347; ca&#322;y &#347;wiat uznaje za najbardziej potrzebne &#8211; trzy wielkie podniety znu&#380;onego: brutalno&#347;&#263;, sztuczno&#347;&#263; i niewinno&#347;&#263; (idiotyzm).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wagner jest wielkim zepsuciem muzyki. Wynalaz&#322; w niej &#347;rodki na zszargane nerwy, chc&#261;c je pobudzi&#263; &#8211; okaleczy&#322; tym muzyk&#281;. Jego inwencja w pobudzaniu najbardziej znu&#380;onych, w o&#380;ywianiu na wp&#243;&#322; umar&#322;ych, nie jest czym&#347; nieznacz&#261;cym w sztuce. Wagner jest mistrzem chwyt&#243;w hipnotycznych, potrz&#261;sa najsilniejszymi niczym byk. Wp&#322;yw Wagnera &#8211; jego wp&#322;yw na nerwy, a wi&#281;c i na kobiety &#8211; spowodowa&#322;, &#380;e ca&#322;y ambitny &#347;wiat muzyczny sta&#322; si&#281; adeptem jego sztuki tajemnej. I nie tylko ambitny, tak&#380;e m&#261;dry... Dzi&#347; zbija si&#281; tylko pieni&#261;dze na chorej muzyce; nasz wielki teatr &#380;yje z Wagnera.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;6.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Zn&#243;w pozwol&#281; sobie na l&#380;ejszy ton. Zak&#322;adam przypadek, &#380;e wp&#322;yw Wagnera jest rzeczywisty, przyjmuj&#261;c tak&#261; posta&#263;, i&#380; otoczony dobr&#261; kompe-tencj&#261; muzyczn&#261;, uwodzi m&#322;odych artyst&#243;w. Jak Pa&#324;stwo zapewne s&#261;dz&#261;, tu w&#322;a&#347;nie dochodzi do skutku?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Moi przyjaciele, trzeba rzec, w dw&#243;ch s&#322;owach i mi&#281;dzy nami. &#321;atwiej jest uprawia&#263; z&#322;&#261; ni&#380; dobr&#261; muzyk&#281;. Jak? Kiedy ma si&#281; z tego zysk? Wp&#322;ywy? Kiedy trafia si&#281; do publiczno&#347;ci? Gdy si&#281; zachwyca, si&#281;ga po sprawdzone &#347;rodki? Gdy robi si&#281; to na spos&#243;b wagnerowski?... Pulchrum est paucorum hominum . Zdecydowanie do&#347;&#263;! Rozumiemy &#322;acin&#281;, rozumiemy te&#380; chyba w&#322;asn&#261; korzy&#347;&#263;. Pi&#281;kno ma pewn&#261; zadr&#281;: po co wi&#281;c pi&#281;kno? Dlaczego nie raczej wielko&#347;&#263;, wynios&#322;o&#347;&#263;, pot&#281;ga, to, co porusza masy? &#8211; I jeszcze raz: &#322;atwiej by&#263; pot&#281;&#380;nym ni&#380; pi&#281;knym; wiemy o tym...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Znamy si&#281; na masach, na teatrze. Najlepsze, co tu zasiada, niemieccy m&#322;odzie&#324;cy, rogacizna Zygfryd&#243;w i innych wagneryst&#243;w, potrzebuje wynios&#322;o&#347;ci, g&#322;&#281;bi, pot&#281;gi. Tak wiele potrafimy jeszcze znie&#347;&#263;. I inne, kt&#243;re tu siedzi, wy-kszta&#322;ceni kretyni, zblazowani maluczcy, wieczna kobieco&#347;&#263;, strawieni szcz&#281;-&#347;ciem, kr&#243;tko: lud &#8211; potrzebuje r&#243;wnie&#380; wynios&#322;o&#347;ci, g&#322;&#281;bi, pot&#281;gi. Wszystko to ma jednakow&#261; logik&#281;. &#8222;Silny jest ten, kto nami wstrz&#261;sa; boski, kto wywy&#380;sza; g&#322;&#281;boki, kto nas przeczuwa&#8221;. &#8211; Zdecydujmy si&#281;, Panowie muzycy: chcemy wa-mi wstrz&#261;sa&#263;, wynosi&#263; was i przeczuwa&#263;. Tak wiele mo&#380;emy jeszcze znie&#347;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co dotyczy przeczuwania: tu bierze sw&#243;j pocz&#261;tek nasze poj&#281;cie &#8222;stylu&#8221;. Przede wszystkim &#380;adnej my&#347;li! Nic nie jest bardziej kompromituj&#261;ce od my&#347;li! Lecz stan przed my&#347;l&#261;, nat&#322;ok nie zrodzonych jeszcze my&#347;li, zapowied&#378; przysz&#322;ych my&#347;li, &#347;wiat, jaki by&#322;, zanim stworzy&#322; go B&#243;g &#8211; wzmo&#380;enie chaosu... Chaos przeczuwa...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;M&#243;wi&#261;c w j&#281;zyku Mistrza: niesko&#324;czono&#347;&#263;, ale bez melodii.
Co za&#347; dotyczy wstrz&#261;sania, to rzecz nale&#380;y w cz&#281;&#347;ci do fizjologii. Studiujmy przede wszystkim instrumenty. Niekt&#243;re z nich same dra&#380;ni&#261; trzewia (otwieraj&#261; podwoje, m&#243;wi&#261;c za H&#228;ndlem), inne traktuj&#261; mlecz pacierzowy. Decyduje tutaj barwa d&#378;wi&#281;ku; co rozbrzmiewa, jest niemal oboj&#281;tne. Skupmy si&#281; na tym punkcie! Po co nam zreszt&#261; to marnotrawstwo? B&#261;d&#378;my wyrazi&#347;ci w brzmieniu a&#380; do b&#322;aze&#324;stwa! Jest nasz&#261; zas&#322;ug&#261;, &#380;e mo&#380;emy wiele doradzi&#263; w brzmieniu! Dra&#380;nijmy nerwy, uderzajmy w nie &#347;miertelnie, w&#322;adajmy b&#322;y-skawic&#261; i grzmotem &#8211; to wstrz&#261;sa...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najbardziej wstrz&#261;sa jednak nami&#281;tno&#347;&#263;. &#8211; Znamy si&#281; na nami&#281;tno&#347;ci. Nic nie jest ta&#324;sze od nami&#281;tno&#347;ci! Mo&#380;na obej&#347;&#263; si&#281; bez wszelkich cn&#243;t kontrapunktu, nie trzeba si&#281; niczego uczy&#263; &#8211; nami&#281;tno&#347;&#263; wystarczy! Pi&#281;kno jest trudne: strze&#380;my si&#281; pi&#281;kno&#347;ci!... I melodii! Spotwarzajmy, moi przyjaciele, spotwarzajmy, gdy co innego powa&#380;nie bierze si&#281; za idea&#322;, spotwarzajmy melodi&#281;!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nic nie jest bardziej niebezpieczne od pi&#281;knej melodii! Nic pewniej nie psuje smaku! Jeste&#347;my zgubieni, moi przyjaciele, kiedy zn&#243;w kocha si&#281; pi&#281;kn&#261; melodi&#281;!...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pewnik: melodia jest niemoralna. Dow&#243;d: Palestrina. Zastosowanie: Parsifal. Sam brak melodii u&#347;wi&#281;ca...
I to jest definicja nami&#281;tno&#347;ci. Nami&#281;tno&#347;&#263; &#8211; albo gimnastyka brzydoty na linie enharmoniki. &#8211; Odwa&#380;my si&#281;, moi przyjaciele, by&#263; brzydcy! Wagner mia&#322; na to do&#347;&#263; odwagi! Toczmy bez obawy mu&#322; nieszcz&#281;snej harmonii! Nie oszcz&#281;-dzajmy r&#261;k! Dopiero tak staniemy si&#281; naturalni...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ostatnia rada! By&#263; mo&#380;e ujmuje ona ca&#322;o&#347;&#263; w jednym. &#8211; B&#261;d&#378;my idealistami! &#8211; Je&#347;li nie jest to najm&#261;drzejsze, to przecie&#380; najrozs&#261;dniejsze z tego, czego mo&#380;emy dokona&#263;. Aby wynosi&#263; ludzi, trzeba samemu by&#263; wyniesionym. Bujajmy w ob&#322;okach, zachwalajmy niesko&#324;czono&#347;&#263;, rozrzucajmy wok&#243;&#322; wielkie symbole! Sursum! Bum! Bum! &#8211; nie ma lepszej rady. Niech &#8222;podniesiona pier&#347;&#8221; b&#281;dzie naszym argumentem, &#8222;pi&#281;kne uczucie&#8221; naszym or&#281;downikiem. Cnota zachowuje racj&#281; jeszcze wbrew kontrapunktowi. &#8222;Czy ten, kto nas ulepsza, sam nie mia&#322;by by&#263; dobry?&#8221; &#8211; tak zawsze s&#261;dzi&#322;a ludzko&#347;&#263;. Ulepszajmy wi&#281;c ludz-ko&#347;&#263;! &#8211; w ten spos&#243;b b&#281;dzie si&#281; dobrym (w ten spos&#243;b b&#281;dzie si&#281; &#8222;klasykiem&#8221;: Schiller stanie si&#281; &#8222;klasykiem&#8221;). Pogo&#324; za ni&#380;szymi uciechami, za tak zwanym pi&#281;knem rozstroi&#322;a W&#322;ocha: zosta&#324;my Niemcami! Sam stosunek Mozarta do muzyki &#8211; Wagner powiedzia&#322; nam to na pocieszenie! &#8211; by&#322; frywolny...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie dopuszczajmy nigdy my&#347;li, &#380;e muzyka &#8222;s&#322;u&#380;y do odpoczynku&#8221;; &#380;e &#8222;rozwe-sela&#8221;; &#380;e &#8222;sprawia przyjemno&#347;&#263;&#8221;. Odmawiajmy sobie przyjemno&#347;ci! &#8211; przepadniemy, je&#347;li zn&#243;w b&#281;dziemy hedonistycznie my&#347;le&#263; o sztuce... To z&#322;y wiek osiemnasty... Nic, m&#243;wi&#261;c na marginesie, nie mog&#322;oby by&#263; bardziej wskazane od dawki &#8211; hipokryzji, sit venia verbo. Dodaje to powagi. &#8211; I wybierzmy odpowiedni&#261; por&#281; na czarnowidztwo, otwarte wzdychania, chrze&#347;cija&#324;skie westchnienia, wystawienie na pokaz wielkiego chrze&#347;cija&#324;skiego wsp&#243;&#322;czucia. &#8222;Cz&#322;owiek jest zepsuty: kto go zbawi? Co go zbawi?&#8221; &#8211; nie odpowiadajmy. B&#261;d&#378;my ostro&#380;ni. Zwalczajmy ambicj&#281;, kt&#243;ra mog&#322;aby zatru&#263; religi&#281;. Nikt jednak nie powinien w&#261;tpi&#263;, &#380;e my go zbawimy, &#380;e wyzwoli go nasza muzyka... (rozprawa Wagnera Religion und Kunst ).&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;7.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Do&#347;&#263; ju&#380;! Do&#347;&#263;! Obawiam si&#281;, &#380;e tylko pod moj&#261; pogodn&#261; kresk&#261; nader jasna stanie si&#281; &#380;a&#322;osna rzeczywisto&#347;&#263; &#8211; obraz upadku sztuki, tak&#380;e upadku artyst&#243;w. Ostatniemu z nich, upadkowi charakteru, przychodzi chyba z pomoc&#261; ta prowizoryczna formu&#322;a: muzyk sta&#322; si&#281; teraz aktorem, jego sztuka rozwija si&#281; w talencie do uwodzenia. B&#281;d&#281; mia&#322; sposobno&#347;&#263; (w rozdziale Z fizjologii sztuki mojego g&#322;&#243;wnego dzie&#322;a) bli&#380;ej pokaza&#263;, jak ta ca&#322;a przemiana sztuki w aktorstwo w tej mierze stanowi niew&#261;tpliwy objaw fizjologicznej degeneracji (a &#347;ci&#347;lej, form&#281; histerii), co ka&#380;de pojedyncze zepsucie i ka&#380;da u&#322;omno&#347;&#263; zainaugurowanej przez Wagnera sztuki: na przyk&#322;ad niepok&#243;j jej optyki, kt&#243;ra zmusza w ka&#380;dej chwili do zmiany wobec niej stosunku. Nie rozumie si&#281; nic z Wagnera, jak d&#322;ugo widzi si&#281; w nim tylko wybryk natury, samowol&#281; i kaprys, przy-padkowo&#347;&#263;. Nie by&#322; on geniuszem&#8222;po&#322;owicznym&#8221;,&#8222;nieudanym&#8221;,&#8222;sprzecznym&#8221;, jak si&#281; wprawdzietwierdzi. Wagner by&#322; czym&#347; doskona&#322;ym, typowym dekadentem, kt&#243;remu brak wszelkiej &#8222;wolnej woli&#8221;, u kt&#243;rego ka&#380;dy ruch jest konieczny. Je&#347;li co&#347; jest ciekawe w Wagnerze, to logika, z jak&#261; fizjologicznej wadzie, koniec ko&#324;c&#243;w, krok po kroku, nadaje on posta&#263; praktyki i procedury, innowacji co do zasad, kryzysu smaku. Zatrzymam si&#281; tym razem przy kwestii stylu. &#8211; Czym odznacza si&#281; ka&#380;da literacka dekadencja? Tym, &#380;e ca&#322;o&#347;&#263; pozbawiona jest ju&#380; &#380;ycia. S&#322;owo staje si&#281; suwerenne i wyskakuje ze zdania, zdanie rozrasta si&#281; nadmiernie i zaciemnia sens strony, strona pozyskuje &#380;ycie kosztem ca&#322;o&#347;ci &#8211; ca&#322;o&#347;&#263; przestaje by&#263; ca&#322;o&#347;ci&#261;. Jest to jednak znami&#281; wszelkiego stylu dekadencji: ka&#380;dorazowa anarchia atom&#243;w, rozdzia&#322; woli, &#8222;wolno&#347;&#263; indywiduum&#8221; &#8211; wszystko to, wyk&#322;adane mo-ralnie, podnosi do rangi teorii politycznej &#8222;jednakowe prawa dla wszystkich&#8221;. &#379;ycie, jednakowa &#380;ywotno&#347;&#263;, wibracja i obfito&#347;&#263; &#380;ycia ograniczone do najdrob-niejszych twor&#243;w, reszta uboga w &#380;ycie. Wsz&#281;dzie parali&#380;, zn&#243;j, zesztywnienie albo wrogo&#347;&#263; i chaos: obydwa elementy tym bardziej rzucaj&#261;ce si&#281; w oczy, im wy&#380;sze formy organizacji si&#281; osi&#261;ga. W og&#243;le przestaje istnie&#263; ca&#322;o&#347;&#263;: jest ona zestawiona, policzona, sztuczna, jest artefaktem.
U Wagnera na pocz&#261;tku znajduje si&#281; halucynacja: nie ton&#243;w, lecz gest&#243;w. Do nich dobiera on dopiero semiotyk&#281; ton&#243;w. Chc&#261;c go podziwia&#263;, tu trzeba widzie&#263; go przy robocie: jak tu oddziela, uzyskuje ma&#322;e jedno&#347;ci, jak je o&#380;ywia, rozwija, uwidacznia. Ale traci przy tym si&#322;&#281;: reszta nie przydaje si&#281; na nic.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak mizerna, jak zle&#380;a&#322;a, jak dyletancka jest ta sztuka &#8222;rozwijania&#8221;, ta pr&#243;ba zetkni&#281;cia przynajmniej ze sob&#261; tego, co nie wzrasta&#322;o razem! Jego maniery przypominaj&#261; przywo&#322;ywanych zreszt&#261; tak&#380;e ze wzgl&#281;du na styl Wagnera braci de Goncourt: lito&#347;&#263; budzi taki ogrom n&#281;dzy. To, &#380;e Wagner brak zdolno&#347;ci do organicznych postaci przemienia w zasad&#281;, &#380;e ustanawia &#8222;styl dramatyczny&#8221; tam, gdzie dopatrujemy si&#281; zwyk&#322;ej niemocy do stylu w og&#243;le, odpowiada &#347;mia&#322;emu przyzwyczajeniu, jakie przez ca&#322;e &#380;ycie towarzyszy&#322;o Wagnerowi: ustala on zasad&#281; tam, gdzie brak mu mo&#380;liwo&#347;ci (r&#243;&#380;ni si&#281; tu, nawiasem m&#243;wi&#261;c, od starego Kanta, kt&#243;ry umi&#322;owa&#322; inn&#261; odwag&#281;: a mianowicie, wsz&#281;dzie, gdzie brakowa&#322;o mu zasady, ustala&#322; w to miejsce w cz&#322;owieku jak&#261;&#347; &#8222;w&#322;adz&#281;&#8221; ...). Jeszcze raz: godny podziwu i mi&#322;o&#347;ci jest Wagner tylko w wynajdywaniu drob-nostek, w wymy&#347;laniu detal&#243;w &#8211; ca&#322;kiem s&#322;usznie trzeba uzna&#263; go za mistrza pierwszej rangi, za najwi&#281;kszego naszego miniaturzyst&#281; w muzyce, kt&#243;ry w najmniejsz&#261; przestrze&#324; wt&#322;oczy&#322; niesko&#324;czono&#347;&#263; zmys&#322;&#243;w i rozkoszy. Bogactwo barw, p&#243;&#322;cieni, zagadek gasn&#261;cego &#347;wiat&#322;a gryma&#347;ne tak bardzo, &#380;e po tym niemal wszyscy muzycy wydaj&#261; si&#281; nazbyt krzepcy. &#8211; Je&#347;li uwierzy mi si&#281; na s&#322;owo, to najwy&#380;sze poj&#281;cie o Wagnerze bra&#263; trzeba nie z tego, co si&#281; w nim podoba. To wynaleziono w celu przekonywania mas, od czego ludzie naszego pokroju odskakuj&#261; jak od nazbyt nachalnego fresku. C&#243;&#380; nas obchodzi dra&#380;ni&#261;ca brutalno&#347;&#263; uwertury Tannh&#228;usera? Albo kr&#261;g Walkirii? Wszystko, co z muzyki Wagnera i z dala od teatru sta&#322;o si&#281; popularne, jest w&#261;tpliwego smaku i psuje smak. Marsz Tannh&#228;usera przez sw&#261; prostoduszno&#347;&#263; zda mi si&#281; podejrzany; uwertura do Lataj&#261;cego Holendra to ha&#322;as o nic; preludium
do Lohengrina dostarcza pierwszego, tylko nazbyt podst&#281;pnego, nazbyt udanego przyk&#322;adu, jak hipnotyzuje si&#281; tak&#380;e za pomoc&#261; muzyki (nie znosz&#281; muzyki, kt&#243;rej ambicja nie si&#281;ga poza wp&#322;yw na nerwy). Ale niezale&#380;nie od Wagnera-
&lt;br /&gt; magnetyzera i malarza fresk&#243;w jest jeszcze jeden Wagner, kt&#243;ry odk&#322;ada na bok ma&#322;e kosztowno&#347;ci: nasz najwi&#281;kszy melancholik w muzyce, pe&#322;en spoj-rze&#324;, tkliwo&#347;ci i pociechy, jakich nikt nie antycypowa&#322;, mistrz w tonach pos&#281;pnego i sennego szcz&#281;&#347;cia... Leksykon najintymniejszych s&#322;&#243;w Wagnera, prawdziwie kr&#243;tkie rzeczy od pi&#281;ciu do pi&#281;tnastu takt&#243;w, prawdziwa muzyka, kt&#243;rej nikt nie zna... Wagner mia&#322; cnot&#281; dekadencji, wsp&#243;&#322;czucie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;8.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; &#8222;Bardzo dobrze! Ale jak mo&#380;e straci&#263; smak na dekadenta, je&#347;li nie przy-padkiem jest muzykiem, nie przypadkiem sam jest dekadentem?&#8221; &#8211; Z innej beczki! Jak mo&#380;na go nie mie&#263;!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przekonajcie si&#281; sami! &#8211; Nie wiedz&#261; Pa&#324;stwo, kim jest Wagner: to do&#347;&#263; wielki aktor! Czy w og&#243;le w teatrze co&#347; oddzia&#322;uje g&#322;&#281;biej, z wi&#281;ksz&#261; moc&#261;? Przyjrzyjcie si&#281; cho&#263;by tym m&#322;odzie&#324;com &#8211; zesztywnia&#322;ym, bladym, zziajanym! To s&#261; wagnery&#347;ci: nie rozumie to nic z muzyki &#8211; a przy tym Wagner jest panem... Sztuka Wagnera uciska z si&#322;&#261; stu atmosfer: ugnijcie si&#281;, inaczej nie da rady... Aktor Wagner jest tyranem, jego patos nisz-czy wszelki smak, u&#347;mierza wszelki bunt. &#8211; Kto ma t&#281; si&#322;&#281; sugestii w ruchach, kto widzi tak dok&#322;adnie, kto ma takie ruchy! To wdychanie Wagnerowskiego patosu, ta ch&#281;&#263; nie ujawniania skrajnych uczu&#263;, ta trwo&#380;nie wpajana rozpi&#281;to&#347;&#263; stan&#243;w, gdzie nawet chwila chce by&#263; zduszona!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czy Wagner by&#322; w og&#243;le muzykiem? W ka&#380;dym razie by&#322; bardziej czym&#347; innym: niezr&#243;wnanym komediantem, najwi&#281;kszym mimem, zadziwiaj&#261;cym geniuszem teatralnym, jakiego mieli Niemcy, naszym cz&#322;owiekiem sceny par excellence. Jego miejsce nie w dziejach muzyki, lecz gdzie indziej: nie nale&#380;y myli&#263; go z jej wielk&#261; autentyczno&#347;ci&#261;. Wagner i Beethoven &#8211; to blasfemia &#8211; a w ostateczno&#347;ci niesprawiedliwo&#347;&#263; wobec samego Wagnera... By&#322; on tak&#380;e jako muzyk tylko tym, czym by&#322; w og&#243;le: sta&#322; si&#281; muzykiem, gdy&#380; zmusza&#322; go do tego tkwi&#261;cy w nim tyran, geniusz aktorski. Nie odgaduje si&#281; nic z Wagnera, jak d&#322;ugo nie odgaduje si&#281; panuj&#261;cego w nim instynktu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wagner nie by&#322; muzykiem z instynktu. Dowi&#243;d&#322; tego tym, &#380;e wyrzek&#322; si&#281; wszelkiej sprawiedliwo&#347;ci i, m&#243;wi&#261;c precyzyjniej, wszelkiego stylu w muzyce; zrobi&#322; z niego to, czego potrzebowa&#322;: retoryk&#281; teatraln&#261;, &#347;rodek wyrazu, wzmocnienia gestykulacji, zabarwienia psychologicznego. Wagner ma tu dla nas znaczenie jako wynalazca i innowator pierwszego rz&#281;du &#8211; w niesko&#324;czono&#347;&#263; pomno&#380;y&#322; mo&#380;liwo&#347;ci j&#281;zykowe muzyki: jest Victorem Hugo muzyki jako j&#281;zyka. Zak&#322;adaj&#261;c zawsze, &#380;e trzeba najpierw znaczy&#263;, muzyka mog&#322;aby chyba nie by&#263; muzyk&#261;, lecz j&#281;zykiem, narz&#281;dziem, ancilla dramaturgica. Muzyka Wagnera, nie brana w opiek&#281; przez smak teatralny, nader tolerancyjny smak, jest po prostu z&#322;&#261; muzyk&#261;, najgorsz&#261; w og&#243;le, jak&#261; mo&#380;e stworzono.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li muzyk nie b&#281;dzie umia&#322; policzy&#263; do trzech, stanie si&#281; &#8222;dramatyczny&#8221;, &#8222;wagnerowski&#8221;...
Wagner niemal odkry&#322;, jak&#261; jeszcze magi&#281; mo&#380;na stworzy&#263; dzi&#281;ki uwol-nionej i zarazem wykonanej na elementarny spos&#243;b muzyce. Jego &#347;wiadomo&#347;&#263; w tym punkcie jest niesamowita, jak instynkt, kt&#243;ry nie potrzebuje wy&#380;szej sprawiedliwo&#347;ci, stylu. To, co elementarne, wystarczy &#8211; brzmienie, ruch, barwa, kr&#243;tko: zmys&#322;owo&#347;&#263; muzyki. Wagner nigdy nie oblicza jak muzyk, wedle muzycznego sumienia: chce wp&#322;ywu, nie chce niczego poza wp&#322;ywem. I wie, na co ma wp&#322;ywa&#263;! &#8211; Ma co do tego pewno&#347;&#263;, jak&#261; mia&#322; Schiller, ka&#380;dy cz&#322;owiek teatru, ma te&#380; jego pogard&#281; &#347;wiata, kt&#243;ry k&#322;adzie sobie do n&#243;g!... Aktorem jest si&#281; dzi&#281;ki temu, &#380;e ma si&#281; wgl&#261;d przed innymi: co powinno oddzia&#322;ywa&#263; prawdziwie, nie mo&#380;e by&#263; prawdziwe. Zdanie to sformu&#322;owa&#322; Talma : zawiera ono ca&#322;&#261; psychologi&#281; aktora, zawiera tak&#380;e &#8211; nie w&#261;tpmy w to! &#8211; jego moralno&#347;&#263;. Muzyka Wagnera nigdy nie jest prawdziwa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Ale uchodzi za tak&#261;: i to jest w porz&#261;dku.
Jak d&#322;ugo jeszcze jest si&#281; dzieckiem, a na dobitk&#281; wagneryst&#261;, uwa&#380;a si&#281; Wagnera za bogacza, wr&#281;cz za uosobienie rozrzutno&#347;ci, za obszarnika w kr&#243;lestwie d&#378;wi&#281;k&#243;w. Podziwia si&#281; w nim to, co m&#322;odzi Francuzi podziwiali w Victorze Hugo, &#8222;kr&#243;lewsk&#261; szczodro&#347;&#263;&#8221;. P&#243;&#378;niej i jednego, i drugiego podziwia si&#281; z zupe&#322;nie innych powod&#243;w: jako mistrza i wz&#243;r oszcz&#281;dno&#347;ci, jako m&#261;drego gospodarza. Nikt im nie dor&#243;wna, przy tak skromnych nak&#322;adach, w wystawianiu ksi&#261;&#380;&#281;cego sto&#322;u. &#8211; Wagnerysta, ze swym dowierzaj&#261;cym &#380;o&#322;&#261;dkiem, b&#281;dzie nawet syty z wiktu, jaki wyczaruje mu Mistrz. My za&#347;, ca&#322;kiem inni, tacy, kt&#243;rzy od ksi&#261;&#380;ek i muzyki wymagaj&#261; przede wszystkim substancji i zupe&#322;nie nie zas&#322;uguj&#261; na pusty &#8222;wystawny&#8221; st&#243;&#322;, b&#281;dziemy tu o wiele bardziej wybredni. Po niemiecku: Wagner nie do&#347;&#263; nam daje przek&#261;si&#263; . Jego recitativo &#8211; odrobina mi&#281;sa, wi&#281;cej ko&#347;ci i bardzo du&#380;o roso&#322;u &#8211; ochrzci&#322;em mianem &#8222;alla genovese&#8221;: przez co nie chcia&#322;em schlebia&#263; Genue&#324;czykom, lecz chyba daw-niejszemu recitativo, recitativo secco. Co do &#8222;motywu przewodniego&#8221;, to brak mi tu kulinarnej b&#322;yskotliwo&#347;ci. Je&#347;li na mnie naprze&#263;, uznam go mo&#380;e za wyka&#322;aczk&#281; do usuwania resztek pokarm&#243;w. S&#261; jeszcze &#8222;arie&#8221; Wagnera. &#8211; Ale tu nic nie powiem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;-----&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;9.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tak&#380;e w szkicowaniu akcji Wagner jest przede wszystkim aktorem. Co go najpierw absorbuje, to scena bezwarunkowo pewnego oddzia&#322;ywania, rzeczywista actio z reliefem gest&#243;w, scena, kt&#243;ra wstrz&#261;sa &#8211; nad ni&#261; namy&#347;la si&#281; najg&#322;&#281;biej, z niej dopiero wydobywa charaktery. Reszta wynika st&#261;d, wedle technicznej ekonomii, kt&#243;ra nie ma podstaw do subtelno&#347;ci. To nie publiczno&#347;&#263; Corneille'a, kt&#243;r&#261; Wagner ma os&#261;dzi&#263;: to tylko wiek dziewi&#281;tnasty. Wagner ma z grubsza wyrokowa&#263; o &#8222;jednym, czego potrzeba&#8221; , jak wyrokuje dzi&#347; ka&#380;dy inny aktor: szereg mocnych scen, jedna mocniejsza od drugiej &#8211; i, w trakcie, du&#380;o m&#261;drej g&#322;upoty. Szuka najpierw sposobu na to, jak zagwarantowa&#263; dzie&#322;u oddzia&#322;ywanie, zaczyna od trzeciego aktu, upewnia si&#281; o dziele poprzez jego ostateczny odd&#378;wi&#281;k. Przy takim rozumieniu teatru jako kierownik nic si&#281; nie ryzykuje, wprowadzaj&#261;c znienacka dramat. Dramat wymaga &#347;cis&#322;ej logiki: ale co wk&#322;ada&#322; Wagner w og&#243;le w logik&#281;! Jeszcze raz: to nie jest publiczno&#347;&#263; Corneille'a, kt&#243;r&#261; mia&#322;by os&#261;dza&#263;: zwykli Niemcy! Wiadomo, przy jakich problemach dramaturg nat&#281;&#380;a wszystkie swe si&#322;y i cz&#281;sto przechodzi m&#281;czarnie: chc&#261;c nada&#263; konieczno&#347;&#263; w&#281;z&#322;om dramatycznym i tak samo je rozsup&#322;a&#263;, tak i&#380; obydwa s&#261; mo&#380;liwe tylko w jeden spos&#243;b, obydwa sprawiaj&#261; wra&#380;enie czego&#347; swobodnego (zasada najmniejszego nak&#322;adu energii).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tak wi&#281;c przy tym Wagner przechodzi najmniejsze m&#281;czarnie; nie ulega w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e na w&#281;z&#322;y i ich rozsup&#322;anie wydatkuje najmniej si&#322;. Wystarczy wzi&#261;&#263; jaki&#347; &#8222;w&#281;ze&#322;&#8221; Wagnera pod mikroskop &#8211; zabawa gwarantowana, mog&#281; za to r&#281;czy&#263;. Nic bardziej rozweselaj&#261;cego od w&#281;z&#322;a Tristana, od w&#281;z&#322;a &#346;piewak&#243;w norymberskich. Wagner nie jest dramaturgiem, nie da si&#281; ukry&#263;. Lubi&#322; s&#322;owo &#8222;dramat&#8221;: to wszystko &#8211; zawsze lubi&#322; pi&#281;kne s&#322;owa. S&#322;owo &#8222;dramat&#8221; w jego pismach jest poza tym nieporozumieniem (i m&#261;dro&#347;ci&#261;: Wagner wytwornie przedk&#322;ada&#322; je nad s&#322;owo &#8222;opera&#8221;); mniej wi&#281;cej tak, jak zwyk&#322;ym nieporozumieniem jest w Nowym Testamencie s&#322;owo &#8222;duch&#8221; . &#8211; Nie by&#322; wystarczaj&#261;co dobrym psychologiem na dramat; instynktownie unika&#322; motywacji psychologicznej. Jak? Tak oto, &#380;e zamiast niej wprowadza&#322; zawsze idiosynkrazj&#281;... Bardzo nowoczesny, nieprawda&#380;? Nader paryski! Dekadencki!... W&#281;z&#322;y, m&#243;wi&#261;c na marginesie, jakie Wagner rzeczywi&#347;cie, z pomoc&#261; wynalazk&#243;w dramatycznych, chcia&#322; rozsup&#322;a&#263;, s&#261; ca&#322;kiem innego rodzaju. Dam przyk&#322;ad. We&#378;my przypadek, kiedy potrzebuje on g&#322;osu kobiecego. Ca&#322;y akt bez g&#322;osu kobiecego &#8211; nie mo&#380;e by&#263;! Ale w danej chwili nie wszystkie &#8222;bohaterki&#8221; s&#261; wolne. Co robi Wagner? Emancypuje najstarsz&#261; kobiet&#281; &#347;wiata, Ziemi&#281;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Dalej, s&#281;dziwa pramatko! Musimy &#347;piewa&#263;!&#8221; Ziemia &#347;piewa. Wagner osi&#261;ga sw&#243;j cel. Natychmiast pozbywa si&#281; starej damy. &#8222;Po co Pani w&#322;a&#347;ciwie przysz&#322;a? Prosz&#281; odej&#347;&#263;! Niech &#347;pi Pani &#322;askawie dalej!&#8221; &#8211; In summa: scena pe&#322;na mitologicznych dreszczy, przy kt&#243;rych wagnerysta przeczuwa...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; &#8222;Ale posta&#263; Wagnerowskich tekst&#243;w! Ich mityczna, wieczna posta&#263;!&#8221; &#8211; W&#261;tpliwo&#347;&#263;: jak dowodzi si&#281; tej postaci, tej wiecznej postaci? &#8211; Chemik odpo-wie: przek&#322;ada si&#281; Wagnera na j&#281;zyk codzienno&#347;ci, na nowoczesno&#347;&#263; &#8211; b&#261;d&#378;my do szcz&#281;tu bezlito&#347;ni! &#8211; na mieszcza&#324;stwo! Co wtedy zostaje z Wagnera?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Sza! Ju&#380; to sprawdzi&#322;em. Nic bardziej zajmuj&#261;cego, nic, co mo&#380;na by bardziej poleci&#263; na przechadzk&#281; od tego, czym w ograniczonych proporcjach raczy&#322; si&#281; Wagner: na przyk&#322;ad Parsifala kandydatom teologii, z wykszta&#322;ceniem gimnazjalnym (ostatnie niezb&#281;dne do czystej g&#322;upoty). Jakich&#380;e to doznaje si&#281; niespodzianek! Czy uwierz&#261; Pa&#324;stwo, &#380;e bohaterki Wagnerowskie, odarte z bohaterskich szat, wygl&#261;daj&#261; co do jednej jak, wypisz, wymaluj, Madame Bovary! &#8211; a z drugiej strony, dlaczeg&#243;&#380;by Flaubert nie mia&#322; ubra&#263; swych bohaterek w skandynawskie albo kartagi&#324;skie szaty, zmitologizowa&#263; ich i zaproponowa&#263; Wagnerowi jako libretto? Tak, og&#243;lnie bior&#261;c, wygl&#261;da na to, &#380;e Wagnera interesuj&#261; tylko te problemy, kt&#243;re trapi&#261; dzi&#347; ma&#322;ych paryskich dekadent&#243;w. Zawsze o krok od szpitala! Bez wyj&#261;tku zupe&#322;nie nowoczesne, wielkomiejskie problemy! Prosz&#281; w to nie w&#261;tpi&#263;!... Czy zauwa&#380;yli Pa&#324;stwo (to nadal ten sam kompleks idei), &#380;e bohaterki Wagnerowskie nie maj&#261; dzieci? &#8211; Ot&#243;&#380; nie mog&#261; ich mie&#263;... Rozpacz, z jak&#261; Wagner dotyka problemu, pozwalaj&#261;c w og&#243;le narodzi&#263; si&#281; Zygfrydowi, zdradza, jak w tym punkcie czu&#322; si&#281; nowoczesny. Zygfryd &#8222;emancypuje kobiet&#281;&#8221; &#8211; ale pozbawia nadziei na potomstwo. &#8211; Wreszcie fakt, kt&#243;ry wytr&#261;ca nas z r&#243;wnowagi: Parsifal jest ojcem Lohengrina! Jak tego dokona&#322;? &#8211; Czy trzeba przypomina&#263;, &#380;e &#8222;czysto&#347;&#263; czyni cuda&#8221;?
Wagnerus dixit princeps in castitate auctoritas.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;10.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jeszcze s&#322;owo o pismach Wagnera: s&#261; one, przy wszystkich innych zaletach, szko&#322;&#261; m&#261;dro&#347;ci. System procedur, jakim w&#322;ada Wagner, wykorzystuje si&#281; na sto r&#243;&#380;nych sposob&#243;w &#8211; kto ma uszy, niechaj s&#322;ucha. By&#263; mo&#380;e zyskam powszechne uznanie, je&#347;li trzem bezcennym procedurom nadam precyzyjn&#261; posta&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystko, czego Wagner nie mo&#380;e, zostaje odrzucone.
Wagner m&#243;g&#322;by jeszcze wiele: ale nie chce &#8211; zasadniczo z powodu rygoryzmu. Nikt nie do&#347;cignie tego, co mo&#380;e Wagner, nikt mu tego nie podszepnie, nikt nie powinien tego do&#347;cign&#261;&#263;... Wagner jest boski...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Te trzy zdania stanowi&#261; kwintesencj&#281; literatury Wagnera; reszta jest &#8211; &#8222;literatur&#261;&#8221;.
&#8211; Nie ka&#380;da muzyka potrzebowa&#322;a dot&#261;d literatury: post&#281;puje si&#281; w&#322;a&#347;ci-wie, poprzestaj&#261;c tu na wystarczaj&#261;cej podstawie. Czy nie jest tak, &#380;e trudno zrozumie&#263; muzyk&#281; Wagnera? Albo &#380;e obawia&#322; si&#281; on czego&#347; przeciwnego, &#380;e nazbyt &#322;atwo si&#281; j&#261; rozumie &#8211; &#380;e rozumie si&#281; j&#261; nie do&#347;&#263; trudno? &#8211; Rzeczywi&#347;cie, przez ca&#322;e &#380;ycie powtarza&#322; jedno zdanie: &#380;e jego muzyka nie znaczy tylko tyle, co muzyka! Lecz jest czym&#347; wi&#281;cej! Lecz jest czym&#347; niesko&#324;czenie wi&#281;cej!... &#8222;Nie tylko muzyka&#8221; &#8211; tak nie m&#243;wi &#380;aden muzyk. Jeszcze raz, Wagner nie chcia&#322; tworzy&#263; z ca&#322;o&#347;ci, nie mia&#322; w&#322;a&#347;ciwie wyboru, musia&#322; sk&#322;ada&#263; z fragment&#243;w, &#8222;motyw&#243;w&#8221;, gest&#243;w, formu&#322;, powt&#243;rze&#324; i tysi&#261;cznych przegr&#243;dek, by&#322; bardziej retorem ni&#380; muzykiem &#8211; dlatego w zasadzie musia&#322; na pierwszym planie postawi&#263; &#8222;to znaczy&#8221;. &#8222;Muzyka jest zawsze tylko &#347;rodkiem&#8221;: to by&#322;a jego teoria, to by&#322;a przede wszystkim jedyna mo&#380;liwa dla&#324; praktyka. Ale tak nie my&#347;li &#380;aden muzyk. &#8211; Wagner potrzebowa&#322; literatury do tego, aby ca&#322;y &#347;wiat traktowa&#322; jego muzyk&#281; powa&#380;nie, g&#322;&#281;boko, &#8222;gdy&#380; niesko&#324;czone znaczy&#8221;; przez ca&#322;e &#380;ycie by&#322; komentatorem &#8222;idei&#8221;. &#8211; Co znaczy Elza?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ale&#380; wiadomo: Elza jest &#8222;nie&#347;wiadomym duchem ludu&#8221; (&#8222;Ta wiedza z konieczno&#347;ci prowadzi mnie do zupe&#322;nej rewolucji&#8221; ).
Przypomnijmy sobie, &#380;e m&#322;odo&#347;&#263; Wagnera przypada na lata, kiedy Hegel i Schelling sprowadzaj&#261; duchy na z&#322;&#261; drog&#281;; &#380;e odgaduje on, &#322;apie w gar&#347;&#263; to, co tylko Niemiec traktuje powa&#380;nie &#8211; &#8222;ide&#281;&#8221;, chc&#281; powiedzie&#263;, co&#347; ciemnego, niepewnego, poj&#281;ciowego; &#380;e jasno&#347;&#263; w&#347;r&#243;d Niemc&#243;w budzi sprzeciw, logika jest nieuzasadnion&#261; pretensj&#261;. Schopenhauer mia&#322; odwag&#281; wytkn&#261;&#263; nierzetel-no&#347;&#263; epoce Hegla i Schellinga &#8211; odwag&#281;, tak&#380;e brak rzetelno&#347;ci: on sam, stary pesymistyczny fa&#322;szerz monet, &#8222;rzetelniej&#8221; od swych bardziej znanych wsp&#243;&#322;czesnych wtr&#261;ci&#322; j&#261; w nico&#347;&#263;. Wykluczmy moralno&#347;&#263; z gry: Hegel jest smakiem... Nie tylko niemieckim, lecz europejskim smakiem!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Smakiem, kt&#243;ry podchwytuje Wagner! &#8211; W kt&#243;rym wzrasta&#322;! Kt&#243;ry uwieczni&#322;! &#8211; Zastosowa&#322; go tylko w muzyce &#8211; wynalaz&#322; styl, kt&#243;ry &#8222;znaczy niesko&#324;czono&#347;&#263;&#8221; &#8211; sta&#322; si&#281; spad-kobierc&#261; Hegla... Muzyka jako &#8222;idea&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I jak zrozumiano Wagnera! &#8211; Ten sam rodzaj ludzi, kt&#243;ry zachwyca&#322; si&#281; Heglem, zachwyca si&#281; dzi&#347; Wagnerem; w jego szkole pisze si&#281; nawet po heglowsku! &#8211; Poj&#261;&#322; go przede wszystkim niemiecki m&#322;odzieniec. Dwa s&#322;owa &#8222;niesko&#324;czony&#8221; i &#8222;znaczenie&#8221; ju&#380; wystarczy&#322;y: odczu&#322; niezr&#243;wnan&#261; b&#322;ogo&#347;&#263;. To nie muzyka, za spraw&#261; kt&#243;rej Wagner pozyska&#322; dla siebie m&#322;odzie&#324;c&#243;w, to &#8222;idea&#8221;: to pe&#322;nia zagadek sztuki, jej zabawa w chowanego pod setk&#261; symboli, polichromia idea&#322;u &#8211; jest tym, co prowadzi i wabi tych m&#322;odzie&#324;c&#243;w do Wagnera; jest to geniusz Wagnera w nap&#281;dzaniu chmur, chwytaniu, wyginaniu i wietrz-nych w&#281;dr&#243;wkach, we wsz&#281;dzie i nigdzie, dok&#322;adnie w tym, czym w swoim czasie zwodzi&#322; i wabi&#322; go Hegel! &#8211; W&#347;r&#243;d wielo&#347;ci Wagnera, pe&#322;ni i samowoli zostaj&#261; oni, jak w bycie-u-siebie, usprawiedliwieni &#8211; &#8222;zbawieni&#8221;. &#8211; Z dr&#380;eniem nas&#322;uchuj&#261;, jak w jego sztuce wielkie symbole z przes&#322;oni&#281;tej mg&#322;&#261; dali nabiera-j&#261; g&#322;osu w lekkim pomruku piorun&#243;w; nie gniewaj&#261; si&#281;, gdy czasem wpadn&#261; w szarug&#281;, l&#281;k i zimno. Wszyscy oni, bez wyj&#261;tku, s&#261; przecie&#380;, jak sam Wagner, z&#380;yci ze z&#322;&#261; pogod&#261;, niemieck&#261; pogod&#261;! Wotan jest ich bogiem: ale Wotan jest bogiem od z&#322;ej pogody... Maj&#261; racj&#281;, ci niemieccy m&#322;odzie&#324;cy, &#380;e s&#261; w&#322;a&#347;nie tacy: jak&#380;e&#380; mogliby odczu&#263; brak czego&#347;, co my, halkio&#324;czycy, odczuwamy u Wagnera &#8211; la gaya scienza; lekko&#347;&#263;; dowcip, ogie&#324;, wdzi&#281;k; wielka logika; taniec gwiazd; swawolna duchowo&#347;&#263;; dr&#380;&#261;ce &#347;wiat&#322;o Po&#322;udnia; g&#322;adkie morze &#8211; doskona&#322;o&#347;&#263;...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;11.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Wyja&#347;ni&#322;em, gdzie miejsce Wagnera &#8211; nie w dziejach muzyki. Jakie mimo to ma on znaczenie dla tych dziej&#243;w? Wkroczenie aktora do muzyki: kapitalne zdarzenie, co&#347;, co daje do my&#347;lenia, czego trzeba by si&#281; wystrzega&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W formule: &#8222;Wagner i Liszt&#8221;. &#8211; Nigdy jeszcze uczciwo&#347;&#263; muzyk&#243;w, ich &#8222;prawo&#347;&#263;&#8221; nie by&#322;a tak nara&#380;ona na szwank. To namacalne: wielki wp&#322;yw, wp&#322;yw na masy nie jest ju&#380; dzie&#322;em prawych &#8211; trzeba by&#263; aktorem, aby go zdoby&#263;! &#8211; Victor Hugo i Richard Wagner &#8211; znacz&#261; jedno i to samo: w kulturach schy&#322;ko-wych, wsz&#281;dzie tam, gdzie w&#322;adza wpada w r&#281;ce mas, uczciwo&#347;&#263; staje si&#281; zbyteczna, pokalana, upo&#347;ledzona. Tylko aktor budzi jeszcze wielki zachwyt.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Tym samym nadchodzi dla aktora z&#322;oty wiek &#8211; dla niego i dla wszystkiego, co do&#324; podobne. Wagner wkracza z werblami i piszcza&#322;kami na Olimp wszyst-kich artyst&#243;w odczytu, przedstawienia, wirtuozerii; trafia najpierw do kapelm-strz&#243;w, maszynist&#243;w i &#347;piewak&#243;w operowych. Nie nale&#380;y zapomina&#263; o muzy-kach orkiestrowych: tych &#8222;wybawia&#8221; od nudy... Ruch, jaki stwarza Wagner, sam rozszerza si&#281; na obszar poznania: wszystkie przynale&#380;ne tu nauki wy&#322;aniaj&#261; si&#281; powoli z wielowiekowej scholastyki. Podkre&#347;lam, tytu&#322;em przyk&#322;adu, zas&#322;ugi Riemanna dla rytmiki, pierwszego, kt&#243;ry podstawowe poj&#281;cie interpunkcji odni&#243;s&#322; do muzyki (niestety za pomoc&#261; makabrycznego s&#322;owa: &#8222;frazowanie&#8221;).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; Wszystko to s&#261;, co wypowiadam z wdzi&#281;czno&#347;ci&#261;, najlepsi spo&#347;r&#243;d wielbicieli Wagnera, najbardziej zas&#322;uguj&#261;cy na szacunek &#8211; maj&#261; racj&#281;, &#380;e adoruj&#261; Wagnera. Zespala ich ten sam instynkt, widz&#261; w Wagnerze typ wy&#380;szy, czuj&#261; przyrost mocy, przekszta&#322;conej w najwy&#380;sz&#261; pot&#281;g&#281;, odk&#261;d Wagner podnieca ich w&#322;asnym &#380;arem. Tu w&#322;a&#347;nie, je&#347;li nie gdziekolwiek, wp&#322;yw Wagnera jest rzeczywi-&#347;cie dobroczynny. Jeszcze nigdy na tym obszarze tyle nie my&#347;lano, nie chciano tyle i nie pracowano a&#380; tak wiele. Wagner podsun&#261;&#322; tym wszystkim artystom nowe sumienie: to, czego &#380;&#261;daj&#261; oni teraz od siebie, czego od siebie wymagaj&#261;, tego nigdy przed Wagnerem nie &#380;&#261;dali od siebie &#8211; wcze&#347;niej byli na to nazbyt taktowni. Inny duch w&#322;ada w teatrze, w&#322;ada tu od ducha Wagnera: wymaga si&#281; tego, co najtrudniejsze, karci si&#281; surowo, chwali rzadko &#8211; dobro, doskona&#322;o&#347;&#263; jest regu&#322;&#261;. Smaku nie stwarza ju&#380; potrzeba; nieraz g&#322;os. &#346;piewa si&#281; Wagnera tylko zniszczonym g&#322;osem: daje to efekt &#8222;dramatyczny&#8221;. Sam talent zostaje wykluczony. Espressivo za wszelk&#261; cen&#281;, jak tego &#380;&#261;da idea&#322; Wagnerowski, idea&#322; dekadencki, &#378;le znosi talent. Wlicza si&#281; w to zwyk&#322;a cnota &#8211; chc&#281; powiedzie&#263;: tresura, automatyzm, &#8222;zaparcie si&#281; siebie&#8221;. Ani krzty smaku, g&#322;osu, talentu: scena Wagnera potrzebuje tylko jednego &#8211; German&#243;w!... Definicja Germanina: pos&#322;usze&#324;stwo i d&#322;ugie nogi... Nader g&#322;&#281;bokie znaczenie ma fakt, &#380;e nadej&#347;cie Wagnera zbiega si&#281; w czasie z narodzinami &#8222;Rzeszy&#8221;: obydwie okoliczno&#347;ci dowodz&#261; jednego i tego samego &#8211; pos&#322;usze&#324;stwa i d&#322;ugich n&#243;g. &#8211; Nigdy bardziej nie by&#322;o si&#281; pos&#322;usznym, nigdy bardziej nie wype&#322;niano rozkaz&#243;w. Szczeg&#243;lnie Wagnerowscy kapelmistrze godni s&#261; wieku, kt&#243;ry potomno&#347;&#263; z trwo&#380;n&#261; czci&#261; zwa&#263; b&#281;dzie klasycznym stuleciem wojny. Wagner nadawa&#322; si&#281; do komenderowania; tak&#380;e w tym by&#322; wielkim nauczycielem. Komenderowa&#322; nieub&#322;aganym pragnieniem siebie, dozgonn&#261; karno&#347;ci&#261; w sobie: Wagner, kt&#243;ry b&#281;dzie chyba najwi&#281;kszym przyk&#322;adem masochizmu, jaki tylko istnia&#322; w dziejach sztki. (Nie prze&#347;cign&#261;&#322; go sam Alfieri , zreszt&#261; jego najbli&#380;szy krewny. Przypisek tury&#324;czyka).&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;12.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Fakt, &#380;e nasi aktorzy bardziej ni&#380; kiedykolwiek wynoszeni s&#261; na piedesta&#322;, nie umniejsza ich niebezpiecze&#324;stwa... Kt&#243;&#380; jednak w&#261;tpi jeszcze w to, co za-mierzam &#8211; czym s&#261; trzy &#380;&#261;dania, na kt&#243;re tym razem moja z&#322;o&#347;&#263;, troska i mi&#322;o&#347;&#263; do sztuki otwar&#322;a mi usta?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Aby teatr nie panowa&#322; nad sztuk&#261;.
&lt;br /&gt;Aby aktor nie uwodzi&#322; prawych.
&lt;br /&gt;Aby muzyka nie sta&#322;a si&#281; sztuk&#261; k&#322;amstwa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z niemieckiego prze&#322;o&#380;y&#322; STANIS&#321;AW GROMADZKI&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Co to jest polityka praw cz&#322;owieka?</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article310</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article310</guid>
		<dc:date>2012-04-15T16:51:10Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Balibar &#201;tienne</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>&#201;tienne Balibar &lt;br /&gt;Co to jest polityka praw cz&#322;owieka? &lt;br /&gt;Od d&#322;u&#380;szego ju&#380; czasu s&#322;yszymy w polityce o prawach cz&#322;owieka, mo&#380;emy wr&#281;cz powiedzie&#263;, &#380;e polityka i jej r&#243;&#380;norodne &#8222;podmioty&#8221; zosta&#322;y ponownie przywo&#322;ane do praw cz&#322;owieka, ich uniwersalnych warto&#347;ci i bezwarunkowej konieczno&#347;ci. Prawa cz&#322;owieka sta&#322;y si&#281; na powr&#243;t absolutem politycznego dyskursu. &lt;br /&gt;Jednak niewiele albo praktycznie nic nie s&#322;yszy si&#281; o polityce praw cz&#322;owieka, brakuje jakiegokolwiek namys&#322;u nad jej stanem, formami i trudno&#347;ciami	[[Spo&#347;r&#243;d (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#201;tienne Balibar&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Co to jest polityka praw cz&#322;owieka?&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb1&quot; name=&quot;nh1&quot; id=&quot;nh1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] Jest to fragment ksi&#261;&#380;ki Masses, Classes and Ideas, Routledge, New York (...)' &gt;1&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Od d&#322;u&#380;szego ju&#380; czasu s&#322;yszymy w polityce o prawach cz&#322;owieka, mo&#380;emy wr&#281;cz powiedzie&#263;, &#380;e polityka i jej r&#243;&#380;norodne &#8222;podmioty&#8221; zosta&#322;y ponownie przywo&#322;ane do praw cz&#322;owieka, ich uniwersalnych warto&#347;ci i bezwarunkowej konieczno&#347;ci. Prawa cz&#322;owieka sta&#322;y si&#281; na powr&#243;t absolutem politycznego dyskursu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jednak niewiele albo praktycznie nic nie s&#322;yszy si&#281; o &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;polityce praw cz&#322;owieka&lt;/i&gt;, brakuje jakiegokolwiek namys&#322;u nad jej stanem, formami i trudno&#347;ciami [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb2&quot; name=&quot;nh2&quot; id=&quot;nh2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] Spo&#347;r&#243;d znacz&#261;cych wyj&#261;tk&#243;w konieczne jest oczywi&#347;cie przywo&#322;anie tekstu, (...)' &gt;2&lt;/a&gt;] . Sk&#261;d taka dysproporcja? Ot&#243;&#380;, albo takie poj&#281;cie uznaje si&#281; za oczywiste samo przez si&#281; i w zwi&#261;zku z tym za niestwarzaj&#261;ce &#380;adnych specyficznych problem&#243;w: polityka praw cz&#322;owieka jest, tautologicznie, niczym innym jak polityk&#261;, kt&#243;ra po prostu czerpie inspiracje z praw cz&#322;owieka i stara si&#281; je z mniejszym lub wi&#281;kszym skutkiem wsz&#281;dzie efektywnie zastosowa&#263;. Albo te&#380; uwa&#380;a si&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;polityk&#281; praw cz&#322;owieka&lt;/i&gt; za poj&#281;cie wewn&#281;trznie sprzeczne: poniewa&#380; prawa cz&#322;owieka s&#261; jej absolutem czy te&#380; jej podstaw&#261;, to pozostaj&#261; zawsze, w technicznym czy te&#380; pragmatycznym znaczeniu tego s&#322;owa, poza czy ponad polityk&#261;. Polityka [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;politics&lt;/i&gt;] (l&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a politique&lt;/i&gt;) &#8211; ujmijmy to w spos&#243;b charakterystyczny dla cz&#281;&#347;ci wsp&#243;&#322;czesnych filozof&#243;w &#8211; w sensie prowadzenia polityki czy te&#380; podporz&#261;dkowania [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;subject&lt;/i&gt;], w&#322;&#261;czania nas w polityk&#281; nie mo&#380;e by&#263; mylona z polityk&#261; [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;political&lt;/i&gt;] (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;le politique&lt;/i&gt;) jako czym&#347; zinstytucjonalizowanym czy teoretycznym. W rezultacie nie jest wa&#380;ne, czy b&#281;dziemy nad tym faktem ubolewa&#263;, czy te&#380; b&#281;dziemy go sobie gratulowa&#263;, ale musi zosta&#263; to powiedziane wyra&#378;nie na g&#322;os: &#8222;nie ma polityki praw cz&#322;owieka&#8221;, &#8222;prawa cz&#322;owieka nie s&#261; spraw&#261; polityki&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb3&quot; name=&quot;nh3&quot; id=&quot;nh3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] M. Gauchem, La R&#233;volution des droits de l&amp;#39;Homle, Gallimard, Paris 1989, (...)' &gt;3&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A jednak podejrzewam, &#380;e sprawy s&#261; mniej niewinne, ni&#380; mo&#380;e si&#281; zdawa&#263; i je&#347;li tak ma&#322;o s&#322;yszy si&#281; o polityce praw cz&#322;owieka, to jest tak dlatego, &#380;e w bardzo okre&#347;lonej koniunkturze takie poj&#281;cie musi stwarza&#263; ambaras. Mog&#322;oby ono ca&#322;kiem po prostu wydoby&#263; na jaw sprzeczno&#347;ci i zasadnicz&#261; s&#322;abo&#347;&#263; zar&#243;wno samego poj&#281;cia, jak i faktycznego stanu praw cz&#322;owieka dzisiaj. Czy dyskurs rozpoznania jest rzeczywi&#347;cie tym, czego im brakuje? Co utrzymuje sceptycyzm co do ich niezb&#281;dno&#347;ci, a nawet prowadzi do ich odrzucenia jako iluzji?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I czy tym, czego brakuje, nie jest raczej sama ta w&#322;a&#347;nie polityka [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;politics&lt;/i&gt;], oczywi&#347;cie nie po prostu polityka z pami&#281;ci&#261; swoich w&#322;asnych proklamacji, lecz rzeczywista polityka ich realizacji i wprowadzania?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;liwe, &#380;e istniej&#261; koniunkturalne przyczyny takiego stanu rzeczy. Je&#347;li tak, to sytuacj&#281;, w kt&#243;rej zostaje postawiony ten problem, i przeszkody, jakie wyrastaj&#261; przed nami, nale&#380;y podda&#263; dok&#322;adnej analizie z takiego w&#322;a&#347;nie punk-tu widzenia, a histori&#281; samego problemu napisa&#263; od nowa. Czy polityka praw cz&#322;owieka &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kiedykolwiek&lt;/i&gt; istnia&#322;a? Czy&#380; nie jest ona, jak si&#281; powiada, po prostu utopijna? Czy te&#380; raczej mamy okazj&#281; obserwowa&#263; j&#261; w dzia&#322;aniu, w mniej lub bardziej czystej postaci, mniej lub bardziej efektywn&#261;, w formie &#8211; w pewnym czasie w pewnych miejscach &#8211; mniej lub bardziej represjonowanej i skr&#281;powanej?
Jednak jest r&#243;wnie&#380; mo&#380;liwe (i dodam na marginesie, &#380;e takie jest i moje stanowisko), &#380;e poza tymi koniunkturalnymi przyczynami istniej&#261; zasadnicze czy, jak niekt&#243;rzy wol&#261;, logiczne przyczyny. Mo&#380;liwe, &#380;e sama &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;idea&lt;/i&gt; polityki praw cz&#322;owieka jest tak silnie obarczona wewn&#281;trznymi trudno&#347;ciami, &#380;e jej sformu&#322;owanie, i co za tym idzie, konsekwentne, przemy&#347;lane wprowadzanie permanentnie napotyka trudne do przezwyci&#281;&#380;enia aporie. Tak wi&#281;c pierwszym z naszych zada&#324;, typowo filozoficznym, b&#281;dzie troska o to, &#380;eby nie trac&#261;c z oczu koniunkturalnych trudno&#347;ci, a nawet w celu lepszego stawienia im czo&#322;a, by&#263; w stanie wyja&#347;ni&#263; i przezwyci&#281;&#380;y&#263; wszystkie niejasno&#347;ci, zagadki i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;aporie&lt;/i&gt; polityki praw cz&#322;owieka.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest to bodaj jedyny skuteczny, unikaj&#261;cy sztucznego ucinania problemu i w pewnym sensie autentycznie polityczny spos&#243;b udzielenia odpowiedzi na pytanie &#8222;Co to jest polityka praw cz&#322;owieka?&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;O koniunkturze&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na pocz&#261;tek trzeba powiedzie&#263; troch&#281; wi&#281;cej o koniunkturze. Scharakteryzuj&#281; j&#261; za pomoc&#261; potr&#243;jnego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;po&lt;/i&gt;: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;po&lt;/i&gt; ko&#324;cu &#8222;totalizmu&#8221;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;po&lt;/i&gt; tym, jak rozpocz&#261;&#322; si&#281; kryzys &#8222;pa&#324;stwa dobrobytu&#8221; [welfare-state], &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;po&lt;/i&gt; &#8222;powrocie&#8221; wojny. Ale w rzeczywisto&#347;ci ka&#380;da z tych sugestywnych formu&#322; wo&#322;a o szczeg&#243;&#322;owe uzupe&#322;nienia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Po ko&#324;cu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;totalizmu&lt;/i&gt;. Nie chodzi tu tylko o, jak m&#243;wi&#322;o si&#281; przez wiele lat, nieodwracalny kryzys re&#380;im&#243;w, kt&#243;re same siebie nazywa&#322;y &#8222;aktualnie istniej&#261;cym socjalizmem&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb4&quot; name=&quot;nh4&quot; id=&quot;nh4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] &#8222;Aktualnie istniej&#261;cy socjalizm&#8221; to w tradycji polskiej terminologii (...)' &gt;4&lt;/a&gt;]
, ale o ich powszechny upadek.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Punkt, od kt&#243;rego nie ma powrotu, zosta&#322; prawdopodobnie osi&#261;gni&#281;ty z pocz&#261;tkiem lat osiemdziesi&#261;tych, a mo&#380;e nawet z pocz&#261;tkiem siedemdziesi&#261;tych wraz z upadkiem tego, co we wspania&#322;ym sformu&#322;owaniu Regis Debrey nazwa&#322; &#8222;rewolucj&#261; w rewolucji&#8221;, znan&#261; inaczej jako wielkie, opozycyjne wzgl&#281;dem siebie ruchy wewn&#281;trznej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;transformacji politycznej&lt;/i&gt; komunizmu czy te&#380; &#8222;aktualnie istniej&#261;cego socjalizmu&#8221; (szczeg&#243;lnie &#8222;Praska Wiosna&#8221; i chi&#324;ska &#8222;Rewolucja Kulturalna&#8221;). Odt&#261;d krytyka mog&#322;a przyj&#347;&#263; jedynie z zewn&#261;trz b&#261;d&#378; poprzez odniesienie do modelu zewn&#281;trznego. Kombinacja dyktatorskiego pa&#324;stwa, ideologicznego oszustwa, korupcji i braku efektywno&#347;ci w decyduj&#261;cych obszarach gospodarki nie mog&#322;y prowadzi&#263; do niczego innego jak tylko do upadku &#8222;systemu&#8221;. Jednak to wydarzenie jest ambiwalentne z dw&#243;ch powod&#243;w. Po pierwsze przede wszystkim dlatego, &#380;e k&#322;ad&#261;c kres negacji elementarnych praw i wolno&#347;ci, bez kt&#243;rych polityka w og&#243;le nie istnieje, zniszczy&#322;o r&#243;wnie&#380; (na jak d&#322;ugo?) ide&#281; czy wyobra&#380;enie jakiekolwiek alternatywy dla porz&#261;dku &#8222;liberalnych&#8221; pa&#324;stw kapitalistycznych. Po drugie, poniewa&#380; my mo&#380;emy wiedzie&#263; &#8211; albo my&#347;le&#263;, &#380;e wiemy &#8211; co jest burzone, ale nie wiemy &#8211; i bez w&#261;tpienia nie b&#281;dziemy wiedzieli przez jaki&#347; czas &#8211; co jest budowane na drodze do &#8222;spo&#322;ecze&#324;stwa&#8221; czy &#8222;pa&#324;stwa&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po tym, jak rozpocz&#261;&#322; si&#281; kryzys pa&#324;stwa dobrobytu.&lt;/i&gt; Taka diagnoza jest ju&#380; bana&#322;em, kr&#261;&#380;y ona na forum publicznym i sta&#322;a si&#281; nawet g&#322;&#243;wnym tematem debat prowadzonych przez polityk&#243;w. Tak&#380;e i tutaj istniej&#261; powody, by postawi&#263; pytania o daty, a zw&#322;aszcza o to, jakich skutk&#243;w tego kryzysu mo&#380;na si&#281; spodziewa&#263;. Czy wyznaczanie punktu, od kt&#243;rego nie ma powrotu w &#8222;kryzysie pa&#324;stwa dobrobytu&#8221; od lat siedemdziesi&#261;tych, oznacza, &#380;e by&#322; to punkt, od kt&#243;rego rozpocz&#281;li&#347;my pocz&#261;tek ko&#324;ca pewnej r&#243;wnowagi spo&#322;ecznej i politycznej systemu, kt&#243;ry szed&#322; r&#281;ka w r&#281;k&#281; z okre&#347;lonym systemem dystrybucji w&#322;adzy? Czy mo&#380;e te&#380; &#243;w moment wyznacza &#8222;koniec pocz&#261;tku&#8221;, fakt, &#380;e spo&#322;ecze&#324;stwa kapitalistyczne zdoby&#322;y teraz instrumenty umo&#380;liwiaj&#261;ce ochron&#281; przed przekszta&#322;ceniem si&#281; ekonomicznych fluktuacji w katastrof&#281;, bez jednoczesnego uzyskania &#8211; jak na razie &#8211; zdolno&#347;ci do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;skasowania&lt;/i&gt; ich spo&#322;ecznych efekt&#243;w (zamiast tego s&#261; one wystawiane na pokaz w ograniczonym czasie i przestrzeni)?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li chodzi o owe skutki, istniej&#261; wszelkie powody, by s&#261;dzi&#263;, &#380;e b&#281;d&#261; one znacz&#261;co odmienne w &#8222;centrum&#8221; i na &#8222;peryferiach&#8221; &#347;wiatowej gospodarki. Pa&#324;stwo dobrobytu, wypracowany i bardzo nier&#243;wny rezultat prosperity, walk spo&#322;ecznych oraz ich instytucjonalnej mediacji, zawsze istnia&#322;o jedynie w &#8222;centrum&#8221;. Jednak podczas gdy prawd&#261; jest, &#380;e kryzysowi temu towarzysz&#261; masowe zjawiska dezindustrializacji i bezrobocia, wzmo&#380;enia nier&#243;wno&#347;ci i &#8222;wykluczenia&#8221;, &#8222;nowego ub&#243;stwa&#8221; i regresu ruchu zwi&#261;zkowego, kt&#243;re zawsze mog&#261; problem tak zwanego &#8222;spokoju spo&#322;ecznego&#8221; z powrotem postawi&#263; pod znakiem zapytania, to jednak w&#261;tpliwe jest, czy sko&#324;czy si&#281; to walk&#261; wszystkich przeciw wszystkim i nieograniczonym indywidualizmem. Bardziej prawdopodobne, &#380;e w konfrontacji z &#8222;Trzecim &#346;wiatem&#8221; albo &#8222;Po&#322;udniem&#8221; [kt&#243;re b&#281;d&#261; zawiera&#263; ca&#322;o&#347;&#263; albo cz&#281;&#347;&#263; dawnego &#8222;obozu socjalistycznego&#8221;], spustoszonymi przez &#8222;deregulacj&#281;&#8221;, rywalizuj&#261;ce lecz wsp&#243;&#322;zale&#380;ne pa&#324;stwa &#8222;P&#243;&#322;nocy&#8221; bez w&#261;tpienia poszukiwa&#263; b&#281;d&#261; drogi do zachowania lub rekonstrukcji pewnego poziomu planowania ekonomicznego, zar&#243;wno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. D&#261;&#380;y&#263; b&#281;d&#261; nie tylko do ulepszenia instrument&#243;w finansowych, kt&#243;re pozwol&#261; im na kontrol&#281; koniunktur, lecz r&#243;wnie&#380; do zachowania dostatecznej korelacji mi&#281;dzy polityk&#261; bada&#324; ekonomicznych, spo&#322;ecznych, naukowych i technicznych, co stanowi niezb&#281;dny warunek w&#322;adzy. Nie ma bynajmniej pewno&#347;ci, &#380;e im si&#281; we wszystkim powiedzie. Niemniej jednak, je&#380;eli prawd&#261; jest, &#380;e pa&#324;stwo dobrobytu by&#322;o ze swej istoty pa&#324;stwem narodowym i socjalnym (narodowym, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;poniewa&#380;&lt;/i&gt; socjalnym; socjalnym, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;poniewa&#380;&lt;/i&gt; narodowym), kto&#347; m&#243;g&#322;by si&#281; zdziwi&#263;, czy ewolucja tego kryzysu nie doprowadzi do zaak-centowania zespolenia tego, co narodowe z tym, co socjalne, co mo&#380;e si&#281; zako&#324;czy&#263; (w minimalnym stopniu wykonalnym) paradoksem spo&#322;ecze&#324;stw, kt&#243;re by&#322;yby ekonomicznie &#8222;otwarte&#8221;, ale &#8222;zamkni&#281;te&#8221; z punktu widzenia praw spo&#322;ecznych oraz organizacji obywatelstwa.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po powrocie wojny&lt;/i&gt;. Definitywnie, cho&#263; tym razem wojny w ca&#322;kowicie innej formie ni&#380; ta, kt&#243;ra n&#281;ka&#322;a nas mniej lub bardziej intensywnie podczas okresu &#8222;zimnej wojny&#8221; i &#8222;r&#243;wnowagi strachu&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niezale&#380;nie od tego, czy trzymali&#347;my si&#281; scenariusza katastrofy ufundowanego na ekstrapolacji wy&#347;cigu zbroje&#324; i hipotezie zak&#322;adaj&#261;cej autonomizacj&#281; jego logiki, czy te&#380;, bez adaptacji tego deterministycznego punktu widzenia, poprzestawali&#347;my na odnotowaniu stanu rzeczy i strachu przed rosn&#261;c&#261; niestabilno&#347;ci&#261; r&#243;wnowagi si&#322;, my&#347;leli&#347;my, &#380;e wojna &#8222;powr&#243;ci&#8221; w wymiarze &#347;wiatowym, w formie nuklearnej [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb5&quot; name=&quot;nh5&quot; id=&quot;nh5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] Zob. E.P. Thompson et al., Exterminism and Cold War, Verso, London 1982 (...)' &gt;5&lt;/a&gt;]. Ewentualno&#347;&#263; taka w &#380;aden spos&#243;b tak po prostu i ca&#322;kowicie nie znik&#322;a; bro&#324; wci&#261;&#380; jest, gdzie by&#322;a. Ale powr&#243;t wojny zobaczyli&#347;my w innych formach.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pierwsza by&#322;a &#8222;Wojna w Zatoce&#8221; [&#8222;Gulf War&#8221;]. Projektowan&#261; na pocz&#261;tku jako konfrontacja mi&#281;dzy dwoma imperializmami &#8211; jednym &#8222;ma&#322;ym&#8221;, ale przez to nie mniej gro&#378;nym (Irak), i drugim, bardzo du&#380;ym, b&#281;d&#261;cym na drodze do stania si&#281; jedyn&#261; &#8222;supersi&#322;&#261;&#8221; (Stany Zjednoczone) &#8211; technologia i dyplomatyczna impotencja innych kraj&#243;w zamieni&#322;a j&#261; w gigantyczn&#261; &#8222;godn&#261; po&#380;a&#322;owania katastrof&#281;&#8221; w wykonaniu &#8222;mi&#281;dzynarodowej policji&#8221;. Dziesi&#261;tki tysi&#281;cy ludzi zgin&#281;&#322;o zmia&#380;d&#380;onych w kilka dni po skoncentrowanym uderzeniem broni eksterminacji, jakiego nie znano od czasu drugiej wojny &#347;wiatowej i Wietnamu, a tymczasem opini&#281; publiczn&#261; obezw&#322;adniano poprzez kontrol&#281; spreparowanych telewizyjnych obraz&#243;w tej wojny. Masakra by&#322;a kontynuowana potem przez sam Irak jeszcze kilka tygodni, podczas gdy zwyci&#281;zca i jego sojusznicy patrzyli tylko na to, co si&#281; dzieje w wyniku pozostawienia jeszcze Saddamowi Husajnowi armii oraz zach&#281;t do rewolty, kt&#243;re prezydent Bush mno&#380;y&#322; w&#347;r&#243;d jego przeciwnik&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Teraz natomiast mamy do czynienia z obronn&#261; wojn&#281; &#8222;etniczn&#261;&#8221; (czy raczej etniczno-religijn&#261;), aktualnie zamieniaj&#261;c&#261; Jugos&#322;awi&#281; w krwaw&#261; &#322;a&#378;ni&#281;, zamieniaj&#261;c&#261; &#8222;demokratyczn&#261; transformacj&#281;&#8221; (czy raczej &#8222;transformacj&#281; w kapitalizm&#8221;, w zale&#380;no&#347;ci od interpretacji) w rozp&#281;tanie niepoj&#281;tych wsp&#243;lnotowych nienawi&#347;ci oraz w regres do przesz&#322;o&#347;ci, kt&#243;r&#261; uwa&#380;ano za definitywnie pokonan&#261;, gdy&#380; co najmniej przez ostatnie pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat by&#322;a represjonowana. Europa przygl&#261;da si&#281; &#8222;bezsilnie&#8221; (a przynajmniej tak si&#281; nam m&#243;wi), nie licz&#261;c dolewania oliwy do ognia za pomoc&#261; interwencji ekonomicznej, &#8222;prywatnych&#8221; czy &#8222;tajnych&#8221; dostaw broni statkami lub przem&#243;wie&#324; niekt&#243;rych jej duchowych przyw&#243;dc&#243;w. Wojna ta, bestialska sama w sobie, nie mo&#380;e nie mie&#263; reperkusji gdzie indziej: ale jakie one b&#281;d&#261;? Czy ukonstytuuje ona straszliwe ostrze&#380;enie dla s&#261;siednich kraj&#243;w, w kt&#243;rych narastaj&#261; r&#243;&#380;ne konflikty? Czy te&#380; b&#281;dzie sygna&#322;em do rozpocz&#281;cia ca&#322;ej serii &#8222;lokalnych&#8221; czy &#8222;cywilnych&#8221; wojen?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Te dwa przypadki nie mog&#261; by&#263; ze sob&#261; bezpo&#347;rednio &#322;&#261;czone: nie s&#261; one rezultatem dok&#322;adnie tego samego procesu, nawet je&#347;li obydwa s&#261; wpisane w skryt&#261; stron&#261; &#8222;nowego &#347;wiatowego porz&#261;dku&#8221;. Wci&#261;&#380; jednak, wzi&#281;te razem, zmuszaj&#261; nas do refleksji. S&#322;yszy si&#281; wiele o rosn&#261;cym braku indywidualnego i zbiorowego bezpiecze&#324;stwa w naszych &#8222;postindustrialnych&#8221; spo&#322;ecze&#324;stwach &#8211; &#322;atwy temat, mo&#380;e i ju&#380; na wyczerpaniu. Czy&#380; jednak najwa&#380;niejsz&#261; form&#261; braku bezpiecze&#324;stwa nie jest ta w&#322;a&#347;nie przemoc, militaryzacja i, w ostateczno&#347;ci, banalizacja eksterminacji, kt&#243;ra zdaje si&#281; mie&#263; miejsce, czyni&#261;ce o wiele trudniejszym nawet okre&#347;lenie odr&#281;bnych &#8222;stref&#8221; i &#8222;okres&#243;w&#8221; pokoju i wojen? A to wo&#322;a o inn&#261; jeszcze refleksj&#281;: czy faktycznie powinni&#347;my m&#243;wi&#263; o &#8222;powrocie&#8221; wojny? Czy ona kiedykolwiek odesz&#322;a? Czy nie jeste&#347;my przede wszystkim przestraszeni faktem, i&#380; poczyni&#322;a ona kolejny krok w swej morderczej wydajno&#347;ci oraz tym, &#380;e przysun&#281;&#322;a si&#281; bli&#380;ej nas? M&#243;wi&#281; nas tym razem jako mieszkaniec i obywatel Europy do was, obywateli Ameryki &#321;aci&#324;skiej, kt&#243;rzy &#380;yj&#261; o wiele d&#322;u&#380;ej z wojn&#261; wewn&#281;trzn&#261; i zewn&#281;trzn&#261; albo blisko niej. Czy nie jest to ju&#380; najwy&#380;szy czas, aby stawi&#263; czo&#322;o temu, &#380;e faktycznie przez dziesi&#281;ciolecia, a szczeg&#243;lnie w &#8222;Trzecim &#346;wiecie&#8221;, pod przykrywk&#261; sta&#322;ej wielkiej r&#243;wnowagi strategicznej, eksterminacja wielka i ma&#322;a nigdy nie zosta&#322;a zastopowana? Nie jest to ju&#380; wi&#281;c dalej kwestia &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;mo&#380;liwego&lt;/i&gt; kataklizmu, lecz &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;realnej&lt;/i&gt; wojny, problem wiedzy o tym, jak da&#263; sobie rad&#281;, &#380;yj&#261;c z ni&#261; i czy zaakceptujemy takie &#380;ycie. Oto g&#322;&#243;wny problem dla polityki i g&#322;&#243;wny problem &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pozostawmy na boku, przynajmniej na chwil&#281;, koniunktur&#281; i powr&#243;&#263;my do tego, co nazwa&#322;em aporiami czy te&#380; wewn&#281;trznymi trudno&#347;ciami samej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;idei&lt;/i&gt; polityki praw cz&#322;owieka. Musi tu zosta&#263; podniesionych wiele problem&#243;w, z kt&#243;rych ka&#380;dy wymaga oddzielnej analizy, nawet je&#347;li maj&#261; one wiele punkt&#243;w wsp&#243;lnych. Dzisiaj chcia&#322;bym zaj&#261;&#263; si&#281; tylko dwoma z nich, tymi, kt&#243;re wydaj&#261; mi si&#281; najbardziej obiecuj&#261;ce: problemem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;granic demokracji&lt;/i&gt; oraz, wzmocnion&#261; pewnym konkretnym przyk&#322;adem, kwesti&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;form w&#322;asno&#347;ci&lt;/i&gt; jako problemem z gruntu politycznym.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Granice demokracji&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ka&#380;dy mo&#380;e powiedzie&#263;, &#380;e takie sformu&#322;owanie mo&#380;e kry&#263; wiele aspekt&#243;w politycznego problemu. S&#261; to, z jednej strony, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ograniczenia de facto&lt;/i&gt;, kt&#243;re wiele wa&#380;&#261;. To, co nazywamy prawami demokratycznymi, stanowi zesp&#243;&#322; cywilnych wolno&#347;ci oraz indywidualnych i kolektywnych w&#322;adz, kt&#243;rych definicja by&#322;a stopniowo rozwijana od pocz&#261;tk&#243;w powstania instytucji polityki (w Grecji i gdzie indziej), i kt&#243;re uniwersalistyczne &#8222;rewolucje&#8221; ko&#324;ca XVIII wieku &#8222;ufundowa&#322;y&#8221; dok&#322;adnie jako absolutne, &#8222;naturalne&#8221; poj&#281;cie praw cz&#322;owieka &#8211; to w&#322;a&#347;nie te demokratyczne prawa s&#261;, mniej lub bardziej, rozpoznawane i gwarantowane w podstawowej konstrukcji nowoczesnych pa&#324;stw. Powiedzmy te&#380;, &#380;e podlegaj&#261; one w czasie i przestrzeni znacz&#261;cym (i niebezpiecznym) &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;fluktuacjom&lt;/i&gt;, to znaczy, &#380;e s&#261; one zdobywane, tracone i zdobywane na nowo w mniejszym lub wi&#281;kszym zakresie. Naturalnie nie ma w tych fluktuacjach nic losowego czy spontanicznego; nie jest to bowiem zjawisko meteorologiczne. Tutaj, w Chile, jeste&#347;cie wystarczaj&#261;co tego &#347;wiadomi, zap&#322;aciwszy drogo za ta wiedz&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie mo&#380;e by&#263; &#380;adnej w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e jedn&#261; z najwa&#380;niejszych cz&#281;&#347;ci poj&#281;cia polityki praw cz&#322;owieka jest pewien zbi&#243;r dzia&#322;a&#324;, si&#322; i form &#8211; ci&#281;&#380;ko je opisywa&#263; inaczej ni&#380; jako formy walki, nawet je&#347;li walka ta jest w swej istocie pokojowa &#8211; kt&#243;re pracuj&#261; w jednym miejscu, aby umocni&#263;, w innym za&#347;, aby przywr&#243;ci&#263; w jego integralno&#347;ci respekt dla jednostek ludzkich i praw demokratycznych, w opozycji do ich ograniczania czy te&#380; ich t&#322;umienia. Wsz&#281;dzie tam, gdzie dysydent&#243;w pozbawia si&#281; pracy, wi&#281;zi, torturuje, gdzie policja polityczna (czy nazywa si&#281; ona KGB, czy te&#380; DINA [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb6&quot; name=&quot;nh6&quot; id=&quot;nh6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] Direci&#243;n Nacional de Inteligencia &#8211; chilijska tajna policja od 1974 do (...)' &gt;6&lt;/a&gt;]) szpicluje, porywa i zastrasza obywateli, gdzie biedne dzieci mog&#261; by&#263; zastrzelone na widoku na rogu ulicy, gdzie rz&#261;dzi rasowa, seksualna i religijna dyskryminacja &#8211; wsz&#281;dzie tam prawa cz&#322;owieka nie istniej&#261;. I od kiedy walka przeciw gwa&#322;ceniu praw cz&#322;owieka &#8211; kt&#243;ra sama zaczyna si&#281; od jednostek, ale mo&#380;e by&#263; tylko kolektywna &#8211; z definicji tworzy cz&#281;&#347;&#263; polityki praw cz&#322;owieka, odk&#261;d op&#243;r ten nigdy si&#281; nie ko&#324;czy, mamy ju&#380; pierwszy element odpowiedzi na nasze pytanie: polityka praw cz&#322;owieka zawsze ju&#380; si&#281; zacz&#281;&#322;a, to jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zawsze ju&#380;&lt;/i&gt; polityka praw cz&#322;owieka. W tym te&#380; sensie jest mo&#380;liwe, &#380;e zawsze jaka&#347; b&#281;dzie, cho&#263;by tylko prewencyjna: poniewa&#380; nauczyli&#347;my si&#281; sami uwalnia&#263; od idei niepowstrzymanego, nieodwracalnego post&#281;pu praw cz&#322;owieka w biegu historii. My&#347;l&#281; jednak r&#243;wnie&#380; o innych ograniczeniach, tych, kt&#243;re nie s&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;de facto&lt;/i&gt; ograniczeniami narzuconymi przez demokracj&#281;, kt&#243;rych wymagania s&#261;, je&#347;li nawet nie zawsze uznawane, to doskonale znane, tych, kt&#243;re s&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;granicami&lt;/i&gt; demokracji, granicami jej nieznanego, to znaczy, ograniczeniami, kt&#243;re odpowiadaj&#261; pytaniom o to jak daleko mo&#380;e i powinna ona si&#281;ga&#263; i w jakim kierunku, o to, co si&#281; stanie, kiedy w porz&#261;dku jej realizacji, czy tylko potwierdzenia albo konserwacji, konieczne stanie si&#281; doj&#347;cie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;do granic&lt;/i&gt; demokracji, intelektualnie i praktycznie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Stawiam tez&#281;, &#380;e poj&#281;cie polityki praw cz&#322;owieka, w jej specyfice i z jej w&#322;asnymi trudno&#347;ciami, zaczyna si&#281; pojawia&#263; wtedy, gdy, bez opuszczania gruntu polityki &#8211; przeciwnie, w centrum polityki i z jej w&#322;asnymi instrumentami (innymi ni&#380; te, jakimi rozporz&#261;dza religia, etyka, nauka czy ekonomia) &#8211; dochodzimy w&#322;a&#347;nie do granic demokracji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, charakteryzowa&#322; si&#281; tym ju&#380; u podstaw moment og&#322;oszenia &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracji Praw Cz&#322;owieka&lt;/i&gt;: jako kampania propagandowa, akt upublicznienia niemaj&#261;cy &#380;adnego historycznego precedensu, przez kt&#243;ry zgromadzone jednostki, traktowane jako reprezentatywne &#8222;cia&#322;o&#8221;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;publicznie nada&#322;y sobie swoje w&#322;asne prawa&lt;/i&gt;. Jest to akt wybitnie polityczny. Nawet je&#347;li nie by&#322;o to zawsze cenione przez filozofi&#281; polityczn&#261; (poniewa&#380; filozofia polityczna od Platona ma silne sk&#322;onno&#347;ci ku &#8222;arystokracji&#8221;, je&#347;li nie oligarchii), powinni&#347;my pami&#281;ta&#263;, &#380;e poj&#281;cie demokracji jest znacz&#261;co starsze ni&#380; poj&#281;cie &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221;. Demokracja nie potrzebowa&#322;a takiego fundamentu, takiego poj&#281;cia, aby m&#243;c zacz&#261;&#263; my&#347;le&#263; i organizowa&#263; sam&#261; siebie, nawet je&#347;li, patrz&#261;c wstecz, mo&#380;emy doczyta&#263; si&#281; w greckich czy klasycznych definicjach demokracji idei prawa i sprawiedliwo&#347;ci, kt&#243;ra nie mo&#380;e by&#263; zredukowana ca&#322;kowicie do przywileju, statusu, przeciwie&#324;stwa wsp&#243;lnotowych zobowi&#261;za&#324; i obywatelskich powinno&#347;ci czy konieczno&#347;ci obrony [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb7&quot; name=&quot;nh7&quot; id=&quot;nh7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[7] Zob. I. Terray, La politiquue dans la cavarne, &#201;ditions du Seul, Paris (...)' &gt;7&lt;/a&gt;]. Niemniej jednak, kiedy &#8222;prawa cz&#322;owieka&#8221; zostaj&#261; og&#322;oszone jako takie, dochodzimy do granic demokracji (dlatego te&#380; wychodzimy zarazem poza jej zwyk&#322;&#261; organizacj&#281; i wskazujemy na warunki jej mo&#380;liwo&#347;ci), dok&#322;adnie wyra&#380;a si&#281; to w istotowej nieograniczono&#347;ci charakterystyki demokracji (co tworzy ca&#322;&#261; trudno&#347;&#263; jej instytucji) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb8&quot; name=&quot;nh8&quot; id=&quot;nh8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[8] Mog&#281; tylko zgodzi&#263; si&#281; ze sformu&#322;owaniami Clouda Leforta w tym zasadniczym (...)' &gt;8&lt;/a&gt;]. W dodatku, co jest mo&#380;e nawet bardziej znacz&#261;ce, prawa cz&#322;owieka nie mog&#261; by&#263; og&#322;oszone bez ich od pocz&#261;tku sformu&#322;owania i zdefiniowania jako &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;praw cz&#322;owieka i obywatela&lt;/i&gt;. W&#322;a&#347;nie poj&#281;cie obywatela, aktywno&#347;ci obywatelskiej &#8211; poniewa&#380; poj&#281;cie &#8222;bier-nego obywatela&#8221;, cho&#263; mo&#380;e bardzo na czasie, jest wewn&#281;trznie sprzeczne &#8211; bezdyskusyjnie oznacza polityk&#281;. Nawet nadaje jej swoje imi&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Innymi s&#322;owy, deklaracja praw cz&#322;owieka i obywatela, ta deklaracja praw cz&#322;owieka i obywatela (poniewa&#380; w mocnym sensie jest tylko jedna, stopniowo rozwijana z biegiem historii), jest radykaln&#261; operacj&#261; dyskursywn&#261;, kt&#243;ra dekonstruuje i rekonstruuje polityk&#281;. Rozpoczyna si&#281; ona od doprowadzenia demokracji do jej w&#322;asnych granic, w pewnym sensie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;opuszczenia&lt;/i&gt; pola zinstytucjonalizowanej polityki (to jest g&#322;&#243;wny pow&#243;d odwo&#322;a&#324; do &#8222;natury ludzkiej&#8221; czy naturalnego prawa), ale po to, aby natychmiast zaznaczy&#263;, &#380;e prawa cz&#322;owieka s&#261; nierealne i pozbawione warto&#347;ci, je&#347;li nie s&#261; prawami politycznymi, prawami obywatela, a nawet nieograniczonym prawem wszystkich ludzi do obywatelstwa. Prawo do autonomii i do ochrony &#8222;&#380;ycia prywatnego&#8221; jest samo w sobie prawem politycznym &#8211; jest to prawda odnowiona przez lekcj&#281; historii, jakiej udzielaj&#261; nam wszystkie wsp&#243;&#322;czesne dyktatury. Wcze&#347;niej stara&#322;em si&#281; scharakteryzowa&#263; &#8222;propozycj&#281;&#8221;, kt&#243;ra le&#380;y u podstaw tej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracji&lt;/i&gt; jako &#8222;pro-pozycj&#281; r&#243;wnowolno&#347;ci &#8222;[proposition of equaliberty], to jest jako propozycj&#281;, kt&#243;ra afirmuje uniwersalne prawo do aktywno&#347;ci politycznej oraz uznania dla ka&#380;dej jednostki we wszystkich dziedzinach, w jakich problem kolektywnie organizowanego posiadania, w&#322;adzy i wiedzy si&#281; pojawia. Chcia&#322;bym ograniczy&#263; si&#281; tutaj do ponownego podkre&#347;lenia trzech nast&#281;puj&#261;cych punkt&#243;w:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1.	R&#243;wnowolno&#347;&#263; oznacza, &#380;e polityka jest ufundowana na rozpoznaniu, &#380;e zar&#243;wno wolno&#347;&#263;, jak i r&#243;wno&#347;&#263; nie mog&#261; istnie&#263; bez siebie nawzajem, to znaczy, &#380;e likwidacja czy nawet ograniczanie jednej w spos&#243;b konieczny wiedzie do likwidacji i ograniczania drugiej. Mo&#380;e si&#281; to wydawa&#263; samo przez si&#281; oczywiste, ale wiemy, &#380;e w danych warunkach historycznych konstrukcja form spo&#322;ecznych, kt&#243;re by&#322;yby jednocze&#347;nie egalitarne i wolno&#347;ciowe, nie jest oczywista; wprost przeciwnie, jest to przedsi&#281;wzi&#281;cie, kt&#243;re zawsze trzeba rozpoczyna&#263; od nowa, jest to &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;konkretny&lt;/i&gt; problem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;par exellence&lt;/i&gt; polityczny i zazwyczaj naje&#380;ony przeszkodami. W ko&#324;cu, traktuj&#261;c rzecz filozo-ficznie (dzi&#281;ki Spinozie i kilku innym), wiemy, &#380;e to, co taki stan rzeczy implikuje, to konieczno&#347;&#263; odej&#347;cia od perspektywy zak&#322;adaj&#261;cej ograniczony, wzajemnie wykluczaj&#261;cy si&#281; charakter tych praw, w stron&#281; ujmowania ich jako ekspansywnych, wzajemnie pomna&#380;aj&#261;cych si&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;si&#322;&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb9&quot; name=&quot;nh9&quot; id=&quot;nh9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[9] Zob. &#201;. Balibar, Spinoza et la politique, PUF, Paris 1985; A. Negri, The (...)' &gt;9&lt;/a&gt;] .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2.	R&#243;wnowolno&#347;&#263; implikuje uniwersalno&#347;&#263;: w tym sensie nieograniczono&#347;&#263; demokracji, o kt&#243;rej m&#243;wili&#347;my powy&#380;ej, oznacza, &#380;e demokracja nie jest tylko pa&#324;stwem konstytucyjnym uosabiaj&#261;cym r&#243;wno&#347;&#263; (to znaczy: jednakowe &#8211; prawa), nieczyni&#261;cym r&#243;&#380;nicy mi&#281;dzy lud&#378;mi, warunkami czy miejscem w hierarchii spo&#322;ecznej swoich w&#322;asnych cz&#322;onk&#243;w, ale tak&#380;e historycznym procesem rozci&#261;gni&#281;cia praw na ca&#322;&#261; ludzko&#347;&#263;. Wiemy jednak, &#380;e historyczne pa&#324;stwa s&#261; zinstytucjonalizowanymi wsp&#243;lnotami interes&#243;w i po&#380;&#261;da&#324;, i dlatego te&#380; implikuj&#261; zasad&#281; zamkni&#281;cia, je&#347;li nie wykluczenia (nie m&#243;wi&#261;c o ich wewn&#281;trznych barierach czy kategoryzacjach, kt&#243;re ze sob&#261; nios&#261;). Tutaj znowu, konsekwentnie, napotykamy zasadnicz&#261; trudno&#347;&#263;. Polityka praw cz&#322;owieka ju&#380; w chwili narodzin politycznego aktu, jakim jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracja Praw Cz&#322;owieka i Obywatela&lt;/i&gt;, jest polityk&#261; uniwersalizacji praw (nie za&#347; zaledwie moralno&#347;ci, etyki czy nawet religii ich uniwersalno&#347;ci).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3.	R&#243;wnowolno&#347;&#263; implikuje, tak jak powiedzieli&#347;my, uniwersalne prawo &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;do polityki&lt;/i&gt;: prawo ka&#380;dego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;na jego lub jej w&#322;asn&#261; odpowiedzialno&#347;&#263;&lt;/i&gt; (co oznacza, mi&#281;dzy innymi, &#380;e nikt nie mo&#380;e by&#263; uwolniony czy wyemancypowany przez innych, &#8222;z g&#243;ry&#8221;, nawet je&#347;li tym &#8222;z g&#243;ry&#8221; b&#281;dzie samo prawo albo demokratyczne pa&#324;stwo). Dlatego te&#380; jest prawem ka&#380;dego m&#281;&#380;czyzny i ka&#380;dej kobiety sta&#263; si&#281; &#8222;podmiotem&#8221; czy agentem polityki, rozpoczynaj&#261;c od specyficznych form jego lub jej aktywno&#347;ci i &#380;ycia, od dawnych lub nowych form ucisku i podda&#324;stwa, kt&#243;rym on czy ona s&#261; podporz&#261;dkowani. W tym te&#380; sensie proponowa&#322;em, aby uzna&#263; &#8211; wbrew dobrze utrwalonej tradycji &#8211; &#380;e s&#322;ynne wyzwanie z preambu&#322;y zasad Mi&#281;dzynarodowego Stowarzyszenia Ludzi Pracy (1864): &#8222;Emancypacja klasy pracuj&#261;cej musi by&#263; zdobyta przez sama t&#261; klas&#281;&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb10&quot; name=&quot;nh10&quot; id=&quot;nh10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[10] K. Marx, Provisional Rules of the International Association of Working (...)' &gt;10&lt;/a&gt;] powinno by&#263; odczytywane jako wierne t&#322;umaczenie projektu r&#243;wnowolno&#347;ci, a co za tym idzie &#8211; tak&#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracji Praw Cz&#322;owieka i Obywatela&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb11&quot; name=&quot;nh11&quot; id=&quot;nh11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[11] Zob. tak&#380;e J. Rancierre, Les usages de la democratic, [w:] Aux boids du (...)' &gt;11&lt;/a&gt;] .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Oznacza to, ca&#322;kiem konkretnie, &#380;e &#8211; i historia przez ostatnie dwie&#347;cie lat stara si&#281; sama ustawicznie pokaza&#263;, w jakim stopniu kwestia ta dotyka sedna sprawy &#8211; deklaracje praw nie mog&#261; by&#263; ograniczane do jakich&#347; wcze&#347;niej ustanowionych domen. W konsekwencji wynika z tego, &#380;e &#380;adna kategoria spo&#322;eczna czy &#8222;problem spo&#322;eczny&#8221;, to znaczy: &#380;aden konflikt interes&#243;w czy projekt wyzwolenia wpisany w jak&#261;kolwiek spo&#322;eczn&#261; relacj&#281; nie mo&#380;e by&#263; w spos&#243;b dowolny wykluczany z polityki. By&#322;o to wyra&#378;nie widoczne w przypadku niewolnictwa, kolonizacji, w przypadku nier&#243;wno&#347;ci p&#322;ci i zdominowania kobiet, w przypadku edukacji oraz powszechnego dost&#281;pu do kultury, a tak&#380;e w przypadku eksploatacji pracy najemnej, nawet je&#347;li, we wszystkich tych obszarach, &#8222;rewolucjoni&#347;ci&#8221; osiemnastowieczni my&#347;leli, &#380;e stworzyli bezpieczn&#261; ochron&#281;, i nawet je&#380;eli i dzi&#347; jeszcze &#380;aden z tych problem&#243;w nie mo&#380;e by&#263; uwa&#380;any za definitywnie rozwi&#261;zany ani nawet do ko&#324;ca zaakceptowany jako problem polityczny.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a fortiori&lt;/i&gt; prawd&#261; o proklamacjach praw, &#380;e ostatecznie musz&#261; si&#281; one pojawia&#263; jako proklamacje &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221; albo przynajmniej do tego zmierzaj&#261;. Jednak nawet je&#347;li &#8222;prawa cz&#322;owieka&#8221; musz&#261;, w pewnym momencie, by&#263; pojmowane jako &#8222;naturalne&#8221;, a wi&#281;c jako bezwarunkowe i niezbywalne, to jednak w spos&#243;b oczywisty nie oznacza to, &#380;e s&#261; one pozbawione historycznego charakteru, ani te&#380; nawet, &#380;e ich lista zosta&#322;a ustanowiona raz i dla wszystkich, a to dlatego, &#380;e lista ta zale&#380;y od historii &#8222;warunk&#243;w naturalnych&#8221;, w kt&#243;rych rozwijaj&#261; si&#281; stosunki spo&#322;eczne. Jest to w&#322;a&#347;nie historia praktycznego odkrywania i og&#322;aszania jako &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;bezwarunkowego&lt;/i&gt; (albo, jak kto woli, prawdy) w danych, zdeterminowanych warunkach polityki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Spr&#243;bujmy podda&#263; te kwestie testowi na przyk&#322;adzie bardziej konkretnego problemu: zagadnienia w&#322;asno&#347;ci. Wybra&#322;em je celowo spo&#347;r&#243;d innych mo&#380;liwych, z powodu prezentowania przez nie paradoksalnej kombinacji jego nieaktualno&#347;ci i aktualno&#347;ci &#8211; zasadniczej nieaktualno&#347;ci, poniewa&#380; od upadku pa&#324;stw socjalistycznych i partii &#8222;ideologiczna&#8221; debata nad form&#261; w&#322;asno&#347;ci inkorporowan&#261; przez struktury pa&#324;stwa wydaje si&#281; rozstrzygni&#281;ta &#8222;przez histori&#281;&#8221;; ale wci&#261;&#380; jeszcze aktualno&#347;ci, je&#380;eli prawd&#261; jest, &#380;e ze wszystkich stron wida&#263;, jak praktyka prowadzi do sprzeczno&#347;ci z tradycyjnie nauczanymi definicjami w&#322;asno&#347;ci, a&#380; do tego stopnia, &#380;e staje si&#281; coraz bardziej i bardziej trudne dla polityki powstrzymywanie si&#281; od &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przemy&#347;lenia&lt;/i&gt; poj&#281;cia w&#322;asno&#347;ci jako takiej.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Co to jest w&#322;asno&#347;&#263;?&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pod&#261;&#380;aj&#261;c za Rousseau, kt&#243;ry widzia&#322; w niej &#378;r&#243;d&#322;o nier&#243;wno&#347;ci mi&#281;dzy lud&#378;mi, Prudhon powiedzia&#322;, &#380;e w&#322;asno&#347;&#263; jest &#8222;kradzie&#380;&#261;&#8221;. &#8222;Nikt nie b&#281;dzie zdumiony, &#380;e w tej sytuacji demaskowa&#322; on jako absurdalne to, &#380;e Deklaracja z roku 1789 umieszcza&#322;a j&#261; na tym samym planie co wolno&#347;&#263;, r&#243;wno&#347;&#263; przed prawem i bezpiecze&#324;stwem&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb12&quot; name=&quot;nh12&quot; id=&quot;nh12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[12] P.-J. Proudhon, What is Property? An Inquiry into the Principle of (...)' &gt;12&lt;/a&gt;]. I r&#243;wnie&#380; my powinni&#347;my uzna&#263;, &#380;e problem rzeczywi&#347;cie tutaj jest: w jakim sensie w&#322;asno&#347;&#263; jest &#8222;prawem cz&#322;owieka&#8221;? W jakim sensie jest ona &#8222;prawem obywatela&#8221;? Jak nale&#380;y wyja&#347;ni&#263; fakt, &#380;e nigdy nie zaprzestano jej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przeciwstawiania&lt;/i&gt; sprawiedliwo&#347;ci i r&#243;wno&#347;ci (pod nazw&#261; prawa do egzystencji, prawa do zatrudnienia, ostatnio prawa do &#347;rodowiska etc.)? Chyba &#380;e pod homonimem terminu &#8222;w&#322;asno&#347;&#263;&#8221; kryj&#261; si&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;dwa&lt;/strong&gt; &lt;/i&gt; r&#243;&#380;nie u&#380;ywane poj&#281;cia, odnosz&#261;ce si&#281; do dw&#243;ch r&#243;&#380;nych problem&#243;w: z jednej strony (art. 2), &#8222;naturalne i niezbywalne prawo cz&#322;owieka&#8221;, z drugiej strony (art. 17), &#8222;nietykalne i &#347;wi&#281;te prawo&#8221;, kt&#243;rego &#8222;nikt ... nie mo&#380;e by&#263; pozbawiony, poza wyj&#261;tkiem, kiedy publiczna konieczno&#347;&#263; ... w spos&#243;b oczywisty tego wymaga&#8221;. W ten sam spos&#243;b, na przyk&#322;ad, jest przedstawiana wolno&#347;&#263; w artyku&#322;ach 1 i 2: jako uniwersalna cecha os&#243;b (kt&#243;ra nie musi by&#263; zdobywana), podczas gdy jej zastosowanie do &#8222;komunikacji my&#347;li i opinii&#8221; wymaga uwzgl&#281;dnienia zasady represjonowania stwierdzonych &#8222;oszczerstw&#8221; (art. 17). Niejasne pozostaje jednak, dlaczego przewiduj&#261;c praktyczne ograniczenia na&#322;o&#380;one na prawo w&#322;asno&#347;ci (b&#261;d&#378; odkrywaj&#261;c wyj&#261;tki od niego, je&#347;li nie nadu&#380;ycia), Deklaracja nie sprecyzowa&#322;a, o jak&#261; w&#322;asno&#347;&#263; chodzi, co jest przedmiotem rozwa&#380;a&#324; (na przyk&#322;ad: czy jakie&#347; towary, czy te&#380; dobra u&#380;ytkowe) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb13&quot; name=&quot;nh13&quot; id=&quot;nh13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[13] Jest jasne, &#380;e ka&#380;dy wsp&#243;&#322;tworzy deklaracj&#281; Roku I (1793) i Roku III (1795) (...)' &gt;13&lt;/a&gt;]. Czy jest to kwestia niepewno&#347;ci, braku przewidywania, a mo&#380;e nawet ob&#322;udy albo utajonej sprzeczno&#347;ci? Czy te&#380; jest to, przeciwnie, sprawa marginesu m&#261;drze pozostawionego dla adaptacji do historycznych warunk&#243;w, tak, &#380;e identyfikacja obywatela jako &#8222;w&#322;a&#347;ciciela&#8221; nie oznacza tym samym, i&#380; obywatelstwo powinno mierzy&#263; si&#281; za pomoc&#261; w&#322;asno&#347;ci? Lecz czy&#380; nie to w&#322;a&#347;nie mia&#322;o miejsce?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nic nie jest bardziej oczywiste ni&#380; fakt, &#380;e debata nad formami, granicami i atrybutami w&#322;asno&#347;ci czy &#8211; jak powiedzia&#322;by Saint-Simon &#8211; nad r&#243;&#380;nic&#261; mi&#281;dzy &#8222;prawem do w&#322;asno&#347;ci&#8221; [right of property] i &#8222;prawem w&#322;asno&#347;ci&#8221; [law of property] &#8211; jest debat&#261; polityczn&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;par exellence&lt;/i&gt;. Przez ostatnie dwa stulecia ludzie tworzyli stronnictwa, &#8222;klasyfikowali si&#281;&#8221; w wyniku atakowania b&#261;d&#378; bronienia tego prawa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W&#322;asno&#347;&#263; jawi si&#281; zatem zar&#243;wno jako przedmiot sporu, kt&#243;ry nadaje polityce maksimum realno&#347;ci &#8211; dzi&#281;ki wadze zwi&#261;zanych z w&#322;asno&#347;ci&#261; konflikt&#243;w i interes&#243;w &#8211; jak i to, co permanentnie prowadzi j&#261; z powrotem do jej granic i sprawia, &#380;e pr&#243;buje ona przekroczy&#263; sam&#261; siebie: &#8222;zar&#243;wno&#8221; w tym sensie, &#380;e odnosi si&#281; do &#8222;poza-politycznych&#8221; (ekonomicznych) ogranicze&#324;, jak i w tym sensie, &#380;e odsy&#322;a do nagich stosunk&#243;w w&#322;adzy. Stawk&#261; musz&#261; tutaj by&#263; prawa cz&#322;owieka, jednak&#380;e wystarczy, &#380;e w&#322;asno&#347;&#263; jawi si&#281; jako bardzo dobry przyk&#322;ad &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prawa&lt;/i&gt; [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;right &#8211; right of property&lt;/i&gt;], kt&#243;re przekszta&#322;cone zosta&#322;o na powr&#243;t albo te&#380; zawsze d&#261;&#380;y&#322;o do przekszta&#322;cenia si&#281; na powr&#243;t w przywilej, oraz &#380;e ta &#8222;regresja&#8221; zbiega si&#281; z instalowaniem si&#281; polityki w uk&#322;adzie spo&#322;ecznym, dla kt&#243;rego rola odgrywana przez prawa cz&#322;owieka jest tylko symbolicznym, &#378;r&#243;d&#322;owym odwo&#322;aniem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ju&#380; w roku 1789 w&#322;asno&#347;&#263; jako wpisana pod has&#322;ami praw cz&#322;owieka ma w tle ci&#281;&#380;kie konflikty spo&#322;eczne: problem &#347;rodk&#243;w utrzymania, i, wci&#261;&#380; jeszcze, bardziej fundamentalne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prawo do egzystencji&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb14&quot; name=&quot;nh14&quot; id=&quot;nh14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[14] Zob. F. Gautier, Triomphe et mort du droit naturel en R&#233;volution (...)' &gt;14&lt;/a&gt;]. W zakresie, w jakim interpretuje si&#281; j&#261; jako prawo ekskluzywne, jako &#8222;prywatn&#261;&#8221; w&#322;asno&#347;&#263;, kt&#243;ra w praktyce przybiera form&#281; monopolu i kt&#243;rej instrumentem jest pieni&#261;dz, nadaje ona swoim w&#322;a&#347;cicielom absolutn&#261; w&#322;adz&#281; nad &#380;yciem innych, kt&#243;ra w ostateczno&#347;ci mo&#380;e si&#281; sta&#263; prawem &#380;ycia i &#347;mierci. Miedzy tymi, kt&#243;rych &#380;ycie jest zabezpieczone w&#322;asno&#347;ci&#261; i tymi, kt&#243;rych ona zabija, mediacja staje si&#281; konieczna. W debacie uczestnicz&#261; ci, kt&#243;rzy uznaj&#261;, &#380;e ratunek le&#380;y w przyznaniu wi&#281;kszej porcji w&#322;adzy dla w&#322;asno&#347;ci, kt&#243;ra mog&#322;aby si&#281; sta&#263; jedynym tytu&#322;em, z kt&#243;rego spo&#322;ecze&#324;stwo mog&#322;oby by&#263; rz&#261;dzone oraz nadrz&#281;dnym &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;warunkiem&lt;/i&gt; wszystkich innych praw (a kto nie ma pieni&#281;dzy, powinien znale&#378;&#263; sobie prac&#281;, je&#347;li chce je&#347;&#263;!) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb15&quot; name=&quot;nh15&quot; id=&quot;nh15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[15] Oto dlaczego etyczno-polityczna legitymacja czystego liberalizmu jest (...)' &gt;15&lt;/a&gt;] . Bior&#261; w niej udzia&#322; tak&#380;e ci, kt&#243;rzy &#380;&#261;daj&#261;, aby zosta&#322; zapewniony humanitarny b&#261;d&#378; spo&#322;eczny odpowiednik w&#322;asno&#347;ci (bez kt&#243;rego prawo [right] staje si&#281; dok&#322;adnie kpin&#261;), wreszcie ci, kt&#243;rzy uznaj&#261;, &#380;e nie samo prawo do w&#322;asno&#347;ci powinno by&#263; zniesione &#8211; poniewa&#380;, pozw&#243;lmy sobie zauwa&#380;y&#263;, &#380;adna z partii bior&#261;cych udzia&#322; w debacie nie formu&#322;uje takiego &#380;&#261;dania [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb16&quot; name=&quot;nh16&quot; id=&quot;nh16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[16] Zob. A. Sobul, Utopie et R&#233;volution fran&#231;aise, [w:] Histoire g&#233;n&#233;rale du (...)' &gt;16&lt;/a&gt;] &#8211; lecz &#380;e powinno ono by&#263; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;podporz&#261;dkowane&lt;/i&gt; prawu wsp&#243;lnoty, zasadzie egalitarnej dystrybucji &#347;rodk&#243;w egzystencji, fundowanych i gwarantowanych przez wsp&#243;lnot&#281;.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jednak&#380;e zasadnicze przekierunkowanie wytwarza si&#281;, kiedy, p&#243;&#322; wieku p&#243;&#378;niej, kwestia prawa do egzystencji zostaje zast&#261;piona i rozwini&#281;ta przez kwesti&#281; prawa do zatrudnienia. Faktycznie w tym momencie zostaje wprowadzony prawdziwy dylemat, zakazuj&#261;cy odwo&#322;ywania si&#281; do &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221; jako inspiracji &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jednocze&#347;nie&lt;/i&gt; przez dwa przedstawione powy&#380;ej stanowiska debaty, b&#261;d&#378; te&#380; zobowi&#261;zuj&#261;cy je do deklaracji za &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;lub przeciw&lt;/i&gt; samej idei polityki praw cz&#322;owieka.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dobrze wiadomo, &#380;e &#380;&#261;danie prawa [right] do zatrudnienia, je&#347;li nie samo poj&#281;cie, ma &#378;r&#243;d&#322;a Fourierowskie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb17&quot; name=&quot;nh17&quot; id=&quot;nh17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[17] Babeuf m&#243;wi&#322; ju&#380; o &#8222;prawie do zatrudnienia&#8221;. Zob. V. Moiseevich Dalin, (...)' &gt;17&lt;/a&gt;]. Fourier i jego nast&#281;pcy zaczynaj&#261; od faktu, &#380;e egzystencja ludzkich indywidu&#243;w (nie tylko ich istnienie, ale tak&#380;e realizacja ich pasji i ustanowienie wzajemnych relacji mi&#281;dzy nimi) zale&#380;y od tej chwili od ich bycia &#8222;pracownikami&#8221;: w sumie proponuj&#261;, aby prawo do w&#322;asno&#347;ci interpretowa&#263; jako &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prawo do otrzymania pracy&lt;/i&gt;. Decyduj&#261;ce jest zatem to, &#380;e nareszcie posiadacze kapita&#322;u nie mog&#261; najmowa&#263; i wyrzuca&#263; z pracy [hire and fire] dla swej przyjemno&#347;ci, oraz &#380;e w sytuacji zgodnej z idea&#322;em w&#322;asno&#347;&#263; b&#281;dzie organizowana tak, aby stale gwarantowa&#263; wszystkim obywatelom ilo&#347;&#263; i rodzaj pracy, jakiej potrzebuj&#261;. W sytuacji granicznej w&#322;a&#347;ciciele &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kapita&#322;u&lt;/i&gt; pe&#322;ni&#261; &#8222;s&#322;u&#380;b&#281; publiczn&#261;&#8221;, w s&#322;u&#380;bie w&#322;asno&#347;ci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wszystkich&lt;/i&gt;. Jednocze&#347;nie r&#243;wnie dobrze wiadomo, &#380;e kiedy kwestia ta poddana zosta&#322;a dyskusji na forum publicznym przez rewolucj&#281; 1848 roku we Francji jako kwestia polityczna, to rozstrzygni&#281;to j&#261; negatywnie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb18&quot; name=&quot;nh18&quot; id=&quot;nh18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[18] Zob. tekst debaty z 11 i 13 pa&#378;dziernika 1848 r. w Zgromadzeniu (...)' &gt;18&lt;/a&gt;]
. Z tego punktu otwieraj&#261; si&#281; dwie drogi: albo, z perspektywy liberalnej, uczyni&#263; z praw cz&#322;owieka generalnie metafizyczn&#261;
gwarancj&#281; bezwarunkowej prywatnej w&#322;asno&#347;ci, co praktycznie r&#243;wna si&#281; absolutnej &#8222;komendzie&#8221; kapita&#322;u nad prac&#261;; albo zdemaskowa&#263; w samym poj&#281;ciu praw cz&#322;owieka jego bur&#380;uazyjne pojmowanie, za&#322;gany dyskurs &#8211; w najlepszym razie mistyfikacj&#281;, w najgorszym &#8211; instrument eksploatacji. St&#261;d bierze si&#281; socjalistyczny projekt &#8222;wyj&#347;cia poza&#8221; proste prawa indywidualnego cz&#322;owieka poprzez zniesienie &#8222;bur&#380;uazyjnej&#8221; w&#322;asno&#347;ci i instytucjonalizacj&#281; w&#322;asno&#347;ci wsp&#243;lnej pracownik&#243;w, warunku ich &#8222;wolnego stowarzyszenia&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W pewnym sensie taka dialektyka, historycznie zdeterminowana, jest wci&#261;&#380; tylko negatywn&#261;, zewn&#281;trzn&#261; dialektyk&#261;, w kt&#243;rej prawa cz&#322;owieka s&#261; przeciwstawiane polityce i polityka w zamian jest przeciwstawiana prawom cz&#322;owieka. Jest tak bez w&#261;tpienia z powodu faktu, &#380;e w&#322;&#261;czone tu od samego pocz&#261;tku poj&#281;cia i si&#322;y by&#322;y rozdarte pomi&#281;dzy czysto prawnicz&#261; i czysto ekonomiczn&#261; koncepcj&#281; &#8222;w&#322;asno&#347;ci&#8221;. Niemniej jednak rzeczywista historia relacji mi&#281;dzy &#8222;w&#322;asno&#347;ci&#261; prywatn&#261;&#8221; i &#8222;robotnikiem &#322;&#261;cznym&#8221; (Marks) nie mia&#322;a &#347;ladu tego rozdarcia. Kiedy kwestia prawa &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;do pracy&lt;/i&gt; [to employment/au travail] (w oczekiwaniu na ponowne jej otwarcie przez rewolucje socjalistyczne i ich reperkusje w &#347;wiecie kapitalistycznym) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb19&quot; name=&quot;nh19&quot; id=&quot;nh19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[19] Jest dobrze znane, &#380;e prawo do zatrudnienia, otoczone przez r&#243;&#380;ne (...)' &gt;19&lt;/a&gt;] zosta&#322;a rozstrzygni&#281;ta na skutek zwyci&#281;stwa &#8222;bur&#380;uazyjnego&#8221; stanowiska, rozpocz&#281;&#322;a si&#281; bardziej niewidoczna, z dnia na dzie&#324; z&#322;o&#380;ona z post&#281;p&#243;w i odwrot&#243;w historia, kt&#243;ra jest histori&#261; praw pracy [rights of labor/du travail]. Historia ta pokazuje, &#380;e w rozwi&#261;zaniach wywalczonych w ci&#281;&#380;kiej, znojnej walce, pracownik &#8211; kt&#243;rego si&#322;a robocza by&#322;a kupowana i sprzedawana jak &#8222;towar&#8221;, kt&#243;ry nie m&#243;g&#322; by&#263; uznany za &#8222;przedsi&#281;biorczego obywatela&#8221; &#8211; otrzymuje prawo nie do bycia niewolnikiem, ale prawo by sta&#263; si&#281; zn&#243;w &#8222;cz&#322;owiekiem&#8221; w samym procesie pracy (i w ca&#322;ym swoim &#380;yciu w takim stopniu, w jakim jego warunki zale&#380;&#261; od pracy). Aby to osi&#261;gn&#261;&#263;, przerobiono nowoczesne pa&#324;stwo narodowe w pa&#324;stwo &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;socjalne&lt;/i&gt;, w&#322;&#261;czaj&#261;c indywidualne i zbiorowe &#8222;prawa spo&#322;eczne&#8221; do jego konstytucji, otwieraj&#261;c przestrze&#324; zbiorowych negocjacji i polityczno-ekonomicznych debat. By&#322;o to praktyczne uznanie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;obywatelstwa pracownika&lt;/i&gt;, albo, jak wol&#261; inni, faktu, &#380;e obywatel jako taki jest tak&#380;e pracownikiem. W ka&#380;dym razie decyduj&#261;cym punktem jest to, &#380;e to w&#322;a&#347;nie pa&#324;stwo narodowe zadeklarowa&#322;o, i&#380; nowoczesne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;obywatelstwo&lt;/i&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jest niemo&#380;liwe bez regulacji warunk&#243;w, w kt&#243;rych prawo w&#322;asno&#347;ci jest praktykowane&lt;/i&gt;. W gruncie rzeczy, je&#347;li spojrze&#263; z odrobin&#261; dystansu, mo&#380;na dostrzec, &#380;e ta rodz&#261;ca konflikty regulacja czy &#8222;nowa umowa spo&#322;eczna&#8221;, pomimo skandalicznych nieprawid&#322;owo&#347;ci, charakteryzuje zar&#243;wno &#8222;liberalne&#8221;, jak i &#8222;kolektywne&#8221; rz&#261;dy. Te pierwsze nie zdo&#322;a&#322;y ca&#322;kowicie unikn&#261;&#263; w&#322;asno&#347;ci kolektywnej (kt&#243;r&#261; musia&#322;y odtworzy&#263; jako w&#322;asno&#347;&#263; publiczn&#261; wsz&#281;dzie tam, sk&#261;d stara&#322;y si&#281; j&#261; usun&#261;&#263;), tak samo, jak te drugie nie by&#322;y w stanie wyeliminowa&#263; w&#322;asno&#347;ci prywatnej (musia&#322;y one legalizowa&#263; jej trwanie pod gro&#378;ba wywo&#322;ania w&#322;asnego politycznego kryzysu). Wsz&#281;dzie wybi&#322;a godzina tego, co mo&#380;na by nazwa&#263;, deformuj&#261;c Fourierowskie okre&#347;lenie, &#8222;w&#322;asno&#347;ci&#261; z&#322;o&#380;on&#261;&#8221; [&#8222;composite property&#8221;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie b&#281;d&#281; ju&#380; d&#322;u&#380;ej przeci&#261;ga&#322; tej historii, kt&#243;rej nowe epizody rozgrywaj&#261; si&#281; przed naszymi oczyma, poniewa&#380; chcia&#322;bym si&#281; zatrzyma&#263; nad czym&#347; innym: w rzeczywisto&#347;ci liberalny indywidualizm i wsp&#243;lnotowy socjalizm maj&#261; wsp&#243;lne za&#322;o&#380;enie uto&#380;samiaj&#261;ce w&#322;asno&#347;&#263; z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;nieograniczonym dysponowaniem dobrami&lt;/i&gt;. (Jest to po prostu relacja mi&#281;dzy cz&#322;owiekiem i rzecz&#261; albo cz&#322;owiekiem i natur&#261;, co dok&#322;adnie ilustruje to, co Marks nazywa&#322; &#8222;fetyszyzmem&#8221;). Podczas gdy liberalizm przypisuje t&#281; w&#322;adz&#281; do &#8222;indywiduum&#8221;, socjalizm przypisuje j&#261; &#8222;spo&#322;ecze&#324;stwu&#8221;, podmiotowi wsp&#243;lnotowemu, kt&#243;ry mo&#380;e by&#263; uosobiony w pa&#324;stwie albo w innych instytucjach. Jednak&#380;e takiej interpretacji w &#380;adnej mierze nie implikuje faktyczny tekst &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracji&lt;/i&gt; z roku 1789 (kt&#243;rej zdumiewaj&#261;c&#261; teoretyczn&#261; moc musimy ponownie uzna&#263;). &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracja&lt;/i&gt; rozpoczyna si&#281; w Locke'owskim stylu przez postawienie kwestii og&#243;lnego prawa w&#322;asno&#347;ci, kt&#243;re nie jest oczywi&#347;cie kolektywistycznej inspiracji, lecz nie redukuje si&#281; r&#243;wnie&#380; do w&#322;asno&#347;ci &#8222;prywatnej&#8221;. Ta ostatnia, z definicji, dotyczy jedynie dysponowania obiektami przez ju&#380; dany &#8222;podmiot&#8221;, ukonstytuowany gdzie indziej. Jednak sens wst&#281;pnych sformu&#322;owa&#324; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deklaracji&lt;/i&gt; s&#322;u&#380;y w&#322;a&#347;nie temu, by okre&#347;li&#263; jego istotowe cechy, a zatem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ukonstytuowa&#263;&lt;/i&gt; &#243;w &#8222;podmiot&#8221;, cz&#322;owieka-obywatela [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb20&quot; name=&quot;nh20&quot; id=&quot;nh20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[20] Konfrontacja z francuskim kodeksem cywilnym z roku 1804 jest (...)' &gt;20&lt;/a&gt;] . &#8222;Nienaruszalna&#8221; w&#322;asno&#347;&#263; jest jedn&#261; z tych istotowych cech. Co oznacza, &#380;e idea cz&#322;owieka-obywatela, kt&#243;ry jest &#8222;nie-posiadaczem&#8221;, jest &#8222;pozbawiony w&#322;asno&#347;ci&#8221; czy te&#380; nic nie posiada, b&#281;dzie wewn&#281;trznie sprzeczna. Jest oczywi&#347;cie konieczne, aby w&#322;asno&#347;&#263; ta nie by&#322;a pusta, &#380;eby mia&#322;a, jak to powiedzia&#322;by Hegel, &#8222;aktualno&#347;&#263;&#8221;, czyli &#380;eby dotyczy&#322;a d&#243;br albo &#347;wiadcze&#324;, &#347;rodk&#243;w produkcji, przedmiot&#243;w konsumpcji i korzystania. Ale nawet je&#347;li wcze&#347;niej apriopracja rzeczy zosta&#322;a okre&#347;lona, zanim zosta&#322;o zdecydowane, czy b&#281;dzie ona praktykowana na spos&#243;b prywatny albo kolektywny, zawsze jako warunek w&#322;asno&#347;ci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jako takiej&lt;/i&gt; jawi si&#281; wolne dysponowanie w&#322;asnymi si&#322;ami i ich zatrudnieniem. Tylko takie pojmowanie w&#322;asno&#347;ci, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;cho&#263; wci&#261;&#380; wymagaj&#261;ce dookre&#347;lenia&lt;/i&gt; &#8211; tak jak i wolno&#347;&#263;, r&#243;wno&#347;&#263;, op&#243;r przeciwko uciskowi i bezpiecze&#324;stwo, kt&#243;re r&#243;wnie&#380; musz&#261; zosta&#263; dookre&#347;lone co do swoich &#347;rodk&#243;w i prawnych modalno&#347;ci &#8211; by&#322;oby naprawd&#281; cz&#281;&#347;ci&#261; systemu praw cz&#322;owieka. Mo&#380;emy zatem (i to jest to, do zrobienia czego niew&#261;tpliwie obliguj&#261; nas obecne okoliczno&#347;ci) &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;otworzy&#263; na nowo dialektyk&#281; w&#322;asno&#347;ci&lt;/i&gt;, tym razem jako dialektyk&#281; wewn&#281;trzn&#261;: nie z zamiarem zlikwidowania sprzeczno&#347;ci, lecz aby je uog&#243;lni&#263; i wyci&#261;gn&#261;&#263; z nich wnioski &#8211; na kilka sposob&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najwa&#380;niejszy z wszystkich to ten, &#380;e mo&#380;emy ponownie poda&#263; w w&#261;tpliwo&#347;&#263; powszechne uto&#380;samianie w&#322;asno&#347;ci prywatnej i w&#322;asno&#347;ci jednostki &#8211; i w konsekwencji uniewa&#380;ni&#263; ich jednoznaczn&#261; opozycyjno&#347;&#263; wobec w&#322;asno&#347;ci &#8222;kolektywnej&#8221;, czy b&#281;dzie to w&#322;asno&#347;&#263; pa&#324;stwowa, czy nie. Takie uto&#380;samianie jest, &#347;ci&#347;le m&#243;wi&#261;c, fikcj&#261;, skuteczn&#261; konstrukcj&#261; prawnicz&#261;, kt&#243;ra pozwala na odniesienie wszelkiej ekskluzywnej mo&#380;liwo&#347;ci dysponowania do jakiego&#347; idealnego &#8222;indywiduum&#8221;. Ale realne funkcjonowanie tej kategorii jest dok&#322;adnie odwrotne w stosunku do tego, co jest sugerowane przez prawnicz&#261; ideologi&#281;: w&#322;a&#347;ciciele to nie ludzie, kt&#243;rzy dzi&#281;ki naturze s&#261; indywiduami lub grupami indywidu&#243;w, w&#322;a&#347;ciciele to indywidua, kt&#243;re mi&#281;dzy innymi podpadaj&#261; pod ekskluzywn&#261; i ograniczon&#261; kategori&#281; &#8222;prywatnego w&#322;a&#347;ciciela&#8221; i kt&#243;rzy pod tym warunkiem mog&#261; zaw&#322;aszcza&#263; w spos&#243;b ekskluzywny taki a taki obiekt, takie a takie prawo czy w&#322;adz&#281;. Z tego punktu widzenia w&#322;asno&#347;&#263; kolektywna, a w szczeg&#243;lno&#347;ci pa&#324;stwowa &#8211; dok&#322;adnie: za wyj&#261;tkiem, kiedy jest to zwi&#261;zane ze zobowi&#261;zaniami, z celami i ograniczeniami &#8222;s&#322;u&#380;by publicznej&#8221; &#8211; jest sama w sobie niczym innym jak &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prywatn&#261;&lt;/i&gt; w&#322;asno&#347;ci&#261; (co zaryzykowa&#322;bym nazwa&#263; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kolektywn&#261; prywatn&#261; w&#322;asno&#347;ci&#261;&lt;/i&gt;). Natomiast konflikt, kt&#243;ry mo&#380;e j&#261; przeciwstawia&#263; &#8222;prywatnym osobom&#8221;, jest tylko konfliktem pomi&#281;dzy rywalizuj&#261;cymi wy&#322;&#261;czno&#347;ciami. W obu wypadkach jeste&#347;my &#347;wiadkami &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ekspriopriacji&lt;/i&gt; jednostek w r&#243;&#380;nych formach triumfu &#8222;w&#322;asno&#347;ci&#8221; (kt&#243;ry jest, jak to dostrzeg&#322; Marks, nieuniknion&#261; sk&#322;onno&#347;ci&#261; spo&#322;ecze&#324;stw ufundowanych na wyzysku si&#322;y roboczej).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Konstytutywne powi&#261;zanie mi&#281;dzy w&#322;asno&#347;ci&#261; rzeczy i w&#322;asno&#347;ci&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;siebie&lt;/i&gt; jest dwustronn&#261; aktywno&#347;ci&#261;, przez kt&#243;r&#261; podmiot &#8222;formuje&#8221; czy te&#380; konstytuuje siebie poprzez zaanga&#380;owanie si&#281; w relacje u&#380;ytkowania, przetwarzania czy korzystania tak z naturalnymi, jak i kulturalnymi obiektami. &#321;&#261;cz&#261;c nauki Adama Smitha i Hegla, Marks dostrzeg&#322;, &#380;e aktywno&#347;&#263;, jako taka, jest &#8222;relacj&#261; spo&#322;eczn&#261;&#8221;, to znaczy, &#380;e dla ka&#380;dego indywiduum jest realizowana w obszarze spo&#322;ecznym; &#380;e, w r&#243;&#380;nym zakresie, jest r&#243;wnie&#380; wsp&#243;lna z innymi &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;normalnie&lt;/i&gt; kilku jednostkami czy kilku grupami jednostek (co nie oznacza, &#380;e obywa si&#281; tu bez konfliktu, wsp&#243;&#322;zawodnictwa czy antagonizm&#243;w). Dalej pokaza&#322; on, &#380;e aktywno&#347;&#263; ta zmienia si&#281; w swoje przeciwie&#324;stwo, z ruchu zaw&#322;aszczania (apriopriacji) w ruch wyw&#322;aszczania (ekspriopriacji), wtedy, gdy prywatna w&#322;asno&#347;&#263; znosi ten transindywidualny aspekt aktywno&#347;ci, b&#261;d&#378; umiejscawia go poza zasi&#281;giem indywidu&#243;w (kiedy, na przyk&#322;ad, &#8222;kolektywne si&#322;y&#8221; robotnik&#243;w, wraz z ich moc&#261; decyzyjn&#261; i organizacyjn&#261;, s&#261; ca&#322;kowicie przywi&#261;zane do kapita&#322;u, a konieczno&#347;&#263; ich w&#322;asnej organizacji zostaje &#8222;z powrotem zrzucona&#8221; na pracownik&#243;w jako czysto zewn&#281;trzny przymus) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb21&quot; name=&quot;nh21&quot; id=&quot;nh21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[21] W sercu wyzysku robotnik&#243;w (lepiej: indywidu&#243;w &#8222;qua&#8221; [s&#261;] robotnikami) (...)' &gt;21&lt;/a&gt;] . Jednak tutaj r&#243;wnie&#380; &#8222;rozwi&#261;zanie&#8221; nie mo&#380;e polega&#263; na formalnej kolektywizacji, kt&#243;ra jedynie przemieszcza i w ostateczno&#347;ci wzmacnia t&#261; separacj&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Marks, ostry krytyk &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ideologii&lt;/i&gt; &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221;, znajduje si&#281; w jednej linii z polityk&#261; praw cz&#322;owieka, kiedy, stanowczo wyst&#281;puj&#261;c przeciwko tezie m&#243;wi&#261;cej o prostej odwrotno&#347;ci przekszta&#322;cenia w&#322;asno&#347;ci prywatnej w kolektywn&#261;, definiuje &#8222;wyw&#322;aszczenie wyw&#322;aszczycieli&#8221; jako generalne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;odnowienie indywidualnej w&#322;asno&#347;ci&lt;/i&gt; &#8222;na bazie&#8221; historycznej &#8222;socjalizacji&#8221; zrealizowanej przez kapitalistyczny spos&#243;b produkcji [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb22&quot; name=&quot;nh22&quot; id=&quot;nh22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[22] Zob. K. Marx, Capital, vol. I, trans. B. Nowkes, Vintage, New York (...)' &gt;22&lt;/a&gt;]
. Jednak dla Marksa &#8211; wiernego w tej kwestii teoretycznej tradycji socjalistycznej ideologii oraz jej krytyki pracy wyalienownej &#8211; jedynym dzia&#322;aniem, kt&#243;re realizuje podw&#243;jne uw&#322;aszczenie, siebie i rzeczy, jest wy&#322;&#261;cznie praca wytw&#243;rcza. My od tego czasu nauczyli&#347;my si&#281; rozpoznawa&#263; alienacj&#281; w konsumpcji i nawet alienacj&#281; w rozrywce... Z do&#347;wiadczenia wyw&#322;aszczania jednostek z obiekt&#243;w ich konsumpcji czy ich rozrywki mo&#380;emy wydedukowa&#263; koresponduj&#261;c&#261; z nim koncepcj&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;uw&#322;aszczenia&lt;/i&gt;. Z tej perspektywy by&#322;oby konieczne przemy&#347;le&#263; og&#243;ln&#261; koncepcje uw&#322;aszczenia, kt&#243;ra obejmowa&#322;aby wszystkie formy relacji &#8222;ja&#8221; do &#8222;rzeczy&#8221; (oraz relacje do &#8222;innych&#8221; za po&#347;rednictwem rzeczy), w stopniu, w jakim si&#281; to wyra&#380;a we w&#322;asno&#347;ci. Niew&#261;tpliwie takie uw&#322;aszczenie wychodzi poza prawnicze ramy i mo&#380;e by&#263; zrealizowane tylko jako instytucja &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;stylu &#380;ycia&lt;/i&gt;, stawiaj&#261;ca granice respektowania podzia&#322;u na publiczne i prywatne, prace i nie-prac&#281;, indywidualn&#261; i zbiorow&#261; konsumpcj&#281;. Jako takie, to w&#322;a&#347;nie nale&#380;a&#322;oby nazwa&#263; granic&#261; (do zbadania) polityki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ale dialektyka w&#322;asno&#347;ci musi by&#263; podj&#281;ta na nowo w jeszcze inny spos&#243;b. Nawet je&#347;li zosta&#322; osi&#261;gni&#281;ty kompromis pozwalaj&#261;cy na jej regulacje, konflikt pomi&#281;dzy przyczyn&#261; w&#322;asno&#347;ci prywatnej i przyczyn&#261; w&#322;asno&#347;ci publicznej czy pomi&#281;dzy &#8222;prawem w&#322;asno&#347;ci&#8221; i &#8222;prawem do zatrudnienia&#8221; b&#281;dzie zawsze postrzegany w kategoriach dualistycznych, tak jak gdyby mo&#380;liwa tu by&#322;a jedynie alternatywa. Dlatego te&#380; zapomniano, &#380;e same warunki tej opozycji zak&#322;adaj&#261; arbitraln&#261; decyzj&#281;: i&#380; ka&#380;dy obiekt, ka&#380;dy surowiec czy materia&#322; przetworzony, ka&#380;da naturalna czy sztuczna (czy nawet niematerialna) &#8222;rzecz&#8221; jest efektywnie mo&#380;liwa do zaw&#322;aszczenia (przez indywidua lub instytucje) w formie ekskluzywnego dysponowania. R&#243;wnie&#380; wbrew pewnym trudnym przypadkom &#8211; paradoksalnym &#8222;wyj&#261;tkom&#8221; &#8211; to, co mo&#380;emy nazwa&#263; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zasad&#261; powszechnego posiadania&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb23&quot; name=&quot;nh23&quot; id=&quot;nh23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[23] Albo w totalne branie w posiadanie: Besitznahme po niemiecku. Hegel (...)' &gt;23&lt;/a&gt;] rzeczy, kr&#243;lowa&#322;o dot&#261;d w spos&#243;b niekwestionowany i jawi&#322;o si&#281; jako nast&#281;pstwo ukonstytuowania si&#281; jednostek jako wolnych w&#322;a&#347;cicieli, ich realizowania si&#281; w w&#322;asno&#347;ci i poprzez ni&#261;.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Odk&#261;d tylko stare teologiczne czy te&#380; teologiczno-polityczne poj&#281;cia, takie jak boskie &#8222;wspania&#322;e kr&#243;lestwo&#8221; czy panowanie nad ca&#322;&#261; ziemi&#261;, straci&#322;y wszelkie znaczenie, co zrodzi&#322;o r&#243;&#380;ne problemy (i dzisiaj przechodzi dalsze komplikacje), a przede wszystkim problem zwi&#261;zany z mo&#380;liwo&#347;ci&#261; rozszerzaj&#261;cego rozwini&#281;cia owej idei powszechnego posiadania na sam&#261; osob&#281; ludzk&#261;, szczeg&#243;lnie kiedy ludzkie cia&#322;o, mo&#380;liwo&#347;&#263; &#347;wiadczenia przez nie us&#322;ug oraz jego zdolno&#347;ci w&#322;&#261;czaj&#261; si&#281; do obrotu towarowego. Jednak ju&#380; nigdy nie zosta&#322;a podniesiona kwestia, czy zasada powszechnego posiadania nie niesie ze sob&#261; wewn&#281;trznych ogranicze&#324;, to znaczy, czy nie istniej&#261; &#8222;obiekty&#8221;, kt&#243;re, ze swej natury, nie mog&#261; by&#263; zaw&#322;aszczone czy te&#380;, bardziej precyzyjnie: kt&#243;re mog&#261; by&#263; zaw&#322;aszczone, lecz &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;nie ca&#322;kowicie posiadane&lt;/i&gt;. Ale to jest faktycznie pytanie, kt&#243;re powstaje dzisiaj w centrum aporii w&#322;asno&#347;ci i kt&#243;rego reperkusje wydobywaj&#261; jego wewn&#281;trznie polityczny charakter, i to w taki spos&#243;b, &#380;e, retrospektywnie, czyni&#261; jasnym, i&#380; problem ten istnia&#322; zawsze, ale by&#322; t&#322;umiony albo marginalizowany [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb24&quot; name=&quot;nh24&quot; id=&quot;nh24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[24] Rozwa&#380;ania, kt&#243;re teraz nast&#261;pi&#261;, zawdzi&#281;czaj&#261; wiele przedstawionej jaki&#347; (...)' &gt;24&lt;/a&gt;]
.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kwestia ta pocz&#261;tkowo pojawia si&#281; negatywnie, przy okazji &#8222;ekologii&#8221; w szerokim sensie, to znaczy poprzez rozpoznanie szk&#243;d, kt&#243;re &#8222;produktywny&#8221; bilans ludzkiej pracy obracaj&#261; w &#8222;destruktywny&#8221; i ten nagle ujawnia, &#380;e korzystanie z natury nie jest podporz&#261;dkowane praktycznie &#380;adnemu prawu. Przez &#8222;natur&#281;&#8221; nale&#380;y tutaj rozumie&#263; dok&#322;adnie wszystkie niezaw&#322;aszczalne &#347;rodki, kt&#243;re s&#261; niezb&#281;dnym i nieusuwalnym komponentem ka&#380;dej &#8222;produkcji&#8221;, ka&#380;dej &#8222;konsumpcji&#8221; i ka&#380;dej &#8222;rozrywki&#8221;. Ich egzystencja jest odnotowywana jedynie wtedy, gdy nast&#281;puje ich brak (w wyniku potencjalnego czy trwaj&#261;cego wyczerpania pewnych podstawowych &#8222;surowc&#243;w&#8221;) czy te&#380; kiedy s&#261; one przetwarzane w odpady niemo&#380;liwe do usuni&#281;cia albo te&#380; kiedy produkcja skutkuje efektami zdolnymi zagrozi&#263; &#380;yciu jednostek i &#380;yciu ludzko&#347;ci, kt&#243;rych to efekt&#243;w nie s&#261; w stanie kontrolowa&#263; ani naprawia&#263; w&#322;a&#347;ciciele ich &#8222;przyczyn&#8221;, nawet je&#347;li owi w&#322;a&#347;ciciele s&#261; supermocarstwami czy wielonarodowymi konglomeratami o &#347;wiatowym zasi&#281;gu... Tutaj wi&#281;c w&#322;a&#347;nie powstaje konieczno&#347;&#263; zinstytucjonalizowania i, przede wszystkim, wyobra&#380;enia sobie mo&#380;liwo&#347;&#263; kontroli wykorzystania pewnych surowc&#243;w czy pewnych &#8222;uniwersalnych&#8221; d&#243;br, a nast&#281;pnie nadania jej prawnych podstaw w poj&#281;ciu takim jak &#8222; wsp&#243;lne dziedzictwo ludzko&#347;ci&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb25&quot; name=&quot;nh25&quot; id=&quot;nh25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[25] Zob. R.-J. Dupuy, La communaut&#233; internationale entre le mythe et (...)' &gt;25&lt;/a&gt;] .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ale czym&#380;e jest to poj&#281;cie, jak nie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;powrotem wspania&#322;ego kr&#243;lestwa&lt;/i&gt; [Bo&#380;ego], z t&#261; jedn&#261; r&#243;&#380;nic&#261;, &#380;e nie ma ono teologicznej podstawy, &#380;e nie jest ju&#380; atrybutem osoby transcenduj&#261;cej prawa i &#380;ycie polityczne, ale jest konstytuowane na &#347;wiecki czy te&#380; immanentny spos&#243;b przez za&#322;o&#380;one u podstaw porozumienie samych ludzi. Wsp&#243;lne dziedzictwo ludzko&#347;ci jest zatem, dok&#322;adnie inaczej ni&#380; pieni&#261;dze, tym, co mo&#380;e by&#263; nazwane, parodiuj&#261;c Marksa, &#8222;powszechn&#261; nieekwiwalentno&#347;ci&#261;&#8221;. Wsp&#243;lnym dziedzictwem nie jest bowiem ani w&#322;asno&#347;&#263; prywatna, ani publiczna, ani kolektywna, tylko powszechna w&#322;asno&#347;&#263; &#8222;bez podmiotu&#8221; czy bez jakiegokolwiek podmiotu poza fikcyjnym podmiotem zjednoczonej ludzko&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb26&quot; name=&quot;nh26&quot; id=&quot;nh26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[26] Dupuy m&#243;wi w tym wypadku o &#8222;konfliktowej wsp&#243;lnocie&#8221;. &#8222;Podmiot&#8221; staje si&#281; (...)' &gt;26&lt;/a&gt;] , fikcj&#261;, kt&#243;ra jest doskonale &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;realna&lt;/i&gt; od momentu, gdy sta&#322;a si&#281; warunkiem jakiegokolwiek zaw&#322;aszczania i jest t&#322;umaczona przez restryktywne ograniczenia na&#322;o&#380;one na prywatn&#261; czy publiczn&#261; w&#322;asno&#347;&#263;, pojmowane jako wy&#322;&#261;czne prawo dysponowania. W tym sensie w&#322;asno&#347;&#263; powszechna stanowi zatem niew&#261;tpliwie ograniczenie &#8222;prawa w&#322;asno&#347;ci&#8221; w imieniu zewn&#281;trznych etycznych, ekonomicznych czy politycznych zasad. Niemniej jednak, b&#281;d&#261;c daleko od reprezentowania rozszerzonego zastosowania zasady totalnego posiadania, poj&#281;cie to w swym przeciwie&#324;stwie wyznacza tylko jej granic&#281;: niemo&#380;liwo&#347;&#263; podporz&#261;dkowania wszystkiego prawu wy&#322;&#261;cznej w&#322;asno&#347;ci. Nie ma ona nic wsp&#243;lnego z publicznym zaw&#322;aszczaniem, z narodow&#261; b&#261;d&#378; ponadnarodow&#261; w&#322;asno&#347;ci&#261; pa&#324;stwow&#261;, w kt&#243;rej warunkach &#8222;spo&#322;eczna&#8221; w&#322;adza mo&#380;e w spos&#243;b &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wy&#322;&#261;czny&lt;/i&gt; dysponowa&#263; pewnymi dobrami. Reprezentowa&#322;aby raczej form&#281;, w kt&#243;rej w&#322;asno&#347;&#263; mo&#380;e si&#281; stawa&#263; jeszcze raz w&#322;a&#347;ciwie &#8222;niezbywalna&#8221; dla &#8222;cz&#322;owieka&#8221;, w rozumieniu zar&#243;wno jednostki, jak i wsp&#243;lnoty.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To jest aspekt negatywny. Powinni&#347;my jednak odnotowa&#263;, &#380;e jest to &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;samoograniczenie&lt;/i&gt; w&#322;asno&#347;ci, o kt&#243;rej tu mowa, i &#380;e mo&#380;e ono by&#263; tylko rezultatem spo&#322;ecznego uk&#322;adu si&#322; i ich instytucjonalnej mediacji &#8211; i w ten spos&#243;b pojawia si&#281; natychmiast aspekt pozytywny. Co wi&#281;cej, to, o czym m&#243;wimy, to rzeczywi&#347;cie w&#322;asno&#347;&#263;, moment zaw&#322;aszczania rzeczy; ale ta w&#322;asno&#347;&#263; polega na regulacji ludzkiego oddzia&#322;ywania na &#8222;natur&#281;&#8221; &#8211; czy jeszcze lepiej, polega ona na wzajemnej kontroli wsp&#243;lnej aktywno&#347;ci ludzi (czy te&#380; grup ludzi) oddzia&#322;uj&#261;cych na natur&#281;. Rzeczywist&#261; tre&#347;ci&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;uniwersalnej&lt;/i&gt; w&#322;asno&#347;ci przyrody nie jest nic innego jak uniwersalna polityka mediacji interes&#243;w i cel&#243;w publicznej i prywatnej w&#322;asno&#347;ci. Coraz bardziej i bardziej ujawnia si&#281;, &#380;e nie mo&#380;e to by&#263; osi&#261;gni&#281;te za pomoc&#261; &#347;rodk&#243;w jednostronnych czy autorytarnych. W ko&#324;cu mo&#380;e ona potencjalnie zawiera&#263; nowe praktyki polityczne, przekraczanie przez demokracj&#281; w&#322;asnych granic (i wielu barier), poniewa&#380; nie mo&#380;e istnie&#263; bez partycypacji b&#261;d&#378; wk&#322;adu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wszystkich&lt;/i&gt; &#8222;w&#322;a&#347;cicieli&#8221;, nawet najbiedniejszych i najbardziej uciskanych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Om&#243;wi&#322;em do pewnego stopnia kwesti&#281;, kt&#243;ra dotyka wielu debat, ale bez rozwijania jej dla niej samej. Chcia&#322;bym na koniec wskaza&#263; na inne podej&#347;cie, za pomoc&#261; kt&#243;rego pojawia si&#281; dzisiaj prawdziwe rozpoznanie w&#322;asno&#347;ci uniwersalnej, a mianowicie efekty &#8222;mechanizacji inteligencji&#8221;, nieod&#322;&#261;czne od upowszechnienia &#347;rodk&#243;w komunikacji. W rzeczywisto&#347;ci aktywno&#347;&#263; intelektualna, albo lepiej: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;aspekt intelektualny&lt;/i&gt; ludzkiej aktywno&#347;ci, kt&#243;ry towarzyszy ca&#322;ej technologii i ca&#322;ej kulturze, zawsze by&#322; w relacji sprzeczno&#347;ci do w&#322;asno&#347;ci prywatnej. Ka&#380;de zaw&#322;aszczanie zak&#322;ada intelektualn&#261; aktywno&#347;&#263;, co przejawia si&#281; przez uczenie regu&#322;, znajomo&#347;&#263; technik, wymian&#281; informacji etc. Ale &#8222;materia&#322;&#8221; tej aktywno&#347;ci (czy b&#281;dzie ona nazywana &#8222;ideami&#8221;, &#347;wiadomo&#347;ci&#261;&#8221;, &#8222;wiedz&#261;&#8221;, czy &#8222;dyskursem&#8221;) jest w takim stopniu transindywidualny, &#380;e umyka ekskluzywnej w&#322;asno&#347;ci lub te&#380; zawsze niesie ze sob&#261; cho&#263;by nie-ekskluzywne pozosta&#322;o&#347;ci. W zawarto&#347;ci poj&#281;cia &#8222;ekskluzywnej wiedzy&#8221;, prywatnego czy publicznego &#8222;monopolu&#8221; wiedzy, znajdujemy sprzeczno&#347;&#263; sam&#261; w sobie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb27&quot; name=&quot;nh27&quot; id=&quot;nh27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[27] Zob. &#201;. Balibar, Intellectuels, id&#233;ologues, id&#233;ologie, &#8222;Raison pr&#233;sente&#8221; (...)' &gt;27&lt;/a&gt;]. Ta przeszkoda w posiadaniu mo&#380;e by&#263; niemniej jednak obchodzona na r&#243;&#380;ne sposoby, kt&#243;re s&#261; w r&#243;wnym stopniu zwi&#261;zane z relacjami dominacji i z technicznymi wynalazkami: tym wi&#281;c, co staje si&#281; obiektem w&#322;asno&#347;ci, s&#261; &#347;rodki tej aktywno&#347;ci albo jej komunikacji (radiowe i telewizyjne sieci, prasa, domy wydawnicze, ale tak&#380;e szko&#322;y, biblioteki, centra badawcze, nawet maszyny do pisania...) i jej produkty (podporz&#261;dkowane systemowi praw autorskich czy publicznej dystrybucji). Jednak&#380;e techniki pomocy my&#347;li i komunikacji globalnej w &#8222;realnym czasie&#8221; sprawiaj&#261;, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; tych narz&#281;dzi staje si&#281; nieoperacyjna. Powoduj&#261; one r&#243;wnie&#380; wzrost ilo&#347;ci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;tego, co nie mo&#380;e by&#263; posiadane ani opanowane&lt;/i&gt;, co nie k&#322;adzie kresu zaw&#322;aszczaniu, lecz staje si&#281; jego warunkiem. Dane i metody s&#261; niepowstrzymanie &#8222;rozsiewane&#8221;; &#8222;rodow&#243;d&#8221; rezultat&#243;w naukowych i technologicznych bada&#324; nie da si&#281; d&#322;u&#380;ej okre&#347;li&#263; w ekskluzywnym stylu &#8211; nie mo&#380;e r&#243;wnie&#380;, jako konsekwencja, by&#263; tak okre&#347;lana w&#322;asno&#347;&#263; obiekt&#243;w, kt&#243;re zawieraj&#261; w sobie wielkie ilo&#347;ci skrystalizowanej wiedzy. R&#243;&#380;ne jednostki do&#347;wiadczaj&#261; tej sytuacji, kt&#243;ra ponownie stawia pod znakiem zapytania to, co Paul Henry nazwa&#322; &#8222;postulatem indywidualno&#347;ci procesu my&#347;lenia&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb28&quot; name=&quot;nh28&quot; id=&quot;nh28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[28] P. Henry, On ne remplace pas un cerveau par une machine, [w:] (...)' &gt;28&lt;/a&gt;] , zar&#243;wno jako dyspozycji, jak i wyzwolenia. Wielcy kolektywni w&#322;a&#347;ciciele (firmy, pa&#324;stwa) uwa&#380;aj&#261; to zjawisko za zagro&#380;enie, co sprawia, &#380;e pr&#243;buj&#261; kontrolowa&#263; jego efekty poprzez reintrodukcj&#281; monopolistycznych i sekretnych praktyk, po&#322;&#261;czonych z praktykami ekskluzywnego szkolenia i rozwojem pracowniczej &#8222;lojalno&#347;ci&#8221; dla jednostek, kt&#243;re s&#261; nosicielami wiedzy albo agentami jej wykorzystania b&#261;d&#378; przekazywania etc.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak mogli&#347;my tutaj zn&#243;w zaobserwowa&#263;, problem jest czysto polityczny: aby posiada&#263;, konieczne jest, aby &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wiedzie&#263;&lt;/i&gt;, ale &#380;eby wiedzie&#263;, niezb&#281;dne jest zintegrowanie w kosmopolitycznych instytucjach, kt&#243;re s&#261; coraz to mniej i mniej &#8222;od&#322;&#261;czone&#8221; (jak powiedzia&#322;by Arystoteles) od sieci machiny komunikacyjnej i rozdarte napi&#281;ciem pomi&#281;dzy tworzeniem podzia&#322;&#243;w a otwarto&#347;ci&#261;, autorytaryzmem i demokracj&#261;. Staje si&#281; zatem niemo&#380;liwe w praktyce, a r&#243;wnie&#380; coraz trudniejsze do wyobra&#380;enia w teorii, aby postawi&#263; po jednej stronie prawo w&#322;asno&#347;ci, kt&#243;re dotyczy&#322;oby tylko rzeczy, b&#261;d&#378; te&#380; jednostki zajmuj&#261;ce si&#281; &#8222;administracj&#261; rzeczami&#8221; (wraz z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;societas rerum&lt;/i&gt; s&#281;dzi&#243;w staro&#380;ytno&#347;ci), a po drugiej stronie sfer&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;vita activa&lt;/i&gt; (Hannah Arendt), kt&#243;ra by&#322;aby sfer&#261; &#8222;w&#322;adzy cz&#322;owieka nad cz&#322;owiekiem&#8221; oraz obowi&#261;zk&#243;w cz&#322;owieka wzgl&#281;dem cz&#322;owieka, sfer&#261; tworzenia &#8222;opinii publicznej&#8221; i konfliktu ideologii. W&#322;asno&#347;&#263; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;dominium&lt;/i&gt;) przywraca dominacj&#281; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;imperium&lt;/i&gt;). Administrowanie rzeczami prowadzi ponownie do rz&#261;dzenia lud&#378;mi (o ile w og&#243;le kiedykolwiek je zostawi&#322;o). &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Forma&lt;/i&gt;, w jakiej &#8222;intelektualna w&#322;asno&#347;&#263; ludzko&#347;ci&#8221; zostaje zinstytucjonalizowana, poddana kontroli, dystrybuowana i rozwijana, staje si&#281; warunkiem ka&#380;dego grupowego chwilowego, lokalnego dysponowania jej obiektami i produktami. Niech nie b&#281;dzie tu &#380;adnych nieporozumie&#324;: pojawianie si&#281; w&#322;asno&#347;ci uniwersalnej, w jej r&#243;&#380;nych formach, w &#380;aden spos&#243;b nie k&#322;adzie kresu &#380;adnym istniej&#261;cym formom w&#322;asno&#347;ci, pomi&#281;dzy kt&#243;re, od pocz&#261;tku epoki nowoczesnej, rozdzielone s&#261; obiekty mog&#261;ce by&#263; przedmiotem posiadania. Nie k&#322;adzie r&#243;wnie&#380; kresu otaczaj&#261;cym w&#322;asno&#347;&#263; antagonizmom politycznym, polaryzuj&#261;cym &#380;ycie spo&#322;eczne, kiedy kolejne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zastrze&#380;enia&lt;/i&gt; wobec prywatnej w&#322;asno&#347;ci s&#261; afirmowane: prawo do egzystencji i prawo do zatrudnienia, jako warunek ich efektywno&#347;ci, wo&#322;aj&#261; o to, aby ca&#322;o&#347;&#263; b&#261;d&#378; te&#380; cz&#281;&#347;&#263; prawa w&#322;asno&#347;ci zosta&#322;a przeniesiona na pa&#324;stwo. Antagonizmy te pokazuj&#261;, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ca&#322;e&lt;/i&gt; &#8222;prawo w&#322;asno&#347;ci&#8221; [property law], kt&#243;re dzieli w&#322;asno&#347;&#263; na publiczn&#261; i prywatna domen&#281; i przez to reguluje w okre&#347;lony spos&#243;b hierarchiczne relacje mi&#281;dzy w&#322;asno&#347;ci&#261;, prac&#261;, spo&#322;ecznym bezpiecze&#324;stwem i &#347;rodowiskiem, w spos&#243;b zdeterminowany bazuje na okre&#347;lonej dystrybucji w&#322;adzy. Natomiast tym, co ukazuj&#261; wsp&#243;&#322;czesne debaty dotycz&#261;ce wsp&#243;lnego dziedzictwa ludzko&#347;ci czy monopolu na informacje (i technologi&#281;), s&#261; wewn&#281;trzne ograniczenia zasady ca&#322;kowitego posiadania. Wywo&#322;uj&#261; one jako reperkusj&#281; &#8222;og&#243;lne&#8221; pojmowanie prawa w&#322;asno&#347;ci, kt&#243;re fundamentalnie, we wszystkich swych wymiarach, pozostaje procesem mi&#281;dzy-
&lt;br /&gt; jednostkowym. Jakikolwiek by&#322;by mechanizm rozdzia&#322;u d&#243;br, indywidualny czy wsp&#243;lnotowy, wynika st&#261;d &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ju&#380; zawsze polityka&lt;/i&gt; w rozdziale na lub mediacji pomi&#281;dzy r&#243;&#380;nymi formami w&#322;asno&#347;ci, z kt&#243;rych &#380;adna nie jest w stanie wyeliminowa&#263; innych. Tak wi&#281;c w pewnym sensie r&#243;wnie&#380; sama polityka jest ni-czym innym jak permanentn&#261; mediacj&#261; mi&#281;dzy tymi r&#243;&#380;nymi formami w&#322;asno&#347;ci, prywatn&#261; i publiczn&#261;, ekskluzywn&#261; i nie-ekskluzywn&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;stawanie-si&#281;-polityczn&#261;&lt;/i&gt; przez w&#322;asno&#347;&#263;, bez czego nie mog&#322;aby ona by&#263; faktycznie traktowana jako jedno z &#8222;praw cz&#322;owieka&#8221; (poniewa&#380; nigdy nie implikowa&#322;aby &#8222;praw obywatela&#8221;), zacz&#281;&#322;o si&#281; ju&#380; w chwili, kiedy jej dystrybucja okazuje si&#281; kluczem do dystrybucji &#347;rodk&#243;w egzystencji i samej pracy (poniewa&#380; ta ostatnia nie jest tylko &#347;rodkiem egzystencji, ale tak&#380;e &#347;rodkiem zdobywania na przyk&#322;ad godno&#347;ci osobistej czy &#8222;niezale&#380;no&#347;ci&#8221; i w zwi&#261;zku z tym &#8211; &#347;rodkiem pozwalaj&#261;cym na wydostanie si&#281; spod stanu spo&#322;ecznej &#8222;kurateli&#8221;). Potwierdza si&#281; to, kiedy poj&#281;cie &#8222;uniwersalnej w&#322;asno&#347;ci&#8221;, poprzez narzucenie ogranicze&#324; na zasad&#281; ca&#322;kowitego posiadania, otwiera si&#281; na aktywne obywatelstwo jako warunek skutecznego zaw&#322;aszczania przyrody. Wci&#261;&#380; jednak, dop&#243;ki poj&#281;cie to jest postrzegane tylko negatywnie, jako symptom impotencji (chyba &#380;e poprzez inwersj&#281; projektowana jest w nowego rodzaju mistycyzm natury &#8211; co wydaje si&#281; niebezpiecze&#324;stwem niekt&#243;rych ze wsp&#243;&#322;czesnych doktryn ekologicznych), jeste&#347;my zmuszeni m&#243;wi&#263; nie tylko o blokadzie, konflikcie czy antagonizmie, ale o prawdziwej aporii polityki. I nie mo&#380;emy dzisiaj stwierdzi&#263;, &#380;e znale&#378;li&#347;my nasz&#261; drog&#281; wyj&#347;cia z tej aporii; mo&#380;emy jedynie powiedzie&#263;, &#380;e sama si&#281; ona nam narzuca, tak, &#380;e je&#347;li jest ignorowana &#8211; dalej jest, je&#347;li za&#347; b&#281;dzie st&#322;umiona &#8211; nie b&#281;dzie wi&#281;cej polityki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;...By&#263; mo&#380;e ja&#347;niej teraz wida&#263;, w jakim sensie my&#347;la&#322;em, &#380;e mo&#380;na powiedzie&#263;, i&#380; w&#322;a&#347;ciwa definicja praw cz&#322;owieka, kt&#243;ra okre&#347;la ich polityk&#281;, nie mo&#380;e by&#263; oderwana od historii, kt&#243;ra w pewnym sensie jest w&#322;a&#347;nie histori&#261; &#8222;natury ludzkiej&#8221;, czy, je&#347;li preferowany jest inny s&#322;ownik, &#8222;stosunk&#243;w spo&#322;ecznych&#8221;. W rzeczywisto&#347;ci jedynym s&#322;ownikiem, jaki jest tutaj naprawd&#281; odpowiedni, jest s&#322;ownik polityki. Dlatego w&#322;a&#347;nie pozwol&#281; sobie na podsumowanie przez powiedzenie, &#380;e polityka praw cz&#322;owieka idzie do granic demokracji i prowadzi demokracj&#281; do jej granic, aby je rozszerzy&#263; do tych obszar&#243;w, kt&#243;rych nie by&#322;aby ona nigdy w stanie podbi&#263; czy te&#380; zaj&#261;&#263; w wyniku aprobaty prawniczych gwarancji dla praw cywilnych i obywatelskich. Jakkolwiek wa&#380;ne mog&#261; to by&#263; cele, polityka praw cz&#322;owieka musi, po to, by osi&#261;gn&#261;&#263; je w danym momencie historycznym, rozszerzy&#263; prawa cz&#322;owieka albo ewentualnie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wynale&#378;&#263;&lt;/i&gt; je jako prawa obywatela (co implikuje ich konceptualizacj&#281;, deklaracj&#281; i ich wprowadzenie).&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ta operacja wynalezienia praw czy te&#380; ci&#261;g&#322;ego wprawiania ich historii na powr&#243;t w ruch, bez czego koncepcja polityki praw cz&#322;owieka w mocnym sensie jest bez znaczenia, jest z definicji &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ryzykown&#261;&lt;/i&gt; operacj&#261;. Niesie ze sob&#261; ryzyko intelektualne, ale tak&#380;e praktyczne, a nawet egzystencjalne. Zak&#322;ada ona zawsze, czy si&#281; to komu podoba, czy nie, &#380;e istniej&#261;cy porz&#261;dek spo&#322;eczny zosta&#322; zakwestionowany, nawet je&#347;li b&#281;dzie to demokratyczny i prawny porz&#261;dek konstytucyjnego pa&#324;stwa, kt&#243;ry, w pewnych granicach i w pewnym polu, instytucjonalizuje wolno&#347;&#263; i r&#243;wno&#347;&#263;. Musimy nie ba&#263; si&#281;, po raz kolejny u&#380;y&#263; tego terminu: zak&#322;ada to akt insurekcji, w sensie, w jakim insurekcja (kt&#243;ra jest czym&#347; wi&#281;cej ni&#380; rewolt&#261; i wszystkim, tylko nie w rebeli&#261;) przeciwstawiona jest stabilno&#347;ci konstytucji, co wi&#281;cej &#8211; przygotowuje j&#261; i funduje. W insurekcji, nawet b&#281;d&#261;cej pod kontrol&#261;, pozbawionej przemocy, stawk&#261; jest konieczno&#347;&#263; i ryzyko nie tylko popularnej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;najwy&#380;szej w&#322;adzy&lt;/i&gt;, ale przede wszystkim, jeszcze raz, popularno&#347;&#263; w&#322;adzy. Taka jest w ko&#324;cu aporia czy w ka&#380;dym razie trudno&#347;&#263; polityki praw cz&#322;owieka: ryzyko rozchwiania w&#322;adzy, kt&#243;ra tworzy i odwo&#322;uje konstytucyjne prawa poprzez wynajdywanie nowych praw albo rozszerzanie istniej&#261;cych, w ramach demokratycznego porz&#261;dku. Jest to ryzyko, kt&#243;re pojawia si&#281;, kiedy ju&#380; sta&#322;o si&#281; jasne, &#380;e proste &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przystosowanie praw&lt;/i&gt; do r&#243;&#380;nych &#8222;ewolucji spo&#322;ecze&#324;stwa&#8221; (ewolucji rynku, technologii i si&#322; wytw&#243;rczych, moralno&#347;ci, wierze&#324; etc.) jest niemo&#380;liwe. Jest to ryzyko kolektywnego b&#322;&#281;du z nie&#172;sko&#324;czenie wi&#281;kszymi konsekwencjami ni&#380; te, kt&#243;re m&#243;g&#322;by przynie&#347;&#263; b&#322;&#261;d jakiejkolwiek jednostki. Jest to ryzyko mo&#380;liwo&#347;ci bycia zmuszonym do konfrontacji z wielorakimi formami przemocy &#8222;broni&#261;cego si&#281;&#8221; ustanowionego porz&#261;dku, a tak&#380;e, co jest niew&#261;tpliwie nawet trudniejsze, zmuszonym do konfrontacji z konsekwencjami i efektami &#8222;kontrprzemocy&#8221;, w kt&#243;rej tak wiele rewolucyjnych wysi&#322;k&#243;w zosta&#322;o straconych (co oznacza, &#380;e mo&#380;liwo&#347;ci te s&#261; w spos&#243;b tragiczny niesko&#324;czenie blisko siebie i niesko&#324;czenie daleko od polityki praw cz&#322;owieka). Ale jest to ryzyko, bez kt&#243;rego ka&#380;de prawo, nawet prawo ludzi do istnienia, bezpiecze&#324;stwa i pomy&#347;lno&#347;ci, mo&#380;e by&#263; bezpowrotnie stracone [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb29&quot; name=&quot;nh29&quot; id=&quot;nh29&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[29] Do tej kwestii b&#281;d&#281; musia&#322; jeszcze powr&#243;ci&#263;: w sensie jej tre&#347;ci, jej (...)' &gt;29&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Z j&#281;zyka angielskiego prze&#322;o&#380;y&#322;&lt;/i&gt; JERZY KOCHAN&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh1&quot; name=&quot;nb1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] Jest to fragment ksi&#261;&#380;ki Masses, Classes and Ideas, Routledge, New York 1994, s. 205&#8211;226. Jak pisze autor, podstaw&#261; przedstawianej rozprawy o polityce praw cz&#322;owieka by&#322;y wyk&#322;ady wyg&#322;oszone w lipcu 1991 roku w Instytucie Francuskim w Santiago i na Uniwersytecie Playa Ancha w Valparaiso w Chile. Redakcja &#8222;Nowej Krytyki&#8221; sk&#322;ada wielkie podzi&#281;kowania prof. Bali&#172;barowi za zgod&#281; na przek&#322;ad i druk jego tekstu, a jednocze&#347;nie przekazuje czytelnikom uwag&#281; autora, kt&#243;ry przypomina, &#380;e prezentowany tekst odzwierciedla jego pogl&#261;dy z pocz&#261;tku lat dziewi&#281;&#263;-dziesi&#261;tych ubieg&#322;ego wieku i &#380;e uleg&#322;y one od tego czasu w spos&#243;b naturalny pewnej ewolucji. Dodajmy jeszcze, &#380;e wszelkie wstawki w tek&#347;cie pochodz&#261;ce od t&#322;umacza uj&#281;te s&#261; w nawias kwadratowy [przyp. red.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh2&quot; name=&quot;nb2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] Spo&#347;r&#243;d znacz&#261;cych wyj&#261;tk&#243;w konieczne jest oczywi&#347;cie przywo&#322;anie tekstu, kt&#243;rego auto&#172;rem jest Claud Lefort, Politics and Human Rights, [w:] The Political Form sof Modern Society, ed. John B. Thompson, Mass.: The MIT Press, Cambridge 1986, s. 239&#8211;272.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh3&quot; name=&quot;nb3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] M. Gauchem, La R&#233;volution des droits de l'Homle, Gallimard, Paris 1989, s. xxv: &#8222;imperatyw praw cz&#322;owieka od&#322;&#261;czy&#322; si&#281; ostatecznie od form polityki&#8221; (podkr. &#8211; &#201;.B.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh4&quot; name=&quot;nb4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] &#8222;Aktualnie istniej&#261;cy socjalizm&#8221; to w tradycji polskiej terminologii &#8222;realnie istniej&#261;cy socjalizm&#8221;. Nie by&#322; to jednak &#8211; jak s&#261;dzi Balibar &#8211; termin upodobany przez, jak pisze, re&#380;imy, kt&#243;re same siebie tak nazywa&#322;y. Jego historia jest bardziej skomplikowana. Stwierd&#378;my na pocz&#261;tku, &#380;e upadek system&#243;w spo&#322;ecznych &#8222;realnego socjalizmu&#8221; nast&#261;pi&#322; po proklamowaniu w latach 70. XX w. budowy, zbudowania lub nawet przekroczenia rozwini&#281;tego spo&#322;ecze&#324;stwa socjalistycznego. Termin &#8222;realny socjalizm&#8221; pochodzi z j&#281;zyka zachodnioniemieckiej lewicy, kt&#243;ra w ten spos&#243;b podkre&#347;la&#322;a sw&#243;j zdystansowany i ironiczny stosunek do kraj&#243;w realnego socjalizmu (zw&#322;aszcza socjalistycznej Niemieckiej Republiki Demokratycznej), kt&#243;rych rzeczywisto&#347;&#263; spo&#322;eczna odbiega&#322;a od klasycznych modeli teoretycznych spo&#322;ecze&#324;stwa socjalistycznego. Termin &#8222;realny socjalizm&#8221; mia&#322; wi&#281;c wyd&#378;wi&#281;k krytyczny i by&#322; oficjalnie odrzucany w krajach socjalistycznych. Jednak&#380;e by&#322; r&#243;wnie&#380; przejmowany w tych krajach przez, nielicznych co prawda, lewicowych krytyk&#243;w stosunk&#243;w spo&#322;ecznych realnego socjalizmu staj&#261;c si&#281; skr&#243;tow&#261; form&#261; dyskredytacji triumfalnych deklamacji o stworzeniu socjalizmu czy wy&#380;szej fazy socjalizmu, tj. rozwini&#281;tego spo&#322;ecze&#324;stwa socjalistycznego. W ich mniemaniu wszystkie te kraje pozostawa&#322;y w tzw. okresie przej&#347;ciowym od kapitalizmu do socjalizmu i w &#380;adnym z nich nie powsta&#322;o jeszcze spo&#322;ecze&#324;stwo socjalistyczne, nie m&#243;wi&#261;c ju&#380; o komunistycznym [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh5&quot; name=&quot;nb5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] Zob. E.P. Thompson et al., Exterminism and Cold War, Verso, London 1982 (w&#322;&#261;czaj&#261;c m&#243;j w&#322;asny udzia&#322; w debacie lat 1981&#8211;1982, The Long March for Peace, s. 135&#8211;152).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh6&quot; name=&quot;nb6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] Direci&#243;n Nacional de Inteligencia &#8211; chilijska tajna policja od 1974 do 1977 r. [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh7&quot; name=&quot;nb7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 7&quot;&gt;7&lt;/a&gt;] Zob. I. Terray, La politiquue dans la cavarne, &#201;ditions du Seul, Paris 1990.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh8&quot; name=&quot;nb8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8&quot;&gt;8&lt;/a&gt;] Mog&#281; tylko zgodzi&#263; si&#281; ze sformu&#322;owaniami Clouda Leforta w tym zasadniczym punkcie: prawa cz&#322;owieka &#8222;przekraczaj&#261; ka&#380;d&#261; dok&#322;adn&#261; formu&#322;&#281; im nadawan&#261;; oznacza to, &#380;e ich sformu&#322;owanie zawiera w sobie &#380;&#261;danie ich przeformu&#322;owania, albo &#380;e nabyte prawa s&#261; w spos&#243;b konieczny wywo&#322;ywane do wspierania nowych praw... Demokratyczne pa&#324;stwo wykracza poza granice tradycyjnie przypisane do pa&#324;stwa prawa [&#233;tate de droit]. Testuje ono prawa, kt&#243;re jeszcze nie zosta&#322;y przez nie inkorporowane...&#8221; (C. Lefort, Politics and Human Rights..., op.cit., s. 258).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh9&quot; name=&quot;nb9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 9&quot;&gt;9&lt;/a&gt;] Zob. &#201;. Balibar, Spinoza et la politique, PUF, Paris 1985; A. Negri, The Savage Anomaly: The Power of Spinoza's Metaphysics and Politics, trans. M. Hardt, University of Minnesota Press, Minneapolis 1991.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh10&quot; name=&quot;nb10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 10&quot;&gt;10&lt;/a&gt;] K. Marx, Provisional Rules of the International Association of Working Men (1864), [w:] The First International and After, ed. David Fernbach, Vintage, New York 1974, s. 82.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh11&quot; name=&quot;nb11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 11&quot;&gt;11&lt;/a&gt;] Zob. tak&#380;e J. Rancierre, Les usages de la democratic, [w:] Aux boids du politique, Osiris, Paris 1990, s. 62: &#8222;W ten spos&#243;b w&#322;a&#347;nie wyprowadzana jest praca nad r&#243;wno&#347;ci&#261;, kt&#243;ra nie mo&#380;e by&#263; nigdy po prostu stworzonym przez innych &#380;&#261;daniem czy presj&#261;, ale musi by&#263; zawsze, w tym samym czasie, do&#347;wiadczeniem danym ka&#380;demu. Oto, co oznacza emancypacja. Emancypacja jest opuszczeniem kurateli. Ale nikt nie opuszcza spo&#322;ecznej kurateli inaczej jak osobi&#347;cie...&#8221;. Mog&#322;oby by&#263; interesuj&#261;ce przedyskutowanie tego odwr&#243;cenia etymologicznego znaczenia terminu emancypacja (kt&#243;ry przyszed&#322; z prawa rzymskiego). Tak&#380;e i wtedy, gdy bierze si&#281; pod uwag&#281; &#8211; tak jak wcze&#347;niej robotnik&#243;w &#8211; kobiety. Zob. Elizabeth G. Sledziewski, Revolution fran&#231;aise: le tourant, [w:] Historie des femmes ert occident, red. G. Duby, M. Perrot, Pion, Paris 1991, s. 49: &#8222;[...] zintegrowanie kobietobywateli z cia&#322;em politycznym uczyni&#322;o z nich tw&#243;rc&#243;w decyzji [decision-makers], aktywne podmioty rewolucji na r&#243;wni z m&#281;&#380;czyznami: pomys&#322; b&#281;d&#261;cy dla wielu w owych czasach nie do zniesienia. Z drugiej strony &#8211; idea tworzenia przez m&#281;&#380;czyzn praw cywilnych, kt&#243;re emancypuj&#261; kobiet&#281;, jest bardziej uspakajaj&#261;ca, poniewa&#380; w tym wypadku kobiety pozostaj&#261; wci&#261;&#380; w roli obiektu...&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh12&quot; name=&quot;nb12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 12&quot;&gt;12&lt;/a&gt;] P.-J. Proudhon, What is Property? An Inquiry into the Principle of Right and of Govern-ment (1840), trans. B.R. Drucker, Dover, New York 1970, s. 44&#8211;53.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh13&quot; name=&quot;nb13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 13&quot;&gt;13&lt;/a&gt;] Jest jasne, &#380;e ka&#380;dy wsp&#243;&#322;tworzy deklaracj&#281; Roku I (1793) i Roku III (1795) na sw&#243;j spos&#243;b, motywowany r&#243;&#380;nymi intencjami, co wprowadza natychmiast do gry poj&#281;cia d&#243;br, dochod&#243;w, pracy, przemys&#322;u, s&#322;u&#380;by, zatrudnienia, produkcji, porz&#261;dku spo&#322;ecznego...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh14&quot; name=&quot;nb14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 14&quot;&gt;14&lt;/a&gt;] Zob. F. Gautier, Triomphe et mort du droit naturel en R&#233;volution 1789&#8211;1795&#8211;1802, PUF, Paris 1992, kt&#243;ra szczeg&#243;lnie przypomina, jak, poczynaj&#261;c od roku 1789, proklamacja prawa wojennego jest zwi&#261;zana z obron&#261; wolno&#347;ci ekonomicznej przeciwko popularnym &#380;&#261;daniom d&#243;br niezb&#281;dnych do utrzymania. Z drugiej strony, stan&#261;wszy wobec &#8222;nowego despotyzmu&#8221; bogatych, Robespierre daje &#8222;pierwsze teoretyczne przedstawienie naturalnego i uniwersalnego prawa do egzystencji i detonuje sprzeczno&#347;&#263; mi&#281;dzy wolno&#347;ci&#261; polityczn&#261; i naturalnym prawem prywatnej w&#322;asno&#347;ci d&#243;br materialnych&#8230; przedstawia (on) jasno drog&#281;, na kt&#243;rej w&#322;a&#347;ciciele ustawiaj&#261; si&#281; w sprzecz-no&#347;ci do Deklaracji-Konstytucji poprzez zaw&#281;&#380;enie generalnej idei w&#322;asno&#347;ci tylko do d&#243;br materialnych (...)&#8221;. Zob. tak&#380;e E.P. Thompson et al., La guerre du bl&#233; Au XVIIIe siecle. La critique populaire contre le lib&#233;ralisme &#233;conomique au XVIIIe siecle, &#201;ditions de la passion, Paris 1988.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh15&quot; name=&quot;nb15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 15&quot;&gt;15&lt;/a&gt;] Oto dlaczego etyczno-polityczna legitymacja czystego liberalizmu jest ca&#322;kowicie zale&#380;na od postulatu &#380;&#261;daj&#261;cego, aby ka&#380;da jednostka mog&#322;a zawsze wy&#380;y&#263; z w&#322;asnej (jego-jej) pracy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh16&quot; name=&quot;nb16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 16&quot;&gt;16&lt;/a&gt;] Zob. A. Sobul, Utopie et R&#233;volution fran&#231;aise, [w:] Histoire g&#233;n&#233;rale du socialisme ed. J. Droz, RUE, Paris 1972, s. 195&#8211;254.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh17&quot; name=&quot;nb17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 17&quot;&gt;17&lt;/a&gt;] Babeuf m&#243;wi&#322; ju&#380; o &#8222;prawie do zatrudnienia&#8221;. Zob. V. Moiseevich Dalin, Grakchus Babeuf a la veille et pendant la R&#233;volution Fran&#231;aise 1785&#8211;1794, Progress, Moscow 1987, s. 281 i n. U Fouriera zobacz w szczeg&#243;lno&#347;ci Th&#233;orie des quatre mouvements et destin&#233;es g&#233;n&#233;rales (1808), ed. S. Debiut, J.-J. Pauvert, Paris 1967, s. 219: &#8222;Chcia&#322;bym ograniczy&#263; si&#281; tylko do wskazania tematu, kt&#243;ry powinien by&#263; przedyskutowany: prawo do zatrudnienia. Nie mam intencji otwierania debaty nad marzeniami odnowienia tradycji Grecji, nad tamtymi kompletnie absurdalnymi prawami cz&#322;owieka. Po rewolucjach, kt&#243;rych wynikiem jeste&#347;my, musimy uwierzy&#263;, &#380;e przychodzi nam stawi&#263; czo&#322;o nowym k&#322;opotom, z powodu zapominania o pierwszym i jedynym u&#380;ytecznym z tych praw: prawie do zatrudnienia, o kt&#243;rym nasi politycy, post&#281;puj&#261;c zgodnie z ich zwyczajem omijania zasadniczych problem&#243;w z ka&#380;dej ga&#322;&#281;zi bada&#324;, nigdy nie nadmieniaj&#261;...&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh18&quot; name=&quot;nb18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 18&quot;&gt;18&lt;/a&gt;] Zob. tekst debaty z 11 i 13 pa&#378;dziernika 1848 r. w Zgromadzeniu Narodowym w Ainsi parlait la France: Les heures chaudes de l'Assemb&#233;e Nationale, red. J.-F. Kahn, &#201;ditions Jean-
&lt;br /&gt; Claude Simo&#235;n, Paris 1978.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh19&quot; name=&quot;nb19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 19&quot;&gt;19&lt;/a&gt;] Jest dobrze znane, &#380;e prawo do zatrudnienia, otoczone przez r&#243;&#380;ne kwalifikacje, jest symbolicznie zapisane w preambule do Konstytucji francuskiej z roku 1946 (i potwierdzone w roku 1959), podobnie zreszt&#261; jak w Powszechnej Deklaracji Praw Cz&#322;owieka zaadaptowanej przez Narody Zjednoczone w roku 1948. Traktowane jako odpowiednik obowi&#261;zku pracy, stworzy&#322;o oczywi&#347;cie jeden z filar&#243;w kolejnych konstytucji radzieckich.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh20&quot; name=&quot;nb20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 20&quot;&gt;20&lt;/a&gt;] Konfrontacja z francuskim kodeksem cywilnym z roku 1804 jest pouczaj&#261;ca: &#8222;W&#322;asno&#347;&#263; jest to prawo do korzystania i dysponowania rzeczami w prawie absolutny spos&#243;b, pod warunkiem, &#380;e u&#380;ycie takie nie jest zakazane przez prawa i przepisy&#8221; (art. 544). Przeczytaj w zwi&#261;zku z tym kapitalny komentarz E.G. Sledziewski, kt&#243;ra podkre&#347;la dystans pomi&#281;dzy &#8222;rzymsk&#261;&#8221; formu&#322;&#261; i tekstem z roku 1789, konkluduj&#261;c, &#380;e g&#322;&#243;wn&#261; funkcj&#261; w&#322;a&#347;ciwego bur&#380;uazyjnego &#8222;indywidualizmu&#8221; (tego z kodeksu cywilnego) jest &#8222;oszcz&#281;dzanie na politykach poprzez aplikowanie&#171;w&#322;adzy pa&#324;stwowej&#187; bezpo&#347;rednio do sposobu traktowania indywidualnych interes&#243;w&#8221;. E.G. Sledziewski, R&#233;volutions du suje, Meridiens-Klincksieck, Paris 1989, s. 49&#8211;59.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh21&quot; name=&quot;nb21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 21&quot;&gt;21&lt;/a&gt;] W sercu wyzysku robotnik&#243;w (lepiej: indywidu&#243;w &#8222;qua&#8221; [s&#261;] robotnikami) znajduje si&#281; zatem podzia&#322; na &#8222;prac&#281; fizyczn&#261;&#8221; [manual labor] i prac&#281; umys&#322;ow&#261; [intellectual labor] oraz ich zr&#243;&#380;nicowane formy, z wszelkimi jego spo&#322;ecznymi konsekwencjami: nier&#243;wno&#347;ci&#261; wykszta&#322;cenia, podzia&#322;em pracy, prohibicj&#261; &#8222;horyzontalnej&#8221; komunikacji. Wskazuje to, przez kontrast, na organiczn&#261; funkcj&#281; wype&#322;nian&#261; przez aktywno&#347;&#263; intelektualn&#261; w ka&#380;dym efektywnym zaw&#322;aszczaniu, r&#243;wnie&#380; w wypadku samej w&#322;asno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh22&quot; name=&quot;nb22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 22&quot;&gt;22&lt;/a&gt;] Zob. K. Marx, Capital, vol. I, trans. B. Nowkes, Vintage, New York 1977, s. 927&#8211;30 [K. Marks, Kapita&#322;, t. 1, Warszawa 1970, s. 840].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh23&quot; name=&quot;nb23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 23&quot;&gt;23&lt;/a&gt;] Albo w totalne branie w posiadanie: Besitznahme po niemiecku. Hegel wprowadza rozr&#243;&#380;nienie mi&#281;dzy posiadaniem (Besitz) czy braniem w posiadanie i w&#322;asno&#347;ci&#261; (Eigentum), ale ustanawia mi&#281;dzy nimi &#347;cis&#322;y zwi&#261;zek, robi&#261;c z w&#322;asno&#347;ci prawnicz&#261;, to jest &#8222;obiektywn&#261;&#8221; form&#281; subiektywnego posiadania. Zob. G.W.F. Hegel, Elements of the Philosophy of Right &#167; 45, ed. A.W. Wood, transl. H.B. Nisbet, Cambridge University Press, Cambridge 1991, 76&#8211;77. Z drugiej strony Marks w Kapitale dochodzi do podobnych wniosk&#243;w, kiedy odwraca ich zna-czenie, co pozwala mu na pojmowanie posiadania jako &#8222;spo&#322;ecznej relacji&#8221;. Zob. &#201; Balibar, On the Basic Concepts of Historical Materialism, [w:] L. Althusser, &#201;. Balibar, Reading Capital, B. Brewster, Verso, London 1979, 226&#8211;33, i, nie tak dawno, T. Andr&#233;ani, De la soci&#233;t&#233; &#224; l'histoire, M&#233;ridiens-Klincksieck, Paris 1989, 2 vols., s. 397&#8211;403.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh24&quot; name=&quot;nb24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 24&quot;&gt;24&lt;/a&gt;] Rozwa&#380;ania, kt&#243;re teraz nast&#261;pi&#261;, zawdzi&#281;czaj&#261; wiele przedstawionej jaki&#347; czas temu przez C.B. Macphersona idei &#8222;politycznej teorii w&#322;asno&#347;ci&#8221;, chocia&#380; r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; w szczeg&#243;&#322;ach, g&#322;&#243;wnie w kwestii znaczenia wp&#322;ywu na zmiany historycznego kontekstu. Idea Macphersona zak&#322;ada, &#380;e polityczne fundamenty prawa w&#322;asno&#347;ci wchodz&#261; z powrotem do gry od momentu, gdy &#8211; w &#8222;quasi-rynkowych&#8221; spo&#322;ecze&#324;stwach, w jakich &#380;yjemy &#8211; ekonomia i spo&#322;eczna ewolucja wymagaj&#261; ruchu od w&#322;asno&#347;ci jako &#8222;prawa do wykluczania&#8221; do w&#322;asno&#347;ci jako &#8222;prawa do niebycia wykluczonym&#8221; z dost&#281;pu do pewnych d&#243;br, a wskutek tego do w&#322;asno&#347;ci jako &#8222;prawa do przyjaznego [kind]/spo&#322;ecze&#324;stwa&#8221;. Zob. Democratic Theory, Essays in Retrieval, The Clarendon Press, Oxford 1973, s. 133&#8211;140, a r&#243;wnie&#380; komentarz, jaki napisa&#322; Carlos Ruiz, Tres Criticas a la T&#233;oria Elitista de la Democracia, &#8222;Opciones&#8221;, Revista de Centro de Estudios de la Realidad Contemporanea, Academia de Ilumanisrno cristiano, Santiago, Chile, 6 (1985), s. 87&#8211;105, kt&#243;ry pokazuje, jak blokada refleksji nad w&#322;asno&#347;ci&#261; konserwuje iluzje separacji mi&#281;dzy ekonomi&#261; i polityk&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh25&quot; name=&quot;nb25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 25&quot;&gt;25&lt;/a&gt;] Zob. R.-J. Dupuy, La communaut&#233; internationale entre le mythe et l'histoire, Econo&#172;mica/ UNESCO, Paris 1986, s. 159&#8211;70. Zob. te&#380; idem, R&#233;flexions sur le patrimoine commun dc l'hu&#172;ma&#172;nit&#233;, &#8222;Droits&#8221; 1 (1986), s. 63&#8211;71.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh26&quot; name=&quot;nb26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 26&quot;&gt;26&lt;/a&gt;] Dupuy m&#243;wi w tym wypadku o &#8222;konfliktowej wsp&#243;lnocie&#8221;. &#8222;Podmiot&#8221; staje si&#281; wi&#281;c proce&#172;durami uzgadniania i wzajemnej kontroli, wspieranymi przez cz&#261;stkow&#261; r&#243;wnowag&#281; si&#322; pomi&#281;dzy indywiduami a nade wszystko podmiotami kolektywnymi (firmy, pa&#324;stwa, ewentualnie organizacje).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh27&quot; name=&quot;nb27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 27&quot;&gt;27&lt;/a&gt;] Zob. &#201;. Balibar, Intellectuels, id&#233;ologues, id&#233;ologie, &#8222;Raison pr&#233;sente&#8221; 73 (1985), s. 23&#8211;38.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh28&quot; name=&quot;nb28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 28&quot;&gt;28&lt;/a&gt;] P. Henry, On ne remplace pas un cerveau par une machine, [w:] Intelligence des m&#233;ca&#172;nismes, m&#233;canismes de l'intelligence, red. J.-L. Le Moigne, Fayard/Fondation lliderot, Paris 1986. Zob. te&#380; P. L&#233;vy, Les technologies de l'intelligence: l'avenir de la pens&#233;e d l'&#232;re informatique, La D&#233;couverte, Paris 1990, s. 193&#8211;194: &#8222;Consciousness is individual, but thought is collective&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh29&quot; name=&quot;nb29&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 29&quot;&gt;29&lt;/a&gt;] Do tej kwestii b&#281;d&#281; musia&#322; jeszcze powr&#243;ci&#263;: w sensie jej tre&#347;ci, jej zmienno&#347;ci, ca&#322;okszta&#322;tu problematyki aporii polityki praw cz&#322;owieka. Jest to grobowiec moralno&#347;ci i legalizmu, r&#243;wnie dobry, jak jej abstrakcyjna odwrotno&#347;&#263;. W &#347;wiecie, w kt&#243;rym dysproporcje w bogactwie id&#261; r&#281;ka w r&#281;k&#281;, teraz bardziej ni&#380; kiedykolwiek, ze zdolno&#347;ci&#261; anihilacji wroga, w &#347;wiecie, w kt&#243;rym g&#322;&#243;wna granica (czy nazwiemy j&#261; P&#243;&#322;noc/Po&#322;udnie, czy w inny spos&#243;b; przecie&#380; &#8222;po&#322;udnie&#8221; jest wsz&#281;dzie), zmierza do separacji dw&#243;ch humanistyk [humanities], tej, kt&#243;ra jest stale podporz&#261;dkowana [subjected] przemocy i tej, kt&#243;ra staje przeciwko niej, polityka praw cz&#322;owieka nie mo&#380;e by&#263; &#8222;nonviolent&#8221; z zasady. B&#261;d&#378; co b&#261;d&#378; nie mo&#380;e te&#380; zawie&#347;&#263; w wyj&#347;ciu poza nie, zgodnie ze s&#322;awnym powiedzeniem, g&#322;osz&#261;cym, &#380;e przemoc (mas, uciskanych) jest &#8222;akuszerk&#261; ka&#380;dego starego spo&#322;ecze&#324;stwa, brzemiennego nowym&#8221; (Kapita&#322;, t. 1, op.cit., s. 828). Nie jest tak dlatego, &#380;e wra&#380;enie sta&#322;ego dysponowania &#347;rodkami przemocy wobec uciskanych systematycznie obraca si&#281; przeciwko nim, ale dlatego, &#380;e si&#322;a nie mo&#380;e ju&#380; d&#322;u&#380;ej by&#263; &#8211; je&#347;li kiedykolwiek mog&#322;a &#8211; uwa&#380;ana za &#347;rodek i zmierza do tego, aby sta&#263; si&#281; warunkiem egzystencji. Dawno ju&#380; dystynkcja mi&#281;dzy bezpiecze&#324;stwem i niebezpiecze&#324;stwem, publiczn&#261; i prywatn&#261; przemoc&#261;, przemoc&#261; ekonomiczn&#261; i militarn&#261;, a nawet mi&#281;dzy ludzk&#261; przemoc&#261; i &#8222;naturalnymi&#8221; nieszcz&#281;&#347;ciami zacz&#281;&#322;a si&#281; zaciera&#263;, problem nie mo&#380;e by&#263; te&#380; d&#322;u&#380;ej po prostu upraszczany do regulacji przemocy (przez prawo), wyp&#281;dzenia jej (przez pa&#324;stwo) czy te&#380; eliminacji jej przyczyn (przez rewolucj&#281;): jest to kwestia organizacji &#8222;antyprzemocy&#8221; [&#8222;antyviolence&#8221;], chodzi o zainstalowanie w centrum polityki spo&#322;ecznej &#8222;walki&#8221; przeciwko wielorakim i wsp&#243;&#322;zale&#380;nym formom przemocy. Chcia&#322;bym wierzy&#263;, &#380;e to, co dzisiaj nazywa si&#281; pasywno&#347;ci&#261; czy te&#380; zniech&#281;ceniem mas, jest przypisane nie tyle jakiemu&#347; &#8222;ko&#324;cu ideologii&#8221; czy te&#380; historii, ile ekstremalnej niepewno&#347;ci perspektyw i strategii w tym nowym rodzaju &#8222;walki&#8221;. (W tej sprawie zob. pierwsz&#261; pr&#243;b&#281; jej podj&#281;cia w tocz&#261;cej si&#281; debacie w mojej rozprawie: Violence et politique: Quelques questions, .&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Wstr&#281;t do cia&#322;a. Transhumanistyczne scenariusze postgatunkowego bycia</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article611</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article611</guid>
		<dc:date>2012-04-10T12:34:26Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Rafa&#322; Ilnicki</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46">NK on-line</category>


		<description>Streszczenie: Celem artyku&#322;u jest prezentacja ideologii transhumanistycznej w stosunku do ludzkiego cia&#322;a. Odnosi si&#281; ona do wielu paradoks&#243;w, z kt&#243;rymi zwi&#261;zane jest traktowanie cia&#322;a jako czego&#347; absolutnie niezb&#281;dnego cz&#322;owiekowi i jednocze&#347;nie niechcianego jako tego, co mo&#380;e zosta&#263; odrzucone w toku post&#281;pu technologicznego. Teza to zapocz&#261;tkowuje prezentacj&#281; podstawowych filozoficznych konsekwencji statusu cia&#322;a w transhumanizmie. &lt;br /&gt;S&#322;owa kluczowe: transhumanizm, cia&#322;o, postgatunkowo&#347;&#263;, technologia (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46" rel="directory"&gt;NK on-line&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Streszczenie:&lt;/strong&gt;
Celem artyku&#322;u jest prezentacja ideologii transhumanistycznej w stosunku do ludzkiego cia&#322;a. Odnosi si&#281; ona do wielu paradoks&#243;w, z kt&#243;rymi zwi&#261;zane jest traktowanie cia&#322;a jako czego&#347; absolutnie niezb&#281;dnego cz&#322;owiekowi i jednocze&#347;nie niechcianego jako tego, co mo&#380;e zosta&#263; odrzucone w toku post&#281;pu technologicznego. Teza to zapocz&#261;tkowuje prezentacj&#281; podstawowych filozoficznych konsekwencji statusu cia&#322;a w transhumanizmie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;S&#322;owa kluczowe:&lt;/strong&gt;
transhumanizm, cia&#322;o, postgatunkowo&#347;&#263;, technologia&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Summary:&lt;/strong&gt;
The goal of his article is to show how transhumnistic ideology focues on the notion of body. It concerns to many paradoxes, within witch the body is conceived as something absolutely essential to human and at the same time unwanted as a thing that could be rejected in the process of technological progress. This thesis leads to the presentation of basic philosophical consequences of the status of body in transhumanism.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Keywords:&lt;/strong&gt;
transhumanism, body, postspecies, technology&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;BR&gt;
&lt;BR&gt;
&lt;BR&gt;
Wraz z nadej&#347;ciem medi&#243;w technicznych jako podstawowych &#347;rodk&#243;w transformacji kultury dochodzi do przeformu&#322;owania tego, co dotychczas stanowi&#322;o g&#322;&#243;wnie kwestie biologiczne, czyli te b&#281;d&#261;ce do pewnego stopnia niemo&#380;liwe do zmiany. Problem modyfikacji cia&#322;a, czy wr&#281;cz emancypacji spod cielesno&#347;ci staje si&#281; podstaw&#261; samookre&#347;lenia wielu wsp&#243;&#322;czesnych pr&#261;d&#243;w kulturowych. Dzieje si&#281; tak, poniewa&#380; media techniczne pozwalaj&#261; na coraz wi&#281;kszy stopie&#324; ingerencji w biologiczne wyposa&#380;enie cz&#322;owieka &#8211; jego cia&#322;o. Jako najwa&#380;niejszy pod wzgl&#281;dem proponowanych i cz&#281;&#347;ciowo realizowanych zmian nale&#380;y uzna&#263; w tym wzgl&#281;dzie transhumanizm. Jest to tendencja wyros&#322;a z my&#347;lenia o technologii jako czynniku przekroczenia kondycji ludzkiej. Transhumanizm jako ruch d&#261;&#380;y do porzucenia dotychczasowych form cz&#322;owieka (biologicznych, kulturowych, duchowych):&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Transhumanizm rezygnuje z istotowo poj&#281;tego cz&#322;owieka na rzecz postgatunkowych form jakie mo&#380;e on przyj&#261;&#263; w wyniku nieograniczonego post&#281;pu technologicznego [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb1&quot; name=&quot;nh1&quot; id=&quot;nh1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] R. Ilnicki, posthumanizm/transhumanizm, http://www.scribd.com/doc/79513261/p' &gt;1&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystko to, co dotyczy &#8222;istoty cz&#322;owieka&#8221; czy innej formy jego niepodwa&#380;alnego istnienia zdefiniowanego w toku ewolucji, jest skazane na usuni&#281;cie. To przekonanie i id&#261;ce za nim praktyki odnosi si&#281; do tego, &#380;e cia&#322;o spowalniaj&#261; post&#281;p. Cia&#322;o dzia&#322;a na zdecydowanie wolniejszych pr&#281;dko&#347;ciach od techniki. Nie zmienia to fakt, &#380;e transhumani&#347;ci okre&#347;laj&#261; si&#281; jako humani&#347;ci, kt&#243;rzy postbiologizm oraz wynikaj&#261;c&#261; z niego zdolno&#347;&#263; cz&#322;owieka do radykalnej transformacji cia&#322;a przypisuj&#261; raczej humanizmowi. Krytyczne spojrzenie na t&#261; kwest&#281; ma nie tyle zdemaskowa&#263; za&#322;o&#380;enia transhumanist&#243;w, co wskaza&#263; za kryj&#261;cy si&#281; za nimi wstr&#281;t do cia&#322;a, kt&#243;ry nie zostaje przez ten ruch przepracowany.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Transhumanizm rozumiany jest nie jako ideologia o&#347;wieceniowa czy posto&#347;wieceniowa, lecz post&#281;p transformacji ludzkiego cia&#322;a, kt&#243;rego technicyzacja dotyczy&#322;a r&#243;&#380;nego rodzaju modyfikacji pocz&#261;wszy od rozszerzania funkcjonalno&#347;ci, poprzez implanty, a&#380; do wymiennych organ&#243;w, czyli do uzyskania &#8222;technicznej hybrydyzacji cia&#322;a&#8221;[Jest to okre&#347;lenie Klausa Erlacha: K. Erlach, Das Technotop. Technologische konstruktrion der Wirklichkeit, LIT: Stuttgart 1998.]], za&#347; na ko&#324;cu &#8211; ca&#322;kowite wyeliminowanie roli cia&#322;a poprzez wpisanie go w autoregulacyjne systemy protezowania. Ta transformacja jest powodowana wstr&#281;tem do cia&#322;a, kt&#243;re spowalnia proces transformacji technicznej cia&#322;a (rozwi&#261;zaniem transhumanist&#243;w jest nie tyle przepracowanie problemu istnienia cia&#322;a, co raczej takie przyspieszenie jego transformacyjno&#347;ci, kt&#243;re mia&#322;oby od niego uwolni&#263;). W tym sensie efektem docelowym przemian transhumanistycznych jest postcia&#322;o jako efekt postgatunkowo&#347;ci. Wstr&#281;t do cia&#322;a jest tutaj paradoksalny, ambiwalentny i sprzeczny, poniewa&#380; nie jest on wyra&#380;ony programowo w sferze ideologicznej, ani te&#380; nie jest konsekwentnie realizowany w proponowanych przez transhumanizm praktykach (krionika, mind uploading [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb2&quot; name=&quot;nh2&quot; id=&quot;nh2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] Idea ta odnosi si&#281; do wiary w mo&#380;liwo&#347;&#263; przeniesienia-skopiowania ludzkiego (...)' &gt;2&lt;/a&gt;]). Jednak nawet po ostatecznej konwersji technicznej postcz&#322;owiek otrzyma nowe cia&#322;o w postaci banku organ&#243;w do wymiany, garnituru danych pozwalaj&#261;cych na wcielenie si&#281; w nie umys&#322;u, czy te&#380; formy robota lub androida. Istoty postgatunkowe nadal b&#281;d&#261; wyposa&#380;one w &#8222;cia&#322;o&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wskazanie Wojciech Chy&#322;y obrazuje procesy realizowane przez transhumanizm, bowiem &#8222;stopniowo dezindywiduuj&#261; i transgatunkuj&#261; one wszystko to, co by&#322;o i jest do tej pory jedynie ze swojej ewolucji, a nie z wytwarzanej wci&#261;&#380; i wci&#261;&#380; technoewolucji&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb3&quot; name=&quot;nh3&quot; id=&quot;nh3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] W. Chy&#322;a, W stron&#281; filozofii medi&#243;w: media jako biotechnosystem, &#8222;Przegl&#261;d (...)' &gt;3&lt;/a&gt;]. Dla technoewolucji podstawowym medium innowacji jest sama technika w jej akceleracyjnym sfunkcjonalizowaniu. Pozbawienie gatunku jego indywidualno&#347;ci (kt&#243;r&#261; zyskuje tak&#380;e w okre&#347;lonej formie cia&#322;a) rozpocz&#281;&#322;o si&#281; od niszczenia logosu (warstwy symbolicznej). Po nim przysz&#322;a kolej na cia&#322;o jako kolejn&#261; (biologiczn&#261;) form&#281; gatunkowego ustalenia. Cia&#322;o nie jest ju&#380; raz na zawsze danym narz&#281;dziem s&#322;u&#380;&#261;cym do eksploracji &#347;wiata (wehiku&#322;em duszy), lecz staje si&#281; obiektem technologicznych operacji transformacyjnych. To &#8221;techniczne po&#322;&#261;czenia niej&#281;zykowe wyprowadzaj&#261; cz&#322;owieka z cz&#322;owiecze&#324;stwa, bo wyprowadzaj&#261; ludzko&#347;&#263; z dziedziczonych praw natury i kultury&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb4&quot; name=&quot;nh4&quot; id=&quot;nh4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] Tam&#380;e' &gt;4&lt;/a&gt;]. T&#261; wirtualno&#347;&#263; wykorzystuje w&#322;a&#347;nie tanshumanizm, kt&#243;rego zasad&#261; dzia&#322;ania jest wola technologicznej transformacji ludzkiego cia&#322;a, dodajmy &#8211; wola wewn&#281;trznie sprzeczna, poniewa&#380; z jednej strony cia&#322;o jest traktowane jako wr&#243;g (jako przyczyna dyskomfortu, chor&#243;b, &#347;mierci), z drugiej za&#347; projektowane s&#261; postgatunkowe jego formy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wojciech Chy&#322;a zauwa&#380;a, &#380;e te wirtualizuj&#261;ce cz&#322;owieka transformacje nie s&#261; utrzymywane gatunkowo [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb5&quot; name=&quot;nh5&quot; id=&quot;nh5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] Tam&#380;e., s. 33.' &gt;5&lt;/a&gt;]. Nie mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e ten stan jest jednak zupe&#322;nym wymazaniem cz&#322;owieka w jego dotychczasowych formach. Istota cz&#322;owieka zostaje utrzymana zgodnie z zasad&#261; dostatecznej wirtualizacji &#8211; nie mo&#380;na jej na tyle zwirtualizowa&#263; aby zosta&#322;a ona nieodwracalnie zniszczona, nie mo&#380;e te&#380; osi&#261;gn&#261;&#263; jakiego&#347; ustalenia (sta&#322;ego poziomu wirtualizacji), w kt&#243;rym nie by&#322;aby by podatna na kolejne przeobra&#380;enia. Zatem wszelka postgatunkowo&#347;&#263; jest wydarzaj&#261;c&#261; si&#281; metastabilno&#347;ci&#261; mo&#380;liwych do przyj&#281;cia form z transhumanistycznych system&#243;w transformacji cz&#322;owieka: samoaktualizuj&#261;cych si&#281;, samosprawdzaj&#261;cych dopuszczalne poziomy modyfikacji ludzkiej istoty, samozapisuj&#261;cych wszelkie &#8222;wersje&#8221; istoty cz&#322;owieka jedynie w celu przygotowania ich do dalszych konwersji. Ta infrastruktura technologiczna ma zachowa&#263; cz&#322;owieka w stanie metastabilnej postgatunkowo&#347;ci jako wyzbytego logosu, cia&#322;a, duszy w sensie warto&#347;ci absolutnie ustalonych, jednak do pewnego stopnia wci&#261;&#380; podstawowych &#8211; punkt&#243;w krytycznych transformacji cia&#322;a. Wszystkie te w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci (metafizyczne wyr&#243;&#380;niki ludzkiego istnienia) musz&#261; nadal istnie&#263; jako materia&#322; do przysz&#322;ych telemorfoz [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb6&quot; name=&quot;nh6&quot; id=&quot;nh6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] Tutaj telemorfoza rozumiana jest jako zdolno&#347;&#263; do zdalnej transformacji (...)' &gt;6&lt;/a&gt;] &#8211; zdalnych transformacji masy postgatunkowej, czyli krytycznej masy postcz&#322;owieczej. Wraz z tym zmienia si&#281; egzystencjalna funkcja cz&#322;owieka. W transhumanizmie przestaje by&#263; on pasterzem, staje si&#281; za&#347; zak&#322;adnikiem autoregulacyjnych system&#243;w transformacyjnych cia&#322;a [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb7&quot; name=&quot;nh7&quot; id=&quot;nh7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[7] Ta sytuacja mo&#380;e by&#263; interpretowana jako transhumanistyczny hymn o perle, (...)' &gt;7&lt;/a&gt;]:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Cz&#322;owiek za&#347;, ze swej istoty, nie jest ju&#380; dalej str&#243;&#380;em czy stra&#380;nikiem dogl&#261;daj&#261;cym bytu w metafizycznych jego przedstawieniach, nie jest wi&#281;c tego bytu &lt;&lt;pasterzem&gt;&gt;, lecz jako &lt;&lt;nad-&gt;&gt; czy &lt;&lt;postcz&#322;owiek&gt;&gt; jest r&#243;wnie&#380; tylko energetycznym zasobem do technicznych i merkantylnych eksploatacji i mo&#380;liwych, wariantowych, wariabilnych, wirtualizuj&#261;cych go metamorfoz&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb8&quot; name=&quot;nh8&quot; id=&quot;nh8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[8] W. Chy&#322;a, cyt. wyd., s. 33' &gt;8&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li cokolwiek nie b&#281;dzie podatne na zmiany zyskuj&#261;c relatywnie sta&#322;&#261; posta&#263; trwania, to stanie si&#281; tak tylko dlatego, &#380;e nie b&#281;dzie mo&#380;na tego sprzeda&#263; ani wykorzysta&#263;. Oznacza&#322;oby to konieczno&#347;&#263; zatrzymania si&#281; w jakiej&#347; jednej postgatunkowej formie, jednak jest to niemo&#380;liwe. Transhumanizm otwiera zatem transcedentalne pole transgatunkowo&#347;ci, gdzie powstaj&#261; gatunki-mieszaniny. Wstr&#281;t do cia&#322;a nie pozwala si&#281; tu jednak pozby&#263; cia&#322;a &#8211; wraca ono w nowych formach. Wyj&#347;cie poza gatunek, rezygnacja z danego modelu cia&#322;a, to fa&#322;szywa transcendencja &#8211; brakuje jej podstawowego przepracowania, akceptacji zmian, wyobra&#380;enia o przysz&#322;o&#347;ci (jest to paradoks, bowiem transhumanizm jest do pewnego stopnia pragmatyczn&#261; futurologi&#261;).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Transhumanizm m&#243;wi o postcz&#322;owieku, co zawiera&#322;oby konieczno&#347;&#263; kolektywnego ustalenia technologii produkcji nowego cz&#322;owieka. Zamiast tego w przemys&#322;ach transhumanistycznych zostaje wyprodukowany pozacz&#322;owiek, czyli cz&#322;owiek, kt&#243;rego istota jest od niego odseparowana i przetwarzana przez zintegrowane technologie transformacyjne do&#322;&#261;czaj&#261;ce i od&#322;&#261;czaj&#261;ce do niej cia&#322;a z postgatunkowej bazy danych mo&#380;liwych do przyj&#281;cia form. Postcz&#322;owiek i nadcz&#322;owiek to przyk&#322;adowe produkty konwersji pozacz&#322;owieka. Jest on cz&#322;owiekiem, ale poza dziedzictwem symbolicznym, biologicznym, (nawet) technologicznym. Jedyn&#261; jego pewno&#347;ci&#261; jest dzia&#322;anie technologii utrzymuj&#261;cej go w metastabilnym stanie telemorfoz. Odczuwa on chroniczny wstr&#281;t do sta&#322;o&#347;ci &#8211; do wszelkiego cielesnego ustalenia, dlatego te&#380; mno&#380;y on kolejne swoje wcielenia poprzez technologie wielo&#347;ci. To w&#322;a&#347;nie w pozacz&#322;owieku jako tendencji transformacyjnej cia&#322;a powstaj&#261; wszystkie scenariusze postgatunkowego bycia. Dzi&#281;ki ich wprowadzaniu pozacz&#322;owiek mo&#380;e przybra&#263; formy w&#322;a&#347;ciwe dla istniej&#261;cych i wymy&#347;lonych gatunk&#243;w &#8211; dowolnie dostawia&#263; (transplantowa&#263;) organy, usuwa&#263; zb&#281;dne cz&#281;&#347;ci, realizowa&#263; xenotransplantacje mi&#281;dzy gatunkami biologicznymi i technicznymi. Pozacz&#322;owiek traci wyrazisto&#347;&#263; w tych telemorfozach, bowiem zatrzymana istota cz&#322;owiecze&#324;stwa wydestylowana technicznymi &#347;rodkami nie mo&#380;e ju&#380; odnale&#378;&#263; si&#281; w pr&#281;dko&#347;ci paralelnie realizowanych telemorfoz. Nadal istnieje, jednak ka&#380;da kolejna metamorfoza przyczynia si&#281; do aktywnego zapominania istoty cz&#322;owiecze&#324;stwa. &#346;wiat staje si&#281; postgatunkowym freak show &#8211; niewsp&#243;&#322;mierne ze sob&#261; gatunki nie znajduj&#261; innego ustalenia, ni&#380; poprzez wsp&#243;lny rodzaj technologicznej mediacji. Scenariusze postgatunkowego bycia pe&#322;ni&#261; rol&#281; chwilowych wskaza&#324; na stan &#8222;przed&#8221; i stan &#8222;po&#8221; telemorfozie. Dost&#281;p do istoty cz&#322;owieka jest jednocze&#347;nie zdalny (teleoperacje, zdalnie sterowane nanoroboty) i bezpo&#347;redni (operacje, urz&#261;dzenia transformacyjne).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dlatego te&#380; transhumanizm oznacza (nieudane) przezwyci&#281;&#380;enie cz&#322;owieka. Nie jest to jednak jakie&#347; ostateczne wyj&#347;cie ze stanu cz&#322;owiecze&#324;stwa, lecz rozproszenie wszelkiej tradycji na tyle, by m&#243;c niesko&#324;czenie dok&#322;ada&#263; do niej nowe dodatki: ulepsza&#263;, edytowa&#263;, modyfikowa&#263;, zestawia&#263;. Tak poj&#281;ty transhumanizm nale&#380;y odczytywa&#263; jako ugruntowan&#261; w technice futurologi&#281; &#8211; projektowanie/programowanie przysz&#322;ych transformacji cia&#322;a. Wstr&#281;t do cia&#322;a odnosi si&#281; do mo&#380;liwych beneficj&#243;w rozwoju technologicznego, nie za&#347; do konkretnej sytuacji odnosz&#261;cej do jakiej&#347; eschatologii. Jednak wstr&#281;t jest odczuwany aktualnie jako podstawa podejmowania decyzji i projektowania zachowa&#324;, bowiem stanowi on g&#322;&#243;wn&#261; motywacj&#281;, tak by modyfikowa&#263;-usuwa&#263;-instalowa&#263; kolejne cia&#322;a, bowiem wtedy mo&#380;liwe jest zachowanie postgatunkowego trwania poza wszelkim kulturowym przyzwyczajeniem pozwalaj&#261;cym na dyscyplinowanie cia&#322;a. Telemorfozy s&#261; kompulsywnym nawykiem, nie za&#347; wolno&#347;ci&#261; edycji cia&#322;a. Ju&#380; teraz cz&#322;owiek mo&#380;e dzi&#281;ki ideom transhumanistycznym ugruntowa&#263; sw&#243;j wstr&#281;t do cia&#322;a jako do no&#347;nika w&#322;asnej egzystencji. Wprowadzenie nowych cia&#322; oznacza tutaj uwolnienie si&#281; do cia&#322;a i zwi&#261;zanej z nie ewolucyjnej konieczno&#347;ci &#8211; &#347;mierci. Jest to zapowied&#378; przemian ca&#322;o&#347;ci cz&#322;owieka. Wykazuje on tak&#380;e bardzo siln&#261; metafizyczn&#261; orientacj&#281;, religijne nastawienie, nawet je&#347;li jego przedstawiciele i rzecznicy tworz&#261;cy ideologi&#261; definiuj&#261; si&#281; jako wolni od ogranicze&#324; narzucanych przez religi&#281;. Bez tego zaplecza metafizycznego transhumanizm dokonuje przeniesienia wszelkich swoich dzia&#322;a&#324; na rzecz cielesno&#347;ci. W&#322;a&#347;nie ona staje si&#281; przedmiotem zainteresowania jako rzeczywisto&#347;&#263; cz&#322;owieka. Dzieje si&#281; to w spos&#243;b paradoksalny, bowiem transhumanizm jako ruch spo&#322;eczny, ekonomiczny, kulturowy, zupe&#322;nie si&#281; do nich nie odnosi na spos&#243;b krytyczny, nie stara si&#281; zweryfikowa&#263; i poprawi&#263; sprzeczno&#347;ci tkwi&#261;cych w jego za&#322;o&#380;eniach. W ten spos&#243;b ruch og&#322;aszaj&#261;cy si&#281; jako wroga metafizyki, w spos&#243;b nie do ko&#324;ca u&#347;wiadomiony, staje si&#281; w warstwie reprezentacji jej or&#281;downikiem, jednak wszelkie podobie&#324;stwa s&#261; zniekszta&#322;cone i jawi&#261; si&#281; tutaj w krzywych lustrach utopijno-pragmatycznej egzegezy. Wojciech Chy&#322;a m&#243;wi o postgatunkowo&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb9&quot; name=&quot;nh9&quot; id=&quot;nh9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[9] Tam&#380;e, s. 32.' &gt;9&lt;/a&gt;] jako o tym, co wyznacza rozw&#243;j wsp&#243;&#322;czesnych technologii transformacyjnych, do kt&#243;rych nale&#380;&#261; biotechnologia i nanotechnologia. Transhumanizm w&#322;a&#347;nie realizuje postgatunkowo&#347;&#263;, kt&#243;ra odnosi si&#281; do cia&#322;a. Bez wzgl&#281;du na postulaty jej towarzysz&#261;ce w formie slogan&#243;w nale&#380;y pami&#281;ta&#263;, &#380;e ich realizacja nie b&#281;dzie zupe&#322;nie przewidywalna, wi&#281;c mo&#380;e nie uda mu si&#281; jako ruchowi zachowa&#263; kontroli nad wytworzonymi w ten spos&#243;b gatunkami biotechnicznymi (by&#322;aby to synteza gatunk&#243;w biologiczny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb10&quot; name=&quot;nh10&quot; id=&quot;nh10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[10] Za gatunek biologiczny mo&#380;na tutaj uzna&#263; m.in. cz&#322;owieka i (...)' &gt;10&lt;/a&gt;] i technicznych [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb11&quot; name=&quot;nh11&quot; id=&quot;nh11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[11] Jest to poj&#281;cie stosowane przez Gilberta Hottois na oznaczenie tych (...)' &gt;11&lt;/a&gt;]). B&#281;d&#261; musia&#322;y one powr&#243;ci&#263; do metafizyki, bowiem transhumanizm b&#281;d&#261;c ruchem zupe&#322;nie za&#347;lepionym na wszelkie duchowe funkcjonowanie cz&#322;owieka pozwoli na to, &#380;e transcendencja b&#281;dzie instalowa&#322;a swoje przetrwalniki w r&#243;&#380;nych urz&#261;dzeniach technologicznych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zaskakuj&#261;ce jest to, &#380;e ruch, kt&#243;ry za wszelk&#261; cen&#281; stara si&#281; wyprodukowa&#263; technologicznymi &#347;rodkami now&#261; posta&#263; istnienia upiera si&#281; przy nazwie cz&#322;owiek oraz odwo&#322;uje si&#281; do tradycji. Powodowane jest to kwesti&#261; ideologiczn&#261;. Je&#347;li stosowa&#263; inne poj&#281;cie, wtedy te&#380; kulturowa asymilacja ideologii transhumanistycznej by&#322;aby z pewno&#347;ci&#261; na szersz&#261; skal&#281; bardziej problematyczna. Dlatego te&#380; wci&#261;&#380; utrzymywana jest forma cz&#322;owieka jako po&#380;&#261;dany obraz globalnej transformacji technologicznej gatunku ludzkiego. Wstr&#281;t do cia&#322;a jest tutaj ambiwalentny, poniewa&#380; to w&#322;a&#347;nie cia&#322;o jest no&#347;nikiem wszelkie &#380;ycia. W dyskursie transhumanistycznym to w&#322;a&#347;nie jednak cia&#322;o jest podstawowym poj&#281;ciem, nie za&#347; ludzkie ograniczenia, kt&#243;re pojawiaj&#261; si&#281; dopiero w jego kontek&#347;cie jako te czynniki, spod wp&#322;ywu kt&#243;rych musi ono by&#263; wyzwolone. Transhumanizm jest ideologi&#261; pomijaj&#261;c&#261; wszelk&#261; dyskursywno&#347;&#263; i trafiaj&#261;c&#261; bezpo&#347;rednio do pragnie&#324; ludzko&#347;ci. Dodajmy &#8211; wybranej jej cz&#281;&#347;ci. W&#322;a&#347;ciwie nie towarzyszy im bowiem &#380;aden komentarz filozoficzny, kulturoznawczy, czy te&#380; inny, kt&#243;ry za pomoc&#261; poj&#281;&#263; m&#243;g&#322;by wyt&#322;umaczy&#263; wszystkie zadania i cele jaki stawia przed sob&#261; dany ruch transhumansityczny. Jest to kolejny paradoks, bowiem nie mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e jest to ruch tak rozwini&#281;ty pod wzgl&#281;dem zaawansowania technologicznego, &#380;e to w&#322;a&#347;nie same rozgrywaj&#261;ce si&#281; wsp&#243;&#322;cze&#347;nie procesy technicyzacji s&#261; w stanie go t&#322;umaczy&#263; na mocy w&#322;asnego istnienia w kulturze. Zatem transhumanizm jest tutaj postulatywny, a wi&#281;c filozoficzny w tym sensie, &#380;e projektuje on pewn&#261; wizj&#281; rozwoju cz&#322;owieka, za&#347; mizozoficzny, &#380;e tworzy j&#261; bezrefleksyjnie, na mocy woli transformacji ludzkiego cia&#322;a.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ka&#380;da my&#347;l staraj&#261;ca si&#281; przedstawi&#263; cz&#322;owieka w jego z&#322;o&#380;onych relacjach ze &#347;wiatem jest zmuszona do podj&#281;cia zagadnienia cia&#322;a. Bez wzgl&#281;du na to jakie mia&#322;oby ono znaczenie, czy by&#322;oby ostatecznym wymiarem ludzkiej egzystencji, czy te&#380; jedynie wehiku&#322;em duszy, to znajduje si&#281; ono centrum rozwa&#380;a&#324; cz&#322;owieka. Zawodno&#347;&#263; cia&#322;a przez wieki by&#322;a czym&#347; naturalnym. Gdyby nie cia&#322;o, nie mo&#380;na by pomy&#347;le&#263; ostatecznego horyzontu bycia cz&#322;owieka &#8211; &#347;mierci. Fenomen cia&#322;a nigdy nie ogranicza si&#281; tylko do organizmu, do biologicznej struktury cz&#322;owieka. W toku ewolucji technicznej, kt&#243;ra umo&#380;liwi&#322;a rozw&#243;j medycyny do postaci w jakiej ta dyscyplina funkcjonuje wsp&#243;&#322;cze&#347;nie, wida&#263; to, &#380;e przeci&#281;tny wiek &#380;ycia ulega wyd&#322;u&#380;eniu. Cia&#322;o ma sw&#243;j ewolucyjny rytm, kt&#243;ry wyznacza kolejne zmiany. Podzia&#322; na okres dzieci&#324;stwa, m&#322;odzie&#324;czo&#347;ci, doros&#322;o&#347;ci i staro&#347;ci oznacza kolejne etapy starzenia si&#281; cia&#322;a. Horyzont bycia cz&#322;owieka jest wyznaczony pomi&#281;dzy wrzuceniem go do &#347;wiata a ostatecznym upadkiem - wyj&#347;ciem z tego &#347;wiata sygnalizowanym przez zwr&#243;cenie si&#281; ku &#347;mierci, kt&#243;r&#261; mo&#380;emy odczytywa&#263; jako skok w transcendencj&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Perspektywa to zamienia si&#281; gdy cia&#322;o [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb12&quot; name=&quot;nh12&quot; id=&quot;nh12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[12] Nie ma rozr&#243;&#380;nienia na Leib i K&#246;rper. Cia&#322;o staje si&#281; obiektem. Jego (...)' &gt;12&lt;/a&gt;] przestaje by&#263; wyr&#243;&#380;nikiem cz&#322;owieka. Nie w sensie biologicznym, ani kulturowym, lecz ontycznym. Cia&#322;o nie musi znika&#263;, nie musi by&#263; unicestwione (ale tylko w pewnych wariantach, bowiem sam transhumanizm jest stosunkowo zr&#243;&#380;nicowany). Ma sta&#263; si&#281; ono dla bycia transparentne. Mamy korzysta&#263; z cia&#322;a, ale ju&#380; bez &#380;adnej trwogi. Mamy &#380;y&#263;, uciele&#347;nia&#263;, reagowa&#263; na bod&#378;ce, ale bez perspektywy ko&#324;ca lub niesko&#324;czenie oddalan&#261; perspektyw&#261; zako&#324;czenia &#380;ycia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Trudno jest my&#347;le&#263; i transhumanizmie inaczej ni&#380; poprzez pryzmat futurologii filozoficznej. Celem jej nie jest jednak przewidywanie dalekiej przysz&#322;o&#347;ci, lecz ukazanie jakie idee filozoficzne, spo&#322;eczne oraz kulturowe stoj&#261; za podstawowymi operacjami i postulatami transhumanist&#243;w. Wszystkie one s&#261; ugruntowane w tera&#378;niejszo&#347;ci, jednak nieobecne bycie tej tera&#378;niejszo&#347;ci sprawia, &#380;e my&#347;lenie transhumanizmu odbywa si&#281; w syntezach czasu przysz&#322;o&#347;ci. Transhumanistyczne metody &#263;wiczenia cia&#322;a rozumiane tutaj jako szczeg&#243;lne antropotechniki polegaj&#261;ce na wzmo&#380;onym treningu cia&#322;a jako takiego zmierzaj&#261; do tego, &#380;eby tak udoskonali&#263; cia&#322;o by m&#243;c z niego zrezygnowa&#263;, zatem przedmiotem wszelkiej transformacji jest tutaj pewne wyobra&#380;enie idealnego cia&#322;a przysz&#322;o&#347;ci, kt&#243;re motywuje wstr&#281;t do aktualnego i wadliwego cia&#322;a. Cz&#322;owiek jest poddawany treningowi, tak by jego cia&#322;o mog&#322;o zosta&#263; stopniowo wymieniane na maszyn&#281;. Pogl&#261;d ten daleki jest jednak od mechanicyzmu i determinizmu, bowiem zdalna &#322;&#261;czno&#347;&#263; z przyjmuj&#261;c&#261; kolejne wersje istot&#261; cz&#322;owieka jest nadal zachowana.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Od gnostyk&#243;w transhumanist&#243;w r&#243;&#380;ni to, &#380;e ci pierwsi pogardzali cia&#322;em, drudzy za&#347; je gloryfikuj&#261; &#322;&#261;cz&#261;c sprzeczne uczucia degradacji i uwznio&#347;lenia. Tutaj istnieje jednak podstawowy problem &#8211; je&#347;li celem jest przed&#322;u&#380;anie &#380;ycia, czyli zapewnienie cia&#322;u optymalnych warunk&#243;w do tego by si&#281; ono nie starza&#322;o, czy w skrajnym przypadku zosta&#322;o ono technologicznie unie&#347;miertelnione, to niejasnym jest podstawowe ukierunkowanie my&#347;lowe transhumanist&#243;w. Ekonomiczny (synteza ekonomii i technologii w technomerkantylizmie) wymiar tego ruchu. Jednocze&#347;nie w tym horyzoncie odwlekania wszystko przyspiesza. Powolno&#347;ci starzenia si&#281;, czy te&#380; up&#322;ywu &#380;ycia, zostaje przeciwstawiona akceleracja kultury.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;My&#347;lenie w kategoriach przewidywania i spekulacji zostaje teraz zast&#261;pione przez przygotowania, czyli &#263;wiczenie si&#281; w nie&#347;miertelno&#347;ci cia&#322;a. Z jednej strony cia&#322;o zostanie umartwiane poprzez szereg zabieg&#243;w, z drugiej za&#347; &#8211; wszystko to jest czynione w s&#322;u&#380;bie jego przetrwania. Wstr&#281;t do cia&#322;a jest silnie zwi&#261;zany z pozytywnymi emocjami. Je&#347;li jednak zgodzimy si&#281;, &#380;e &#380;ycie jest mo&#380;liwe dzi&#281;ki cia&#322;u, to dlaczego tak bardzo transhumani&#347;ci staraj&#261; si&#281; zmieni&#263; jego naturalnoewolucyjny program zmierzaj&#261;cy w kierunku aplikowania postgatunkowo&#347;ci? &#379;ycie staje si&#281; antropotechnicznym eksperymentem, kt&#243;ry ma na celu oszuka&#263; lub przezwyci&#281;&#380;y&#263; &#347;mier&#263;. Wszystkie zabiegi s&#261; tutaj dozwolone, poniewa&#380; jednym kryterium oceny skuteczno&#347;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cyborg jest istot&#261; przej&#347;ciow&#261; zar&#243;wno dla posthumanizmu, jak i transhumanizmu. Zapowiada on postgatunkowo&#347;&#263; b&#281;d&#261;c kontrolowaln&#261; mieszanin&#261; biologii i techniki. Posthumanizm zgadza si&#281; na cz&#281;&#347;ciow&#261; technicyzacj&#281; cia&#322;a. Za t&#261; akceptacj&#261; nie idzie jednak og&#322;oszenie jego zb&#281;dno&#347;ci w dalszej ewolucji cz&#322;owieka. Akceptacja ta wzrasta wraz z zaawansowaniem technicyzacji, lecz nigdy nie przekracza progu symbolicznego, to znaczy miejsca, w kt&#243;rym symboliczne regulacje by&#322;yby zupe&#322;nie zb&#281;dne. Je&#347;li jednak okaza&#322;oby si&#281;, &#380;e za spraw&#261; techniki zostanie zmaterializowana kultura bez symboli, to kolejnym bastionem posthumanist&#243;w b&#281;d&#261; warto&#347;ci, p&#243;&#378;niej wy&#380;sze w&#322;adze metafizyczne przys&#322;uguj&#261;ce cz&#322;owiekowi (w ten spos&#243;b transhumanizm stymuluje ludzki metafizyczny system obronny). W ten spos&#243;b ich d&#261;&#380;enie o zachowanie tego co ludzkie b&#281;dzie skupia&#322;o si&#281; na odratowywaniu tego, co nie zostaje opanowane przez stechnicyzowan&#261; kultur&#281; i nadaniu temu ludzkiej postaci, co przybierze posta&#263; ju&#380; nawet nie humanizowania, co wt&#243;rnego umetafizycznienia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;B&#281;dzie to odpowiedzi&#261; na podstawowe scenariusze postgatunkowego bycia transhumanist&#243;w. Skoro cia&#322;o nie b&#281;dzie konieczne, to tak&#380;e zniknie podzia&#322; na p&#322;e&#263;. Stanie si&#281; ona jedynie kategori&#261; estetyczn&#261;, bowiem reprodukcja b&#281;dzie odbywa&#322;a si&#281; jedynie za po&#347;rednictwem automatycznego klonowania jako podstawowej technogenezy. Organy zostan&#261; od&#322;&#261;czone od cia&#322;a uniemo&#380;liwiaj&#261;c my&#347;lenie ca&#322;o&#347;ci jego powi&#261;za&#324; ze &#347;wiatem. Cia&#322;o oznacza zamkni&#281;cie, zupe&#322;no&#347;&#263;, pewn&#261; struktur&#281; &#8211; rodzaj skupienia pozwalaj&#261;cego na eksploracj&#281; &#347;wiata. W transhumanizmie &#322;&#261;czymy organy (mo&#380;e nawet losowo) i z tego eksperymentu powstaje postgatunkowe cia&#322;o-projekt.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Por&#243;wnywarka organ&#243;w umo&#380;liwia namiastk&#281; intersubiektywno&#347;ci i komunikacji &#8211; w tym scenariuszu rozpoznanie innych cia&#322; b&#281;dzie z konieczno&#347;ci zapo&#347;redniczone w okre&#347;lonej technologii jako &#378;r&#243;dle orientacji w &#347;wiecie. To, co postgatunkowe b&#281;dzie nadal tworzy&#322;o gatunki. B&#281;d&#261; to gatunki techniczne, dlatego te&#380; chaos nieodr&#243;&#380;nialno&#347;ci b&#281;dzie tylko przej&#347;ciowym stadium w drodze do formu&#322;owania katalog&#243;w gatunk&#243;w. Eugenika b&#281;dzie definiowa&#263;, kt&#243;re gatunki maja ewoluowa&#263;, za&#347; kt&#243;re nie. Ewolucja stanie po stronie kultury technicznej, kt&#243;rej centra b&#281;d&#261; centrami sterownia transformacjami technicznych gatunk&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Transhumansityczny pomys&#322; na cia&#322;o po osi&#261;gni&#281;ciu nie&#347;miertelno&#347;ci wskazuje na mo&#380;liwo&#347;&#263; zaludniania wielu cia&#322; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb13&quot; name=&quot;nh13&quot; id=&quot;nh13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[13] W ruchu Russia 2045 Dmitry Itskov m&#243;wi o wielu cia&#322;ach neo-cz&#322;owieka: D. (...)' &gt;13&lt;/a&gt;]. Mo&#380;e to by&#263; cia&#322;o robota [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb14&quot; name=&quot;nh14&quot; id=&quot;nh14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[14] Zob. N. Bostrom, A History of Transhumanist Thought, http://www.nickbostrom' &gt;14&lt;/a&gt;]. Wielocielesno&#347;&#263; jako oferta inkarnowania si&#281; w biologiczne lub technologiczne (cz&#281;sto te&#380; okre&#347;lane jako nie-proteinowe) cia&#322;o zwi&#261;zana jest z przeniesieniem umys&#322;u z jednego no&#347;nika na drugi. Zatem nie chodzi o samo cia&#322;o, lecz o umys&#322; (czy raczej pewn&#261; jego modyfikacj&#281;). Tutaj nawet najbardziej radykalni transhumani&#347;ci s&#261; zgodni co do tego, &#380;e warunkiem nie&#347;miertelno&#347;ci jest najpierw rozwi&#261;zanie kwestii mind uploading, czyli przegrania umys&#322;u ludzkiego do postaci technicznej, kt&#243;ra z niej dopiero b&#281;dzie mog&#322;a by&#263; przekazywana do innych cia&#322;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przedstawione tutaj scenariusze postgatunkowego bycia odnosz&#261; si&#281; do r&#243;&#380;nych form zachowania i przekroczenia cia&#322;a. S&#261; to zinstytucjonalizowane futurologiczne hipotezy, za kt&#243;rymi stoj&#261; agendy technomerkantylistyczne i/lub ruchy spo&#322;eczne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ruch Rosja 2045 jest prosumenckim przedsi&#281;wzi&#281;ciem maj&#261;cym na celu osi&#261;gni&#281;cie tego, co realizuje Instytut Nie&#347;miertelno&#347;ci. Dmitry Itskov stwierdzi&#322;, &#380;e uda mu si&#281; unie&#347;miertelni&#263; cz&#322;owieka poprzez zebranie ludzi z internetu, kt&#243;rzy b&#281;d&#261; chcieli wzi&#261;&#263; udzia&#322; w jego projekcie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb15&quot; name=&quot;nh15&quot; id=&quot;nh15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[15] Wyst&#261;pienie podczas Singualrity Summit 2011: http://www.youtube.com/watch?v=' &gt;15&lt;/a&gt;]. Kolejne ruchy transhumanistyczne powstaj&#261; jeden po drugim. Przyk&#322;adem jest tutaj Russia 2045. Jedno z za&#322;o&#380;e&#324; polega na tym, &#380;e superinteligencja rozwi&#261;&#380;e wszelkie konflikty, co wi&#281;cej - nie ograniczy ona niczyjej wolno&#347;ci. S&#322;owo utopia to chyba za ma&#322;o na okre&#347;lenie tego, co jest tutaj wymy&#347;lane. Jest to wyj&#261;tkowo naiwne my&#347;lenie, poniewa&#380; teodycea nie jest tu problemem. Jeden z najwa&#380;niejszych problem&#243;w metafizyki &#8211; zagadnienie istnienia i przejawiania si&#281; z&#322;a zostaje zniesione poprzez wprowadzenie poj&#281;cie superinteligencji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wymiana cia&#322; sprawia, &#380;e jednostka nie wie kim jest, nie jest &#347;wiadoma do jakiego gatunku przynale&#380;y. Jej &#347;wiadomo&#347;&#263; ogranicza si&#281; do pocz&#261;tku jej powstania: upload'u, technologicznie umo&#380;liwione re-inkarnacji, czy te&#380; innych efekt&#243;w wymiany cia&#322;a. Wraz z xenokorporalno&#347;ci&#261; rozumian&#261; tutaj jako wstr&#281;t &#347;wiadomo&#347;ci do nowo nabytego cia&#322;a przychodzi tak&#380;e etap przyzwyczajenia i akceptacji. Prawdopodobnie wszelkie dramaty metafizyczne zostan&#261; po prostu przeniesione na ziemi&#281;. System spo&#322;eczny nadal b&#281;dzie istnia&#322; w pewnym zakresie &#8211; nawet je&#347;li b&#281;dzie musia&#322; przybra&#263; posta&#263; solipsystycznej projekcji. Transhumani&#347;ci zak&#322;adaj&#261;, &#380;e &#347;wiadomo&#347;&#263;/umys&#322;/pami&#281;&#263; za&#322;adowana na antropomorficzny no&#347;nik b&#281;dzie si&#281; do niego dostosowywa&#322;a. Mo&#380;e zosta&#263; wt&#322;oczona, ale to ju&#380; nie b&#281;dzie ta sama &#347;wiadomo&#347;&#263;. No&#347;nik mo&#380;e dostosowa&#263; si&#281; do apriorycznych warunk&#243;w &#347;wiadomo&#347;ci, tutaj rozumianych jako model poprzedzaj&#261;cego upload &#380;ycia. Tutaj metafizyka tak&#380;e dzia&#322;a wstecz szukaj&#261;c najwa&#380;niejszego metafizycznego prze&#322;&#261;czenia, po kt&#243;rym egzystencja zostaje radykalnie zmieniona. W trakcie prze&#322;&#261;czania no&#347;nik&#243;w, na kt&#243;rych zostanie uruchomiona &#347;wiadomo&#347;&#263; transhumanistom nie s&#322;u&#380;y &#380;adna fenomenologia. Fenomen techniczny jakim jest cia&#322;o a tak&#380;e sama sytuacja stechnicyzowanej rzeczywisto&#347;ci stanowi&#261; tutaj podstawowe elementy wszystkich wyja&#347;nie&#324; i spekulacji. Je&#347;li &#347;wiadomo&#347;&#263; jest tutaj rozumiana jako co&#347; wi&#281;cej ni&#380; tylko specyficzna zdolno&#347;&#263; do przetwarzania danych, je&#347;li jest to &#347;wiadomo&#347;&#263; ludzka, przynale&#380;na refleksyjnemu i symbolicznemu gatunkowi, to w miar&#281; prze&#322;&#261;czania musi ona zanika&#263; lub zosta&#263; wzmacnia&#263;. Jednak dialektyka &#347;wiadomo&#347;&#263;/instrument powoduje, &#380;e wraz ze wzrostem instrumentalizacji prze&#322;&#261;czania mi&#281;dzy cia&#322;ami &#347;wiadomo&#347;&#263; przestaje mie&#263; znaczenie. Seria prze&#322;&#261;cze&#324; w ciele bez organ&#243;w ostatecznie j&#261; zast&#281;puje.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cia&#322;o bez organ&#243;w mo&#380;na odczytywa&#263; na kilku poziomach. Dzia&#322;a ono zawsze w scenariuszach postgatunkowego, kt&#243;re ugruntowuj&#261; sytuacj&#281; cia&#322;a-bez-cia&#322;a. &#321;atwiej jest je odczytywa&#263; ni&#380; prze&#380;ywa&#263;. Sk&#322;ada si&#281; ono z technologicznie implementowanych intensywno&#347;ci zdalnie po&#322;&#261;czonych z modyfikowan&#261; istot&#261; cz&#322;owieka. Dla Gillesa Deleuze'a oraz Felixa Guattariego oznacza ono aktywny spos&#243;b kompozycji pragnienia, kt&#243;ry wymyka si&#281; spo&#322;ecznym, filozoficznym oraz kulturowym metodom kodowania oraz nadawania &#8222;sta&#322;ej&#8221; organizacji. W ten spos&#243;b cia&#322;o bez organ&#243;w mo&#380;na &#8222;sobie zrobi&#263;&#8221;. Nie jest ono czym&#347; danym lub na-danym, czyli odg&#243;rnie ustalonym. Rozwijanie jego idei otwiera tak&#380;e podstawowe niebezpiecze&#324;stwo wprowadzania nowej tradycji. W ten spos&#243;b autor tego sformu&#322;owania Antonin Artauda:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kiedy stworzycie mu cia&#322;o bez organ&#243;w, uwolnicie go w&#243;wczas od wszelkich automatyzm&#243;w i przywr&#243;cicie prawdziw&#261; wolno&#347;&#263;. W&#243;wczas zn&#243;w nauczycie go ta&#324;czy&#263; na opak niczym w szale zabaw ludowych i to na opak b&#281;dzie dla&#324; w&#322;a&#347;ciwym miejscem [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb16&quot; name=&quot;nh16&quot; id=&quot;nh16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[16] A. Artaud, Sko&#324;czy&#263; z s&#261;dem Bo&#380;ym, http://bb.ph-f.org/przeklady/artaud_sad_bozy' &gt;16&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Odwrotnie oznacza w tym kontek&#347;cie uruchomienie ruchu negatywno&#347;ci po obwodzie cyrkulacji i uwalniania kolejnych intensywno&#347;ci. Cia&#322;o bez organ&#243;w oznacza wolno&#347;&#263; od konwencji, od spo&#322;ecznego wp&#322;ywu, wreszcie &#8211; od samego cia&#322;a. Transhumanizm za&#347; nie zapomina o ciele w &#380;adnym rodzaju delirycznego lub ludycznego szale&#324;stwa. Tworzy on cia&#322;a bez organ&#243;w na mocy technonaukowo zaplanowanych eksperyment&#243;w. Wyra&#380;enie cierpi&#261;cego cia&#322;a oddaj&#261; s&#322;owa Deleuze'a oraz Guattariego [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb17&quot; name=&quot;nh17&quot; id=&quot;nh17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[17] To co dla Deleuze&amp;#39;a i Guattariego by&#322;o form&#261; rewolty w zakresie (...)' &gt;17&lt;/a&gt;]: &#8222;Uczynili mnie organizmem! &#377;le mnie z&#322;o&#380;yli! Ukradli moje cia&#322;o!&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb18&quot; name=&quot;nh18&quot; id=&quot;nh18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[18] G. Deleuze, F. Guattari, A Thousand Plateaus: Capitalism and (...)' &gt;18&lt;/a&gt;]. W ten spos&#243;b mo&#380;emy zapyta&#263; o to kto to ukrad&#322; to cia&#322;o (rozumiane ju&#380; jako cia&#322;o z&#322;o&#380;one z organ&#243;w poszczeg&#243;lnych gatunk&#243;w)? Transhumani&#347;ci. Jak dosz&#322;o do kradzie&#380;y? Zosta&#322;o ono dobrowolnie oddane eksperymentom, kt&#243;re zapewni&#322;y mu paradoksalne trwanie-w-transformacji. Przysz&#322;e kradzie&#380;e transhumanist&#243;w (z&#322;odziei cia&#322;) b&#281;d&#261; legalne, poniewa&#380; przysz&#322;e organizmy pojawi&#261; si&#281; na &#347;wiecie w ju&#380; w zmodyfikowanej konstytucji. Rodzenie b&#281;dzie zast&#261;pione przez zestawianie u&#380;ytecznych organ&#243;w, o kt&#243;rych informacje b&#281;d&#261; pobierane z baz danych, gdzie b&#281;d&#261; one rankingowane pod&#322;ug funkcjonalno&#347;ci, w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci organizacyjnych. To swoiste cia&#322;o-bez-cia&#322;a: nie-cia&#322;o. S&#261;d Boga, kt&#243;rego tak bardzo obawia&#322; si&#281; Artaud, Deleuze i Guattari zostaje zast&#261;piony przez s&#261;d transhumanist&#243;w, kt&#243;ry wyznacza kto ma prawo i mo&#380;liwo&#347;&#263; aktualizowa&#263; swoj&#261; wol&#281; transformacji cia&#322;a - swoist&#261; decyzj&#281; technologiczn&#261;. Metafizycy, posthumani&#347;ci, tak&#380;e ci, kt&#243;rzy deprecjonowali rol&#281; cia&#322;a, staj&#261; teraz w jego &#380;arliwej obronie. Humanizm oznacza&#322; nie tylko kultur&#281; intelektualn&#261;, ale tak&#380;e ekologi&#281; gest&#243;w i zachowa&#324;. S&#261;d transhumanist&#243;w jako kolektywnie podj&#281;ta decyzja technotransformacyjna oznacza nieodwracalne przekszta&#322;cenie cia&#322;a. Wszelka odwracalno&#347;&#263; jest kwesti&#261; prze&#322;&#261;czania, nie za&#347; poruszania si&#281; po kolejnych stopniach ewolucji. Takie cia&#322;o bez organ&#243;w (cia&#322;o prze&#322;&#261;czania organ&#243;w) jest z konieczno&#347;ci kolektywem, poniewa&#380; &#322;&#261;czy ono &#8222;rzeczy, ro&#347;liny, zwierz&#281;ta, narz&#281;dzi, ludzi, moce i fragmenty wszystkich wymienionych&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb19&quot; name=&quot;nh19&quot; id=&quot;nh19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[19] S&#322;owa Deleuze&amp;#39;a i Guattariego, tam&#380;e., s. 161.' &gt;19&lt;/a&gt;].W ten spos&#243;b komentarze &#8222;Skonstruowa&#322;e&#347; swoj&#261; w&#322;asn&#261; ma&#322;&#261; maszyn&#281;, gotow&#261; w razie potrzeby zosta&#263; po&#322;&#261;czon&#261; do innych kolektywnych maszyn&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb20&quot; name=&quot;nh20&quot; id=&quot;nh20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[20] Tam&#380;e., s. 161.' &gt;20&lt;/a&gt;] jest zaproszeniem do kolejnych postgatunkowych transformacji. Ich scenariusze b&#281;d&#261; zatem oznacza&#322;y realizacji wolno&#347;ci w ramach absolutnej intensywno&#347;ci zyskiwanej w post&#281;pie technologicznym, lecz tkwi&#261;c w ci&#261;&#380; sytuacji nie-ustalenia wci&#261;&#380; b&#281;d&#261; uwik&#322;ane w postdialektyczny stosunek tego, co indywidualne i kolektywne, z t&#261; jednak r&#243;&#380;nic&#261;, &#380;e obecnie b&#281;dzie dotyczy&#322;a ona nie tyle cia&#322;, co cia&#322;-bez-cia&#322;: maszyn do przy&#322;&#261;czania/od&#322;&#261;czania organ&#243;w produkowanych w przemys&#322;ach transhumanistycznych [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb21&quot; name=&quot;nh21&quot; id=&quot;nh21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[21] To one b&#281;d&#261; ustala&#322;y formy przysz&#322;ych gatunk&#243;w. To co biologiczne, (...)' &gt;21&lt;/a&gt;]. Problem cielesno&#347;ci i afektywno&#347;ci maszyn powr&#243;ci pod postaci&#261; etyki kompatybilno&#347;ci: problemu uzgodnienia poszczeg&#243;lnych samokonstruuj&#261;cych si&#281; cia&#322;-bez-cia&#322;. Kwesti&#261; b&#281;dzie nie tylko autonomia, ale tak&#380;e dystrybucji energii umo&#380;liwiaj&#261;cej im funkcjonowanie. Wstr&#281;t do cia&#322;a transhumanist&#243;w odnosi si&#281; do tej sytuacji wyparcia pewnych problem&#243;w, kt&#243;re nie zosta&#322;y dostatecznie przemy&#347;lane. Jak samokonstruuj&#261;ce si&#281; kolektywy cia&#322;-bez-cia&#322; (maszyn-bez-komponent&#243;w) mia&#322;yby funkcjonowa&#263;? Sytuacja, kt&#243;r&#261; wprowadza&#322; Deleuze i Guattari dotyczy&#322;a jednostek, kt&#243;re nie chc&#261; podda&#263; si&#281; spo&#322;ecznemu programowaniu. Gdy za&#347; transformowanie cia&#322;a stanie si&#281; obligatoryjne, to zniesiona zostanie granica pomi&#281;dzy wszelkimi opozycjami. Doprowadzi to w konsekwencji do sytuacji, w kt&#243;rej konieczne b&#281;d&#261; nowe rozstrzygni&#281;cia. Scenariusze postgatunkowego bycia b&#281;d&#261; odnosi&#322;y si&#281; w&#322;a&#347;nie do sytuacji &#8211; futurologii przysz&#322;ej kultury opartej na podstawie technicznej. &lt;BR&gt;
&lt;BR&gt;
&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Bibliografia:&lt;/strong&gt; &lt;BR&gt;&lt;BR&gt;
1. Artaud A.,: Sko&#324;czy&#263; z s&#261;dem Bo&#380;ym, http://bb.ph-f.org/przeklady/artaud_sad_bozy.pdf (30.01.2012)&lt;BR&gt;
2. Bostrom N.,: A History of Transhumanist Thought, http://www.nickbostrom.com/papers/history.pdf (30.01.2012)&lt;BR&gt;
3. Chy&#322;a W.,: W stron&#281; filozofii medi&#243;w: media jako biotechnosystem, &#8222;Przegl&#261;d Kulturoznawczy&#8221;, 1/2010, s. 30.
4. Deleuze G., Guattari F.,: A Thousand Plateaus: Capitalism and Schizophrenia, trans. B. Massumi, University of Minnesota Press: Mineeapolis-London 2005.&lt;BR&gt;
5. Erlach K.,: Das Technotop. Technologische konstruktrion der Wirklichkeit, LIT: Stuttgart 1998. &lt;BR&gt;
6. Ilnicki R.,: posthumanizm/transhumanizm, http://www.scribd.com/doc/79513261/posthumanizm-transhumanizm (30.02.2012)&lt;BR&gt;
7. Itskov D.,: Neo-Humanity 2045: A Global Strategy for the Evolution of Humanisty in the Third Millenium, http://2045.com/articles/29103.html (30.01.2012)&lt;BR&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rafa&#322; Ilnicki &#8211; filozof-kulturoznawca, doktorant w Instytucie Kulturoznawstwa UAM. Publikowa&#322; m.in. w: &#8222;Kulturze i Historii&#8221;, &#8222;Przegl&#261;dzie Religioznawczym&#8221;, &#8222;Studiach Kulturoznawczych&#8221;, &#8222;Kulturze-Historii-Globalizacji&#8221;. Cz&#322;onek Zespo&#322;u Pracowni Pyta&#324; Granicznych UAM oraz Interdyscyplinarnego Centrum Badawczego Humanities/Art./Technology UAM.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh1&quot; name=&quot;nb1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] R. Ilnicki, posthumanizm/transhumanizm, http://www.scribd.com/doc/79513261/posthumanizm-transhumanizm (30.01.2012)&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh2&quot; name=&quot;nb2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] Idea ta odnosi si&#281; do wiary w mo&#380;liwo&#347;&#263; przeniesienia-skopiowania ludzkiego umys&#322;u do no&#347;nika technicznego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh3&quot; name=&quot;nb3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] W. Chy&#322;a, W stron&#281; filozofii medi&#243;w: media jako biotechnosystem, &#8222;Przegl&#261;d Kulturoznawczy&#8221;, 1/2010, s. 30.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh4&quot; name=&quot;nb4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] Tam&#380;e&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh5&quot; name=&quot;nb5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] Tam&#380;e., s. 33.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh6&quot; name=&quot;nb6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] Tutaj telemorfoza rozumiana jest jako zdolno&#347;&#263; do zdalnej transformacji istoty ludzkiej za po&#347;rednictwem technologii. Zdalno&#347;&#263; oznacza zar&#243;wno sytuacj&#281; bezpo&#347;redniej nieobecno&#347;ci technologii przekszta&#322;caj&#261;cych cia&#322;o, jak i podstawowy brak kontaktu cia&#322;a z istot&#261; cz&#322;owieka. Pierwotnie to poj&#281;cie zosta&#322;o wprowadzone przez Jeana Baudrillarda.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh7&quot; name=&quot;nb7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 7&quot;&gt;7&lt;/a&gt;] Ta sytuacja mo&#380;e by&#263; interpretowana jako transhumanistyczny hymn o perle, tyle &#380;e nie dochodzi tutaj do odnalezienia per&#322;y, kt&#243;r&#261; cz&#322;owiek wci&#261;&#380; mia&#322; w sobie, bowiem celem jest zmiana jej pojemnik&#243;w/no&#347;nik&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh8&quot; name=&quot;nb8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8&quot;&gt;8&lt;/a&gt;] W. Chy&#322;a, cyt. wyd., s. 33&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh9&quot; name=&quot;nb9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 9&quot;&gt;9&lt;/a&gt;] Tam&#380;e, s. 32.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh10&quot; name=&quot;nb10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 10&quot;&gt;10&lt;/a&gt;] Za gatunek biologiczny mo&#380;na tutaj uzna&#263; m.in. cz&#322;owieka i zwierz&#281;ta.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh11&quot; name=&quot;nb11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 11&quot;&gt;11&lt;/a&gt;] Jest to poj&#281;cie stosowane przez Gilberta Hottois na oznaczenie tych gatunk&#243;w, kt&#243;re powstan&#261; w trakcie ewolucji technicznej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh12&quot; name=&quot;nb12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 12&quot;&gt;12&lt;/a&gt;] Nie ma rozr&#243;&#380;nienia na Leib i K&#246;rper. Cia&#322;o staje si&#281; obiektem. Jego biologiczno&#347;&#263;, technologiczno&#347;&#263;, przetwarzalno&#347;&#263; to kwestia pochodna w stosunku do absolutnego uprzedmiotowienia. Tak konwersja ma na celu zniesienie efektu niesamowitej doliny. Cz&#322;owiek ma przekona&#263; si&#281;, &#380;e wz&#243;r cia&#322;a nie jest jedynym. Przekroczenie oporu przed przyj&#281;ciem doskona&#322;ego cia&#322;a i p&#243;&#378;niej odrzucenia go.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh13&quot; name=&quot;nb13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 13&quot;&gt;13&lt;/a&gt;] W ruchu Russia 2045 Dmitry Itskov m&#243;wi o wielu cia&#322;ach neo-cz&#322;owieka: D. Itskov, Neo-Humanity 2045: A Global Strategy for the Evolution of Humanisty in the Third Millenium, http://2045.com/articles/29103.html (30.01.2012)&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh14&quot; name=&quot;nb14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 14&quot;&gt;14&lt;/a&gt;] Zob. N. Bostrom, A History of Transhumanist Thought, http://www.nickbostrom.com/papers/history.pdf (30.01.2012)&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh15&quot; name=&quot;nb15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 15&quot;&gt;15&lt;/a&gt;] Wyst&#261;pienie podczas Singualrity Summit 2011: http://www.youtube.com/watch?v=zEi3ZAYheT0&amp;list=UU1zny_jKmgnEbQitfPgAlxg&amp;index=1&amp;feature=plcp (30.01.2012)&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh16&quot; name=&quot;nb16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 16&quot;&gt;16&lt;/a&gt;] A. Artaud, Sko&#324;czy&#263; z s&#261;dem Bo&#380;ym, http://bb.ph-f.org/przeklady/artaud_sad_bozy.pdf (30.01.2012). Pierwotna publikacja w: &quot;Pismo Literacko-Artystyczne&quot; 1988, nr 10, s. 80-98.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh17&quot; name=&quot;nb17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 17&quot;&gt;17&lt;/a&gt;] To co dla Deleuze'a i Guattariego by&#322;o form&#261; rewolty w zakresie proponowanego przez nich projektu filozoficznego, zosta&#322;o (zapewne wbrew ich intencjom) zrealizowane w spos&#243;b bezpo&#347;redni przez transhumanizm.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh18&quot; name=&quot;nb18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 18&quot;&gt;18&lt;/a&gt;] G. Deleuze, F. Guattari, A Thousand Plateaus: Capitalism and Schizophrenia, trans. B. Massumi, University of Minnesota Press: Minneapolis-London 2005, s. 159.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh19&quot; name=&quot;nb19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 19&quot;&gt;19&lt;/a&gt;] S&#322;owa Deleuze'a i Guattariego, tam&#380;e., s. 161.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh20&quot; name=&quot;nb20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 20&quot;&gt;20&lt;/a&gt;] Tam&#380;e., s. 161.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh21&quot; name=&quot;nb21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 21&quot;&gt;21&lt;/a&gt;] To one b&#281;d&#261; ustala&#322;y formy przysz&#322;ych gatunk&#243;w. To co biologiczne, kulturowe, metafizyczne zostanie produkowane przez syntezy technologii i ekonomii. Nie oznacza to, &#380;e te formy ulegn&#261; absolutnej degeneracji, lecz raczej zostan&#261; niesko&#324;czenie eksploatowane.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Kantowska koncepcja czasu a metoda dramatyzacji Gillesa Deleuze'a</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article610</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article610</guid>
		<dc:date>2012-04-10T11:29:35Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Jacek Roma&#324;ski</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46">NK on-line</category>


		<description>Kant's conception of time and the dramatisation method of Gilles Deleuze &lt;br /&gt;In the article I present Deleuze's critique of Kant's transcendental idealism on which the assumptions of transcendental empiricism are based . For this purpose the differences between the cogito of Descartes and Kant are defined. I call attention to the role of time in Kant's conception. Next, I illustrate the inadequacy of both concepts for the Deleuze's project . Subsequently, the polemic threads between Kant's and (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46" rel="directory"&gt;NK on-line&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Kant's conception of time and the dramatisation method of Gilles Deleuze&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;In the article I present Deleuze's critique of Kant's transcendental idealism on which the assumptions of transcendental empiricism are based . For this purpose the differences between the cogito of Descartes and Kant are defined. I call attention to the role of time in Kant's conception. Next, I illustrate the inadequacy of both concepts for the Deleuze's project . Subsequently, the polemic threads between Kant's and Maimon's philosophy are described, with particular emphasis on the concept of the unconscious, which is important in the dramatisation method. On this basis I carry out a reinterpretation of the cogito and I present the function that time plays in Deleuze's concept of transcendental empiricism.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;key words : time, representation, causality, difference, virtuality
s&#322;owa kluczowe : czas, reprezentacja, przyczynowo&#347;&#263;, r&#243;&#380;nica, wirtualno&#347;&#263;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;motto:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Wszelki kwiat nale&#380;y do nocy&lt;br&gt;
udaj&#261;cej &#380;e ju&#380; nadchodzi&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ale tam sk&#261;d zapach wp&#322;ywa&lt;br&gt;
nie mam nadziei dotrze&#263;&lt;br&gt;
i dlatego ta wo&#324; mnie przeszywa&lt;br&gt;
i sprawia &#380;e czuwam tak d&#322;ugo&lt;br&gt;
u drzwi wci&#261;&#380; zamkni&#281;tych&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszelki kolor, &#380;ycie&lt;br&gt;
rodzi si&#281; tam, gdzie wzrok zbyt ubogi&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ten &#347;wiat, to zaledwie wierzcho&#322;ek&lt;br&gt;
niewidzialnej po&#380;ogi&#8221;&lt;br&gt;
Philippe Jaccottet&lt;/strong&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kant nade wszystko ceni sobie trafno&#347;&#263; dowodu , opartego na precyzyjnie okre&#347;lonych poj&#281;ciach. W &#8222;Krytyce Czystego Rozumu &#8221;rzadko natrafiamy na fragmenty szczeg&#243;lnie urzekaj&#261;ce pi&#281;knem stylu. Dlatego pow&#243;d, dla kt&#243;rego ,odwo&#322;uje si&#281; on do metafory zdaje si&#281; posiada&#263; znaczenie szczeg&#243;lne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Krain&#281; czystego intelektu nie tylko przebyli&#347;my, nie tylko obejrzeli&#347;my troskliwie ka&#380;d&#261; jej cz&#281;&#347;&#263;, lecz nadto przemierzyli&#347;my j&#261; i wyznaczyli&#347;my w niej miejsce dla ka&#380;dej rzeczy. Kraj ten jest jednak wysp&#261;, i to przez przyrod&#281; zamkni&#281;t&#261; w niezmiennych granicach. jest to kraj prawdy ( urocz&#281; to imi&#281;) otoczony szerokim i burzliwym oceanem, w&#322;a&#347;ciwa siedziba u&#322;udy gdzie niejedna &#322;awica mg&#322;y i niejeden rych&#322;o topniej&#261;cy l&#243;d k&#322;amliwie udaje nowe kraje i &#322;udz&#261;c &#380;eglarza b&#322;&#261;dz&#261;cego za odkryciami nieustannie pr&#243;&#380;nymi nadziejami wik&#322;a go w przygody, z kt&#243;rych on nigdy nie mo&#380;e wycofa&#263; si&#281; ani te&#380; ich nigdy do ko&#324;ca doprowadzi&#263; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb1&quot; name=&quot;nh1&quot; id=&quot;nh1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] I. Kant &#8222;Krytyka czystego rozumu&#8221; t&#322;um. R. Ingarden. Wyd. Antyk. K&#281;ty 2001 (...)' &gt;1&lt;/a&gt;]&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym niezwyk&#322;ym tek&#347;cie Kant ukazuje nam granice tego, co samo w sobie niejasne i niepoznawalne. Tym samym zarysowuje si&#281; tutaj alternatywa dla ca&#322;ej metody krytycznej. Alternatywa, kt&#243;ra jak zobaczymy nie pozostaje ca&#322;kiem bez uzasadnienia. W zasadzie bowiem ca&#322;a koncepcja &#8222;Krytyki czystego rozumu&#8221; opiera si&#281; na konieczno&#347;ci za&#322;o&#380;enia stabilnego pod&#322;o&#380;a poj&#281;ciowego w przestrzeni metastabilnej, na okie&#322;znaniu &#380;ywio&#322;u zewn&#281;trza i wyznaczeniu sta&#322;ego l&#261;du. Tutaj wszystko posiada swoje miejsce a zmiany odmierzane s&#261; na gruncie zasady uniwersalnej przyczynowo&#347;ci, kt&#243;ra zapewnia niezb&#281;dn&#261; sp&#243;jno&#347;&#263; w czasowym nast&#281;pstwie fenomen&#243;w. Dzi&#281;ki niej, odkrycie metody transcendentalnej rozumianej jako uzasadnienie koniecznego odniesienia kategorialnego do przedmiotu mo&#380;liwego do&#347;wiadczenia pozwala uchroni&#263; si&#281; wed&#322;ug Kanta przed wp&#322;ywem czystego zewn&#281;trza [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb2&quot; name=&quot;nh2&quot; id=&quot;nh2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] por. Jean-Clet Martin &#8222;La philosophie de Gilles Deleuze&#8221; &#201;ditions Payot (...)' &gt;2&lt;/a&gt;]. Rozwi&#261;zania proponowane w tym zakresie przez kr&#243;lewieckiego profesora budz&#261; jednak pewne zastrze&#380;enia: po pierwsze wspomniana konieczna zasada sp&#243;jno&#347;ci w nast&#281;powaniu po sobie fenomen&#243;w musi zosta&#263; poddana krytycznej analizie. Po wt&#243;re idealizm transcendentalny rozumiany jako doktryna w&#322;adz opiera si&#281; na za&#322;o&#380;eniu syntetycznej funkcji racjonalnej podstawy , kt&#243;ra pozostaj&#261;c bez wyja&#347;nienia, jawi si&#281; jako rozwi&#261;zanie dogmatyczne [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb3&quot; name=&quot;nh3&quot; id=&quot;nh3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] por. ibidem' &gt;3&lt;/a&gt;]. Naszym celem jest ukazanie, &#380;e deleuzja&#324;ska interpretacja kantyzmu nie zasadza si&#281; jedynie na krytyce w&#261;tk&#243;w dogmatycznych ale stanowi poszukiwanie na jego gruncie mo&#380;liwych rozwi&#261;za&#324;, kt&#243;re b&#281;d&#261; s&#322;u&#380;y&#263; rozwojowi zupe&#322;nie innej teorii. W tym kontek&#347;cie krytyce poddane zostanie ukszta&#322;towane przez Kanta poj&#281;cie podmiotowo&#347;ci ze wskazaniem na pewn&#261; szczeg&#243;ln&#261; rol&#281; jak&#261; w jej konstytucji odgrywa czas. Krytyka ta ma istotne znaczenie poniewa&#380; rozwijana przez francuskiego filozofa doktryna empiryzmu transcendentalnego zak&#322;ada przekroczenie podmiotowych warunk&#243;w mo&#380;liwo&#347;ci naszej wiedzy. Aby wyja&#347;ni&#263; podstawowe za&#322;o&#380;enia tej doktryny uczyni&#263; musimy zacz&#261;&#263; od r&#243;&#380;nicy pomi&#281;dzy dwoma rodzajami Cogito: kartezja&#324;skim i kantowskim [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb4&quot; name=&quot;nh4&quot; id=&quot;nh4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] por. G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica i powt&#243;rzenie&#8221;, t&#322;um. Bogdan Banasiak, Krzysztof (...)' &gt;4&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kartezjusz zak&#322;ada, &#380;e nie mo&#380;emy przyj&#261;&#263; naszych przedstawie&#324; rzeczywisto&#347;ci za pewne dop&#243;ki mo&#380;liwe jest, &#380;e jeste&#347;my zwodzeni. Wskazuje on r&#243;wnocze&#347;nie, &#380;e nawet gdyby&#347;my zw&#261;tpili we wszystko, nie jest mo&#380;liwe aby&#347;my zw&#261;tpili we w&#322;asn&#261; &#347;wiadomo&#347;&#263;. Poniewa&#380; jednak w&#261;tpienie jest form&#261; my&#347;li mo&#380;emy by&#263; pewni, &#380;e istniejemy ilekro&#263; my&#347;limy. Oznacza to, &#380;e jakkolwiek mogliby&#347;my by&#263; zwodzeni to wiemy, &#380;e istniejemy i co do tego nie mo&#380;emy si&#281; myli&#263;. Zwi&#261;zek pomi&#281;dzy istnieniem a my&#347;leniem stanowi&#322; zatem dla Kartezjusza relacj&#281; uprzywilejowan&#261;. Uwa&#380;a&#322; on niemniej, &#380;e posiadaj&#261;c dost&#281;p jedynie do zawarto&#347;ci w&#322;asnego umys&#322;u, nie mo&#380;emy by&#263; pewni czy nasze przedstawienia odpowiadaj&#261; temu jaki faktycznie jest &#347;wiat [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb5&quot; name=&quot;nh5&quot; id=&quot;nh5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze&amp;#39;s Transcendental Empiricism &#8221; w &#8222;Thinking (...)' &gt;5&lt;/a&gt;]. Chc&#261;c sprosta&#263; podstawowym za&#322;o&#380;eniom transcendentalnym Kartezjusz musia&#322; odnale&#378;&#263; pewn&#261; idee, kt&#243;ra nie mo&#380;e zosta&#263; stworzona w jego w&#322;asnym umy&#347;le. O ile on sam jest sko&#324;czony, to jedyn&#261; ide&#261;, kt&#243;ra mog&#322;aby spe&#322;nia&#263; ten warunek jest idea niesko&#324;czono&#347;ci, kt&#243;rej byt sko&#324;czony nie m&#243;g&#322;by stworzy&#263; opieraj&#261;c si&#281; na swojej w&#322;asnej naturze, lub na do&#347;wiadczeniu wyp&#322;ywaj&#261;cym ze &#347;wiata. Kartezjusz argumentowa&#322;, &#380;e je&#380;eli posiadamy czyste i bezpo&#347;rednie relacje wy&#322;&#261;cznie z naszymi my&#347;lami to jedynym sposobem w jaki mo&#380;emy posiada&#263; wiedz&#281; o &#347;wiecie by&#322;o udowodnienie istnienia Boga. Argument ten oparty by&#322; na czystej i wyra&#378;nej idei niezale&#380;nego od podmiotu, niesko&#324;czonego, najdoskonalszego bytu , kt&#243;ry stanowi&#261;c o pewno&#347;ci cogito, umo&#380;liwia zarazem wiedz&#281; o &#347;wiecie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb6&quot; name=&quot;nh6&quot; id=&quot;nh6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] por. ibidem oraz Jerzy Kopania &#8222;Szkice kartezja&#324;skie&#8221; wyd. Aureus. Krak&#243;w (...)' &gt;6&lt;/a&gt;]. Jednak&#380;e u Hume'a w &#8222;Badaniach dotycz&#261;cych rozumu ludzkiego&#8221; pojawia si&#281; dow&#243;d na to, &#380;e jest mo&#380;liwe wyprowadzenie idei Boga z do&#347;wiadczenia empirycznego, kt&#243;ry niszczy tez&#281; Kartezjusza, &#380;e nie mogliby&#347;my stworzy&#263; sami idei Boga [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb7&quot; name=&quot;nh7&quot; id=&quot;nh7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[7] David Hume &#8222; Badania dotycz&#261;ce rozumu ludzkiego&#8221; PWN 1977 s. (...)' &gt;7&lt;/a&gt;]. Tym samym zniszczeniu ulegaj&#261; r&#243;wnie&#380; pretensje do posiadania wiedzy zamiast mniema&#324; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb8&quot; name=&quot;nh8&quot; id=&quot;nh8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[8] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze&amp;#39;s Transcendental ... &#8221;s. 41' &gt;8&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kant aby rozwi&#261;za&#263; ten problem musi zarazem przedefiniowa&#263; Cogito oraz wprowadzi&#263; poj&#281;cie rzeczy samej w sobie gwarantuj&#261;ce mo&#380;liwo&#347;&#263; obiektywnego przedmiotu nauk, na gruncie kt&#243;rych kszta&#322;tuje on swoj&#261; filozofi&#281; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb9&quot; name=&quot;nh9&quot; id=&quot;nh9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[9] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; BXX, A 250, B 310 oraz I. Kant &#8222;Prolegomena&#8221; (...)' &gt;9&lt;/a&gt;]. W pierwszej kolejno&#347;ci, kwestionuj&#261;c warto&#347;&#263; poznawcz&#261; s&#261;d&#243;w analitycznych lub s&#261;d&#243;w aposteriori, stawia on pytanie o warunki mo&#380;liwo&#347;ci s&#261;d&#243;w syntetycznych a priori. Nast&#281;pnie w celu wyja&#347;nienia w jaki spos&#243;b mo&#380;liwa jest, stanowi&#261;ca o mo&#380;liwo&#347;ci reprezentacji synteza tego co si&#281; przedstawia w naoczno&#347;ci , czyli r&#243;&#380;norodno&#347;ci empirycznej Kant wyr&#243;&#380;nia trzy w&#322;adze aktywne - wyobra&#378;nie, intelekt , rozum, oraz w&#322;adz&#281; pasywn&#261; czyli zmys&#322;owo&#347;&#263; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb10&quot; name=&quot;nh10&quot; id=&quot;nh10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[10] por. Gilles Deleuze &#8222; Filozofia krytyczna Kanta. Doktryna W&#322;adz&#8221; Wyd. (...)' &gt;10&lt;/a&gt;]. Spos&#243;b w jaki kszta&#322;tuj&#261; si&#281; relacje pomi&#281;dzy nimi ma stanowi&#263; wed&#322;ug Kanta o rozwi&#261;zaniu zagadki wspomnianych s&#261;d&#243;w. Nale&#380;y zauwa&#380;y&#263;, &#380;e syntetyczna mo&#380;liwo&#347;&#263; realizacji porz&#261;dku poj&#281;ciowego w naoczno&#347;ci jest podporz&#261;dkowana tutaj wy&#380;szej w&#322;adzy poznania [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb11&quot; name=&quot;nh11&quot; id=&quot;nh11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[11] por. ibidem s. 12 oraz I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; &#8222;O ostatecznym celu naturalnej (...)' &gt;11&lt;/a&gt;], kt&#243;r&#261; cechuje wed&#322;ug Kanta pewno&#347;&#263; i niezale&#380;no&#347;&#263;. Jednym z g&#322;&#243;wnych problem&#243;w jaki napotyka Kant w toku dowodzenia jest zagadnienie przyczynowo&#347;ci. Ot&#243;&#380; powinni&#347;my zapyta&#263; w jaki spos&#243;b mo&#380;emy uzasadni&#263; wykraczaj&#261;c&#261; poza empirie uniwersalno&#347;&#263;, dzi&#281;ki kt&#243;rej nasze s&#261;dy zgadzaj&#261; si&#281; z do&#347;wiadczeniem [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb12&quot; name=&quot;nh12&quot; id=&quot;nh12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[12] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 20' &gt;12&lt;/a&gt;]. Kant rozwi&#261;zuje ten problem twierdz&#261;c, &#380;e dane do&#347;wiadczenia musz&#261; by&#263; podporz&#261;dkowane zasadom tego samego rodzaju co subiektywne zasady sad&#243;w syntetycznych a priori . Subiektywno&#347;&#263; tych zasad musi zatem osi&#261;gn&#261;&#263; poziom transcendentalny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb13&quot; name=&quot;nh13&quot; id=&quot;nh13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[13] G. Deleuze&amp;#39; &#8222;Filozofia Krytyczna Kanta. Doktryna w&#322;adz&#8221; s.26' &gt;13&lt;/a&gt;]. Moment ten jest szczeg&#243;lnie widoczny w doktrynie w&#322;adz, gdy okazuje si&#281;, &#380;e sam akt wyobra&#378;ni rozumiany jako czynna zdolno&#347;&#263; do syntezy r&#243;&#380;norodnych danych odniesiony do czasu i przestrzeni nie jest wystarczaj&#261;cy, poniewa&#380; nie realizuje koniecznego wymogu, kt&#243;ry charakteryzuje poznanie pewne czyli relacji do przedmiotu. Konieczny jest zatem akt, kt&#243;ry nie jest jedynie efektem tej syntezy lecz wykracza poza ni&#261; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb14&quot; name=&quot;nh14&quot; id=&quot;nh14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[14] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 104/A79, A120' &gt;14&lt;/a&gt;]. Aktem tym jest rozpoznanie. Wszystko co jest przedstawione musi zosta&#263; pomy&#347;lane (Cogito) u&#347;wiadomione przez podmiot aby mog&#322;o zosta&#263; rozpoznane. Wspomniana relacja jest mo&#380;liwa poniewa&#380; dysponujemy pewna forma obiektywno&#347;ci m&#243;wimy &#8222;jaki&#347; przedmiot&#8221;, &#8222;przedmiot x&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb15&quot; name=&quot;nh15&quot; id=&quot;nh15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[15] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 105' &gt;15&lt;/a&gt;]. Forma ta jest korelatem jedno&#347;ci &#347;wiadomo&#347;ci rozumianej jako &#8222;my&#347;l&#281;&#8221; .Deleuze pisze: &#8222;tote&#380; prawdziw&#261; formu&#322;&#261; syntetyczn&#261; jest: my&#347;l&#281; siebie a my&#347;l&#261;c siebie my&#347;l&#281; jaki&#347; przedmiot, do kt&#243;rego odnosz&#281; przedstawian&#261; r&#243;&#380;norodno&#347;&#263;&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb16&quot; name=&quot;nh16&quot; id=&quot;nh16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[16] por. G. Deleuze &#8222;Filozofia Krytyczna&#8221; s.30 oraz I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; (...)' &gt;16&lt;/a&gt;]. W tym miejscu nale&#380;y zada&#263; pytanie na czym w&#322;a&#347;ciwie polega wspomniane przedefiniowanie Cogito ? Ot&#243;&#380; u Kartezjusza z samego faktu, &#380;e my&#347;limy mo&#380;emy wywnioskowa&#263;, &#380;e istniejemy jednak&#380;e okre&#347;lenie &#8222;ja my&#347;l&#281;&#8221; jest oparte na nieokre&#347;lonej egzystencji. Dlatego Kant uwa&#380;a, &#380;e konieczne jest wyja&#347;nienie w jaki spos&#243;b &#8222;ja my&#347;l&#281;&#8221; mo&#380;e okre&#347;la&#263; to co niezdeterminowane. Nie wiemy bowiem jak i czy w og&#243;le owo nieokre&#347;lone da si&#281; okre&#347;li&#263; przez my&#347;l&#281;. Kant dodaje form&#281;, w kt&#243;rej nieokre&#347;lone istnienie pozwala si&#281; okre&#347;li&#263;. Form&#261; ta jest forma czasu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb17&quot; name=&quot;nh17&quot; id=&quot;nh17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[17] por. G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 138' &gt;17&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Owo &#8222;My&#347;l&#281;&#8221; wyra&#380;a akt okre&#347;lania mojego bytu. Byt jest ju&#380; wi&#281;c przez to dany, lecz nie jest jeszcze dany spos&#243;b , w jaki mam go okre&#347;li&#263;, tzn. w jakim mam uzna&#263; w sobie istnienie r&#243;&#380;norodno&#347;ci do niego przynale&#380;nej. Do tego nale&#380;y naoczno&#347;&#263; samego siebie, u kt&#243;rej pod&#322;o&#380;a znajduje si&#281; pewna forma dana a priori, tzn. czas, forma, kt&#243;ra jest zmys&#322;owa i przynale&#380;na do odbiorczo&#347;ci tego, co si&#281; we mnie da okre&#347;li&#263; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb18&quot; name=&quot;nh18&quot; id=&quot;nh18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[18] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 158' &gt;18&lt;/a&gt;]&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nieco wcze&#347;niej Kant przypisuje czasowi r&#243;wnie&#380; inn&#261; wa&#380;n&#261; rol&#281;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Sk&#261;dkolwiek by pochodzi&#322;y nasze przedstawienia, czy by&#322;yby wywo&#322;ane przez wp&#322;yw zewn&#281;trznych rzeczy lub przez wewn&#281;trzne przyczyny, czy powsta&#322;yby w spos&#243;b aprioryczny, czy te&#380; empiryczny jako zjawiska, to przecie&#380; jako modyfikacje umys&#322;u nale&#380;&#261; wszystkie do zmys&#322;u zewn&#281;trznego. Jako takie wszystkie nasze poznania podlegaj&#261; ostatecznie formalnemu warunkowi zmys&#322;u wewn&#281;trznego, mianowicie czasowi, w kt&#243;rym musz&#261; by&#263; wszystkie uporz&#261;dkowane, powi&#261;zane, i doprowadzone do pozostawania w pewnych stosunkach&#8230; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb19&quot; name=&quot;nh19&quot; id=&quot;nh19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[19] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 99' &gt;19&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Oznacza to, &#380;e czasowy porz&#261;dek nast&#281;pstw, okre&#347;la relacj&#281; pomi&#281;dzy naszymi przedstawieniami a jakimkolwiek przedmiotem, w spos&#243;b uporz&#261;dkowany i wykluczaj&#261;cy jak&#261;kolwiek przypadkowo&#347;&#263; . Jednocze&#347;nie nale&#380;y zauwa&#380;y&#263;, &#380;e kategorie odnosz&#261;ce si&#281; do przedmiotu X s&#261; korelatem jedno&#347;ci apercepcji transcendentalnej jedynie pod warunkiem zdefiniowania tej ostatniej jako jedno&#347;ci &#347;wiadomo&#347;ci w czasie, stanowi&#261;cym r&#243;wnocze&#347;nie o mo&#380;liwo&#347;ci relacji przyczynowych [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb20&quot; name=&quot;nh20&quot; id=&quot;nh20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[20] por. Jean-Clet Martin &#8222; La philosophie de Gilles Deleuze&#8221; &#201;d. Payot (...)' &gt;20&lt;/a&gt;]:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;poj&#281;cie, za&#347; zawieraj&#261;ce w sobie konieczno&#347;&#263; syntetycznej jedno&#347;ci mo&#380;e by&#263; tylko czystym poj&#281;ciem intelektu, nie wyst&#281;puj&#261;cym w spostrze&#380;eniu, i jest to tu pojecie stosunku przyczyny i skutku, z kt&#243;rych pierwsza okre&#347;la drugi w czasie jako nast&#281;pstwo (&#8230;) tylko przez to wi&#281;c, &#380;e poddajemy nast&#281;pstwu zjawisk a wi&#281;c i wszelk&#261; zmian&#281;, prawu przyczynowo&#347;ci, jest mo&#380;liwe samo do&#347;wiadczenie, tzn. empiryczne poznanie zjawisk. Przeto i one same jako przedmioty do&#347;wiadczenia s&#261; mo&#380;liwe tylko w zgodzie z tym w&#322;a&#347;nie prawem [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb21&quot; name=&quot;nh21&quot; id=&quot;nh21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[21] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B234 por . A202 a tak&#380;e A 102, A142 , A 209, B (...)' &gt;21&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;emy zatem za&#322;o&#380;y&#263;, &#380;e zdaniem Kanta to w&#322;a&#347;nie czas zapewnia sp&#243;jno&#347;&#263; naszych przedstawie&#324;. Nale&#380;y jednak&#380;e wyja&#347;ni&#263; czy i w jaki spos&#243;b tworzy on relacj&#281; typu przyczynowego?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Jasne jest, &#380;e musi istnie&#263; co&#347; trzeciego, co musi pozostawa&#263; w stosunku jednorodno&#347;ci z jednej strony do kategorii, z drugiej za&#347; do zjawiska, i co umo&#380;liwia stosowanie pierwszego do drugiego. To po&#347;rednicz&#261;ce przedstawienie musi by&#263; czyste (bez wszelkiej domieszki empirycznej) a jednak z jednej strony intelektualne z drugiej za&#347; zmys&#322;owe. Takim przedstawieniem jest schemat transcendentalny. Poj&#281;cie intelektualne zwiera w sobie czyst&#261; jedno&#347;&#263; syntetyczn&#261; tego co r&#243;&#380;norodne w og&#243;le. Czas jako warunek formalny r&#243;&#380;norodno&#347;ci zmys&#322;owej zmys&#322;u wewn&#281;trznego, a wi&#281;c powi&#261;zania wszelkich przedstawie&#324;, zawiera to co a priori r&#243;&#380;norodne w czystej naoczno&#347;ci. Ot&#243;&#380; transcendentalne okre&#347;lenie czasowe jest o tyle jednorodne z kategori&#261; ( kt&#243;ra stanowi jego jedno&#347;&#263;), &#380;e jest og&#243;lne i opiera si&#281; na (pewnym) prawidle a priori. Jest ono za&#347; z drugiej strony o tyle jednorodne ze zjawiskiem, &#380;e czas jest zawarty, w ka&#380;dym empirycznym przedstawieniu tego co r&#243;&#380;norodne. Dlatego zastosowanie kategorii do zjawisk staje si&#281; mo&#380;liwe za po&#347;rednictwem transcendentalnego okre&#347;lenia czasowego, kt&#243;re jako schemat poj&#281;&#263; intelektu, po&#347;redniczy przy podporz&#261;dkowaniu drugich (zjawisk) pierwszej (kategorii) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb22&quot; name=&quot;nh22&quot; id=&quot;nh22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[22] ibidem A138/B 177, B178/ A139' &gt;22&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W Drugiej Analogii Do&#347;wiadczenia Kant b&#281;dzie stara&#322; si&#281; uzasadni&#263; t&#261; relacj&#281;, bazuj&#261;c na obserwacji koniecznego nast&#281;pstwa fenomen&#243;w, czyli poprzez odniesienie do &#347;wiata zjawisk [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb23&quot; name=&quot;nh23&quot; id=&quot;nh23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[23] por. KRC A 180, A 200' &gt;23&lt;/a&gt;]. Nie udaje mu si&#281; jednak udowodni&#263;, &#380;e przyczynowo&#347;&#263; jest okre&#347;leniem czasowym. Nie mo&#380;na bowiem powiedzie&#263;, &#380;e je&#347;li cos spowodowa&#322;o wyst&#261;pienie x w czasie przed y to, &#380;e x jest przyczyn&#261; y (non sequitur) R&#243;wnie&#380; porz&#261;dek, w kt&#243;rym obserwujemy zdarzenia nie zawsze jest porz&#261;dkiem, w kt&#243;rym one faktycznie wyst&#281;puj&#261; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb24&quot; name=&quot;nh24&quot; id=&quot;nh24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[24] por. D.P Dryer &quot;The Second Analogy&#8221; w W.R. Harper &#8222;Kant on Causality, (...)' &gt;24&lt;/a&gt;]. Mo&#380;liwe zatem, &#380;e okre&#347;lenie takie nie istnieje a zatem uporz&#261;dkowane i nieprzypadkowe nast&#281;pstwo fenomen&#243;w jest jedynie domniemane.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym miejscu koszmar meteorologiczny Kanta ziszcza si&#281;, nic nie jest w stanie zapewni&#263; sp&#243;jno&#347;ci naszej empirycznej wyobra&#378;ni, busola szaleje, cynober okazuje si&#281; raz czerwony a raz czarny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb25&quot; name=&quot;nh25&quot; id=&quot;nh25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[25] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 101' &gt;25&lt;/a&gt;], raz przedzielone form&#261; czasu Cogito nie mo&#380;e zosta&#263; scalone. &#8222;przez kr&#243;tk&#261; chwil&#281; znale&#378;li&#347;my si&#281; w rejonach tej schizofrenii deiure, charakteryzuj&#261;cej najwy&#380;sz&#261; pot&#281;g&#281; my&#347;li i bezpo&#347;rednio otwieraj&#261;cej Byt na r&#243;&#380;nice, na przek&#243;r wszelkim mediacjom, na przek&#243;r wszelkim poj&#281;ciowym pojednaniom [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb26&quot; name=&quot;nh26&quot; id=&quot;nh26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[26] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s.103' &gt;26&lt;/a&gt;]&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W Krytyce wszystko niebawem wraca do normy dzi&#281;ki za&#322;o&#380;eniu racjonalnej i moralnej podstawy. W efekcie jednak&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;teza przes&#322;anka , &#380;e przedmioty dostosowuj&#261; si&#281; do naszych umys&#322;&#243;w raczej ni&#380; nasze umys&#322;y do przedmiot&#243;w jest zdolna do rozwi&#261;zania zagadki jak mo&#380;liwe s&#261; s&#261;dy syntetyczne a priori wy&#322;&#261;cznie dzi&#281;ki temu, &#380;e utrzymujemy bezpo&#347;redni&#261; relacj&#281; z naszymi umys&#322;ami [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb27&quot; name=&quot;nh27&quot; id=&quot;nh27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[27] Levi R.Bryant &#8222;Deleuze&amp;#39;s Transcendental ... &#8221;s. 39' &gt;27&lt;/a&gt;].&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To dzi&#281;ki tej relacji zostaje zapewniona wewn&#281;trzna sp&#243;jno&#347;&#263; naszych reprezentacji, podlega jej nawet sen, halucynacja czy fa&#322;szerstwo, odnosz&#261;ce si&#281; do &#347;wiata posiadaj&#261;cego regularny i zorganizowany wygl&#261;d. W tej perspektywie podlega jej nawet Z&#322;o&#347;liwy Demon , kt&#243;ry jednak w por&#243;wnaniu do si&#322; dzia&#322;aj&#261;cych za kulisami &#8222;Krytyki czystego rozumu&#8221;, zdaje si&#281; jedynie nieszkodliwym psotnikiem [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb28&quot; name=&quot;nh28&quot; id=&quot;nh28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[28] por. Jean-Clet Martin &#8222; La philosophie&#8230;&#8221; s.24' &gt;28&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kant wskazuje z jednej strony na problematyczno&#347;&#263; rozumowania Kartezjusza, z drugiej na niewystarczalno&#347;&#263; s&#261;d&#243;w empirycznych. Pomimo, &#380;e subiektywno&#347;&#263; osi&#261;ga u niego poziom transcendentalny to jej struktury oparte s&#261; w efekcie ko&#324;cowym na podobnych, dogmatycznych zasadach co realizm transcendentalny. R&#243;wnocze&#347;nie stanowi&#261; jedynie odbicie, kalk&#281; struktur empirycznych i jako takie wymagaj&#261; wyja&#347;nienia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Deleuze zauwa&#380;a, &#380;e &#8222;W pierwszym wydaniu Krytyki Czystego Rozumu (Kant) opisuje szczeg&#243;&#322;owo trzy syntezy wyznaczaj&#261;ce udzia&#322; w poznaniu rozmaitych w&#322;adz my&#347;lowych, z kt&#243;rych wszystkie kumuluj&#261; si&#281; w trzeciej, w&#322;adzy rozpoznania, a wyrazem tej&#380;e jest forma dowolnego przedmiotu jako korelatu &#8222;my&#347;l&#281;&#8221; do kt&#243;rego wszystkie w&#322;adze si&#281; odnosz&#261;. Jest jasne, &#380;e w ten spos&#243;b Kant wzoruje struktury zwane transcendentalnymi na empirycznych aktach &#347;wiadomo&#347;ci psychologicznej [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb29&quot; name=&quot;nh29&quot; id=&quot;nh29&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[29] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 201' &gt;29&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rola kantowskiej koncepcji czasu w filozofii Deleuze'a staje si&#281; jasna w momencie, w kt&#243;rym uwzgl&#281;dnimy krytyk&#281; wy&#380;szej w&#322;adzy poznania a tym samym za&#322;o&#380;ymy nie wzorowanie struktur transcendentalnych na empirycznych. Dzi&#281;ki jej przeprowadzeniu Deleuze w spos&#243;b radykalny rozprawia si&#281; z rozr&#243;&#380;nieniem pomi&#281;dzy filozofia krytyczn&#261; a dogmatyczn&#261; otwieraj&#261;c my&#347;l g&#322;&#281;biej w stron&#281; ugruntowania transcendentalnego ni&#380; czyni to czyni to umys&#322; lub podmiot transcendentalny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb30&quot; name=&quot;nh30&quot; id=&quot;nh30&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[30] por. Gilles Deleuze &#8222; Nietzsche i filozofia&#8221; Wyd. Spacja 1993 (...)' &gt;30&lt;/a&gt;]. Uwa&#380;a bowiem, &#380;e jak d&#322;ugo warunki istnienia jakiegokolwiek przedmiotu s&#261; od nich zale&#380;ne nie jest mo&#380;liwa ontologia zdolna uchwyci&#263; rzecz sam&#261; w sobie ukazuj&#261;c rzeczy jedynie takimi jakie s&#261; dla nas. Stanowi to alternatyw&#281; dla kantowskich rozwi&#261;za&#324; gdzie: &#8222;zabronione jest formu&#322;owanie jakichkolwiek s&#261;d&#243;w o rzeczywisto&#347;ci &#8222;samej w sobie&#8221;, gdzie wszystko jest dane w o&#347;wiadczeniu, wszystko jest dla &#8222;podmiotu&#8221;, dla &#347;wiadomo&#347;ci&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb31&quot; name=&quot;nh31&quot; id=&quot;nh31&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[31] Micha&#322; Herer &#8222; Gilles Deleuze &#8211; Struktury, Maszyny, Kreacje&#8221; Wyd. (...)' &gt;31&lt;/a&gt;]. Dlatego te&#380; filozofia Deleuze'a odchodzi od ukonstytuowanych struktur podmiotowo&#347;ci w stron&#281; warunk&#243;w rzeczywistego a nie tylko mo&#380;liwego do&#347;wiadczenie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb32&quot; name=&quot;nh32&quot; id=&quot;nh32&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[32] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 116' &gt;32&lt;/a&gt;]. Warunki te musz&#261; zatem dotyczy&#263; realnej genezy r&#243;wnie&#380; w odniesieniu do niezdolnej do wyja&#347;nienia samej siebie struktury [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb33&quot; name=&quot;nh33&quot; id=&quot;nh33&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[33] ibid. s. 206, s.246' &gt;33&lt;/a&gt;]. Tym samym jednak, jak si&#281; przekonamy dotarcie do ruchu prowadz&#261;cego ku zjawisku wymaga rozproszenia jego dost&#281;pnej potocznemu do&#347;wiadczeniu formy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To w&#322;a&#347;nie dzi&#281;ki kantowskiej koncepcji czasu i krytyce bezpo&#347;rednio&#347;ci cogito Deleuze odkrywa pola indywiduacji [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb34&quot; name=&quot;nh34&quot; id=&quot;nh34&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[34] ibid. s. 356' &gt;34&lt;/a&gt;] r&#243;&#380;ne od transcendentalnego podmiotu. Inspiracj&#281; dla tego poj&#281;cia czerpie m.in. z eseju Sartre`a &#8222;Transcendencja Ego&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb35&quot; name=&quot;nh35&quot; id=&quot;nh35&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[35] J.P Sartre &#8222; Transendencja Ego &#8211; pr&#243;ba opisu fenomenologicznego&#8221; Wyd. (...)' &gt;35&lt;/a&gt;] zmieniaj&#261;c go jednak znacz&#261;co. W eseju tym Sartre argumentuje, &#380;e syntetyczna aktywno&#347;&#263; &#8222;ja my&#347;l&#281;&#8221; mo&#380;e by&#263; poprzedzona transcendentalnym, lecz nieindywidualnym polem. Podwa&#380;a on tym samym kantowsk&#261; tez&#281; , &#380;e &#8222;cogito&#8221; musi towarzyszy&#263; wszystkim stanom naszej &#347;wiadomo&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb36&quot; name=&quot;nh36&quot; id=&quot;nh36&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[36] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B132' &gt;36&lt;/a&gt;]. Pomimo, &#380;e Deleuze uwa&#380;a&#322; rozdzielenie pola warunk&#243;w transcendentalnych od formy &#8222;cogito&#8221; za istotn&#261; zmian&#281;:
&#8222;Sartre przedstawia bezpodmiotowe transcendentalne pole, kt&#243;re odnosi si&#281; do bezpodmiotowej absolutnej, immanentnej &#347;wiadomo&#347;ci, w odniesieniu do niej zar&#243;wno przedmiot jak i podmiot s&#261; transcendentne&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb37&quot; name=&quot;nh37&quot; id=&quot;nh37&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[37] G. Deleuze &#8222;Deux regimes de fous&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris. 2003 (...)' &gt;37&lt;/a&gt;], argumentowa&#322; r&#243;wnocze&#347;nie, &#380;e Sartre nie posun&#261;&#322; si&#281; dostatecznie daleko w rozdzielaniu wspomnianego pola od &#347;wiadomo&#347;ci: [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb38&quot; name=&quot;nh38&quot; id=&quot;nh38&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[38] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze&amp;#39;s Transcendental ... &#8221;s. 45' &gt;38&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;pole nie mo&#380;e by&#263; okre&#347;lone poprzez &#347;wiadomo&#347;&#263;. Pomimo wysi&#322;k&#243;w Sartra nie mo&#380;emy utrzyma&#263; &#347;wiadomo&#347;ci jako &#347;rodowiska podczas gdy w tym samym czasie sprzeciwiamy si&#281; formie osobowej i punktowi widzenia indywiduacji. &#346;wiadomo&#347;&#263; jest niczym bez syntezy jedno&#347;ci, ale nie ma syntezy jedno&#347;ci bez formy &#8222;ja&#8221; lub punktu widzenia Selfu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb39&quot; name=&quot;nh39&quot; id=&quot;nh39&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[39] G. Deleuze &#8222; Logique du sens&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris 1969 s. (...)' &gt;39&lt;/a&gt;].&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zatem je&#380;eli obszar nie&#347;wiadomo&#347;ci pozwala nam otworzy&#263; si&#281; na dziedzin&#281; genezy, to dzieje si&#281; tak wed&#322;ug Deleuze'a za spraw&#261; idei. Jedynie bowiem ich zasadnicza niezdolno&#347;&#263; do bycia u&#347;wiadomionymi pozwoli&#322;aby na wyj&#347;cie z aporii &#347;wiata przedstawienia [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb40&quot; name=&quot;nh40&quot; id=&quot;nh40&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[40] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 273' &gt;40&lt;/a&gt;]. W tym miejscu paryski profesor nawi&#261;zuje do postkantysty Salomona Maimona. Filozof ten kwestionuje podej&#347;cie Kanta do sfery noumenalnej, uwa&#380;a, &#380;e spos&#243;b w jaki nasza zmys&#322;owo&#347;&#263; otrzymuje impuls z tej z za&#322;o&#380;enia pozbawionej jakichkolwiek cech sfery wymaga dalszych, w mniejszym stopniu opartych o dogmat wyja&#347;nie&#324; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb41&quot; name=&quot;nh41&quot; id=&quot;nh41&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[41] por.Roman Koz&#322;owski &#8222;O maimonowskiej interpretacji transcendentalnej (...)' &gt;41&lt;/a&gt;]. R&#243;wnocze&#347;nie Maimon wskazuje na r&#243;&#380;nic&#281; pomi&#281;dzy warunkami mo&#380;liwo&#347;ci poznania przedmiotu a warunkami jego egzystencji [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb42&quot; name=&quot;nh42&quot; id=&quot;nh42&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[42] por. Daniel W. Smith Deleuze, &#8222;Kant and theory of immanent ideas&#8221; w (...)' &gt;42&lt;/a&gt;]. W kantyzmie bowiem wra&#380;enia s&#261; nam &#8222;dane&#8221; nie jest wyt&#322;umaczona przyczyna ich powstania lecz jedynie spos&#243;b poznania. Nie s&#261; one wytwarzane, lecz odnajdujemy je w naszej &#347;wiadomo&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb43&quot; name=&quot;nh43&quot; id=&quot;nh43&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[43] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 152' &gt;43&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z tego powodu metoda warunkowania u Maimona zostaje zast&#261;pione poprzez metod&#281; genetyczn&#261;. Ustanawia on podzia&#322; na to znajduje si&#281; w &#8222;okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci&#8221; i zosta&#322;o &#8222;wytworzone&#8221; w procesie poznania, oraz na to co &#8222;dane&#8221; w &#347;wiadomo&#347;ci nieokre&#347;lonej, co nie mo&#380;e uj&#281;te przez procesy &#8222;poznawcze&#8221;. R&#243;wnocze&#347;nie wprowadza poj&#281;cie &#8222;r&#243;&#380;niczki okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci&#8221;, stanowi&#261;ca granic&#281; pomi&#281;dzy &#8222;okre&#347;lon&#261; &#347;wiadomo&#347;ci&#261;&#8221; a &#8222; nieokre&#347;lona &#347;wiadomo&#347;ci&#261; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb44&quot; name=&quot;nh44&quot; id=&quot;nh44&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[44] por. ibidem Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;.s. 76' &gt;44&lt;/a&gt;]&#8221;. Pisze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;poj&#281;cie nieokre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci&#8221; chocia&#380; zak&#322;ada najwi&#281;ksz&#261; mo&#380;liw&#261; abstrakcyjno&#347;&#263;, to nie zak&#322;ada niczego niemo&#380;liwego. Jest ono wprawdzie nieokre&#347;lon&#261; &#347;wiadomo&#347;ci&#261; w og&#243;le, przez jakie&#347; wewn&#281;trzne cechy, ale jest dostatecznie okre&#347;lone jako warunek okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci, i dlatego poznawalne w ka&#380;dej okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci. Jest ono nieokre&#347;lonym X, kt&#243;ry jednak&#380;e w ka&#380;dej okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci, przyjmuje, okre&#347;lon&#261;, konkretna warto&#347;&#263; a, b, c itd. [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb45&quot; name=&quot;nh45&quot; id=&quot;nh45&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[45] cytuj&#281; za Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;.s. 76: S. Maimon &#8222;Die (...)' &gt;45&lt;/a&gt;].&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Maimon nazywa r&#243;&#380;niczkami niesko&#324;czenie ma&#322;e wielko&#347;ci lub cz&#281;&#347;ci , z kt&#243;rych sk&#322;adaj&#261; si&#281; zmys&#322;owe obiekty: &#8222;same w sobie s&#261; one obiektami intelektu, a jako zasady (podstawy obiekt&#243;w) s&#261; spostrze&#380;eniami zmys&#322;owym&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb46&quot; name=&quot;nh46&quot; id=&quot;nh46&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[46] ibidem. s.77' &gt;46&lt;/a&gt;] i stanowi&#261; one &#8222;materialn&#261; zupe&#322;no&#347;&#263; poj&#281;cia o ile zupe&#322;no&#347;&#263; ta nie mo&#380;e by&#263; dana w ogl&#261;dzie&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb47&quot; name=&quot;nh47&quot; id=&quot;nh47&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[47] ibidem s.78' &gt;47&lt;/a&gt;]. W odr&#243;&#380;nieniu od wielko&#347;ci ekstensywnych, kt&#243;re odnosz&#261; si&#281; od substancji, hebrajski filozof definiuje r&#243;&#380;niczki jako wielko&#347;ci intensywne, odnosz&#261;ce si&#281; do si&#322; i dzia&#322;a&#324;. Ujmowane w ten spos&#243;b stanowi&#261; materi&#281; intelektu, kt&#243;ra pomimo, &#380;e nie jest nigdy w pe&#322;ni &#8222;dana&#8221;, stanowi genetyczny warunek naoczno&#347;ci a w dalszej kolejno&#347;ci dla ujmowanych w niej poprzez intelekt obiekt&#243;w. S&#261; one zatem wed&#322;ug zamys&#322;u Maimona noumenami, z kt&#243;rych powstaj&#261; fenomeny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb48&quot; name=&quot;nh48&quot; id=&quot;nh48&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[48] por. ibidem' &gt;48&lt;/a&gt;]. Zak&#322;ada on, &#380;e&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;r&#243;&#380;niczka z nieokre&#347;lonej wielko&#347;ci intensywnej staje si&#281; sko&#324;czon&#261;, okre&#347;lona wielko&#347;ci&#261; ekstensywna &#8222;poprzez sukcesywne dodawanie do niej&#8221;(..). Intelekt, z dokonanego procesu &#8222;dodawanie r&#243;&#380;niczek do siebie&#8221;, jako podstawy obserwowanych zjawisk, wyprowadza stosunki tych ostatnich ze stosunk&#243;w ich r&#243;&#380;niczek [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb49&quot; name=&quot;nh49&quot; id=&quot;nh49&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[49] Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;&#8221;s. 93' &gt;49&lt;/a&gt;].&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pomimo, &#380;e jest to proces niedost&#281;pny empirycznej &#347;wiadomo&#347;ci, przebiegaj&#261;cy w nie&#347;wiadomo&#347;ci to jednak intelekt pe&#322;ni w relacji do naoczno&#347;ci rol&#281; dominuj&#261;c&#261;. Mo&#380;na to wyt&#322;umaczy&#263; za pomoc&#261; przyk&#322;adu zwi&#261;zanego z prawami Newtona; &#8222;je&#380;eli do pocz&#261;tkowej szybko&#347;ci, kt&#243;ra jest mniejsza od ka&#380;dej obserwowalnej szybko&#347;ci, b&#281;dziemy dodawa&#263; inne szybko&#347;ci, to w pewnym momencie powstanie okre&#347;lona, obserwowalna szybko&#347;&#263;. Podobnie nie ulega zniszczeniu pierwsze zmys&#322;owe wra&#380;enie, jest ono nieuchwytne jednak&#380;e kumuluj&#261;c si&#281; z nast&#281;pnymi wra&#380;eniami, osi&#261;ga wreszcie dost&#281;pny w &#347;wiadomo&#347;ci stopie&#324; jasno&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb50&quot; name=&quot;nh50&quot; id=&quot;nh50&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[50] ibidem.' &gt;50&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nale&#380;y zauwa&#380;y&#263;, &#380;e Maimon okre&#347;laj&#261;c genetyczn&#261; funkcj&#281; r&#243;&#380;niczek nie wspomina jednak, w jaki spos&#243;b realizuje si&#281; przeciwie&#324;stwo tego procesu, czyli ca&#322;ka. Niemniej w celu zapewnienia obiektywno&#347;&#263; naszego poznania koniecznie jest, aby proces r&#243;&#380;niczkowania odpowiada&#322; procesowi ca&#322;kowania, czyli sumowania r&#243;&#380;niczek. Tylko dzi&#281;ki temu mo&#380;na zweryfikowa&#263; zgodno&#347;&#263; idei intelektu oraz postrzeganej rzeczywisto&#347;ci. Inaczej m&#243;wi&#261;c w przeciwie&#324;stwie do Kanta, podaj&#261;c warunki mo&#380;liwo&#347;ci egzystencji przedmiotu, Maimon nie podaje warunk&#243;w mo&#380;liwo&#347;ci jego obiektywnego okre&#347;lenia czyli sposobu w jaki spos&#243;b poznanie rozumowe odnosi si&#281; do do&#347;wiadczenia [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb51&quot; name=&quot;nh51&quot; id=&quot;nh51&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[51] por. Veronique Bergen &#8222; L`Ontologie de Gilles Deleuze&#8221; wyd. L`Harmattan (...)' &gt;51&lt;/a&gt;]. W filozofii Deleuze'a zar&#243;wno warunki poznania i genezy przedmiotu zostan&#261; okre&#347;lone poprzez nowy rodzaj do&#347;wiadczenia a tym samym podj&#281;ta zostanie pr&#243;ba rozwi&#261;zania problemu ich wzajemnych relacji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak widzimy w tym co dane w nieokre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci mo&#380;emy dopatrze&#263; si&#281; analogii z kantowskim poj&#281;ciem noumenu. Jednak&#380;e dzi&#281;ki poj&#281;ciu r&#243;&#380;niczki okre&#347;lonej &#347;wiadomo&#347;ci okre&#347;lenie obszaru na, kt&#243;rym mo&#380;liwe jest jego wyst&#261;pienie zosta&#322;o oznaczone, zmniejszona zosta&#322;a odleg&#322;o&#347;&#263; dziel&#261;ca sfer&#281; noumenaln&#261; i fenomenaln&#261;, a tym samym, wed&#322;ug litwackiego filozofa okre&#347;lone zosta&#322;y genetyczne warunki mo&#380;liwo&#347;ci zjawisk. Nale&#380;y jednak zada&#263; pytanie czy w filozofii Maimona tak rozumiany aspekt nieu&#347;wiadomienia sobie tego co dane powoduje, &#380;e jego okre&#347;lenie rzeczywi&#347;cie pozwala unikn&#261;&#263; aporii ,kt&#243;re odnajdujemy w kantowskiej doktrynie w&#322;adz? Ot&#243;&#380; podobnie jak u Kanta w koncepcji tej odnajdujemy elementy, kt&#243;rych rewizja zdaje si&#281; konieczna, je&#380;eli chcemy posun&#261;&#263; my&#347;l naprz&#243;d. Okazuje si&#281; bowiem, &#8222;&#380;e wszelkie funkcje syntetyzuj&#261;co- obiektywizuj&#261;ce (&#8230;) musz&#261; mie&#263; swoja podstaw&#281; pierwotna w intelekcie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb52&quot; name=&quot;nh52&quot; id=&quot;nh52&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[52] por. Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;&#8221; s.100' &gt;52&lt;/a&gt;]&#8221;. Zatem wszelka prawomocno&#347;&#263; tej koncepcji musi odwo&#322;ywa&#263; si&#281; zatem do dominuj&#261;cej roli tej w&#322;adzy pe&#322;ni&#261;cej w ten spos&#243;b rol&#281; aksjomatu w postaci &#8222;cogitato natura universalis [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb53&quot; name=&quot;nh53&quot; id=&quot;nh53&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[53] por.&#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; , s.195, s. 273' &gt;53&lt;/a&gt;]&#8221;. Deleuze proponuje zatem odniesienie do nie&#347;wiadomo&#347;ci, r&#243;&#380;nej jednak od tej, kt&#243;r&#261; zak&#322;ada&#322; Maimon, gdzie to co nieu&#347;wiadomione pozostawa&#322;o nadal w zasi&#281;gu intelektu. St&#261;d zdaniem paryskiego filozofa pojawia si&#281; konieczno&#347;&#263; reinterpretacji idei, kt&#243;ra &#8222;eliminowa&#322;aby wszelk&#261; w&#322;adz&#261; konstytutywn&#261; dla zmys&#322;u wsp&#243;lnego, pod jaki subsumowane jest empiryczne zastosowanie innych w&#322;adz dotycz&#261;cych przedmiotu, w za&#322;o&#380;eniu tego samego [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb54&quot; name=&quot;nh54&quot; id=&quot;nh54&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[54] ibidem s.273' &gt;54&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Powr&#243;&#263;my zatem do Idei , jak pisze Deleuze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;s&#261; czystymi wielo&#347;ciami, kt&#243;re nie zak&#322;adaj&#261; uprzednio &#380;adnej formy to&#380;samo&#347;ci w zmy&#347;le wsp&#243;lnym, lecz przeciwnie o&#380;ywiaj&#261; i opisuj&#261; roz&#322;&#261;czny u&#380;ytek w&#322;adz z transcendentalnego punktu widzenia. Tote&#380; idee s&#261; wielo&#347;ciami r&#243;&#380;niczkowych rozb&#322;ysk&#243;w, jakby b&#322;&#281;dnymi ognikami w&#281;druj&#261;cymi od jednej w&#322;adzy do drugiej &#8222;wirtualn&#261; drog&#261; ognia&#8221;, nigdy nie posiadaj&#261; jednolito&#347;ci tego &#347;wiat&#322;a naturalnego, jakie charakteryzuje zmys&#322; wsp&#243;lny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb55&quot; name=&quot;nh55&quot; id=&quot;nh55&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[55] ibidem s. 275' &gt;55&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Idee charakteryzuj&#261; dwie cechy: Z jednej strony stanowi ona zbi&#243;r relacji r&#243;&#380;niczkowych pomi&#281;dzy elementami pozbawionymi zmys&#322;owej formy oraz funkcji poj&#281;ciowych, mog&#261;cych zaistnie&#263; jedynie dzi&#281;ki ich wzajemnemu okre&#347;leniu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb56&quot; name=&quot;nh56&quot; id=&quot;nh56&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[56] G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; Wyd. Les Editons de Minuit Paris (...)' &gt;56&lt;/a&gt;]. Z drugiej strony relacjom r&#243;&#380;niczkowym odpowiadaj&#261; jednostkowo&#347;ci b&#281;d&#261;ce wydarzeniami idealnymi. Poprzez multiplikacje relacji r&#243;&#380;niczkowych i jednostkowo&#347;ci, kt&#243;re tym relacjom odpowiadaj&#261;, Idea jawi si&#281; jako wielo&#347;&#263;, poprzez co nie mo&#380;e by&#263; podporz&#261;dkowana temu co to&#380;same w podmiocie ani w przedmiocie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb57&quot; name=&quot;nh57&quot; id=&quot;nh57&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[57] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s.356' &gt;57&lt;/a&gt;]. Jako taka nie mo&#380;e r&#243;wnie&#380; by&#263; aktualna lecz jest czyst&#261; wirtualno&#347;ci&#261; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb58&quot; name=&quot;nh58&quot; id=&quot;nh58&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[58] G.Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 139' &gt;58&lt;/a&gt;]. Wirtualno&#347;&#263; jako wewn&#281;trzna wielo&#347;&#263;, system wielorakiego, nie daj&#261;cego si&#281; zlokalizowa&#263; zwi&#261;zku pomi&#281;dzy elementami r&#243;&#380;niczkowymi wciela si&#281; w rzeczywiste relacje i aktualne cz&#322;ony [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb59&quot; name=&quot;nh59&quot; id=&quot;nh59&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[59] por.ibidem s.140' &gt;59&lt;/a&gt;]. Nie odnosi si&#281; ona jednak do warunk&#243;w mo&#380;liwego do&#347;wiadczenia, kt&#243;re przekalkowuj&#261; jedynie poziom transcendentalny z empirycznego, lecz b&#281;d&#261;c w pe&#322;ni realna przeciwstawia si&#281; aktualno&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb60&quot; name=&quot;nh60&quot; id=&quot;nh60&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[60] por. ibidem. s. 141' &gt;60&lt;/a&gt;]. Co to oznacza? Ot&#243;&#380; jak pisze Deleuze zr&#243;&#380;niczkowaniem nazywamy okre&#347;lenie wirtualnej cz&#281;&#347;ci idei, zr&#243;&#380;nicowaniem aktualizacje tej wirtualno&#347;ci w odr&#281;bnych gatunkach i w odr&#281;bnych cz&#281;&#347;ciach.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Podczas gdy r&#243;&#380;niczkowanie okre&#347;la wirtualn&#261; tre&#347;&#263; Idei jako problem, r&#243;&#380;nicowanie wyra&#380;a aktualizacj&#281; tego co wirtualne, i ustala rozwi&#261;zania (poprzez lokalne ca&#322;kowania) R&#243;&#380;nicowanie jest jakby drug&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; r&#243;&#380;nicy i dla oznaczenia ca&#322;o&#347;ci lub integralno&#347;ci przedmiotu nale&#380;y utworzy&#263; z&#322;o&#380;one poj&#281;cie zr&#243;&#380;ni(czk/c)owania. Owo czk i owo c s&#261; tutaj cech&#261; dystynktywn&#261; lub fonologicznym stosunkiem r&#243;&#380;nicy we w&#322;asnej osobie [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb61&quot; name=&quot;nh61&quot; id=&quot;nh61&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[61] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 295..' &gt;61&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nale&#380;y, zatem odr&#243;&#380;ni&#263; zr&#243;&#380;nicowanie od zr&#243;&#380;niczkowania (diff&#233;renciation, diff&#233;rentiation) oraz zgodnie z zasad&#261; nie wzorowania poziomu transcendentalnego na empirycznym za&#322;o&#380;y&#263; brak jakiegokolwiek podobie&#324;stwa pomi&#281;dzy nimi [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb62&quot; name=&quot;nh62&quot; id=&quot;nh62&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[62] por. G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 140' &gt;62&lt;/a&gt;]. Deleuze pisze zatem: &#8222;to co wirtualne, nie przeciwstawia si&#281; temu, co rzeczywiste, lecz jedynie temu co aktualne, wirtualne posiada pe&#322;na realno&#347;&#263; jako wirtualne [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb63&quot; name=&quot;nh63&quot; id=&quot;nh63&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[63] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 294' &gt;63&lt;/a&gt;]&#8221;. Wirtualno&#347;&#263; nie jest poj&#281;ciem, kt&#243;re, w jakikolwiek spos&#243;b przypomina aktualno&#347;&#263;. Nie mo&#380;emy powiedzie&#263;, &#380;e wirtualno&#347;&#263; odpowiada za aktualizacje. Wirtualno&#347;&#263; aktualizuje si&#281;, lecz proces aktualizacji nie jest zasad&#261;, kt&#243;ra tak jak np. w kantowskiej doktrynie w&#322;adz t&#322;umaczy &#8222;to samo&#8221;, lecz uskutecznia si&#281; poprzez &#8222;to, co r&#243;&#380;ne&#8221;. Deleuze pisze &#8222; Wszelki przedmiot jest podw&#243;jny, a jego dwie po&#322;owy nie s&#261; do siebie podobne, jako, &#380;e jedna jest obrazem wirtualnym, druga za&#347; obrazem aktualnym. Nier&#243;wne nieparzyste po&#322;owy [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb64&quot; name=&quot;nh64&quot; id=&quot;nh64&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[64] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 295' &gt;64&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wirtualna idea mimo, &#380;e ca&#322;kowicie r&#243;&#380;na od zaktualizowanego przedmiotu jest zatem od niego nieod&#322;&#261;czna. Usi&#322;uj&#261;c przekroczy&#263; terminologie filozofii przedstawienia, mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e idea jako wirtualno&#347;&#263; jest &#8222;(nie) &#8211; roz&#322;&#261;czna&#8221; od swojego wcielenia. Ka&#380;da rzecz zdaje si&#281; zatem posiada&#263; dwie strony, z kt&#243;rych ka&#380;da dzieli si&#281; na dwie kolejne: jedna z tych cz&#281;&#347;ci jest zanurzona w wirtualno&#347;ci i &#8222;skonstruowana&#8221; z relacji r&#243;&#380;niczkowych i z towarzysz&#261;cym im jednostkowo&#347;ci jako wydarze&#324; idealnych oraz z cz&#281;&#347;ci aktualnej skonstruowanej jednocze&#347;nie z jako&#347;ci, b&#281;d&#261;cych wcieleniami tych relacji jak r&#243;wnie&#380; z cz&#281;&#347;ci b&#281;d&#261;cymi wcieleniami wydarze&#324; idealnych [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb65&quot; name=&quot;nh65&quot; id=&quot;nh65&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[65] por. ibidem oraz G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s.139' &gt;65&lt;/a&gt;]. Tym co odpowiada za r&#243;&#380;nicowanie tego co aktualne odpowiednio do zr&#243;&#380;niczkowania idei, jest przedilo&#347;ciowa i przedjako&#347;ciowa dramatyzacja, pojmowana zatem jako niezgodna zgodno&#347;&#263; instancji z&#322;&#261;czonych dotychczas w silnym u&#347;cisku Tego Samego. Nale&#380;y zatem zapyta&#263; sk&#261;d bierze si&#281; jej tw&#243;rcza moc. Wspomnieli&#347;my, &#380;e proces aktualizacji musi uskutecznia&#263; si&#281; poprzez to , co r&#243;&#380;ne. Co to znaczy? R&#243;&#380;nica jest obecna zar&#243;wno w Idei jak i w procesie jej aktualizacji, jak r&#243;wnie&#380; pomi&#281;dzy wirtualnym a aktualnym, poprzez swoj&#261; ca&#322;kowit&#261; odmienno&#347;&#263; nie mo&#380;e by&#263; przedstawiona za pomoc&#261; mechanizm&#243;w reprezentacji jako taka pozostaje czym&#347; Innym [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb66&quot; name=&quot;nh66&quot; id=&quot;nh66&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[66] por. R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 309-311' &gt;66&lt;/a&gt;]. Jak twierdzi Deleuze jest ukrytym &#378;r&#243;d&#322;em proces&#243;w dramatyzacji. Pod tym, co przedstawione zawsze jest idea i jej ciemne &#378;r&#243;d&#322;o, dramat poza g&#322;&#281;bi&#261; Logosu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb67&quot; name=&quot;nh67&quot; id=&quot;nh67&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[67] por. G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 144' &gt;67&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym momencie rola czasu w reinterpretacji Cogito , staje si&#281; zrozumia&#322;a, okazuje si&#281; bowiem, &#380;e to pusta forma czasu decyduje :&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;o odkryciu R&#243;&#380;nicy, ju&#380; nie jako empirycznej r&#243;&#380;nicy pomi&#281;dzy dwoma okre&#347;leniami, lecz jako R&#243;&#380;nicy transcendentalnej mi&#281;dzy okre&#347;leniem jako takim i tym co ono okre&#347;la &#8211; nie jako zewn&#281;trznej r&#243;&#380;nicy, kt&#243;ra oddziela lecz jako R&#243;&#380;nicy wewn&#281;trznej, kt&#243;ra odsy&#322;a do siebie wzajemnie byt i my&#347;l [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb68&quot; name=&quot;nh68&quot; id=&quot;nh68&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[68] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 138' &gt;68&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W efekcie Idee nie odnosz&#261; si&#281; do my&#347;li jako do podstawy lecz do przeciwie&#324;stwa Cogito &#8211; nie&#347;wiadomo&#347;ci czystej my&#347;li [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb69&quot; name=&quot;nh69&quot; id=&quot;nh69&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[69] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 275' &gt;69&lt;/a&gt;]. W ten spos&#243;b czas okazuj&#261;c si&#281; polem transcendentalnym niezale&#380;nym od przedmiotu i podmiotu, pozwala Deleuze'owi na skok poza filozofi&#281; krytyczn&#261; i poza ca&#322;&#261; filozofie przedstawienia, [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb70&quot; name=&quot;nh70&quot; id=&quot;nh70&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[70] por. Levi R. Bryant &#8222;Difference and Giveness&#8221; Northwestern University (...)' &gt;70&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Ta pusta forma czasu wprowadza, konstytuuje w my&#347;li R&#243;&#380;nic&#281;, dzi&#281;ki kt&#243;rej my&#347;l my&#347;li, jako r&#243;&#380;nice mi&#281;dzy nieokre&#347;lono&#347;ci&#261; a okre&#347;leniem. To ona sama sob&#261; rozdziela, powo&#322;uj&#261;c do &#380;ycia Ja rozbite przez abstrakcyjn&#261; lini&#281; i biern&#261; ja&#378;&#324; pochodz&#261;ca z bezdenno&#347;ci, kt&#243;r&#261; kontempluje. To ona rodzi my&#347;lenie w my&#347;li, gdy&#380; my&#347;l my&#347;li tylko z r&#243;&#380;nic&#261;, wok&#243;&#322; tego punktu rozpadu podstawy [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb71&quot; name=&quot;nh71&quot; id=&quot;nh71&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[71] por. R&#243;&#380;nica i...&#8221; s.377' &gt;71&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#380;eli w metodzie dramatyzacji idei odnajdujemy genetyczne ambicje projektu Deleuze'a to nale&#380;y jednak w tym miejscu zapyta&#263;, sk&#261;d bierze si&#281; intensywna moc r&#243;&#380;nicy, zdolnej do inicjowania procesu r&#243;&#380;niczkowania, czy nie funkcjonuje ona jedynie na zasadzie kolejnego przyj&#281;tego aksjomatu o takiej a nie innej charakterystyce? [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb72&quot; name=&quot;nh72&quot; id=&quot;nh72&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[72] por . Micha&#322; Herer &#8222; Gilles Deleuze&#8230;&#8221;s.58' &gt;72&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kolejnym pytaniem jakie musimy zada&#324; wobec tak dalece destruktywnej krytyki Cogito, jest pytanie czy w sytuacji gdy nic nie zapewnia empirycznej sp&#243;jno&#347;ci naszych przedstawie&#324;, mo&#380;emy m&#243;wi&#263; o jakimkolwiek rozpoznaniu, czyli podobnie jak u Maimona odnie&#347;&#263; si&#281; do problemu ca&#322;ki? Deleuze pisze o dw&#243;ch rodzajach rzeczy takich, kt&#243;re zmuszaj&#261; do my&#347;lenia i takich, kt&#243;re zostawiaj&#261;c my&#347;l w spokoju s&#261; przedmiotami rozpoznania. M&#243;wimy &#8222;to palec&#8221;, &#8222;to st&#243;&#322;&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb73&quot; name=&quot;nh73&quot; id=&quot;nh73&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[73] por. &#8222;R&#243;&#380;nica&#8221;, s.205' &gt;73&lt;/a&gt;]. Taki model rozpoznania zak&#322;ada zmys&#322; wsp&#243;lny rozumiany jako dobra natura my&#347;li (cogitato natura universalis). Ka&#380;de pytanie &#8222;co to jest&#8221; zawiera w ten spos&#243;b odpowied&#378;. Tym samym &#8222;my&#347;l, kt&#243;ra zostawia nas w spokoju&#8221; nie jest w stanie odpowiedzie&#263; na pytanie o sam&#261; siebie. Jej ugruntowanie implikuje zatem postulat &#8222;(...)zniszczenia obrazu my&#347;li, kt&#243;ra sam&#261; siebie zak&#322;ada tak, &#380;e geneza aktu my&#347;lenia dokonuje si&#281; w my&#347;li samej&#8221; [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb74&quot; name=&quot;nh74&quot; id=&quot;nh74&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[74] ibidem s. 206' &gt;74&lt;/a&gt;]. Deleuze pisze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Teoria my&#347;li jest jak malarstwo, potrzebuje rewolucji, kt&#243;ra przeprowadzi ja od przedstawienia do sztuki abstrakcyjnej; taki jest cel teorii my&#347;li bez obrazu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb75&quot; name=&quot;nh75&quot; id=&quot;nh75&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[75] ibidem s. 378' &gt;75&lt;/a&gt;]&#8221;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Prawomocne pytanie o rozpoznanie mo&#380;e zosta&#263; zadane po akcie destrukcji, skoro jednak rozpad&#322; si&#281; jego dotychczasowy model powstaje pytanie, w jaki spos&#243;b odnajdujemy si&#281; w &#347;wiecie, dzi&#281;ki czemu mo&#380;emy odpowiedzie&#263; sobie na to podstawowe filozoficzne pytanie?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ot&#243;&#380; wed&#322;ug Deleuze`a istnieje w &#347;wiecie co&#347; co zmusza do my&#347;lenia. To co&#347; jest przedmiotem fundamentalnego spotkania (rencontre), nie za&#347; rozpoznania (r&#233;coginition) [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb76&quot; name=&quot;nh76&quot; id=&quot;nh76&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[76] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i&#8230;&#8221; s. 205' &gt;76&lt;/a&gt;]. Warunkiem spotkania nie jest tak w przypadku doktryny w&#322;adz, to co zapewnia zgodno&#347;&#263; pomi&#281;dzy porz&#261;dkiem naoczno&#347;&#263; a inteligibili&#243;w, lecz to &#8222;co rodzi zmys&#322;owo&#347;&#263; w zmy&#347;le&#8221;. Tym co spotykamy nie jest byt zmys&#322;owy ale &#8222;byt tego co zmys&#322;owe&#8221;, co&#347; co mo&#380;na tylko odczu&#263; i co nie jest zarazem zmys&#322;owe. Nie jest to r&#243;wnie&#380; poj&#281;cie lecz to pozwala pomy&#347;le&#263; co&#347; innego ni&#380; my&#347;lana rzecz, zatem &#8222;byt tego co inteligibilne&#8221;. Paryski profesor pisze&#8222; Nie jest to co&#347; danego, lecz to przez co dane jest dane [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb77&quot; name=&quot;nh77&quot; id=&quot;nh77&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[77] por. ibidem. s.206-208' &gt;77&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dla rozpoznania rozumianego jako spotkanie, b&#281;d&#261;cego zarazem efektem dramatyzacji Deleuze uku&#322; termin empiryzm transcendentalny [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb78&quot; name=&quot;nh78&quot; id=&quot;nh78&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[78] por RP s.100-101, s.211, s.212' &gt;78&lt;/a&gt;]. Nale&#380;y zauwa&#380;y&#263;, &#380;e gdy w&#322;adze nie zbiegaj&#261; si&#281; w formie zmys&#322;u wsp&#243;lnego, nie rozpoznajemy ju&#380; przedmiotu, lecz spotkamy si&#281; ze zr&#243;&#380;nicowaniem odpowiednim do ich spontanicznej, transcendentalnej ekspresji. Mo&#380;emy zatem stwierdzi&#263;, &#380;e w zakresie do&#347;wiadczenia operuje on w gruncie rzeczy h i p e r b o l &#261; c o d z i e n n o &#347; c i.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Typ wzg&#243;rze jest ju&#380; tylko sp&#322;ywaniem w liniach r&#243;wnoleg&#322;ych, &#8221;typ zbocze&#8221;- wy&#322;anianiem si&#281; twardych warstw, wzd&#322;u&#380; kt&#243;rych ska&#322;y uk&#322;adaj&#261; si&#281; w kierunku prostopad&#322;ym do kierunku wzg&#243;rz; ale najtwardsze ska&#322;y, w skali miliona lat, kt&#243;re stanowi&#261; czas ich aktualizacji, s&#261; p&#322;ynna materi&#261; poruszaj&#261;c&#261; si&#281; pod bardzo s&#322;abym naciskiem wywieranym na ich jednostkowo&#347;&#263;. Wszelka typologia jest dramatyczna, wszelki dynamizm jest katastrof&#261;. W tych narodzinach &#347;wiata, kt&#243;ry jest chaosmosem, w tych &#347;wiatach ruch&#243;w bez podmiotu, r&#243;l bez aktora jest niew&#261;tpliwie co&#347; okrutnego [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb79&quot; name=&quot;nh79&quot; id=&quot;nh79&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[79] ibidem s. 307' &gt;79&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czym jest jednak to co dzia&#322;a z przemoc&#261;, co zmusza to takiego ujmowanie tego problemu, co sprawia, &#380;e spotkanie jest nieuniknione? Deleuze odpowiada jest to:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;(...)&#380;ywio&#322;, kt&#243;ry sam w sobie jest r&#243;&#380;nic&#261; i kt&#243;ry zarazem tworzy jako&#347;&#263; w tym, co zmys&#322;owe i powo&#322;uje transcendentalny u&#380;ytek zmys&#322;owo&#347;ci: &#380;ywio&#322; ten jest intensywno&#347;ci&#261; jako czyst&#261; r&#243;&#380;nic&#261; sam&#261; w sobie, zarazem tym, co niezmys&#322;owe dla zmys&#322;owo&#347;ci empirycznej, kt&#243;ra chwyta tylko intensywno&#347;&#263; ju&#380; przes&#322;oni&#281;t&#261; lub zmediatyzowana przez jako&#347;&#263; jak&#261; tworzy, ale zarazem czym&#347;, co mo&#380;e zosta&#263; odczute przez zmys&#322;owo&#347;&#263; transcendentaln&#261;, kt&#243;r&#261; ujmuje to bezpo&#347;rednio w spotkaniu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb80&quot; name=&quot;nh80&quot; id=&quot;nh80&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[80] ibidem s. 212' &gt;80&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak widzieli&#347;my nie jeste&#347;my w stanie uchwyci&#263; momentu, w kt&#243;rym ko&#324;czy si&#281; to co zmys&#322;owe a zaczyna to co inteligibilne. Warunki spotkania nie przyjmuj&#261; okre&#347;le&#324; empirycznych a przekraczaj&#261;c zarazem sfer&#281; poj&#281;&#263; staj&#261; si&#281; transcendentalne .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ten spos&#243;b Deleuze stara si&#281; okre&#347;li&#263; r&#243;&#380;nic&#281; jako instancje ,kt&#243;ra ma w za&#322;o&#380;eniu znie&#347;&#263; podzia&#322; na sfer&#281; fenomenaln&#261; i noumenaln&#261;, czyni&#261;c ja zarazem niedost&#281;pn&#261; w potocznym do&#347;wiadczeniu lecz &#8222;odczuwan&#261;&#8221; jako immanentna w do&#347;wiadczeniu wy&#380;szym odnosz&#261;cym si&#281; do empiryzmu transcendentalnego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zwr&#243;&#263;my jednak uwag&#281;, &#380;e Deleuze jasno okre&#347;la tutaj prymat zmys&#322;owo&#347;ci, stanowi&#261;cej punkt wyj&#347;cia r&#243;wnie&#380; dla genezy my&#347;lenia:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;na drodze prowadz&#261;cej do tego co jest do my&#347;lenia, wszystko wychodzi od zmys&#322;owo&#347;ci, (...) Uprzywilejowanie zmys&#322;owo&#347;ci jako &#378;r&#243;d&#322;a objawia si&#281; tym, &#380;e to co zmusza do odczuwania i co mo&#380;na tylko odczu&#263; s&#261; jednym i tym samym [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb81&quot; name=&quot;nh81&quot; id=&quot;nh81&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[81] ibidem s. 213' &gt;81&lt;/a&gt;]&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak widzimy rdze&#324; metody dramatyzacji nie odnosi si&#281; wy&#322;&#261;cznie do problematyki genezy lecz stanowi tak&#380;e opis warunku mo&#380;liwo&#347;ci poznania zjawisk. Nale&#380;y jednak stwierdzi&#263;, &#380;e zmagania Deleuze'a z podstawowymi za&#322;o&#380;eniami filozofii przedstawieniowej nie do ko&#324;ca spe&#322;niaj&#261; postulat zniesienia instancji, kt&#243;ra reguluje funkcje w&#322;adz. Dotychczasow&#261; funkcje regulatora pomi&#281;dzy nimi, przejmuje bowiem paradoksalne poj&#281;cie przemocy. Jest faktem, &#380;e w ten spos&#243;b rozpoznanie nie jest rozpoznaniem tego samego, lecz spotkaniem z r&#243;&#380;norodno&#347;ci&#261; &#347;wiata ci&#261;g&#322;ych zmian oraz r&#243;&#380;nic, kt&#243;re przez swoj&#261; wielo&#347;&#263; nie daj&#261; si&#281; uchwyci&#263; w jedn&#261; ca&#322;o&#347;&#263; .Pozostawmy jednak&#380;e otwartym pytanie czy poj&#281;cie to nie jest sobowt&#243;rem tego, co dot&#261;d pojmowali&#347;my jako intelekt lub rozum, czy nie jest nowym, dostosowanym do wsp&#243;&#322;czesnego obrazu &#347;wiata, wyrazem pewnej niezmiennej jednak Idei? Hipoteza o nie&#347;wiadomo&#347;ci , kt&#243;rej celem by&#322;oby zniszczenie formy tego samego nie pozostawa&#322;by wtedy w pe&#322;ni mocy [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb82&quot; name=&quot;nh82&quot; id=&quot;nh82&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[82] por. ibidem s. 273' &gt;82&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak zauwa&#380;yli&#347;my poprzez analiz&#281; funkcji jak&#261; pe&#322;ni&#322;o poj&#281;cie czasu w kantowskiej doktrynie w&#322;adz, Deleuze odkrywa dziedzin&#281; transcendentalnej R&#243;&#380;nicy b&#281;d&#261;cej &#378;r&#243;d&#322;em dramatu idei a tak&#380;e warunkiem spotkania . Koncepcja paryskiego filozofa zdaje si&#281; uprawomocnia&#263; niemo&#380;liwo&#347;&#263; opisu &#347;wiata do&#347;wiadczenia w ramach dotychczasowych kategorii, w efekcie neguj&#261;c mo&#380;liwo&#347;&#263; uchwycenia go w jakichkolwiek schematy. Nale&#380;y mie&#263; jednak na uwadze, &#380;e wskazuj&#261;c na przyczyn&#281; takiego stanu rzeczy, Deleuze faktycznie opisuje jedynie jej dynamiczne efekty. Tym samym podobnie jak koncepcja Cogito wraca do nas w zmienionej postaci, tak samo pytanie o przej&#347;cie pomi&#281;dzy instancj&#261; transcendentalna a rzeczywisto&#347;ci&#261; zjawiskow&#261; pozostaje otwarte. Te dwa aspekty my&#347;li Gillesa Deleuze`a wymagaj&#261; zatem dalszej, dog&#322;&#281;bnej analizy. Z tego powodu chc&#261;c pozosta&#263; w krytycznym nurcie filozofii nale&#380;y unika&#263; stwierdze&#324; typu&#8221; Ka&#380;dy wiek jest podsk&#243;rnie deleuzja&#324;ski, poniewa&#380; deleuzja&#324;ska zasada jest zasad&#261; tw&#243;rczej zmiany [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb83&quot; name=&quot;nh83&quot; id=&quot;nh83&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[83] Cytuj&#281; za M. Herer- Arnaud Villani, La gu&#234;pe et l`orchid&#233;e. Essai sur (...)' &gt;83&lt;/a&gt;]. O takim podej&#347;ciu pisa&#322; ojciec filozofii krytycznej Immanuel Kant: &#8222; Ci kt&#243;rzy nigdy nie my&#347;l&#261; samodzielnie, odznaczaj&#261; si&#281; wszak&#380;e tak bystrym wzrokiem, &#380;e wszystkiego, co zostaje im pokazane, dopatruj&#261; si&#281; w tym, co zosta&#322;o ju&#380; dawniej powiedziane, gdzie wszelako nikt wcze&#347;niej nie m&#243;g&#322; tego dostrzec [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb84&quot; name=&quot;nh84&quot; id=&quot;nh84&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[84] &#8222;Prolegomena&#8221; s. 25' &gt;84&lt;/a&gt;]&#8221;. Tym samym zar&#243;wno koncepcja Kanta jak i Deleuze`a zdaj&#261; si&#281; by&#263; tylko pewnego rodzaju zbli&#380;eniem do instancji transcendentalnej, ka&#380;de na miar&#281; w&#322;a&#347;ciwego im czasu . Pomimo zarysowania przez Deleuze`a koncepcji nowego obrazu &#347;wiata i pr&#243;by okre&#347;lenia go jako najbli&#380;szego noumenowi fenomenu [&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nb85&quot; name=&quot;nh85&quot; id=&quot;nh85&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[85] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i&#8230;&#8221; 354' &gt;85&lt;/a&gt;], w dalszym ci&#261;gu zbli&#380;amy si&#281; jedynie do tego, co zupe&#322;nie niecodzienne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;bibliografia:&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1. I. Kant &#8222;Krytyka czystego rozumu&#8221; t&#322;um. R. Ingarden. Wyd. Antyk. K&#281;ty 2001&lt;br&gt;
2. I. Kant &#8222;Prolegomena&#8221; wyd. Zielona Sowa. Krak&#243;w 2005&lt;br&gt;
3. W.R. Harper &#8222;Kant on Causality, Freedom and Objectivity&#8221; University of Minnesota Press. 1984 &lt;br&gt;
4. Kartezjusz &#8222; Medytacje o filozofii pierwszej &#8222;wyd. Zielona Sowa. Krak&#243;w 2002 &lt;br&gt;
5. Jerzy Kopania &#8222;Szkice kartezja&#324;skie&#8221; wyd. Aureus. Krak&#243;w 2009 &lt;br&gt;
6. David Hume &#8222; Badania dotycz&#261;ce rozumu ludzkiego&#8221; PWN 1977&lt;br&gt;
7. G. Deleuze &#8222; Nietzsche i filozofia&#8221; Wyd. Spacja 1993&lt;br&gt;
8. G. Deleuze &#8222;Deux regimes de fous&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris. 2003 &lt;br&gt;
9. G. Deleuze &#8222; Logique du sens&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris 1969 &lt;br&gt;
10. G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; Wyd. Les Editons de Minuit Paris&lt;br&gt;
11. G. Deleuze &#8222; Filozofia krytyczna Kanta. Doktryna W&#322;adz&#8221; Wyd. S&#322;owo Obraz Terytoria Gda&#324;sk 1999&lt;br&gt;
12. G.Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica i powt&#243;rzenie&#8221;, t&#322;um. Bogdan Banasiak, Krzysztof Matuszewski. Wydawnictwo KR 1997&lt;br&gt;
13. Jean-Clet Martin &#8222; La philosophie de Gilles Deleuze &#8221; &#201;ditions Payot &amp;Rivage. Paris 1993&lt;br&gt;
14. Edward Willatt and Matt Lee &#8222;Thinking between Deleuze and Kant&#8221; Continuum, N.Y. 2009&lt;br&gt;
15. Constantin V. Boundas &#8222; Deleuze and philosophy&#8221; Edinburg University Press 2006 &lt;br&gt;
16. Veronique Bergen &#8222; L`Ontologie de Gilles Deleuze&#8221; wyd. L`Harmattan Paris 2001&lt;br&gt;
17. Levi R. Bryant &#8222;Difference and Giveness&#8221; Northwestern University Press Evanstone, Illinois.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh1&quot; name=&quot;nb1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] I. Kant &#8222;Krytyka czystego rozumu&#8221; t&#322;um. R. Ingarden. Wyd. Antyk. K&#281;ty 2001 B 295/A 236&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh2&quot; name=&quot;nb2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] por. Jean-Clet Martin &#8222;La philosophie de Gilles Deleuze&#8221; &#201;ditions Payot &amp;Rivage. Paris 1993.s 21-22&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh3&quot; name=&quot;nb3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] por. ibidem&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh4&quot; name=&quot;nb4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] por. G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica i powt&#243;rzenie&#8221;, t&#322;um. Bogdan Banasiak, Krzysztof Matuszewski. Wydawnictwo KR 1997 s.138&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh5&quot; name=&quot;nb5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze's Transcendental Empiricism &#8221; w &#8222;Thinking between Deleuze and Kant&#8221; ed. by Edward Willatt and Matt Lee. Continuum, N.Y. 2009 s.38, 39&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh6&quot; name=&quot;nb6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] por. ibidem oraz Jerzy Kopania &#8222;Szkice kartezja&#324;skie&#8221; wyd. Aureus. Krak&#243;w 2009 s. 70&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh7&quot; name=&quot;nb7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 7&quot;&gt;7&lt;/a&gt;] David Hume &#8222; Badania dotycz&#261;ce rozumu ludzkiego&#8221; PWN 1977 s. 20&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh8&quot; name=&quot;nb8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8&quot;&gt;8&lt;/a&gt;] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze's Transcendental ... &#8221;s. 41&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh9&quot; name=&quot;nb9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 9&quot;&gt;9&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; BXX, A 250, B 310 oraz I. Kant &#8222;Prolegomena&#8221; wyd. Zielona Sowa. Krak&#243;w 2005 &amp;10, &amp; 14, &amp;19.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh10&quot; name=&quot;nb10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 10&quot;&gt;10&lt;/a&gt;] por. Gilles Deleuze &#8222; Filozofia krytyczna Kanta. Doktryna W&#322;adz&#8221; Wyd. S&#322;owo Obraz Terytoria Gda&#324;sk 1999, t&#322;um. Bogdan Banasiak. s. 19&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh11&quot; name=&quot;nb11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 11&quot;&gt;11&lt;/a&gt;] por. ibidem s. 12 oraz I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; &#8222;O ostatecznym celu naturalnej dialektyki rozumu ludzkiego&#8221; A669/B697&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh12&quot; name=&quot;nb12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 12&quot;&gt;12&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 20&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh13&quot; name=&quot;nb13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 13&quot;&gt;13&lt;/a&gt;] G. Deleuze' &#8222;Filozofia Krytyczna Kanta. Doktryna w&#322;adz&#8221; s.26&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh14&quot; name=&quot;nb14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 14&quot;&gt;14&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 104/A79, A120&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh15&quot; name=&quot;nb15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 15&quot;&gt;15&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 105&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh16&quot; name=&quot;nb16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 16&quot;&gt;16&lt;/a&gt;] por. G. Deleuze &#8222;Filozofia Krytyczna&#8221; s.30 oraz I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; Analityka &amp; 16&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh17&quot; name=&quot;nb17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 17&quot;&gt;17&lt;/a&gt;] por. G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 138&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh18&quot; name=&quot;nb18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 18&quot;&gt;18&lt;/a&gt;] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B 158&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh19&quot; name=&quot;nb19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 19&quot;&gt;19&lt;/a&gt;] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 99&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh20&quot; name=&quot;nb20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 20&quot;&gt;20&lt;/a&gt;] por. Jean-Clet Martin &#8222; La philosophie de Gilles Deleuze&#8221; &#201;d. Payot &amp; Rivage. 1993 s. 40&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh21&quot; name=&quot;nb21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 21&quot;&gt;21&lt;/a&gt;] I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B234 por . A202 a tak&#380;e A 102, A142 , A 209, B 244&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh22&quot; name=&quot;nb22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 22&quot;&gt;22&lt;/a&gt;] ibidem A138/B 177, B178/ A139&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh23&quot; name=&quot;nb23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 23&quot;&gt;23&lt;/a&gt;] por. KRC A 180, A 200&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh24&quot; name=&quot;nb24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 24&quot;&gt;24&lt;/a&gt;] por. D.P Dryer &quot;The Second Analogy&#8221; w W.R. Harper &#8222;Kant on Causality, Freedom and Objectivity&#8221; University of Minnesota Press. 1984. s.60&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh25&quot; name=&quot;nb25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 25&quot;&gt;25&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; A 101&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh26&quot; name=&quot;nb26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 26&quot;&gt;26&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s.103&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh27&quot; name=&quot;nb27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 27&quot;&gt;27&lt;/a&gt;] Levi R.Bryant &#8222;Deleuze's Transcendental ... &#8221;s. 39&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh28&quot; name=&quot;nb28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 28&quot;&gt;28&lt;/a&gt;] por. Jean-Clet Martin &#8222; La philosophie&#8230;&#8221; s.24&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh29&quot; name=&quot;nb29&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 29&quot;&gt;29&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 201&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh30&quot; name=&quot;nb30&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 30&quot;&gt;30&lt;/a&gt;] por. Gilles Deleuze &#8222; Nietzsche i filozofia&#8221; Wyd. Spacja 1993 s.97&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh31&quot; name=&quot;nb31&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 31&quot;&gt;31&lt;/a&gt;] Micha&#322; Herer &#8222; Gilles Deleuze &#8211; Struktury, Maszyny, Kreacje&#8221; Wyd. Universitas Krak&#243;w 200 s.18&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh32&quot; name=&quot;nb32&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 32&quot;&gt;32&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 116&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh33&quot; name=&quot;nb33&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 33&quot;&gt;33&lt;/a&gt;] ibid. s. 206, s.246&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh34&quot; name=&quot;nb34&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 34&quot;&gt;34&lt;/a&gt;] ibid. s. 356&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh35&quot; name=&quot;nb35&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 35&quot;&gt;35&lt;/a&gt;] J.P Sartre &#8222; Transendencja Ego &#8211; pr&#243;ba opisu fenomenologicznego&#8221; Wyd. IFis PAN 2006&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh36&quot; name=&quot;nb36&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 36&quot;&gt;36&lt;/a&gt;] por. I. Kant &#8222;Krytyka&#8230;&#8221; B132&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh37&quot; name=&quot;nb37&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 37&quot;&gt;37&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;Deux regimes de fous&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris. 2003 s.360&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh38&quot; name=&quot;nb38&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 38&quot;&gt;38&lt;/a&gt;] por. Levi R.Bryant &#8222;Deleuze's Transcendental ... &#8221;s. 45&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh39&quot; name=&quot;nb39&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 39&quot;&gt;39&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222; Logique du sens&#8221; Les &#201;d. de Minuit. Paris 1969 s. 124&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh40&quot; name=&quot;nb40&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 40&quot;&gt;40&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 273&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh41&quot; name=&quot;nb41&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 41&quot;&gt;41&lt;/a&gt;] por.Roman Koz&#322;owski &#8222;O maimonowskiej interpretacji transcendentalnej filozofii Kanta&#8221; Praca zbiorowa. &#8222;W kr&#281;gu inspiracji kantowskich&#8221; Wyd. PWN 1983 s.76, s. 95&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh42&quot; name=&quot;nb42&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 42&quot;&gt;42&lt;/a&gt;] por. Daniel W. Smith Deleuze, &#8222;Kant and theory of immanent ideas&#8221; w Constantin V. Boundas &#8222; Deleuze and philosophy&#8221; Edinburg University Press 2006 s.50&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh43&quot; name=&quot;nb43&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 43&quot;&gt;43&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8222;R&#243;&#380;nica&#8230;&#8221; s. 152&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh44&quot; name=&quot;nb44&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 44&quot;&gt;44&lt;/a&gt;] por. ibidem Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;.s. 76&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh45&quot; name=&quot;nb45&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 45&quot;&gt;45&lt;/a&gt;] cytuj&#281; za Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;.s. 76: S. Maimon &#8222;Die Kategorien des Aristoteles&#8221;. Berlin 1789 s. 143-14&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh46&quot; name=&quot;nb46&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 46&quot;&gt;46&lt;/a&gt;] ibidem. s.77&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh47&quot; name=&quot;nb47&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 47&quot;&gt;47&lt;/a&gt;] ibidem s.78&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh48&quot; name=&quot;nb48&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 48&quot;&gt;48&lt;/a&gt;] por. ibidem&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh49&quot; name=&quot;nb49&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 49&quot;&gt;49&lt;/a&gt;] Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;&#8221;s. 93&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh50&quot; name=&quot;nb50&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 50&quot;&gt;50&lt;/a&gt;] ibidem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh51&quot; name=&quot;nb51&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 51&quot;&gt;51&lt;/a&gt;] por. Veronique Bergen &#8222; L`Ontologie de Gilles Deleuze&#8221; wyd. L`Harmattan Paris 2001 s. 661&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh52&quot; name=&quot;nb52&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 52&quot;&gt;52&lt;/a&gt;] por. Roman Koz&#322;owski &#8221; O maimonowskiej &#8230;&#8221; s.100&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh53&quot; name=&quot;nb53&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 53&quot;&gt;53&lt;/a&gt;] por.&#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; , s.195, s. 273&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh54&quot; name=&quot;nb54&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 54&quot;&gt;54&lt;/a&gt;] ibidem s.273&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh55&quot; name=&quot;nb55&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 55&quot;&gt;55&lt;/a&gt;] ibidem s. 275&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh56&quot; name=&quot;nb56&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 56&quot;&gt;56&lt;/a&gt;] G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; Wyd. Les Editons de Minuit Paris 2002s.139&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh57&quot; name=&quot;nb57&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 57&quot;&gt;57&lt;/a&gt;] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s.356&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh58&quot; name=&quot;nb58&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 58&quot;&gt;58&lt;/a&gt;] G.Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 139&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh59&quot; name=&quot;nb59&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 59&quot;&gt;59&lt;/a&gt;] por.ibidem s.140&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh60&quot; name=&quot;nb60&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 60&quot;&gt;60&lt;/a&gt;] por. ibidem. s. 141&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh61&quot; name=&quot;nb61&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 61&quot;&gt;61&lt;/a&gt;] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 295..&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh62&quot; name=&quot;nb62&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 62&quot;&gt;62&lt;/a&gt;] por. G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 140&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh63&quot; name=&quot;nb63&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 63&quot;&gt;63&lt;/a&gt;] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 294&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh64&quot; name=&quot;nb64&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 64&quot;&gt;64&lt;/a&gt;] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 295&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh65&quot; name=&quot;nb65&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 65&quot;&gt;65&lt;/a&gt;] por. ibidem oraz G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s.139&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh66&quot; name=&quot;nb66&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 66&quot;&gt;66&lt;/a&gt;] por. R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 309-311&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh67&quot; name=&quot;nb67&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 67&quot;&gt;67&lt;/a&gt;] por. G. Deleuze &#8220;Ile D&#233;serte&#8221; s. 144&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh68&quot; name=&quot;nb68&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 68&quot;&gt;68&lt;/a&gt;] &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 138&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh69&quot; name=&quot;nb69&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 69&quot;&gt;69&lt;/a&gt;] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i...&#8221; s. 275&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh70&quot; name=&quot;nb70&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 70&quot;&gt;70&lt;/a&gt;] por. Levi R. Bryant &#8222;Difference and Giveness&#8221; Northwestern University Press Evanstone, Illinois. 2008 s. 181&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh71&quot; name=&quot;nb71&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 71&quot;&gt;71&lt;/a&gt;] por. R&#243;&#380;nica i...&#8221; s.377&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh72&quot; name=&quot;nb72&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 72&quot;&gt;72&lt;/a&gt;] por . Micha&#322; Herer &#8222; Gilles Deleuze&#8230;&#8221;s.58&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh73&quot; name=&quot;nb73&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 73&quot;&gt;73&lt;/a&gt;] por. &#8222;R&#243;&#380;nica&#8221;, s.205&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh74&quot; name=&quot;nb74&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 74&quot;&gt;74&lt;/a&gt;] ibidem s. 206&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh75&quot; name=&quot;nb75&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 75&quot;&gt;75&lt;/a&gt;] ibidem s. 378&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh76&quot; name=&quot;nb76&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 76&quot;&gt;76&lt;/a&gt;] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i&#8230;&#8221; s. 205&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh77&quot; name=&quot;nb77&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 77&quot;&gt;77&lt;/a&gt;] por. ibidem. s.206-208&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh78&quot; name=&quot;nb78&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 78&quot;&gt;78&lt;/a&gt;] por RP s.100-101, s.211, s.212&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh79&quot; name=&quot;nb79&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 79&quot;&gt;79&lt;/a&gt;] ibidem s. 307&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh80&quot; name=&quot;nb80&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 80&quot;&gt;80&lt;/a&gt;] ibidem s. 212&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh81&quot; name=&quot;nb81&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 81&quot;&gt;81&lt;/a&gt;] ibidem s. 213&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh82&quot; name=&quot;nb82&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 82&quot;&gt;82&lt;/a&gt;] por. ibidem s. 273&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh83&quot; name=&quot;nb83&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 83&quot;&gt;83&lt;/a&gt;] Cytuj&#281; za M. Herer- Arnaud Villani, La gu&#234;pe et l`orchid&#233;e. Essai sur Gilles Deleuze, L`extr&#234;me contemporain, Paris 1999. s.121-122.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh84&quot; name=&quot;nb84&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 84&quot;&gt;84&lt;/a&gt;] &#8222;Prolegomena&#8221; s. 25&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/#nh85&quot; name=&quot;nb85&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 85&quot;&gt;85&lt;/a&gt;] por. &#8222;R&#243;&#380;nica i&#8230;&#8221; 354&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>&quot;Garbaty karze&#322;&quot;. Teologiczne aspekty my&#347;li Waltera Banjamina</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article51</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article51</guid>
		<dc:date>2012-03-24T16:34:13Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>R&#243;&#380;anowski Ryszard</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Obecno&#347;ci motyw&#243;w teologicznych w my&#347;li szko&#322;y frankfurckiej, zw&#322;aszcza tych, kt&#243;re wywodz&#261; si&#281; z tradycji &#380;ydowskiej, nie spos&#243;b zaprzeczy&#263;. &#8222;P&#243;&#378;ny&#8221; Horkheimer wyrazi&#322; niegdy&#347; przekonanie, &#380;e &#8222;europejskie my&#347;lenie, jego kluczowe poj&#281;cia zwi&#261;zane s&#261; z teologi&#261;&#8221;[1]. Przekonanie to potwierdzaj&#261; prace samego Horkheimera, Theodora W. Adorno, Siegfrieda Kracauera, Leo L&#246;wenthala, Ericha Fromma, Waltera Benjamina, r&#243;wnie&#380; liczne ich interpretacje[2]. Wci&#261;&#380; dyskutowana jest natomiast kwestia, czy motywy teologiczne (...)

-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Obecno&#347;ci motyw&#243;w teologicznych w my&#347;li szko&#322;y frankfurckiej, zw&#322;aszcza tych, kt&#243;re wywodz&#261; si&#281; z tradycji &#380;ydowskiej, nie spos&#243;b zaprzeczy&#263;. &#8222;P&#243;&#378;ny&#8221; Horkheimer wyrazi&#322; niegdy&#347; przekonanie, &#380;e &#8222;europejskie my&#347;lenie, jego kluczowe poj&#281;cia zwi&#261;zane s&#261; z teologi&#261;&#8221;[1]. Przekonanie to potwierdzaj&#261; prace samego Horkheimera, Theodora W. Adorno, Siegfrieda Kracauera, Leo L&#246;wenthala, Ericha Fromma, Waltera Benjamina, r&#243;wnie&#380; liczne ich interpretacje[2]. Wci&#261;&#380; dyskutowana jest natomiast kwestia, czy motywy teologiczne stanowi&#261; istotny sk&#322;adnik teorii krytycznej, czy te&#380; s&#261; tylko poj&#281;ciow&#261; papk&#261; s&#322;u&#380;&#261;c&#261; jej uatrakcyjnieniu. Ewentualne rozstrzygni&#281;cia wymagaj&#261; oczywi&#347;cie rozleg&#322;ych studi&#243;w, rekonstrukcji historycznych kontekst&#243;w, w jakich kszta&#322;towa&#322;a si&#281; teoria, zbadania systematycznej funkcji owych motyw&#243;w. Zadanie to wykracza poza ramy jednego artyku&#322;u. Mo&#380;na wszak podj&#261;&#263; pr&#243;b&#281; prze&#347;ledzenia pewnych aspekt&#243;w &#8211; potraktowanego egzemplarycznie &#8211; teologicznego my&#347;lenia teoretyka s&#322;usznie uchodz&#261;cego w&#347;r&#243;d wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w Instytutu Bada&#324; Spo&#322;ecznych za najbardziej zainteresowanego teologi&#261; i w najszerszym zakresie korzystaj&#261;cego z jej dziedzictwa, cz&#322;owieka, kt&#243;remu jedno z najwa&#380;niejszych w minionym stuleciu opracowa&#324; z historii religii po&#347;wi&#281;cone jest w s&#322;owach: &#8222;Pami&#281;ci Waltera Benjamina (1892&#8211;1940), kt&#243;ry genialnie &#322;&#261;czy&#322; w sobie g&#322;&#281;bi&#281; metafizyka z przenikliwo&#347;ci&#261; krytyka i wiedz&#261; uczonego, i kt&#243;ry zmar&#322; w Port Bou (Hiszpania) w drodze ku wolno&#347;ci&#8221;[3]. Zdaniem Gershoma Scholema Benjamin &#8222;teologiczne kontury potrafi&#322; [...] dostrzec nawet tam, gdzie z pozoru rozp&#322;yn&#281;&#322;y si&#281; w &#347;wiecko&#347;ci&#8221;[4]. Sam Benjamin wyzna&#322; w jednym z list&#243;w: &#8222;Nigdy nie potrafi&#322;em prowadzi&#263; bada&#324; i my&#347;le&#263; inaczej ni&#380;, je&#347;li wolno mi tak powiedzie&#263;, w sensie teologicznym&#8221;[5]. Zgadzaj&#261;c si&#281; z t&#261; lapidarn&#261; autocharakterystyk&#261;, nale&#380;y wszak mie&#263; na uwadze r&#243;wnie&#380; opini&#281; Adorna podkre&#347;laj&#261;c&#261; specyficzny rys teologicznego my&#347;lenia Benjamina &#8211; autor Pasa&#380;y paryskich sekularyzowa&#322; teologi&#281; po to, aby j&#261; ocali&#263;: &#8222;W &#380;adnym razie nie chwyta&#322; si&#281; relikt&#243;w teologicznych lub, jak to czyni&#261; religijni socjali&#347;ci, nie odnosi&#322; &#347;wi&#281;to&#347;ci do transcendentalnego sensu. Raczej po radykalnej, bezbronnej profanizacji spodziewa&#322; si&#281; szansy dla teologicznego dziedzictwa, kt&#243;re si&#281; w niej marnuje&#8221;[6]. Jednym z wielu paradoks&#243;w stylu my&#347;lenia i pisania Benjamina, dalekiego od idea&#322;u akademickiej racjonalno&#347;ci, jest to, &#380;e ujawniaj&#261;c architektonik&#281; najwa&#380;niejszych kompleks&#243;w problemowych, przekszta&#322;ca j&#261; jednocze&#347;nie w rebus, konfiguracj&#281; odleg&#322;ych od pierwotnego znaczenia element&#243;w, rodz&#261;c&#261; w tym, kto si&#281; ku niej zwraca, niepewno&#347;&#263; i niepok&#243;j[7]. St&#261;d te&#380; &#8211; jak s&#322;usznie zauwa&#380;aj&#261; Norbert Bolz i Willem van Reijen &#8211; rozpoznanie i w&#322;a&#347;ciwe uj&#281;cie wielu motyw&#243;w teologicznych w my&#347;leniu Benjamina naprawd&#281; mo&#380;liwe jest dopiero w perspektywie &#347;wieckiej[8].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Panorama recepcji dzie&#322;a Benjamina, nakre&#347;lona na pocz&#261;tku lat siedemdziesi&#261;tych przez J&#252;rgena Habermasa, wskazuje na znacz&#261;c&#261; w biografii filozofa konstelacj&#281;: Scholem &#8211; Adorno &#8211; Brecht[9]. Wydaje si&#281;, i&#380; pozwala ona z jednej strony unikn&#261;&#263; jednostronno&#347;ci oraz b&#322;&#281;d&#243;w wynikaj&#261;cych z jednoznacznego przyporz&#261;dkowania tego dzie&#322;a mesjanizmowi judajskiemu, teorii krytycznej czy materializmowi historycznemu, z drugiej &#8211; nie wyklucza mo&#380;liwo&#347;ci odczytania z&#322;o&#380;ono&#347;ci i r&#243;&#380;norodno&#347;ci powi&#261;za&#324; my&#347;li autora &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;y paryskich&lt;/i&gt; z teologi&#261; i judaizmem, podobnie jak nie wymusza rezygnacji ze &#347;ledzenia impuls&#243;w p&#322;yn&#261;cych od marksizmu albo francuskiego surrealizmu. Benjamin by&#322; filozofem mo&#380;liwo&#347;ci, jego dewiz&#261; &#8211; stwierdzenie, kt&#243;re zapo&#380;yczy&#322; od Eduarda Fuchsa: &#8222;prawda le&#380;y w skrajno&#347;ciach&#8221;. Pozosta&#322; wierny przekonaniu Brechta, &#380;e cz&#322;owiek, kt&#243;ry w swym r&#281;ku ma tylko jedn&#261; teori&#281;, jest stracony. S&#322;owa, za pomoc&#261; kt&#243;rych opisywa&#322; wyobra&#378;ni&#281; fascynuj&#261;cego go Baude&#173;laire'a, odnosz&#261; si&#281; r&#243;wnie&#380; do niego samego: &#8222;znajdowa&#322; si&#281; pod presj&#261;, &#380;e raz przynajmniej powr&#243;ci&#263; musia&#322; do ka&#380;dego ze swych motyw&#243;w. Wolno to istotnie przyr&#243;wna&#263; do natr&#281;ctwa nieuchronnie przyci&#261;gaj&#261;cego przest&#281;pc&#281; na miejsce zbrodni&#8221;[10].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W &#347;wiecie fakt&#243;w obecno&#347;&#263; tradycji judaistycznej i teologii w dziele Benjamina nale&#380;y t&#322;umaczy&#263; jego &#380;ydowskim pochodzeniem, klimatem intelektualnym w okresie pierwszej wojny &#347;wiatowej i w pierwszych latach po wojnie, zdominowanym odczuciem kryzysu warto&#347;ci i rozpadu dawnego spo&#322;ecze&#324;stwa, wreszcie rozmowami z Scholemem, kt&#243;ry by&#322; jego najbli&#380;szym przyjacielem oraz doradc&#261; w kwestiach &#380;ydowskiej teologii i mistyki. W jednym ze szkic&#243;w po&#347;wi&#281;conych Benjaminowi Scholem wspomina:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Szczeg&#243;lnie bliski kontakt mia&#322;em z nim pomi&#281;dzy rokiem 1915 a 1923 [...], przy czym wi&#281;kszo&#347;&#263; tego okresu, zw&#322;aszcza lata 1918 i 1919, prze&#380;yli&#347;my wsp&#243;lnie w Szwajcarii. Zasadnicz&#261; rol&#281; w naszych &#243;wczesnych stosunkach odgrywa&#322;o &#380;ydostwo i spory na ten temat[11].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W innym za&#347; miejscu:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kiedy w 1916 roku powiedzia&#322;em mu, &#380;e, o dziwo, mo&#380;na jeszcze naby&#263; u wydawcy opublikowane sze&#347;&#263;dziesi&#261;t czy osiemdziesi&#261;t lat wcze&#347;niej wielkie, po&#347;wi&#281;cone kabale dzie&#322;o Molitora, ucznia Baadera, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Philosophie der Geschichte, oder &#252;ber die Tradition&lt;/i&gt;, naby&#322; je natychmiast. By&#322;a to jedna z pierwszych ksi&#261;&#380;ek o judaizmie, jak&#261; kupi&#322;, i przez d&#322;ugi czas zajmowa&#322;a poczesne miejsce w jego bibliotece[12].&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W przeciwie&#324;stwie do wi&#281;kszo&#347;ci pisarzy &#380;ydowskich, kt&#243;rzy zyskali s&#322;aw&#281; w literaturze niemieckiej (jak chocia&#380;by Arthur Schnitzler, Franz Werfel czy Stefan Zweig), Benjamin &#8211; podobnie jak Freud i Kafka &#8211; pisa&#322; z pe&#322;nym poczuciem dystansu mi&#281;dzy sob&#261; jako &#379;ydem a jego niemieckimi czytelnikami, chocia&#380; pochodzi&#322; z rodziny ca&#322;kowicie zasymilowanej. Wiedzia&#322;, &#380;e jest pisarzem niemieckim, ale nie Niemcem[13]. W opinii Scholema autor &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;y&lt;/i&gt; nigdy nie wyzby&#322; si&#281; poczucia wyobcowania i &#347;wiadomo&#347;ci &#380;ycia na wygnaniu, by&#322; &#8211; w prawdziwym tego s&#322;owa znaczeniu &#8211; &#8222;obcym&#8221;. Znacz&#261;cy jest w tym kontek&#347;cie fakt, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;explicite&lt;/i&gt; problematyka &#380;ydowska w pismach Benjamina pojawia si&#281; w&#322;a&#347;ciwie rzadko. W ko&#324;cu 1930 roku przygotowa&#322; on na zam&#243;wienie Jacoba Klatzkina, wydawcy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Enzyklop&#228;die Judaica&lt;/i&gt;, tekst o roli niemieckich &#379;yd&#243;w w kulturze XIX i XX wieku &#8211; by&#322;a to pierwsza (a jak&#380;e p&#243;&#378;na) praca, w kt&#243;rej wypowiedzia&#322; si&#281; bezpo&#347;rednio w kwestii &#380;ydowskiej[14]. Scholem, kt&#243;ry uwa&#380;a, &#380;e Benjamin do judaizmu zbli&#380;a&#322; si&#281; przez ca&#322;e &#380;ycie asymptotycznie, ale i daremnie, wyja&#347;nia:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li chodzi o element &#380;ydowski w tym cz&#322;owieku i pisarzu, to pasuje akurat do jego skomplikowanej osobowo&#347;ci, &#380;e to, co sam uwa&#380;a&#322; za jej istot&#281;, a cz&#281;sto tak&#380;e za cel swojego my&#347;lenia, mianowicie &#380;ydowsko&#347;&#263;, jest w jego dziele wyczuwalne tylko podsk&#243;rnie, cho&#263; w bardzo widocznych punktach tego dzie&#322;a, jak w koncepcji planowanego przeze&#324; czasopisma &#8222;Angelus Novus&#8221;, czy w tezach historiozoficznych jego ostatniej pracy[15].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin zainteresowa&#322; si&#281; fenomenem &#380;ydostwa, gdy&#380; wierzy&#322;, &#380;e stanie si&#281; ono &#8222;domem dla jego najg&#322;&#281;bszych intencji&#8221;. Wiele czyta&#322; na ten temat, powraca&#322; do spraw &#380;ydowskich w listach i rozmowach, przyznaj&#261;c jednocze&#347;nie, &#380;e jego wiedza o judaizmie jest niewystarczaj&#261;ca[16]. Spotkanie z tradycj&#261; i j&#281;zykiem hebrajskim traktowa&#322; jako jedno z dw&#243;ch g&#322;&#243;wnych do&#347;wiadcze&#324; czekaj&#261;cych go na polu filozofii i literatury (drugim mia&#322;a by&#263; dialektyka marksistowska). Rozwa&#380;aj&#261;c w ko&#324;cu lat dwudziestych mo&#380;liwo&#347;&#263; pracy na uniwersytecie w Jerozolimie, chcia&#322; zosta&#263; komentatorem tekst&#243;w &#380;ydowskich. W zamierzonej jako rozprawa habilitacyjna, w skandaliczny spos&#243;b odrzuconej przez uniwersytet frankfurcki pracy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ursprung des deutschen Trauerspiels&lt;/i&gt;, opublikowanej w 1928 roku, pr&#243;bowa&#322; pokaza&#263;, jak &#347;ci&#347;le z kategoriami teologicznymi wi&#261;&#380;&#261; si&#281; r&#243;wnie&#380; idee estetyczne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Horyzont teologiczny Benjamina wyznacza Biblia[17], motyw grzesznego upadku ludzko&#347;ci, fragmentaryczna znajomo&#347;&#263; literatury rabinicznej, kaba&#322;y, dzie&#322; Mosesa Hessa, Achada Haama, Hermanna Cohena, Martina Bubera i Franza Rosenzweiga. &#8222;Dwie przede wszystkim kategorie &#8211; zauwa&#380;a Scholem &#8211; raz po raz pojawiaj&#261;ce si&#281; w centrum jego dzie&#322;a, wyst&#281;puj&#261; w nim [...] w uj&#281;ciu &#380;ydowskim: po pierwsze objawienie, idea Tory, poj&#281;cie nauki i &#347;wi&#281;tych tekst&#243;w w og&#243;le, po drugie mesjanizm i zbawienie&#8221;[18]. Je&#347;li Adorno podkre&#347;la, &#380;e Benjamin ide&#281; &#347;wi&#281;tego tekstu transponowa&#322; w rodzaj o&#347;wiecenia, a jego eseizm by&#322; traktowaniem tekst&#243;w &#347;wieckich tak, jak gdyby by&#322;y &#347;wi&#281;tymi, z czym zgadza si&#281; zreszt&#261; i Scholem, zwracaj&#261;c uwag&#281; na sk&#322;onno&#347;&#263; autora Pasa&#380;y do kanonizowania cytowanych prac, to chodzi mu z jednej strony o wskazanie techniki, jak&#261; stosowa&#322; Benjamin, chc&#261;c &#8222;przechytrzy&#263; prawd&#281;, o kt&#243;rej przypuszcza&#322;, &#380;e jest niedost&#281;pna autonomicznej refleksji&#8221;, z drugiej &#8211; o stwierdzenie, &#380;e stosowanie tej techniki prowadzi w&#322;a&#347;nie do sekularyzacji kategorii teologicznych[19].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin by&#322; zapalonym czytelnikiem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gwiazdy zbawienia&lt;/i&gt;. Zainteresowa&#322; si&#281; ni&#261; dzi&#281;ki Scholemowi na pocz&#261;tku lat dwudziestych, kiedy pracowa&#322; nad esejem o &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Powinowactwach z wyboru&lt;/i&gt; Goethego. Lektura dzie&#322;a Rosenzweiga nie przychodzi&#322;a mu z &#322;atwo&#347;ci&#261;, stara&#322; si&#281; jednak przestudiowa&#263; je gruntownie i w spos&#243;b krytyczny[20], w ko&#324;cu wda&#322; si&#281; w bezpo&#347;redni&#261; dyskusj&#281; z autorem[21]. Zako&#324;czenie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Powinowactw z wyboru&lt;/i&gt;, nawi&#261;zuj&#261;ce do przej&#281;tych od Goethego symboli nieba, gwiazdy i nadziei[22], pozostaje r&#243;wnie&#380; w zwi&#261;zku z tymi fragmentami &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gwiazdy&lt;/i&gt;, kt&#243;re m&#243;wi&#261; o dzieci&#281;cym poga&#324;stwie Goethego, nadziei i Janowym Ko&#347;ciele mi&#322;o&#347;ci[23]. Ostatnia cz&#281;&#347;&#263; pracy Benjamina niemal programowo g&#322;osi profanizacj&#281; problem&#243;w i termin&#243;w teologicznych. Rosenzweig przywo&#322;uje w obrazie Gwiazdy Kr&#243;lestwo Boga i jego mi&#322;o&#347;&#263;, Benjamin odwo&#322;uje si&#281; do erotycznej interpretacji mi&#322;o&#347;ci u Goethego. Rosenzweig pisze o sile modlitwy i jej mocy soteriologicznej:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Latarnia modlitwy o&#347;wieca ka&#380;demu jedynie to, co o&#347;wieca wszystkim: tylko to, co najbardziej odleg&#322;e, Kr&#243;lestwo. Wszystko to, co znajduje si&#281; wcze&#347;niej, pozostaje w ciemno&#347;ci. Kr&#243;lestwo Boga jest tym, co najbli&#380;sze. Kiedy zatem Gwiazda, kt&#243;ra kiedy&#347; rozb&#322;ys&#322;a w oddali wieczno&#347;ci, zjawia si&#281; tu jako to, co najbli&#380;sze, ca&#322;a si&#322;a mi&#322;o&#347;ci kieruje si&#281; ku niej i magiczn&#261; moc&#261; przyci&#261;ga jej &#347;wiat&#322;o poprzez noc przysz&#322;o&#347;ci w tera&#378;niejszo&#347;&#263; modl&#261;cej si&#281; wsp&#243;lnoty[24].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin wskazuje w swej zsekularyzowanej perspektywie na bezinteresown&#261; nadziej&#281; rozkwitaj&#261;c&#261; w rozpaczy kochank&#243;w. &#346;wiecki teolog zast&#281;puje modlitw&#281; mi&#322;o&#347;ci&#261; pomi&#281;dzy m&#281;&#380;czyzn&#261; a kobiet&#261; wraz z jej kresem:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ta najbardziej paradoksalna, ulotna nadzieja wy&#322;ania si&#281; w ko&#324;cu z pozoru pojednania, tak jak wtedy, gdy ga&#347;nie s&#322;o&#324;ce i o zmierzchu wschodzi gwiazda wieczorna, kt&#243;ra przetrwa noc. Jej blask to naturalnie blask Wenus[25].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dzie&#322;o Rosenzweiga zajmuje szczeg&#243;lne miejsce w refleksji estetycznej Benjamina. Nie chodzi tu o podporz&#261;dkowanie estetyki obcym jej punktom widzenia, lecz o mo&#380;liwo&#347;&#263; metodycznych r&#243;&#380;nicowa&#324;, kt&#243;rych eksplanacyjna si&#322;a m&#243;wi sama za siebie. Fundamentalne dla &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ursprung des deutschen Trauerspiels&lt;/i&gt; rozr&#243;&#380;nienie tragedii i dramatu tragicznego opiera si&#281; na rozwini&#281;tej przez Rosenzweiga (przede wszystkim w rozdziale o metaetyce) analizie antycznego bohatera tragicznego i przeciwstawionego mu &#347;wi&#281;tego z dramatu m&#281;cze&#324;skiego epoki chrze&#347;cija&#324;skiej[26]. Tego, &#380;e zwi&#261;zek Benjamina z Rosenzweigiem nie by&#322; przypadkowy, dowodzi r&#243;wnie&#380; esej o Kafce, w kt&#243;rym raz jeszcze odwo&#322;uje si&#281; on do metaetyki, precyzuj&#261;c charakter gestu w opowie&#347;ci praskiego pisarza. Z kolei fragmenty metalogiki opisuj&#261;ce chi&#324;ski kult przodk&#243;w pos&#322;u&#380;y&#322;y mu do okre&#347;lenia cech dawnego &#347;wiata, pogr&#261;&#380;aj&#261;cego si&#281; w zapomnieniu i z tego powodu zniekszta&#322;conego, jako jednego z wa&#380;niejszych motyw&#243;w tw&#243;rczo&#347;ci Kafki[27].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gwiazda zbawienia uciele&#347;nia mesjaniczne my&#347;lenie m&#322;odszego pokolenia &#380;ydowskich intelektualist&#243;w w latach dwudziestych i jest najbardziej oryginalnym dzie&#322;em wsp&#243;&#322;czesnej &#380;ydowskiej teologii. Z punktu widzenia stworzonej przez Benjamina struktury &#8222;teologii materialistycznej&#8221; najwa&#380;niejsze jest wyra&#380;one w nim przekonanie o ko&#324;cu &#8222;starej&#8221; teologii, kt&#243;rej metafizyczne za&#322;o&#380;enia podwa&#380;y&#322;a rzeczywisto&#347;&#263; dziewi&#281;tnastego stulecia (nihilizm) oraz do&#347;wiadczenia wojny &#347;wiatowej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;-----&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Teologia nowej epoki &#8211; pisa&#322; Rosenzweig &#8211; zawis&#322;a w pr&#243;&#380;ni. To by&#322;o w&#322;a&#347;ciwie to, czego chcia&#322;a. Zazdro&#347;nie bowiem czuwa&#322;a nad czyst&#261; tera&#378;niejszo&#347;ci&#261; prze&#380;ycia. Ta tera&#378;niejszo&#347;&#263; musia&#322;a by&#263; strze&#380;ona przed wszelkim kontaktem z twardym, dobrze ugruntowanym kr&#243;lestwem prawdy i przedmiotowej rzeczywisto&#347;ci [...]. Nie chcia&#322;a odczu&#263; pod sob&#261; trwa&#322;ej podstawy. Wola&#322;a wyrzec si&#281; prawdy[28].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;By&#322; to z pewno&#347;ci&#261; jeden z istotnych powod&#243;w, dla kt&#243;rych i Benjamin pracowa&#322; nad podstawowymi poj&#281;ciami &#8222;nowej&#8221; teologii.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wed&#322;ug Scholema teologiczne my&#347;lenie Benjamina, &#8222;bardzo wyra&#378;ne w m&#322;odych latach, co musia&#322;o si&#281; rzuca&#263; w oczy ka&#380;demu, kto pozostawa&#322; z nim wtedy w bliskim kontakcie, odwo&#322;ywa&#322;o si&#281; [...] &#8211; niemal instynktownie &#8211; do poj&#281;&#263; &#380;ydowskich. Koncepcje chrze&#347;cija&#324;skie go nie poci&#261;ga&#322;y, a do neokatolicyzmu, grasuj&#261;cego wtedy w&#347;r&#243;d intelektalist&#243;w &#380;ydowskich we Francji i Niemczech, odnosi&#322; si&#281; z nieukrywan&#261; antypati&#261;&#8221;[29]. We wczesnych pracach, zw&#322;aszcza w pochodz&#261;cym z 1916 roku eseju &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#220;ber Sprache &#252;berhaupt und &#252;ber die Sprache des Menschen&lt;/i&gt;, Benjamin m&#243;wi o j&#281;zyku &#8211; jak sam to okre&#347;la &#8211; &#8222;w immanentnym zwi&#261;zku z judaizmem i pierwszymi rozdzia&#322;ami &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ksi&#281;gi Rodzaju&lt;/i&gt;&#8221;[30], w kontek&#347;cie biblijnej historii stworzenia oraz objawienia. Scholem, z kt&#243;rym Benjamin dyskutowa&#322; o problemach filozofii j&#281;zyka, nawi&#261;zuje w swojej s&#322;ynnej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Mistyce &#380;ydowskiej&lt;/i&gt; bezpo&#347;rednio do jego sformu&#322;owa&#324;. Nawi&#261;zanie to te&#380; nie jest przypadkowe. S&#322;usznie zauwa&#380;a Leszek Ko&#322;akowski, &#380;e Benjamin zawsze interesowa&#322; si&#281; &#8222;spraw&#261; utajonych sens&#243;w mowy i w zwi&#261;zku z tym ciekawi&#322;a go Kaba&#322;a, j&#281;zyk magii i w og&#243;lno&#347;ci geneza i funkcje s&#322;owa&#8221;[31]. R&#243;wnie&#380; Marleen Stoessel podkre&#347;la g&#322;&#281;boki zwi&#261;zek Benjaminowskiego uj&#281;cia j&#281;zyka z mistyk&#261; &#380;ydowsk&#261;[32]. W tym kontek&#347;cie p&#243;&#378;niejsze rozwa&#380;ania Benjamina o przek&#322;adzie, kt&#243;rym sam si&#281; zajmowa&#322;, t&#322;umacz&#261;c Baudelaire'a i Prousta, powinny by&#263; interpretowane jako pr&#243;ba wniesienia do rozwa&#380;a&#324; teologicznych elementu racjonalnego i &#347;wieckiego, zw&#322;aszcza, &#380;e &#380;ycie orygina&#322;u i t&#322;umacze&#324; przebiega w realnej i historycznej rzeczywisto&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin przyznawa&#322;, &#380;e my&#347;l jego zawsze by&#322;a zgodna z talmudyczn&#261; nauk&#261; o z&#322;o&#380;onej i wielostopniowej hierarchii sens&#243;w Tory[33]. Kabali&#347;ci m&#243;wi&#261; o &#8222;siedemdziesi&#281;ciu obliczach Tory&#8221;, oznaczaj&#261;cych &#8222;niewyczerpany zakres Bo&#380;ego s&#322;owa i pe&#322;ni&#281; zawartej w nim tre&#347;ci&#8221;[34]. Fakt, i&#380; bezpo&#347;redni stosunek do Boga staje si&#281; w procesie historycznym coraz bardziej problematyczny, powoduje, &#380;e w judaizmie szczeg&#243;lnej wagi nabiera, obok tradycji pisemnej, przekazywana z pokolenia na pokolenie tradycja ustna, w kt&#243;rej manifestuje si&#281; spontaniczny aspekt ludzkiej produktywno&#347;ci. Interpretacja i komentarz staj&#261; si&#281; najbardziej w&#322;a&#347;ciwymi metodami odczytywania ukrytych znacze&#324; oraz rozwijania prawdy. Metoda komentarza okre&#347;li&#322;a form&#281; filozoficzn&#261; tw&#243;rczo&#347;ci Benjamina i doprowadzi&#322;a do radykalnego odrzucenia przeze&#324; filozofii systematycznej. &#8222;Filozofia sk&#322;ada&#322;a si&#281; dla niego z komentarza i krytyki&#8221;[35] &#8211; stwierdza Adorno. Warto podkre&#347;li&#263; w tym miejscu, &#380;e r&#243;wnie&#380; cz&#281;ste u Benjamina rozstrzyganie kwestii w kategoriach biegunowo&#347;ci wykazuje wiele cech wsp&#243;lnych z egzegez&#261; biblijn&#261; epoki rabinicznej[36].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W &#347;redniowiecznej kabalistyce powszechne by&#322;o przekonanie, &#380;e objawienie, kt&#243;re &#8222;nie ma &#380;adnej specyficznej tre&#347;ci&#8221;, przekazuje &#8222;niesko&#324;czenie bogat&#261; tre&#347;&#263; w s&#322;owie. Samo pozbawione znaczenia, zawiera w sobie wr&#281;cz niesko&#324;czone mo&#380;liwo&#347;ci interpretacji&#8221;[37]. Znaczenie &#347;wi&#281;tych tekst&#243;w opiera si&#281; na poj&#281;ciu &#8222;objawienia&#8221;, ale dopiero &#8222;w ci&#261;g&#322;ym odniesieniu do czasu, w tradycji, t&#322;umaczy si&#281; ono i przejawia sw&#243;j niesko&#324;czony sens, kt&#243;rego nie spos&#243;b ogarn&#261;&#263; w jednorazowym akcie objawienia&#8221;[38]. Ten spos&#243;b my&#347;lenia widoczny jest u Benjamina. &#346;wiat &#380;ydowskiej mistyki otworzy&#322; si&#281; dla niego dzi&#281;ki kontaktom z Scholemem, ale jedyn&#261; prac&#261; tego ostatniego &#8211; jak pisz&#261; wydawcy pism Benjamina &#8211; kt&#243;r&#261; mo&#380;na uwzgl&#281;dni&#263; do pewnego stopnia jako &#8222;&#378;r&#243;d&#322;o&#8221; Benjamina, jest rozprawa &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Der Name Gottes und die Sprachtheorie der Kabbala&lt;/i&gt;, powsta&#322;a dopiero w 1970 roku, rozwijaj&#261;ca jednak my&#347;li si&#281;gaj&#261;ce lat ich wsp&#243;lnego filozofowania[39]. Zwi&#261;zek tego tekstu z Benjaminowsk&#261; filozofi&#261; j&#281;zyka staje si&#281; wyra&#378;ny w odr&#243;&#380;nieniu nazwy i s&#322;owa Bo&#380;ego, ujawnia si&#281; tak&#380;e w formule: &#8222;mistyk odkrywa w j&#281;zyku [...] co&#347; [...], co jest skierowane nie na przekaz tego, co daje si&#281; wyrazi&#263;, lecz [...] na przekaz tego, co niewyra&#380;alne&#8221;[40].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Elementy wiedzy tajemnej zwi&#261;zanej z magi&#261; rozwa&#380;a Benjamin tak&#380;e w powsta&#322;ych na pocz&#261;tku lat trzydziestych szkicach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Lehre vom &#196;hnlichen oraz &#220;ber das mimetische Verm&#246;gen&lt;/i&gt;. Ujmuje w nich j&#281;zyk jako najbardziej rozwini&#281;t&#261;, a jednocze&#347;nie w najwy&#380;szym stopniu zsekularyzowan&#261; form&#281; dzia&#322;ania mimetycznego. Pog&#322;&#281;biaj&#261;ca si&#281; materialistyczna orientacja Benjamina nie oznacza negacji my&#347;lenia teologicznego. Scholem zauwa&#380;a, co prawda, &#380;e likwidacja magii j&#281;zyka, zgodna z jego materialistycznym rozumieniem, pozostawa&#322;a w sprzeczno&#347;ci z wcze&#347;niejszymi mistyczno-teologicznymi rozwa&#380;aniami Benjamina, ale wci&#261;&#380; m&#243;wi&#322; on &#8222;w sensie zgo&#322;a niemetaforycznym i w odr&#243;&#380;nieniu od s&#322;owa ludzkiego o &#171;s&#322;owie Boga&#187; jako podstawie wszystkich teorii j&#281;zyka [...]. Najwidoczniej by&#322; rozdarty mi&#281;dzy sympati&#261; dla mistycznej teorii j&#281;zyka a r&#243;wnie mocno odczuwan&#261; konieczno&#347;ci&#261; jej przezwyci&#281;&#380;enia w kontek&#347;cie marksistowskiego &#347;wiatopogl&#261;du. Zagadni&#281;ty o to, zupe&#322;nie szczerze przyzna&#322; si&#281; do tej sprzeczno&#347;ci. Chodzi&#322;o w&#322;a&#347;nie o zadanie, z kt&#243;rym si&#281; jeszcze nie upora&#322;, z kt&#243;rym wi&#261;za&#322; jednak daleko id&#261;ce plany&#8221;[41]. W gruncie rzeczy chodzi&#322;o tu o mo&#380;liwo&#347;&#263; pogodzenia ze sob&#261; (pozornie tylko) obcych sobie fakt&#243;w i opcji, perspektyw&#281; nazbyt jednostronnie odczytywan&#261; przez najbli&#380;szych przyjaci&#243;&#322; &#8211; Scholema, w kt&#243;rego oczach Benjamin stawa&#322; si&#281; zanadto marksist&#261;, i Brechta, kt&#243;ry widzia&#322; w nim przede wszystkim mistyka i ezoteryka. Inaczej, bardziej trafnie postrzega&#322; j&#261; Adorno: &#8222;Nastawiony na kaba&#322;&#281; filozof j&#281;zyka &#8211; pisa&#322; o autorze &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;y&lt;/i&gt; &#8211; traktuje j&#261; jak gryzmo&#322; zast&#281;puj&#261;cy imi&#281;. &#321;&#261;czy to jego materialistyczn&#261; faz&#281; z teologiczn&#261;&#8221;[42]. Likwidacja magii nie oznacza tutaj bowiem jej ca&#322;kowitego &#8222;wy&#322;&#261;czenia&#8221;, lecz integracj&#281; element&#243;w magicznych w zdolno&#347;ci mimetycznej. Je&#347;li Benjamin stwierdza, &#380;e w rozwoju j&#281;zyka &#8222;rozdzia&#322; pomi&#281;dzy magiczn&#261; a &#347;wieck&#261; funkcj&#261; j&#281;zyka zostaje zlikwidowany na korzy&#347;&#263; tej ostatniej&#8221;[43], to chodzi mu w&#322;a&#347;nie o ten &#8222;rozdzia&#322;&#8221;, a nie o jeden z rozdzielonych wcze&#347;niej element&#243;w, nie o magi&#281;. W rzeczywisto&#347;ci likwidacj&#281; magii pojmuje on jako transformacj&#281; polegaj&#261;c&#261; na wprz&#281;gni&#281;ciu jej w s&#322;u&#380;b&#281; &#8222;&#347;wieck&#261;&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin przyj&#261;&#322; poj&#281;cie mesjanizmu, ale uj&#261;&#322; go &#8211; zgodnie z racjonalistyczn&#261; tradycj&#261; &#380;ydowskiego o&#347;wiecenia &#8211; jako proces dokonuj&#261;cy si&#281; w sferze publicznej, na widowni dziej&#243;w i w medium spo&#322;eczno&#347;ci, w centrum procesu historycznego. Nieustannie poszukiwa&#322; mesja&#324;skiej si&#322;y: przed rokiem 1914 by&#322;a ni&#261; m&#322;odo&#347;&#263;, po wojnie zwr&#243;ci&#322; si&#281; ku literaturze. Kiedy w latach trzydziestych scena polityczna stawa&#322;a si&#281; coraz bardziej mroczna, stworzy&#322; w&#322;asn&#261; wersj&#281; marksizmu w poszukiwaniu trzeciego mesjasza. T&#322;umacz, alegorysta, melancholik, materialista historyczny &#8211; wszyscy maj&#261; sw&#243;j udzia&#322; w dziele wybawienia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anson Rabinbach w pracy analizuj&#261;cej w&#261;tki wsp&#243;lne my&#347;leniu Benjamina i Blocha przedstawi&#322; mesjanizm jako produkt poasymilacyjnego odrodzenia niemieckiego &#380;ydostwa w paradoksalnej formie jednocze&#347;nie &#347;wieckiego i teologicznego &#347;wiatopogl&#261;du[44]. Nawi&#261;zuj&#261;c do Scholema[45], wskaza&#322; cztery elementy charakteryzuj&#261;ce t&#281; nowoczesn&#261; form&#281; &#380;ydowskiego mesjanizmu: po pierwsze, mesjaniczne my&#347;lenie ma charakter restauratywny, kiedy odrzuca idee post&#281;pu i reformy oraz zast&#281;puje je obrazem idealnej prehistorycznej przesz&#322;o&#347;ci jako celu godnej &#380;ycia przysz&#322;o&#347;ci; po drugie, jest utopijne, gdy ustanawia radykalnie odmienn&#261; od przesz&#322;o&#347;ci i tera&#378;niejszo&#347;ci przysz&#322;o&#347;&#263;, kt&#243;ra oznacza koniec historii, nie jest jednak jej produktem; po trzecie, mo&#380;e nosi&#263; pi&#281;tno apokaliptyczne, gdy historyczny stan poprzedzaj&#261;cy zbawienie postrzega jako absolutnie beznadziejny i katastroficzny, a nawet wi&#281;cej &#8211; absolutn&#261; beznadziejno&#347;&#263; &#347;wiata traktuje jako warunek zbawienia; po czwarte wreszcie, z apokaliptycznej i wrogiej idei rozwoju wizji historii wy&#322;ania si&#281; fundamentalny dylemat etyczny, nie daj&#261;ca si&#281; przezwyci&#281;&#380;y&#263; ambiwalencja zaanga&#380;owanego w dzie&#322;o wybawienia cz&#322;owieka; w tej mierze, w jakiej rozpaczliwa sytua&#173;cja &#347;wiata jest nast&#281;pstwem okre&#347;lonych ludzkich dzia&#322;a&#324;, ka&#380;de z nich jako uwik&#322;ane w t&#281; w&#322;a&#347;nie sytuacj&#281; zostaje zdyskredytowane. Wszystkie te elementy przedstawia Rosenzweig w swojej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gwie&#378;dzie zbawienia&lt;/i&gt;. Ich analiza przechodzi tam w krytyk&#281; afirmatywnej i wierz&#261;cej w post&#281;p historiozofii Hegla. W cyklu &#380;ydowskiego roku liturgicznego i tym samym w wieczno&#347;ci &#380;ydowskiego ludu Rosenzweig dostrzeg&#322; antycypowane wdarcie si&#281; wieczno&#347;ci w czasowo&#347;&#263;. To on po raz pierwszy wyra&#378;nie sformu&#322;owa&#322; wyra&#380;on&#261; przez Benjamina w tezach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O poj&#281;ciu historii&lt;/i&gt; ide&#281; zerwania z czasem historycznym:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I dlatego prawdziwa wieczno&#347;&#263; wiecznego narodu musi zawsze pozostawa&#263; obca i irytuj&#261;ca dla pa&#324;stwa i historii &#347;wiata. Przeciw tym godzinom wieczno&#347;ci, kt&#243;re w epokach historii &#347;wiata pa&#324;stwo nacina ostrym mieczem na korze drzewa wzrastaj&#261;cego czasu, wieczny nar&#243;d, oboj&#281;tny i niewzruszony, rok po roku dodaje s&#322;&#243;j do s&#322;oja pnia swego &#380;ycia wiecznego. O to milcz&#261;ce &#380;ycie, kt&#243;re nigdy nie rzuca spojrze&#324; na zewn&#261;trz, rozbija si&#281; moc historii &#347;wiata[46].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Po zwrocie ku materializmowi historycznemu z dw&#243;ch kategorii, objawienia i zbawienia, zachowa&#322; Benjamin tylko t&#281; drug&#261;. &#8222;Objawienie znik&#322;o w procesie przemiany sposobu jego my&#347;lenia lub te&#380; raczej [...] zosta&#322;o otoczone milczeniem jako wiedza teraz ju&#380; prawdziwie ezoteryczna&#8221;[47]. Niezupe&#322;nie &#8211; w my&#347;leniu Benjamina mo&#380;na bowiem dostrzec moment, w kt&#243;rym i to poj&#281;cie zostaje poddane profanizacji. U Rosenzweiga objawienie jest podstaw&#261; wszelkiego do&#347;wiadczenia cz&#322;owieka. W objawieniu otwiera si&#281; &#347;wiat i dzi&#281;ki objawieniu oczywisto&#347;&#263; rzeczywisto&#347;ci mo&#380;na uj&#261;&#263; jako prawd&#281;. Autor &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gwiazdy&lt;/i&gt; wi&#261;&#380;e to z tez&#261;, &#380;e cud nie jest dzia&#322;aniem Boga przeciwnym naturze, lecz &#8222;dzieje si&#281; naturalnie&#8221;. Nast&#281;pstwem tego jest sakralizacja &#347;wiata rzeczy, ich teologizacja. Rzeczy otrzymuj&#261; religijno-magiczny wymiar. Jednocze&#347;nie magia przedmiot&#243;w musi charakteryzowa&#263; si&#281; pewn&#261; pozytywno&#347;ci&#261;, poniewa&#380; ich prawda objawia si&#281; w realnym czasie i przestrzeni. Rosenzweig znosi w ten spos&#243;b przeciwie&#324;stwo religijnego i estetycznego do&#347;wiadczania &#347;wiata. Benjamin podobnie rozpatrywa&#322; w latach trzydziestych poj&#281;cie aury jako &#8222;wskazywania rzeczy poza siebie&#8221;. Do&#347;wiadczenie aury oznacza do&#347;wiadczenie tkwi&#261;cej w przedmiotach i okre&#347;laj&#261;cej je na sw&#243;j spos&#243;b tradycji, oznacza zwi&#261;zek z tradycj&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;-----&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Do&#347;wiadczenie aury to zatem przenoszenie pewnej utartej w spo&#322;ecze&#324;stwie ludzkim formy reakcji na stosunek natury martwej lub &#380;ywej do cz&#322;owieka. Ten, kto jest ogl&#261;dany albo kto przypuszcza, &#380;e si&#281; na niego patrzy, wyt&#281;&#380;a wzrok. Do&#347;wiadczy&#263; aury jakiego&#347; zjawiska znaczy tyle, co obdarzy&#263; je zdolno&#347;ci&#261; widzenia[48].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Takie &#8222;obdarzenie&#8221; pozwala Benjaminowi rozwin&#261;&#263; estetyczn&#261; koncepcj&#281; stosunku cz&#322;owieka do przyrody, w kt&#243;rym tradycyjny, skostnia&#322;y schemat epistemologiczny przeciwstawiaj&#261;cy podmiotowi dziedzin&#281; przedmiotow&#261; zostaje zniesiony:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kiedy cz&#322;owiek, zwierz&#281; albo przedmiot dzi&#281;ki obdarzeniu t&#261; zdolno&#347;ci&#261; przez poet&#281; pobudza jego spojrzenie, co&#347; dalekiego zaczyna je ci&#261;gn&#261;&#263; ku sobie; spojrzenie obudzonej w ten spos&#243;b natury pogr&#261;&#380;a si&#281; w marzeniu i prowadzi poet&#281; za tym swoim marzeniem[49].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;R&#243;wnie&#380; akcent, jaki Benjamin k&#322;ad&#322; na utopijny aspekt religii, na zbawienie i ide&#281; mesja&#324;sk&#261;, wi&#261;za&#322; si&#281; ze struktur&#261; tworzonej przeze&#324; &#8222;teologii materialistycznej&#8221;. Wa&#380;n&#261; rol&#281; odgrywa&#322; tu pierwiastek apokaliptycznej destrukcji. Jedno&#347;&#263; momentu destrukcyjnego i konstrukcyjnego w koncepcji historii zarysowanej w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Tezach&lt;/i&gt; ma oczywi&#347;cie swoje teologiczne pod&#322;o&#380;e, pokrywa si&#281; z jedno&#347;ci&#261; momentu katastroficznego i mesja&#324;skiego w kabale luria&#324;skiej, kt&#243;rej dialektyka by&#322;a Benjaminowi znana i bliska. W my&#347;l doktryny &#8222;st&#322;uczonych naczy&#324;&#8221; Izaaka Lurii wczesnym etapom stworzenia towarzyszy&#322;a kos&#173;miczna katastrofa, kt&#243;ra sprawi&#322;a, &#380;e niekt&#243;re naczynia zawieraj&#261;ce boskie &#347;wiat&#322;o pop&#281;ka&#322;y, a iskry owej &#347;wiat&#322;o&#347;ci uwi&#281;z&#322;y w skorupach. Zadaniem cz&#322;owieka jest uwolnienie tych iskier i przywr&#243;cenie ich na swoje miejsce w procesie okre&#347;lanym w kabale jako &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;tikkun&lt;/i&gt;[50]. Dzi&#281;ki niemu mo&#380;liwe by&#322;oby przezwyci&#281;&#380;enie wyobcowania w sferze &#347;wi&#281;to&#347;ci i zapocz&#261;tkowanie ery mesja&#324;skiej. R&#243;wnie&#380; Scholem podkre&#347;la, &#380;e w &#347;wiecie kaba&#322;y luria&#324;skiej, jawi&#261;cym si&#281; jako wielki &#8222;mit wygnania i zbawienia&#8221;, przeprowadzenie procesu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;tikkun&lt;/i&gt; pozostawiono cz&#322;owiekowi:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszelka dzia&#322;alno&#347;&#263; cz&#322;owieka, a wyznawcy judaizmu w szczeg&#243;lno&#347;ci, jest wi&#281;c w zasadzie prac&#261; nad procesem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;tikkun&lt;/i&gt;. W tym kontek&#347;cie staje si&#281; zrozumia&#322;e, &#380;e Mesjasz odgrywa w tym kabalistycznym micie jedynie rol&#281; symbolu, gwaranta mesja&#324;skiej restytucji wszelkich rzeczy z ich wygnania. Zbawienie przynosi bowiem nie czyn Mesjasza jako osoby, kt&#243;rej zlecono t&#281; szczeg&#243;ln&#261; misj&#281;, tylko czyny moje i twoje. Dzieje ludzko&#347;ci podczas wygnania rozumiane s&#261; zatem jako sta&#322;y mimo wszelkich niepowodze&#324; post&#281;p w kierunku mesja&#324;skiego ko&#324;ca. Zbawienie nast&#281;puje tutaj ju&#380; nie jako katastrofa, w kt&#243;rej znika i ko&#324;czy si&#281; sama historia, lecz jako logiczna konsekwencja procesu, w kt&#243;rym wszyscy jeste&#347;my partnerami[51].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pozytywna moc zniszczenia ukazana jest niemal we wszystkich wa&#380;nych pracach Benjamina i &#347;wiadczy o jego niezwyk&#322;ym wyczuleniu na elementy wywrotowe w dzie&#322;ach wielkich pisarzy. W jego pismach wci&#261;&#380; na nowo pojawia si&#281; poj&#281;cie subwersji, kt&#243;re odkrywa przed nim g&#322;&#281;bokie zwi&#261;zki zachodz&#261;ce w obserwowanych zjawiskach i inspiruje jego analizy. W analizach tych &#8211; podkre&#347;la Scholem &#8211; sekularyzacja apokaliptyki &#380;ydowskiej rzuca si&#281; w oczy i nigdzie nie wypiera si&#281; swego pochodzenia. Talmudyczne wyobra&#380;enie stwarzanych wci&#261;&#380; na nowo anio&#322;&#243;w, kt&#243;re podnosz&#261; g&#322;os w obliczu Boga, po czym ulegaj&#261; zag&#322;adzie i rozp&#322;ywaj&#261; si&#281; w nico&#347;ci, &#322;&#261;czy wczesne pisma Benjamina z p&#243;&#378;nymi. Obraz ten odnale&#378;&#263; mo&#380;na zar&#243;wno w roku 1922, a wi&#281;c u szczytu okresu teologicznego, na ko&#324;cu zapowiedzi pisma &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Angelus Novus&lt;/i&gt;, jak te&#380; w roku 1931 w zako&#324;czeniu materialistycznego eseju o Karlu Krausie. Te wci&#261;&#380; nowe anio&#322;y &#8211; jednego z nich odnalaz&#322; na obrazie Paula Klee Angelus Novus &#8211; nosz&#261; jednocze&#347;nie rysy anio&#322;&#243;w zag&#322;ady i S&#261;du Ostatecznego. Ich &#8222;szybko ulatuj&#261;cy g&#322;os&#8221; obwieszcza nastanie apokalipsy w historii, a o to w&#322;a&#347;nie Benjaminowi chodzi&#322;o[52].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ca&#322;kowicie pod wp&#322;ywem judaizmu, w szczeg&#243;lno&#347;ci halachy i hagady, znajduj&#261; si&#281; wysi&#322;ki Benjamina zmierzaj&#261;ce do zrozumienia Kafki. Wida&#263; to wyra&#378;nie w obszernym eseju z roku 1934 oraz w li&#347;cie z roku 1938, w kt&#243;rym pr&#243;bowa&#322; on naszkicowa&#263; nowy wizerunek autora &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Procesu&lt;/i&gt;. Poj&#281;cia sprawiedliwo&#347;ci, zg&#322;&#281;biania nauki czy interpretowania tekst&#243;w wprowadza i rozwija tu &#347;wiadomie w duchu &#380;ydowskim.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;U wr&#243;t sprawiedliwo&#347;ci le&#380;y nauka. Kafka nie wa&#380;y si&#281; jednak powi&#261;za&#263; nauki z obietnic&#261;, kt&#243;r&#261; tradycja &#322;&#261;czy ze studiowaniem Tory. Jego pomocnicy to pos&#322;ugacze gminy, w kt&#243;rej zabrak&#322;o bo&#380;nicy, jego studenci to uczniowie, kt&#243;rzy utracili Pismo[53].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin dostrzega&#322; negatywn&#261; przemian&#281;, jakiej ulegaj&#261; kategorie &#380;ydowskie w &#347;wiecie Kafki, w kt&#243;rym brak pozytywnej nauki, a jest jedynie jej ca&#322;kowicie utopijna obietnica dla &#347;wiata oraz procedury nieczytelnego ju&#380; &#8222;prawa&#8221;, b&#281;d&#261;cego wy&#322;&#261;cznie przedmiotem obserwacji pisarza.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Do kategorii religijnych, wprowadzonych w analizach literackiej tw&#243;rczo&#347;ci Kafki i Prousta i do ko&#324;ca kultywowanych przez Benjamina, nale&#380;y idea wspominania. &#8222;Prawdziwym wymiarem &#380;ycia jest wspomnienie, kt&#243;re patrz&#261;c wstecz, b&#322;yskawicznie je przebiega&#8221;[54]. W ostatnim mo&#380;liwym do chronologicznego umiejscowienia akapicie, okre&#347;lonym przez Scholema jako Benjaminowskie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;confessio in extremis&lt;/i&gt; i jednoczesna &#8222;apoteoza &#380;ydostwa&#8221;, Benjamin pisze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z pewno&#347;ci&#261; czas wr&#243;&#380;bit&#243;w, pytaj&#261;cych, co skrywa on w swym &#322;onie, nie dawa&#322; si&#281; pozna&#263; ani jako homogeniczny, ani jako pusty. Kto ma to na uwadze, ten wyrobi sobie jakie takie poj&#281;cie na temat poznania czasu minionego przez wspomnienie, dokonuje si&#281; ono bowiem tak samo. Jak wiadomo, dociekanie przysz&#322;o&#347;ci by&#322;o &#379;ydom zabronione. Tora i modlitwa natomiast poucza&#322;a we wspomnieniu. Przysz&#322;o&#347;&#263; zosta&#322;a dla nich odarta z czaru, jakiemu ulegaj&#261; ci, kt&#243;rzy s&#322;uchaj&#261; wr&#243;&#380;bit&#243;w. Przysz&#322;o&#347;&#263; jednak nie sta&#322;a si&#281; dla &#379;yd&#243;w przez to czasem homogenicznym i pustym. Ka&#380;da jej sekunda bowiem stanowi&#322;a male&#324;k&#261; furtk&#281;, przez kt&#243;r&#261; m&#243;g&#322; wkroczy&#263; Mesjasz[55].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin niezbyt cz&#281;sto wypowiada&#322; si&#281; bezpo&#347;rednio na temat swojego stosunku do teologii. Charakterystyczne dla jego sposobu my&#347;lenia by&#322;o raczej ukrywanie tego stosunku w konkretnych analizach problem&#243;w mniej lub bardziej odleg&#322;ych od kwestii teologicznych. Dlatego z upodobaniem korzysta&#322; w swoich tekstach z metaforycznych sformu&#322;owa&#324;, takich jak &#8222;czesa&#263; pod w&#322;os&#8221;, &#8222;os&#322;ona i to, co ukryte&#8221;, &#8222;torebka i zdobycz&#8221;, &#8222;fotograficzny negatyw&#8221;[56]. Zdaniem Bolza i van Reijena wszystkie te obrazy i okre&#347;lenia wyra&#380;aj&#261; stosunek inwersji[57]. Podstawow&#261; form&#261; tych odwr&#243;ce&#324; jest to, co Adorno nazwa&#322; sekularyzacj&#261;. W&#322;a&#347;nie dlatego mo&#380;na trwa&#263; przy teologicznych motywach Benjaminowskiego my&#347;lenia tylko wtedy, gdy si&#281; je rozpozna w ich formie sprofanizowanej. Otwarty dyskurs teologiczny nie jest w tym przypadku mo&#380;liwy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najbardziej znacz&#261;ce i najbardziej znane z tych sformu&#322;owanych &#8222;bez os&#322;onek&#8221; okre&#347;le&#324; stosunku Benjamina do teologii zawarte jest w tezach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O poj&#281;ciu historii&lt;/i&gt;[58] &#8211; w opinii Habermasa &#8222;jednym z najbardziej poruszaj&#261;cych &#347;wiadectw &#380;ydowskiego ducha&#8221;[59]. Tezy wyra&#380;aj&#261; przede wszystkim prezentowane jako materializm historyczny krytyczne stanowisko Benjamina wobec ewolucjonistycznej koncepcji historii oraz towarzysz&#261;cej jej wiary w post&#281;p, w szczeg&#243;lno&#347;ci, jak stwierdza&#322; sam Benjamin, wobec &#8222;prostackich analiz&#8221; Kautsky'ego i Mehringa. Wiadomo wszak, &#380;e nawi&#261;zanie do teorii marksistowskiej nie jest tu jednoznaczne. Sam autor por&#243;wnuje intencj&#281; przy&#347;wiecaj&#261;c&#261; mu przy redagowaniu tego tekstu do celu klasztornej medytacji. O ile ma ona zniech&#281;ca&#263; braci zakonnych &#8222;do &#347;wiata i jego spraw&#8221;[60], o tyle zadaniem tez mia&#322;o by&#263; porzucenie tradycyjnego sposobu widzenia historii. Benjamin przyjmuje perspektyw&#281; materializmu historycznego, ale poddaje go jednocze&#347;nie krytyce. &#211;w wewn&#281;trznie sprzeczny stosunek znajduje sw&#243;j wyraz w obrazie automatu do gry w szachy, przedstawionym w tezie pierwszej. W&#322;a&#347;nie tutaj Benjamin m&#243;wi o zwi&#261;zku pomi&#281;dzy materializmem historycznym a teologi&#261;. Siedz&#261;ca przy szachownicy kuk&#322;a w tureckim stroju sprawia wra&#380;enie, &#380;e ruchy gwarantuj&#261;ce wygran&#261; parti&#281; s&#261; rezultatem wbudowanego w ni&#261; perfekcyjnie dzia&#322;aj&#261;cego mechanizmu. W rzeczywisto&#347;ci r&#281;k&#261; kuk&#322;y kieruje za pomoc&#261; sznureczk&#243;w ukryty pod sto&#322;em garbaty karze&#322;, b&#281;d&#261;cy szachowym mistrzem. Filozoficznym odpowiednikiem takiej kuk&#322;y i kar&#322;a mia&#322;yby by&#263; materializm historyczny oraz teologia. Materializm historyczny uj&#281;ty jest tu w cudzys&#322;&#243;w. Kuk&#322;&#281; zwie si&#281; &#8222;materializmem historycznym&#8221; &#8211; by&#263; mo&#380;e jest to tylko i wy&#322;&#261;cznie okre&#347;lenie, nie chodzi tu bowiem o teori&#281; historycznego materialisty, o kt&#243;rej m&#243;wi si&#281; dalej w tek&#347;cie ju&#380; bez cudzys&#322;owu. Kuk&#322;a nie mo&#380;e zwyci&#281;&#380;y&#263; o w&#322;as&#173;nych si&#322;ach, podobnie ma si&#281; sprawa z &#8222;materializmem historycznym&#8221;. Ten ostatni mo&#380;e jednak &#8222;zmierzy&#263; si&#281; z ka&#380;dym&#8221;, je&#347;li odrzuci automatyzm i &#8222;we&#378;mie na s&#322;u&#380;b&#281;&#8221; teologi&#281;. To, &#380;e materializm historyczny musi &#8222;wzi&#261;&#263; na s&#322;u&#380;b&#281;&#8221; teologi&#281;, jest formu&#322;&#261;, za pomoc&#261; kt&#243;rej Benjamin w charakterystyczny dla siebie spos&#243;b stawia wszystko &#8222;na g&#322;owie&#8221;. W tradycyjnym uj&#281;ciu teologia jest najwy&#380;sz&#261; z nauk, jej s&#322;u&#380;k&#261; by&#322;a nawet filozofia. Tote&#380; zwyci&#281;stwo kuk&#322;y jest inwersyjn&#261; postaci&#261; zwyci&#281;stwa teologii &#8211; zbawienia. Materializm historyczny uleg&#322; degeneracji, poniewa&#380; socjaldemokracja upar&#322;a si&#281;, by czeka&#263; na automatyczny krach kapitalizmu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Krista R. Greffrath zestawia obraz automatu szachowego z Benjaminowsk&#261; krytyk&#261; socjaldemokratycznej wiary w post&#281;p i wyprowadza st&#261;d nast&#281;puj&#261;c&#261; interpretacj&#281;: materializm historyczny wygrywa dopiero w&#243;wczas, gdy porzuca wiar&#281; w niepowstrzymany post&#281;p jako prawo historii i przyswaja sobie tradycyjne do&#347;wiadczenie teologii[61]. Greffrath zwraca ponadto uwag&#281; na sprzeczno&#347;&#263;, jaka rysuje si&#281; pomi&#281;dzy obrazem automatu a jego wyk&#322;adni&#261; dokonan&#261; przez samego Benjamina. Obraz przedstawia kuk&#322;&#281; kierowan&#261; za pomoc&#261; sznureczk&#243;w przez kar&#322;a, kt&#243;ry wykorzystuje j&#261; w realizacji w&#322;asnych plan&#243;w. Benjamin t&#322;umaczy &#8222;odpowiednik tej aparatury w filozofii&#8221;, stwierdzaj&#261;c, &#380;e kuk&#322;a &#8222;materializmu historycznego&#8221; mo&#380;e wygra&#263;, je&#347;li skorzysta z us&#322;ug teologii. Osobliwy charakter tej sprzeczno&#347;ci, ewokuj&#261;cej dialektyk&#281; pana i niewolnika z Heglowskiej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fenomenologii ducha&lt;/i&gt;, dostrzegany by&#322; i przez innych autor&#243;w: Habermas opowiada&#322; si&#281; za logik&#261; obrazu &#8211; jego zdaniem to &#8222;garbaty karze&#322; teologii korzysta z us&#322;ug kuk&#322;y materializmu historycznego&#8221;[62]; Rolf Tiedemann okre&#347;li&#322; samo por&#243;wnanie materializmu z kuk&#322;&#261; jako &#8222;do&#347;&#263; enigmatyczne&#8221;[63]; Hans Heinz Holz m&#243;wi&#322; o &#8222;b&#322;aze&#324;skiej alegorii&#8221;[64]. Zdaniem Heinza-Dietera Kittsteinera Benjamin w pierwszej tezie nie m&#243;wi o tym, &#380;e to karze&#322; kieruje za pomoc&#261; sznureczk&#243;w ruchami kuk&#322;y, chocia&#380; taki obraz znienacka si&#281; pojawia: &#8222;Teologia wyra&#378;nie zostaje wzi&#281;ta na &#171;s&#322;u&#380;b&#281;&#187;: okre&#347;lona sytuacja zmusi&#322;a marksizm raz jeszcze do przyj&#281;cia odpowiednio zsekularyzowanego s&#322;ownika teologicznego&#8221;[65]. Slavoj &#381;i&#382;ek &#8211; podobnie jak Greffrath &#8211; pisze o sprzeczno&#347;ci mi&#281;dzy alegori&#261; tworz&#261;c&#261; pierwsz&#261; cz&#281;&#347;&#263; tezy a jej interpretacj&#261; w cz&#281;&#347;ci drugiej: w interpretacji to materializm historyczny &#8222;korzysta z us&#322;ug teologii&#8221;, natomiast w alegorii teologia (&#8222;garbus&#8221;) kieruje kuk&#322;&#261; &#8211; &#8222;materializmem historycznym&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest to oczywi&#347;cie przyk&#322;ad sprzeczno&#347;ci mi&#281;dzy alegori&#261; a jej znaczeniem, a w ko&#324;cu mi&#281;dzy znacz&#261;cym a znaczonym, kt&#243;re udaje, i&#380; &#8222;korzysta z us&#322;ug&#8221; znacz&#261;cego jako swojego narz&#281;dzia, lecz szybko przekonuje si&#281;, &#380;e zapl&#261;tane jest w jego sie&#263;. Tak wi&#281;c te dwa odmienne poziomy krzy&#380;uj&#261; si&#281;: struktura formalna alegorii Benjamina funkcjonuje w ten sam spos&#243;b, co jej &#8222;zawarto&#347;&#263;&#8221;, czyli teologia w relacji do materializmu historycznego. Ten ostatni udaje po prostu, &#380;e korzysta z us&#322;ug teologii, chocia&#380; naprawd&#281; coraz bardziej i bardziej zapl&#261;tuje si&#281; w jej sznurki, albowiem [...] &#8222;teologia&#8221; oznacza tu instancj&#281; znacz&#261;cego[66].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ca&#322;a sprzeczno&#347;&#263; znika, je&#347;li obie uczestnicz&#261;ce w tej samej rozgrywce strony umie&#347;ci si&#281; w perspektywie pojednania &#8211; tak w&#322;a&#347;nie post&#281;puje Gerhard Kaiser:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;teologia, kt&#243;ra jako spos&#243;b my&#347;lenia uruchamia aparatur&#281; materializmu historycznego, jest materializmem historycznym, o kt&#243;rym m&#243;wi si&#281; w dalszych tezach &#8211; rzeczywistym i prawdziwym, reprezentowanym przez historycznego materialist&#281;[67].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Greffrath r&#243;wnie&#380; dostrzega mo&#380;liwo&#347;&#263; takiej interpretacji. W zwi&#261;zku z tym, &#380;e kuk&#322;a &#8222;materializmu historycznego&#8221; oraz karze&#322; teologii uczestnicz&#261; w tej samej grze i (jak si&#281; wydaje) razem walcz&#261; o zwyci&#281;stwo &#8211; kuk&#322;a siedz&#261;c przy szachownicy, karze&#322; wewn&#261;trz aparatury &#8211; Benjaminowi mog&#322;oby chodzi&#263; o wskazanie element&#243;w materialistycznych w &#380;ydowskiej eschatologii oraz element&#243;w teologicznych w marksizmie; dzi&#281;ki temu mo&#380;na by&#322;oby broni&#263; tezy, &#380;e teologiczna koncepcja historii rozwini&#281;ta w obr&#281;bie judaizmu jest ukrytym j&#261;drem marksizmu, ten ostatni za&#347; wsp&#243;&#322;czesn&#261;, &#347;wieck&#261; form&#261; idei &#380;ydowskiego mesjanizmu[68]. Intencje Benjamina s&#261; jednak zdaniem Greffrath inne. M&#243;wi&#261;c o zwi&#261;zku teologii z materializmem historycznym przeciwstawia si&#281; on sp&#322;yconej ewolucjonistycznej koncepcji historii. Cudzys&#322;&#243;w, o kt&#243;rym by&#322;a wcze&#347;niej mowa, oznacza t&#281; posta&#263; materializmu historycznego, kt&#243;ra traktuje histori&#281; jako stopniowy i ci&#261;g&#322;y poch&#243;d ludzko&#347;ci ku lepszej przysz&#322;o&#347;&#173;ci; ostateczne zwyci&#281;stwo &#8211; socjalizm &#8211; jest tej historii daj&#261;cym si&#281; przewidzie&#263; rezultatem. Ponadto, w ostatnim zdaniu Benjamin opatruje mo&#380;liwe zwyci&#281;stwo materializmu historycznego warunkiem: &#8222;je&#347;li we&#378;mie na s&#322;u&#380;b&#281; teologi&#281;&#8221;. Teologia nie mo&#380;e by&#263; ukrytym j&#261;drem krytykowanego przeze&#324; &#8222;materializmu historycznego&#8221;, jest bowiem narz&#281;dziem, za pomoc&#261; kt&#243;rego spodziewa si&#281; uwolni&#263; &#243;w &#8222;materializm&#8221; od ci&#261;&#380;&#261;cych nad nim fatalnych skutk&#243;w determinizmu. W przeciwnym razie zamiast &#8222;mo&#380;e [...], je&#347;li&#8221; musia&#322;by napisa&#263;: my&#347;li, &#380;e mo&#380;e si&#281; zmierzy&#263; z ka&#380;dym, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;poniewa&#380; w&#322;a&#347;nie&lt;/i&gt; korzysta z us&#322;ug teologii. To, &#380;e zako&#324;czenie pierwszej tezy zapowiada koncepcj&#281; historii rozwini&#281;t&#261; dopiero w tezach nast&#281;pnych, wynika jasno z jednego z jej wcze&#347;niejszych wariant&#243;w:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zwyci&#281;&#380;a&#263; ma, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;je&#347;li o mnie chodzi&lt;/i&gt;, turecka kuk&#322;a, kt&#243;r&#261; filozofowie nazywaj&#261; materializmem. Mo&#380;e si&#281; ona zmierzy&#263; z ka&#380;dym przeciwnikiem, je&#347;li zapewni&#322;a sobie us&#322;ugi teologii[69].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ostatni rozdzia&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Berliner Kindheit&lt;/i&gt; otwiera mo&#380;liwo&#347;&#263; innego rozszyfrowania znaczenia kar&#322;a. Rozdzia&#322; ten nosi tytu&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Garbaty cz&#322;owieczek&lt;/i&gt; i opowiada o &#8222;garbusku&#8221; z romantycznej pie&#347;ni ludowej, strasz&#261;cym Benjamina od czas&#243;w dzieci&#324;stwa[70]. W oczach dziecka by&#322; to symbol niezgrabno&#347;ci, jej infantylne usprawiedliwienie w chwilach prze&#380;ywanych l&#281;k&#243;w. Doros&#322;y wie, &#380;e nie on jest tw&#243;rc&#261; &#8222;cz&#322;owieczka&#8221;. To &#8222;cz&#322;owieczek&#8221; mu si&#281; przygl&#261;da &#8211; niezgrabno&#347;&#263; jest z&#322;ym losem, sta&#322;ym niepowodzeniem. Wed&#322;ug Hannah Arendt &#8222;garbusek&#8221; to upostaciowanie fatum ci&#261;&#380;&#261;cego nad ca&#322;ym &#380;yciem Benjamina[71]. W szkicu o Kafce, w rozdziale zatytu&#322;owanym &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Garbusek&lt;/i&gt;, Benjamin przywo&#322;uje posta&#263; Odradka:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wygl&#261;da jak p&#322;aska, gwia&#378;dzista szpula nici, i rzeczywi&#347;cie wydaje si&#281; powleczony ni&#263;mi; w ka&#380;dym razie mog&#261; to by&#263; co najwy&#380;ej porwane, stare, powi&#261;zane supe&#322;kami, tudzie&#380; spl&#261;tane kawa&#322;ki nici najr&#243;&#380;niejszego rodzaju i koloru. Nie jest to tylko szpulka, bo ze &#347;rodka gwiazdy prowadzi ma&#322;a poprzeczna sztabka, a z ni&#261; pod k&#261;tem prostym &#322;&#261;czy si&#281; jeszcze jedna. I dzi&#281;ki tej w&#322;a&#347;nie sztabce i jednemu z ramion gwiazdy ca&#322;o&#347;&#263; stoi niczym na dw&#243;ch nogach[72].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dla Benjamina Odradek stanowi form&#281; &#347;wiata pogr&#261;&#380;onego w zapomnieniu. &#346;wiat &#243;w jest zdeformowany jak Kafkowski robak &#8211; Gregor Samsa. Symbolem tej deformacji jest tak&#380;e posta&#263; garbatego cz&#322;owieczka.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cz&#322;owieczek ten jest pasa&#380;erem zdeformowanego nurtu &#380;ycia; zniknie, kiedy przyjdzie Mesjasz, o kt&#243;rym wielki rabbi powiedzia&#322;, &#380;e nie b&#281;dzie on przemoc&#261; zmienia&#322; &#347;wiata, jeno go odrobink&#281; ustawi[73].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin twierdzi, &#380;e Kafka dotyka tu dna, kt&#243;rego nie objawi&#322;a mu ani &#8222;mityczna wiedza o przodkach&#8221;, ani &#8222;egzystencjalna teologia&#8221;. Ale tak&#380;e tu z powodu, kt&#243;ry mo&#380;na by&#322;oby zakwalifikowa&#263; jako teologiczny: poniewa&#380; &#380;aden tw&#243;rca poza Kafk&#261; nie przestrzega&#322; tak dok&#322;adnie biblijnego przykazania: &#8222;nie b&#281;dziesz tworzy&#322; wizerunk&#243;w&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin pojmuje materializm historyczny &#8222;po swojemu&#8221;, w spos&#243;b odbiegaj&#261;cy nie tylko od krytykowanego marksizmu II Mi&#281;dzynarod&#243;wki, ale r&#243;wnie&#380; od znanych mu analiz Marksa. W tezach pr&#243;buje &#322;&#261;czy&#263; ten &#8222;sw&#243;j&#8221; materializm historyczny z do&#347;wiadczeniem, kt&#243;re nazywa teologicznym i kt&#243;re wi&#261;&#380;e z religijn&#261; ide&#261; wspominania. W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;ach&lt;/i&gt; wyja&#347;nia bli&#380;ej, jaki typ do&#347;wiadczenia ma na my&#347;li:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;w pami&#281;ci nabywamy do&#347;wiadczenie, kt&#243;re zabrania nam pojmowa&#263; histori&#281; zasadniczo w kategoriach ateologicznych, tak jak nie wolno nam pr&#243;bowa&#263; jej opisywa&#263; przy pomocy poj&#281;&#263; bezpo&#347;rednio teologicznych[74].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie chodzi tu bynajmniej o proste uzupe&#322;nienie wpatrzonego w przysz&#322;o&#347;&#263; marksizmu pami&#281;ci&#261; przesz&#322;o&#347;ci. W&#322;&#261;czenie do&#347;wiadczenia pami&#281;ci do materializmu historycznego jest dla Benjamina warunkiem jego zwyci&#281;stwa, jak te&#380; warunkiem jego w&#322;asnego akcesu do tej teorii. Je&#347;li wi&#281;c tezy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O poj&#281;ciu historii&lt;/i&gt; maj&#261; charakter fragmentaryczny, to dlatego, &#380;e nie realizuj&#261; zapowiedzianego programu opisania do&#347;wiadczenia pami&#281;ci z pomoc&#261; nieteologicznych kategorii. Nie realizuj&#261; z powodu braku odpowiedniej aparatury poj&#281;ciowej &#8211; z poj&#281;&#263; marksistowskich nie m&#243;g&#322; Benjamin korzysta&#263;, gdy&#380; w zastanym przeze&#324; marksizmie nie by&#322;o dla tej kwestii w og&#243;le miejsca, a kategorie bur&#380;uazyjnej historiografii nie nadawa&#322;y si&#281; do tego celu, poniewa&#380; chodzi&#322;o o rzecz, kt&#243;rej zagra&#380;a&#322;o w&#322;a&#347;nie trwanie bur&#380;uazyjnego spo&#322;ecze&#324;stwa. Teologia tezjest wi&#281;c odpowiedzi&#261; Benjamina na obiektywne braki teorii marksistowskiej, ale w tej samej mierze r&#243;wnie&#380; &#8211; co nale&#380;y szczeg&#243;lnie mocno podkre&#347;li&#263; &#8211; efektem przystosowywania marksizmu do jego w&#322;asnych potrzeb. Jest szczeg&#243;ln&#261; konstrukcj&#261; pozwalaj&#261;c&#261; formu&#322;owa&#263; hipotezy niemo&#380;liwe na gruncie ewolucjonistycznego uj&#281;cia historii, podstaw&#261; teorii m&#243;wi&#261;cej o konieczno&#347;ci i mo&#380;liwo&#347;ci wydarcia tradycji z r&#261;k jej aktualnych dysponent&#243;w po to, by w krytycznym momencie uczyni&#263; j&#261; przedmiotem historycznego do&#347;wiadczenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na pocz&#261;tku lat trzydziestych, wobec zaostrzaj&#261;cej si&#281; alternatywy politycznej: faszyzm &#8211; komunizm, Benjamin znalaz&#322; si&#281; pomi&#281;dzy frontami. W obli&#173;czu niebezpiecze&#324;stwa dwa bieguny jego my&#347;lenia &#8211; teologia i marksizm &#8211; rysowa&#322;y si&#281; dla&#324; jako wolno&#347;&#263; rozwa&#380;ania obok siebie rzeczy i my&#347;li uchodz&#261;cych za nie daj&#261;ce si&#281; pogodzi&#263;. Sekularyzacja teologii i racjonalizowanie magii wi&#261;za&#322;y si&#281; z nadziej&#261; na ocalenie &#8222;potencja&#322;u semantycznego&#8221; tradycji przed zaanektowaniem go przez faszyzm. Z kolei zbli&#380;enie do materializmu historycznego i &#8222;pozytywne barbarzy&#324;stwo&#8221; komunizmu sygnalizowa&#322;y rodzaj politycznego zobowi&#261;zania s&#322;u&#380;&#261;cego walce z faszyzmem. Pisa&#322;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Destrukcyjny charakter nie widzi niczego trwa&#322;ego. Ale dlatego w&#322;a&#347;nie wsz&#281;dzie widzi drogi. Gdzie inni natrafiaj&#261; na mury albo g&#243;ry, tak&#380;e tam widzi jak&#261;&#347; drog&#281; [...]. Poniewa&#380; wsz&#281;dzie widzi drog&#281;, sam stoi zawsze na rozdro&#380;u. &#379;adna chwila nie wie, co przyniesie nast&#281;pna[75].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W osobistym do&#347;wiadczeniu Benjamina &#8222;d&#322;ugo trwa&#322;a ta gra przeciwie&#324;stw&#8221;, do ko&#324;ca trwa&#322; on przy r&#243;&#380;nych elementach swojej my&#347;li &#8211; jednych nie chcia&#322; porzuci&#263;, po innych spodziewa&#322; si&#281;, &#380;e mog&#261; mu pom&#243;c w uwolnieniu pierwszych od apologetyki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wielu interpretator&#243;w my&#347;li Benjamina podkre&#347;la &#347;cis&#322;y zwi&#261;zek tez z kr&#243;tkim, dwustronicowym szkicem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Theologisch-politisches Fragment&lt;/i&gt;. Scholem twierdzi, &#380;e powsta&#322; on w okresie &#8222;szczeg&#243;lnie g&#322;&#281;bokiego zbli&#380;enia&#8221; Benjamina do judaizmu, to znaczy na pocz&#261;tku lat dwudziestych, a nie &#8211; jak uwa&#380;a&#322; Adorno &#8211; na prze&#322;omie lat 1937 i 1938. Zwi&#261;zek &#243;w przejawia si&#281; w tym, &#380;e w koncepcji historii rozwini&#281;tej w tezach Benjamin opiera si&#281; na tych samych poj&#281;ciach szcz&#281;&#347;cia, zbawienia i mesjanizmu, kt&#243;rym &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fragment&lt;/i&gt; by&#322; po&#347;wi&#281;cony, jak r&#243;wnie&#380; na tym samym napi&#281;tym stosunku mi&#281;dzy histori&#261; a kr&#243;lestwem niebieskim.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin pisze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dopiero sam Mesjasz ko&#324;czy ca&#322;y &#322;a&#324;cuch zdarze&#324; historycznych [...]. Dlatego nic, co historyczne, nie mo&#380;e odnosi&#263; si&#281; do tego, co mesjaniczne. Dlatego Kr&#243;lestwo Bo&#380;e to nie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;telos&lt;/i&gt; historycznej dynamiki; nie mo&#380;e by&#263; ustanawiane jako cel. Z historycznego punktu widzenia jest nie celem, lecz ko&#324;cem. Dlatego &#322;ad &#347;wiecki nie mo&#380;e opiera&#263; si&#281; na idei Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego, dlatego teokracja ma nie polityczne, lecz wy&#322;&#261;cznie religijne znaczenie[76].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zbawienia nie spos&#243;b wymusi&#263;, mo&#380;na go jedynie oczekiwa&#263;. Benjamin nie opowiada si&#281; jednak za pasywno&#347;ci&#261;. Pr&#243;buje my&#347;le&#263; o historii jako czym&#347;, co nie jest sko&#324;czone, zamkni&#281;te. Horkheimer nie zgadza&#322; si&#281; z t&#261; opini&#261;. Pisa&#322; do Benjamina:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Stwierdzanie niezamkni&#281;to&#347;ci &#8211;&#8211; jest idealistyczne, je&#347;li nie zawiera si&#281; w niej zamkni&#281;to&#347;&#263;. Pope&#322;nione bezprawie dokona&#322;o si&#281; i jest to sprawa zamkni&#281;ta. Umarli rzeczywi&#347;cie nie &#380;yj&#261;. Pa&#324;ska wypowied&#378; ma ostatecznie charakter teologiczny. Je&#347;li traktujemy niezamkni&#281;to&#347;&#263; ca&#322;kiem powa&#380;nie, musimy wierzy&#263; w S&#261;d Ostateczny. M&#243;j spos&#243;b my&#347;lenia jest natomiast za bardzo ska&#380;ony materializmem. W odniesieniu do nie&#173;zamkni&#281;to&#347;ci istnieje by&#263; mo&#380;e r&#243;&#380;nica mi&#281;dzy tym, co pozytywne, a tym, co negatywne, tak, &#380;e bezprawie, strach i b&#243;l przesz&#322;o&#347;ci nie daj&#261; si&#281; naprawi&#263;. Sprawiedliwo&#347;&#263;, rado&#347;&#263;, dobre uczynki prezentuj&#261; si&#281; obecnie inaczej, poniewa&#380; nietrwa&#322;o&#347;&#263; w du&#380;ej mierze neguje ich pozytywny charakter[77].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin przytacza fragment listu Horkheimera w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;ach&lt;/i&gt; i opatruje go komentarzem, w kt&#243;rym trwa przy &#8222;otwarto&#347;ci&#8221; i teologii:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ten tok rozumowania mo&#380;e skorygowa&#263; refleksja, &#380;e historia nie jest jedynie nauk&#261;, lecz w nie mniejszym stopniu form&#261; pami&#281;ci. Co &#8222;ustali&#322;a&#8221; nauka, pami&#281;&#263; potrafi zmodyfikowa&#263;. Pami&#281;&#263; mo&#380;e to, co niezamkni&#281;te (szcz&#281;&#347;cie), uczyni&#263; czym&#347; zamkni&#281;tym, i to, co zamkni&#281;te (cierpienie), czym&#347; niezamkni&#281;tym. To jest teologia[78].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Punktem odniesienia historycznego my&#347;lenia Benjamina nie jest ani fa&#322;szywie rozumiany stan religijnego zbawienia, ani funkcjonalny idea&#322; spo&#322;ecze&#324;stwa, lecz nadzieja na zbawienie, kt&#243;ra wi&#261;&#380;e si&#281; ze szcz&#281;&#347;ciem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Szcz&#281;&#347;cie [...] istnieje tylko w powietrzu, kt&#243;rym oddychali&#347;my, w&#347;r&#243;d ludzi, do kt&#243;rych mogliby&#347;my m&#243;wi&#263;, mi&#281;dzy kobietami, kt&#243;re mog&#322;yby si&#281; nam odda&#263;. Innymi s&#322;owy, w wyobra&#380;eniu szcz&#281;&#347;cia niezbywalnie wsp&#243;&#322;brzmi wyobra&#380;enie zbawienia[79]. Wyobra&#380;enie szcz&#281;&#347;cia odnosi si&#281; w tym samym stopniu do przesz&#322;o&#347;ci i przysz&#322;o&#347;ci: Przesz&#322;o&#347;&#263; niesie w sobie tajemny wska&#378;nik, kt&#243;ry kieruje jej uwag&#281; na zbawienie[80].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zbawienie jest wi&#281;c ca&#322;kowitym zaw&#322;adni&#281;ciem przesz&#322;o&#347;ci i przysz&#322;o&#347;ci w tera&#378;niejszo&#347;ci. Orientacj&#281; na szcz&#281;&#347;cie w warunkach &#347;wieckich formu&#322;uje Benjamin za pomoc&#261; paradoksalnej metaforyki:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li jedna strza&#322;a wyznacza cel, do kt&#243;rego zmierza dynamika &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;profanum&lt;/i&gt;, inna kierunek mesja&#324;ski, to wolny rodzaj ludzki szuka wprawdzie szcz&#281;&#347;cia daleko od tego kierunku mesja&#324;skiego, ale jak si&#322;a napotyka na swej drodze dzia&#322;anie innej si&#322;y, zwr&#243;conej w przeciwnym kierunku, tak r&#243;wnie&#380; &#347;wiecki &#322;ad &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;profanum&lt;/i&gt; sprzyja nadej&#347;ciu mesjanicznego Kr&#243;lestwa[81].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ambiwalentny charakter idei mesja&#324;skiej podkre&#347;la r&#243;wnie&#380; Scholem:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Te dwa aspekty, w gruncie rzeczy zawarte [...] ju&#380; w s&#322;owach samych prorok&#243;w, dotycz&#261; z jednej strony katastrofalnej i destruktywnej natury zbawienia, z drugiej za&#347; utopii co do tre&#347;ci urzeczywistnionego mesjanizmu. Mesjanizm &#380;ydowski jest w swojej genezie i istocie, co nale&#380;y jak najdobitniej podkre&#347;li&#263;, teori&#261; katastrofy[82].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wolfgang Ullmann twierdzi, &#380;e &#8222;kar&#322;owata i brzydka&#8221;, ukryta teologia Benjamina czerpie sw&#261; moc z trzeciej cz&#281;&#347;ci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gwiazdy zbawienia&lt;/i&gt;[83]. Rosenzweig pisze w niej o 1789 roku:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To nie przypadek, &#380;e teraz po raz pierwszy roszczenia Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego zacz&#281;to na serio czyni&#263; roszczeniami czasu. Dopiero odt&#261;d zosta&#322;y podj&#281;te te wszystkie wielkie dzie&#322;a wyzwolenia, kt&#243;re same w sobie nie stanowi&#261; jeszcze wcale Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego, lecz s&#261; wst&#281;pnymi, koniecznymi za&#322;o&#380;eniami jego nadej&#347;cia. Wolno&#347;&#263;, r&#243;wno&#347;&#263;, braterstwo, ze s&#322;&#243;w-serca wiary sta&#322;y si&#281; has&#322;ami epoki i zosta&#322;y wywalczone w oboj&#281;tnym &#347;wiecie, w nieko&#324;cz&#261;cych si&#281; walkach, krwi&#261; i &#322;zami, nienawi&#347;ci&#261; i p&#322;omienn&#261; nami&#281;tno&#347;ci&#261;[84].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rosenzweig czyni tu aluzj&#281; do s&#322;ynnego aforyzmu Friedricha Schlegla: &#8222;Rewolucyjne pragnienie urzeczywistnienia Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego to punkt wyj&#347;cia post&#281;powej kultury i pocz&#261;tek nowoczesnej historii. Wszystko, co nie ma zwi&#261;zku z Kr&#243;lestwem Bo&#380;ym, ma w niej tylko drugorz&#281;dne znaczenie&#8221;[85]. Jest to program, kt&#243;ry faktycznie zrywa z tradycj&#261;. Tradycyjna, wywodz&#261;ca si&#281; od Augustyna nauka o &#322;asce wykl&#281;&#322;a tego rodzaju rewolucyjne pragnienia jako pelagianizm, a przej&#281;te z kantowskiej religii rozumu o&#347;wiecenie traktowa&#322;o Kr&#243;lestwo Bo&#380;e jako symbol ostatecznego zwyci&#281;stwa dobra nad z&#322;em, a wi&#281;c w perspektywie etycznej. Spos&#243;b, w jaki Benjamin nawi&#261;zywa&#322; do my&#347;li o warunkach urzeczywistnienia Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego, pokazuje, jak oba te ich uj&#281;cia &#8211; pelagia&#324;skie i moralistyczne &#8211; rozmijaj&#261; si&#281; z prawdziwym stanem rzeczy. Przeciwdzia&#322;anie metafizycznemu i jednocze&#347;nie politycznemu konformizmowi z jego wiar&#261; w post&#281;p wymaga innej si&#322;y ni&#380; si&#322;a pelagia&#324;skiego samozbawienia albo si&#322;a moralizmu budz&#261;cego nadziej&#281; na zwyci&#281;stwo dobra. W czwartej tezie Benjamin m&#243;wi o &#8222;tajemnym heliotropizmie&#8221;, kt&#243;rego si&#322;&#261; minione zwraca si&#281; ku s&#322;o&#324;cu wschodz&#261;cemu w&#322;a&#347;nie na niebie historii[86]. Jakie s&#261; zatem konieczne warunki nadej&#347;cia Kr&#243;lestwa Bo&#380;ego? Mesja&#324;skie s&#322;o&#324;ce mo&#380;e za&#347;wieci&#263; dopiero po rozej&#347;ciu si&#281; chmur epokowych uprzedze&#324;, po otwarciu si&#281; horyzontu wszelkiego &#8222;pokolenia i j&#281;zyka i ludu i narodu&#8221;[87]. Ju&#380; w szkicu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Theologisch-&#8209;politisches Fragment&lt;/i&gt; Benjamin stwierdzi&#322;, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;profanum&lt;/i&gt; nie jest wprawdzie kategori&#261; Kr&#243;lestwa, ale jest kategori&#261; zapowiadaj&#261;c&#261; jego nadej&#347;cie[88]. W tezach to, co &#347;wieckie, konkretyzuje si&#281; w postaci walki klasowej tocz&#261;cej si&#281; o niezb&#281;dne do &#380;ycia &#8222;rzeczy grube i materialne&#8221;. Prowadzi to do skonkretyzowania samego poj&#281;cia &#8222;Kr&#243;lestwa&#8221;. Jest to Kr&#243;lestwo tego, kto przychodzi nie tylko jako zbawca, lecz tak&#380;e jako ten, kto zwalczy antychrysta[89]. Takim zwyci&#281;zc&#261; nad antychrystem mo&#380;e by&#263; tylko kto&#347;, kto panuje ca&#322;kiem inaczej ni&#380; ci wszyscy, kt&#243;rzy &#8222;rozkazuj&#261; narodom, panuj&#261; nad nimi&#8221;[90], kto&#347;, kto oprze si&#281; temu, kto &#8222;kr&#243;lestwa tego &#347;wiata i chwa&#322;&#281; ich&#8221; oddaje tym, kt&#243;rzy &#8222;upad&#322;szy uczyni&#261; mu pok&#322;on&#8221; i &#8222;s&#322;u&#380;y&#263; mu b&#281;d&#261;&#8221;[91].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Benjamin wyprowadza z tej konkretyzacji &#8222;Kr&#243;lestwa&#8221; zwi&#261;zek z materializmem historycznym. Z jednej strony, teologia musi, chc&#261;c nawi&#261;za&#263; dialog z materializmem historycznym, przybra&#263; &#8222;inwersyjn&#261;&#8221;, zsekularyzowan&#261; posta&#263; &#8211; nie dlatego, aby da&#263; si&#281; przezwyci&#281;&#380;y&#263;, lecz po to, aby w&#322;a&#347;nie przetrwa&#263;. Teologiczny dyskurs bez maski nie jest mo&#380;liwy. Z drugiej strony &#8211; jak zauwa&#380;a Scholem &#8211; rzeczywisty spos&#243;b my&#347;lenia Benjamina &#8222;nie pokrywa&#322; si&#281; wcale z deklarowanym, materialistycznym. Jego pogl&#261;dy s&#261; we wszystkich zasadniczych punktach pogl&#261;dami metafizyka, kt&#243;ry przyswoi&#322; sobie, co prawda dialektyczny, spos&#243;b rozumowania, ale niezmiernie daleki od materialistycznego. Pogl&#261;dy Benjamina s&#261; pogl&#261;dami teologa, kt&#243;ry zaw&#281;drowa&#322; do &#347;wiata &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;profanum.&lt;/i&gt; Tyle &#380;e nie wyst&#281;puj&#261; ju&#380; otwarcie jako takie. Benjamin przek&#322;ada je na j&#281;zyk materializmu historycznego&#8221;[92]. Sam Benjamin interpretuje swoje ma&#173;terialistyczne analizy jako rezultat procesu przekszta&#322;ce&#324;, kt&#243;ry &#8222;musia&#322;a przej&#347;&#263; masa obraz&#243;w i my&#347;li wywodz&#261;ca si&#281; z odleg&#322;ego czasu mego metafizycznego, a nawet teologicznego my&#347;lenia, aby ca&#322;&#261; sw&#261; energi&#261; &#380;ywi&#263; moje obecne usposobienie&#8221;[93]. W to usposobienie wpisana by&#322;a potrzeba wypracowania metody umo&#380;liwiaj&#261;cej takie odczytanie przesz&#322;o&#347;ci, kt&#243;re dawa&#322;oby zarazem odpowied&#378; na najbardziej pal&#261;ce problemy wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci. Staj&#261;c &#8222;oko w oko&#8221; z faszyzmem, teologia zosta&#322;a zmuszona do inwersji[94]. Bolz i van Reijen okre&#347;laj&#261; ten paradoks jako zwrot Benjamina ku &#8222;pragmatycznemu&#8221; komunizmowi. Droga, jak&#261; przeby&#322; od Fritza Heinle, tragicznie zmar&#322;ego przyjaciela z lat m&#322;odo&#347;ci, do Bertolta Brechta, a wi&#281;c od berli&#324;skiego ruchu m&#322;odzie&#380;owego do antropologicznego komunizmu, jest odbiciem dynamiki my&#347;lenia w republice weimarskiej &#8211; Benjamin uosabia jego niepowodzenia. Jako przewodnicz&#261;cy studenckiej organizacji wypowiada&#322; si&#281; w spos&#243;b jeszcze niezawoalowany: &#8222;By&#322;a to ostateczna, heroiczna pr&#243;ba zmiany spo&#322;ecznych przekona&#324; bez naruszenia spo&#322;ecznych stosunk&#243;w&#8221;. &#211;w literacko czysty humanizm mieszcza&#324;skiej inteligencji musia&#322; potem bole&#347;nie do&#347;wiadczy&#263;, &#380;e naprawa instytucji kulturalnych nie jest mo&#380;liwa bez &#8222;zniszczenia pa&#324;stwa, kt&#243;re potrzebuje instytucji z&#322;ych&#8221;[95]. Benjaminowski zwrot ku pragmatycznemu komunizmowi jest dobitnym &#347;wiadectwem tego do&#347;wiadczenia. Autor Pasa&#380;y poszukiwa&#322; utraconej &#347;wiadomo&#347;ci historycznej, dla kt&#243;rej zbawienie nie by&#322;o teologicznym celem historii, lecz jej religijnym ko&#324;cem. Komunizm mniej go interesowa&#322; jako teoria, bardziej natomiast jako postawa odpowiadaj&#261;ca konkretnym wymogom historycznym.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na koniec &#8211; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pasa&#380;ach&lt;/i&gt; znajduje si&#281; s&#322;ynny fragment, w kt&#243;rym Benjamin wyja&#347;nia sw&#243;j stosunek do teologii w obrazie bibu&#322;y:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Moje my&#347;lenie tak ma si&#281; do teologii jak bibu&#322;a do atramentu. Ca&#322;kiem ni&#261; nasi&#261;k&#322;o. Gdyby to jednak zale&#380;a&#322;o od bibu&#322;y, z tego, co napisane, nic by nie pozosta&#322;o[96].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I ten fragment by&#322; przedmiotem r&#243;wnie wielu interpretacji, jak nieporozumie&#324;. Zdaniem Kaisera &#8211; nasi&#261;kaj&#261;ca atramentem bibu&#322;a nie niszczy napisu, przeciwnie, utrwala go, zabezpiecza przed zamazaniem, zachowuj&#261;c jednocze&#347;nie w zwierciadlanym odbiciu. My&#347;lenie Benjamina nie prowadzi wi&#281;c do sekularyzacji teologii, tylko jest &#8222;odwr&#243;con&#261;&#8221; teologi&#261;[97]. O &#8222;lustrzanym pi&#347;mie&#8221; m&#243;wi J&#252;rgen Ebach, wi&#261;&#380;&#261;c &#8222;wymazanie tego, co napisane&#8221;, z jego ocaleniem[98]. Marksistowscy interpretatorzy z satysfakcj&#261; k&#322;ad&#261; nacisk na sekularyzacj&#281; teologicznych kategorii u Benjamina, ale jednocze&#347;nie podkre&#347;laj&#261; &#8211; nie bez popadania w sprzeczno&#347;ci &#8211; decyduj&#261;ce znaczenie, a nawet konieczno&#347;&#263; teologii w jego materialistycznej koncepcji historii (filozofia &#8222;mo&#380;e bez ryzyka podj&#261;&#263; walk&#281; z ka&#380;dym, je&#347;li we&#378;mie na s&#322;u&#380;b&#281; teologi&#281;&#8221;). Zdaniem Tiedemanna &#8211; we fragmencie o bibule nie chodzi wcale o jej zwi&#261;zek z atramentem, a wi&#281;c my&#347;lenia Benjamina z teologi&#261;, lecz o celowe u&#380;ycie, funkcj&#281; bibu&#322;y, dzia&#322;anie akurat w tym momencie, kiedy atrament jeszcze nie wysech&#322;: stosunek Benjamina do teologii nie jest stosunkiem archiwisty, lecz stosunkiem nabrzmia&#322;ym aktualno&#347;ci&#261;, wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci&#261;, kt&#243;ra &#380;&#261;da od filozofii stanowiska uzasadnionego teologicznie[99]. Tiedemann podkre&#347;la, &#380;e w tezach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O poj&#281;ciu historii&lt;/i&gt;, poza oczywi&#347;cie pierwsz&#261;, Benjamin w &#380;adnym miejscu nie m&#243;wi o teologii ani o teologach, tylko o marksistowskim historyku i materializmie historycznym. Stosunek teologii do marksizmu, podobnie jak stosunek Benjamina do teologii, pozostaje wi&#281;c w gruncie rzeczy niewyja&#347;niony.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[1] M. Horkheimer: Religion und Philosophie, [w:] idem: Zur Kritik der instrumentellen Vernunft. Frankfurt am Main 1967, s. 229. Wcze&#347;niej podobn&#261; my&#347;l wyrazi&#322; aktywnie sympatyzuj&#261;cy z narodowym socjalizmem Carl Schmitt: &#8222;Wszystkie wa&#380;ne poj&#281;cia wsp&#243;&#322;czesnej teorii pa&#324;stwa to zsekularyzowane terminy teologiczne&#8221; (C. Schmitt: Politische Theologie.4. Kapitel zur Lehre von der Souver&#228;nit&#228;t. M&#252;nchen&#8211;Leipzig 1934, s. 49).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[2] Por. np. H. Peukert: Wissenschaftstheorie &#8211; Handlungstheorie &#8211; FundamentaleTheologie. Frankfurt am Main 1978; M. Theunissen: KritischeTheorieder Gesellschaft.ZweiStudien. Berlin 1981; J.J. Sanchez: Wider die Logik der Geschichte &#8211; Religionskritik und die Frage nach Gott im Werk M. Horkheimers. Z&#252;rich 1980; H.G. Holl: Religion und Metaphysik im Sp&#228;twerk Max Horkheimers, [w:] Max Horkheimer heute: Werk und Wirkung. Red. A. Schmidt i N. Altwicker. Frankfurt am Main 1986; M. Brumlik: Theologie und Messianismus im Denken Adornos, [w:] Messianismus zwischen Mythos und Macht. J&#252;disches Denken in der europ&#228;ischen Geistes&#173;geschichte. Red. E. Goodman-Thau, W. Schmied-Kowarzik. Berlin 1994; L. L&#246;wenthal: Mit&#173;machen wollte ich nie. Ein autobiographisches Gespr&#228;ch mit Helmut Dubiel. Frankfurt 1980; R. Funk: Von der j&#252;dischen zur sozialpsychologischen Seelenlehre. Erich Fromms Weg von der einen &#252;ber die andere Frankfurter Schule, [w:] R. Sesterhenn (red.): Das Freie J&#252;dische Lehrhaus &#8211; eine andere Frankfurter Schule (Schriftenreihe der Kath. Akademie der Erzdi&#246;zese Freiburg). M&#252;nchen&#8211;Z&#252;rich 1987; H. G&#252;nther: Walter Benjamin. Zwischen Marxismus und Theologie. Olten-Freiburg 1974; W. Bernhard: Konstruktion und Rezeption der Theologie Walter Benjamins. These I und das &#8222;Theologisch-politische Fragment&#8221;. W&#252;rzburg 1977.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[3] G. Scholem: Mistycyzm &#380;ydowski i jego g&#322;&#243;wne kierunki, prze&#322;. I. Kania. Warszawa 1997, s. 17.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[4] G. Scholem: Walter Benjamin, prze&#322;. J. Balbierz. &#8222;Literatura na &#346;wiecie&#8221; 1995, nr 3, s. 128.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[5] W. Benjamin: An Max Rychner, Berlin-Wilmersdorf, 7. M&#228;rz 31, [w:] idem: Briefe. Red. G. Scholem, Th.W. Adorno. Frankfurt am Main 1978, t. 2, s. 524.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[6] Th.W. Adorno: Charakterystyka Waltera Benjamina, [w:] idem: Sztuka i sztuki. Wyb&#243;r esej&#243;w, prze&#322;. K. Krzemie&#324;-Ojak. Warszawa 1990, s. 335.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[7] W&#347;r&#243;d sformu&#322;owanych przez Benjamina zasad &#8222;pisania ksi&#261;g opas&#322;ych&#8221; znajduje si&#281; nast&#281;puj&#261;ca: &#8222;Mozolnie wypracowane w tek&#347;cie dystynkcje poj&#281;ciowe nale&#380;y zn&#243;w pozaciera&#263; w przypisach do odno&#347;nych miejsc&#8221; (W. Benjamin: Ulica jednokierunkowa, prze&#322;. A. Kopacki. Warszawa 1997, s. 27).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[8] Por. N. Bolz, W. van Reijen: Walter Benjamin. Frankfurt am Main&#8211;New York 1991, s. 34.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[9] Por. J. Habermas: Bewu&#223;tmachende oder rettende Kritik. Die Aktualit&#228;t Walter Benjamins, [w:] Zur Aktualit&#228;t Walter Benjamins. Red. S. Unseld. Frankfurt am Main 1972, s. 175&#8211;176.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[10] W. Benjamin: Park centralny, prze&#322;. H. Or&#322;owski, [w:] idem: Anio&#322; historii. Eseje, szkice, fragmenty. Wyb&#243;r H. Or&#322;owski. Pozna&#324; 1996, s. 397.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[11] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 119.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[12] Ibidem, s. 138&#8211;139. Por. tak&#380;e G. Scholem: Walter Benjamin. Die Geschichte einer Freundschaft. Frankfurt am Main 1975, s. 53.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[13] Richard Faber, &#347;wiadom ko&#324;ca niemiecko-&#380;ydowskiej symbiozy, przedstawi&#322; w interesuj&#261;cym studium jedn&#261; z jej zanikaj&#261;cych form literackich &#8211; tradycj&#281; prozy protokolarnej (Merkprosa). Jako &#8222;ostatnich&#8221; jej reprezentant&#243;w wymienia Bubera, Kafk&#281;, Blocha, Benjamina, Kracauera, Horkheimera, Adorna i Canettiego, tak&#380;e pisarzy pochodzenia nie&#380;ydowskiego, takich jak Brecht i Bichsel, natomiast jako klasyka &#8211; Niemca Johanna Petera Hebla, kt&#243;rego &#8222;kalendarzowe opowie&#347;ci&#8221; Benjamin cz&#281;sto przywo&#322;ywa&#322; w rozmowach i korespondencji (por. R. Faber: Walter Benjamin und die Tradition j&#252;disch-deutscher Merkprosa, [w:] Aber ein Sturm weht vom Paradise her. Texte zu Walter Benjamin. Red. M. Opitz, E. Wizisla. Leipzig 1992, s. 123&#8211;145).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[14] Praca ta zosta&#322;a opublikowana w wersji mocno &#8222;poprawionej&#8221; przez Nachuma Goldmanna i rabina Benno Jacoba (por. G. Scholem: Walter Benjamin. Die Geschichte..., op.cit., s. 199&#8211;200).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[15] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 138.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[16] Por. W. Benjamin: An Gerhard Scholem, Bern, 22. Oktober 1917, [w:] idem: Briefe, op.cit., t. 1, s. 152.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[17] R&#243;wnie&#380; i w tym przypadku intryguj&#261;ce jest, &#380;e bezpo&#347;rednio na temat Biblii Benjamin wypowiedzia&#322; si&#281; tylko raz &#8211; w 1916 r. w &#8222;ogromnie nasyconych tre&#347;ci&#261; i pi&#281;knych zarazem&#8221; (w opinii Scholema) uwagach o istocie j&#281;zyka, nawi&#261;zuj&#261;cych do fragment&#243;w pierwszych trzech rozdzia&#322;&#243;w ksi&#281;gi Genesis (por. &#220;ber Sprache &#252;berhaupt und &#252;ber die Sprache des Menschen, [w:] W. Benjamin: Gesammelte Schriften. Unter Mitwirkung von Th.W. Adorno und G. Scholem, R. Tiedemann, H. Schweppenh&#228;user. Frankfurt am Main 1980, t. 2, s. 147 i n.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[18] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 140.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[19] Por. Th.W. Adorno: Charakterystyka Waltera Benjamina, op.cit., s. 334 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[20] Por. W. Benjamin: An Gerhard Scholem, Heidelberg, 20. Juli 1921; 8. November 1921, [w:] idem: Briefe, op.cit., t. 1, s. 265, 281. Scholem podkre&#347;la, &#380;e Benjamin dostrzeg&#322; w Gwie&#378;dzie zbawienia, podobnie jak u kabalist&#243;w, g&#322;&#281;boki zwi&#261;zek prawdziwego teologicznego my&#347;lenia &#379;yd&#243;w z j&#281;zykiem, tak wa&#380;ny w jego w&#322;asnych pracach (por. G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 139).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[21] Por. W. Benjamin: An Gerhard Scholem, Braunfels im Lahntal, 30. Dezember 1922, [w:] idem: Briefe, op.cit., t. 1, s. 296.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[22] Por. W. Benjamin: Goethes Wahlverwandtschaften, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 1, s. 199&#8211;201.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[23] Por. F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, prze&#322;. T. Gadacz. Krak&#243;w 1998, s. 450&#8211;458.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[24] Ibidem, s. 464.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[25] W. Benjamin: Goethes Wahlverwandtschaften, op.cit., s. 200.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[26] Por. W. Benjamin: Ursprung des deutschen Trauerspiels, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 1, s. 286, 291 i n. &#8222;&#346;wi&#281;ty znajduje si&#281; &#171;po tej stronie&#187; ludzkiego zamkni&#281;cia, podczas gdy bohater &#171;po tamtej&#187;&#8221; (F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, op.cit., s. 342).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[27] Por. W. Benjamin: Franz Kafka, prze&#322;. J. Sikorski, [w:] idem: Anio&#322; historii, op.cit., s. 196&#8211;197.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[28] F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, op.cit., s. 198.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[29] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 140.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[30] W. Benjamin: An Gerhard Scholem, M&#252;nchen, 11 Nov. 1916, [w:] idem: Briefe, op.cit., t. 1, s. 128. Ulrich Schwarz traktuje t&#281; prac&#281; jako teologiczn&#261; (por. U. Schwarz: Rettende Kritik und antizipierte Utopie. Zum geschichtlichen Gehalt &#228;sthetischer Erfahrung in den Theorien von Jan Muka&#345;ovsk&#253;, Walter Benjamin und Th.W. Adorno. M&#252;nchen 1981, s. 107).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[31] L. Ko&#322;akowski: G&#322;&#243;wne nurty marksizmu. Cz. III: Rozk&#322;ad. Warszawa 1989, s. 1067.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[32] Por. M. Stoessel: Aura. Das vergessene Menschliche. Zu Sprache und Erfahrung bei Walter Benjamin. M&#252;nchen&#8211;Wien 1983, s. 69.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[33] Por. W. Benjamin: An Max Rychner, Berlin-Wilmersdorf, 7. M&#228;rz 31, [w:] idem: Briefe, op.cit., t. 2, s. 524; por. tak&#380;e W. Ullmann: Walter Benjamin und die j&#252;dische Theologie, [w:] Aber ein Sturm weht vom Paradise her, s. 117.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[34] G. Scholem: Judaizm. Par&#281; g&#322;&#243;wnych poj&#281;&#263;, prze&#322;. J. Zychowicz. Krak&#243;w 1991, s. 138.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[35] Th.W. Adorno; Charakterystyka Waltera Benjamina, op.cit., s. 334.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[36] Wed&#322;ug rabina Byrona L. Sherwina, profesora &#380;ydowskiej filozofii, mistyki i etyki w Spertus Institute of Jewish Studies w Chicago, idea biegunowo&#347;ci to klucz do zrozumienia teologii &#380;ydowskiej: &#8222;Nie wypowiada si&#281; ona przez uk&#322;adanie definicji, nie d&#261;&#380;y do systematycznych poj&#281;&#263;, a raczej przedstawia swoje koncepcje jako zestawy dope&#322;niaj&#261;cych si&#281; biegunowych przeciwie&#324;stw. W idei mesja&#324;skiej w&#322;a&#347;ciwej dla &#380;ydowskiej teologii spotyka si&#281; wiele uj&#281;&#263; biegunowych&#8221; (B.L. Sherwin: Duchowe dziedzictwo &#379;yd&#243;w polskich, prze&#322;. W. Chrostowski. Warszawa 1995, s. 147).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[37] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 137.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[38] Ibidem, s. 138.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[39] Por. W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 1, s. 886.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[40] G. Scholem: Der Name des Gottes und die Sprachtheorie der Kabbala, [w:] idem: Ju&#173;daica, t. 3. Frankfurt am Main 1973, s. 8&#8211;9.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[41] G. Scholem: Walter Benjamin. Die Geschichte..., op.cit., s. 259&#8211;260.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[42] Th.W. Adorno: Charakterystyka Waltera Benjamina, op.cit., s. 336. Franz Joseph Molitor pisa&#322; w cz&#281;sto cytowanym i cenionym przez Scholema wprowadzeniu do kaba&#322;y: &#8222;Pismo &#347;wi&#281;te jako wielka tajemnica Boskiego objawienia, kt&#243;ra zawiera wszystko we wszystkim, jest hieroglifem niesko&#324;czonych hieroglif&#243;w, wiecznym &#378;r&#243;d&#322;em tajemnic, nigdy nie wyczerpanym, nieustannie i wspaniale tryskaj&#261;cym&#8221; (F.J.: Philosophie der Geschichte oder &#252;ber die Tradition; cyt. za: G. Scholem: Judaizm, op.cit., s. 134).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[43] W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 2, s. 956.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[44] Por. A. Rabinbach: Between Enlightenment and Apocalypse: Benjamin, Bloch and Mo&#173;dern German Jewish Messianism. &#8222;New German Critique&#8221; 1985, nr 1, s. 79&#8211;124.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[45] Por. G. Scholem: Kryzys tradycji w mesjanizmie &#380;ydowskim, prze&#322;. J. Dokt&#243;r. &#8222;Literatura na &#346;wiecie&#8221; 1993, nr 5&#8211;6, s. 42&#8211;81.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[46] F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, op.cit., s. 525.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[47] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 141.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[48] W. Benjamin: O kilku motywach u Baudelaire'a, prze&#322;. B. Surowska. &#8222;Przegl&#261;d Humanistyczny&#8221; 1970, nr 6, s. 113.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[49] Ibidem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[50] Por. W. Tyloch: Judaizm, op.cit., s. 217&#8211;218. Rolf Tiedemann stwierdza, &#380;e benjaminowski motyw ocalenia, &#8222;&#322;&#261;czenia tego, co rozbite&#8221;, zapo&#380;yczony zosta&#322; z mesja&#324;skiej idei tikkun (por. R. Tiedemann: Historischer Materialismus oder politischer Messianismus? Politische Gehalte in der Geschichtsphilosophie Walter Benjamins, [w:] Materialien zu Benjamins Thesen &#8222;&#220;ber den Begriff der Geschichte&#8221;. Beitr&#228;ge und Interpretationen. Red. P. Bulthaup. Frankfurt am Main 1975, s. 86).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[51] G. Scholem: Kaba&#322;a i jej symbolika, prze&#322;. R. Wojnakowski. Krak&#243;w 1996, s. 129.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[52] Por. G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 141&#8211;142.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[53] W. Benjamin: Franz Kafka. Zur zehnten Wiederkehr seines Todes, [w:] idem: Gesam&#173;melte Schriften, op.cit., t. 2, s. 437.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[54] W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 6, s. 629.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[55] W. Benjamin: Tezy historiozoficzne, [w:] idem: Tw&#243;rca jako wytw&#243;rca. Wyb&#243;r H. Or&#322;owski, prze&#322;. H. Or&#322;owski, J. Sikorski. Pozna&#324; 1975, s. 163.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[56] T&#281; dialektyczn&#261; optyk&#281; przemiany tego, co zewn&#281;trzne, w to, co wewn&#281;trzne, przedstawi&#322; Benjamin we wspomnieniach z dzieci&#324;stwa, opisuj&#261;c sw&#261; fascynacj&#281; przechowywanymi w bieli&#378;niarce po&#324;czochami, zrolowanymi w staromodny spos&#243;b: &#8222;To, co trzyma&#322;em zawsze w r&#281;ku w zwini&#281;tym wn&#281;trzu i co wci&#261;ga&#322;o mnie w g&#322;&#261;b, to by&#322;a &#171;zdobycz&#187;. Gdy ogarnia&#322;em j&#261; d&#322;oni&#261; i si&#322;&#261; utwierdza&#322;em si&#281; w posiadaniu mi&#281;kkiej we&#322;nianej materii, rozpoczyna&#322;a si&#281; druga cz&#281;&#347;&#263; gry, przynosz&#261;ca zapieraj&#261;ce dech odkrycie. Teraz bowiem zabiera&#322;em si&#281; do wyjmowania &#171;zdobyczy&#187; z we&#322;nianej torebki. Przyci&#261;ga&#322;em j&#261; do siebie coraz bli&#380;ej, dop&#243;ki nie dokona&#322;a si&#281; rzecz zdumiewaj&#261;ca: &#171;zdobycz&#187; ca&#322;kowicie wyrwa&#322;em z torebki, jej samej jednak ju&#380; nie by&#322;o. Nieustannie sprawdza&#322;em w ten spos&#243;b ow&#261; zagadkow&#261; prawd&#281;, &#380;e forma i tre&#347;&#263;, os&#322;ona i to, co ukryte, &#171;zdobycz&#187; i torebka by&#322;y tym samym&#8221; (W. Benjamin: Berliner Kindheit um Neunzehnhundert, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 4, s. 284). Szczeg&#243;lna notatka znajduje si&#281; r&#243;wnie&#380; w jednym z projekt&#243;w ksi&#261;&#380;ki Ursprung des deutschen Trauerspiels: &#8222;Stosunek metodyczny badania metafizycznego do historycznego: odwr&#243;cona po&#324;czocha&#8221; (W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 1, s. 918).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[57] Por. N. Bolz, W. van Reijen: Walter Benjamin, op.cit., s. 34.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[58] W. Benjamin: O poj&#281;ciu historii, prze&#322;. K. Krzemieniowa, [w:] idem: Anio&#322; historii, op.cit., s. 413&#8211;425.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[59] J. Habermas: Philosophisch-politische Profile. Frankfurt am Main 1971, s. 55. Slavoj &#381;i&#382;ek uwa&#380;a nawet, &#380;e w tezach w&#322;a&#347;nie, niejako wbrew pog&#322;&#281;biaj&#261;cemu si&#281; zbli&#380;eniu Benjamina do marksizmu, nagle wy&#322;ania si&#281; problem teologii (por. S. &#381;i&#382;ek: Wznios&#322;y obiekt ideologii, prze&#322;. J. Bator, P. Dybel. Wroc&#322;aw 2001, s. 165).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[60] W. Benjamin: O poj&#281;ciu historii, op.cit., s. 419.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[61] Por. K.R. Greffrath: Metaphorischer Materialismus. Untersuchungen zum Geschichtsbegriff Walter Benjamins. M&#252;nchen 1981, s. 21.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[62] J. Habermas: Bewu&#223;tmachende oder rettende Kritik, op.cit., s. 207.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[63] R. Tiedemann: Studien zur Philosophie Walter Benjamins. Frankfurt am Main 1972, s. 119.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[64] H.-H. Holz: Philosophie als Interpretation. &#8222;Alternative&#8221; 1967, z. 10, s. 242.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[65] H.-D. Kittsteiner: Die &#8222;Geschichtsphilosophischen Thesen&#8221;, [w:] Materialien zu Benjamins Thesen &#8222;&#220;ber den Begriff der Geschichte&#8221;, op.cit., s. 30.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[66] S. &#381;i&#382;ek: Wznios&#322;y obiekt ideologii, op.cit., s. 166.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[67] G. Kaiser: Benjamin. Adorno. Zwei Studien. Frankfurt am Main 1974, s. 17; por. tak&#380;e G. Kaiser: Walter Benjamins &#8222;Geschichtsphilosophische Thesen&#8221;, [w:] Materialien zu Benjamins Thesen &#8222;&#220;ber den Begriff der Geschichte&#8221;, op.cit., s. 44&#8211;45. Interpretacja ta interesuj&#261;co pokrywa si&#281; ze stanowiskiem, jakie w kwestii wzajemnego stosunku teologii i filozofii zaj&#261;&#322; wcze&#347;niej Rosenzweig: &#8222;Teologia nie mo&#380;e poni&#380;a&#263; filozofii, czyni&#261;c z niej s&#322;u&#380;k&#281;, lecz r&#243;wnie niegodn&#261; jest rola najemnika, kt&#243;rej w nowym i najnowszym czasie filozofia przyzwyczai&#322;a si&#281; wymaga&#263; od teologii. Prawdziwy stosunek mi&#281;dzy tymi dwiema odnowionymi naukami [...] jest braterski i musi ich rzecznik&#243;w doprowadzi&#263; do osobistego pojednania&#8221; (F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, op.cit., s. 678).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[68] Por. K.R. Greffrath: Metaphorischer Materialismus, op.cit., s. 23. Scholem w podobny spos&#243;b wskazuje na &#380;ydowski rodow&#243;d prac Ernsta Blocha: &#8222;marksistowski monta&#380; [...] pozostaje w &#378;le zamaskowanej sprzeczno&#347;ci z mistyczn&#261; inspiracj&#261;, kt&#243;rej [...] Bloch zawdzi&#281;cza na og&#243;&#322; swoje najlepsze koncepcje i kt&#243;r&#261; nie bez odwagi uda&#322;o mu si&#281; przeprowadzi&#263; przez prawdziw&#261; d&#380;ungl&#281; marksistowskich rapsodii&#8221; (G. Scholem: Judaizm,op.cit., s. 205).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[69] W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 1, s. 1247.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[70] Por. W. Benjamin: Berliner Kindheit um Neunzehnhundert, op.cit., s. 302&#8211;304.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[71] Por. H. Arendt: Walter Benjamin, Bertolt Brecht. Zwei Essays. M&#252;nchen&#8211;Z&#252;rich 1986, s. 7 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[72] W. Benjamin: Franz Kafka, op.cit., s. 197.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[73] Ibidem, s. 198&#8211;199.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[74] W. Benjamin: Das Passagen-Werk, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 5, s. 589.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[75] W. Benjamin: Der destruktive Charakter, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 4, s. 398.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[76] W. Benjamin: Theologisch-politisches Fragment, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 2, s. 203. W tym w&#322;a&#347;nie szkicu Benjamin wyrazi&#322; opini&#281;, &#380;e najwi&#281;ksz&#261; zas&#322;ug&#261; ksi&#261;&#380;ki Geist der Utopie Ernsta Blocha by&#322;o zanegowanie politycznego sensu teokracji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[77] W. Benjamin: Gesammelte Schriften, op.cit., t. 2, s. 1332&#8211;1333.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[78] W. Benjamin: Das Passagen-Werk, op.cit., s. 589.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[79] W. Benjamin: O poj&#281;ciu historii, op.cit., s. 414.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[80] Ibidem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[81] W. Benjamin: Theologisch-politisches Fragment, op.cit., s. 203&#8211;204.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[82] G. Scholem: Judaizm, op.cit., s. 162.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[83] Por. W. Ullmann: Walter Benjamin und die j&#252;dische Theologie, op.cit., s. 108 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[84] F. Rosenzweig: Gwiazda zbawienia, op.cit., s. 455.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[85] Atheneum. Eine Zeitschrift von August Wilhelm Schlegel und Friedrich Schlegel. Red. G. Heinrich. Leipzig 1984, s. 96.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[86] Por. W. Benjamin: O poj&#281;ciu historii, op.cit., s. 415.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[87] Objawienie Jana Aposto&#322;a 5.9, prze&#322;. J. Wujek.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[88] Por. W. Benjamin: Theologisch-politisches Fragment, op.cit., s. 204.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[89] Por. W. Benjamin: O poj&#281;ciu historii, op.cit., s. 416.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[90] Ewangelia wed&#322;ug Marka 10.42, prze&#322;. J. Wujek.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[91] Ewangelia wed&#322;ug Mateusza 4.8&#8211;10, prze&#322;. J. Wujek.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[92] G. Scholem: Walter Benjamin, op.cit., s. 133.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[93] W. Benjamin: An Werner Kraft, 25. Mai 1935, [w:] idem: Briefe, op.cit., s. 659.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[94] Karol Sauerland podkre&#347;la, &#380;e tezy O poj&#281;ciu historii stanowi&#261; niew&#261;tpliwie &#8222;rezultat d&#322;u&#380;szych przemy&#347;le&#324;&#8221; Benjamina, ale zrodzi&#322;y si&#281; z &#8222;pot&#281;guj&#261;cej si&#281; beznadziejno&#347;ci sytuacji historycznej&#8221; (por. K. Sauerland: O Bogu, j&#281;zyku, rzeczach i historii (Walter Benjamin), [w:] idem: Od Diltheya do Adorna. Studia z estetyki niemieckiej. Warszawa 1986, s. 140&#8211;141).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[95] W. Benjamin: Berliner Chronik, [w:] idem: Gesammelte Schriften, op.cit., t. VI, s. 478 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[96] W. Benjamin: Das Passagen-Werk, op.cit., s. 588.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[97] Por. G. Kaiser: &#8222;Der profane Text eines profanen Autors&#8221; oder &#8222;R&#252;ck&#252;bersetzung des Materialismus in Theologie&#8221;? Rolf Tiedemann zu Walter Benjamins Thesen &#8222;&#220;ber den Begriff der Geschichte&#8221;, [w:] idem: Neue Antithesen eines Germanisten 1974&#8211;1975. Kronberg/Ts. 1976, s. 115 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[98] Por. J. Ebach: Der Blick des Engels, [w:] Walter Benjamin. Profane Erleuchtung und rettende Kritik. Red. N. Bolz, R. Faber. W&#252;rzburg 1982, s. 58.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[99] Por. R. Tiedemann: Historischer Materialismus oder politischer Messianismus? Poli&#173;tische Gehalte in der Geschichtsphilosophie Walter Benjamins, [w:] Materialien zu Benjamins Thesen &#8222;&#220;ber den Begriff der Geschichte&#8221;, op.cit., s. 95.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Czy filozofia jest chorob&#261; na &#347;mier&#263;? Kant i Nietzsche o ryzyku my&#347;lenia*</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article188</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article188</guid>
		<dc:date>2012-03-24T16:33:04Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Domino Brian</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>To, co powa&#380;ne, wypowiadaj ze &#347;miechem &lt;br /&gt;Nietzsche &lt;br /&gt;Wst&#281;p &lt;br /&gt;W Poza dobrem i z&#322;em Nietzsche stwierdza, &#380;e &#8222;dotychczas ka&#380;da wielka filozofia [by&#322;a] wyznaniem w&#322;asnego swego tw&#243;rcy, tudzie&#380; rodzajem mimo-wolnych, za&#347; jako takie niezaznaczonych memoir&#243;w&#8221; (PDZ &#167; 6) 1/ . Jak gdyby ten atak na hegemoni&#281; rozumu nie by&#322; wystarczaj&#261;co zuchwa&#322;y, niespe&#322;na trzy lata p&#243;&#378;niej Nietzsche nazywa filozof&#243;w chorymi, ich dzie&#322;a uznaje za skutek choroby oraz, co najgorsze, stwierdza, &#380;e choroba ta mo&#380;e by&#263; zara&#378;liwa. U&#380;ywaj&#261;c tej &#347;wie&#380;o (...)


-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To, co powa&#380;ne, wypowiadaj ze &#347;miechem&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Nietzsche&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Wst&#281;p&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W Poza dobrem i z&#322;em Nietzsche stwierdza, &#380;e &#8222;dotychczas ka&#380;da wielka filozofia [by&#322;a] wyznaniem w&#322;asnego swego tw&#243;rcy, tudzie&#380; rodzajem mimo-wolnych, za&#347; jako takie niezaznaczonych memoir&#243;w&#8221; (PDZ &#167; 6) 1/ . Jak gdyby ten atak na hegemoni&#281; rozumu nie by&#322; wystarczaj&#261;co zuchwa&#322;y, niespe&#322;na trzy lata p&#243;&#378;niej Nietzsche nazywa filozof&#243;w chorymi, ich dzie&#322;a uznaje za skutek choroby oraz, co najgorsze, stwierdza, &#380;e choroba ta mo&#380;e by&#263; zara&#378;liwa. U&#380;ywaj&#261;c tej &#347;wie&#380;o wypracowanej symptomatologii, Nietzsche diagnozuje, &#380;e zachodnia filozofia przesi&#261;kni&#281;ta jest dekadencj&#261; przynajmniej od czasu Sokratesa i a&#380; do p&#243;&#378;nej moderny. Zara&#380;eni dekadencj&#261; filozofowie przeprowadzali dociekania w spos&#243;b b&#322;&#281;dny i przydawali nadziemsk&#261; &#8211; a przez to zaprzeczaj&#261;c&#261; &#380;yciu &#8211; warto&#347;&#263; zagadnieniom metafizycznym. Takie podej&#347;cie z kolei kszta&#322;towa&#322;o r&#243;wnie toksyczn&#261; etyk&#281;, kt&#243;r&#261; odziedziczyli&#347;my wraz z przekazywan&#261; przez filozof&#243;w dekadencj&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;R&#243;wnie&#380; samego Nietzschego nie spos&#243;b uwolni&#263; od tych zarzut&#243;w. W&#322;a&#347;ciwie tylko dzi&#281;ki nakierowaniu filozoficznego mikroskopu na samego siebie odkry&#322; on zaraz&#281; dekadencji. Nietzsche rozumie przez dekadencj&#281; pod&#347;wiadom&#261; epistemiczn&#261; chorob&#261;, kt&#243;ra u chorego powoduje niemo&#380;no&#347;&#263; rozr&#243;&#380;nienia mi&#281;dzy tym, co zdrowe, a tym, co toksyczne . Opieraj&#261;c si&#281; na niezdrowych prze-&#347;wiadczeniach, dekadenci pragn&#261; tego, co toksyczne 2/, uwa&#380;aj&#261;c to za zdrowe. W Nietzsche wylicza, jak wiele razy sam pope&#322;ni&#322; ten b&#322;&#261;d. Uwa&#380;a on, &#380;e jego unikalna perspektywa (dekadenta &#347;wiadomego swej dekadencji) pozwala mu osi&#261;gn&#261;&#263; jedyny w swoim rodzaju pogl&#261;d na dekadencj&#281; jako chorob&#281; i jej oddzia&#322;ywanie na p&#243;&#378;n&#261; modern&#281; 3/ . Widz&#261;c rodzaj ludzki na progu stania si&#281; zaratustria&#324;skimi &#8222;ostatnimi lud&#378;mi&#8221;, Nietzsche usi&#322;uje zaaran&#380;owa&#263; radykaln&#261; zmian&#281; w teorii etycznej. W miejsce tradycyjnej toksycznej metafizyki, kt&#243;ra jest podstaw&#261; teorii moralnej, Nietzsche w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ecce homo&lt;/i&gt; proponuje filozofom zwr&#243;cenie si&#281; ku &#8222;sprawom drobnym&#8221;, w&#322;&#261;czaj&#261;c w to od&#380;ywianie, klimat i rekreacj&#281;. Zagadnienia te, twierdzi Nietzsche, by&#322;y dot&#261;d &#8211; ze szkod&#261; dla ludzko&#347;ci &#8211; ignorowane przez filozof&#243;w 4/ . Nietzschea&#324;ski program przeorientowania etyki sk&#322;ada si&#281; z dw&#243;ch podstawowych komponent&#243;w. Po pierw-sze, Nietzsche domaga si&#281; aksjomatycznego zast&#261;pienia poj&#281;&#263; dobry/z&#322;y poj&#281;ciami zdrowy/niezdrowy. Po drugie, kwestionuje on nasz&#261; zdolno&#347;&#263; do po&#172;prawnego rozr&#243;&#380;niania mi&#281;dzy tym, co korzystne dla naszego zdrowia, a tym, co toksyczne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nietzschego nale&#380;y skonfrontowa&#263; z pytaniem o konieczno&#347;&#263; rekonstrukcji naszej koncepcji etyki. Nie mo&#380;emy wszak&#380;e zwraca&#263; si&#281; z tym pytaniem, nie wiedz&#261;c, czy Nietzschea&#324;skie twierdzenie epistemiczne jest prawdziwe. Mam tu na my&#347;li ustalenie poprawno&#347;ci twierdzenia Nietzschego, &#380;e mo&#380;liwe jest wielokrotne mieszanie tego, co toksyczne, z tym, co dla zdrowia korzystne. Chcia&#322;bym dostarczy&#263; niezale&#380;nego potwierdzenie istnienia tej choroby, co wymaga zbadania kogo&#347; chorego na dekadencj&#281;. Nietzsche jest przypadkiem naj-bardziej oczywistym, lecz jego szczeg&#243;lny retoryczny gambit polegaj&#261;cy na zbudowaniu og&#243;lnej teorii dekadencji w oparciu o samoobserwacj&#281; doprowadzi&#322;by do tego, &#380;e ka&#380;de odkrycie wymaga&#322;oby zewn&#281;trznego dowodu 5/. Zamiast tego przebadam Kanta, aby wykaza&#263;, &#380;e jest on, jak twierdzi Nietzsche (A 11), dekadentem. W konkluzji naszkicuj&#281;, jak mog&#322;aby wygl&#261;da&#263; Nietzschea&#324;ska etyka. Prosz&#281; mi pozwoli&#263; rozpocz&#261;&#263; od wyja&#347;nienia, dlaczego wybra&#322;em Kanta jako szczeg&#243;lnie dobry sprawdzian diagnostycznej przenikliwo&#347;ci Nietzschego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak wielu komentator&#243;w, Nietzsche skupia si&#281; przede wszystkim na krytycznym projekcie Kanta 6/. Aby unikn&#261;&#263; powtarzania ostrej diagnozy Nietzschego, zbadam dwie niekrytyczne prace, mianowicie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Sp&#243;r fakultet&#243;w&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w&lt;/i&gt; 7/ , aby odnale&#378;&#263; symptomy dekadencji. Prace te dotycz&#261; &#8222;drobnych spraw&#8221;, jak dieta czy &#263;wiczenia, a zatem w najmniejszym stopniu podpadaj&#261; pod Nietzschea&#324;ski program przeorientowania filozofii. Co wi&#281;cej, oba te teksty r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; od krytyk tak stylem, jak i tre&#347;ci&#261;. Kant, wprowadzaj&#261;cy w nich cz&#281;sto autobiograficzne w&#261;tki, nie jest tu zainteresowany metafizycznymi postulatami w rodzaju transcendentalnej jedno&#347;ci apercepcji, lecz na przyk&#322;ad kwesti&#261; powstrzymywania atak&#243;w kaszlu. Niemniej jednak prace te nie s&#261; aberracj&#261;, lecz kontynuacj&#261; moralnego projektu Kanta, dotycz&#261;cego przej&#281;cia przez rozum kontroli nad nami&#281;tno&#347;ciami i afektami 8/. Nietzsche twierdzi, &#380;e dekadencja mo&#380;e si&#281; rozprzestrzenia&#263; za spraw&#261; &#347;rodowiska kulturowego, co zak&#322;ada szeroki obszar interakcji psychosomatycznych. W swoich dw&#243;ch medycznych esejach Kant pojmuje psychosomatyczne interakcje w skali szerszej nawet od Nietzschego. Dla przyk&#322;adu, Kant twierdzi, &#380;e za spraw&#261; wsp&#243;&#322;czulnej wyobra&#378;ni, konwulsje i epilepsja &#8222;mog&#261; by&#263; zaka&#378;ne&#8221; 9/. Ostrzega, &#380;e &#8222;zwr&#243;cona ku sobie uwaga, a szczeg&#243;lnie zbytnia uwaga po&#347;wi&#281;cana w&#322;asnemu cia&#322;u, jest dla cia&#322;a szkodliwa, dzia&#322;a chorobotw&#243;rczo, a w szczeg&#243;lno&#347;ci powoduje kurcze&#8221; 10/. Przyznaje, &#380;e ma &#8222;przyrodzon&#261; sk&#322;onno&#347;&#263; do hipochondrii&#8221; 11/, lecz ma ona swoje &#378;r&#243;d&#322;o nie w melancholii, lecz w w&#261;t&#322;o&#347;ci klatki piersiowej, kt&#243;ra &#8222;ma&#322;o daje pola ruchom serca i p&#322;uc&#8221; 12/. Zagadk&#261; pozostaje, w jaki spos&#243;b odkry&#322; to na sto lat przed pierwszym klinicznym zastosowaniem promieni Roentgena. Dow&#243;d taki nie by&#322;by jednak nawet potrzebny, gdy&#380;, odkrywszy ow&#261; zale&#380;no&#347;&#263;, Kant m&#243;g&#322; &#380;y&#263; spokojnie ze &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e nic nie mo&#380;na poradzi&#263; na swoj&#261; w&#261;t&#322;&#261; klatk&#281; piersiow&#261; i psychologiczne tego konsekwencje.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Diagnoza dotycz&#261;ca Kanta&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Aby potwierdzi&#263; Nietzschea&#324;sk&#261; diagnoz&#281; dotycz&#261;c&#261; Kanta, musz&#281; wyka-za&#263;, &#380;e chocia&#380; (1) Kant my&#347;la&#322;, i&#380; odnosi si&#281; do &#8222;drobnych spraw&#8221; w zdrowy spos&#243;b, to (2) by&#322;o odwrotnie. Najpierw zatem zinterpretuj&#281; dwa wymienione teksty Kanta jako traktaty medyczne dotycz&#261;ce szczeg&#243;lnego stanu. Stan ten, kt&#243;ry nazywam &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/strong&gt;, jest spowodowanym przez filozofi&#281; niebezpiecznym brakiem apetytu. Poka&#380;&#281; najpierw, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w&lt;/i&gt; jest przede wszystkim studium przypadku Moj&#380;esza Mendelssohna i niefortunnego anonimowego dialektyka, zawieraj&#261;cym pewne wskaz&#243;wki, jak leczy&#263; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt;. Nast&#281;pnie zinterpretuj&#281; trzeci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Sp&#243;r&lt;/i&gt;, w kt&#243;rym wspomniane zagadnienia znajduj&#261; si&#281; na drugim planie, a uwypuklona zostaje dieta, jak&#261; przepisuje Kant w celu wyleczenia &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt;. Przy punkcie drugim wska&#380;&#281;, &#380;e na mocy jego w&#322;asnych kategorii filozofia jest wrogiem &#380;ycia, a jednak wci&#261;&#380; uwa&#380;a on j&#261; za zdrow&#261;. Czyni to z niego dekadenta.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w przedstawia dw&#243;ch naukowc&#243;w cierpi&#261;-cych na anorexia philosophica. Jeden pozostaje anonimowym dialektykiem; drugi to Moj&#380;esz Mendelssohn. Kant jest zwolennikiem jedzenia w ilo&#347;ciach w sam raz wystarczaj&#261;cych do zachowania i utrzymania cia&#322;a. Mendelssohn stosowa&#322; si&#281; do tej diety, umiar za&#347; zachowywa&#322; &#8222;z powodu wielu cielesnych u&#322;omno&#347;ci, na kt&#243;re narzeka&#322;&#8221; 13/. Najwyra&#378;niej Nietzsche s&#322;usznie opisa&#322; nie-mieckie jedzenie jako niemal niestrawne (EH, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dlaczego jestem tak &#347;wiat&#322;y,&lt;/i&gt; 1), gdy&#380; zar&#243;wno Kant, jak i Mendelssohn pisz&#261; o poobiednich dokuczliwo&#347;ciach 14/. Dolegliwo&#347;ci te, aczkolwiek przej&#347;ciowe, ogranicza&#322;y ich filozoficzn&#261; dzia&#322;alno&#347;&#263;. Aby kontynuowa&#263; sw&#261; prac&#281; i uwolni&#263; si&#281; od z&#322;ego wp&#322;ywu cia&#322;a, Mendelssohn &#8222;zawsze by&#322; g&#322;odny&#8221; 15/. Ta surowa dieta by&#322;aby by&#263; mo&#380;e do wy-trzymania, lecz jego &#347;mier&#263; dowodzi, &#380;e nie podo&#322;a&#322; dw&#243;m powa&#380;nym filozoficznym wyzwaniom, jedz&#261;c tak skromnie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ust&#281;pie przytaczanym przez Kanta dwukrotnie w kr&#243;tkim &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w&lt;/i&gt;, Horacy ostrzega, &#380;e &#8222;cia&#322;o [...] palone przez wczorajsze przewiny ci&#261;gnie za sob&#261; ducha i przyciska boski oddech do ziemi&#8221; 16/. Aczkolwiek zawsze trze&#378;wi (przypomnijmy sobie Sokratesa z Uczty), filozofowie b&#322;&#281;dnie s&#261;dz&#261;, &#380;e Horacy przemawia do nich. Dalecy od przyciskania czegokolwiek do ziemi, podejmuj&#261; przedwczesny lot do krainy plato&#324;skich idei. Dialektyk, m&#243;wi nam Kant, &#8222;by&#322; tak zamy&#347;lony nad sofizmatami, [...] &#380;e zacz&#261;&#322; marnie&#263; w oczach&#8221; 17/ . Przede wszystkim jest Mendelssohn kra&#324;cowym przypadkiem tego, czego obawia si&#281; Kant: s&#322;abo znanej epidemii &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Aby powstrzyma&#263; epidemi&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt;, Kant poleca oderwanie umys&#322;u od nieprzerwanego ze&#347;rodkowania na problemach filozoficznych, szczeg&#243;lnie w trakcie obiadu, poprzez &#8222;uprzejme rozmowy, pe&#322;ne weso&#322;o&#347;ci przechodz&#261;cej w serdeczny &#347;miech&#8221; 18/ . Kant chce, aby&#347;my odzyskali sokratejsk&#261; zdolno&#347;&#263; cieszenia si&#281; dobrym posi&#322;kiem, a potem zaanga&#380;owali si&#281; w filozoficzn&#261; rozmow&#281; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Uczta&lt;/i&gt;, 176a). Potrzeba tej sokratejskiej sztuki jest tak wielka, &#380;e Kant domaga si&#281;, aby:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;filozof [...] spisa&#322; prawa jedzenia wsp&#243;lnych posi&#322;k&#243;w dla tych, kt&#243;rych styl &#380;ycia zmusza do troski o umys&#322; raczej, ni&#380; o cia&#322;o [...]. Powinien on rozwa&#380;y&#263; nie tylko to, jaka rozrywka od&#347;wie&#380;a umys&#322;, lecz tak&#380;e to, jak rozmowa rozbudzi&#263; mo&#380;e o&#380;ywcze impulsy, kt&#243;re poruszaj&#261; nami wielokrotnie i zgodnie, szczeg&#243;lnie przy okazji od&#380;ywiania cia&#322;a 19/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niespe&#322;n&#261; dekad&#281; p&#243;&#378;niej sam opublikowa&#322; te zasady w swojej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Antropologii&lt;/i&gt; w rozdziale zatytu&#322;owanym &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O najwy&#380;szym dobru etyko-fizycznym.&lt;/i&gt; Po&#347;r&#243;d sugestii Kanta dotycz&#261;cych posi&#322;k&#243;w znajdujemy uwag&#281;, &#380;e rozmowa podczas kolacji powinna sk&#322;ada&#263; si&#281; z trzech etap&#243;w. Pierwszy to jedynie narracyjne streszczenie wydarze&#324; dnia, poniewa&#380; nie wymagaj&#261; one wysi&#322;ku umys&#322;owego, kt&#243;ry m&#243;g&#322;by si&#281; k&#322;&#243;ci&#263; z jedzeniem. Dopiero potem nast&#281;puje &#380;ywa debata: skoro posi&#322;ki zosta&#322;y ju&#380; zjedzone, anorektyczny efekt rozumowa&#324; nie mo&#380;e wyrz&#261;dzi&#263; wielkiej szkody. Na koniec, kiedy go&#347;cie s&#261; ju&#380; nasyceni &#8211; i, jak najwyra&#378;niej Kant i Mendelssohn, nie s&#261; ju&#380; w stanie u&#380;ywa&#263; rozumu &#8211; Kant poleca &#347;miech, szczeg&#243;lnie &#347;miech g&#322;o&#347;ny i &#380;yczliwy, jako zbawienny dla trawienia, skoro porusza diafragm&#281; i jelita. Szkodliwe skutki s&#322;abego trawienia nie powinny by&#263; bagatelizowane, gdy&#380;, jak ostrzega Nietzsche:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W na&#322;&#243;g zmieniona, cho&#263;by najmniejsza gnu&#347;no&#347;&#263; wn&#281;trzno&#347;ci wy-starcza zupe&#322;nie, by z geniuszu co&#347; &#347;redniego, co&#347; &#8222;niemieckiego&#8221; uczyni&#263;. (EH, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dlaczego jestem tak &#347;wiat&#322;y&lt;/i&gt;, 2).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Trzycz&#281;&#347;ciowe &#8222;lekarstwo&#8221; Kanta na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophic&lt;/i&gt;a jest oczywi&#347;&#172;cie zbyt niejasne, aby mo&#380;na by&#322;o z niego uczyni&#263; wi&#281;kszy po&#380;ytek. Bardziej drobiazgowe lekarstwo przedstawia on w trzecim Sporze, kt&#243;rym si&#281; teraz zajmiemy.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Trzeci Sp&#243;r&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W trzecim Kant t&#322;umaczy rol&#281; filozofii w utrzymaniu zdrowia. Aby pom&#243;c komu&#347; &#380;y&#263; d&#322;ugo i zdrowo, Kant poleca filozofowanie jako &#8222;&#347;rodek obronny przeciw wielu nieprzyjemnym uczuciom&#8221; i jako warto-&#347;ciowy stymulant mentalny. Zaanga&#380;owanie si&#281; w filozofi&#281; jest nawet lepsze, poniewa&#380; &#8222;towarzyszy jej poczucie si&#322;y, kt&#243;re niedomagania cielesne staro&#347;ci mo&#380;e [...] wynagrodzi&#263;&#8221; 20/ . Tym o &#8222;ograniczonej inteligencji&#8221;, kt&#243;rym brak wymaganych zdolno&#347;ci do zajmowania si&#281; filozofi&#261;, Kant proponuje niemal r&#243;wnie mocny substytut: &#8222;bawienie si&#281; niczym, gdy umys&#322; wolny jest od trosk&#8221; (PD, s. 40). Sugesti&#281; t&#281; opar&#322; na obserwacji, &#380;e &#8222;ci, kt&#243;rych g&#322;&#243;wnym zaj&#281;ciem brak zaj&#281;cia, zwykle te&#380; p&#243;&#378;ny osi&#261;gaj&#261; wiek&#8221; (ibidem). Czy w przypadku zajmowania si&#281; filozofi&#261;, czy beztroskiego trawienia czasu, psychologiczne odwr&#243;cenie uwagi sta&#322;o si&#281; Kantowskim &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;panaceum&lt;/i&gt; . Jest to jego ulubiona terapia na bezsenno&#347;&#263;, podagr&#281;, kurcze, ataki kaszlu i epilepsji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li obszar medycznych problem&#243;w leczonych przez odwracanie uwagi zwi&#281;kszy&#322; si&#281; od czasu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w&lt;/i&gt;, zwi&#281;kszy&#322; si&#281; tak&#380;e trybut, jaki cia&#322;o ka&#380;e sobie p&#322;aci&#263; za my&#347;lenie. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Anorexia philosophica&lt;/i&gt; wci&#261;&#380; jest brana pod uwag&#281; w Sporze, i Kant ponownie ostrzega filozof&#243;w, aby nie my&#347;leli w czasie spo&#380;ywania posi&#322;k&#243;w. Ostrzega tak&#380;e przed jednoczesnym my&#347;leniem i chodzeniem. Gro&#378;ne dla zdrowia konsekwencje ignorowania ostrze&#380;e&#324; Kanta s&#261; dobrze znane. Od samego pocz&#261;tku filozofowie nie potrafili robi&#263; dw&#243;ch rzeczy naraz. Tales, ojciec zachodniej filozofii, wpad&#322; w studni&#281;, kiedy nierozwa&#380;nie szed&#322;, przemy&#347;liwaj&#261;c w tym samym czasie na temat ko-smosu (Teajtet, 174) 21/ . Nawet Sokrates, kt&#243;ry posiada&#322; pozazdroszczenia godn&#261; zdolno&#347;&#263; do dobrego jedzenia, a potem rozprawiania o filozofii, nie m&#243;g&#322; p&#243;j&#347;&#263; do domu Agatona w czasie, kiedy my&#347;la&#322; (Uczta, 174dnn).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nietzsche by&#322; najwyra&#378;niej innej konstrukcji. Napomina&#322;: &#8222;Jak najmniej siedzie&#263;; nie wierzy&#263; &#380;adnej my&#347;li, kt&#243;ra si&#281; nie urodzi&#322;a na wolnym powietrzu i przy swobodnym ruchu&#8221;. (EH, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dlaczego jestem tak &#347;wiat&#322;y&lt;/i&gt;, 1). Dla Kanta, kt&#243;ry kluczowy rozdzia&#322; trzeciego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Sporu&lt;/i&gt; zatytu&#322;owa&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O chorobliwym uczuciu, p&#322;yn&#261;cym z my&#347;lenia nie w por&#281; [&lt;/i&gt;Unzeit], nie by&#322;oby przypadku w tym, &#380;e pery-patetyk Nietzsche napisa&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Niewczesne [unzeitgem&#228;sse] rozwa&#380;ania&lt;/i&gt;. Nietzschea&#324;skie twierdzenie, &#380;e idea wiecznego powrotu objawi&#322;a mu si&#281;, kiedy &#8222;szed&#322; la-sami nad jeziorem&#8221; (EH, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Tako rzecze Zaratustra&lt;/i&gt;, 1) tak&#380;e by Kanta nie zaskoczy&#322;a 22/. Kant ostrzega, aby nie my&#347;le&#263; w czasie spaceru, je&#347;li chce si&#281; unikn&#261;&#263; zawrot&#243;w g&#322;owy (PD, s. 55) i ogl&#261;dania wiecznie kr&#281;c&#261;cego si&#281; &#347;wiata.
Porzu&#263;my jednak te dziwaczne diagnozy. Kant przestrzega nas przed my-&#347;leniem w czasie spacer&#243;w i spo&#380;ywania posi&#322;k&#243;w, poniewa&#380; w obu przypadkach umys&#322; kradnie energi&#281; &#380;yciow&#261; organom, kt&#243;re w danej chwili najbardziej jej potrzebuj&#261;. Konsekwencje tego przyw&#322;aszczenia si&#281;gaj&#261; od wyczerpania do hipochondrii i zawrot&#243;w g&#322;owy. &#8222;Lekarstwo&#8221; jest oczywiste: nie my&#347;l, kiedy chodzisz; nie my&#347;l, kiedy jesz. Podczas gdy dla przeci&#281;tnej osoby powstrzyma-nie si&#281; od my&#347;lenia nie stanowi wi&#281;kszego problemu, naukowiec skazany jest na d&#322;ugie leczenie z niedobrego na&#322;ogu i musi podj&#261;&#263; &#8222;silne postanowienie za-chowania w my&#347;leniu diety&#8221; (ibidem).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Zdiagnozowanie Kantowskiej dekadencji na podstawie jego dw&#243;ch esej&#243;w o &#8222;drobnych sprawach&#8221;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przypomnijmy, &#380;e dekadencja sk&#322;ada si&#281; z trzech element&#243;w: (1) dekadent uznaje X za zdrowego; (2) w rzeczywisto&#347;ci X jest chory; oraz (3) dekadent sprowadza si&#281; do X. Punkty pierwszy i trzeci stosuj&#261; si&#281; do Kanta. Kant uwa&#380;a, &#380;e filozofia jest zdrowa, poniewa&#380; oba jego teksty r&#243;wnaj&#261; si&#281; filozoficznym zaleceniom. R&#243;wnocze&#347;nie jednak fakt, &#380;e Kant napisa&#322; te eseje potwierdza, &#380;e jest on wci&#261;&#380; zaanga&#380;owany w filozofi&#281;, aktywno&#347;&#263;, jak zaraz poka&#380;&#281;, za-przeczaj&#261;c&#261; &#380;yciu na mocy w&#322;asnych kategorii Kanta 23/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podstawowym, cho&#263; nie sformu&#322;owanym wyra&#378;nie za&#322;o&#380;eniem Kanta w tych dw&#243;ch tekstach jest przyznanie, &#380;e filozofia jest wroga &#380;yciu, czy, m&#243;wi&#261;c bardziej romantycznie, zaanga&#380;owanie w filozofi&#281; jest ryzykowaniem w&#322;asnego &#380;ycia. Przedstawiaj&#261;c swoj&#261; propozycj&#281; kuracji &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt;, Kant nie kwestionuje za&#322;o&#380;enia, &#380;e filozofia jest szkodliwa. Zak&#322;ada on, &#380;e jest, i stara si&#281; zredukowa&#263; zwi&#261;zane z tym ryzyko. Rzeczywi&#347;cie, jego lekarstwo na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;anorexia philosophica&lt;/i&gt; cz&#281;sto jest r&#243;wnoznaczne z unikaniem filozofii. W ko&#324;cu poleca on rozrywki dla umys&#322;u: spotkania z innymi lud&#378;mi, my&#347;li, spacery. Podczas gdy Mendelssohn i nieszcz&#281;&#347;liwy dialektyk mogliby by&#263; sym-bolami powrotu do heroicznej wizji filozofii, m&#243;wi&#261;c &#8222;wiemy, &#380;e filozofia jest niebezpieczna, ale jest wa&#380;na i warta zaryzykowania naszego &#380;ycia&#8221;, Kant &#8211; nie. Dla Kanta jako autora dw&#243;ch omawianych tu prac powiedzenie czego&#347; podobnego jest r&#243;wnoznaczne z przyznaniem, &#380;e &#8222;filozofia niszczy &#380;ycie&#8221; i &#8222;filozofia wspiera &#380;ycie&#8221;, czego jego teoria etyczna zabrania.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kantowskie napomnienie, &#380;e nie powinno si&#281; anga&#380;owa&#263; w filozofi&#281; w trakcie jedzenia lub spacerowania, prowokacyjnie wskazuje na samo centrum wrogo&#347;ci filozofii wobec &#380;ycia. Od&#380;ywianie i poruszanie si&#281; s&#261; najbardziej podstawowymi biologicznymi motorami ka&#380;dej &#380;ywej istoty. A jednak filozofia, od kt&#243;rej Nietzsche wielokrotnie &#380;&#261;da, aby s&#322;u&#380;y&#322;a &#380;yciu, pozostaje w niezgodzie z tymi podstawowymi komponentami &#380;ycia. Przypadki Mendelssohna i dialektyka ilustruj&#261; niebezpieczn&#261; prawd&#281; Nietzschea&#324;skiego ostrze&#380;enia, &#380;e zainteresowanie sprawami pozaziemskimi zmusza filozof&#243;w do zaniedbywa-nia w&#322;asnych cia&#322;. Sam Kant jest przypadkiem zbli&#380;onym do Mendelssohna, cho&#263; mniej ekstremalnym. Tak jak Mendelssohn, Kant zmar&#322; w trakcie pisania obrony swoich metafizycznych pogl&#261;d&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Konkluzja&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mam nadziej&#281;, &#380;e wykaza&#322;em, i&#380; antyfundamentalny gambit Nietzschego, polegaj&#261;cy na tym, &#380;e autoanaliza sta&#322;a si&#281; &#378;r&#243;d&#322;em jego teorii dekadencji, nie prowadzi do b&#322;&#281;dnego ko&#322;a. Innymi s&#322;owy, Nietzsche nie jest jedynym dekadentem. Gdyby&#347;my zaakceptowali moj&#261; diagnoz&#281; i uznali Kanta za dekadenta, uprawomocniaj&#261;c tym samym Nietzschea&#324;sk&#261; radykaln&#261; diagnoz&#281; p&#243;&#378;nej nowoczesno&#347;ci &#8211; to jest, nas &#8211; jako dekadenckiej, z pewno&#347;ci&#261; nast&#281;pnie pragn&#281;liby&#347;my si&#281; dowiedzie&#263;, jak mog&#322;aby wygl&#261;da&#263; Nietzsche&#324;ska etyka. Nietzsche nigdy nam tego nie m&#243;wi, cz&#281;&#347;ciowo ze strachu, &#380;e uczyni&#322;oby to z niego kolejnego w d&#322;ugiej linii ulepszaczy ludzko&#347;ci, kt&#243;rzy mimowolnie czynili nas gorszymi 24/. Rzecz jasna tak&#380;e upadek w szale&#324;stwo zablokowa&#322; jego projekt. Opieraj&#261;c si&#281; na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ecce homo&lt;/i&gt;, chcia&#322;bym przedstawi&#263; kr&#243;tki i spekulatywny szkic tego, co, jak my&#347;l&#281;, mog&#322;oby si&#281; sta&#263; etyk&#261; wed&#322;ug Nietzschego. Uwa&#380;am, &#380;e Nietzschea&#324;ska etyka obejmowa&#322;aby dwa elementy, mianowicie: (1) ponowne nauczenie si&#281; zwracania uwagi na cia&#322;o fizyczne oraz (2) stosowanie technik filozofii do samego siebie. Skoro Nietzsche daje nam przyk&#322;ad filozoficznej autoanalizy w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ecce homo&lt;/i&gt;, skoncentruj&#281; si&#281; na pierwszym punkcie: dostrojeniu si&#281; do cia&#322;a.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chocia&#380; pisz&#261;c o dekadencji Nietzsche u&#380;ywa medycznej terminologii, to dekadencja nie jest chorob&#261; cia&#322;a fizycznego. Dekadencja rozwija si&#281; w ciele niewidzialnym czy funkcjonalnym, w cielesnych o&#347;rodkach i impulsach 25/. Cia&#322;o to po&#322;o&#380;one jest &#8222;na szczycie&#8221; cia&#322;a widzialnego, wed&#322;ug Nietzschego, uodpor-nionego na zepsucie. Gdyby kto&#347; potrafi&#322; omin&#261;&#263; zaka&#380;one cia&#322;o niewidzialne i zmierzy&#263; rosn&#261;ce b&#261;d&#378; malej&#261;ce zasoby wolicjonalne bezpo&#347;rednio w ciele widzialnym, zyska&#322;by tym samym &#347;rodek na przezwyci&#281;&#380;enie dekadencji. Niestety, Nietzsche podaje tylko jeden przyk&#322;ad zastosowania tej techniki. T&#322;uma-czy on swoj&#261; niezwyk&#322;&#261; wra&#380;liwo&#347;&#263; na zmiany klimatyczne, m&#243;wi&#261;c, &#380;e &#8222;dzia&#322;ania klimatycznej i meteorologicznej natury odczytuje z d&#322;ugiego do&#347;wiadczenia na sobie jako na instrumencie bardzo czu&#322;ym i niezawodnym&#8221; (EH, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dlaczego jestem tak &#347;wiat&#322;y&lt;/i&gt;, 2). Z tego przyk&#322;adu trudno jednak wywnioskowa&#263;, jak mog&#322;aby wygl&#261;da&#263; Nietzschea&#324;ska etyka. Lepszy przyk&#322;ad znajdziemy u Majmonidesa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Majmonides nie wyemigrowa&#322; poza dobro i z&#322;o &#8211; g&#322;&#243;wnie to odr&#243;&#380;nia go od Nietzschego &#8211; a mimo to opisuje on chor&#261; na duszy osob&#281; w spos&#243;b bardzo podobny do p&#243;&#378;niejszego Nietzschea&#324;skiego opisu dekadenta. Skoro ludzie o chorych cia&#322;ach pragn&#261; tego, co sprawia im b&#243;l i cierpi&#261; ze zmys&#322;owego pomieszania, to Majmonides twierdzi, &#380;e &#8222;ludzie o chorych duszach, to znaczy ludzie &#378;li i u&#322;omni, bior&#261; z&#322;e rzeczy za dobre, a dobre za z&#322;e&#8221; 26/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cz&#281;sto przytaczany przyk&#322;ad u&#322;omnych ludzi dotyczy os&#243;b, kt&#243;re, bagatelizuj&#261;c zdrowie, kieruj&#261; si&#281; wci&#261;&#380; pragnieniem seksu 27/. Niczym &#347;redniowieczny medyk, Majmonides przytacza przyt&#322;aczaj&#261;ce statystyki: na ka&#380;dy tysi&#261;c &#347;mierci m&#281;&#380;czyzn, jedn&#261; przypisuje si&#281; &#8222;innym chorobom, [...] reszt&#281; spowodowa&#322;a nadmierna kopulacja&#8221; 28/. Opis upadku od seksualnego m&#281;stwa do &#347;mierci jest szczeg&#243;lnie makabryczny:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dopada [zaka&#380;onego] staro&#347;&#263;; jego si&#322;y s&#322;abn&#261;; jego oczy przyobleka mg&#322;a; nieprzyjemny zapach rozchodzi si&#281; z jego ust i pach; w&#322;osy na g&#322;owie, rz&#281;sy i brwi wypadaj&#261;; w&#322;osy na brodzie, ramionach i nogach rosn&#261; niepowstrzymanie; jego z&#281;by wypadaj&#261; .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przyznaj&#261;c r&#243;wnocze&#347;nie, &#380;e stosunek seksualny mo&#380;e mie&#263;, w ograniczonym zakresie, charakter terapeutyczny, Majmonides opisuje test, jaki ka&#380;dy powinien przeprowadzi&#263;, aby sprawdzi&#263;, czy jego chora dusza po&#380;&#261;da potencjalnie fatalnego dzia&#322;ania, czy te&#380; mo&#380;e odby&#263; stosunek z powod&#243;w terapeutycznych:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;jego cia&#322;o jest zdrowe i bardzo silne; do&#347;wiadcza on wielu bezwolnych erekcji, kt&#243;re trwaj&#261;, kiedy odwraca on uwag&#281; ku innym rze-czom; i kiedy odczuwa ci&#281;&#380;ar poni&#380;ej l&#281;d&#378;wi, jakby jego j&#261;dra by&#322;y mocno &#347;ci&#347;ni&#281;te; i kiedy jego cia&#322;o jest rozgrzane 30/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Badanie to abstrahuje od &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;psyche&lt;/i&gt;, kt&#243;ra &#8211; jak wiedzia&#322; Majmonides &#8211; mog&#322;aby da&#263; przyzwolenie na jednostkowy niezdrowy akt, b&#322;&#281;dnie s&#261;dz&#261;c, i&#380; jest to dzia&#322;anie korzystne dla zdrowia. Techniki, jakie zaleca, ignoruj&#261; emocje, czerpi&#261;c miar&#281; z w&#322;asnego cia&#322;a, jakby jednostka by&#322;a tyko instrumentem, &#380;eby u&#380;y&#263; Nietzschea&#324;skiego j&#281;zyka.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dostrojenie si&#281; do naszych cia&#322; nie wyznacza wszak&#380;e kresu Nietzschea&#324;skiej etyki. Jak ostrzega nas Platon w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pa&#324;stwie&lt;/i&gt; (405&#8211;410), medycyna mo&#380;e nas nauczy&#263;, jak &#380;y&#263;, ale nie nauczy nas, jak &#380;y&#263; dobrze. Ostrze jego krytyki jest celniejsze w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Uczcie&lt;/i&gt;, gdzie niefilozofuj&#261;cy lekarz Eryksimachos stwierdza, &#380;e g&#322;&#243;wnym celem medycyny jest odkrycie sposobu na zniwelowanie niszcz&#261;cych skutk&#243;w przejedzenia. Natomiast wiedza o tym, jakie &#380;ycie winni&#347;my wie&#347;&#263; wymaga filozofii. Druga cz&#281;&#347;&#263; mojej spekulatywnej rekonstrukcji Nietzschea&#324;skiej etyki dotyczy filozofii autopsji. &#8222;Autopsji&#8221; nie w sensie badania zw&#322;ok, lecz w literalnym znaczeniu s&#322;owa: &#8222;widzeniu na w&#322;asne oczy&#8221;. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ecce homo&lt;/i&gt; jest Nietzschea&#324;sk&#261; ilustracj&#261; w&#322;a&#347;ciwego u&#380;ycia filozofii. Nietzsche bada swoje &#380;ycie, kwestionuj&#261;c wszystko, rzucaj&#261;c wszystkiemu wyzwanie. By&#322;aby to szcze&#172;g&#243;lnie szcz&#281;&#347;liwa odpowied&#378; Platonowi, gdy&#380; Nietzsche, mimo &#380;e by&#322; fizycznie chory, utrzymywa&#322;, &#380;e &#380;y&#322; dobrze, &#380;e rozkwita&#322;. Zdrowie w najwy&#380;szym sensie rozkwitu ma w nieunikniony spos&#243;b co&#347; z pierwszej osoby, do czego filozofia gwarantuje nam znacz&#261;cy dost&#281;p. Nietzschea&#324;ski projekt uczynienia filozofii na powr&#243;t &#378;r&#243;d&#322;em zdrowia jest zatem cz&#281;&#347;ciowo powrotem do Sokratejskiego zadania &#8222;poznaj samego siebie&#8221; &#8211; tyle &#380;e tym razem nale&#380;y uczyni&#263; to, nie zadaj&#261;c sobie &#347;mierci g&#322;odowej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; angielskiego prze&#322;o&#380;y&#322; TOMASZ SIECZKOWSKI&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;* Tytu&#322; oryginalny: Is Philosophy a Sickness unto Death? Kant and Nietzsche on Hazards of Thinking (pierwodruk). Autor jest profesorem filozofii w Miami University Middletown i redaktorem naczelnym &#8222;Journal of Nietzsche Studies&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;1/Skr&#243;ty wyst&#281;puj&#261;ce w tek&#347;cie g&#322;&#243;wnym i w przypisach odsy&#322;aj&#261; do rozdzia&#322;&#243;w b&#261;d&#378; para-graf&#243;w nast&#281;puj&#261;cych wyda&#324;: w przypadku Nietzschego: PDZ = Poza dobrem i z&#322;em, prze&#322;. S. Wyrzykowski, Warszawa 1905; PW = Przypadek Wagnera, prze&#322;. S. Gromadzki (w tym to-mie); ZB = Zmierzch bo&#380;yszcz, prze&#322;. G. Sowi&#324;ski, Krak&#243;w 2000; A = Antychrze&#347;cijanin, prze&#322;. G. Sowi&#324;ski, Krak&#243;w 1999; EH = Ecce homo, prze&#322;. L. Staff, Warszawa 1909. W przypad-ku Kanta: PD = O pot&#281;dze ducha czyli jak by&#263; panem chorobliwych uczu&#263; przez samo tylko po-stanowienie, prze&#322;. A. St&#246;gbauer, Lw&#243;w 1917 i HK = &#220;ber die Heilung des K&#246;rpers, soweit sie Sache der Philosophen ist (O leczeniu cia&#322;a przez filozof&#243;w), &#8222;Kant-Studien&#8221; 90, 1999, s. 354&#8211;366.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;2/ A 6; ZB, Wywody nie na czasie, 35, Problem Sokratesa, 11; PW 5; WM 44.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3/ Nietzsche diagnozuje sw&#261; dekadencj&#281; w EH, Dlaczego jestem tak m&#261;dry, 1&#8211;2, 6; PW, przedmowa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;4/ Twierdzenie to nie jest, rzecz jasna, historycznie poprawne. Zob. M. Nussbaum, The Thera&#172;py of Desire, Princeton, Princeton University Press 1994 i A. Nehamas, The Art of Living: Socratic Reflections from Plato to Foucault, University of California Press, Berkeley 1998.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;5/ W celu bardziej szczeg&#243;&#322;owego zapoznania si&#281; z t&#261; strategi&#261;, zob. D.W. Conway, Nietzsche's Dangerous Game, Cambridge 1997.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;6/ Zob. szczeg&#243;lnie A 11. Dla pomocnego om&#243;wienia Nietzschego atak&#243;w na Kanta i ich niedostatk&#243;w zob. K. Mosser, Nietzsche, Kant, and the Thing in Itself, &#8222;International Studies in Philosophy&#8221;, 25:2 (1993), s. 67&#8211;77 oraz S.I.M. Du Plessis, Nietzsche's Use and Abuse of Kant's Philosophy, [w:] L.W. Beck (red.), Proceedings of the 3rd International Kant Congresss, Reidel, Dordrecht 1972, s. 270&#8211;274.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;7/ Rozprawka Sp&#243;r fakultetu filozoficznego z medycznym, wydana po raz pierwszy w 1797 r., jest odpowiedzi&#261; na prac&#281; K.W. Hufelanda pt. Makrobiotyka, czyli sztuka, jak &#380;ycie ludzkie prze-d&#322;u&#380;y&#263;. Rok p&#243;&#378;niej ukaza&#322;a si&#281; jako trzecia cz&#281;&#347;&#263; ostatniej pracy Kanta Sp&#243;r fakultet&#243;w. W j&#281;zy-ku polskim tekst ukaza&#322; si&#281; w pod swoim pierwotnym tytu&#322;em O pot&#281;dze ducha czyli jak by&#263; panem chorobliwych uczu&#263; przez samo tylko postanowienie (por. HK, s. 16&#8211;18). Z kolei tekst &#220;ber die Heilung des K&#246;rpers... jest niemieckim t&#322;umaczeniem mowy rektorskiej Kanta, wyg&#322;o-szonej prawdopodobnie 1.10.1786 r. (De Medicina Corporis, quae Philosophorum est), kt&#243;ra nie zosta&#322;a prze&#322;o&#380;ona na j&#281;zyk polski. Obie te prace zosta&#322;y wszak&#380;e prze&#322;o&#380;one na j&#281;zyk angielski i z t&#322;umacze&#324; tych korzysta&#322; autor tego tekstu (The Conflict of the Philosophy Faculty with the Faculty of Medicine, [w:] The Conflict of the Faculties, prze&#322;. M.J. Gregor, Nowy Jork, Abaris Books, 1979 i On the Philosophers' Medicine of the Body, [w:] L.W. Beck (red.), Kant's Latin Writings, Translations, Commentaries, and Notes, prze&#322;. M.J. Gregor, P. Lang, Nowy Jork 1986) &#8211; przyp. t&#322;um.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;8/ Ten sam problem rozwa&#380;a Descartes w Nami&#281;tno&#347;ciach duszy. Zob. szczeg&#243;lnie &#167; 16&#8211;17. W zwi&#261;zku z tym zob. D. Leder, The Absent Body (szczeg&#243;lnie rozdz. 2 The Recessive Body).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;9/ HK, s. 361.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;10/ HK, s. 364. Platon daje podobne ostrze&#380;enie w Pa&#324;stwie, 407b&#8211;c.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;11/ PD, s. 44.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;12/ Ibidem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;13/ HK, s. 365.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;14/ Kant: HK, s. 359 i n.; Mendelssohn: HK, s. 365.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;15/ HK, s. 365.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;16/ HK, s. 358; cz&#281;&#347;ciowo cytowany HK, s. 365. Podobnie uwa&#380;a Platon, zob. Fedon 81c i Fajdros 247b i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;17/ HK, s. 362.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;18/ Ibidem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;19/ HK, s. 363.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;20/ PD, s. 40.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;21/Sam Kant r&#243;wnie&#380; odnosi si&#281; do tej anegdoty, tyle &#380;e wi&#261;&#380;e z ni&#261; astronoma Tycho de Brahe, kt&#243;remu wo&#378;nica mia&#322; powiedzie&#263;: &#8222;M&#243;j Panie, mo&#380;e si&#281; dobrze znasz na niebie, ale na ziemi jeste&#347; g&#322;upi&#8221; (por. I. Kant, Marzenia jasnowidz&#261;cego obja&#347;nione przez marzenia metafizyki, prze&#322;. W.M. Koz&#322;owski, [w:] idem, Pisma przedkrytyczne, Toru&#324; 1999, s. 107.) &#8211; przyp. t&#322;um.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;22/Jest ma&#322;o prawdopodobne, &#380;e rzeczy mia&#322;y si&#281; tak, jak twierdzi Nietzsche w tym i innych fragmentach Ecce homo. Dla dyskusji o tym konkretnym epizodzie, zob. D.F. Krell, D.L. Bates, The Good European: Nietzsche's Work Sites in Word and Image, University of Chicago Press, Chicago 1997, s. 5.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;23/W tym kontek&#347;cie po&#380;yteczne by&#322;oby por&#243;wnanie Kanta z Wittgensteinem. Podobnie jak Kant, Wittgenstein rozumie potrzeb&#281; wyzwolenia si&#281; od filozofii: &#8222;W&#322;a&#347;ciwym odkryciem jest takie, kt&#243;re pozwoli przerwa&#263; filozofowanie, kiedy tylko zechc&#281;&#8221; (Dociekania filozoficzne, prze&#322;. B. Wolniewicz, Warszawa 1972, &#167; 133). Uznaje on te&#380; wag&#281; zwi&#261;zku mi&#281;dzy jedzeniem a my&#347;le-niem (zob. szczeg&#243;lnie &#167; 593). Wittgensteinowi udaje si&#281; by&#263; mo&#380;e unikn&#261;&#263; dekadencji, gdy&#380; jego projekt jest w spos&#243;b rozstrzygaj&#261;cy anty-filozoficzny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;24/EH, przedmowa, 1 i ZB, &#8216;Ulepszacze' ludzko&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;25/Zob. D. Pick, Faces of Degeneration, Cambridge University Press, Cambridge 1989, s. 9 i M. Foucault, Narodziny kliniki, prze&#322;. P. Pieni&#261;&#380;ek, KR, Warszawa 1999, rozdz. 9 Widzialne niewidzialne, s. 191&#8211;219.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;26/Eight Chapters, rozdzia&#322; 3, s. 66.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;27/The Regimen of Health, rozdz. 4. Zob. tak&#380;e Treatise on Asthma, rozdz. 1: 3 i 10: 9.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;28/Character Traits, IV: 19.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;29/Character Traits, IV: 19. Zob. tak&#380;e Guide III: 33.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;30/Character Traits, rozdz. 4 &#167; 19; zob. tak&#380;e rozdz. 3 &#167; 2.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Capitalism or Capitalisms?</title>
		<link>http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article465</link>
		<guid isPermaLink="true">http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article465</guid>
		<dc:date>2012-03-10T10:14:20Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Tittenbrun Jacek</dc:creator>

<category domain="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46">NK on-line</category>


		<description>Capitalism or Capitalisms? is a collective volume comprised of essays written by international scholars and edited by Polish professor of sociology Jacek Tittenbrun. Capitalism is the dominant economic system today. This assertion is only seemingly self-evident, however. Is there just one single capitalism, or are there rather many capitalist systems? What are the defining features of these various capitalist systems? Can any convergence between them be observed? All these questions are (...)

-
&lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique46" rel="directory"&gt;NK on-line&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;img src=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/arton465.jpg&quot; alt=&quot;&quot; align=&quot;right&quot; width=&quot;600&quot; height=&quot;466&quot; class=&quot;spip_logos&quot; /&gt;
		&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_kapitalizmy-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://www.nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L169xH240/jpg_kapitalizmy-2-cf647.jpg' width='169' height='240' style='height:240px;width:169px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Capitalism or Capitalisms?&lt;/i&gt; is a collective volume comprised of essays written by international scholars and edited by Polish professor of sociology Jacek Tittenbrun. Capitalism is the dominant economic system today. This assertion is only seemingly self-evident, however. Is there just one single capitalism, or are there rather many capitalist systems? What are the defining features of these various capitalist systems? Can any convergence between them be observed? All these questions are examined by the authors of consecutive chapters who take under consideration not only highly developed countries but also transition societies such as China or Poland to which one case study is devoted. Furthermore, in the book both various forms or models of contemporary capitalism, and not only theoretical but real, empirical alternatives to the dominant socioeconomic system are investigated.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Contents:&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Jacek Tittenbrun&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Two Capitalisms&lt;/i&gt; 7&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Mariusz Baranowski&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Internal Diversities of Stakeholder Capitalism and its Relation to Anglo-Saxon Form of Capitalism&lt;/i&gt; 32&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Guglielmo Carchedi&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Social Face of European Capitalism&lt;/i&gt; 44&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Jakob Arnoldi&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Coordinating Markets the of Chinese Financial Markets&lt;/i&gt; 78&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Carlos H. Waisman&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Institutional Congruence and the Sources of Multiple Modernities: The Transfer of Western Institutions in the Contemporary World&lt;/i&gt; 87&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Klaus E. Meyer&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Privatisation and Corporate Governance in Eastern Europe: the Emergence of Stakeholder Capitalism&lt;/i&gt; 97&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Jacek Tittenbrun&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Divide and Rule Privatisation in Poland and the Working Class Economic Ownership&lt;/i&gt; 126&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Hubert Glowacz&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Predatory Capitalism in Poland. The Case of the XY Company&lt;/i&gt; 144&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Slawomir Banaszak&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Managers as a Factor of Socio-Economic Development&lt;/i&gt; 156&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Przemys&#322;aw Wechta&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Entrepreneur in Contractual Society&lt;/i&gt; 166&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Jerzy Kochan&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Consumption: Between Terrorism And Connoisseurship&lt;/i&gt; 175&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Igor Vinicius Lima Valentim&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Are We Fighting a Single Enemy? Looking for Alternatives to Capitalism with Garbage Workers&lt;/i&gt; 183&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Guglielmo Carchedi&lt;/strong&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;For Another System&lt;/i&gt; 202&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_n1615430651_76950_9160-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_n1615430651_76950_9160-2.jpg' width='520' height='404' style='height:404px;width:520px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_kapitalizmy-2.jpg" length="5866" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://www.nowakrytyka.pl/IMG/jpg_n1615430651_76950_9160-2.jpg" length="52855" type="image/jpeg" />
		

	</item>





</channel>

</rss>

