Nk on-line

Gra w klasy /niezbędnik alterglobalisty /

31/01/2012

 

Jerzy Kochan

Gra w klasy

/niezbędnik  alterglobalisty/

 

                                                                 

 

            Pisanie w Polsce o klasach społecznych ma swoje historyczne ograniczenia i niebezpieczeństwa. Ukształtowane tło kulturowe, ugruntowujące społeczny solidaryzm i topiące wiedzę socjologiczną w narodowym tyglu, blokuje skutecznie rzeczowe podejście do struktury społecznej, często nawet obkłada je klątwą i egzorcyzmem jako zagrażającą narodowej wspólnocie  i funkcjonalnym dla sprawowanej klasowej władzy narodowym mitom.

            Nie jest to kwestia tylko neoliberalnej strategii nowego stylu czy historycznie ukształtowanego narodowowyzwoleńczego etosu walki o niepodległość. Dodatkowe wzmocnienie tej tendencji po krótkim okresie wzmożonej walki klasowej w okresie bezpośrednio powojennym miało miejsce także w realiach realnego socjalizmu. Prostackie  wizje struktury klasowej i wyzysku społecznego bardzo szybko zostały wyparte przez produkty budowanej jedności moralno-politycznej narodu. Realny socjalizm jawił się jako konkretno-narodowy sposób kształtowania nie tylko sprawiedliwości społecznej, lecz również jako jedyna dostępna forma zabezpieczenia niepodległości państwa polskiego i samostanowienia narodowego. Klęska II Rzeczypospolitej i jej - jak pisano – „egzotycznych sojuszy”, tragedia ludobójstwa i okupacji, wreszcie przesunięcie granic na zachód sprzyjały patriotycznemu utożsamianiu realnego socjalizmu z interesami całego społeczeństwa polskiego, niezależnie od podziałów klasowych i sprzeczności ekonomicznych. Wszelkie rozbijanie kreowanej jedności moralno-politycznej było nieporęczne ideologicznie i - o ile wykraczało poza ogólniki – niepotrzebnie stwarzało alternatywne wobec struktur administracyjno-partyjnych źródła wiedzy-władzy. Rok 1968 ze swoim antysemityzmem i nurtem antyinteligenckim to czas eliminacji takiego właśnie zagrożenia wychodzącego ze sfer uniwersyteckich. Nie przypadkiem z restrykcjami spotkały się środowiska związane głównie z polską socjologią i filozofią.

            Społeczna aprobata opisanej tendencji była tym łatwiejsza, że realne zmiany stosunków własnościowych, historyczny wymiar ukształtowania dominacji własności społecznej był również uwikłany w konkretno-historyczny proces restytucji nowej powojennej Europy. Klęska hitlerowskich Niemiec i przesunięcie granic na zachód sprzyjało „unieważnieniu” wszelkich form własności niemieckiego kapitału na terenie całego nowego państwa polskiego. Kapitał na przykład włoski a w zasadzie każdy, który był powiązany z „Tysiącletnią Rzeszą” i jej sojusznikami z racji klęski państw osi przepadał na zawsze. Eksterminacja polskich Żydów pozostawiła tzw. ”mienie pożydowskie” na łup nie tylko indywidualnych apetytów przedsiębiorczych sąsiadów, lecz również decyzji nacjonalizacyjnych. Wojenna ucieczka części warstw uprzywilejowanych przed okupacją /a w zasadzie różnymi okupacjami/ dodatkowo pozostawiła przemianom powojennym wolną przestrzeń. To, co było przed wojną w rękach kapitału angielskiego, amerykańskiego, skandynawskiego po nacjonalizacji podlegało wieloletnim spłatom rządu polskiego[1]. Analiza klasowa społeczeństw realnego socjalizmu nie była zbyt pożądana. Wizja harmonijnego społeczeństwa racjonalnie rozwiązującego swoje problemy dominowała i obezwładniała teorię.

Nie miejsce tu jednak na badanie sposobu obecności teorii klas w realnym socjalizmie.  Szerzej na temat losów teorii społecznej pisałem w książce „Klasy społeczne. Z historii pojęcia”[2]. Tutaj spróbuję pokusić się o skondensowany wykład teorii klas w formie korespondującej – jak na moje wyczucie – z istniejącym stanem świadomości przeciętnego czytelnika zainteresowanego problematyką klas społecznych. Chodzi mi nie tylko o próbę uniknięcia zbyt specjalistycznego języka, ale również i o uwzględnienie najbardziej obiegowych nieporozumień i wulgaryzacji.

 

Kiedy i jak powstają klasy?

Klasy nie istniały zawsze. Można śmiało powiedzieć, że klasy społeczne powstały niedawno. Większość czasu swego istnienie ludzkość obchodziła się bez klas, bez polityki, bez państwa i bez własności prywatnej. Z tej też perspektywy Marksowski postulat a właściwie prognoza zniesienia klas i powstania społeczeństwa bezklasowego oznaczała zamknięcie tylko pewnego etapu w historii ludzkości i eliminację sprzeczności i niesprawiedliwości o klasowej proweniencji. Nie miało natomiast on absolutnie nic wspólnego z jakąś wizja raju, powszechnego szczęścia, nieludzkich rozkoszy…. I czego by tam jeszcze… Te dodatkowe pomysły wiele mówią o różnorodności czytelników pism Marksa i ich wykształceniu, upodobaniach, marzeniach, jednak prawie nic o teorii Marksa. Tak, jak zaraz po wojnie przedsiębiorczy handlarze dewocjonaliami sprzedawali portrety Fryderyka Engelsa na polskich wsiach jako wizerunki świętego Józefa, tak i katolickie zbawienie i rajską harmonię podstawiała potoczna świadomość religijna pod teorie socjalizmu i komunizmu. I nie dotyczy to tylko „prostego ludu”…[3]

            Sam termin klasa społeczna nie jest pomysłem Marksa. Pojawia się i wcześniej np. u historyków francuskich dziewiętnastego wieku. W formach aluzyjnych i rozmytych występuje od starożytności. Powstanie klas jest zazwyczaj okryte tajemnicą i traktowane jako mitologizowana prehistoria. Ich geneza wiązana jest zazwyczaj z teorią podboju. Zakłada ona, że w wyniku podboju następuje podporządkowanie osiadłych tubylców najeźdźcom, z których rekrutuje się klasa uprzywilejowana, zamieniająca podbitą ludność w niewolników. W filozofii nowożytnej taka opcja teoretyczna występuje w „Fenomenologii ducha” G. W. F. Hegla, w słynnym rozdziale o „Panu i parobku”[4]. Hegel pisze tam o „wykazaniu w walce” przez pana jego przewagi nad parobkiem. Ta polityczna, odwołująca się do przymusu i walki interpretacja powstawania klas ma swoje wpływy także w późniejszej tradycji marksistowskiej. Jej błędność polega na tym, że redukuje ona relacje klasowe do relacji przemocy i panowania, ogranicza się wiec do rozumienia ich w kategoriach relacji  człowiek-człowiek, nie zaś człowiek-rzecz-człowiek. Tym samym stosunki klasowe przybierają formę wolicjonalną i generalnie powstaje teoretyczne złudzenie, że ich konkretno-historyczny kształt jest niezależny od poziomu uspołecznienia pracy i rozwoju sił wytwórczych. Tymczasem możliwość stałego uzależnienia klasowego zakłada trwałe uzależnienie możliwe tylko na gruncie zaawansowanego podziału pracy, skomplikowanych narzędzi i form organizacji produkcji. Jeśli potrafię sam zrobić łuk / oszczep, sieć, pięściak, etc. /, to możliwość mojego stałego uzależnienia od posiadacza łuku jest niemożliwa. Inaczej się ma rzecz gdy chodzi o fabrykę, maszynę parowa, zbroję, miecz etc… Warto zdawać sobie sprawę, że o „rzeczy” mówimy tu tylko symbolicznie. W konkretno-historycznej formie postacią strukturyzującej klasowo formy uspołecznienia i rozwoju sił wytwórczych może być zarówno trudno odtwarzalne narzędzie, jak i broń czy sama forma organizacji pracy wsparta o specyficzna interwencję w przyrodę… a więc na przykład zgromadzone stado czy stworzony system nawadniający! Nie przypadkiem największe organizmy państwowe kształtowały się w starożytności w symbiozie z wodami  Tygrysu i Eufratu, w delcie Nilu czy Huang-Ho.

            Ale te różne konkretno-historyczne formy charakteryzują się tą samą istotą pojęciową. We wszystkich nich poziom, charakter, forma rozwoju sił wytwórczych implikują strukturalnie generowane zróżnicowanie społeczne o charakterze klasowym, mające swoje uzasadnienie i fundament przede wszystkim w sferze poza wolicjonalnej, którą można określić jako cywilizacyjną. Teoria podboju zapomina o tym, że, aby podbój prowadził do obrócenia  podbitych w niewolników a zdobywców w ich panów muszą istnieć ku temu obiektywne przesłanki /poziom uspołecznienia pracy, podział pracy, ich rzeczowe i subiektywne przesłanki/. Ważne jest ogólne uchwycenie istoty zjawiska przy abstrahowaniu od konkretnej historycznej formy jego aktualizacji[5].

 

Biegunowa wizja struktury klasowej

           

            O biegunowej wizji struktury klasowej Stanisław Ossowski pisał jako o „folklorystycznej wizji struktury klasowej”. Biegunowa wizja zakłada, że społeczeństwo dzieli się na kapitalistów i robotników, biednych i bogatych, panujących i poddanych… w wersji historycznej na panów i niewolników, chłopów i feudałów. Określenie Ossowskiego jest szydercze i ironiczne wobec potocznych wyobrażeń i języka polityki czy propagandy. Ta ironia jest w pełni zrozumiała i czarująca. Ma jednak i swoje głębsze, niż to się Ossowskiemu wydawało, uzasadnienie.

Ludowość biegunowej wizji, jej manicheizm,  generuje jednak w prostych słowach nie tylko rewolucyjny zapał, lecz również zniechęcenie i rezygnację. Jakże bowiem można mówić o jakiejś zasadniczej zmianie w stosunkach klasowych skoro „zawsze” byli biedni i bogaci, wyzyskujący i wyzyskiwani. Strategia możliwa do przyjęcia przez jako tako zorientowanego w świecie człowieka może polegać więc tylko na indywidualnym awansie, cieszeniem się historycznym i społecznym przypadkiem, nie zaś na złudnej wizji awansu klasowego czy likwidacji klas i wyzysku. Struktura klasowa, nierówność społeczna, panowanie i odrażające w zestawieniu z biedą i nędzą bogactwo ma swoich miłośników i obrońców przede wszystkim wśród tych, którzy nie maja nic prócz nadziei na indywidualne cieszenie się przypadkiem i którzy zazwyczaj już bez tej nadziei umierają. Z tego punktu widzenia nie ma postępu, nie ma nawet zmiany. Jest tylko czas jednostkowy i perspektywa CV.

Oczywiście dla Marksa kolejne ekonomiczne formacje społeczeństwa klasowego         / niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, pomijam tu skomplikowana kwestię tzw. „azjatyckiego sposobu produkcji”/ nie są takie same. Także pod względem charakterystyki podstawowych klas związanych z panującym sposobem produkcji. Pan – właściciel niewolników, pan-feudał i pan-burżua to nie jest to samo. Podobnie jak niewolnik, chłop i robotnik. Jeśli chodzi o tych ostatnich to – oprócz faktu podległości w sensie związania z pracą bezpośrednio produkcyjną i podlegania wyzyskowi – różnice miedzy nimi mają charakter zaiste epokowy.

Aby zrozumieć te różnice musimy jednak przywołać nową kategorię: własność siły roboczej. Musimy dostrzec, że wyróżnienie klas posiadających, panujących ze względu na posiadanie środków produkcji, cyrkulacji i usług nie wyczerpuje analizy sfery własności i jej klasotwórczej kreatywności. Niewolnik – określany przez Arystotelesa jako instrumentum vocale (narzędzie mówiące) - jest w swej istocie sprowadzony do rzeczy. Jego cechą charakterystyczną jest nie tylko nieposiadanie środków produkcji ale również nieposiadanie siebie. Niewolnik jest w istocie rzeczą o ile jak rzecz może być ubezwłasnowolnionym przedmiotem handlu, bezwolnym obiektem kupna-sprzedaży.

Inaczej rzecz się ma z chłopem pańszczyźnianym. W odróżnieniu od niewolnika jest on właścicielem prywatnym ziemi, domu, zwierząt gospodarskich a nawet pewnych praw do korzystania z współwłasności chłopskiej czy feudalnej / pastwiska wiejskie, prawo zbierania chrustu, grzybów w lesie królewskim, „pańskim”[6]/. Nie jest natomiast właścicielem siebie samego[7]. Feudalne zobowiązania czynią go nie tylko poddanym, ale również zobowiązanym do wykonywania prac i wywiązywania się z rozlicznych świadczeń, przypisują go także do ziemi, wioski do tego stopnia, że należy on czasem do wsi nawet po śmierci i po śmierci może być przedmiotem handlu[8]. Wolnym czyni miasto[9]. Ucieczka do miasta jest w pewnym sensie  ucieczką do przodu.

Historyczny proces kreowania robotnika[10], to zjawisko o dwóch janusowych obliczach. Z jednej strony, jest to niewątpliwie przemiana uwiązanego do ziemi i powinności chłopa w wolnego robotnika, w swobodnego sprzedawcę własnej siły roboczej uwolnionego od bezpośredniego przymusu i zależnego „tylko” od bezosobowych sił kapitalistycznej gospodarki rynkowej. Jednak z drugiej strony, wolność ta jest okupiona wywłaszczeniem i wygnaniem z feudalnych dekoracji własności prywatnej. Robotnik nie ma nic prócz siebie i robotnik jest wreszcie wolnym człowiekiem, to zdania opisujące ten sam fakt społeczny.

Niewolnik, chłop, robotnik różnią się więc między sobą zarówno w obszarze własności środków produkcji, jak i w drugiej podstawowej dla strukturalizacji klasowej formy własności: własności siły roboczej. Niewolnik nie jest właścicielem ani środków produkcji, ani swojej własnej siły roboczej; chłop feudalny posiadając  środki produkcji nie jest właścicielem swojej siły roboczej, robotnik to pozbawiony własności środków produkcji właściciel swojej siły roboczej. Własność siły roboczej, „posiadanie tylko swoich rąk” nie jest więc formułą tylko ironiczną, lecz przede wszystkim rzeczywiście wypracowanym przez historię stosunkiem własnościowym. Robotnik to pierwszy w dziejach społeczeństw klasowych wolny bezpośredni producent, który może swobodnie dysponować swoją siłą roboczą w ramach mechanizmów gospodarki towarowo-pieniężnej społeczeństwa kapitalistycznego. Ma to fundamentalne konsekwencje dla całej kultury, dla całego społeczeństwa, także polityki.

Analogicznie wyglądają różnice między klasami komplementarnymi względem klas producenckich: właścicieli niewolników, feudałów i kapitalistów. Różnice miedzy tymi klasami wymagają starannego rozpoznania mechanizmów reprodukcji niewolnictwa, feudalizmu i kapitalizmu. Nie da się ich ujednolicić naiwną nocą pojęcia „bogaci”. W nocy, jak wiadomo, wszelkie krowy są czarne.

Jak więc widać, biegunowa wizja stałego podziału klasowego na bieguny biednych i bogatych musi uwzględnić fundamentalny fakt niesprowadzalności wzajemnej niewolnictwa, feudalizmu i kapitalizmu. Ale wizja biegunowa nie może być zaakceptowana także w ramach konkretnej ekonomicznej formacji społeczeństwa. A to przynajmniej z dwóch powodów:

Po pierwsze, jeśli mówimy, że struktura społeczna, struktura klasowa odpowiedniej ekonomicznej formacji społeczeństwa / kapitalizm, feudalizm, niewolnictwo / określana jest przez opozycje klas podstawowych dla danego społeczeństwa, to dlatego, że w drodze idealizacji bierzemy pod uwagę dominujący sposób produkcji / niewolniczy, feudalny  i kapitalistyczny/. Nie trudno jednak zauważyć, że realne społeczeństwa nie występują w formie zredukowanej do jednego sposobu produkcji. Pojedynczy chłop prowadzący wraz ze swoją rodziną rodzinną gospodarkę towarową jest figurą historyczną występującą w różnym co prawda natężeniu, ale we wszystkich formach społeczeństw klasowych, miał swoje poczesne miejsce także w społeczeństwach realnego socjalizmu. Wszelkie więc prezentacje struktury klasowej konkretnych ekonomicznych formacji społeczeństwa należałoby rozszerzyć o uwzględnienie chłopów jako osobnej, transformacyjnej klasy towarzyszącej klasom związanym z panującym sposobem produkcji. Podobnie występowanie niewolniczej pracy na plantacjach bawełny w USA w wieku dziewiętnastym wprowadza na arenę struktury klasowej dziwiętnastowiecznej Ameryki Północnej klasy niewolników i właścicieli niewolników. Analogicznie ma się rzecz z rzemieślnikami, czy też różnymi społecznościami, których obecność nie wynikała z logiki panującego sposobu produkcji, lecz na przykład z nierównomiernego rozwoju historycznego. Wspólnoty rodowe w kapitalizmie, a nawet w realnym socjalizmie / tereny ZSRR czy Mongolii / to fakt dobrze znany. Rzecz jasna, takie współwystępowanie różnych sposobów produkcji wzbogaca strukturę klasową także i w tym sensie, że zakłóca i modyfikuje funkcjonowanie dominującego sposobu produkcji i całego układu klas. Jeśli uwzględnić perspektywę historii powszechnej i imperialistycznej kolonizacji, to stosunki kolonialne / np. w Ameryce Południowej czy Indiach w dziewiętnastym stuleciu/ miały swoje niezwykle istotne znaczenie dla kształtowania się stosunków własnościowych w Hiszpanii, Portugalii i Wielkiej Brytanii, również dla ich wyrazu społecznego i politycznego. Oczywiście oddziaływanie to pracuje również w drugą stronę modyfikując sytuacje w koloniach.

Po drugie, mówienie o na  przykład kapitalistach i robotnikach w odniesieniu do społeczeństwa kapitalistycznego jest również drastyczną idealizacją. Ani kapitaliści , ani robotnicy nie stanowią monolitu pod względem własnościowym. I tu i tam mamy do czynienia ze zróżnicowaniami wynikającymi z historycznego rozwoju kapitalizmu i historycznego rozwoju klas / kapitaliści handlowi, przemysłowi, finansowi, duzi i mali, i w wypadku robotników przykładowo: robotnicy, robotnicy sezonowi, chłopo-robotnicy, arystokracja robotnicza… / . Mamy również do czynienia ze zróżnicowaniami własnościowymi w układzie statycznym / rodzaj współwystępujących kapitałów, zróżnicowania w własności siły roboczej, miejsce uruchamiania w społeczno-ekonomicznym podziale pracy kapitału i siły roboczej/. Te zróżnicowania są źródłem sprzeczności wewnątrz klasowych w łonie kapitalistów i w ramach pracowników najemnych. Mają one charakter własnościowy i to właśnie te zróżnicowania własnościowe są generatorem sprzeczności rozsadzających klasy, których pozorna monolityczność nigdy nie istnieje i w rzeczywistości ma charakter względny i relacyjny.

Widać to bardzo klarownie w wypadku pracowników najemnych. Posiadacze własnej siły roboczej podlegają strukturyzacji w wyniku podziału na miasto i wieś. Sprzeczność między miastem i wsią / pod tą enigmatyczna formułą kryje się sprzeczność ujawniająca się powierzchniowo w zainteresowaniu „wsi” w maksymalizacji cen produktów rolniczych i zainteresowaniu „miasta” w maksymalizacji cen środków produkcji rolnej pochodzenia miejskiego/ dzieli więc pracowników najemnych na sprzeczne grupy interesów na bazie odmiennych form własności. Ale sprzeczność może dotyczyć także poszczególnych grup pracowniczych, załóg fabryk, współpracujących z sobą kooperantów w mieście. Ich podobieństwo stosunków własnościowych nie zmienia faktu, iż ich realne interesy określane przez aktualne położenie w systemie produkcji społecznej ciągle redefiniuje ich interes klasowy w polu gry gospodarki rynkowej i jej historycznych przekształceń.

Oznacza to nie mniej, nie więcej, niż to, że biegunowa wizja struktury klasowej jest tylko momentem teorii klas. Momentem związanym z:

-  analizą układu klasowego idealnego sposobu produkcji,

- wydobywaniem dominującego układu klasowego ekonomicznej formacji

   społeczeństwa

- określaniem podstawowej historycznej dynamiki i kierunku przemian społecznych,

- lokalizacją biegunów polaryzacji politycznej świadomości społecznej i

   podstawowego frontu konfrontacji w walce o hegemonię kulturową i polityczną.

            Przedstawione już uwagi prowadzą nas jednak do stwierdzenia, że teoria klas przekracza tak zakreślony horyzont i może przybierać formy rozwiniętej analizy struktury klasowej. Niezwykle ważne jest jednak, aby pamiętać o tym, że zarówno biegunowa wizja struktury klasowej, jak i rozwinięta analiza klasowa zakładają badanie stosunków własnościowych.

 

Rozwinięta formuła analizy klasowej

            W  historii homo sapiens pojawia się epoka historyczna społeczeństw klasowych. Niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm to przykładowe społeczeństwa tego typu. Osią organizacji struktury klasowej takich społeczeństw jest sprzeczność miedzy podstawowymi klasami danej formacji. Nie wyklucza to, a nawet wymaga prezentacji bardziej szczegółowej analizy struktury klasowej. W jej wyniku obok sprzeczności między klasami podstawowymi ujawniają się sprzeczności wynikające z istnienia współwystępujących w konkrecie historycznego społeczeństwa innych, niż dominujący, sposobów produkcji oraz sprzeczności wewnątrz wielkich klas dominujących / np. wewnątrz kapitalistów i wewnątrz robotników/. Generują one ruchliwą i zmienną grę mniej lub bardziej krótkoterminowych interesów ekonomicznych, bazujących na ukształtowanych, ale dynamicznych podziałach własnościowych. Istotne jest zrozumienie ich relatywistycznego i procesualnego charakteru. Nie są to jednak proste interesy o jednowymiarowym charakterze. Warto w tym miejscu wprowadzić pojawiające się często rozróżnienie na sprzeczności o charakterze antagonistycznym i nieantagonstycznym.

            Wokół tego rozróżnienia narosło sporo nieporozumień. Wśród różnych stanowisk  szczególną uwagę zazwyczaj  zwracają te bardziej malownicze, krwiste i sadyczne. Zgodnie z nimi sprzeczności antagonistyczne związane są z walką i krwawymi porachunkami klasowymi, nieantagonistyczne zaś cechują się bardziej cywilizowanymi i miękkimi formami manifestacji. Ten „płaski empiryzm” nie ma nic wspólnego z bardziej subtelnymi teoretycznie ujęciami sprawy. W ich świetle kategoria antagonizmu musi zostać rozpoznana na płaszczyźnie teorii formacji i oznacza po prostu, że z perspektywy historycznej klasy antagonistyczne to te, które zakładają, że likwidacja sprzeczności między nimi musi prowadzić do likwidacji jednej z tych klas. W tym sensie na przykład sprzeczność między robotnikami i burżuazją ma charakter antagonistyczny a między kapitalistami bankowymi i przemysłowymi nie, gdyż ta nie zakłada, że jej rozwiązanie prowadzi do zmiany formacji i eliminacji jednej z klas. Wręcz przeciwnie, rozwiązaniem sprzeczności między kapitałem bankowym i przemysłowym jest powstanie kapitalistów finansowych i kapitału finansowego a więc ewolucja kapitalizmu w bardziej rozwiniętą postać. Klasy antagonistyczne związane są relacją wyzysku i to wyzysku nie okazjonalnego czy przypadkowego.

            Najlepszą ilustrację dla relacji wyzysku stanowi oczywiście klasyczna Marksowska teoria wartości dodatkowej. Jak stwierdził Karol Marks w pierwszym tomie „Kapitału”, wartość dodatkowa przywłaszczana przez kapitalistę bierze się w najogólniejszym sensie stąd, że kapitalista kupując robotnika kupuje specyficzny towar. Ten akt kupna sprzedaży zakłada, że kapitalista nabywa nie robotnika, lecz jego zdolność do pracy a płaci mu nie za wykonaną pracę, lecz tyle, aby mógł on zreprodukować swoją zdolność do pracy. Różnica między kosztami reprodukcji a wartością wyprodukowaną przez robotnika stanowi właśnie wartość dodatkową. Polem walki jest tu przede wszystkim czas pracy. Robotnikowi zależy na ograniczaniu czasu pracy i jej intensywności, a kapitaliście na wydłużaniu czasu pracy i jej intensyfikacji. Tutaj tkwi źródło antagonizmu klasowego i walki klasowej.

Teoria walki klas[11] wskazuje nam jasno, że źródło antagonizmu klasowego ma charakter obiektywny w procesie reprodukcji kapitalistycznego społeczeństwa i nie jest czymś tylko ze świata polityki, ideologii czy teorii. Walka klas to niekoniecznie barykady i rewolucje, to także przedłużanie lub likwidacja przerwy na papierosa, to picie kawy i przerwa śniadaniowa, walka o wakacje, wolne soboty, ośmiogodzinny dzień pracy i urlopy macierzyńskie, rodzicielskie. Walka klas to walka o ustawodawstwo prawa pracy, o bezpieczeństwo i higienę pracy, dostęp do nauki i kultury. To walka o prawa polityczne i kształt polityki państwowej, w tym także zagranicznej.

            Klasy nieantagonistyczne to przede wszystkim klasy wewnątrz wielkich klas społecznych. Są one oczywiście nieantagonistyczne względem siebie, ale mogą być wszystkie antagonistyczne względem innej wielkiej klasy. Już nawet ten wcześniejszy, pobieżny przecież opis zróżnicowania klasowego ujawnił, że gdy mówimy o klasach, to możemy mówić nie tylko o wielkich klasach i ich dzieleniu się na klasy mniejsze, swoiste podklasy, lecz także o klasach, które z uwagi na formacje społeczne nie są klasami podstawowymi / jak feudałowie, burżuazja… /. Typowymi przedstawicielami takich klas są chłopi. Chłop gospodarujący z rodziną w swoim gospodarstwie w powiązaniu ze wspólnotą wiejską tworzy transformacyjną klasę, która przy w sumie niewielkich modyfikacjach z powodzeniem istnieje w niewolnictwie, feudalizmie, kapitalizmie i realnym socjalizmie. Jego pełna sprzeczności relacja z innymi, różnymi historycznie klasami, ma charakter nieantagonistyczny, a nawet właśnie transformacyjny.

            Wyłaniające się możliwości analizy sprzeczności klasowych okazują się więc olbrzymie i ich otchłań zmusza do postawienia pytania o granice tej analizy. Ograniczmy dla ułatwienia sprawę do społeczeństwa kapitalistycznego. Z dotychczasowych rozważań wynika, że struktura klasowa społeczeństwa klasowego ujawnia w analizie swoje kolejne poziomy całkiem jak rosyjskie matrioszki. Tak jak tam: baba w babie, a w tej babie jeszcze kolejna baba, a w niej jeszcze jedna…. tak i tu możemy w badaniach posunąć się aż do poziomu mikrospołecznego i pytać o przynależność klasową poszczególnych jednostek, w których sposób reprezentacji stosunków klasowych nie zawsze jest prosty i klarowny.

            Jest tak nie tylko dlatego, ze kapitalizm jest żywym i dynamicznym procesem generującym wciąż nowe formy własności i ich hybrydalne wersje, łączące dawne z nowym, stare z nowoczesnym, archaiczne ze współczesnym. Niewolnictwo w dziewiętnastowiecznych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej żyło w symbiozie z nowoczesnym kapitalizmem, niewolnictwo i handel ludźmi w naszych czasach współgra z globalizacją. Chodzi również o złożone stosunki własnościowe, w które wpadają, są wpisywani poszczególni ludzie, konkretne jednostki. Robotnik mieszkający na wsi, uprawiający ziemię i dojeżdżający do pracy w fabryce określany już był tradycyjnie w polskiej socjologii jako chłopo-robotnik. Ale współcześnie krzyżowanie się różnych stosunków własnościowych w jednym podmiocie sprawia, że jeszcze jaśniej ujawnia się konieczność rezygnacji z pojmowania klas tylko jako zbioru ludzi, traktowania analizy klasowej jako trudu wynalezienia sposobów „zaliczenia” każdego do jakiejś klasy. Traktowanie klas jako zbiorów ludzi winno mieć raczej charakter poglądowy, pedagogiczny. Jeśli trudno czasem powiedzieć do jakiej klasy należy konkretny człowiek, to tym większe trudności dotyczyć muszą całych społeczeństw. W wypadku pojedynczej jednostki ludzkiej w bardziej skomplikowanych wypadkach można mówić o wieloklasowym układzie uwikłania, o przewadze, dominacji pewnych więzi, o sprzecznej strukturze własnościowej. „Zaliczenie” do jakiejś klasy na podstawie przewagi pewnej formy nie może prowadzić do „zapomnienia” o tych mniejszościowych związkach. Nie ulegają one anihilacji i unieważnieniu. Nie chodzi oczywiście o wykorzystanie uwikłań klasowych do prostych kwalifikacji politycznych czy światopoglądowych. W konkrecie jednostki przynależność klasowa kompletnie o niczym politycznym czy światopoglądowym nie przesądza. Jak wiadomo, Fryderyk Engels był kapitalistą pełną gębą a Karol Marks w dużym stopniu jego utrzymankiem… obaj byli komunistami i ateistami…  Niemniej jednak w perspektywie statystycznej, holistycznej uwolnione od prostej antropologizacji strumienie własnościowe, społeczne siły zależności i reprodukcji określane przez stosunki własnościowe, wyznaczają ogólne tendencje znajdujące swoje manifestacje w złożonych i sprzecznych stosunkach politycznych. Ich kwantyfikacja, pomiar, ocena może być przeprowadzana w bardzo różny sposób i na różnych poziomach. Tak jak pełen sprzeczności jest układ klasowy całego społeczeństwa, tak i pełna sprzeczności jest jednostkowa forma załamywania się stosunków własnościowych. Naiwne dążenie do prostoty i jednoznaczności wielce szkodzi prawdzie.

 

Klasy społeczne: mity i ideologizacje

            Warto może w tym miejscu przytoczyć kilka przykładów fundamentalnych nieporozumień powstających w związku z teorią klas i wspomnieć również o kilku przynajmniej jej „dziwnych” rozwinięciach.

            O podstawowym nieporozumieniu już pisałem. Chodzi o traktowanie istnienia klas i walki klasowej jako zjawiska ze sfery świadomości społecznej a nie obiektywnej, uwarunkowanej ekonomicznie i własnościowo przestrzeni sprzeczności społecznych, istniejących niezależnie od stopnia ich uświadomienia sobie przez społecznych aktorów. Mają one zawsze swoją reprezentację w świadomości klasowej, ale zazwyczaj zdeformowaną, symboliczną, strzaskaną i synkretyczną. Sama ta reprezentacja jest wynikiem walki klas, która również nie da się sprowadzić do świadomej działalności indywidualnych podmiotów i instytucji. Określana jest ona także przez zasłony epistemologiczne produkowane przez system jako całość: reifikację, alienację, fetyszyzm towarowy, jednowymiarowość, konsumeryzm i inne zjawiska definiowane przez często konkurencyjne lub komplementarne względem siebie teorie.

            Kształtowanie świadomości klasowej klasy robotniczej, proces przechodzenia jak to się zazwyczaj pisze od „klasy w sobie” do „klasy dla siebie” jest tożsamy z procesem rewolucyjnym i procesem instytucjonalizacji świadomości klasowej w formie kas pożyczkowych, związków zawodowych, partii politycznych i różnych ruchów społecznych kontestujących status quo, aż po walkę o zdobycie  władzy państwowej i hegemonię kulturową. Nie chodzi więc o epifenomenalnie traktowaną świadomość zasadniczo odmienną od bytu społecznego, lecz raczej o świadomościowy składnik bytu społecznego, którego istnienie jest nieusuwalnym momentem samego bytu i jego reprodukcji. Świadomość klasowa odróżniana jest przy tym od empirycznej świadomości klasy i traktowana jako uzyskanie samoświadomości w wymiarze historycznym, przekraczającym rzeczywistość kapitalizmu, jako swego rodzaju świadomość graniczna, potencjalna, idealna. Jej konkretno-historyczna konkretyzacja jest realizowana w historii ruchu rewolucyjnego. Świadomość empiryczna zaś to świadomość rzeczywista wszystkich członków danej klasy i jej aktualny kształt zawiera w sobie różne formy i treści określane przez aktualny stan walki klasowej. Może być ona kompletnie skolonizowana i zinstrumentalizowana wobec istniejącego systemu społecznego. Brak świadomości klasowej nie likwiduje jednak w żadnym stopniu istnienia klasy. Problemy kształtowania i kreowania świadomości klasowej to jednak osobny olbrzymi temat.

            Inną notoryczną recydywą jest monolityczne traktowanie klasy robotniczej, pracowników najemnych w stylu popularnej kategorii „ludu”. Niezróżnicowany lud pojmuje się przy tym w sposób analogiczny jak nacjonaliści pojmują kategorię narodu. Staje się on niemą ogólnością, w której drzemie mistyczna moc i mistyczna sprawiedliwość dziejowa. Tymczasem wskazywane pojęcie własności siły roboczej stwarza jasną perspektywę analizy stosunków własnościowych i sprzeczności w ramach robotników czy pracowników najemnych. Historia kapitalizmu to nie tylko dzieje kapitału.  To także historia rozwoju i przekształceń własności siły roboczej. Fakt rosnącej wraz z procesem liberalnej globalizacji koncentracji kapitału i bogactwa sprawia między innymi i to, że coraz większa część społeczeństwa światowego spotyka los „zjedzonych przez owce” chłopów angielskich i irlandzkich. Ich wszystkich dotyczy bezpośrednio problematyka własności siły roboczej, jej struktury, wartości, kształtowania i uruchamiania. Kategoria ta ma szczególne znaczenie w tych krajach, gdzie proces uspołecznienia kapitału / czy to w formie nacjonalizacji czy rozbudowanych państwowych systemów redystrybucji bogactwa / jest zaawansowany. Współczesna refleksja próbuje ująć związane z nią problemy na różne sposoby. Między innymi pod postacią rozbudowywanej teorii habitusu /P. Bourdieu/ czy ergodynamis / St. Kozyr-Kowalski/.  To dostrzeganie zróżnicowań własnościowych w własności siły roboczej   ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia zróżnicowanych postaw politycznych członków tej samej klasy, konfliktów między nimi i podatności na zawiązywanie sojuszy poza swoja klasą w celu optymalizacji warunków sprzedaży własnej siły roboczej. Polska klasa robotnicza wywalczyła sobie dostęp do uprzywilejowanego w wymiarze światowym rynku sprzedaży siły roboczej poprzez ruch pod hasłem solidarności, ale uczyniła to kosztem degradacji robotników rolnych, bezrobocia dużej części jej członków w miastach i zmuszenia do emigracji kilku milionów pozbawionych szans na egzystencję w nowej rzeczywistości. Uczyniła to w sojuszu z kapitałem międzynarodowym i rodzimymi kapitalistami, w tym z przekształcającą się w klasę „normalnych” kapitalistów elitą społeczeństwa realnego socjalizmu.

            Dotykamy tu bardzo istotnej kwestii przekraczania przez sprzeczności i podziały klasowe ram narodowych i ich uwikłania międzynarodowego. Przejście polskiej klasy robotniczej na rynek pracy Unii Europejskiej pozwala na stopniowo rosnącą jej partycypację w przywilejach jakie zostały zdobyte dla Zachodu w wymiarze globalnym przez jego burżuazję. Klasa robotnicza metropolii kolonialnych ma swój udział w imperialnym rabunku kolonii i neokolonialnym wyzysku. Jej relatywnie wysoka pozycja cywilizacyjna i dobrodziejstwa „pokoju społecznego” są  skutkiem walki , ale i przekupstwa możliwego w wyniku kolonialnych podbojów, ruiny gospodarczej „krajów zamorskich”, ludobójstwa i mordu. Nie ma imperializmu, neokolonializmu, bushyzmu bez wspierających militarystów, faszystów i „apostołów demokracji” robotników, nacjonalistów, red necks, którzy w militarnej ekspansji widzą realne korzyści dla swoich rodzin, żon i dzieci… Jak mawiał jeden z moich profesorów: ”Klasa robotnicza to nie święty obrazek”.

            Dobrze urządzeni w kapitalizmie robotnicy, tzw. arystokracja robotnicza, już w dziewiętnastym wieku była przeciwstawiana innym częściom klasy. Bezrobotni byli zazwyczaj marginalizowani przez własną klasę z nie mniejszym okrucieństwem niż mieszkańcy kolonii. Nie pamiętam na przykład, żeby w Polsce przez dwadzieścia lat i przy bezrobociu sięgającym w porywach prawie 20% odbył się choć jeden strajk, choć jedna manifestacja, także związków zawodowych, w obronie bezrobotnych. W obronie zwalnianych i pracujących było ich mnóstwo.

            W układzie międzynarodowym głoszony przez Mao Tse-Tunga podział na światowe miasto wykorzystujące światową wieś, krytyki bogatej Północy żyjącej kosztem biednego Południa a także rozbudowana teorie zależności, systemu-świata / I. Wallerstein, A. Gunder Frank, S. Amin/ podnoszą w mniej lub bardziej bezpośredniej formie właśnie kwestie podziałów i sprzeczności klasowych. Te złożone powiązania o charakterze globalnym mają dzisiaj charakter fundamentalny dla zrozumienia świata. Z globalnego punktu widzenia walka o warunki sprzedaży siły roboczej ma charakter podstawowy. Chodzi zarówno o zdobycie dostępu do dobrych rynków przez robotników z biednych regionów świata, co utrudniają mury, strażnicy i prawo emigracyjne, jak i o obronę uprzywilejowanej pozycji robotników Zachodu przed zalewającą konkurencją. Oczywiście obrona rynku pracy jest sabotowana przez kosmopolityczny kapitał, który woli dogadywać się o warunki kupna taniej siły roboczej migrując w Trzeci Świat, niż respektować wybudowane mury i zasieki na granicach. Wbrew pozorom przeciwnikiem tych barier nie jest wielki kapitał. Mówienie o światowej burżuazji i światowym proletariacie musi te kwestie uwzględniać.

            Nieporozumieniem jest również zakładanie, ze podział klasowy obejmuje wszystkich. Klasy to zjawiska związane z podziałami o charakterze własnościowym istniejącymi w sferze produkcji, cyrkulacji i usług. Obok nich istnieją duże grupy ludzi nie związane z tymi sferami a zatrudnione w szkolnictwie, wojsku, administracji państwowej, kościołach. Ich powiązanie z państwem a także pewne inne cechy położenia społecznego próbuje się ująć w będącej integralną częścią teorii klas teorii stanów społecznych[12]. Stosuje się czasami określenie „klasa pracowników najemnych”, które nie jest czułe na różnice stanowo-klasowe. Ma ono swoje uzasadnienie. Wydobywa bowiem istotną cechę wspólną ludzi żyjących ze sprzedaży swej siły roboczej. Nieostrożne jej stosowanie prowadzić może jednak do nieuprawnionego ignorowania różnicy między stanem a klasą, zacierania różnic we własności siły roboczej. Dzieje się tak przykładowo wtedy, gdy w olbrzymich pensjach i odprawach dyrektorów i menadżerów dostrzegamy tylko sprzedaż siły roboczej, nie widzimy zaś zamaskowanej formy własności wielkokapitalistycznej. Na szczęście przekształca się ona natychmiast w „normalne” posiadanie kapitału i akcji, co nawet dla fundamentalistów empiryzmu stanowi dowodny wskaźnik przynależności do burżuazji.

Klasa ad hoc to z kolei termin użyty przeze mnie w refleksji mającej na celu wyjaśnienie możliwości rewolucji socjalistycznej w Rosji w 1917 roku. Jak wiadomo podstawowym problemem jest zrozumienie możliwości zwycięstwa rewolucji socjalistycznej w kraju, w którym klasa robotnicza była nieliczna[13]. Dane statystyczne pokazują, że w Rosji przedrewolucyjnej klasa robotnicza stanowiła 14,8% zatrudnionych ( w tym robotnicy rolni 3,5%), drobnorolni, chłopi i rzemieślnicy 66,7%,  burżuazja (przemysłowcy, handlowcy, obszarnicy, bogaci chłopi) 16,3% ( w tym bogaci chłopi 11,4%, inteligencja 2,2%). Paradoksalnie okazuje się, że robotników było mniej niż „burżuazji”. Klasa ad hoc to kategoria oddająca niezwykłą sytuację generowaną w tym konkretnym przypadku przez fakt istnienia wojny. Klasę ad hoc stanowią głownie masy chłopskie, które w wyniku światowych sprzeczności kapitalistycznych, rozwiązywanych za pomocą wojny światowej, zostały zmobilizowane i zorganizowane na wzór najnowocześniejszej klasy robotniczej w celu produkcji „mięsa armatniego”. Rewolta takiej klasy jest skierowana przede wszystkim przeciwko występującej na froncie drastycznej formie wyzysku, zmuszającej nie tylko do pracy, lecz wprost i nie w przenośni do poświęcania własnego życia w interesie światowej finansjery. Oczywiście po rewolucji klasa ad hoc przestaje istnieć i pojawia się problem socjalistycznej władzy rad bez klasy robotniczej i w zrujnowanym wojną na wpół feudalnym kraju. Jakie tragiczne są tego konsekwencje widać w okrutnych latach stalinowskich. Termin klasa ad hoc zdaje się dobrze oddawać specyfikę wytworzonej historycznie sytuacji i jest kluczem do rozumienie  problematyki realnego-formalnego podporządkowania pracy w systemie realnego socjalizmu i dramaturgii historii dwudziestego wieku[14].

           

Definicja klasy społecznej

Dotychczasowe rozważania miały charakter pewnych analiz i charakterystyk dokonywanych z ominięciem definiowania pojęcia klas społecznych. Mam ograniczone zaufanie do definicji i ich znaczenia[15]. Zbyt często są one nieudolnym substytutem teorii i wiedzy. Podobnie jest w wypadku definicji klas społecznych. Z przedstawionych uwag widać wyraźnie, że przyjmowana tutaj teoria klas społecznych, teoria walki klas ma związki z Marksowską analizą i teorią kapitalizmu. Jak wiadomo,  sam Marks rozdział o klasach zdołał tylko zatytułować i zacząć… Nie ma więc systematycznego wykładu Marksowskiej teorii klas. Żyjemy ponad sto lat od śmierci Karola Marksa. Nawet staranna rekonstrukcja jego założeń teoretycznych nie wystarczy do analizy nowoczesnego świata. Teoria klas współcześnie to olbrzymia dziedzina wiedzy. Prezentowane tu rozumienie klas nawiązuje jednak do fundamentalnego Marksowskiego założenia zakładającego, że klasy kształtują się na bazie stosunków własnościowych, są więc bytami u swych podstaw ekonomicznymi a nie psychicznymi czy politycznymi. Jest ono również odmienne od wszelkich teorii stratyfikacji społecznej, które w rzeczywistości problematykę klasową podejmują tylko w formie aluzyjnej i starają się być teoretycznym zapleczem pragmatycznej praktyki  w duchu organicystycznych teorii społeczeństwa[16].

Skomplikowany charakter teorii walki klas sprawia, że definicyjne ujęcie zjawiska klas społecznych jest trudne i ma swoją burzliwą historię[17]. W tradycji marksistowskiej – wobec niepozostawienia definicji klas przez Marksa -  najżywsze było odwoływanie się definicji Lenina. Także i dzisiaj w polskiej Wikipedii w haśle „klasa społeczna” centralne miejsce należy, o dziwo,  do definicji Lenina, choć poziom opisu samego hasła jest niezbyt rozwinięty.

Skoro tak – bo przecież Wikipedia to dzisiaj najpopularniejsze źródło wiedzy – spróbujmy przytoczyć opisywaną tam definicje i opatrzyć ją korygującym komentarzem.

„Klasami  - stwierdza definicja - nazywamy wielkie grupy ludzi, różniące się między sobą miejscem zajmowanym w historycznie określonym systemie produkcji społecznej, stosunkiem (przeważnie utrwalonym i usankcjonowanym przez prawo) do środków produkcji, rolą w społecznej organizacji pracy i – co za tym idzie - sposobem otrzymywania i rozmiarami tej części bogactwa społecznego, którą rozporządzają. Klasy – to takie grupy ludzi, z których jedna może przywłaszczyć sobie pracę drugiej dzięki różnicy miejsca, jakie zajmują w określonym systemie gospodarki społecznej[18].

Przyjrzenie się tej wiekowej już prawie definicji ujawnia, że ma ona w świetle wcześniejszych uwag kilka znaczących ograniczeń. Tak więc, w kontekście dotychczasowych analiz, klasy to nie tylko wielkie grupy ludzi. Analiza klasowa może być stosowana do mikro zjawisk społecznych i na poziomie socjologii codzienności. Stosunek do środków produkcji nie polega tylko na prostym „ma” i „nie ma” / jak to się często interpretuje /, ale zakłada skomplikowaną strukturę „miejsc” w społecznym systemie produkcji. W tym sensie klasa robotników rolnych jest inną klasą, niż klasa robotników przemysłowych. Jedna i druga „nie ma środków produkcji”, ale obie są klasami pozostającymi w stosunku do siebie w sprzeczności / choć jest to sprzeczność nieantagonistyczna/. Formuła „przeważnie utrwalonymi i usankcjonowanymi przez prawo” trafnie otwiera możliwość badania czarnego rynku, organizacji przestępczych i różnych innych pozaprawnych ekonomicznych relacji własnościowych. Stosunki własnościowe nie muszą mieć odzwierciedlenia w prawie, mogą być pozaprawne, bądź nawet sprzeczne z prawem i to one są prawdziwą rzeczywistością relacji klasowych.

Stosunek do środków produkcji należy więc rozumieć szeroko. Historia produkuje tu mnogość czasem wręcz przedziwnych form zależności. Trafne w przytoczonej definicji jest zwrócenie uwagi na wynikające stąd zróżnicowanie nie tylko co do wielkości , ale i co do sposobu otrzymywania „części bogactwa społecznego”. Klasy nie są agregatami ludzi o podobnych dochodach. Chłop, robotnik, rzemieślnik, urzędnik mogą otrzymywać tyle samo, ale sposób otrzymywania różnicuje ich nie tylko własnościowo w sensie angażowania w specyficzne typy praktyk gospodarczych o swoistej logice, zasadach i szansach funkcjonowania, lecz również indukuje odmienne, czasem drastycznie odmienne,  zachowania społeczne i polityczne. Drugie zdanie definicji jest skróconym uogólnieniem i podsumowaniem całej definicji. Warto zwrócić uwagę, że nie zamyka ono relacji wyzysku do ram narodu i może być z powodzeniem interpretowane w duchu alterglobalistycznym do klasowej interpretacji w wymiarze planetarnym.

Definicja ta nie zamyka także drogi do klasowej interpretacji podziałów w ramach wielkich klas społecznych różnych społeczeństw. Zdaje się być otwarta na podziały klasowe wynikające z różnic we własności siły roboczej i to tak w łonie narodów, państw, jak i w ujęciu z perspektywy rynku światowego. Co więcej, w całej definicji nie ma ani słowa o burżuazji czy proletariacie. Klasy społeczne nie są więc z jej perspektywy specyficzne dla kapitalizmu. W rozwinięciu możemy dodać, że nawet w ramach samego kapitalizmu podziały klasowe nie mają charakteru statycznego, lecz dynamiczny. Miejsce w określonym systemie społecznym umożliwiające przywłaszczanie pracy innych ludzi to formuła bardzo ogólna i w pewnym sensie tylko trop. Pójść tym tropem, to znaczy dokonać konkretno-historycznej analizy stosunków klasowych, stosunków wyzysku i panowania. Ludowe podziały na biednych-bogatych, burżujów-proletariat należą raczej do świata manichejskich poszukiwań dobra i zła, niż do subtelnych reguł teorii walki klas. I nie chodzi w tym wypadku tylko o to, że wielkie klasy dzielą się na klasy mniejsze, że mamy do czynienia z rozwiniętą strukturą klas i że klasy z różnych formacji społecznych są do siebie niesprowadzalne.

Struktura klasowa ma charakter dynamiczny w sensie jej czułości na rynek gospodarki towarowo-pieniężnej. Chodziłoby więc raczej o rynkową koncepcję klas społecznych, rynkową koncepcję walki klas[19]. Tylko bowiem uwzględnienie rynkowej dynamiki struktury społecznej umożliwia konkretno-historyczne podejście do teorii klas, a więc spełnienie jej fundamentalnego założenia i wymogu teoretycznego. Takie rynkowe rozumienie teorii klas dzieli od przytoczonej definicji prawie sto lat badań, poszukiwań i dyskusji.

 

Klasy a polityka

Klasy, teoria klas, teoria walki klas… Tradycja Marksowska łączy powstanie klas z pojawieniem się polityki i państwa. Polityka to sfera konfrontacji konfliktów klasowych, państwo to forma klasowej hegemonii sprawowanej w celu zapewnienia reprodukcji klasowego panowania. Analiza klasowa nie ma z istoty swej kontemplacyjnego charakteru. Jak mawiał stary Marks: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”.

Klasy, teoria klas, teoria walki klas … znajdują swoje przedłużenie w klasowej polityce.

Spełnieniem teorii klas jest klasowa analiza polityki  i klasowa polityka. Ideologiczna potrzeba prezentowania klasowej polityki jako uniwersalizmu oraz technicznej racjonalności utrudnia sprawę. Ale jeśli teoria klas ma być sobą, to jej istota musi się ujawniać w umiejętności klasowej krytyki status quo i klasowej krytyki polityki politycznych przeciwników, w sztuce obnażania klasowych interesów stojących za kolejnymi posunięciami rządu i za kolejnymi programami konkretnych partii, które przebierając się w coraz to nowe barwy, jak kameleon, przemycają stare klasowe interesy.

            Klasowa analiza i klasowy konflikt wobec reformy służby zdrowia, klasowy sens zniesienia podatków od spadków, klasowy wymiar gwarancji rządowych dla wkładów bankowych do wysokości setek tysięcy złotych …walka o ustawę „kominową”, ograniczającą zarobki menadżerów , walka o płacę minimalną, zniesienie bezrobocia, opiekę przedszkolną i żłobki, długość urlopów, wiek emerytalny, system emerytalny, klasowy sens ruchu wyzwolenia i równouprawnienia kobiet, klasowa polityka kulturalna i oświatowa… Polityka klasowa nie jest łatwa ani oczywista. Często błądzi, czasem bredzi. Rozstrzygniecie czy zrozumienie na czym polega klasowa polityka w konkretnej sytuacji, wobec konkretnej kwestii jest zawsze ryzykowne i dokonuje się „w ogniu walki”. Komunistyczna Partia Polski poparła zamach majowy Józefa Piłsudskiego. Potem uznała to za „błąd majowy”. Zamiast przemian antykapitalistycznych dawny członek Polskiej Partii Socjalistycznej, terrorysta z PPS-Frakcja Rewolucyjna podpisał pakt z polskim ziemiaństwem. Czy dzisiaj, gdy lewicowy pisarz nawołuje do bojkotu towarów produkowanych w Chinach, to dba o warunki pracy robotników chińskich czy neokolonialnie broni rynków światowych przed konkurencją taniej siły roboczej, zagrażającej robotnikom Zachodu i utrwala nędzę Trzeciego Świata?

Sprawa nie była i nie jest łatwa, ale teoria klas likwiduje „niewidzialność” konfliktu i sprzeczności społecznych, likwiduje tabu i de-tabuizuje rzeczywistość społeczną, jest formą obrony racjonalności homo sapiens i racjonalistycznej tradycji Oświecenia. Czyni to jednak na ludzką, nie boską miarę…

            Wspominałem, że teoria walki klas ujawnia, iż najprostszą formą walki klasowej i wyzysku klasowego jest walka o czas pracy. Jeśli we współczesnej Polsce kasjerce w supermarkecie każe się zakładać pampersy, aby nie traciła czasu pracy na „bezsensowne” łażenie do toalety, to jest to śmieszne i skandaliczne. Ale warto wiedzieć, że te pampersy zakłada pracownikowi najemnemu kapitał w celu maksymalizacji wartości dodatkowej i że te pampersy to narzędzie walki klasowej.

W historii maksymalizacji wartości dodatkowej, w historii walki klas, kapitał ważył się wobec pracowników najemnych nie na takie rzeczy…

 



[1] Podobnie przez rząd polski były spłacane udzielane przez państwa zachodnie kredyty na utrzymanie wojska polskiego na Zachodzie. Ich spłatę zdążył zakończyć w końcu lat sześćdziesiątych W. Gomułka.

[2] J. Kochan ”Klasy społeczne. Z historii pojęcia”, Kolegium Otryckie, Warszawa 1990.

[3] Andrzej Walicki dał wyraz takiej świadomości jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. W swej książce „Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii” / Warszawa 1996 / Walicki redukuje cały marksizm z samym Marksem włącznie do zbrodniczej utopii, chiliastycznej wizji raju i zbawienia prowadzącej do ludobójstwa i zbrodni. Obok różnych bredni pisze Walicki także, iż: „Marksowska filozofia historii uzasadniała konieczność niewolnictwa” i że widać ”rzucający się w oczy brak miłości bliźniego” /s.10/. O dziwo, ten autor, piszący swą książkę w celu ostrzeżenia  - jak sam o tym pisze - zachodnich intelektualistów przed zbrodniczym Marksem uchodzi w Polsce za lewicującego intelektualistę! Widać uznaje się, że kto pisze o Marksie, ten jest lewicowy… a książka jest za gruba, żeby ja przeczytać. Analiza tej kuriozalnej książki Walickiego znajduje się w mojej książce „Życie codzienne w matriksie” / Warszawa 2007, zwłaszcza strony 59-73/.

[4] Nie zachowuję tutaj tytułu z polskiego przekładu PWN  /”Pan i niewolnik”/ponieważ w swojej książce „Wolność i interpelacja” argumentowałem na rzecz tłumaczenia go jako „Pan i parobek” /po niemiecku „Herr und Knecht”, po angielsku tłumaczenie brzmi „Lord and Bondsman”/. Analiza Hegla nie dotyczy bowiem tylko niewolnika, lecz odnosi się do wszelkich historycznie występujących prac produkcyjnych. Dlatego „niewolnik” budzący  w polskiej tradycji tylko egzotyczne lub antyczne asocjacje kompletnie nie oddaje intencji teoretycznych Hegla. Genialnie chwyta istotę sprawy Witold Gombrowicz w „Ferdydurke”, gdzie„zbratanie się z parobkiem” i sam „parobek” są figurami oddającymi istotę sprzeczności klasowej i wyzysku.

[5] Jest to bardzo ważna uwaga. Bywało bowiem i tak, że poszukiwacze feudalizmu w kulturach prekolumbijskich stawali bezradni np. wobec faktu nie posiadania przez chłopów ziemi. Byli  skonsternowani faktem prowadzenia upraw rolnych na zbudowanych tratwach pływających po jeziorach i wykorzystujących – jakbyśmy to dzisiaj określili – technikę hydroponiczną, co przy ciepłym klimacie pozwalało na trzy- czterokrotne „żniwa” w roku. „Fakt” i „konkret” często oślepiają, jeśli za erudycją historyczną nie idzie teoria i abstrakcja.

[6][6] Zbieranie chrustu w lesie królewskim, czasem nawet polowanie, ale nie na jelenie. Doskonale o tym wiedział Robin Hood. Kultura europejska jest niezwykle bogata w dokumentację śladów przekształceń własnościowych. Spór o serwituty był przedmiotem zainteresowania Marksa w latach jego dziennikarskiej aktywności w Niemczech i  pośrednio zaowocował koniecznością jego emigracji. Opisana przez Reymonta w „Chłopach” walka o las dotyka tej samej kwestii przechodzenia od specyficznych feudalnych stosunków własnościowych do „normalnych” kapitalistycznych. Wspólny przez setki lat las w świetle kapitalistycznego rozumienia własności okazuje się być niczyj.            

 

[8] W „Martwych duszach”  Gogol przedstawia taki skrajny przypadek w sposób brawurowy.

[9] Jak głosiło porzekadło „Stadt luft macht frei” / było ono znane też po polsku: „Powietrze miejskie czyni wolnym”/.

 

[10] Opisany najdramatyczniej chyba przez Morusa w „Utopii” i Marksa w zamieszczonym w pierwszym tomie „Kapitału” rozdziale „O tzw. akumulacji pierwotnej”.

[11] Piszę „teoria walki klas” i przypominam w tym miejscu jej Marksowskie źródła ponieważ współcześnie zbyt często mówi się tylko o „teorii klas” / oczywiście jeśli w ogóle się o niej mówi /. Termin „walka” jest z uporem usuwany. Sprzeczność, konflikt są na cenzurowanym, a co dopiero „walka”. Dlaczego? Chodzi oczywiście o organicystyczne pojmowanie społeczeństwa i apologetyczne zacieranie, likwidowanie wszelkiej możliwości nawet mówienia o sprzecznościach, konflikcie, wyzysku… Zwłaszcza u nas w Polsce, w kraju, w którym nie ma burżuazji ani kapitalistów są tylko pracodawcy i pracobiorcy, co oczywiście stawia świat na głowie. W Polsce kapitalista nie uzyskuje wartości dodatkowej. On  d a j e  pracę! Są to oczywiście skrzętnie wykorzystywane resztki paternalizmu feudalnej jeszcze proweniencji, możliwe do uruchamiania w kraju relatywnie zacofanym.

[12] W rozwiniętej postaci teoria stanów występuje już u Hegla, ma ona swoją rozbudowaną pozycję także w pracach Maxa Webera. W Polsce teoria stanów znalazła swoje miejsce w bogatej twórczości St. Kozyra-Kowalskiego i Jacka Tittenbruna. Patrz zwłaszcza: St. Kozyr-Kowalski, Socjologia, społeczeństwo obywatelskie i państwo, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 1999.

[13] A. Czubiński, Kraj Rad: lata zwycięstw i zmagań, Warszawa 1973, s.12.

[14] Więcej na ten temat pisałem w „Życie codzienne w matriksie”, Wydawnictwo SCHOLAR, Warszawa 2007, s. 44-55. Rozróżnienie realne i formalne nawiązuje oczywiście do zastosowania tych kategorii do opisu powstawania kapitalizmu w pierwszym tomie „Kapitału” K. Marksa / problem formalnego i realnego podporządkowania pracy kapitałowi/ / t. 1, s. 375-376/.

[15] To ograniczone zaufanie datuje się od czasu, gdy w starożytności próbowano zdefiniować człowieka jako istotę dwunożną pozbawioną piór.

[16] Z grubsza biorąc. Bowiem na przykład koncepcja klas P. Bourdieu formowana w oparciu o wyróżniony kapitał społeczny, kulturowy, ekonomiczny i symboliczny oczywiście otwarta jest na sprzeczności i konflikt. Apologetyka u Bourdieu pojawia się w chwili pochopnego rozszerzania kategorii kapitał na społeczny, kulturowy i symboliczny… co zamazuje istotę podziałów klasowych o charakterze antagonistycznym. Ginie zasadnicza różnica między klasami posiadania i klasami zarobkowymi / mówiąc słowami MaxaWebera /.

[17] Szeroko o dziejach teorii klas w Polsce pisałem w książce „Klasy społeczne. Z historii pojęcia”, Warszawa 1990, o sporach wokół definicji klas w artykule „Leninowska definicja klas społecznych w polskiej socjologii powojennej”, „Prace Filozoficzne Uniwersytetu Wrocławskiego” 1989/LXI, s.75-94.

[18] Jest to definicja z W. I. Lenin, Dzieła, t.29, s.415. W przekładzie definicji uwzględniłem poprawkę jej tłumaczenia zaproponowaną przez Jarosława Ładosza. Patrz J. Ładosz, Marksistowska teorie walki klas, Warszawa 1969, s. 53.

[19] Wydaje się, że tą też stronę, w stronę rynkowego rozumienia teorii klas szła refleksja , którą uprawiał Ralph Miliband w książce The State In Capitalist Society.

Cytat Ze stracha na stracha spokojnie przelatują wróble.

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki