Nk on-line

Czytelnicy Karola Marksa

02/10/2019

 

 

 

           Jerzy Kochan                              

 

            Czytelnicy Karola Marksa[1]

 

   Wszelkie nasze lektury mają swoją historię, tak jak i historię swą mają książki, które czytamy i nie są to te same historie.

I.

            Na przykład Polska. Czytanie Karola Marksa w dwudziestym pierwszym wieku w Polsce jest szczególnie ekscytujące nie tyko dlatego, że lektura Marksa, tego nie tylko genialnego teoretyka, ale i genialnego pisarza – cóż może się równać na przykład z jego [Pracą wyobcowaną]  z młodzieńczych Rękopisów paryskich – jest niezwykłym przeżyciem intelektualnym. Fascynujący charakter lektury Marksa w Polsce to dzisiaj także lektura teoretyka, badacza, który w ramach międzynarodowego ruchu rewolucyjnego położył fundamenty pod ruch intelektualny, społeczny, polityczny i ideowy, który swoim bezpośrednim praktycznym celem historycznym uczynił obalenie kapitalistycznego państwa, dokonanie rewolucji socjalistycznej i stworzenie zasadniczo nowej, opartej o społeczną własność środków produkcji, cyrkulacji i usług,  cywilizacji. Ta nowa cywilizacja powiązana jest w ujęciu Marksa nie tylko z końcem kapitalizmu, w tym zwłaszcza jego wyzysku, militaryzmu, chaosu i marnotrawstwa, ale z o wiele bardziej fundamentalnym końcem wszelkich społeczeństw klasowych opartych na zinstytucjonalizowanym w formie własności prywatnej wyzysku i związanym z nim panowaniu politycznym i militarnym.

            Tymczasem we współczesnej Polsce mamy chyba raczej do czynienia z powszechną akceptacją tez o nieśmiertelności kapitalizmu i prywatnej własności środków produkcji. Z pielęgnowaną od lat, w tym od początku przez NSZZ Solidarność, miłością do skrajnego liberalizmu, Margaret Thatcher, Ronalda Reagana, wszystkich po kolei prezydentów USA… Młode pokolenie zostało już wychowane w duchu kryminalizacji i prześladowań tradycji socjalistycznej, komunistycznej, marksistowskiej. W utrwalanym za pomocą ideologicznych aparatów państwa kapitalistycznego przekonaniu, że TINA /  There is no alternative/, że „państwo dobrobytu” to lewacki pomysł, że każdy musi dbać o siebie… Polska stała się najbardziej proamerykańskim, a nawet chyba  neoliberalnym, w sensie politycznym, krajem. Z krajowego parlamentu, z polskiego sejmu zostały wyeliminowane partie i siły polityczne w jakikolwiek sposób odwołujące się do Karola Marksa. Nie ma nie tylko komunistów, ale i socjalistów, socjaldemokratów… nie ma „zielonych”. Scena polityczna została w istocie zajęta przez duopol, którego fundamentem jest swoisty sojusz paranoidalnego peryferyjnego i militarystycznego neoliberalizmu z machiną organizacji i instytucji reakcyjnego skrzydła kościoła katolickiego. Barbarzyństwo neofickiego liberalizmu znajduje swoją sakralizację poprzez klerykalizację państwa i całej przestrzeni publicznej.

            Ten swoisty sojusz krzyża z neoliberalizmem przedstawiany jest jako kwintesencja nowoczesności, świętości i naukowości. W Polsce te dwa kulturowe trupy trzymają się krzepko w objęciach i czerpią z tego  niespożytą zdawać by się mogło siłę do panowania i wyzyskiwania zdezorientowanych mas pracowniczych.To pobojowisko historii i kultury poddane jest okupacji sprostytuowanej kultury popularnej i zadeptywane tłumami pielgrzymek.

            Jeśli możemy mieć do czynienia z klęską człowieka Oświecenia, to jest to na pewno możliwe w Polsce. Obecnie jest gorzej niż w przedwojennej II RP Witosa czy Piłsudskiego. Co prawda nawet jeszcze po amnestii w 1938 roku w więzieniach sanacji siedziało aż 3 500 więźniów politycznych, a poziom analfabetyzmu, niedożywienia i wyzysku społecznego był straszny, ale istniała przynajmniej walcząca o zmiany socjalistyczna i komunistyczna alternatywa polityczna, obecna szeroko w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym. Dzisiaj w Polsce panuje polityczny spokój. Toczą się drobne targi o kariery pojedynczych sędziów Trybunału Konstytucyjnego i wokół problemów aborcji i in vitro. Co do reszty panuje w zasadzie między podstawowymi podmiotami politycznymi zgoda, nawet z opozycją pozaparlamentarną. Unia Europejska, NATO, neoliberalizm, militaryzm, klerykalizm i kryminalizacja wszelkiej systemowej alternatywy.

            Utrwalanie hegemoni politycznej i kulturowej nie jest niczym nowym, a raczej jest normalnym stanem kapitalistycznego społeczeństwa. A jednak, gdy przyjrzymy się  obecności polskich parlamentarzystów w parlamencie Unii Europejskiej, to w oczywisty sposób dociera do nas, że kłócące się w krajowym sejmie partie polityczne przynależą do klubu europejskich  partii ludowych / czyli chadeckich / lub lokujących się na prawo od europejskich chadeków dziwadeł politycznego prawego marginesu Europy.

            Przez Polskę przetacza się fala nieokiełznanego nacjonalizmu. Jest on w swych treściach określany przez wrażliwość kibolską i majaki jakie zostały w głowach po nauczaniu dzieci historii według wzorów Instytutu Pamięci Narodowej, swoistej inkwizycji historycznej o nadzwyczajnych uprawnieniach do wprowadzania stanu wojennego w obszarze społecznej świadomości historycznej, która obdarzona jest niezwykłymi instrumentami sprawowania władzy… od  historyków po prokuratorów, od archeologów po prasę, książki, media, programy nauczania, badania naukowe, publicystykę. Od wsadzania do więzień, po zhańbienie i poniżenie konkretnych osób, ich rodzin, środowisk. Są to instrumenty, które pozwalają dekomunizować ulice,  także Ludwik Waryński, Adam Próchnik nie mają szans, podobnie jak przodownicy pracy czy dąbrowszczacy / polscy ochotnicy walczący z faszystami w obronie republiki hiszpańskiej w latach trzydziestych dwudziestego wieku / , ale i kanonizować skrajną reakcję spod znaku Narodowych Sił Zbrojnych, nawet maniaków zbrojnej walki z lat pięćdziesiątych i zdrajców stanu w osobie na przykład Kuklińskiego. Takiej dogłębnej kryminalizacji lewicy towarzyszy ledwo skrywany antysemityzm, rasizm i katolicki fundamentalizm. To „ministerstwo prawdy i sumienia ” jest instytucją bezpośredniej walki politycznej bez precedensu w polskiej historii i polskiej kulturze. Teraz, w dwudziestym pierwszym wieku ta jego niezwykłość i wyjątkowość jest kompletnie przysłonięta zgodną wolą rządzących i opozycji.

            Pożyteczna dla władzy funkcja promowanego nacjonalizmu polega na przekierowywaniu niezadowolenia społecznego w ten sposób, aby było one niegroźne dla systemu neoliberalnego i peryferyjnego wyzysku w tzw. „bliskich koloniach” i wytwarzaniu spontanicznie dyspozycyjnych wobec niego obywateli, odrzucających nie tylko wszelki socjalizm czy komunizm, ale podciągających pod to miano także wszelkie wymysły o państwie opiekuńczym, welfare state, o społeczeństwie odrzucającym nacjonalizm, rasizm, patriarchat, homofobię, fundamentalizm religijny czy rasizm kulturowy… i wszelkie inne nowinki. Kibol z dopiętymi  husarskimi skrzydłami to jego logo. Ten  odpowiednik amerykańskich red necks, to polski sok z buraka, jak mówią złośliwi czy też jak mówią złośliwi i bardziej dosadni wyciąg z fiuta.

            Z przespania przez obywateli procesu „transformacji ustrojowej”, którego istotą okazała się wyprzedaż majątku narodowego, dzika reprywatyzacja i prosty rabunek, wynikła swoista trauma ugruntowana ekonomicznie, społecznie i politycznie. Jest ona mocno umocowana w realnym bycie społecznym i niemożliwa do prostego zanegowania. Da się ją natomiast zagospodarować i do tego służą zabezpieczające reprodukcję kapitału środki przymusu państwowego i  aparaty ideologiczne państwa. Budowana organicystyczna, harmonijna solidarność narodowa ma zasłaniać rozdzierające społeczeństwo sprzeczności społeczne i zaostrzające się stosunki wyzysku. Nie jest bowiem tak, aby na obaleniu socjalizmu stracili lub zyskali wszyscy.

            Klasowa analiza ukazuje skomplikowany charakter realizujących się przemian. Z perspektywy pracowników najemnych podstawowym ich plusem jest otwarcie najlepszego rynku pracy na świecie dla polskich właścicieli samej tylko siły roboczej. Polski pracownik najemny uzyskał dostęp do rynku pracy Unii Europejskiej pośrednio, poprzez wejście obcego kapitału na polski rynek i wejście Polski do UE, i bezpośrednio, poprzez możliwość wyjechania do Irlandii,  Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Dokonało się to kosztem destrukcji własności społecznej i otwarcia rynku na swobodne harcowanie kapitału zagranicznego, wspomaganego na różne sposoby przez kompradorski rząd polski. Kosztem bezrobocia sięgającego w porywach 20% zatrudnionych i kosztem drenażu siły roboczej w formie prawie trzymilionowej stałej emigracji zarobkowej.

            Straty są oczywiście o wiele większe, niż te w prosty sposób wymierne. Można zasadnie mówić o realnej i skutecznej kontrrewolucji, likwidującej realny socjalizm i cały związany z nim system wartości, cały swoisty paradygmat kulturowy. Oznacz ona na przykład prawie kompletną prywatyzację bankowości w Polsce i opanowanie jej przez banki zagraniczne, ale także opanowanie rynku prasy i mediów elektronicznych przez zagraniczne grupy kapitałowe, również totalną klerykalizacją życia społecznego, powrót reakcyjnej polityki reprodukcyjnej / kwestia środków antykoncepcyjnych, kontroli urodzin, aborcji, in vitro… /, oznacza także generalne wmontowanie Polski w nowy międzynarodowy podział pracy, eliminujący ją i jej obywateli  z działów wysokich technologii, z produkcji wysokoprzetworzonej i technologicznie zaawansowanej, tworzący z Polski bliski i tani rynek słabo opłacanej siły roboczej, pozbawionej własnych organizacji społecznych, związkowych, konsumenckich i politycznych, poddany nadzorowi kompradorskiej władzy własnych elit. Opisy katastrofy są zresztą znane z prac profesorów Jacka Tittenbruna, Tadeusza Kowalika czy Witolda Kieżuna.

            W świadomości społecznej przeprowadzona przemiana została przy użyciu wszystkich pozostających do dyspozycji władzy środków  zapisana jako transformacja ustrojowa usuwająca stan rzeczy, który był ślepym zaułkiem historii i wynikiem dzikiego gwałtu zadanego wbrew naturze człowieka w ogóle i wbrew woli narodu polskiego. Koniec krwawego i zbrodniczego bezsensu w Polsce traktowany był jako jednoczesny jego koniec w wymiarze światowym. Stąd też czerpano i czerpie się nadal paliwo dla kolejnego odgrzewania mesjanistycznych interpretacji narodowych i kształtowania dumy z tak wielkiego wkładu narodu polskiego w zbawienie świata od komunizmu, na dodatek na drodze pokojowej i z jednocześnie przyniesioną przez Papieża Polaka dobrą nowiną głębokiego, religijnego sensu każdej ludzkiej egzystencji, zwłaszcza Polaka, dobrą nowiną, której niezwykły sens ziemski wspiera jeszcze oczywiście obietnica zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy ludzkiej… Neoliberalny dyskurs, realnie od zawsze zarzucony w krajach zaawansowanego kapitalizmu, gdzie interwencjonizm państwowy w gospodarce i mocna pozycja sektora państwowego są czymś oczywisty i fundamentalnym, został w Polsce entuzjastycznie zaakceptowany i neoficko zrealizowany. Tymczasem pełni on współcześnie na świecie rolę eksportowanej za granicę machiny wojennej w krajach peryferyjnego kapitalizmu czyniąc z nich bezbronne pole dla ekspansji kapitału neokolonialnego i  towarów produkowanych w zglobalizowanym świecie wielkich korporacji.

            Podobnie, polski parafialny katolicyzm, ostoja konserwatyzmu i prowincjonalizmu, dokonał ekspansji politycznej i kulturowej w imię prawdy i humanizmu, które realnie okazały się bigoterią i dewocją, zacofaniem i nieuctwem, promowaniem zakurzonych rytuałów i gminnego kiczu. Spektakularnym przejawem tej tendencji jest fala budowania pomników Jana Pawła II w Polsce, ten maniakalny wykwit bezprecedensowego kultu jednostki, i powoływanie szkół jego imienia… tysiące pomników i setki szkół im Polaka-papieża, tworzących całe sieci szkół jego imienia, rodzą też pokusę tworzenia wielkich budowli, współczesnych piramid polskiego katolicyzmu jak pomnik Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie, bazylika w Licheniu czy Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie. Wymiar transcendencji uzupełniany był ochoczo o idee „końca historii”, które dopełniać miały jedną wielką uniwersalną stabilizację na bazie dwóch pewnych filarów cywilizacyjnych : kapitalizmu i katolicyzmu.

            Codzienny świat zróżnicowanej konsumpcji i neoliberalnego darwinizmu znajdował swoje totalne wsparcie w nauce, w dziedzinie teorii, na wyższych uczelniach. W ciągu kilku lat marksizm i marksiści wyparowali z polskiej przestrzeni publicznej. Z tysięcy badaczy, teoretyków, naukowców nie zostało prawie nic. Nie obeszło się bez masowego stosowania różnych środków administracyjnych, ale fenomen tak masowej rejterady intelektualnej i dezercji teoretycznej zaskakuje swoją skalą i bezkonfliktowością. W Polsce, kraju o wielkich tradycjach socjologicznych i wspaniałym dorobku wielkich badaczy takich jak Kazimierz Kelles-Krauz, Ludwik Krzywicki, Stanisław Ossowski, Julian Hochfeld, Adam Schaff, Zygmunt Bauman, Maria Hirszowicz, Włodzimierz Wesołowski, Jarosław Ładosz, Stanisław Kozyr-Kowalski, Jerzy Wiatr, ale także przecież Jerzy Szacki, Jerzy Kmita, Marek Siemek, Leszek Nowak, Piotr Sztompka … likwidacji podlega problematyka klas społecznych, klasy społeczne przestają istnieć i są – wraz z całym marksizmem – składane na wysypisku historii.            Ateizm i świeckość szkolnictwa czasów Polski Ludowej zastępowany jest zaś powszechną katechizacją od przedszkola, do grobowej deski i powszechnie publicznie prześladowany, jako ostoja relatywizmu i nihilizmu moralnego, upadku człowieka i jego demoralizacji, zezwierzęcenia. Marksizm i ateizm podlegają powszechnemu prześladowaniu i potępieniu. Łamane są przy tym wszelkie prawa i konstytucja. Masowe nawrócenia, realne i czysto koniunkturalne, są na porządku dziennym, także w przypadku przyszłych premierów i innych dostojników państwowych. Nawet głoszący się odważnie agnostykami politycy uznają uniwersalną wartość norm moralnych katolickiego dekalogu i w swej praktyce publicznej sprzyjają powszechnej klerykalizacji i rośnięciu ekonomicznej, oraz politycznej potęgi kościoła jako ziemskiej instytucji.

            Ta zdumiewająca dyspozycyjność kręgów naukowych, intelektualnych  wobec nowego systemu społecznego, wobec nowego kapitalistycznego Pana ad oculos prezentuje politycznie usługowy charakter inteligencji wobec klasy panującej. I znów, jak to z łatwością bywa zwłaszcza na etacie państwowym, można traktować siebie jako nosiciela niezależnej obiektywnej prawdy, tym razem radykalnie innej.

            Naszkicowany pokrótce obraz zmiany społecznego kontekstu lektury dzieł Karola Marksa jest przejmujący i jakby zupełny. Dzieło naprawy błędu historii jakby się dokonało. Na polu bitwy pozostali nieliczni krytycy marksizmu; nieliczni, bowiem żadnej merytorycznej krytyki marksizmu jako filozofii, jako teorii , jako nurtu teoretycznego i prądu intelektualnego nikt nie przeprowadził. Został on politycznie zmieciony „z oczywistych względów”… bo Jaruzelski, bo Stocznia, bo Wałęsa, bo Katyń, bo USA i kapitalizm versus Korea Północna i Kuba… toteż i krytyka czy dyskusja z marksizmem była w zasadzie niepotrzebna. Wystarczył publicystyczny kij bejsbolowy i Instytut Pamięci Narodowej. Nie przypadkiem swoistą biblią krytyki marksizmu jest dalej praca Leszka Kołakowskiego „Główne nurty marksizmu”, która powstała w latach sześćdziesiątych i jest pióra zagorzałego kiedyś marksisty i wojującego ateisty. Nic poważniejszego teoretycznie przez pół wieku nie powstało.

            W wyniku więc jakby rejterady, politycznej eliminacji czy swoistego unieważnienia tradycji i aktualności marksizmu, na opuszczone pole weszły różne, doskonale zinstytucjonalizowane formy refleksji teologicznej i pragmatycznie zakreślone badania i popularyzacje, których rola polega na,  z jednej strony, płaskim zinstrumentalizowaniu wiedzy w ramach konieczności reprodukcji funkcjonowania kapitału / na przykład  w miejsce badań struktury społecznej, wyzysku, sprzeczności społecznych badanie opinii publicznej, socjologiczne badania marketingowe rynku piwa czy zaufania społecznego /, z drugiej zaś strony, na  zajęciu się refleksją w ramach pozbawionej ontologii społecznej pragmatyki politycznej, etycznej czy decyzyjnej, której w jakimś sensie ukoronowaniem jest kognitywistyka i coaching. Towarzyszy temu radykalne ograniczanie „niepraktycznych” przedmiotów i poświęconych im godzin w ramach studiowania na wyższych uczelniach. Eliminuje się więc w imię praktyczności, i w imię oszczędzania, wszelką wiedzę ogólną, teoretyczną,, która mogłaby postawić pytanie o przyszłość, o rzeczywistość post-kapitalistyczną, wzbudzić podejrzenia, że jednak inny świat jest możliwy. Neoliberalna nowomowa i perspektywa wyścigu szczurów w ramach społeczeństwa ślepej konsumpcji tworzą totalne zasłony epistemologiczne i kształtują „zdrowy rozsądek” na miarę bezsilnej rezygnacji i totalnego ujednowymiarowieniu, przed którym dawno ostrzegał Herbert Marcuse. Jak trafnie głosi Slavoj Žižek, dzisiejsi obywatele łatwiej są sobie w stanie wyobrazić inwazję Marsjan czy powrót dinozaurów, niż upadek kapitalistycznego porządku. Uważają go za naturalny i oczywisty na wszelkie możliwe sposoby.

            Koniec historii wydaje się więc jakby oczywisty, i to koniec historii dzięki Polakom… Czy jednak polityczną i administracyjną eliminację marksizmu w Polsce należy uznać za wystarczający dowód jego nieprawdziwości, jego bezsensowności i szkodliwości. Jaką  zasadą musiałaby się kierować taka koncepcja prawdy, pecunia non olet? Czy cuius regio, eius religio?

            A może jest inaczej? A może okres Polski Ludowej to w rzeczywistości spóźnione polskie Oświecenie połączone z nadrabianiem zapóźnienia cywilizacyjnego peryferyjnego kapitalizmu? Reforma rolna, industrializacja, socjalistyczne uprzemysłowienie, to przecież w rzeczywistości spóźniona tzw. akumulacja pierwotna. Antysocjalistyczny bunt może być nie tylko walką o dostęp do lepszego rynku pracy w krajach rozwiniętego kapitalizmu zachodniej Europy, ale także konserwatywnym odreagowywaniem intensywnych procesów modernizacyjnych, analogicznym do irańskiego buntu religijnego z ajatollahem Ruhollahem Musawim Chomeinim na czele. Migracje ze wsi do miasta, walkę z analfabetyzmem, powszechność dostępu do oświaty czy odbudowę kraju po wojennych zniszczeniach trudno uznać za zjawiska społeczne charakterystyczne dla socjalizmu. To raczej nadrabianie ogólnego cywilizacyjnego zacofania sanacyjnej Polski i niszczycielskich skutków wojen imperialistycznych.

            Rewolucja socjalistyczna, socjalistyczne wychylenie w historię, w przyszłość to bezprecedensowy sukces realizacji ideałów społeczeństwa postkapitalistycznego, socjalistycznego, w warunkach nadrabiania zacofania peryferyjnego kapitalizmu. Likwidacja bezrobocia, uspołecznienie środków produkcji i objęcie ich strategicznym planowaniem społecznym, powszechna bezpłatna służba zdrowia, powszechny, bezpłatny dostęp do wszelkich szczebli szkolnictwa, rozbudowany system opieki przedszkolnej, likwidacja analfabetyzmu i rewolucja kulturalna, radykalne zmiany prowadzące do równouprawnienia kobiet, likwidacja rasizmu, nacjonalizmu i militaryzmu, wielki triumf wielowymiarowego realnego humanizmu, będącego spadkobiercą całej tradycji oświeceniowej wzbogaconej o dorobek światowego ruchu socjalistycznego i towarzyszącego mu marksizmu… Realizacja tego wszystkiego w warunkach zacofanej i zdemolowanej przez drugą wojnę światową i nazistowskie ludobójstwo Polski, w warunkach zimnowojennej konfrontacji alternatywnych systemów politycznych i walki światowego kapitalizmu o likwidację ruchu socjalistycznego, walki grożącej w każdej chwili wojną atomową, otóż realizację tych reform i to w tak wielkim zakresie można uznać za prawdziwy cud dwudziestego wieku. Widać to wyraźnie od ponad dwudziestu pięciu lat, gdy możemy na co dzień obserwować likwidację przez kapitalistyczne państwo coraz to innych „nieuzasadnionych przywilejów” pracowniczych, z prawem do pracy i prawem do ośmiogodzinnego dnia pracy na czele, czy też wieloletnie wyprzedawanie zbudowanego w czasach realnego socjalizmu przemysłu w ręce zagranicznego kapitału dla bieżącego ratowania pogrążającego się w przepaści zadłużenia budżetu państwa.

 

II.

            Marksowski, marksistowski socjalizm czy komunizm to projekt, który odpowiadał i odpowiada na pytania „co robić?” i „co po kapitalizmie?”. Współcześnie pytania te są również aktualne i wymagają odpowiedzi. Gdy obserwuje się zmagania różnych interesów, różnych sił społecznych w coraz to innych państwach i na różnych kontynentach, to widać wyraźnie, że o odpowiedzi na to pytanie toczy się także i dzisiaj intensywna walka. Z perspektywy polskiej może się wydawać, że prawie powszechnie ukształtowano przekonanie społeczne, że upadek realnego socjalizmu w Europie Wschodniej, to ostateczny dowód na koniec socjalizmu.

            Czy więc istnieje przyszłość? Nie w sensie fizycznego czasu oczywiście tylko w sensie możliwości jakiejkolwiek epoki, sposobu produkcji po kapitalizmie? Po upadku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i innych państw socjalistycznych Europy środkowej i wschodniej hasło „koniec historii” samo się narzucało i zostało ogłoszone. Zrobił to nieopatrznie Francis Fukuyama, ten żałosny McHegel,  quasi teoretyczny twórca fast foodów ideologicznych na zamówieni aktualnych rządów amerykańskich. Zostawmy jednak tego nieszczęsnego politologa  w spokoju. Sprawa jest fundamentalna dla historii powszechnej!

            Czy można na serio formułować naukowe stwierdzenie, które przyjmowałoby, że po wspólnocie pierwotnej, po niewolnictwie, feudalizmie nastąpi zatrzymanie historii i żadnej innej jakościowo odmiennej formy organizacji życia społecznego nie będzie? Czy można coś takiego powiedzieć w epoce, w której „parowóz dziejów” pędzi jak chyba nigdy dotąd?

Oczywiście, że można… ale za pieniądze, albo z bezbrzeżnej głupoty.

            Jeśli postawilibyśmy jednak te kwestie na poziomie teoretycznym, to trzeba by przedstawić dowody na to, że … No właśnie, nawet nie, że socjalizm nie jest przyszłością kapitalizmu i że Marks nie ma racji. Ale przede wszystkim dowód na to, że wszystkie te dynamicznie dotykające nas zmiany, od telefonu komórkowego i Internetu po ofensywę międzynarodowych korporacji i  globalizację, w sposobie produkcji i formacji kapitalistycznej nic nie zmienią i kapitalizm będzie już na zawsze, po koniec świata. Tymczasem nigdzie takiego dowodu nie ma i nikt roztropny, poza tym prymusem, Fukuyamą, aż w takie straceńcze deklaracje się nie zapędzi. Możemy za to przy tej okazji  obserwować dwie widoczne tendencje.

            Pierwsza z nich kompletnie nie bawi się w żadne długoterminowe przewidywania, całkowicie koncentrując się na bieżącej dyspozycyjności wobec kapitału i burżuazyjnej władzy. Nauka splątana systemem finansowania, grantami, projektami badawczymi, zamówieniami wojskowymi posłusznie produkuje potrzebną wiedzę i zarabia pieniądze. Klasowy charakter dominacji burżuazji ma swój wyraz także w polityce naukowej i w samych badaniach. Są to znane wymiary hegemonii kulturowej klasy panującej, sposoby panowania ducha burżuazji w podporządkowanym społeczeństwie. Wiemy o tym doskonale, że nawet jeśli ktoś zajmuje się małymi samolocikami, to mogą się one po pewnych przeróbkach nadać na broń służącą do mordowania. Nie inaczej jest w naukach humanistycznych i społecznych. Stąd też, prowadzone badania są programowane społecznie jako z gruntu immanentne wobec kapitalistycznego systemu społecznego. Mogą być wobec aktualnej jego formy transgresyjne, ale ta ich transgresyjność narusza system jakby tylko na chwile, a satysfakcję czerpie z tego, co jest istotą transgresyjności: z naruszania granic i z powrotu z tej wycieczki. Transgresja nie zmienia systemu. Kapitalizm transgresję oswoił. Pozwala jej być jeszcze jednym dowodem na swą  wolność i otwartość. Ale czyni tak przede wszystkim dlatego, że to, co transgresyjne, jest transgresyjne relatywnie, tylko wobec pewnych historycznych form kulturowych, które nie mają związku bezpośredniego z istota społeczeństwa kapitalistycznego i nie prowadzą do jego zanegowania.

            Walka o zakaz bicia dzieci, o równouprawnienie kobiet,  tolerancję czy afirmację dla różnych orientacji seksualnych, różnych ras i wiele innych podobnych zjawisk bywały na początku skandalem i czymś absolutnie nie do przyjęcia. Piszę tutaj o bardzo poważnych kwestiach, lecz można to odnieść i do opalania nago, strojów kąpielowych bikini, całowaniu się na ekranie kinowym i masy innych obyczajowo-kulturowych zjawisk. W  przypadkach tego typu w wielu aspektach nastąpił przełom. Kapitalizm połknął te „rewolucyjne” zmiany, jak połknął też pigułkę antykoncepcyjną, i połknął je dlatego, że są one niegroźne dla rdzenia kapitalizmu, ale i dlatego, że pojawianie się takich pól konfliktów, transgresji i ich ostatecznej akceptacji wytycza zastępcze, bezpieczne płaszczyzny konfliktów. Przykrywają one to, co istotne. Stanowią jeszcze jedną formę budowy społecznych zasłon epistemologicznych. Są formą kreowania zarządzania chaosem.

            Powiązanie badań z tak rozumianą praktyką dominacji kulturowej burżuazji ma oczywiście wielki wpływ na potoczną świadomość społeczną i polityczną. Wszelkie badanie „niepraktyczne” wydają się bezproduktywne i zbędne.  Praktyczne to najlepiej te, które prowadzą do  natychmiastowego wymiernego zysku w gotówce. Jest też faktem, że z wszelkich nauk o charakterze bardziej światopoglądowym, niż praktycznym kształtować się może perspektywa poddawania w wątpliwość sensowności panującego systemu, jego racjonalności i humanitaryzmu[2].

            Druga tendencja wiąże się z ogólnie negatywną oceną zdolności poznawczych nauk społecznych i humanistycznych. Rozpowszechnia się często, i gdzie się tylko da, twierdzenia o niezwykłej specyfice nauk społecznych, o ich „nienaukowości”, ekspresyjnej funkcji, ideologicznym charakterze i temu podobne stare bajki, mające okres ciągle przedłużanej świeżości. Teoretyczne blagierstwo tego typu szerzy się powszechnie. Ma ono w arsenale jeszcze jedną broń, to jest twierdzenie o nieprzewidywalności przyszłości społecznej, historycznej. Tu przewaga nauk przyrodniczych ma być powalająca i oczywista. Nie czas  na obszerne referowanie tych pomysłów i obnażanie kolejny raz ich bezsensowności, rozumiemy ich ideologiczną i polityczną funkcję: ani słowa, że kapitalizm może się zawalić, ani słowa o tym, że wyzysk, miliarderzy, śmierć głodowa, wojny nie są dane raz na zawsze, nie należą do natury istoty ludzkiej, lecz mają charakter społeczny, społeczną genezę powstania i społeczne możliwości likwidacji.

            Powiedzmy jednak choćby to, że historycznie rzecz biorąc już żyjący na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku Giambattista Vico twierdził, że o wiele łatwiej poznawać człowieka, niż przyrodę, bo z człowiekiem wszyscy mamy kontakt na co dzień. Skuteczność prewidystycznych mocy nauk przyrodniczych możemy codziennie śledzić przy prognozie pogody. Stwierdzenie, że woda zamarza w temperaturze O stopni  Celsjusza , a i to nie zawsze, w sensie wartości poznawczej jest takie jak stwierdzenie, że ludzie potrafią mówić, zazwyczaj. Już przy problemie wydawać by się mogło trywialnym: Czy mamy do czynienia z ociepleniem klimatu na Ziemi czy nie i czy to jest groźne? – pojawiają się różne szkoły, walki i nie kończące się dyskusje. Całkiem jak przy problemie konieczności zmiany formacji kapitalistycznej na socjalistyczną.

            Blokada instytucjonalna poznania i wewnątrzteoretyczna obstrukcja, bo tylko na taką kwalifikacje zasługują te „poglądy”, czyni swoje. Ale sytuacja jest niedomknięta i w porach społeczeństwa kapitalistycznego rodzi się jego krytyka już w dziewiętnastym wieku. Nie tylko krytyka. Powstaje wielki ruch intelektualny i ruch polityczny, którego szczytowym osiągnięciem teoretycznym jest materializm historyczny, marksizm i wypracowanie socjalistycznej alternatywy wobec kapitalizmu. Jego historia to organizowanie się, wydawanie czasopism i książek, to walka strajkowa i na barykadach, to próby powstań i próby realnego budowania socjalizmu w szalenie trudnych historycznych warunkach.  Czy jeśli dziś - ponad dwadzieścia lat po upadku realnego socjalizmu w Europie, który miał przecież wielki wpływ także na destrukcję lewicy w całej Europie – zapytamy czy na horyzoncie politycznym a także w szczególnie interesującym nas tutaj wymiarze teoretycznym pojawiło się coś, co może zastąpić socjalizm w jego funkcji alternatywy dla kapitalizmu, to musimy bez wahania i bez kłopotu z decyzją powiedzieć: nie!

            Co więcej, możemy powiedzieć nie tylko, że nic takiego się nie pojawiło, ale wręcz, że cokolwiek zawiera w sobie rzeczywistą krytykę kapitalizmu i ma jednocześnie jakość teoretyczną zadłużone jest po uszy w tradycji Marksowskiej i marksistowskiej.

            Modne w Polsce traktowanie Marksa jak „zdechłego psa” próbuje ten fakt bycia dorobku teoretycznego Marksa jednym z fundamentów nowoczesnej kultury europejskiej, światowej ignorować i  zakłamywać, także poprzez jego kryminalizację oraz  wycofywanie i niszczenie tomów prac Marksa z bibliotek publicznych. Są to zjawiska dokumentujące tylko zaściankowość i ciemnotę polskiego społeczeństwa, polskiej inteligencji i polskich uniwersytetów, jej polityczną i intelektualną bezkarność w Polsce.

             O wielowymiarowym byciu Marksa we współczesnej kulturze nie chcę szerzej pisać. Dla czytelników Karola Marksa jest to chyba oczywiste i pozostaje jednym ze źródeł podziwu i fascynacji jego bogatym dorobkiem i dorobkiem jego uczniów, kontynuatorów. Takie „kulturowe” odczytanie Marksa jako źródła fascynacji intelektualnej, teoretycznej, literackiej, jako twórcy, którego dzieła można, trzeba, wypada wykorzystać we własnej pracy teoretycznej, naukowej, pisarskiej, jako „jednego z wielkich myślicieli”, którego nie można nie znać, rozumieć i o którym nie można nie wiedzieć, jeśli się nie chce byc barbarzyńcą i intelektualnym jaskiniowcem… Otóż takie tylko odczytanie znaczenia Marxa zaciemniało by to, co w teorii Marxa najważniejsze i wobec czego wszystko, co w superlatywach do tej pory wymieniłem i opisałem może być traktowane tylko jako swoistego rodzaju aura otaczająca rdzeń niezwykłej twórczości i niezwykłej postaci, jaką jest Karol Marks.

            Tym fundamentem, tą sprężyną dynamizującą  i rozszerzającą  popularność i znaczenie Marxa przez prawie dwa wieki jest teoria społeczeństwa kapitalistycznego, jego sprzeczności, mechanizmów i upadku, prowadzącego do nowej ekonomicznej i kulturowej alternatywy ustrojowej, nowego paradygmatu kulturowego i cywilizacyjnego stworzonego na bazie  społecznej własności środków produkcji, określanego przez Marksa mianem socjalizmu lub komunizmu. Akceptacja teorii tego myśliciela to nie selektywne dobieranie ułamków, z poddanej destrukcji, konstrukcji materializmu historycznego i dialektycznego, z teorii kapitalizmu i jego upadu, lecz przede wszystkim uznanie, że istotę teorii Marxa stanowi teoria powstania tej nowej alternatywy ustrojowej, uznanie, że „inny świat jest możliwy”. To dopiero w więzi z mającą fundamentalne znaczenie dla dorobku teoretycznego Marksa teorią przejścia od formacji do formacji społecznej, przejścia od kapitalizmu do socjalizmu, wszelkie elementy teorii materializmu historycznego nabierają pełnego blasku i całej mocy rewolucyjnego charakteru Marksowskiej myśli.

            I z tym aspektem tradycji Marksowskiej jest już znacznie gorzej.

            Można nawet powiedzieć, że Marks jest dopóty analizowany, rozkładany, akceptowany i oswajany, dopóki daje się usunąć w cień, przemilczeć, zasłonić, unieważnić ten kardynalny moment negacji kapitalizmu i odrzucenia prywatnej własności wraz z klasowym wyzyskiem i klasową siłą sprawującą państwowy nadzór nad kapitalistycznymi relacjami wyzysku i dominacji.

            W polskim kontekście sytuacja jest szczególnie poglądowa. Za najważniejszych znawców Marksa  uchodzą przywoływany już Leszek Kołakowski z jego dziejami marksizmu[3] i Andrzej Walicki, którego gruba książka o wolności w marksizmie [4]ma – w zamierzeniu nawet samego  autora – być ostateczną rozprawą z totalitarnymi konsekwencjami marksizmu, bardziej ostateczną niż ta Kołakowskiego, bo znajdująca źródło zła już w młodomarksowskiej teorii alienacji, co do której nieukrywane sympatie możemy jeszcze znaleźć w książce Kołakowskiego. W Polsce specjalistą od Marksa zostaje się tylko będąc antymarksistowskim marksologiem z pierwszego frontu walki ideologicznej prawicy. Zabawne jest też to, że Walicki współcześnie, jako piszący o Marksie, w kręgach partyjnej lewicy i lewicowych intelektualistów jest uznawany za lewicowego intelektualistę i traktowany, jako lewicowy guru. Pisze za grube książki dla współczesnej polskiej lewicy. To marksologiczne zarabianie na znęcaniu się nad skopanym trupem Marksa i jego teorii jest odbierane jako lewicowa refleksja teoretyczna. To tak jakby hycli brać za miłośników psów, bo tyle czasu poświęcają pieskom.

 

III.

            Jeżeli jednak pominiemy te intelektualnie egzotyczne okoliczności / egzotyczne, bo ciekawe tylko w ramach lokalnego polskiego kolorytu / i skoncentrujemy uwagę na poważnym odczytaniu integralnej struktury materializmu historycznego i dialektycznego, to i u poważnych czytelników Karola Marksa znajdziemy kilka kwestii, które - historycznie biorąc - stały się rzeczywistymi problemami wewnątrzteoretycznymi, trudnymi do rozwiązania i interpretacji i, poprzez tą swoja trudność, podważającymi trafnośc czy aktualność czasem fundamentalnych rozstrzygnięć teoretycznych Marksa.

            Jednym  z tych rozstrzygnięć jest kompleks zagadnień związanych z rewolucją w Rosji i zwycięstwem sił rewolucyjnych w kraju relatywnie zacofanym, o niewielkiej ilości klasy robotniczej ( ok. 15% ), mniej niż burżuazja ( ponad 16%, przy ponad 66% chłopów i rzemieślników[5] ), przedkapitalistycznej strukturze społecznej i w sensie dojrzałości do rewolucji socjalistycznej kompletnie zacofanym w porównaniu z rozwiniętymi krajami Europy / zwłaszcza Wielkiej Brytanii,   Francji, Niemiec /. Fakt dokonania się jednak tej rewolucji wiąże się w związku z tym z działaniem zamachowców, niewielkiej grupy zawodowych rewolucjonistów drogą spisku - w stylu Blanquiego - przejmujących rządy i sprawujących dyktatorską władzę wojskowo-biurokratyczną.

            Takie uproszczone ujmowanie problemu rewolucji w Rosji i te niewiele bardziej skomplikowane, ale pozostające w ramach zarysowanego schematu, implikują totalną destrukcję teorii Marksa. Rewolucja nie dokonuje się w krajach najbardziej rozwiniętego kapitalizmu, nie przeprowadza jej klasa robotnicza, „wcielanie” idei socjalizmu prowadzi do zacofania, wielkich ofiar społecznych, braku demokracji i biedy. Postulowane społeczeństwo postkapitalistyczne oceniane jest jako ślepa uliczka i zwyrodnienie cywilizacji o zasadniczych cechach prekapitalistycznego społeczeństwa. W niektórych wersjach tak powstały „realny socjalizm” łączy się z rosyjskim barbarzyństwem, wielkoruskim nacjonalizmem, imperializmem czy azjatycką kulturą, Scytami, ideą przedmurza, obrony zachodniej cywilizacji, chrześcijaństwa, polskiego mesjanizmu. Te ostatnie kwestie stanowią już polską specyfikę i chorobę..

            Tymczasem Rewolucja Październikowa, przy umiejętnej analizie okazuje się jeszcze raz potwierdzeniem sprawności aparatu teoretycznego materializmu historycznego, ale tylko w jego dialektycznej i niestrywializowanej formie. Przede wszystkim uświadomić sobie trzeba, że przejście od formacji do formacji nie może by ujmowane w logice oświeceniowego ewolucjonizmu, że rozwój kapitalizmu – jak każdej dotychczasowej formacji – ma charakter nierównomierny i że w ostateczności przejście to w swym konkretno-historycznym kształcie realizuje się na poziomie walki klas, a nie ewolucjonistycznego przerastania, akumulacji sił wytwórczych.

            Ten ostatni problem sprawiał kłopoty nawet w ramach strukturalistycznego marksizmu Louisa Althussera i Etienne Balibara w ich rozważaniach w „Czytaniu „Kapitału[6] pod postacią trudności wyjścia poza schematy produkcji i  reprodukcji struktury kapitalistycznego sposobu produkcji i odkrycia logiki przejścia do nowej formacji. Niemożność odsłonięcia tej logiki wynikała z tego, że na poziomie reprodukcji ona po prostu nie istnieje i rozgrywa się w konkretno-historycznym splocie różnych czasów,  różnych praktyk społecznych, konstytuujących w sumie sytuację rewolucyjną na poziomie walki klas a nawet walki zbrojnej.

            W Rosji carskiej rzeczywiście mamy do czynienia ze strukturą społeczną w zasadzie przedkapitalistyczną, lecz uczestnictwo Rosji w pierwszej wojnie światowej jest wynikiem jej uwikłania w sprzeczności najbardziej rozwiniętego kapitalizmu światowego. Tym samym wszystko, co się w Rosji po roku 1914 dzieje nie może być rozpatrywane, jako rezultat tylko jej struktury społecznej, lecz przede wszystkim jako odbicie globalnych sprzeczności kapitalizmu światowego w warunkach peryferyjnego kapitalizmu rosyjskiego. Sytuację rewolucyjną produkuje kapitalizm światowy poprzez wojnę światową.  Jak się zresztą okazało później, produkował ją nie tylko dla Rosji, ale i dla dużej części Europy. Specyfika tej „produkcji” sytuacji rewolucyjnej w warunkach wojennych peryferyjnego kapitalizmu polega nie tylko na wyczerpaniu wojennym, spotęgowaniu biedy i głodu, zwielokrotnionym wyzysku bezpośrednich producentów poddanych mechanizmom militaryzacji w zakładach pracy. W wyniku wojny pojawia się specyficzny sposób uspołecznienia i organizacji produkcji rekrutujący dla siebie miliony chłopów, którzy bez wojny wiedliby w miarę spokojny żywot w wioskach rozsianych od Warszawy do Władywostoku. Tymczasem w warunkach wojennych, wyrwani ze swego środowiska naturalnego, zmobilizowani, skoszarowani, wysłani na front, spędzają ze sobą nie osiem godzin dnia roboczego, lecz dobę i to bez niedziel i świąt, produkują przy tym nie towary, lecz swoją własną śmierć. W miejsce sprzedaży czasu pracownika najemnego pojawia się przymus oddawania życia za realizację interesów światowej burżuazji.

            Subtelna alienacja zamienia się na konkret milionów zabitych młodych mężczyzn w wieku produkcyjnym, dla których „normalny pokojowy kapitalizm”, to wspomnienie szczęśliwych czasów. W kategoriach teorii klas możemy tu mówić o pewnego typu klasie społecznej ad hoc, powołanej przez warunki nowoczesnej wojny kapitalistycznej / masowa i okresowa mobilizacja bezpośrednich producentów do armii, z wykorzystaniem środków przymusu ekonomicznego i pozaekonomicznego, będących w dyspozycji  panującej klasy, podporządkowanej jednemu z bloków kapitalizmu światowego/.

            Wiemy, że odrzucenie tak rozumianej eksploatacji było możliwe tylko dla skrajnie rewolucyjnych sił odpornych na nacjonalistyczną kolonizację – eserowców i bolszewików. Po odrzuceniu wojny i rozbiciu burżuazyjnego państwa, zjednoczona w buncie klasa ad hoc znika i do głosu, także politycznego, dochodzi złożona struktura mozaikowych sił wytwórczych dawnej carskiej Rosji, z jej wielonarodowością, kulturą i świadomością społeczną, codziennie strukturalnie reprodukowana w jej wczesnokapitalistycznej, przedkapitalistycznej, czasem wręcz przedpaństwowej, bo pasterskiej czy rodowej formie.

            Klęska rewolucji europejskiej, światowej, idea „budowy socjalizmu w jednym kraju”, okres „kultu jednostki” to już tylko oczywiste konsekwencje takiego stanu rzeczy. Nie przypadkiem na gruncie materializmu historycznego toczono dyskusje o azjatyckim sposobie produkcji, kapitalizmie państwowym, dyktaturze proletariatu, specyficznej i alternatywnej wobec klasycznej zachodnioeuropejskiej formie akumulacji pierwotnej, dyktaturze nad klasą robotniczą, klasami ludowymi, „zwyrodniałym państwie robotniczym”. Uspołecznienie form produkcji i dystrybucji, objęcie planowaniem całej gospodarki, całego społeczeństwa w warunkach niedorozwoju sił wytwórczych prowadzi do formalnego podporządkowania pracy planowi przy substytutywnym wobec poziomu rozwoju sił wytwórczych wykorzystaniu środków przymusu i organizacji.

            Zastana kultura musi określać formy ideologiczne i estetyczne. Kult jednostki i realizm socjalistyczny są właśnie przykładami dziwnej hybrydalnej formy syntezy. Choć występowanie podobnych zjawisk jest często zbyt demonizowane, gdyż historii nie jest obce przecież takie zjawisko jak prezydent USA sprawujący jednocześnie władzę nad a/ wielkimi miastami przemysłowymi, b/ stanami, dla których fundamentem jest niewolnictwo, i c/ poddawanymi masowej eksterminacji Indianami / kapitalizm, niewolnictwo, wspólnota pierwotna i ludobójstwo jednocześnie /. Nie są to odosobnione przykłady takiego „pomieszania” w historii.

            Stan zacofania Rosji i ZSRR powodował, że socjalistyczna industrializacja była w wielkim stopniu substytucją „normalnej” kapitalistycznej akumulacji pierwotnej i rewolucji przemysłowej. Łatwo sobie wyobrazić, że w tych regionach, w których gospodarka miała prekapitalistyczny charakter przemiany modernizacyjne, niejako automatycznie, „naturalnie” stwarzały przesłanki do ustanowienia kapitalistycznych stosunków produkcji / nie można bowiem w tych przypadkach mówić o „restytucji kapitalizmu”, gdyż kapitalizmu nigdy tam nie było /. Im większe postępy w modernizacji, tym powstające napięcie musiało być większe i głębsze. To stwierdzenie, w połączeniu z faktem upadku ZSRR i restytucją kapitalizmu w Rosji, zmusza chyba do ponownego przemyślenia na poważnie legendarnej już tezy J. Stalina o zaostrzaniu się przeciwieństw klasowych wraz z postępami w budownictwie socjalizmu. Co prawda nie jako prawdy uniwersalnej dla każdego procesu rewolucyjnego, ale może niepokojąco trafnej dla rosyjskiej specyfiki.

            W świetle takiej konkretno-historycznej interpretacji wszelkie przykładanie do porewolucyjnej Rosji ogólnoteoretycznego schematu przejścia od formacji do formacji jest po prostu niepoważne. Sprawy są o wiele bardziej skomplikowane, niż może to sugerować prostackie wyobrażenie o „wprowadzaniu Marksowskiej koncepcji w życie”.

            Trochę innego typu problemy pojawiają się w związku z wydarzeniami końca dwudziestego wieku, a zwłaszcza doświadczeniem polskiej „Solidarności”. Panująca coraz bardziej interpretacja zakłada, że ruch związkowy w Polsce, ruch robotniczy, cały naród, bo klasowa interpretacja jest już teraz w całości pogrzebana i zastąpiona narodowo-katolickim ruchem wyzwoleńczym / czy nawet maskującym jego prawicowość uniwersalizującym określeniem – narodowowyzwoleńczy/, odrzucił socjalizm, jako realną alternatywę ustrojową dla kapitalizmu. Podmiotowość klasy robotniczej o ile się przejawiła, to jako siła antysocjalistyczna i prokapitalistyczna, niekierująca się obcym, burżuazyjnym interesem klasowym, lecz narodowym, dowodząc tym samym jakoby bezpodstawności klasowych dystynkcji, walki klas i sprzeczności interesów o wymiarze klasowym. Tymczasem regionalny charakter, ponadnarodowy charakter zmian obejmujących nie tylko  przecież wszystkie kraje Europy wschodniej, ale i także ZSRR w jego kontynentalnym wymiarze, każą myśleć o tych przemianach w sposób bardziej ogólny i szczególny zarazem. Ogólny, bo trudno wszelkie tego typu zmiany interpretować w kategoriach wyzwolenia narodowego. O „wyzwoleniu narodowym” i powstaniach narodowych można jeszcze próbować mówić w odniesieniu do Polski, ale w przypadku Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii czy Jugosławii nie ma to kompletnie sensu. W odniesieniu zaś do samego ZSRR zakrawa na kpinę. Proste spojrzenie z perspektywy międzynarodowej odsłania klasowy i ustrojowy charakter tych przemian. Ich klasowy, ustrojowy charakter staje się wyraźny i oczywisty po wyjściu z polskich opłotków.

            Można w tym przypadku mówić o ich szczególnym charakterze, bowiem gdy przyjrzeć się Polsce, to da się zauważyć, że ruch ten był wieloletni,  niepozbawiony zahamowań i zwrotów, i to nie tylko w sensie wprowadzenia stanu wojennego. Można nawet stwierdzić, że jego „aksamitny” charakter rzuca się w oczy. W swej istocie zmiany, jakie nastąpiły w Polsce, gdy oczyścimy je od narodowo-katolickiego przybrania, mają charakter walki klasy robotniczej, pracowników najemnych o dostęp do uprzywilejowanego rynku pracy w świecie bloku ekonomicznego najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów kapitalistycznych i związanych z nimi bloków wojskowych, zapewniających im militarnie to uprzywilejowane miejsce w świecie.

             Co więcej, nie chodziło – jak pokazuje historia -  o uzyskanie tego dostępu dla wszystkich pracowników najemnych, bo mamy do czynienia ze społeczną, klasową akceptacją milionów bezrobotnych, zdeklasowanych, zmarginalizowanych lub zmuszonych do emigracji. Nie myślę tu o intencjach, marzeniach i wyobrażeniach, dawnych i współczesnych. Prawdą ruchu okazało się restytuowanie społeczeństwa kapitalistycznego w jego na dodatek zbrutalizowanej formie. Można założyć, że w rozłożonej w czasie ocenie  pracowników najemnych ich większość uznała możliwość realizacji swoich aktualnych interesów, chodzi o cenę pracy, za bardziej wartościową w warunkach rynku pracy Unii Europejskiej niż w ramach RWPG, nawet za cenę degradacji części społeczeństwa,  złożone sojusze klasowe, uwikłania w wojny / Irak, Afganistan /,  rezygnację z realnych zdobyczy społecznych i  strategii tworzenia społeczeństwa alternatywnego dla kapitalizmu[7]. Ale i takie wyjaśnianie przemian zdaje się zapominać o tym, że zmiany w Europie Wschodniej były tylko częścią kryzysu naftowego lat siedemdziesiątych, dekoniunktury i zmiany światowych terms of trade, których ofiarą padły także takie kraje jak na przykład Argentyna czy Chile.

            Wbrew pozorom, w Polsce zwyciężyła formacja „cieszenia się przypadkiem” i „szansy na sukces” a nie solidarnościowo-wspólnotowy egalitaryzm. Tak jak Układ Warszawski był „moskiewski”, Pakt Północnoatlantycki przytulił Turcję, Grecję, Polskę i inne kraje niemające z Atlantykiem nic wspólnego / podobnie jak bombardowanie Libii i okupacja Afganistanu /, tak nazwa „Solidarność” demonstrowała, to, czego, historycznie biorąc najbardziej jej zabrakło. Nazwa ta stanowiła więc głównie swoistą zasłonę epistemologiczną ruchu politycznego.

            Upadek „realnego socjalizmu” w Polsce dowodzi więc nie tylko utrzymania się historycznej, dziejowej roli klasy robotniczej, jako podmiotu społecznego i politycznego, demiurga historii, ale i aktualnej skuteczności organizacji aktywności politycznej pracowników najemnych w formie rad delegatów, odkrytej w czasach Komuny Paryskiej i wykorzystywanej później wielokrotnie w walkach klasowych. Pokazuje jednocześnie, że ta forma organizacji politycznej, nie przesądza w prosty sposób o politycznych treściach przez nią niesionych, podobnie jak jej skład klasowy.

            Klasa robotnicza nie jest monolitem politycznym obdarzonym z góry świadomością klasową swoich strategicznych interesów, zbiorowym oświeceniowym podmiotem racjonalnym obdarzonym misją historyczną, nie jest świętym obrazkiem, do którego należy się modlić. To raczej arena walki klasowej o społeczne i polityczne treści konstytuujące polityczną aktywność pracowników najemnych. Doświadczenia polskie pokazują też, że ukonstytuowanie się burżuazyjnej demokracji parlamentarnej niszczy ostatecznie taki ruch i całkowicie marginalizuje jego aktywność polityczną na rzecz wyborczych plebiscytów organizowanych przez władzę kapitału w państwie, na rynku, w warunkach zapewniających hegemonię klasową w systemach oświatowych, wychowawczych[8], religijnych i w podporządkowanych szczelnie władzy kapitału mediach / prasie, radiu, telewizji/. Demokrację komitetów delegatów zastępują komitety wyborcze.

            Klasowe państwo, klasowa demokracja, kapitał, jako środek realizacji panowania politycznego i ideologicznego, tworzenia i utrwalania hegemonii klasy panującej – to wszystko ujawniło swoją nową dynamikę i nieznane konkretno-historyczne oblicze. Również i międzynarodowy charakter walki klasowej i jej powiązanie ze światowym układem sił politycznych zademonstrowały się w formie wręcz pokazowej. Bez wsparcia analizy teoretycznej marksowskim materializmem historycznym i dialektycznym niewiele z tych przemian można zrozumieć. Także w planie globalnym. Ale powiedzmy nawet, że rzeczywiście nastąpił „upadek realnego socjalizmu”. Zapomnijmy na chwilę o wszelkich wątpliwościach dotyczący tej formuły. A więc jeżeli nawet… to czy, gdy spojrzymy na historyczny proces kształtowania się kapitalizmu w Europie nie widzimy, że każdy proces przejścia od jednej formacji społecznej do innej, to zawsze  proces trwający setki lat i mający swoje zakręty i nawroty. Czy można by po restauracji monarchii w Londynie, czy też restauracji wiele lat później w Paryżu po upadku Napoleona Bonaparte twierdzić , że kapitalizm poniósł porażkę i mamy „koniec historii”, która stanie na etapie feudalizmu i mniej lub bardziej ograniczanej monarchii.

            Jeżeli przejście do społeczeństwa postkapitalistycznego, do przewidywanego przez Karola Marksa socjalizmu i komunizmu jest długim procesem historycznym, to tym, którzy wątpią w realność tej perspektywy należałoby zadać pytanie: czy naprawdę jest tak źle?Czy lepiej było z realizacją socjalizmu, gdy Marks wydał Manifest komunistyczny? czy było lepiej po Wiośnie Ludów? a może, gdy w 1862 roku wydał pierwszy tom Kapitału? a może było lepiej po utopieniu we krwi Komuny Paryskiej? po rewolucji 1905 roku? po rewolucji rosyjskiej 1017 roku i upadku rewolucji w Niemczech, na Węgrzech? po drugiej wojnie światowej? To proste zestawienie w pytaniach wydarzeń z historii ruchu socjalistycznego ujawnia zasadniczą ewolucję i rosnącą dla historii powszechnej rangę socjalistycznej alternatywy dla kapitalizmu, coraz bardziej konkretnej odpowiedzi na pytanie jaki będzie post-kapitalizm.

            To już nie są tylko idee Manifestu komunistycznego.

            Przy całym szacunku do różnych krytyk „realnego socjalizmu”, należy stwierdzic, że wykreował on, udowodnił realną możliwość alternatywy ustrojowej w wymiarze globalnym . I taka jest stawka współczesnej dyskusji o socjalizmie, w której jego zwolennicy są w posiadaniu o wiele mocniejszych argumentów niż kiedykolwiek w historii. W dwudziestym wieku niewiele brakowało a kapitalizm przestałyby istnieć. Alain Bodiu pisząc o hipotezie komunistycznej nie jest szaleńcem[9].

            Przekonanie o nieaktualność socjalistycznej perspektywy to dość dziwny produkt najnowszej historii Polski. Także rezultat swoistego europocentryzmu wiążącego jednoznacznie los socjalizmu z losem Rosji czy Układu Warszawskiego. Pozwalał on uniwersalizować doświadczenie z polskiego skansenu i prześlepiać zarówno współczesność, jak i kierunki przemian cywilizacyjnych. Nie jest prawdą, że polski katolicyzm wytycza jakaś znaczącą ścieżkę rozwojową dla świata. Ani w sensie ekonomicznym, ani kulturowym, ani politycznym. Dla historii powszechnej nie ma też żadnego znaczenia polski nacjonalizm. No chyba, że spełniłby on rolę swoistego zapalnika dla wojny światowej, jak serbskie strzały w Sarajewie.

            Z perspektywy polskiej próbuje się od lat zamykać oczy na ciągłą aktualność socjalistycznej perspektywy dla całego świata. Ale także dla samej Polski. Stara się za wszelką cenę nie dostrzegać na przykład, że istnieją kraje, gdzie rządzą partie komunistyczne. Tak jak jest to w Chińskiej Republice Ludowej czy Wietnamie. Lawinowo rosnącą potęgę Chin coraz trudniej zlekceważyć. Podobnie wielkie znaczenie radykalnej lewicy w Indiach. Trudno też nie dostrzec wielkiego lewicowego przełomu w krajach Ameryki Łacińskiej. W ostatnich latach do stałej obecności lewicy europejskiej możemy dodać pojawienia się radykalnych nowych ruchów społecznych w typie Podemos w Hiszpanii czy Syrizy w Grecji. W Wielkiej Brytanii Labour Party idzie zdecydowanie na lewo pod przewodnictwemJeremy Corbyna[10]. No i sprawa najstraszniejsza dla polskiego prawicowego kołtuna. Oto w USA, oazie kapitalizmu i liberalizmu, senator Bernie Sanders głosi wprost konieczność tworzenia socjalizmu i z wyścigu po  nominację z ramienia Partii Demokratycznej   do wyborów prezydenckich zostaje wyeliminowany w ostatniej chwili i to nieczystymi metodami walki wewnątrzpartyjnej. Jego konkurentka, Hilary Clinton, wybory przegrywa. Powyborcze badania wskazują, że Sanders konkurencję z Donaldem Trumpem wygrałby i to ze sporą przewagą. Socjalizm u bram USA?

Czy o tym wie polski nacjonalistyczno-neoliberalno-klerykalny pogromca socjalizmu i marksizmu? A jak się dowie, to co on , biedny, z perspektywy swojego cywilizacyjnego skansenu z tego zrozumie?

 

 

 

IV.

            Co z perspektywy współczesności pozostaje aktualne w teorii Karola Marksa? Czy i na ile marksizm jest aktualny? Z zarysowanej tu przeze mnie analizy współczesności odpowiedź wynika dość jasna. Marks pozostaje niezwykle współczesnym i fascynującym teoretykiem. Jego teoria kapitalistycznego sposobu produkcji pozostaje bezkonkurencyjną. Teoria wartości i wartości dodatkowej, teoria własności, teoria klas, procesu społecznego, teoria ideologii, świadomości społecznej, w tym fetyszyzmu towarowego i świadomości fałszywej, teoria alienacji,  teoria religii… to wszystko zachowuje swoją ważność i niezwykle inspirującą moc. Jest tak tym bardziej, że przecież twórczość Karola Marksa i związanego z nim bardzo Fryderyka Engelsa znalazła swoich wielbicieli i kontynuatorów. Marks i Engels byli twórcami nowej formy materializmu filozoficznego: materializmu historycznego i dialektycznego. Był on w czasach swego powstawania formą przezwyciężania ograniczeń dotychczasowego idealizmu i materializmu, był nowym paradygmatem uprawnia refleksji teoretycznej dla całego poznania naukowego i dla refleksji filozoficznej. Powstał również jako nowoczesna forma kontynuacji dorobku tradycji teoretycznej, w tym zwłaszcza klasycznej filozofii niemieckiej,  socjalizmu utopijnego i klasycznej ekonomii politycznej. Stał się swoistą formą nowego paradygmatu kulturowego, fundamentem nowej cywilizacji przyszłości.

            Współczesny Marks, to także Marks swoich czytelników i kontynuatorów. Nie ma sensownego podręcznika z historii ekonomii, socjologii, filozofii, nauk politycznych, kultury… w którym nie byłoby stron poświęconych teorii Karola Marksa i jego uczniów , kontynuatorów. Bez marksizmu nie ma współczesnej teorii i współczesnej kultury.

            Pisząc to, czuję, że piszę truizmy. Czy trzeba to w Polsce ilustrować przykładami? Czy trzeba pisać o Antonio Gramscim, Róży Luksemburg, Gyorgy Lukacsu, Szkole Frankfurckiej, Louis Althusserze, Oskarze Lange, Michale Kaleckim,  Michelu Foucault, Ewaldzie Iljenkowie, Dawidzie Harveyu, Terry Eagletonie, Slavoju Žižku… setkach, tysiącach wybitnych badaczy z różnych dyscyplin naukowych, na wszystkich kontynentach, we wszelkich dziedzinach poznania. Pewnie i w Polsce jest to potrzebne. Ale intelektualnie dla mnie dość niewymagające i nudne. Dla jako tako wykształconych ludzi są to oczywistości. Zdziwienie i zainteresowania może budzić raczej nieobecność a nawet kryminalizacja tych oczywistości w warunkach polskich.

            Materializm historyczny i dialektyczny poprzez swoją popularność obrósł niezwykle bogatym dorobkiem i burzliwą historią. W złożonej strukturze poznania odgrywa również rolę metodologii humanistyki i poznania naukowego w ogóle. Stąd jego rozpleniona obecność we współczesnej kulturze, obecność niemożliwa do obejścia. Przejawia się ona intensywnie także we współczesnych koncepcjach feministycznych czy w studiach postkolonialnych,  w postmodernizmie i w dekonstrukcji, w próbach tworzenia marksizmu strukturalistycznego i marksizmu analitycznego.

            W kontekście polskim nieobecność marksizmu ma skutki katastrofalne dla całego społeczeństwa. Krytyka społeczna, społeczne frustracje – o ich skali wspominałem – znajdują sobie ujście w dostępnych formach artykulacji ideowej i politycznej. Absencja marksizmu i socjalizmu w polskiej przestrzeni społecznej przesądza o ich wyrażaniu w formach odnalezionych na strychu historii, w licytujących się wersjach nacjonalizmów i w fundamentalizmie katolickim, w klinicznym religianctwie. Dalej mają rządzić dwie trumny: Dmowskiego i Piłsudskiego. Wspomagane przez religijny fundamentalizm i bigoterię.  Zablokowanie senatora Berniego Sandersa w drodze do Białego Domu przesterowało społeczny gniew w stronę poparcia Donalda Trumpa, pupila Tea Party i Ku-Klux-Klanu. Brak socjalistycznej lewicy w Polsce rozdyma prawicowy balon, odżywia barbarzyństwo polityczne i reanimuje polityczne zombie w stylu ONR, Młodzieży Wszechpolskiej, PiS czy Falangi. Dzieje się tak dlatego, że lewicowe, socjalistyczne organizacje odwołujące się do marksistowskiego zaplecza teoretycznego, ideowego, światopoglądowego nie są tylko bazą radykalnej rewolucji socjalistycznej. Jak na razie, o wiele częściej są skutecznym narzędziem cywilizowania samego kapitalizmu, niezbędnym składnikiem demokracji parlamentarnej, względnej stabilizacji, a także narzędziem obrony przed rabunkowy kapitalizmem, rasizmem i klerykalizmem.

            Nie inaczej ma się sprawa w filozofii i nauce. Jesteśmy świadkami zmartwychwstania upiorów przeszłości. Restytuowania ideałów Wielkiej Polski, idei Międzymorza, Polski Jagiellonów,  mesjanizmu, nacjonalizmów w różnych wersjach, po promocję fideizmu i ukościelnienie całego życia społecznego. Publicznie poniewiera się teorię ewolucji i Karola Darwina. Naukę i nauczanie poddaje się kościelnemu nadzorowi. Finansowo i instytucjonalnie wspiera się religianctwo, nacjonalizm i konserwatyzm. Powraca cała egzotyczna już historyczna rupieciarnia. Ogólne tendencje występujące w filozofii nie różnią się wiele od tych zarysowanych przez G. Lukacsa we „Wprowadzeni do ontologii bytu społecznego”[11]. W polskich warunkach jest jednak „straszniej” z uwagi na lokalną specyfikę  i lokalny narodowo-katolicki koloryt. Także z uwagi na ten swoisty polski wynalazek: sojusz krzyża z kwantyfikatorem.

            Myśl Karola Marksa w takich warunkach intelektualnych zdumiewa wręcz swoją świeżością i radykalizmem. Bywa, że onieśmiela erudycją, kulturą teoretyczną i dyscypliną myślenia. Z drugiej strony, jest też tak, że wiele z tradycji marksowskiej i marksistowskiej współczesności przenikło tak głęboko do kultury, że traktowane jest jako oczywisty standard myślenia, zdepersonalizowana oczywistość. I taka jest też moim zdaniem przyszłość myśli Marksa. Będzie ona coraz bardziej widoczna jako fundamentalna dla nowego etapu rozwoju naszej cywilizacji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bibliografia

Adorno T, Horkheimer M. (1994), Dialektyka oświecenia, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.

Althusser L., Balibar E. (1975), Czytanie „Kapitału”, przeł. W. Dłuski, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy

Badiou A. (2008, Hipoteza komunistyczna,http://nowakrytyka.pl/spip.php?article442. / dostęp 12.09.2016 /\

Czubiński A. (1973), Kraj rad. Lata zwycięstw i zmagań, Warszawa: Iskry

Fukuyama F. (1996), Koniec historii, przeł. T. Bieroń, M. Wichrowski, Poznań: Zysk i S-ka

Marcuse H. (1991), Człowiek jednowymiarowy, przeł. S. Konopacki i inni. Warszawa : PWN

Kołakowski L. (1988), Główne nurty marksizmu. Powstanie – rozwój – rozkład, Londyn: Puls.

Królikowska-Avis (2015), Samobójstwo Labour Party, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskichhttp://www.sdp.pl/felietony/11756,samobojstwo-labour-party-komentarz-z-londynu-elzbiety-krolikowskiej-avis,1442303287 – dostęp 1.11.2016 /

Lukács G. (1982), Wprowadzenia do ontologii bytu społecznego, przeł. K. Ślęczka, t. 1, Warszawa: PWNMarksizm. Nadzieje i rozczarowania (2017), red. B. Dziobkowski, J. Hołówka PWN, Warszawa: PWN

Walicki A. (1996), Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii, Warszawa: PWN

 

 

 

 

 

 

 

 

 



[1] Artykuł ten jest pełną wersją mojego tekstu opublikowanego w pracy zbiorowej ”Marksizm. Nadzieje i rozczarowania” / PWN, Warszawa 2017. Postanowiłem opublikować go w pełnej wersji także i tu nie tylko dlatego, że pewne zmiany w tekście wydrukowanym są dla mnie irytujące, ale także z uwagi na przedziwną manierę wydawniczą, która pozwala jednemu z redaktorów na umieszczanie w zbiorze aż czterech swoich, niekompetentnych i politycznych komentarzy, a także dopraszanie do grona autorskiego zawodowych politykierów i propagandystów. Pewnie ogólny wydźwięk zgromadzonych artykułów był dla redaktorów  w zbyt małym stopniu krytyczny. To nie jest eleganckie zachowanie. Nie chcę więc poprzestać na pozostawianiu swego, cennego dla mnie tekstu, w książce, w której przywalony on jest mnogimi komentarzami redaktorów i propagandowym politykierstwem zawodowych antykomunistów.  Na łamach „Nowej Krytyki” będzie on u siebie i w wyborowym towarzystwie.

[2] To ujednowymiarowienie rzeczywistości, instrumentalizacja, deontologizacja doczekały się wielu analiz. Za najpoważniejsze z nich trzeba uznać analizy T. Adorno i M. Horkheimera z „Dialektyki oświecenia” /1947 /, H. Marcusego z „Człowieka jednowymiarowego” /1964 /  i G. Lukácsa z „Wprowadzenia do ontologii bytu społecznego” /1978 /.

[3] L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu. Powstanie – rozwój – rozkład, Londyn 1988.

[4] A. Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii, Warszawa 1996. Zdaniem Andrzeja Walickiego krytykę marksizmu w Polsce charakteryzuje „zaskakujące wprost ubóstwo intelektualne. Dokumentuje ono obficie zbrodnie komunizmu, ale z reguły ślizga się po powierzchni prezentując komunistyczną ideologię i staje bezradne wobec jej olbrzymiej i długotrwałej atrakcyjności w wielu krajach świata” (s. 7) . Celem autora nie jest jednak obrona marksizmu, lecz raczej teoretyczne dopełnienie literatury antykomunistycznej. Bez niego niemożliwe jest przekraczające polonocentryzm „intelektualne rozliczenie się z ko­munizmem w skali stulecia i świata” (s. 9).

[5] A. Czubiński A., Kraj rad. Lata zwycięstw i zmagań, Warszawa 1973, s. 12.

[6] L. Althusser, E. Balibar, Czytanie „Kapitału”, przeł. W. Dłuski, Warszawa 1975.

[7]  Wybranie  przez klasę społeczną realizacji krótkoterminowych interesów kosztem jej interesów strategicznych, to zjawisko znane z historii. Pójście klasy robotniczej za doraźnymi zyskami klasowymi miało miejsce w klasyczny sposób w Niemczech przed drugą wojną światową. W kraju o świetnie zorganizowanym masowym ruchu robotniczym udało się po walce powiązać nazistowskie cele polityczne z poparciem klasy robotniczej głównie w wyniku skutecznego przezwyciężania klęsk Wielkiego Kryzysu i traktatu wersalskiego. Za chwilowymi sukcesami ekonomicznymi nie dostrzegano hitlerowskiej polityki zbrojeń, z konieczności prowadzącej do wojny, okupacji i śmierci ok. 10 mln Niemców.

[8] Niezwykle poglądowy dla ukazania klasowego charakteru aparatów ideologicznych państwa był spór o lektury szkolne w czasach kierowania polska oświata przez szefa Ligii Polskich Rodzin Romana Giertycha. Nawet w ospałej Polsce jego decyzje wyprowadziły na ulice tysiące manifestujących uczniów i studentów.

[9] Alain Badiou, Hipoteza komunistyczna, http://nowakrytyka.pl/spip.php?article442. / dostęp 12.09.2016 /

 

[10] Zdenerwowana polska dziennikarka tak pisze o objęciu przez J. Cobryna przewodnictwa w Labour Party:

Dla tych, którzy przez ostatnie trzy miesiące śledzili bieg po władzę w Labour Party, wynik wewnętrznego balotażu na przywódcę partii, nie był zaskoczeniem. „Corbymania” rozpoczęła się właściwie od momentu ogłoszenia jego kandydatury. W sobotę o godz. 12 ogłoszono wyniki, 59.5% głosów na Jeremy Corbyna - admiratora Fidela Castro, sojusznika grup terrorystycznych Hezbollah i Hamas i wyznawcę teorii, że to „zachodnie prowokacje winne są wojny na Ukrainie.

Na wieść o tej wiktorii Corbyn zaintonował hymn włoskich komunistów, „Bandiera rossa”, „Czerwony sztandar”, i ogłosił program, który zjeżył włos na głowie nawet jego partyjnym kolegom. W manifeście nowego lidera brytyjskiej Partii Pracy znalazły się następujące punkty. Wyjście z NATO i „radykalna zmiana polityki zagranicznej”, co znaczy oddanie Irlandii Belfastu i wspólne z Argentyną zarządzanie Falklandami. Redukcja wydatków na obronę – „Costa Rica zlikwidowała armię i pokazała nam drogę do światowego pokoju” – oraz veto dla dołączenia do aliantów bombardujących IS. Spotkanie z Putinem, lecz nie po to, aby negocjować wymarsz Rosji ze wschodniej Ukrainy, ale by go przekonać iż „źle czyni prześladując gejów”. Podobno nie jest przeciwny referendum w sprawie Brexitu, jednak będzie naciskał na próby dogadania się. Republikanin, więc w perspektywie – obalenie monarchii. Wyższe podatki dla zamożnych i wyższy socjal dla ubogich. Renacjonalizacja transportu kolejowego oraz firm dostarczających energię….” / http://www.sdp.pl/felietony/11756,samobojstwo-labour-party-komentarz-z-londynu-elzbiety-krolikowskiej-avis,1442303287 – dostęp 1.11.2016 / .

 

[11] G. Lukacs, Wprowadzenie doi ontologii bytu społecznego, przeł. K. Ślęczka, t. 1. Warszawa 1982

Cytat Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest rewolucyjnym czynem. GEORGE ORWELL

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki