Nk on-line

Wolność i ewolucja kultury w ogólnoludzkim państwie Johanna Gottlieba Fichtego

14/12/2011

 

Katarzyna Karaskiewicz



Ewolucja kultury jest integralnie sprzęgnięta z ideą wolności. Rozwój bowiem zakłada doskonalenie się jednostki; wskazuje na czyn, jako na kształtowanie postawy moralnej. Porzucenie idei zniewalających człowieka na rzecz idei ofiarowujących wszystkim sprawiedliwy rozwój, a w konsekwencji także wolność, to podstawowe założenie postawy moralnej, „czystej samoświadomości”, „Ja”. Dzięki aktywnej postawie jednostki wobec otoczenia dochodzi do świadomego przekształcania sfer ludzkiego życia.


Idea wolności była i jest najbardziej dyskutowanym problemem w historii ludzkości, podejmowanym przez filozofów, pisarzy, historyków, publicystów. Także niemiecki filozof Johann Gottlieb Fichte zmierzył się z tym jakże niełatwym zagadnieniem. Pobieżna analiza pism Fichtego sprawia, że choć traktował wolność jako cel sam w sobie, do którego jednostka winna dążyć i pragnąć zdążać, to wydaje się, że odmawiał wolności ludziom, którzy nie przyjęli powołania człowieka, czyli nie odpowiedzieli na jego apel. Miałoby to sugerować, że filozof podzielił ludzi na kategorie lepszych i gorszych. Jest to jednak błędna sugestia.



Po raz pierwszy, jeszcze bardzo słabo, co należy podkreślić, pojawia się termin kultura (głównie w pismach niemieckich). Mieści się w nim wszystko, co jest dziełem człowieka: wykształcony język, cywilizacja, nauki, obyczaje wyrażające ogładę towarzyską oraz wszelkie instytucje społeczne. W pojęciu kultury mieści się także idea postępu. Przeciwstawia się to pojęciom barbarzyństwa i zacofania, pierwotnego „naturalnego” stanu dzikich ludzi, wreszcie pojęciu natury rozumianej jako przyroda, jako ślepa nieujarzmiona siła tkwiąca we wszechświecie, jako wszelka dzika pierwotność. Natura bywa też utożsamiana z niezależną od człowieka odwieczną mądrością, która się wyraża w niezmiennych „prawach natury” [[Z. Florczak, Europejskie źródła teorii językowych w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku, Warszawa 1978, s. 23; Z. Florczak, Początek i kształtowanie się języka w poglądach wieku oświecenia, „Pamiętnik Literacki” (LXV) 1974, z. 3, s. 159.]].

Koncepcja postawy moralnej sformułowanej przez Fichtego mieści się w idei kultury rozumianej i propagowanej w pismach niemieckich. Filozof przeciwstawiał kulturę naturze. Kulturą były dla niego specyficzne ludzkie stosunki i urządzenia, a rozwój kultury, jej postęp, między innymi postęp nauki, oświaty, techniki itp., stwarzał realne środowisko do realizacji prawa moralnego. A prawo moralne, jak wyjaśnił, myśl filozofa, Zbigniew Kuderowicz, uwikłane jest w kwestię więzi zespalających ludzi w społeczeństwie. Kultura zatem miała likwidować oderwanie od siebie poszczególnych jednostek, ujednolicać ich sposoby myślenia, niwelować różnice i partykularyzm. W wyobrażeniu Fichtego kultura miała kształtować się wbrew tendencjom egoistycznym, partykularnym namiętnościom, miała umacniać więź między ludźmi wynikającą z przynależności do jednego rodzaju i z podległości prawu moralnemu [[Z. Kuderowicz, Fichte, Warszawa 1968, s. 36–38..]]

Pamiętać jednak należy, że Fichte nie chciał i nie negował samodzielności jednostki, zwłaszcza w zakresie decydowania o samej sobie. Jego zdaniem, każdy człowiek posiada cechy ogólnoludzkie „absolutne Ja” i cechy indywidualne, różniące ją od innych, które określają jednostkę jako „skończoną” i „ograniczoną”. Filozof napisał: „Ja nazywam siebie ja, a ciebie ty; ty nazywasz siebie ja, a mnie – ty; ja jestem dla ciebie poza tobą, podobnie jak ty dla mnie poza mną. Poza mną pojmuję najpierw to, co mnie przede wszystkim ogranicza; ty – co ciebie przede wszystkim ogranicza; od tego punktu zdążamy poprzez jego najbliższe ogniwa dalej, ale opisujemy bardzo różnie drogi, które owszem tu i tam się przecinają, ale nigdy nie biegną dalej w tym samym kierunku obok siebie. Rzeczywiste stają się wszystkie możliwe jednostki, a zatem i wszystkie możliwe stanowiska świadomości. Ta świadomość wszystkich jednostek razem stanowi skończoną świadomość wszechświata o sobie samym; innej świadomości nie ma, ponieważ tylko w jednostkach objawia się skończona pewność i rzeczywistość” . Stał tym samym na stanowisku ochrony indywidualizmu każdej jednostki. Nie chciał, aby jednostka zatraciła się zupełnie w kulturze, czyli, aby nastąpiło ujednolicenie wszystkich ludzi w kwestii myślenia, odczucia, postępowania czy rozumienia świata. Podstawę istnienia i trwałości kultury upatrywał w ludzkiej świadomości. Człowiek jako istota wolna – jednostka posiadająca tą wiedzę uświadamia sobie swą przynależność do ludzkości, swą ludzką godność [[Z. Kuderowicz, Fichte, Warszawa 1968, s. 36–38.]].

Wynika jednak z tego, że nie każdy będzie w stanie przyjąć kulturę i nie każdy będzie w związku z tym uczestniczył w rozwoju kultury; nie każdy wreszcie będzie realizował prawo moralne, bowiem nie każdy będzie w stanie sobie uświadomić przynależność do ludzkości. Fichte napisał: „Chcę chcieć z wolnością, według swobodnie nakreślonego pojęcia celu, a wola ta, jako bezwzględnie ostatnia, nieokreślona przez żadną wyższą podstawę, winna poruszać i kształtować przede wszystkim moje ciało, a za jego pośrednictwem otaczający mnie świat. Moja czynna siła naturalna powinna być tylko na usługach woli i tylko przez nią wprawiana w ruch. Tak być powinno: ma istnieć coś, co jest według praw duchowych rzeczą najlepszą. Muszę mieć zdolność do swobodnego poszukiwania jej, aż ją znajdę, do uznania jej za taką, gdy ją znajdę, i winą moją będzie, jeżeli jej nie znajdę. Tej rzeczy najlepszej powinienem móc chcieć, po prostu dlatego, że jej chcę; i jeżeli zamiast niej chcę czegoś innego, to ma być moją winą. Z tej woli wynikać powinno moje postępowanie, a bez niej nie powinno wypływać ze mnie żadne postępowanie, gdyż nie może istnieć żadna możliwa inna siła, kierująca moim postępowaniem, oprócz mojej woli. Teraz dopiero moja siła, określona przez wolę i stojąca pod jej rozkazami, działać ma na przyrodę. Chcę być panem przyrody, a ona ma być moim sługą; chcę mieć na nią wpływ, odpowiedni do mojej siły, ona zaś nie powinna mieć żadnego wpływu na mnie”[[Ibidem, s. 32.]] . Tym samym kultura dla filozofa staje się drugą skórą człowieka, dzięki której przykrywa swoje pierwotne-zwierzęce instynkty. Jednocześnie kształtuje swoją świadomość, zmienia otoczenie, czyli ewoluuje i to są podstawowe wyznaczniki wyróżniające człowieka ze świata zwierząt.

Nie każda jednostka będzie w stanie odpowiedzieć na apel filozofa. Stawia on bowiem przed człowiekiem trudne zadanie do wykonania (notabene filozof zdawał sobie sprawę, że będą jednostki, które nie odpowiedzą ani na jego apel, ani nie odpowiedzą na żadne inne koncepcje wolnościowe), każe mu być odpowiedzialnym za siebie i otoczenie, za wszelkie przejawy swej aktywności, każde mu „pokrywać się” kulturą, czyli rozwijać się, samodoskonalić, to z kolei prowadzi do gromadzenia wiedzy. Filozof zatem głosi apoteozę nauki jako najważniejszej i najwyższej zarazem wartości w życiu człowieka. Dzięki wiedzy jednostka dokonuje mądrych wyborów, potrafi odróżnić dobro od zła, uczy się tolerancji, pokonuje ograniczenia własnego umysłu, by ostatecznie dojść do takiego stanu własnego umysłu, że będzie mogła powiedzieć, iż jest prawdziwie wolna.

Ludzi, którzy unikają odpowiedzialności za siebie i otoczenie, Fichte określał mianem niewolników lub tchórzy. Ich poddaństwo wobec silniejszego, cwańszego osobnika było właśnie formą poddaństwa, niewolnictwa. Tchórzostwo zaś towarzyszyło strachowi przed wolnością, przed głośnym wypowiedzeniem swojego „Ja”, przed manifestowaniem swojej odrębności. Dopiero wolność i odpowiedzialność człowieka za samego siebie prowadziła do rozszerzenia odpowiedzialności człowieka na całokształt jego otoczenia, na cały świat przedmiotowy. Jednocześnie dzięki tak ukierunkowanej aktywności ogólnoludzka świadomość konstytuowała sens i znaczenie całej rzeczywistości. Odpowiedzialność za siebie i innych manifestuje się w kształceniu siebie oraz innych. Wówczas jednostka sama staje się wolna, ale daje też wolność innym. Stanowi to dojrzałość i jednocześnie wyróżnik spośród innych zwierząt. Jednostka staje się w pełni człowiekiem ponieważ czyni wszystko, co w jej mocy, aby rozwijać naukę.

Doskonalenie siebie, czyli przyjęcie zarówno już istniejącej kultury oraz jej rozwijanie (ewolucji) Fichte wyjaśnił jeszcze w innym miejscu: „(...) kto wierzy w duchowość i w wolność owej duchowości oraz pragnie postępującego wiecznie naprzód kształcenia tej duchowości przez wolność, ten jest z naszego rodu, należy do nas i będzie razem z nami, obojętnie, gdzie się urodził i czy mówi naszym językiem. Kto natomiast wierzy w martwotę, upadek i ruch w zamkniętym kole, a u steru rządzenia światem usadowił martwą przyrodę, ten, niezależnie od tego, gdzie się urodził i jakim językiem mówi, nie jest niemiecki, jest nam obcy i należałoby sobie życzyć, aby się od nas całkowicie odłączył, i to im szybciej, tym lepiej” [[J.G. Fchte, Zamknięte państwo handlowe i inne pisma, przekł. P. Dybel, R. Marszałek, J. Nowotniak, R. Reszke, Warszawa 1966, s. 298–299.]]. Jerzy Kochan wyjaśnił, że „wspólnota niemiecka”, „naród niemiecki” w wydaniu Fichtego to wspólnota, w której mogą znaleźć się wszyscy akceptujący powołanie człowieka, niezależnie od narodowości, pochodzenia, języka i kultury, nie mogą zaś do niego być zaliczeni niemieckojęzyczni cudzoziemcy, nie akceptujący powołania człowieka. Stanowisko Fichtego trudno uznać za nacjonalizm, choć niewątpliwie cechuje je pewien elitaryzm czy ekskluzywność [[J. Kochan, Wolność i interpelacja, Szczecin 2004, s. 89.]].

Tym samym właściwie Niemcem może być każdy, kto odpowiedział na apel filozofa. Starał się stworzyć, może nawet nie tyle elitarne grono, choć bez wątpienia tak wyodrębnione społeczeństwo miałoby zapewne posiadać większe wpływy i możliwości kształtowania oraz, co najważniejsze, rozwijania kultury niż ci, którzy apel odrzucili. W rzeczywistości Fichte chciał zbudować ogólnoludzkie państwo (ogólnoświatowe państwo) oparte na intelektualizmie, na wiedzy. Wszyscy, którzy przyjęli powołanie człowieka, niezależnie jaką część świata zamieszkują, przyczynialiby się do ewolucji kultury. Sami posiadając samoświadomość, dostrzegaliby i rozumieli, czym jest wolność oraz w jaki sposób można ją osiagnąć. Ogólnoludzkie państwo posiadałoby granice, ale nie byłyby one granicami wyznaczającymi ziemie poszczególnych państw. To granice, których z jednej strony nie mogliby przekroczyć ci, którzy odrzucili powołanie człowieka, z drugiej strony stanowiłyby rodzaj wspólnego miejsca zamieszkania tych jednostek, które apel Fichtego wcielałyby w życie. Tak rozumiana granica intelektualna miałaby mimo wszystko mobilizować ludzi do jej przekroczenia. „Zamknięte państwo ogólnoludzkie” staje się tworem niemal mistycznym, w którym jednoczą się ze sobą obcy sobie ludzie, których łączy jednak idea powołania człowieka. Osiągnęli bowiem prawo moralne i posiadają tę samą wrażliwość. Osiagnięcie świadomości ogólnoludzkiej Fichte uważał za ideał wspólny wszystkim ludziom. O przynależności jednostki do rodzaju ludzkiego decydowało, jego zdaniem, posiadanie wspólnego wszystkim ideału doskonałości. Było to równoznacze z uświadomieniem sobie przez jednostkę jej ludzkiej godności, ludzkiego powołania.

Pozostający na marginesie, czyli poza ogólnoludzkimi granicami, ludzie byliby poddani kształceniu, tak aby zbliżyć się lub wejść do elitarnego klubu człowieczeństwa. Ponieważ filozof uważał za największą wartość naukę, przypomnę przyczynia się do rozwoju kultury, propagował zatem perswazję, jako środek zaradczy, w myśl, że nieprzymuszony dobrowolnie sam przymusu nie chce. Dopiero dzięki nauce jednostka może zrozumieć błąd niewiedzy i to, że człowiek, aby być i żyć wolnym musi posiąść mądrość. I to bodaj jedyny wyjątek, gdy odnajdujemy w myśli filozofa próby nacisku na wolność jednostki. W przypadku kształcenia i kształtowania jednostka nie może się odwoływać, i nie ma prawa, do własnej wolnej woli. Jeśli coś chce, to chce tylko chcieć wiedzieć. Fichte napisał: „Ten człowiek dokonał naprawdę wielkiego wynalazku, który ma większe znaczenie praktyczne, niż mógłby on pragnąć. Chciał on tylko pomóc ludowi, lecz jego odkrycie, wzięte w całości, dźwiga lud, znosi wszelką różnicę między ludem a stanem wykształconym, daje zamiast poszukiwanego wychowania ludu wychowanie narodowe i pomaga ludowi i całej ludzkości podnieść się z głębi dotychczasowego upadku” [[J. Kochan, Wolność i interpelacja, op.cit., s. 85. Fichte pisząc „ten człowiek” miał na myśli Jana Henryka Pestalozziego, a zwłaszcza jego ideę powszechnego narodowego kształcenia ludu, ksztalcenia w nowym stylu, zakładającego stworzenie nowego podmiotu społecznego.]] .

Ideę wolności, którą forsował w swoich pismach Fichte, należy rozpatrywać tylko w ramach jego systemu filozoficznego. Położył on bowiem podwaliny pod budowę idealnego państwa, a raczej z jednej strony, idealnych państw, które w ramach swojej państwowości będą kultywować swoje cechy narodowe i rozwijać kulturę. Z drugiej strony realizować będą idee wspólnego ogólnoświatowego dobrobytu ludzkiego, który manifestuje się w „powołaniu człowieka”. Tym samym będą rozwijać kulturę światową. Słowem, buduje się nie tylko idealne własne państwo, ale też idealny świat. Odpowiedzialność staje się także odpowiedzialnością ogólnoświatową. „Książka ta nie jest zatem przeznaczona dla zawodowych filozofów – oni nie znajdą w niej nic takiego, co by nie było wyłożone w innych pismach autora. Ma ona być natomiast zrozumiała dla wszystkich czytelników, którzy w ogóle są zdolni do zrozumienia jakiejś książki. Ci zaś, którzy pragną tylko wyuczone niegdyś zwroty powtarzać na pamięć w nieco odmiennym porządku i takie ćwiczenia uważają za rozumienie – ci, bez wątpienia, uznają tę książkę za niezrozumiałą. Książka ta chce pociągać i rozgrzewać, i z mocą podrywać czytelnika od zmysłowowści ku nadzmysłowości (...). Winienem jeszcze – dla niewielu wprawdzie – wspomnieć, że owym ja, które przemawia w książce, nie jest w żadnym kontekście autor; lecz że autor książki pragnie, aby czytelnik raczył się nim stać. Autor pragnie także, aby czytelnik ujmował to, co zostało tu powiedziane, nie tylko historycznie, lecz realnie i – tak jak jego przedstawiciel w książce – rzeczywiście rozmawiał ze sobą samym, rozważał zawarte tu myśli, wyciągał wnioski, czynił postanowienia i dzięki własnej pracy i rozmyślaniu wprost z siebie samego rozwijał i budował w sobie ten sposób myślenia, którego obraz tylko wyłożony został w tej książce” [[J.G. Fichte, Powołanie człowieka, op.cit., s. 15–16.]] – napisał Fichte.

Zatem, aby mogło dojść do kreowania świata, musi zostać spełniony jeden podstawowy warunek. Mianowicie społeczeństwo powinno się rozwijać czyli ewoluować. Ale żeby to się stało, powinno odpowiedzieć na apel filozofa, zatem przyjąć powołanie człowieka, dążyć do urzeczywistnienia prawa moralnego, dążyć do rozwoju kultury, czyli do rozwoju nauki, do rozpowszechniania wiedzy i upowszechniania wiedzy[[K. Karaskiewicz, Masoneria tajna – masoneria jawna. W świetle piętnastego listu Fichtego, [w:], „Sztuka królewska” i muzy. Obecność Wolnomularstwa i jego idei w kulturze polskiej i powszechnej, referat wygłoszony na sesji w Toruniu w lutym 2009 roku; J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, wstęp. J. Drewnowski, Warszawa 2004, list 15 do Konstanta, s. 66.]] . Napotykamy jednak na trudności w realizacji powołania człowieka i tym samym w ewolucji kultury, a w konsekwencji nawet, nie boję się powiedzieć, cywilizacji.

Kiedy, bo od tego słowa należy formułować pytanie, kultura może się rozwijać? Celowo używam zwrotu modalnego „może”. A „może” się rozwijać tylko dzięki jednostce, świadomej siebie i otoczenia, odpowiedzialnej, aktywnej, czyli właściwie w praktyce takiej, która odpowiedziała na apel Fichtego. Nieważne, czy zrobiła to znając i utożsamiając się z myślą głoszoną przez filozofa, czy też nie. Czy na przykład przyjęła inną wykładnię prawdy. Jednak w przypadku rozwoju kultury może się okazać, że nie zawsze będzie ważne przyjęcie „powołania człowieka”, ile odpowiedź na jakąkolwiek ideologię prawdy, byle ta wyzwalała w jednostce chęć samodzielnego myślenia; dawała jednostce możliwość podejmowania świadomych decyzji i umożliwiała przekształcenie świata w idealne miejsce do zamieszkania dla wszystkich ludzi. Fichte uważał bowiem, że mniejszym nieszczęściem jest błędna wiedza, ale do której jednostka dochodzi wskutek samodzielnego myślenia, niż brak wiedzy i brak samodzielnego myślenia. Zakładał, że prędzej czy później większość społeczeństwa na świecie odpowie na jego apel, dojrzeje do powołania człowieka, nawet jeśli swoją drogę doskonalenia rozpocznie od innej ideologii prawdy.

Świadome siebie i świata jednostki, przekształcają kulturę, w której żyją. W praktyce oznacza to, że przekształcenie powinno być rozumiane jako rozwijanie kultury. Istotny jest tu termin „rozwijać”, który nie stanowi synonimu udoskonalenia. „Rozwijać”, czyli iść dalej, do przodu, tworzyć coś, kreować, wytwarzać coś nowego, przechodzić kolejne stadia ewolucji, nabierać rozmachu, przybierać na sile, toczyć się. Często odrzucać to, co przestarzałe, hamujące postęp.

Postępu cywilizacyjnego można dokonać tylko w jeden sposób, mianowicie wprowadzając powszechną edukację, rozwijać naukę i odpowiedzieć na apel filozofa. Przeszkodą w rozwoju kultury, czy nawet cywilizacji, jest zbyt duża procentowo liczba niewykształconego społeczeństwa. Przy czym należy wyjaśnić, że ten kto ukończył nawet studia wcale nie musi być człowiekiem wykształconym. Wyuczył się jedynie rzemiosła, z którego w przyszłości być może będzie się utrzymywać. Wykształconym człowiekiem będzie ten, który posiądzie wykształcenie ogólnoludzkie, będzie dążył do „czystej świadomości” i będzie siebie, ale też je wciąż doskonalił. Fichte wielokrotnie wskazywał w listach do Konstanta , iż nauka nie zna końca[[Chodzi o Listy wolnomularza.]]. To życie człowieka się skończy, ale poznawanie nauki – nie. Ideę wykształconego człowieka, skonstruowaną przez Fichtego, odnajdujemy w głoszonych tezach hiszpańskiego filozofa José Ortegi y Gasseta, który do „masy ludzkiej” zaliczył ludzi przeciętnych, wśród nich są nie tylko chłopi i robotnicy, ale też niektórzy przedstawiciele warstwy inteligencji, odznaczający się wąskością horyzontów, nikłą wrażliwością, wąską specjalizacją. Tak więc można wśród nich odnaleźć na przykład lekarzy, inżynierów czy profesorów uniwersytetów.

Przyjęcie przez znaczną część społeczeństwa na świecie „powołania człowieka” mogłoby stanowić napęd do rozwoju kultury, w konsekwencji i cywilizacji. Cały czas mam na myśli „rozwój” cywilizacji, a nie jej „modyfikację”, której jesteśmy kolejnymi świadkami, i której świadkami były minione pokolenia. Często spotykamy się z określeniem, iż jakieś idee etyczno-moralne są ponadczasowe. Co to oznacza? Czy należy rozumieć, że ludzkość przed wieloma stuleciami stworzyła coś doskonałego, a w późniejszych etapach swojego istnienia już nie? Nie jest wykluczone, że to twierdząca odpowiedź. Niechęć do nauki, hamowanie rozwoju wiedzy, upowszechnianie zastępczych informacji, które mają interpretować otaczający człowieka świat, powodują, że ponadczasowe idee etyczno-moralne są jedynie modyfikowane; plastycznie to przestawiając, co stulecie ubierane w inne barwy. Można zaryzykować twierdzenie, że ludzkość nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, nie może realizować idei wolnościowych, nie jest w stanie odbić się od przeszłości, ponieważ owe niezrealizowane ponadczasowe idee moralno-etyczne blokują rozwój. Ich ponadczasowość polega na tym, że tylko garstka społeczeństwa w każdym pokoleniu przyjmuje je jako coś oczywistego. Ci idealiści, to zawsze mniejszość w społeczeństwie. Muszą przekonywać niechętnych do idei ponadczasowych czyli wolnościowych i równościowych pozostałych członków społeczności.

Czynnikiem hamującym postęp kulturowy jest zbyt duży procentowo odsetek ludzi niewykształconych. Na ich niechęć do nauki, wiedzy, wolności czy tolerancji wpływa wiele czynników społeczno-ekonomicznych, także uprzedzenia rasowe lub fundamentalistyczna postawa religijna. Tym samym ponadczasowych idei etyczno-moralnych nie można w żaden sposób urzeczywistnić. Stąd permanentna modyfikacja i próba dostosowania ich do percepcji kolejnych, następujących po sobie pokoleń. Przy czym wydaje sie, że nawet formy jęzkowe pozostają te same lub podobne do przeszłych. Wcielenie idei ponadczasowcyh w życie dałoby dopiero możliwość wykonania kolejnego kroku do przodu. Idee ponadczasowe stałyby się tym samym ideami zaprzeszyłymi, które wyznaczałyby niczym kamienie milowe drogę rozwoju. Dopiero wówczas, uczyniwszy pustkę, społeczeństwo mogłoby szukać kolejnych idealnych dróg rozwoju kultury i cywilizacji zarazem. Człowiek, o ile jest wolny, powinien zmierzać do ukształtowania lepszej przyszłości niż doświadczana teraźniejszość. Dzięki temu wyznaczona zostałaby droga do budowania wolności ogólnoświatowej, ale także do urzeczywistnienia pomysłu budowy idealnego państwa, czy może lepiej należałoby powiedzieć idealnych państw, których realne granice byłyby tylko kaprysem polityczno-prawnym. Bowiem jedyna granica jaka by istniała, to ta między jednostkami, które przyjęły powołanie człowieka, a tymi, które do tego powołania jeszcze zdążają.


Stworzona zatem przez Fichtego elitarna koncepcja społeczeństwa, które odpowiedziałoby na jego apel, miała też w konsekwencji urzeczywistnić rozwój kultury. Przyjąć jednak należy, że byłaby to większość społeczeństwa. Wówczas mniejszość chcąca wejść do elitarnego klubu musiałaby poddać się edukacji lub w skrajnych przypadkach egzystować na marginesie rozwijającego się dynamicznie społeczeństwa, mechanicznie przyjmując nowe idee lub (co byłoby też prawdopodobne) zmuszane do ich przyjęcia. Wszystko to jednak w imię wolności jednostki, dla jej dobra. Społeczeństwo, które przyjęłoby powołanie człowieka, kreowałoby nowe idee, nie modyfikowało tych, które do tej pory określały codzienność jednostki. Tym samym dążonoby do urzeczywistnienia ogólnoświatowego egalitaryzmu, wolności i tolerancji, której rzecznikiem stał się Fichte.


Dotykamy zagadnienia rozwoju podawanej wiedzy w naukach humanistycznych. Problemem jest to, że za każdym razem nauki te odwołują się do przeszłości lub tę przeszłość tylko badają. Często obserwuje się nieudane próby jej interpretacji. Niejednokrotnie mamy do czynienia z kilkoma głoszonymi tezami, mimo to żadna z nich nie może być uznana za pewną. Relatywista będzie w równym stopniu wspierał hipotezy lub tezy zwaśnionych stron, dokonując karkołomnych interpretacji, że obie strony mogą mieć w pewnym sensie rację. Jednak w sporach mamy do czynienia z następującą sytuacją, że jedna strona głosi błędny pogląd, druga strona jest w błędzie lub obydwie strony są w błędzie. Dzieje się tak dlatego, że każdy badacz humanistyki subiektywnie odczytuje i interpretuje źródła z przeszłości [[Na subiektywność wypowiedzi człowieka i w związku z tym na odmienne interpretowanie zdarzeń z przeszłości zwrócił też uwagę Baruch Spinoza: „Bardzo rzadko się zdarza, aby ludzie opowiedzieli w sposób prosty jakąś rzecz, jak się zdarzyła, nie dodając do opowiadania swego nic od siebie. Często, gdy widzą lub słyszą coś nowego, a nie wystrzegają się w najwyższym stopniu z góry powziętych mniemań, to ulegają im po największej części tak dalece, że to, co widzą lub o czym słyszą przyjmuje całkiem inną postać; zwłaszcza zachodzi to wtedy, gdy sprawa przechodzi pojętność opowiadającego lub słuchającego, a jeszcze bardziej wówczas, gdy ma się jakiś interes w tym, aby rzecz zaszła w pewien sposób. Stąd się bierze, że ludzie w swych kronikach i opowieściach podają więcej swoje mniemania, aniżeli rzeczy same i że jeden przypadek bywa opowiedziany przez dwóch ludzi o różnych poglądach tak dalece rozmaicie, że mogłoby się zdawać, iż mowa jest o dwóch przypadkach, wreszcie że często wcale nie jest trudno wyłącznie z opowiadań kronikarzy i dziejopisarzy wybadać ich poglądy” – B. Spinoza, Traktaty. Etyka, przekł. I. Halpern, seria Biblioteka Filozofów, Warszawa 2009, s. 476.]]. Na subiektywność i relatywizację przeszłości składa się wiele czynników kulturowych. Ponadto dyscypliny humanistyczne nie posiadają aparatu doświadczalnego, aby mieć możliwość konfirmacji. Przy interpretacji źródeł operują jedynie aparatem logiki. Zdarza się więc, że {a priori} przyjmuje się czyjeś tezy za zasadne, jako najbliższe prawdy (bowiem nie ma możliwości poznania prawdy) lub przez autorytet i na nich rozwija się dalsze teorie naukowe.


Dużym niebezpieczeństwem dla humanistyki są także autorytety. Termin autorytet wywodzi się z języka łacińskiego {auctoritas}, co oznacza powagę moralną, ogólnie uznawaną czyjąś powagę, wpływ, znaczenie, ale też człowieka, instytucję, pismo itp. cieszące się w jakiejś dziedzinie lub opinii pewnych ludzi szczególną powagą. Od tego terminu wyprowadzane jest słowo „autorytatywny”. To ktoś cieszący się autorytetem, pewny, miarodajny, wiarygodny, zasługujący na zaufanie. W praktyce są to rządy nie podlegające jakiejkolwiek kontroli społecznej, oparte na wymaganiu bezwzględnego posłuszeństwa wobec władzy. Wydaje się jednak, że to właśnie w języku angielskim zachowane zostało pierwotne znaczenie terminu „autorytet”, który niezależnie od dziedziny życia człowieka, wskazuje na władzę nad jednostką. Powoływanie się na autorytet uniemożliwia rozwój jednostce, gdyż zamyka się ona w osiągnięciach, czy tworach autorytetu imiennego lub ideowego. Tak przyjęta postawa w rzeczywistości wskazuje na bierność jednostki wobec rozwoju siebie i swego otoczenia. Fichte uważał, że autorytetem dla człowieka jest tylko jego rozum, dopiero wtedy można myśleć o rozwoju – nie modyfikacji. Powołując się na autorytet jednostki (pokolenia) modyfikują ponadczasowe idee, nie tworząc nowych. Jednostka, która podporządkowuje się autorytetom jest zniewolona. Ma bowiem ograniczone spektrum samodzielnego myślenia, tym samym jej umysł jest zniewolony.


Fichte postuluje podjęcie dyskusji. Wówczas jednostki muszą spierać się, czyja interpretacja lub twierdzenie jest słuszne i prawdziwe. Filozof uważa, że dyskusja wprawdzie nie rozstrzygnie, kto ma racje i po czyjej stronie leży prawda, ale może przygotować drogę do prawdy. Zdaje się mówić, że przecież każda jednostka będzie subiektywnie odczuwała, oceniała zjawiska. Wpływ na to będą miały odrębne doświadczenia życiowe, literatura, ludzie poznani po drodze, wyznawana religia lub jej brak, wychowanie w rodzinie, ukończone szkoły itd., itp. W związku z tym każda jednostka będzie posiadała świat swojej prawdy. Za Hansem-Georgiem Gadamerem możemy stwierdzić: „Myślę, że zasadniczo można powiedzieć, iż nie mogą istnieć wypowiedzi po prostu prawdziwe” [[H.G. Gadamer, Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 2000, s. 45.]]. Co z kolei koresponduje z wypowiedzią Fichtego, że: „(...) przynajmniej zostanie przygotowana droga do prawdy”[[J.G. Fichte Filozofia wolnomularza, op.cit., s. 67; List 15 do Konstanta.]] . Jednak poznana prawda powinna być obiektywna, co znaczy, że wiedza naukowa winna być możliwa do uzasadnienia niezależnie od czyjegokolwiek widzimisię. Uzasadnienie jest „obiektywne”, jeżeli każdy w zasadzie może je sprawdzić i zrozumieć [[K.R. Popper, Logika odkrycia naukowego, Warszawa 2002, s. 38.]] .


Odwoływanie się do przeszłości, przypominanie o wciąż elementarnych ideach człowieczeństwa powoduje, że nauki humanistyczne koncentrują się cały czas wokół przekonywania o ich słuszności. Przykładowo wielki przewrót kopernikański, który powinien być także rozpatrywany w naukach humanistycznych, często jest ignorowany przez ich przedstawicieli. Dokonane przez Kopernika odkrycie zmieniło bowiem spojrzenie na człowieka a także jego miejsce w kosmosie. Jednocześnie zapomina się, że wcielenie filozofii kopernikańskiej w życie pozwoliłoby rozwijać się także myśli humanistycznej, wcielić idee ponadczasowe i przygotować oraz wyznaczyć drogę do rozwoju nowych koncepcji człowieczeństwa, zmierzających do wprowadzenia idei wolnościowych. Przydatność filozofii kopernikańskiej dostrzegli Giordano Bruno, a potem Immanuel Kant i Oswald Spengler.


Kolejne pokolenia humanistów przekonują niechęte nauce społeczeństwo do idei wolnościowcyh, do wartości nauki, do idei etyczno-moralnych, przy czym z drugiej strony następuje inwazja praktyki nauk nie tyle przyrodniczych, co wyodrębniających się z niej sfery nauk techniczno-finansowych. One zaczynają dyktować wartości i normy, według których rozwija się społeczeństwo, nastawione na szybki zysk i wzbogacenie, a odrzucające między innymi ponadczasowe idee etyczno-moralne. Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby to rozwój humanistyki pozwolił na kształtowanie się wartości i norm. Dopiero wówczas humanistyka byłaby w stanie poszukiwać nowych dróg rozwoju, nowych idei przyjaznych człowiekowi. Trzeba zaznaczyć, że nie oznacza to, iż gospodarka nie rozwijałaby się, przeciwnie, byłaby szansa na zbudowanie norm społeczno-ekonomicznych przyjaznych społeczeństwu, które społeczeństwo samo zbudowałoby, będąc siebie świadome, przyjmując apel Fichtego. Dopiero takie społeczeństwo, które przyjęło powołanie człowieka, byłoby w stanie nie tylko rozwinąć kulturę, ale i pchnąć cywilizację do przodu. Powtórzę raz jeszcze, znane dotychczas idee ponadczasowe stałyby się ideami przeszłymi, umożliwiając dalszy rozwój cywilizacji.


Jak napisał Jerzy Kochan, Fichte zakładał w swojej wizji idealnego miejsca-państwa spokój, ład, porządek, współpracę, silne i bogate państwo, brak biedy, łatwość zarządzania społeczeństwem, likwidację przypadkowości w życiu społecznym, a do tego jeszcze zastąpienie stałej armii czymś na podobieństwo pospolitego ruszenia, milicji. Jego zdaniem inne państwa zauroczone przykładem, chętnie pójdą już przetartym szlakiem [[Jerzy Kochan dokonał podsumowania tak funkcjonującego państwa według Johanna G. Fichtego, analizując między innymi dzieło niemieckiego filozofa Zamknięte państwo handlowe i inne pisma. Na temat wolności jednostki w państwie szerzej J. Kochan Wolność i interpelacja, Szczecin 2004, s. 73–101. „Wolność, która jest przedstawiana w Zamkniętym państwie handlowym, stanowi rdzeń pewnego projektu społecznego. Jednak – określmy to jeszcze precyzyjniej, uciekając od traktowania wolności jako istoty, lecz właśnie skonstruowana idealna rzeczywistość nowego projektu społecznego – o wiele trafniejsze będzie stwierdzenie mówiące o tym, że wolność jest sama pewną koniecznością, jest pewną przestrzenią społeczną zawartą w koncepcji zamkniętego państwa handlowego, jest historycznie określonym możliwym typem praktyki społecznej”, J. Kochan, Wolność i interpelacja, Szczecin 2004, s. 99.]]. Można by jednak odwrócić myśl, skoro chciał zbudować ogólnoludzkie (ogólnoświatowe) elitarne państwo, to przedstawiciele poszczególnych państw nie szukaliby przykładów w jakiejś konkretnej jednostce państwowej, tylko jednocześnie wcielaliby w życie idee powołania człowieka. Elitaryzm nie byłby zastrzeżony tylko dla jednego państwa. Przypomnę, że w myśl filozofa, Niemcem może być każdy, kto odpowie na jego apel człowieczeństwa. I każdy będzie budował i doskonalił świadomie siebie i otoczenie.

W tak skonstruowanej rzeczywistości ludzkość mogłaby rozwijać się dalej, tworząc przyjazne człowiekowi miejsce na ziemi. Wcielając ponadczasowe idee etyczno-moralne, przygotowano by też miejsce dla nowych idei. W ten sposób urzeczywistniłoby się też państwo ogólnoludzkie, w którym jednostki łączy wspólny element – powołanie człowieka.







Cytat Ze stracha na stracha spokojnie przelatują wróble.

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki