Nk on-line

Egzystencjalizm jako filozofia możliwości

24/06/2008

NICOLA ABBAGNANO

Egzystencjalizm jako filozofia możliwości

Nicola Abbagnano, Egzystencjalizm jako filozofia możliwości (1952) [1]

tłumaczył Jakub Bartoszewski, przkład przejrzał Piotr Przesmycki 22.06.2008

Nicola Abbagnano urodził się 15. VI. 1901 roku w Salerno. Zmarł w Mediolanie 9. IX. 1990 roku. Włoski filozof zajmował się egzystencjalizmem a także filozofią nauki, socjologią. Jest twórcą filozofii możliwości. Studiował w Neapolu. Doktoryzował się pod kierunkiem Antonio Aliotty. Po ukończeniu studiów nauczał filozofii w szkołach średnich, następnie na uniwersytecie w Turynie, gdzie założył centrum studiów metodologicznych i czasopisma naukowe Rivista di filosofia i Quaderni di sociologia. W latach 1952-1960 patronował grupie intelektualistów zwanej „neoilluministami”. Do śmierci propagował własną myśl filozoficzną na łamach czasopism naukowych, a także gazet Il GiornaleLa Stampa.

1. Wielka księga 2. Wolność 3. Możliwość 4. Możliwość i jej negatywne oblicze 5. Egzystencjalizm negatywny 6. Egzystencjalizm teologiczny i ontologiczny 7. Czy kryterium wyboru istnieje?

1. Wielka księga

Wyobraźmy sobie, że gdzieś na ziemi istniałaby wielka księga, w której wszystko było by zapisane i wyrażone, a co dotyczyło by zbawienia i szczęścia ludzi. Wiemy, że każdy z nas może znaleźć w tej książce pewną precyzyjną i niezawodną wskazówkę, dotyczącą wszelkich własnych sytuacji zarówno o dużym jaki i niewielkim znaczeniu; może odnaleźć wskazania precyzyjne i nieomylne odnoście takich kwestii jak: szczęście, życie i śmierć własna lub innych, pokój i wojna, znaczenie nauki lub religii oraz, w ogólności, wiedzy ludzkiej i pokrótce tego wszystkiego, co może interesować człowieka oraz tego, co może posłużyć do jego kierowania. Bez wątpienia, istnienie tego rodzaju księgi było by dla nas bardzo użyteczne oraz wygodne. Jednakże przypuśćmy, że język i charakter pisma, w jakim napisano tę książkę nie będą do końca zrozumiałe, iż będzie ona możliwa do odczytania w pewnych fragmentach ale nie w całości, a nigdy w sposób taki, który uniknąłby wątpliwości, że jej lektura mogłaby być inna. Moglibyśmy więc postąpić naprzód w lekturze niektórych rozdziałów; z innych to, co przeczytalibyśmy będzie wielce wątpliwe; z pozostałych udało by się odczytać niewiele lub nic. W każdym bądź razie, wypróbujemy w życiu wskazówki i sugestie owej księgi, a gdy próba nie powiedzie się, wrócimy do kart książki, by czytać je dokładniej i pojąć to, co ona rzeczywiście oddaje oraz czego od nas wymaga. W ten sposób, pośród prób, błądzenia, relektury, ponownego popadania w błędy, postępów i regresów będziemy kontynuować ten proces, zawsze w nadziei, że księga ukaże nam pewną i niezawodną drogę każdej życiowej sytuacji, mniej lub bardziej rozczarowując [nas] ową nadzieję.

Dziwna księga, powiecie. I przyznam wam rację. Jednak gdyby ona istniała, jaki byłby stan nas - ludzi? Śmiem twierdzić, że dokładnie ten sam, w jakim jesteśmy, a który możemy dostrzec lub określić my sami. Niewiele rzeczy jest pewnych, a i te nie są do końca pewne, wolne od wątpliwości lub też możliwości wątpliwości. Dobrobyt, bezpieczeństwo, szczęście i to wszystko, co nazywamy wartościami nadającymi sens i smak życiu, czyli piękno, dobro, prawda, [są] zawsze niepewne i zmienne z tego powodu, że księga nigdy nie daje się czytać w sposób klarowny lub dlatego, że to, co przeczytamy nie jest w stanie wystarczająco nas oświecić. Staramy się strzec posiadanych dóbr oraz powiększać ich zasób, jednak nasze próby nie zawsze są udane i w każdym przypadku żadna z nich, u swego początku, nie daje absolutnej gwarancji powodzenia. Jesteśmy zmuszeni zaryzykować. Czasem ryzyko będzie uzasadnione, ponieważ z góry okaże się w dużej mierze prowadzić do sukcesu; innym razem będzie jeszcze lepiej; jednak w każdym przypadku trzeba je podejmować, gdyż stuprocentowej pewności powodzenia nigdy nie otrzymamy. Sama wiara jest tego rodzaju ryzykiem. W każdej chwili mogę ją stracić i dla jej zachowania muszę pozostać czujny. Dlatego bezpieczeństwo, jakie mi ona zapewnia jest podobne do bezpieczeństwa, które posiada uzbrojona armia pewna swej niezwyciężoności - musi dbać o własne uzbrojenie, nieustannie je powiększać i ulepszać, by móc pozostać i czuć się niepokonaną. I miłość jest ryzykiem, które może przerodzić się w nienawiść lub, co gorsza, wypalić się w szarości obojętności. Taki jest nasz stan i podobny byłby tych ludzi, których własne życie i przeznaczenie zależało by od lektury tajemniczej wielkiej księgi.

Poczyńmy zatem krok naprzód w naszej hipotezie. Przypuśćmy, że pewna grupa osób specjalizuje się w lekturze owej wielkiej księgi i stanie się lepsza od innych w dogłębnym [jej] odczytywaniu. Zapewne dostrzegą oni coś, co innym uszło uwagi, będą obstawać przy swoich odkryciach i przedstawią je jako rozstrzygające. Załóżmy, że osoby te nazwiemy . Wielce prawdopodobne jest, biorąc pod uwagę trudności lektury wielkiej księgi, że nie będą oni zgodni między sobą. Niektórzy uwierzą w to, iż znaleźli jedyną i właściwą metodę czytania całości. Każdy z nich będzie pretendował do nieomylności swojej lektury i, naturalnie, zderzy się z podobnym roszczeniem do nieomylności sposobu czytania stosowanego przez innych. Natomiast pozostali - uwzględniając właśnie ów kontrast między lekturami, z których każda rości sobie prawo do bycia niezawodną - stwierdzą, iż księga w całości jest niepojęta i że niczego nie da się z niej wyczytać, a z tego powodu oczekiwane lektury będą wszystkie identyczne, czyli jednakowo nieprawdziwe. Możliwe że znaleźliby się i tacy, którzy stwierdzą, że księga jest, mniej więcej, taka, jaka przyjęliśmy na początku - tzn., że nie jest możliwa jej lektura niepowtarzalna, całościowa i ostateczna - i że to, co jesteśmy w stanie wyczytać musi zostać potwierdzone powtórną lekturą, następną i następną, bez możliwości dojścia do lektury końcowej i ostatecznej; iż będzie bezużyteczne dalsze czytanie. To oczywiste, że gdy pierwsze dwie grupy filozofów zerwą z kolejną lekturą wielkiej księgi - pierwsi, ponieważ wierzą, że lektura ostateczna została nam dana; drudzy, gdyż w ogóle nie jest możliwa lektura; trzecia grupa filozofów będzie dalej postępowała w lekturze i relekturze księgi. Dla nich bowiem to, co każdy z nas może wyczytać nigdy nie będzie lekturą ostatecznie prawdziwą, ani lekturą absolutnie fałszywą. Będzie to jedynie lektura wypróbowywania przez następną lekturę, która jej zaprzeczy lub ją zmodyfikuje. Innymi słowy, owi filozofowie wskażą nam drogę o wiele mniej dogodną i bardziej angażującą; będzie to jednak droga, na której trudniej o złudzenia i rozczarowania. Z powodów, które staną się oczywiste dzięki dalszej rozprawie, tę ostatnią grupę filozofów nazwę - filozofami egzystencjalistami.

2. Wolność

 

Być może okaże się zbyteczne twierdzenie w tym miejscu, że fikcja wielkiej księgi, która nadała impuls [tym rozważaniom], nie jest fikcją w czystej postaci. Wielka księga istnieje, a jest nią świat, rzeczywistość lub - jak określają ją w znamienity sposób filozofowie - essere [istnienie], jakim jest człowiek. Odkąd jest on na ziemi nigdy nie zaprzestał poszukiwania wiedzy o tym kim jest, czym powinien być, co musi czynić i czego winien się spodziewać. Stronami księgi, którą staramy się odczytać jesteśmy my sami oraz inne osoby; otaczające nas rzeczy; dobra, o które się troszczymy; ideały i wartości, w które wierzymy. Czytamy i znów czytamy te strony, aby uchwycić ich znaczenie i sprawić, aby stały się przewodnikiem naszego życia. Jeżeli jednak zapis tych kart jest taki, jaki założyliśmy, jeśli jest on sam z siebie nieoczywisty, problematyczny i nie nadający się do konkretnej i normatywnej lektury, jedyną rzeczą - usuwając złudzenie ostateczności oraz optymistyczną egzaltację, której [ta lektura] mogłaby być źródłem - jaka wybawia nas z niebezpiecznych omyłek i gorzkich rozczarowań oraz pozwala nam zmierzyć się w pełnej świadomości, a przez to w sprzyjających warunkach, z brakiem życiowej pewności jest to, co przyjąłem za własne od filozofów egzystencjalistów. Postarajmy się zatem dokładnie poznać ich poglądy.

Po pierwsze, to oczywiste, że kondycja istnień ludzkich, jaką określają oni za własną, jest niezmiernie kłopotliwa. Jednakże posiada [ona] również pewną korzyść. Pierwsza - i rzekłbym jedyna - korzyść to ta, iż jesteśmy wolni. Nieoczywistość druku owej księgi świata sprawia, że wszystko co czynimy na jakiejkolwiek płaszczyźnie [naszego życia] i naszego istnienia, to kim sami jesteśmy, nie jest określone w sposób precyzyjny i niezawodny przez ową samą książkę. Księga nigdy nie oświeci nas w stopniu doskonałym, to prawda. Jednak [z drugiej strony] i zupełnie nie pokieruje, nie zmusi do tego, by być tym, kim jesteśmy i robić to, co robimy. To oczywiste, że jeśli potrafilibyśmy przeczytać całą księgę, wszystko było by zdeterminowane i narzucone przez nią. Jednakże z tego względu, iż nie jesteśmy w stanie odczytać wszystkiego, zawsze pozostanie dla nas pewien margines, dzięki któremu możemy być i działać w taki albo inny sposób; pewna przestrzeń wyboru, margines nierozstrzygniętych możliwości. Ponieważ ów margines nie znajduje się w tym lub innym miejscu księgi, tzn. w tym albo innym punkcie interesującej nas rzeczywistości, ale wpisany jest on w każdą z linijek i we wszystkie aspekty tej rzeczywistości, od początku do końca tej lektury - w ciągu trwania całego naszego życia – jesteśmy wolni.

Jesteśmy wolni, wszakże wolnością sui generis - ograniczoną, uwarunkowaną, spętaną. Pomyślcie przez moment. Nikt z nas nie może stać się tym wszystkim, kim chce, na przykład artystą, filozofem, świętym, człowiekiem interesów, obojętnie; [lub mieć] te rzeczy i inne, wszystkie razem. Karty księgi nie mówią nam o wszystkim, ale pozostawiają pewne wskazówki. Gdybyśmy ich nie zauważyli, ponieślibyśmy porażkę. Nie mogę <być>i <robić>wszystkiego obojętnie, muszę liczyć się z moimi rzeczywistymi możliwościami. Zawsze mogę mniej lub bardziej zdawać sobie z tego sprawę, [mogę] pomylić się co do nich, a nawet jeśli się nie pomylę, mogę iść za nimi i je mniej albo bardziej rozwinąć. Mogę także rozwijać je w jednym, niż w wielu [innych] kierunkach (a w tym miejscu mogę znów popełnić błąd) i w ostateczności zakończyć swoje życie sukcesem lub porażką albo też, to pospolity przypadek, połowicznym powodzeniem- aurea mediocritas [złoty środek]. Żadne z tych rozwiązań nie jest z góry pewne, ale jedno z nich pozwoli mi bardziej zaufać innym. Moja wolność wyraża się w wyborze pomiędzy nimi w taki sposób, aby obrać drogę lepszą; w wiernym naśladowaniu moich wyborów i nie porzucaniu ich, chyba że jedynie wtedy, gdy jawny jest błąd. Co do drugiego z tych wyborów, moja osobowość uformuje się w taki czy inny sposób; nabierze dobrych lub złych cech; takiej albo innej właściwości. Jej [poszczególne] części i elementy będą musiały zostać porzucone w czasie drogi, zanim osiągnie ona pewną względną formę i niezmienną spoistość. Jednakże na tym etapie sukcesu i powodzenia bezpieczeństwo związane z moją osobowością nie będzie absolutne i będę musiał jeszcze czuwać oraz walczyć o jego utrzymanie - co stanowi powodzenie istnienia; muszę unikać upadków, błędów, zmian, które mogłyby zagrozić lepszym drogom konstytuującym owo bezpieczeństwo. Lektura i relektura księgi winna trwać nieustannie.

Taka jest ludzka wolność, jakże inna od tej, która przynależna byłaby pewnemu wszechmocnemu bóstwu, które oczywiście byłoby wolne w darowaniu wszelkich możliwych doskonałości. Jakże różna jest ona także od tej, którą nasz wielki humanista XV wieku - Pico della Mirandola, przyznawał człowiekowi, gdy Bóg kierował do człowieka słowa: . Taka [wolność] byłaby jeszcze wolnością nieskończoną, przepotężną, twórczą, a nie ludzką. Wolność człowieka jest o wiele bardziej ograniczona, ponieważ istnieje jedna możliwość wyboru mieszczącego się w wąskich granicach. To, kim możemy być i co możemy robić jest, w każdym przypadku, określone przez niezależne od nas czynniki, zasugerowane przez księgę świata. Niemniej, także w tych granicach nasza wolność jest rzeczywista. Jest [ona] wolnością groźną. Od niej w ostateczności zależy dobro i zło świata. Jako że złu - na ile ograniczony będzie nasz wybór - możemy odpowiedzieć zawszenie, dobru rzec tak. Dobro i zło będą zależeć w pewnej mierze od owego nie oraz tak.

Tak ograniczona wolność, poddana różnego rodzaju czynnikom i przeszkodom jest właściwą wolnością człowieka. Oto właśnie wzniosły temat współczesnego egzystencjalizmu, wokół którego skupiają się wielorakie tendencje tego nurtu filozoficznego. Spróbujmy je określić.

 

3. Możliwość

Wolność, w którą jako istoty ludzkie jesteśmy wyposażeni, także ze względu na to, co powiedziałem, należy rozważyć jako aspekt fundamentalny naszego społeczeństwa. Choć jest to zawsze wolność o ograniczonym wyborze, stawia nas wobec ciągłego decydowania. Jest oczywiste, że każdy wybór zakłada istnienie pewnej liczby innych możliwości, które są możliwe lub które przynajmniej za takie uchodzą. Każdy z nas w każdym momencie uważa, że może wykonać tę lub inną rzecz, iż jest w stanie przyjąć taką czy inną postawę, obrać tę albo inną drogę postępowania. Możność czynienia i zdolność bycia, w sposób nieodzowny, konstytuuje [naszą] kondycję, aby każdy z nas dopełnił swoich wyborów i podjął własne decyzje. Nikt, naturalnie, nie podejmuje drogi, której nie jest w stanie przebyć, jednak - co oczywiste - bywa często tak, że w ocenie tego, co potrafimy lub czego nie potrafimy, mylimy się, przez co jesteśmy zmuszeni w pewnym momencie do nie uznania już więcej tego, co na wstępie [możliwym] się jawiło i do wzięcia pod uwagę innych możliwości. Tak dzieje się we wszystkich ludzkich sprawach, zarówno tych nic nie znaczących, mało istotnych, jak i doniosłych, decydujących lub jak się mawia - historycznych. Jednakże chciałbym tutaj podkreślić to jedynie, że wolność oznacza wybór, a wybór oznacza możliwość.

Niepotrzebna będzie raczej obrona doniosłości pojęcia możliwość jakie zajmuje w egzystencjalizmie, a w ogólności we współczesnej filozofii. Nie nadmieniam tu niczego na temat rozwoju badań nad tym pojęciem. Pozwolę sobie jednak ukazać na odpowiednim przykładzie jak zawiera się ono we wszystkich naszych słowach i aktach, stając się w pewien sposób bodźcem wszelkich spraw ludzkich. Jeśli stwierdzę, dla przykładu: “w tym pomieszczeniu jest przedmiot x”, biorąc za obiekt x krzesło, stolik, lampę lub jakąkolwiek inną rzecz, to jedyne co mogę powiedzieć to to, że mogę zobaczyć przedmiot, dotknąć go, posłużyć się nim w sposób zgodny z jego przeznaczeniem, zmienić jego położenie, a nawet sprzedać, wymienić, itd. Dla tych możliwości zobaczenia, dotyku, posługiwania się, itd. wspólne jest to, że ja poznaję przez afirmację istnienie określonego przedmiotu. Jeśli zaś inna osoba nie będzie zadowolona lub nie uwierzy moim dowodom, nie znajdzie innego sposobu ich weryfikacji, jak tylko poprzez osobistą możliwość dotknięcia, zobaczenia, itd. tego przedmiotu, powracając do tych samych możliwości, w których dokonała się moja afirmacja. Łatwo zrozumieć, że każde analogiczne twierdzenie daje się wyjaśnić w podobny sposób: inna będzie natura nakreślonej możliwości, chociaż ciągle będzie chodziło o możliwość. Jeśli, na przykład, powiemy: , to przypisujemy Sokratesowi pewne możliwości poszukiwania, orientacji, iluminacji oraz zachowań wobec życia i świata w ogóle, które nie są właściwe wszystkim, a jedynie tym, którym rezerwujemy tytuł posiadającego wiedzę. Afirmacje uzyskane przez naukę nie odznaczają się innym charakterem. Poznanie naukowe, w ogólności, nie jest niczym innym, jak możliwością poczynienia pewnych obserwacji i otrzymania konkretnych wyników. Wzory, normy, zasady, dowodzenia wszystkie są możliwością w tym oto sensie: [to] możliwości, w których odnajdujemy wyjątkową wartość, a czasem wyższe znaczenie, są [one] jednak zawsze możliwością. Nie istnieje, de facto, norma, wzór lub dowodzenie, którego nie można by przekroczyć albo, wobec których winno się być uległym. Oznacza to, że każda norma, wzór, dowód otwiera przed nami alternatywę, że pozwala nam dokonać wyboru. Wnioski matematyki, gdy zostaną zastosowane w odniesieniu do życia, stają się normą w takim oto sensie: dla przykładu, 2 + 2 = 4 - jest normą, która informuje nas o tym, że mając dwa przedmioty po jednej stronie i po drugiej również dwa, możemy i powinniśmy wziąć pod uwagę te przedmioty wszystkie razem jako cztery. Jednakże oczywiste jest, że daną normę można naruszyć i jest ona przekroczona w dobrej wierze przez kogoś, kto nie potrafi liczyć lub w złej wierze, przez tego, kto w mało uczciwy sposób chce pozyskać dla siebie korzyści. Normy kierujące bieg różnych spraw są po prostu tymi, które określają możliwość uzyskania oczekiwanych rezultatów; tak jak reguły sztuki konstrukcyjnej są takie, że czynią możliwymi utrzymanie w pionie budynków służących w proponowanym [przez projekt] celu. Jasne jest to, iż jak wielki byłby przywilej

i dostojność związane z niektórymi możliwościami w odniesieniu do innych, to możliwości pozostaną te, które są, ni mniej ni więcej, możliwością. Zasada moralna lub religijna, dla przykładu jedno z przykazań Dekalogu, nie sprawia niczego innego, jak wskazuje pewną możliwość działania lub zachowania, która przy właściwych racjach, wydaje się stać wyżej nad innymi. „Nie zabijaj”, „Nie kradnij”, to przykazania pozostające poza wszelką dyskusją, a które działają nie inaczej, jak tylko wskazują pewne działania możliwe. W rzeczywistości nie wykluczają, jako niemożliwe, przeciwnego działania, stanowiącego przekroczenie tychże przykazań. Co więcej, ich przekraczanie dokonuje się, niestety, ciągle i codziennie, co oznacza, że stają się one niemożliwością odnoszącą się do , [wzywającą] zatem do właściwie zorientowanego wyboru ludzi.

Można powiedzieć, że nie jest to zawsze prawdą i że istnieją twierdzenia, które oznaczają pewną konieczność, a nie możliwość. Jeśli mówi się, na przykład, “ciała umierają”, to wyraża się przez to pewien fakt konieczny, który nie może się nie potwierdzić. Ale w rzeczywistości, to zdanie - i wiele innych, które odnoszą się do świata naturalnego, nie są [czymś innym], jak regułami przewidywania, umożliwiającymi przewidzieć bieg jakiegoś faktu. A jak wszystkie reguły, mogą zostać przekroczone. Dla przykładu, uczestnicy seansu spirytystycznego będą spodziewać się zjawiska lewitacji, które przekracza normę wyrażoną w tym zdaniu. Naturalnie, nie wypowiadam się co do rzeczywistości tych zjawisk. Stwierdzam jedynie fakt, że zdania tego rodzaju wyrażają reguły, czyli możliwość przewidywania lub takiego zachowania, które - tak jak inne reguły - mogą zostać przekroczone.

Konkluzję powyższych rozważań można sformułować następująco. Cokolwiek człowiek by czuł, myślał lub robił; cokolwiek by powiedział, znajduje się przed “może być”, które otwiera przed nim możliwość jakiegoś wyboru. Na tym może być opiera się cała ludzka egzystencja. Co więcej, nie jest ona niczym innym, jak owym może być.

4. Możliwość i jej negatywne oblicze

W ten sposób dotarliśmy do punktu centralnego egzystencjalizmu jako filozofii. Różne nurty egzystencjalizmu zbiegają się w tym miejscu, stanowiącym jednocześnie punkt ich rozejścia. Wszystkie one zgodnie potwierdzają, że ludzkie życie jest całokształtem możliwości i że z tego powodu nie może być zrozumiane w całej swej złożoności i w określonych szczegółach, jak tylko jako możliwość. Spróbujmy określić teraz znaczenie i zasięg tego twierdzenia.

To, co jawi się nam jako możliwość może się zrealizować, ale może również się nie zrealizować. Każda możliwość posiada, by tak rzec, dwa oblicza nierozerwalnie złączone jedno z drugim: oblicze pozytywne, które wskazuje coś rzeczywistego, mogącego się udać lub [coś] oczekiwanego; oraz oblicze negatywne, które ukazuje coś nierzeczywistego, coś co [skazane jest na] niepowodzenie albo coś nieoczekiwanego. Możemy być pociągnięci do rozważenia, raz po raz, z większą uwagą jednego lub drugiego oblicza, a częściej - naturalnie - pozytywnego. Jednakże drugie z nich zawsze istnieje i jest [nie do] wyeliminowania. Rozważmy przez chwilę małe i wielkie plany, z których składa się nasze codzienne życie: plany pracy, interesów, przyjaźni, życia rodzinnego, studiów, badań, rozrywki, itd. We wszystkich tych przypadkach zamierzamy, w pewien sposób, rozwinąć jakąkolwiek naszą działalność, mając na uwadze określone wyniki, które uważamy za pożądane. Jest jednak oczywiste, że każdy z tych planów nie jest czym innym, jak możliwością lub całokształtem przyszłych możliwości i że z tego powodu ich realizacja - nawet jeśli z początku okazuje się być dobrze prowadzona - nigdy nie jest pewna i niezawodna. Niektóre [z nich], na pewnym etapie, mogą wydawać się zrealizowane. Jeśli jednak staną się planami przyszłości, to pozostawią na nowo możliwy dostęp do niepewności, inne wcale się nie zrealizują; jeszcze inne urzeczywistnią się w sposób odmienny od przewidywanego, a przez to stanie się trudne do określenia czy koniec, w danym momencie, będzie faktycznie [ich] realizacją. W każdym przypadku cechą decydującą, która znamionuje ludzkie plany jest całkowita niepewność - ich negatywne oblicze - możliwość, która nie będzie zrealizowana.

Ale jest coś więcej. To, co istnieje jedynie jako możliwość, może w każdej chwili być nie istnieniem. Jeśli ludzka egzystencja jest w swej złożoności możliwością, to możliwość nie istnienia towarzyszy jej i ją definiuje. Owa możliwość nie istnienia jest tym, co wszyscy rozumieją jako słowo “śmierć”. Śmierć, z tego punktu widzenia, nie jest zakończeniem jakiegoś okresu, kresem, końcem, czymś umiejscowionym lub dającym się umiejscowić w danej chwili, a przez to charakteryzuje jedynie ten moment i żaden inny. Istnieje jednak - zawsze obecna z życiu człowieka - możliwość, która warunkuje wszelkie jej przejawy. Możliwość śmierci - którą każdy odnosi nie tylko do siebie, ale także do innych, jest podstawą - natenczas zakrytą - działania, myśli, czułości, starań i wszelkiego rodzaju trosk. Pomyślmy dla przykładu o całej pracy i przeróżnych działaniach, do których ludzie są bezpośrednio lub niebezpośrednio zmuszeni, niezbędnych do codziennego zaspokojenia ich potrzeb. Oczywiste jest, że to zaspokajanie byłoby nieużyteczne albo o wiele mniej zachęcające lub też przyjęłoby inną formę, gdyby ludzie nie mogli umierać; toteż w tym przypadku nie zaspokajanie owych potrzeb nie spowodowałoby fatalnych skutków. Uczucia, starania, zmartwienia są jednak uwarunkowane o wiele częściej ciągłą możliwością śmierci, jaka ciąży nad człowiekiem. Możliwość ta odbija się później na wszelkiej działalności, przedsięwzięciach i planach ludzkich, zagrażając ich kontynuacji i realizacji, rodząc tym samym nowe ryzyko, które wiąże się ściśle z charakterystyką tych planów, czyli możliwość w przyszłości.

Te proste rozważania- których wagę każdy może pojąć, wynikają bowiem z różnych dróg ludzkiego doświadczenia, które nie jest proste i nie pozwala zapominać - ukazują w jaki sposób pojęcie możliwości, użyte w sposób właściwy dla egzystencjalizmu dla zrozumienia ludzkiej egzystencji, w swej złożoności nie pozwalają sformułować wniosków uspokajających czy optymistycznych, co do przeznaczenia życia ludzkiego na ziemi. Łatwo zrozumieć, z tego co przedstawiłem, że egzystencjalizm trudno przedstawić jako jedną z tych filozofii, które egzaltowałyby człowieka. Jego przeznaczenie i rzeczywistość w jakiej żyje ozdabiane są różnymi powabnymi kolorami i roszczą sobie prawo do ukazania, że droga człowieka na ziemi będzie zagwarantowana w stu procentach, a przez co ideały, wartości, zasady, w które wierzy osiągną niezawodny triumf. Przeciw tym filozofiom egzystencjalizm ukazuje nieprawdę i zmierza ku polemicznemu przedstawieniu w jasnym świetle niestałości, sprzeczności, aspektów negatywnych i szokujących, które ofiaruje nam egzystencja - jak to jest zawsze - oraz tego, co w nim lepsze; możliwości zła, błądzenia i nicości. Z tej to postawy polemicznej, w klimacie literatury egzystencjalnej, [która wskazuje na pewne] elementy pełne goryczy, przykrości i zawodu, [ukazuje się] przymiotnik egzystencjalny, [który] wyszedł z bieżącego użytku (prawdę mówiąc w sposób niejasny) [w celu] opisania każdej formy uwagi skupionej na najciemniejszych, niewłaściwych i negatywnych aspektach życia.

5. Egzystencjalizm negatywny

Filozofia egzystencjalizmu, w swej większej części, nie ogranicza się do postawy polemicznej. Swoją uwagę częściej kieruje ku aspektowi negatywnemu możliwości, jakie stoją przed człowiekiem i które go konstytuują. Już prekursor tej filozofii w XIX wieku - Duńczyk Søren Kierkegaard - ukazał stanowczo w jasnym świetle obezwładniającą moc możliwości. Jego życie zdominowane zostało przez epizod, który dla człowieka o zdrowych zmysłach może wydawać się niezrozumiały lub też o niewielkim znaczeniu, jednak dla niego miał znaczenie decydujące. Zaręczył się z kobietą, którą kochał i która mogła mu zapewnić gwarancję szczęśliwego związku, jednakże po pewnym czasie - bez szczególnego powodu - zdecydował o zerwaniu zaręczyn i o porzuceniu małżeństwa. Jak to możliwe? Otóż, sparaliżowała go świadomość możliwych konsekwencji swego czynu. Konflikty, nieporozumienia, różnice osobowości, braki w wypełnianiu obowiązków i wymagań małżeńskich, a wreszcie brak szczęścia, pomyłki, grzechy - to wszystko może zdarzyć się w życiu małżeńskim. Z tego co wiemy, Kierkegaard nie miał szczególnych powodów, by się obawiać o nie bardziej niż inni, ale on jasno widział i przewidywał czystą możliwość. I ta czysta wątpliwość wystarczyła do tego, by zrezygnować z życia małżeńskiego. W jednej ze swych znanych książek z przedziwną jasnością opisał tę szczególną formę lęku, którą jest udręka. Nie jest ona - w ogólnym tego słowa znaczeniu - lękiem, ponieważ lęk rodzi się z konkretnego i poznawalnego niebezpieczeństwa. Udręka zaś jest jedynie . Jest ono mianowicie uczuciem, które towarzyszy rozważaniu wymiaru negatywnego i redukcjonistycznego wszelkich możliwości, jakie się pojawiają, także tej odnoszącej się do małżeństwa, jak i do każdego innego planu, inicjatywy lub pracy, w którą możemy się zaangażować.

Oczywiste jest wszelako, że jednostronne rozważanie aspektu negatywnego możliwości jakie stoją przed nami - jeśli jest dogłębne - zmierza do zlikwidowania własnego charakteru możliwości. Jeżeli, de facto, wobec każdego ewentualnego planu czy inicjatywy nakreślą mi się jedynie ryzyka i niebezpieczeństwa, które są z nimi złączone i które w każdej chwili mi zagrażają - redukując [ich realizację] do zera - ów brany pod uwagę plan czy działanie nie będą już możliwe. Innymi słowy, zostaniemy porażeni i, jak Kierkegaard wobec jego zamiaru małżeństwa, odejdziemy [od naszych zamiarów], uznając za niemożliwy każdy plan, który - przynajmniej na pierwszy rzut oka - wydawał się być możliwy. Pozwolimy, by [ten plan] nas opuścił, nie ze szczególnych powodów - nie dlatego, że uważne sprawdzenie owego określonego planu przekona nas do tego, iż jego powodzenie było jedynie pozorne, ale jedynie z ogólnego i niesprecyzowanego powodu, który odnosić się będzie jednakowo do wszystkich innych planów, czyniąc je w zalążku niemożliwymi. Z tego punktu widzenia wszystkie plany, wszelkie ludzkie możliwości zostaną zredukowane na tym samym poziomie. Niepotrzebna będzie ich jednostkowa ocena, ich porównywanie, ich wybieranie według określonej możliwości realizacji, którą się odznaczają, na podstawie kryteriów, które dadzą skuteczny wynik. Wszystkie możliwości zrównoważą się na wspólnej drodze, płaszczyźnie, która stanie się jedną, braną przez nas pod uwagę i droga negatywna, dla której każda [z możliwości] może się nie zrealizować. Ta negatywna droga w odniesieniu do siebie i rozważana abstrakcyjnie doprowadzi nas do wniosku, że możliwości te będą miały taką samą wartość, tzn. zero lub bliskie zeru i że wybór pomiędzy jedną a drugą jest po prostu bez znaczenia lub wręcz niemożliwy. Oto w rzeczywistości droga egzystencjalizmu niemieckiego oraz Sartre`a. Gdy Heidegger twierdzi, że wszelkie możliwości ludzkie chociaż rozciągają się w przyszłość określając ją, to cofają się wstecz, do przeszłości; do tego, co już było lub już się wydarzyło - potwierdza on równoważenie się wartości takich możliwości, gdyż redukuje je wszystkie do prawdziwych i właściwych niemożliwości.

W rzeczywistości jedyną możliwością, jaka stoi przed człowiekiem, jest - według Heideggera - ta, by zrozumieć lub nie zrozumieć niemożliwości istnienia (to znaczy śmierć). Jednak także i tu, niezależnie od wyboru, rzeczy nie zmieniają się, jako że niemożliwość istnienia - niezależnie czy zostanie zaakceptowana i przyjęta czy też się ją zignoruje lub ukryje - takową pozostanie. Gdy Jaspers twierdzi, że wszystkie ludzkie możliwości są związane z pewną sytuacją i de facto zależne od niej - przez co nie pozwala ona zobaczyć z wyprzedzeniem tej sytuacji bez możliwości jej zmiany - głosi on równowartość wszystkich możliwości, redukując je do niemożliwości. Osobiście nie mogę być lub chcieć albo działać inaczej niż to kim już jestem, ale to kim jestem nie jest przedmiotem wyboru i nie daje mi innej możliwej alternatywy, jak tylko być tym, kim jestem. Również w tym przypadku jedyny wybór jaki posiadam polega na tym, by kontynuować bycie tym, kim jestem - wiedząc kim jestem - lub kontynuować bycie [tym, kim jestem] nie wiedząc tego. Jednakże ten wybór (jak to widać wyraźnie) nie ma żadnych konsekwencji praktycznych. W końcu gdy Sartre stwierdza, że wszelkie działania ludzkie są równowartościowe, gdyż wszystkie są skazane na niepowodzenie, stąd - w gruncie rzeczy – można upić się samotnością (albo dowodzić ludźmi), podkreślając dobitnie tę formę ekwiwalencji wartości możliwości człowieka, którą poparli już Heidegger i Jaspers.

Musimy podkreślić nieco osobliwy los tej formy egzystencjalizmu, która - tak jak Saturn - pożera swoich synów. Bierze ona swój początek od stwierdzenia, że człowiek żyje i oddycha w świecie możliwości, które może wybierać; swój koniec ma natomiast w tym, że nie istnieją możliwości, a jedynie niemożliwość i że nie ma niczego do wyboru. Innymi słowy, te formy egzystencjalizmu wykorzystując pojęcie możliwości jako pewnego rodzaju bodźca dla wzniesienia ludzkiej egzystencji do poziomu pojmowania, tłumią je lub, co gorsza, uznają, iż one nigdy nie istniały. Pojęcie możliwości u tych filozofów przeradza się w [pojecie] niemożliwości. Pomyślcie teraz o różnicy, co więcej, o przepaści, jaka dzieli te dwa pojęcia. Niemożliwość jest konieczna (w najwęższym i ścisłym sensie tego słowa): wobec niemożliwości nic nie da się zrobić i niczego stwierdzić. Możliwość jest wolnością i wobec możliwości człowiek może dokonać wyboru .

6. Egzystencjalizm teologiczny i ontologiczny

Z innej strony, nie brak filozofii egzystencjalistycznych, które - przynajmniej na pierwszy rzut oka - uniknęły tej redukcjonistycznej alternatywy. Są to takie formy egzystencjalizmu, które zakładają w możliwościach egzystencji [istnienie] relacji z Bogiem, z Bytem lub Wartością, dzięki któremu można wznieść się ku nieskończoności, absolutności i - niewiele mówiąc - ku wszechmocy pojęcia tej relacji, dla zagwarantowania owej relacji, a zatem i poznania w możliwościach egzystencji charakteru pozytywnego, dzięki któremu wydaje się otwierać przed człowiekiem horyzont pewności. Zarówno wtedy, gdy Boga pojmie się jako Tajemnicę ofiarującą się człowiekowi bardziej w miłości niż rozumowej spekulacji (Marcel); także, jeśli ujmie się Go jako Byt całkowicie obecny w wewnętrznym doświadczeniu (Lavelle); również, gdy pojmie się Boga jako najwyższą Wartość, która ujawnia się w doświadczeniu moralnym (Le Senne), to owocem tych interpretacji - w każdym przypadku - będzie ofiarowanie człowiekowi gwarancji, że możliwości jego egzystencji zrealizują się w najlepszy sposób. Owa gwarancja tkwi w tym, że egzystencja jest w każdym wypadku relacją z pewnym bytem (Bóg), który z definicji posiada lub - lepiej - jest możliwością doprowadzenia do realizacji wszystkich najwznioślejszych możliwości człowieka. Innymi słowy, ludzkie możliwości są już z tego punktu widzenia możliwościamiurzeczywistnionymi, o ile daje je i udziela ich człowiekowi ten Byt, który wszystkie je mieści w dokonanej realizacji. Zatem czas przestaje być czynnikiem [niosącym] niebezpieczeństwo destrukcji stając się stanem realizacji. Powodzenie ludzkich przedsięwzięć jest zagwarantowane w punkcie ich rozpoczęcia, ponieważ - jak twierdzi Lavelle - „każda możliwość jest przeznaczona do tego, by została zrealizowana”.

Chociaż podobny punkt widzenia mógłby okazać się pocieszający, jednakże jest bardziej wyrazem pobożnego życzenia, niż wynikiem wolnej od uprzedzeń analizy ludzkiej egzystencji. W rzeczywistości, ten punkt widzenia nie może stać się pomocą dla człowieka w żadnej z osobistych sytuacji, w której przychodzi mu się znaleźć. Jeśli to faktycznie oznacza, że wszelkie możliwości ludzkie jednakowo są ukierunkowane ku realizacji, to jeszcze mierzą w bolesne doświadczenie niepowodzenia, porażki, nieszczęścia, zmartwienia, śmierci, itd. nie dając człowiekowi żadnego kryterium odróżnienia możliwości od możliwości ponieważ wszystkie, w tym przypadku, byłyby jednakowo pewne, dobre i przynoszące sukces. Jednakże, jeśli oznacza to (jak wydaje się być odpowiednim do ducha autorów propozycji), że tylko niektóre z ludzkich możliwości są pewne, o ile opierają się na istnieniu i wartości, to kłóci się to znów i o wiele bardziej z potrzebą jakiegoś kryterium wyboru. Rzeczywiście, w takim przypadku potrzeba wybrać między możliwością a możliwością. Jednak w jaki sposób rozróżnić, w poszczególnych przypadkach, tę, która opiera się na istnieniu i wartości, a która tym samym , oraz tę, która taka nie jest? Całe to rozważanie jawi się jako wytłumaczenie post factum, które nie dostarcza żadnego ograniczonego i orientującego kryterium w konkretnych sytuacjach życiowych. Te, które się realizują, są możliwościami opartymi na Istnieniu i Wartości. Taka propozycja ma charakter czysto tautologiczny. To czego potrzebujemy to wiedzieć pod jakim aspektem lub cechą możemy z góry rozpoznać możliwości, które się realizują. A filozofie egzystencjalne o tym problemie nie mówią niczego.

Jednak to, co mówią sprawia, że należy te filozofie umieścić w egzystencjalizmie negatywnym, o którym już mówiliśmy. Istnieją - twierdzą one - możliwości ukierunkowane ku realizacji, co oznacza, że niemożliwe jest, by się nie zrealizowały oraz możliwości ukierunkowane ku nie-realizacji, czyli takie, których realizacja jest niemożliwa. Jest czymś oczywistym, że ani jedne ani drugie nie są możliwościami ponieważ, jak wiemy, cechą możliwości jest to, że niczego ona nie implikuje, że czyni niemożliwą swoją realizację lub swoją nie-realizację. Cechą możliwości jest to, że zostawia ona otwartą drogę ku jednej, jak i drugiej rzeczy, podczas gdy jedna z tych dróg jest zamknięta; nie istnieje możliwość, a [jedynie] konieczna determinacja. Innymi słowy, uczestniczymy w takiej samej nieuzasadnionej przemianie, jaką egzystencjalizm negatywny wymusił na pojęciu możliwość; przemianę w sensie odwrotnym do pojęcia niemożliwości, czyli konieczności, która wyklucza wolność i wybór. Mimo ich charakteru - ogólnie mówiąc - budującego i optymistycznego, takie formy egzystencjalizmu owocują tą samą negacją egzystencjalnych możliwości, będącej skutkiem form, które jawią się jako negatywne i pesymistyczne. Nie jest to, z tego powodu egzystencjalizm pozytywny. Egzystencjalizm pozytywny musi spełnić dwa wymagania:

1) utrzymać pojęcie możliwości w jego podwójnym aspekcie pozytywnym i negatywnym oraz unikać jego przeobrażenia w pewną konieczną determinację.

2) Dostarczyć kryterium, na pewno nie niezawodnego, ale skutecznego wyboru egzystencjalnych możliwości. Jednakże, jakie jest to kryterium?

7. Czy kryterium wyboru istnieje?

W jaki sposób człowiek ma wybierać? Czy możliwości, które stają przed człowiekiem, w nieustannym planowaniu, z którego składa się jego egzystencja, dają się rzeczywiście ocenić w taki sposób, by mogły kierować naszymi wyborami? A jeśli tak, to jakie jest kryterium ich oceny?

To oczywiste, że jeśli ludzka egzystencja jest pewną możliwością, która istnieje w świecie możliwości, kryterium oceny nie może być nie związane z samą możliwością. Nie możemy odwołać się do innego pojęcia, po prostu dlatego, że nie posiadamy tego kryterium. Faktycznie, każde inne kryterium lub zasada, które zostałyby podane w celu oceny możliwości, byłyby jeszcze i zawsze pewną możliwością: pozostawało by do naszego wyboru. My sami musielibyśmy dokonać wyboru, choć moglibyśmy również tego nie zrobić. Możemy zatem stwierdzić: kryterium umożliwiające ocenę możliwości oraz, po rozważeniu wszystkiego, dokonanie wyboru spośród nich, jest tak samo możliwe. Jednak, by mogło być przyjęte jako kryterium oceny samego siebie, możliwość musi złączyć dwa aspekty, które ją stanowią i nie może być ograniczona zarówno tylko do wersji negatywnej i redukcjonistycznej, ani też do wersji pozytywnej i możliwej do realizacji. Możliwość jest czymś, co może istnieć lub może nie istnieć. Owo może istnieć jest częścią jego znaczenia nie mniej jak nie może istnieć i odwrotnie. Z pewnością nie możemy uniknąć stwierdzenia, że każda inicjatywa lub plan człowieka jest ryzykowny i może zakończyć się niczym. Egzystencjalizm odmawia ofiarowania człowiekowi niezawodnych gwarancji, odmawia zatem troski o niego w nazbyt pewnym optymizmie, który uśpiłby jego czujność i naraziłby go bez możliwości obrony na wszelkie niebezpieczeństwa. Jednak, z innej strony, egzystencjalizm musi sparaliżować człowieka i przygwoździć do bierności i opuszczenia, ukazując mu jedynie brak sukcesu i porażkę wszystkich jego inicjatyw. Musi raczej doprowadzić człowieka ku wolności wyboru, pomiędzy tymi inicjatywami, dając mu możliwość wyboru, przypadek po przypadku, w sposób lepszy i bardziej rozsądny. Powinien zatem dodać mu otuchy w formowaniu się w każdej dziedzinie kryteriów oceny i wyboru, które pozbawione pozornych roszczeń do niezawodności zmniejszają możliwość błędu i które by były ciągle podatne na polepszenie. Takie kryteria będą mogły ukonstytuować, jak to dzieje się w naukach ścisłych, techniczne, precyzyjne sposoby, gwarantujące sukces, przez co jednak nigdy nie będą tak pewne i stałe; lub też normy i reguły postępowania, jak ma to miejsce na płaszczyźnie działania moralnego, społecznego, politycznego, ekonomicznego, itd. W każdym razie, techniki, normy i reguły będą kierowały człowiekiem w wyborze dostępnych możliwości, które ciągle się jawią przed nim. W jaki sposób go poprowadzą? To znaczy: jakie spośród możliwych alternatyw nakażą mu wybrać? Oczywiście te, które - czyniąc odpowiednią próbę - są rzeczywiście możliwe.<rzeczywiście możliwe="">jest [to, co] zawsze [jest] czymś możliwym, [czyli] istnieje pewna możliwość tego rodzaju, która daje jakąś gwarancję nie przejawiając się od razu, [czy też] po jakimś czasie. Innymi słowy, rzeczywiście możliwe jest to, co możemy dalej wybrać, [unikając sytuacji], w której dokonanie jednego wyboru czyni niemożliwym podjęcie następnego.

Nie wątpię w to, że to kryterium w formie abstrakcyjnej, w jakiej je zaprezentowałem będzie wydawać się ciężkie i mało wygodne. Jednakże, nie jest to kryterium abstrakcyjne, ale konkretne i odpowiadające na przeróżne potrzeby ludzkiego życia. Rozpatrzmy przypadek pewnego mężczyzny lub pewnej kobiety, którzy przygotowują się do poślubienia towarzyszki lub towarzysza życia, którego wybrali. To o co musi zapytać się dana osoba zawiera się w słowach: wybór, który podejmuję w tym momencie będę mógł uczynić powtórnie przez wszystkie dni i lata, aż do skutku? Czy motywy, które skierowały mnie do wyboru dają pewną gwarancję, by móc kontynuować sugerowanie takiego wyboru? Jeśli, z pełną uczciwością ta osoba będzie mogła odpowiedzieć tak na tego typu pytanie, jej wybór okaże się „być pod dobrą wróżbą”; w przeciwnym razie, jest on - od samego początku - niewłaściwy. W rzeczywistości, udanym małżeństwem jest tylko to, w którym po wielu latach - mimo tego wszystkiego, co może się wydarzyć w międzyczasie - dwie osoby mogą nadal powiedzieć: ten wybór powtórzyłbym ponownie. To oczywiste, że te dwie osoby nieustannie odnawiały swoją decyzję i że zachowały one żywe i pełne wigoru pragnienia, które [ta decyzja] pierwszy raz im ukazała. Wybrać dobrzeoznacza jeszcze i zawsze. Ten kto wybrał dobrze swój zawód, swoje przekonania polityczne lub wiarę religijną, swój sposób pracy, może powiedzieć to samo: uczynię jeszcze i zawsze ten sam wybór. Ale ten, kto tak uważa, naprawdę dokonał i ciągle nieprzerwanie dokonuje w ciągu swego życia, tego samego wyboru. Był to właściwy wybór właśnie dlatego, że umożliwiał jeszcze i zawsze podjęcie późniejszego wyboru. [Można] było by łatwo mnożyć przykłady, ale nie jest to wskazane. Pozwólcie mi powiedzieć, że to, co my nazywamy prawdą poznania lub pięknem jakiegoś dzieła sztuki okazuje się być pojmowane w ten sam sposób. Prawdziwe poznanie jest takim poznaniem, które może być jeszcze i zawsze użyte we właściwych okolicznościach, [jest] poznaniem, które nie zawodzi albo nie prowadzi do nieodwracalnych błędów: to możliwość wyboru, który zawsze może być odnowiony. I rzeczą piękną jest, jak mówi poeta, <radość na="" wieki="">.

Nicola Abbagnano urodził się 15. VI. 1901 roku w Salerno. Zmarł w Mediolanie 9. IX. 1990 roku. Włoski filozof zajmował się egzystencjalizmem a także filozofią nauki, socjologią. Jest twórcą filozofii możliwości. Studiował w Neapolu. Doktoryzował się pod kierunkiem Antonio Aliotty. Po ukończeniu studiów nauczał filozofii w szkołach średnich, następnie na uniwersytecie w Turynie, gdzie założył centrum studiów metodologicznych i czasopisma naukowe Rivista di filosofia i Quaderni di sociologia. W latach 1952-1960 patronował grupie intelektualistów zwanej „neoilluministami”. Do śmierci propagował własną myśl filozoficzną na łamach czasopism naukowych, a także gazet Il GiornaleLa Stampa.

Nota o tłumaczu:

Jakub Bartoszewski – absolwent UKSW w Warszawie. W badaniach podejmuje zagadnienia dotyczące kartezjańskiej filozofii przyrody oraz filozofii możliwości Nicola Abbagnano. Przygotowuje rozprawę doktorską na Uniwersytecie Śląskim pod kierunkiem prof. dr hab. Krzysztofa Wieczorka pt.: Nicola Abbagnano, filozofia możliwości. Członek Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu.

  

[1] Artykuł ten został opublikowany po raz pierwszy w Zeszytach Włoskiego Stowarzyszenia Kultury (ACI), n. 7, Turyn 1952, s. 47-61. Pod tym tytułem [materiały te] zostały następnie zawarte w [dziele] Possibilità e libertà, 1956, s. 5-23 oraz w Scritti esistenzialisti, a cure di Bruno Maiorca, 1988, s. 565-582. Fragment niniejszego tekstu został przełożył przez Andrzeja Nowickiego w książce pt.: Wybrane teksty z historii filozofii. Współczesna filozofia włoska, Warszawa 1977, na stronach 241-244 oraz opatrzony krótki komentarzem znajdującym się na początku ksiązki strona 39. Także w tej pozycji dostępny jest biogram Nicola Abbagnano od strony 95 do 96.

Cytat Masturbacja ma się tak do seksu jak filozofia do rzeczywistości KAROL MARKS

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki