Nk on-line

O potrzebie odrzucenia autorytetu

23/01/2022

 

 

 

 

Katarzyna Karaskiewicz

 (Społeczna Akademia Nauk, Warszawa)

 https://orcid.org/0000-0002-6185-1218

 

O potrzebie odrzucenia autorytetu[1]

 

 

Wstęp

Moją intencją jest wyjaśnić dlaczego istnieje pilna potrzeba odrzucania autorytetu przy jednoczesnym wykazaniu zbędności prób urzeczywistniania lub umacniania autorytetu epistemicznego. Jestem zdania, że urzeczywistnianie autorytetu epistemicznego przy jednoczesnym milczącym założeniu, iż autorytet jest uzasadniony w relacjach międzyludzkich, jest zamachem na wolność człowieka. Moją tezą wyjściową jest twierdzenie Lwa Szestowa: „Naukę można zwyciężyć tylko wtedy, jeżeli przedtem zniszczy się moralność”[2]. Pożytecznie jest też wspomnieć, że demontaż moralności rozpoczął się po zakończeniu drugiej wojny światowej. Natomiast dwie dekady temu zainaugurowano odejście od zdefiniowanych przez Arystotelesa podstaw moralnych i wprowadzonych przez tegoż założeń logiki, koncentrując się, głównie w krajach angloamerykańskich, na przedmiocie, który nazywa się „krytyczne myślenie” lub „logika praktyczna”. Ta ostatnia nazwa nie ma nic wspólnego w dużym projektem logiki, pojmowanej jako sztuka myślenia, opracowywanej przez logików w XVII i XVIII wieku, która miała mieć wymiar praktyczny. Projekt angloamerykański jest zbiorem przepisów na analizę argumentacji i wnioskowań, nieujętych w jednolite ramy naukowe. Jego rozwój jest podyktowany wciąż rozwijającymi się technikami perswazyjnymi, których celem jest manipulowanie ludźmi.

Artykuł składa się z trzech części. W pierwszej: omówię teoretyczną klasyfikację kryteriów autorytetu. Wykażę też słabość semiotyczną wynikającą z rozrzedzania terminologii. W drugiej: przedstawię problem spustoszenia duchowego oraz intelektualnego.  W trzeciej: przeanalizuję schemat działania autorytetu w stosunku do podległych sobie ludzi.

 

Kryteria poprawności terminu „autorytet”

Na początek przedstawię definicję słowa „autorytet” bez przymiotnika. Odwołam się do definicji umieszczonych w (1) słowniku jednojęzykowym i (2) słowniku filozofii.

(1)   ogólnie uznana czyjaś powaga; wpływ znaczenia. Człowiek, instytucja, doktryna, pismo itp., cieszące się w jakiejś dziedzinie lub opinii pewnych ludzi szczególnym uznaniem[3].

(2)   Osoba, instytucja lub ich wypowiedź, która cieszy się szczególną powagą, ma dla kogoś ogromne znaczenie[4].

Zauważmy, że obie definicje wskazują na uznanie wyższości człowieka. Jestem zdania, że wyszczególnianie autorytetu instytucji lub autorytetu wypowiedzi są nieuzasadnione. Wypowiedź jest zawsze i tylko formułowana przez człowieka, który komunikuje treści w swoim imieniu lub imieniu instytucji, której może być twórcą lub przedstawicielem. Znaczy to, że zawsze mamy do czynienia z autorytetem ludzkim. Zauważmy też, że w słowniku języka polskiego został podkreślony czynnik indywidualnego uznania kogoś za autorytet („opinia pewnych ludzi”). Znaczy to też, że nie istnieje autorytet o charakterze powszechnym, tj. absolutnym, którego formułowane treści byłyby wiążące dla wszystkich ludzi tak współcześnie, jak i w przeszłości. Definicja umieszczona w słowniku języka polskiego ma poważną usterkę tj. błąd znaczeniowy (wypowiedź sprzeczna). Rozpoczyna ją założenie, że autorytet to „ogólnie uznana czyjaś powaga” co oznacza, że autorytet ma zasięg powszechny, obiektywny dla każdego człowieka; jest też poza czasem i miejscem. Jednak kolejne zdanie wskazuje, że to, co ma podpadać pod „bycie powszechnym”, tj. „ogólnie uznana czyjaś powaga” dotyczy uznania jej tylko przez „pewną grupę ludzi”. Czyli ktoś, kto ma być ogólnie uznawany za autorytet, jest de facto uznawany tylko przez część ludzi, którzy uznają autorytet za szczególny tylko dla siebie. Oczywiste jest, że to, co podpada pod „bycie szczególnym” dla określonej grupy z reguły jest przez nią tratowane jako powszechne. Definicja poza błędem znaczeniowym, wprowadza pokusę narzucenia tego, co szczególne, tj. wyjątkowe dla jakiejś grupy ludzi, jako powszechne innym. Natomiast definicja umieszczona w słowniku filozoficznym, ujęła tę kwestię poprawnie, tj. autorytet uznany jest przez kogoś, czyli to, co podpada pod bycie autorytetem możemy zasadniczo rozważać tylko na gruncie indywidualnym i subiektywnym.

            Twierdzę też, że urabianie licznych definicji autorytetu z przymiotnikami prowadzi do rozrzedzania znaczenia terminu i oddalania się od pierwotnej definicji, którą w wielkim skrócie można przedstawić: autorytet odnosi się do argumentacji logicznej; uwzględnia sąd „starszych”, „bardziej uczonych”. Przy czym autorytet ten musi odnosić się do zespolenia słowa z czynem. Uściślanie terminu ogólnego autorytet na przestrzeni dziejów doprowadziło do zawężania jego znaczenia z przymiotnikami i tym samym wymyka się definiowaniu. Przyjmuję następującą kwalifikację: zasadniczym warunkiem koniecznym uznania kogoś za autorytet, o ile postulujemy jego urzeczywistnianie, powinna być tylko mądrość teoretyczna. 

Poniżej przedstawię najpopularniejsze słowa ‘autorytet’ wraz z przymiotnikiem: autorytet osobowy; autorytet sumienia (autorytet własnego wewnętrznego przekonania, że coś jest dobre lub złe); autorytet boga (nazywany autorytetem absolutnym); autorytet racjonalny; autorytet obiektywny (kompetencyjny) – powiązany zazwyczaj z autorytetem racjonalnym (znawca, wiarygodny świadek, ekspert); autorytet tradycji (dawny); autorytet wiedzy; autorytet religii; autorytet charyzmatyczny (osoba u władzy); autorytet bezpośredni; autorytet pośredni; autorytet ostateczny; autorytet podważalny; autorytet niepodważalny.

Zauważmy, że licznym autorytetom przypisywane są szczególne, choć nie dość jasno wyrażone umiejętności i dyspozycje. Generalnie ich zadaniem jest umożliwienie przyjęcia czyjejś woli jako własnej i uznania tym samym za podstawę poprawnego zachowania i prawdziwej wiedzy wynikających z przyjęcia cudzych dyrektyw jako swoich. Wyjaśnić należy, że autorytet z przymiotnikami odnosi się zawsze do ludzi, którzy przyjmują cudzą wolę, nigdy nie są charakterystyką samego autorytetu.

Zauważmy też, że próba wyjaśnienia czym jest prawdziwa wiedza jest niemożliwa, gdyż słowo ‘prawda’ jest niestabilne poznawczo, ale też słowo ‘wiedza’ nie jest rozstrzygnięte epistemologicznie. Sztuczny podział autorytetów, tj. urabianie definicji słowa ‘autorytet’ z przymiotnikami, przyczynia się do:

(1) nieograniczonego wskazywania (resp. wywyższania) grup lub pojedynczych osób, którym przyznaje się prawo do głoszenia woli w imieniu swoim lub grupy;

(2) braku pewności, czy osoba x lub osoba y posiada na tyle kompetencje, aby je apodyktycznie głosić i narzucać wolę innym;

(3) braku pewności czy przytaczane argumenty warunkujące kompetencję autorytetu osoby x lub osoby y są wystarczające,

(4) braku pewności, czy każdy zgodzi się uznać kompetencje osoby x lub osoby y i narzuconą wolę przez osobę x lub osobę y;

(5) braku pewności czy każdy uzna argumenty warunkujące kompetencję autorytetu osoby x lub osoby y,

(6) nieporozumienia między wyznawcami, wynikającego z uznania różnych autorytetów;

(7) obniżenia rangi autorytetu, gdyż nieustanne powoływanie (resp. zastępowanie)  nowych autorytetów prowadzi do rozrzedzania znaczenia nie tylko słowa, ale też kompetencji autorytetu oraz utylitarności, która charakteryzuje zarówno powoływany autorytet, jak i wyznawcę autorytetu.

 Żonglerka słowem ‘autorytet’ zawarta jest wprost w „autorytecie podważalnym” i „autorytecie niepodważalnym”[5]; nie wprost w pozostałych słowach ‘autorytet’ z przymiotnikami. Nie oznaczają nic, a każdy ich wyznawca może pojmować co chce i jak chce; w zależności od czasu i miejsca. W ten sposób autorytet jest zawsze relatywny, tj.  w sensie indywidualnych oczekiwań i wyzwań, które wyznawca stawia przed powoływanym przez siebie autorytetem. Oczywiste jest, że tak pojmowany autorytet z tego, co obiektywne (kontemplacja) zmienia się w to, co indywidualne i doraźne (oczekiwania).

Uwagi wymaga chęć zachowania autorytetu przy jednoczesnym jego negowaniu. Sprzeczność pojawia się, gdy ktoś, kto odrzuca nadrzędność, precyzyjnej autorytet instytucjonalny, jest przekonany, że należy urzeczywistniać autorytet wybierany spontanicznie, tj. odrzuca wolę jednego autorytetu ludzkiego, ale ulega woli innego autorytetu ludzkiego. Zauważmy, że autorytet bez względu jakiego użyjemy przymiotnika, zawsze narzuca swoją wolę i stosuje różne techniki perswazji, aby uzależnić innych od siebie. Jeżeli jest on wybrany dodatkowo spontanicznie, to znaczy, że ktoś, kto dokonał takiego wyboru, nie kierował się pogłębioną refleksją tylko emocją; jest więc niestabilny duchowo, moralnie oraz intelektualnie. Słowo spontaniczny oznacza bowiem: żywiołowy, samorzutny, odruchowy, ale też dobrowolny i bez wpływów. Zwolennicy autorytetu spontanicznego zasadniczo odwołują się do wyboru dobrowolnego i wyboru bez wpływów. Popełniają jednak błąd, gdyż uznanie woli autorytetu nigdy nie może być i nie jest dobrowolne i bez wpływów. Przeczy temu: (1) słowo ‘autorytet’ i (2) akt poszukiwania autorytetu. Człowiek, który mentalnie jest przygotowany na uznanie woli autorytetu, zawsze kieruje się koniecznością a nie wolą, czyli nie jest to akt dobrowolny i akt bez wpływów. Jeśli człowiek kieruje się wolą, wówczas nie poszukuje żadnego autorytetu, nawet uznanego spontanicznie. Innymi słowy „spontanicznie” ulegamy woli autorytetu nie zastanawiając się nad konsekwencjami samego aktu ulegania i konsekwencjami wynikającymi z wyboru. Zwolennicy urzeczywistniania autorytetów spontanicznych są zadania, że powinno się naśladować ludzi godnych, gdyż akt naśladownictwa osoby godnej nie zniewala. Jest to błędny argument, ponieważ uznanie woli autorytetu niezależnie czy będzie on wybrany spontanicznie czy też narzucony, jest zawsze odrzuceniem własnej woli na rzecz odwołania się do konieczności. Twierdzę, że każdy autorytet jest wybierany spontanicznie, gdyż każdy wybór można uzasadnić tym, że osoba x lub osoba y jest godna naśladowania. Niepokojąca jest apoteoza naśladownictwa, która zabija indywidualizm. Zwolennicy autorytetu spontanicznego pomijają sam akt podporządkowania się woli autorytetu, skupiając się na możliwości dokonania aktu wyboru. 

Przyjrzyjmy się jeszcze terminowi ‘wiedza’, także w zwrocie „prawdziwa wiedza”. Zauważmy, że słowo ma za szerokie znaczenie. W ogólnym ujęciu wiedza to rezultat poznania jako czynności. Klasyczna definicja, którą podał Platon traktuje wiedzę jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. Mówiąc dokładniej jako zdanie stwierdzające „osoba x wie, że P”. Jest to równoważne koniunkcji: (1) osoba x jest przekonana, że P; (2) P jest prawdziwe; (3) osoba x ma uzasadnione powody do bycia przekonanym, że P. Określenie „wiedza jest w części fałszywa” jest niespójna wtedy, gdy wiedza jest rozumiana w sensie platońskiej episteme, tj. korpusu przekonań niepodlegających jakiejkolwiek rewizji pod względem swej trafności i odnoszących się do prawd. Gdy jednak ujmiemy wiedzę, tak jak Platon pojmował doksa, tj. przekonanie, które może być mylne, korygowalność wiedzy jest czymś naturalnym, jednak pozbawionym pierwiastka absolutnego w ostatecznym rozrachunku. Wiedza bowiem nie jest dogmatem. O wiedzy, tak jak o nauce możemy mówić jedynie w kategoriach prawdopodobieństwa. Zawsze coś wiemy, nawet odwołując się do fałszywych przesłanek; gdy jesteśmy w stanie skorygować (o ile żywimy taką wolę) to, co uważaliśmy do tej pory za prawdopodobne. Korekta tego, co prawdopodobne nie czyni jej pewną. Uściślamy jedynie stopień prawdopodobieństwa. Trudności jednak nie znikają, pojawia się bowiem pytanie, jak mocno ma być uzasadnione przekonanie, które ma być wiedzą.

Tak jak nie możemy zdefiniować terminu ‘prawda’ i wykazać, co podpada pod „prawdę niepodważalną” ujętą w cudzysłów, tak nie jesteśmy w stanie jednoznacznie wyjaśnić, co to jest „poprawne zachowanie”. Tym bardziej, że od kilku dekad moralność jest demontowana i prowadzenie ludzkich spraw jest traktowane jako czynność doraźna. Oczywiste jest, że od wyboru autorytetu, który narzuca swoją wolę a wyznawcy dostosowują się do określonych dyrektyw autorytetu, będzie zależała jakość budowanych relacji międzyludzkich.

Wyjaśnię jeszcze kwestię „prawdy niepodważalnej”, gdyż człowiek nader często argumentuje, że uznany przez niego autorytet głosi prawdę w domyśle niepodważalną. Warto odnotować, że zwrot „prawda niepodważalna” zawiera w sobie zwrot „prawda podważalna” ujętej w cudzysłów, gdyż prawda albo jest, albo jej nie ma. Wszelkie etykietyzowanie prawdy jest absurdem. Zgódźmy się, że istnieje tylko prawda bez przymiotnika, która winna być objęta namysłem i sprowadzona do tego, co ogólne. Podobnie jest w przypadku „autorytetu niepodważalnego”, gdy przyjmujemy jego istnienie, musimy też przyjąć istnienie „autorytetu podważalnego”, co już czyni starania o posiadanie autorytetu nieporozumieniem. Zauważmy, że głoszenie przekonania, iż autorytet może być podważalny, ale może też być autorytet niepodważalny ma taką samą wartość i jakość, jak głoszenie przekonania, że istnieje prawda niepodważalna i prawda podważalna. W słowach ‘prawda’ i ‘autorytet’ zawiera się to, co jest prymarne, tj. stałe, całościowe. Demontowanie znaczeń obu wyrazów, bo trudno to nazwać uściślaniem, prowadzi do nadużyć językowych, dezinformacji i w konsekwencji przemocy wywieranej na innym człowieku. Związane jest to z głoszonym przekonaniem wyznawcy autorytetu, gdyż osobę x uznaje on za autorytet (niepodważalny) a osoby y nie uznaje on za autorytet (podważalny).  Mechanizm można wyjaśnić następująco:

Treść komunikatu ‘p’ wypowiedziana przez autorytet z dla osoby x jest zbiorem dyrektyw prawdziwych, z których wynika:

(1) prawda niepodważalna,

która wymaga:

(2) wypełnienia woli autorytetu z jako urzeczywistnienie prawdy niepodważalnej przez osobę x.

Treść komunikatu ‘p’ wypowiedziana przez autorytet z dla osoby y nie jest zbiorem dyrektyw prawdziwych, z których wynika:

(1)   prawda jest podważalna,

to czyni dyrektywy autorytetu z:

(2)    nieprawdziwe dla osoby y,

z których wynika:

(3) odrzucenie wypełnienia woli autorytetu z.

Na potrzeby niniejszych rozważań, i ze względu na wyjaśnienie kontrowersji wokół licznych autorytetów, w tym autorytetu epistemicznego, rozróżniam autorytet na: autorytet zewnętrzny i autorytet wewnętrzny. Autorytetem zewnętrznym nazywam każdy autorytet z przymiotnikiem kategoryzującym. Autorytetem wewnętrznym nazywam rozum człowieka. Twierdzę, że jest to jedyny uzasadniony podział. Rozróżniając autorytet na zewnętrzny i wewnętrzny, pragnę podkreślić prawo człowieka do wolności (autorytet wewnętrzny), który jest przeciwstawiany odbieraniu wolności człowiekowi poprzez wypełnianie przez niego woli autorytetu ludzkiego (autorytet zewnętrzny). Ściślej: autorytet wewnętrzny wynika z prawa człowieka do oddychania, tj. z prawa natury. Natomiast urzeczywistnienie autorytetu zewnętrznego czyni człowieka niewolnikiem (czasem ma umocowanie w prawie pozytywnym). Sprowadza się to też zasadniczo do dwóch ujęć problemu:

(1) dobrowolności:  zgoda na uszczuplenie lub, w skrajnych przypadkach, rezygnacja z woli;

(2) braku dobrowolności: pogłębianie nieświadomości, dzięki której wymusza się uznanie przesłanek jako „uzasadnionych”  odrzucających istnienie woli.

            Następnie wyjaśnię dlaczego uważam, że należy odrzucać autorytet zewnętrzny. Zauważyłam, że istnieje potrzeba nieustannego urzeczywistniania i wzmacniania autorytetu epistemicznego. Nader często zwolennicy wzmacniania autorytetu epistemicznego przyznają, że jest to zwrot znaczeniowo za szeroki i proponują jego ponowne zdefiniowanie, tj. uściślenie. Przyznają też, że mimo trudności w zdefiniowaniu, należy podjąć trud umocnienia autorytetu epistemicznego. Najczęściej powtarzającym argumentem jest ten, zgodnie z którym należy rozróżnić ludzi, tj. wskazać, kto jest godny bycia autorytetem i w związku z tym, czyje komunikaty są prawdziwe. Zauważmy, że: (1) żaden człowiek nie jest omnipotentny; (2) słowo ‘prawda’ jest niestabilne znaczeniowo i poznawczo. Argumenty „za” umocnieniem autorytetu epistemicznego wskazują raczej na stworzenie grupy, której komunikaty będą bezdyskusyjne, tj. a priori „prawdziwe”. Zatem dystansowanie się od nich będzie niemożliwe. Konsekwencją też będzie system sankcji: negatywnych dla tych, którzy nie zgadzają się z niepodważalnymi komunikatami uznanego autorytetu epistemicznego i pozytywnych dla tych, którzy zgadzają się z komunikatami uznanego autorytetu epistemicznego i rozpowszechniają jego komunikaty.

Uściślenie autorytetu epistemicznego będzie prowadziło do podstawowego rozróżnienia (podziału) na:

(1) autorytet epistemiczny prawdziwy,

z czego będą wynikły:

(1a) dyrektywy prawdziwe, tj. niepodważalne,

i jego przeciwieństwo:

(2) autorytet epistemiczny nieprawdziwy (resp. fałszywy)

z czego będą wynikały:

(2a) dyrektywy nieprawdziwe (resp. fałszywe), tj. podważalne

Istnieje pokusa etykietyzowania autorytetu epistemicznego. Pod postulatem uściślenia znaczenia autorytetu epistemicznego znajduje się chęć uznania:

(1, 1a) treść komunikatu ‘p’ autorytetu epistemicznego x jest (zawsze) prawdziwa.

(2, 2a) treść komunikatu ‘p’ autorytetu epistemicznego y jest (zawsze) nieprawdziwa (resp. fałszywa).

Kwantyfikator „zawsze” wzmacnia uznanie autorytetu epistemicznego osoby x za prawdziwy a odrzuca uznanie autorytetu epistemicznego osoby y. Człowiek w ten sposób zwalnia się nie tylko z krytycznego myślenia (myśli uznany autorytet epistemiczny); z kierowania się wolą, ale unicestwia też lojalność wobec myślenia. Zauważmy, że w ten sposób sztucznie konstruowane są autorytety epistemiczne. Wartość wypowiadanych treści tak powoływanych autorytetów epistemicznych zależna jest od zasięgu komunikatu oraz uznania przez określoną grupę dysponującą różnymi środkami uwiarygodniającymi treść komunikatu.

Zauważmy też, że taka postawa jest dogmatyzowaniem wybranego autorytetu epistemicznego.

Etykietyzowanie może przybierać charakter dogmatyzowania treści komunikatu p’,  przy jednoczesnym odrzuceniu treści komunikatu ‘q’. Nazywam to dogmatyzmem semantycznym.

Można to przedstawić następująco:

(1) osoba x jest przekonana, że treść komunikatu ‘p’ jest „prawdziwa” wtedy i tylko wtedy, gdy jest wypowiadana przez osobę z, którą osoba x uznaje za autorytet epistemiczny.

(2) osoba x jest przekonana, że treść komunikatu ‘q’ jest „nieprawdziwa” (resp. fałszywa), wtedy i tylko wtedy, gdy jest wypowiadana przez osobę y, której osoba x nie uznaje za autorytet epistemiczny. 

Rozróżnienie na „treść prawdziwą” i „treść nieprawdziwą” ujmuję w cudzysłów, gdyż ma charakter intencjonalny tego, kto uznaje kogoś za autorytet (także epistemiczny) i jest gotowy uznać każde zdanie wypowiedziane przez uznany przez siebie autorytet (także epistemiczny) za prawdziwe.

Etykietyzowanie może przybierać charakter dogmatyzowania osoby z jako autorytetu epistemicznego przy jednoczesnym odrzuceniu osoby y jako autorytetu epistemicznego. Nazywam to dogmatyzmem personalnym. Dogmatyzm personalny jest uznaniem pozbawionym logicznych i racjonalnych przesłanek przez jakąś grupę lub członka grupy. Dochodzi do głosu tzw. miarodajność opinii lub opinia większościowa i samowystarczająca   wiara.

(1) osoba x jest przekonana, że osoba z jest autorytetem epistemicznym, wtedy i tylko wtedy, gdy grupa D uznaje osobę z za autorytet epistemiczny.

(2) osoba x jest przekonana, że osoba y nie jest autorytetem epistemicznym, wtedy i tylko wtedy, gdy grupa D nie uznaje osoby y za autorytet epistemiczny.

Dogmatyzm semantyczny i dogmatyzm personalny wzajemnie się warunkują.

Warunkowanie ma charakter z reguły personalny: znaczy to, że o jakości i wartości komunikowanych treści decyduje ten, kto je komunikuje. Jeśli komunikuje uznany przez grupę D lub osobę x autorytet epistemiczny z, wówczas przyjmuje się za uzasadnione każde zdanie wypowiedziane przez autorytet epistemiczny z.  Dogmatyzm personalny jest pierwotny wobec dogmatyzmu semantycznego.

Warunkowanie ma charakter semantyczny: znaczy to, że o jakości i wartości komunikowanych treści decyduje tylko wartość treści a nie uznany przez grupę D lub osobę x autorytet epistemiczny komunikujący treść. Uznanie kogoś za autorytet epistemiczny jest wtedy wtórny wobec treści komunikatu.

Zauważmy, że dogmatyzowanie określonego autorytetu epistemicznego (dogmatyzm personalny) prowadzi do uznania w zasadzie każdego zdania nonsensownego, które zostało wypowiedziane przez uznany autorytet epistemiczny. Co znaczy, że przyjmuje się też za oczywiste w komunikatach wypowiedzianych za uznany autorytet epistemiczny wszystkie błędy formalne i językowe.  Jest to próba utrzymania w mocy wiary ludzkiej w zapewnienia osób tzw. godnych zaufania i ulegania rozumowaniu na podstawie sofizmatu autorytetu.

Zauważmy jeszcze, że ludzie, którzy mają możliwość mówienia (błędnie nazywane wolnością słowa), są niezdolni do wyrobienia sobie własnego sądu, gdyż stanowią jedynie odgłos cudzych poglądów, których bronią jak swoich z dużym zapałem dyskryminując innych ludzi o odmiennych poglądach. Arthur Schopenhauer zauważył, że ludzie samodzielnie myślących jest niewielu, ale osobiste poglądy pragną mieć wszyscy. Dlatego potrzebny jest autorytet, ponieważ przyjmują jako swoją cudzą wolę, tj. gotowe poglądy. Słusznie ostrzegał Pascal: „To, iż słyszeliście jakąś rzecz, nie powinno być jeszcze prawidłem waszego wierzenia; tak dalece, iż nie powinniście w nie uwierzyć, nie wprawiwszy się wprzódy w taki stan, jak gdybyście nigdy tego nie słyszeli. Jedynie własne uznanie i stały głos waszego, a nie cudzego rozumu powinien w was obudzić wiarę”[6]

 

Wolność człowieka a uleganie woli autorytetu

Zauważmy, że postulat wolności człowieka jest sprzeczny z innym postulatem mianowicie uleganiem woli autorytetu. Dlatego potraktowałam zdanie wyjściowe jako pretekst do prześledzenia pewnych nieporozumień wynikających z głoszenia obu ze sobą sprzecznych imperatywów. Moją intencją jest też wykazanie, że zdanie wyjściowe może pod pewnymi warunkami być urzeczywistniane. Jednak uważam, że nie jest to poprawny sposób ujmowania współistnienia wolności (wola) z autorytetem (konieczność). Twierdzę, że istnieje pewna kategoria ludzi, tj. nie-rozumnych, która a priori będzie głosiła sprzeczne współistnienie woli z koniecznością. Na potrzeby niniejszych rozważań dokonałam idealizacji dwóch imperatywów, którymi będę się posługiwała w dalszych analizach:

(1) istnieje bezwzględny nakaz, aby każdy człowiek urzeczywistniał swoją wolę kierując się rozumem;

(2) istnieje bezwzględny nakaz, aby każdy człowiek spełniał wolę autorytetu, tj. kierował się koniecznością.  

Jeżeli ktoś żąda dla siebie oraz innych ludzi wolności przy jednoczesnym głoszeniu postulatu, formułowanego w formie imperatywu, że istnieje pilna potrzeba urzeczywistniania jakichkolwiek autorytetów to, albo nie wie co to jest wolność i nie wie co to jest autorytet, albo świadomie dąży do destabilizacji psychicznej i fizycznej swojej oraz innych, głosząc wzajemnie wykluczające się imperatywy. Pożytecznie jest wspomnieć, że istnieje kategoria ludzi, która świadomie głosi oba wykluczające się imperatywy, gdyż ich intencją jest urzeczywistnianie własnych poglądów kosztem poglądów innych ludzi.

Zauważmy, że mamy też do czynienia z absurdem. Autorytet jest tylko wytworem umysłu ludzkiego i jako taki jest zbędny, gdyż jego istnienie jest tylko myślane. W ten sposób człowiek staje się zakładnikiem własnych myśli i a nie woli autorytetu. Uleganie cudzej woli staje się de facto podporządkowaniem i tak powinno być przedstawiane.

 

*

Pascal napisał: „Święty Augustyn: Rozum nie poddałby się nigdy gdyby uznał, że istnieją okoliczności, w których należy się poddać. Słuszne jest tedy, aby się poddał, kiedy sądzi, że powinien się poddać”[7]. Pascal powtórzył za Augustynem, że człowiek wolny nigdy nie zgodzi się na podporządkowanie; człowiek o zniewolonym umyśle każde podporządkowanie uzna za uzasadnione.

Augustyn zauważył, że „Głupotą jest przecież dopuszczanie nieszczęścia, którego można uniknąć”[8]. Zdanie można też uznać za wstęp do rozważań nad potrzebą autorytetu ludzkiego. Unikać więc nieszczęścia, to znaczy unikać podporządkowywania się cudzej woli. Ludzi pozbawionych rozumu cechuje szczególna naiwność z jednej strony i lenistwo intelektualne z drugiej, które uniemożliwia prawidłowe rozpoznanie głoszonych komunikatów. Poczucie bezpieczeństwa utożsamiają z oddaniem swojego życia fizycznego i psychicznego pod opiekę innych, którzy w ich mniemaniu są bardziej od nich kompetentni. Kompetencję uznanego przez siebie autorytetu odczytują za pomocą uznanej za prawdziwą treść, nie zwracają natomiast uwagi na słowa[9]. Jestem zdania, że znajomość znaczeń słów warunkuje dopiero poprawność treści. Zdaję sobie sprawę, że dominujący brak kompetencji językowej sprawia, że niekompetentni użytkownicy języka naturalnego forsują przekonanie odmienne. Idzie o to, że mogą w ogóle formułować wypowiedź. To błędne założenie jest też podstawą nieporozumienia wynikającego z domagania się przez niekompetentnego użytkownika języka wolności słowa dla autorytetu i dla siebie. Otóż wolność słowa sama w sobie jest bezwartościowa, ma charakter służebny wobec dóbr wyższego rzędu, zwłaszcza wobec prawdy. Do prawdy zaś dochodzimy na drodze dociekania, formułowania hipotez, stawiania pytań, kontestowania, wyrażania wątpliwości – słowem na drodze myślenia. Wszelkie zaś ataki na wolność słowa to ataki na wolność myślenia. Dla niekompetentnych użytkowników języka naturalnego, którzy nie kierują się wolą, wolnością słowa staje się możliwość mówienia jako takiego, tj. możliwość otwarcia ust i wydania dźwięku. W ich przekonaniu autorytet wypowiada się, gdyż ma taką możliwość wolnościową. Możliwość otwarcia ust jest przeciwstawiana wolności umysłu. Zgódźmy się, że nie każdy, kto błądzi, dopuszcza się przestępstwa, ale każdy dopuszcza się przestępstwa, gdy popełnia błąd uznania cudzej woli. Jest to przestępstwo wobec własnej wolności i wolnej woli tych ludzi, którzy jak wspominał Augustyn starają się podążać za własnym rozumem.

Już Horacy pisał: „Odważ się być mądrym, aby strach nie zapanował nad tobą wcześniej niż rozum”[10].  Zauważmy, że to, co czyni człowieka niewolnikiem cudzej woli to przede wszystkim strach, który jest spowodowany niewiedzą i brakiem działalności własnego rozumu, jakby to ujął Arystoteles. Człowiek poddaje się presji wprost i nie-wprost jaka na niego napiera z zewnętrz. Staje się zakładnikiem swoich autodestrukcyjnych emocji, w efekcie których podejmuje błędne, tj. szkodliwe dla siebie decyzje. Oczywiste jest, że człowiek, którego umysł działa cały czas w stanie silnego wzburzenia (w tle niewiedzy i strachu) nie jest skłonny do tego, aby dać wiarę, że jest oszukiwany i wykorzystywany przez autorytet. Będzie natomiast bronić cudzej woli i uznawać ją za własną.

Augustyn pisał: „Jeśli zaś chodzi o autorytet ludzki, to często nas on zawodzi. Wydaje się jednak, że odznaczają się nim zasłużeni ludzie, którzy dają liczne próby swych poglądów – przynajmniej takich, które są dostępne dla nieuków – i którzy żyją tak, jak sami żyć zalecają. Jeśli zdobędą oni jakieś fortuny, okazują taką wielkość w używaniu ich, a jeszcze większą – w gardzeniu nimi, że bardzo trudno jest słusznie zganić tego, kto uwierzy w głoszone przez nich zasady postępowania”[11]. Augustyn nazywa autorytet ludzki złudzeniem wywołującym demony[12].

Uporządkujmy najpierw informacje, które na temat autorytetu i rozumu pisze biskup Hippony. Jest zdania, że człowiek, aby osiągnąć wiedzę musi korzystać z dwóch źródeł: autorytetu i rozumu. Chronologicznie autorytet wyprzedza rozum, logicznie rozum jest nadrzędny nad autorytetem. Gdyż czymś innym jest wykonać coś na pierwszym miejscu w trakcie jakiejś czynności a czymś innym jest przypisywanie jakiejś rzeczy większej wagi w dążeniach. Filozof zauważa, że ludzie nieuczeni podążają za wolą autorytetu, natomiast ludzie mędrsi podążają za rozumem. Czyli ci pierwsi kierują się koniecznością, ci drudzy wolą. Augustyn zauważa też, że każdy był ignorantem, dopiero kolejne lata życia weryfikują postawę człowieka względem uznawania lub nieuznawania woli autorytetu lub kierowania i nie kierowania się rozumem. I tak, jedni uważają, że najważniejsza jest miłość mądrości, inni zaś za szczyt swoich możliwości intelektualnych mają odnalezienie autorytetu. Filozof pisał też, że ludzie, którzy uznają cudzą wolę dbają tylko o dobre obyczaje i prawe myśli a lekceważą sztuki wyzwolone. Innymi słowy dbają o  pozory moralności i głoszą komunikaty, które można określić jako zgodne z poprawnością polityczną. Są niezdolni do kształtowania w sobie takich postaw jak niezłomność i wytrwałość. Ta pierwsza określa odwagę w dążeniu do prawdy i posługiwaniu się rozumem, ta druga wewnętrzną dyscyplinę.

Filozof nie jest pewien dlaczego jednych uznaje się za autorytet a innych nie. Wydaje mu się, że autorytetem może być tylko człowiek uczony, który jak powiedział, daje liczne próby swoich poglądów, które są dostępne dla nieuków. Jednak czy ktoś, kto głosi poglądy bliskie poglądom nieuków może być uznany za człowieka uczonego a tym samym za autorytet? Augustyn zasadniczo rozróżnia trzy autorytety: autorytet ludzki, autorytet własnego rozumu i autorytet boski. Nie będę omawiała w jaki sposób Augustyn pojmował autorytet boski. Zajmę się jedynie autorytetem ludzkim i autorytetem własnego rozumu. Zwróćmy na początek uwagę na następujące kwestie jakie można wyodrębnić z wypowiedzi Augustyna:

(1) autorytet ludzki nie odnosi się do „bycia ludzkim” wobec bliźnich,

(2) autorytet ludzki jest utożsamiony z autorytetem zewnętrznym,

(3) autorytet staje się nim dla nieuków, nie dlatego że reprezentuje ponadprzeciętną episteme i ethos postępowania, ale dlatego że jest dla nieuków zrozumiały,

(4) autorytet staje się nim dla nieuków, dlatego że żywi te same lub podobne przekonania, jakie są żywione przez nieuków,

(5) nieuki dążą do uznania kogoś za autorytet nie dlatego, że będzie on oświecał ich umysł, ale dlatego że staje się on <> dla ich poglądów,

(6) nieukami nazywamy ludzi, którzy „gorliwie rwą się do dysput, chociaż nie są przecież prawdziwymi filozofami, mówią, że szczęśliwi są wszyscy, którzy żyją tak, jak sami chcą”[13],

(7) nieuk zawsze będzie uznawał wolę autorytetu, a odrzucał własny rozum,

(7) zasadniczo nie ma różnicy między autorytetem a nieukiem, obie strony reprezentują ten sam ethos postępowania oraz wspólny rodzaj episteme. Jedyną różnicą może być zewnętrzna osnowa języka, jakiego obie strony używają. Autorytet stara się mówić bardziej skomplikowanym językiem. Wypowiedź nieuka jest prosta i pozbawiona finezji. Obie strony jednak prezentują niską kompetencję językową (jest ona zróżnicowana) i odznaczają się brakiem kompetencji logicznej.

Augustyn zauważa, że ci, którzy zostali uznani przez nieuków za autorytety jeśli zdobędą fortunę, troszczą się o jej pomnożenie a nie o mądrość teoretyczną, o którą wcześniej zabiegali. Niewykluczone, że nigdy o nią nie zabiegali, tylko przywdziewając maski stworzyli teatr, w którym odgrywają kolejno role potrzebne do zdobycia aplauzu i uznania widzów. Ostatnim zaś aktem jest narzucenie swojej woli innym. Autorytety, na co zwrócił uwagę Augustyn udają, że gardzą zdobytą fortuną i każą swoim wyznawcom żyć według głoszonych maksym, których treść jest sprzeczna ze stanem faktycznym, tj. dostatnim życiem jaki sami prowadzą. Jest to sui generis podzielenie duszy ludzkiej. Przeczuwał to Chrystus, gdy za wzór stawiał duszę dziecka jeszcze bez podziału, gdyż z podzielonymi ludźmi obcował. Augustyn zwraca uwagę na manipulacje szatami frazesów, co można przedstawić następująco: bogacz nawołujący do ubóstwa; rozpustnik nawołujący do ascezy moralnej; pacyfista nawołujący do wojny; obrońca praw człowieka nawołujący do eksterminacji ludzi itp. Sprzeczności można przytaczać bez końca. Niespójność duszy ludzkiej staje się przekleństwem istoty nie-rozumnej, która nie dostrzega sprzeczności w jakich tkwi. W ten sposób, jak pisze filozof, można chyba jedynie usprawiedliwić nieuków, bo wciąż dają wiarę w treści głoszone przez uznane przez siebie autorytety. Te ostatnie wykorzystują swoją nadrzędność, aby trzymać w ryzach i poprawności politycznej swoich wyznawców. Warto wyjaśnić, że poprawność polityczna nie jest skutecznym środkiem rozwiązującym problemy wyznawców cudzej woli, natomiast są doskonałą bronią manipulacyjną dla autorytetu.

Filozof jednak waha się, czy faktycznie nieuk może być usprawiedliwiony i czy usprawiedliwiony może być autorytet. Rozważmy jeszcze następującą alternatywę. Zauważmy, że brak różnicowania pod względem epistemicznym i postawy moralnej między nieukami a naznaczonymi przez nich autorytetami wskazuje na to, że każdy nieuk może zostać autorytetem. Augustyn uwypuklił kwestię nie tylko braków intelektualnych autorytetu, ale też jego dwuznacznej postawy moralnej. Z uwagi filozofa wynika, że jeżeli autorytet głosi określone poglądy (nazwijmy je zgodnie ze współczesną nomenklaturą językową – są poprawne politycznie na niwie naukowej i moralnej) to ma możliwość wzbogacania się lub otrzymania innych korzyści. Jeśli uda mu się poprawić swój status majątkowy, wówczas skupiony jest na jego pomnażaniu, ale też na utrwalaniu siebie jako autorytetu poprzez powtarzanie maksym, dzięki którym zdobył fortunę, sławę i etykietę autorytetu.

Czy faktycznie można usprawiedliwić cudzą niewiedzę? Odpowiedź będzie negatywna. Wszakże każdy człowiek musi unikać nieszczęścia, gdyż głupotą jest dopuszczanie do jego urzeczywistniania. Niewiedza jest największym i najbardziej dotkliwym nieszczęściem. Zatem utrzymująca się wiara w uznanie cudzej woli, tj. uznanie istnienia autorytetu zewnętrznego jest urzeczywistnianiem nieszczęścia przez głupotę. Augustyn apodyktycznie przyznaje, że tylko rozum ma pouczać: „(…) wolę, byś ty mnie pouczał, niż gdyby miał to robić ktoś inny”[14]. Tylko rozum jest odpowiedzialny za wolę każdego pojedynczego człowieka; czyni człowieka autonomicznym podmiotem. Czymś innym jest bowiem wierzyć cudzemu (resp. ulegać woli autorytetu) a czymś innym wierzyć własnemu rozumowi. Wiara w autorytet, jak pisał Augustyn, skraca drogę poznania i uwalnia nas od wysiłku myślenia. Jednocześnie przyznaje on, że dla nieuków, którym brak bystrości umysłu, i którzy mają utrudnione poznanie rozumowe, uleganie woli autorytetu jest jedyną możliwością poznawczą: „Jeśli bowiem ludzie ci – a jest ich z pewnością większość – zapragną dojść do prawdy drogą rozumowania, dają się łatwo zwieść dowodom pozornym, wskutek czego wpadają w różne szkodliwe poglądy i albo nigdy nie mogą się z nich wydobyć, albo uwalniają się od nich z wielkim trudem”[15]. Toteż, jak zauważa Augustyn, dla ludzi pozbawionych odwagi w posługiwaniu się rozumem, jedynym wyjściem jest uległość wobec woli autorytetu i wiara w każdy jego komunikat. Filozof poniekąd ukazuje mechanizm działania podporządkowania się autorytetowi. Brak przymusu nie jest warunkiem koniecznym, aby odwoływać się do własnego rozumu. Przeciwnie umysł ludzki tworzy złudzenie odwoływania się do woli, chociaż faktycznie odwołuje się cały czas do konieczności.

Wrócę raz jeszcze do niepewności Augustyna wobec wyborów jakich dokonują ludzie, aby kogoś obdarzyć zaufaniem i nazwać autorytetem. Okres patrystyki uważany jest za czas, w którym ponownie myśliciele zainteresowali się, a precyzyjniej zintensyfikowali dociekania nad mądrością teoretyczną. Kontemplacja jako czynnik dominujący dla refleksji pojawił się już w systemacie Plotyna. Zauważmy, że Augustyn o autorytecie mówi z pozycji kogoś, kto jest niejako w środku kontemplacji jako podstawy miłości mądrości. Jego niepewność czym „dziś” jest autorytet wynika między innymi i z tego, że ludzie traktują autorytet jako przewodnika, który mówi „jak żyć?”. Przy czym przewodnikami coraz częściej naznaczani są ludzie o wątpliwej reputacji moralnej oraz intelektualnej. Schyłkowy okres starożytności przyniósł także zmianę w definicji słowa ‘autorytet’. To, co było ogólne, jasne i precyzyjne (odnosiło się do sądu logicznego i sądu ludzi mądrych), zaczęło być utożsamiane z decyzyjnością i miejscem. W wielkim uproszczeniu, człowiek, który miał wpływ na politykę ekonomiczną, społeczną, religijną lub militarną postrzegany był przez innych ludzi jako wyjątkowy, co czyniło go w ich oczach autorytetem. Ponadto miejsce, tj. instytucja także czyniło coraz częściej człowieka autorytetem. To, co podpadało pod kontemplację i kompetencję logiczną zostało zamienione na to, co podpadało pod zarządzanie państwem largo sensu. Dlatego Augustyn waha się, gdy pisze o autorytecie ludzkim. Na jego oczach dokonała się zmiana, która została zaakceptowana przez ludzi. W ten sposób ludzie nie-rozumni zamanifestowali swoją niechęć wobec mądrości teoretycznej i autorytetu mądrościowego, gdyż ten zmuszał ich do uznania swojej woli, która była formułowana na niezmiennych regułach moralnych i logicznych. Niezmienne zasady zaś są nie do przyjęcia dla istot nie-rozumnych, które są niestabilne intelektualnie i moralnie; są one zbyt ciężkim jarzmem, aby „uznać wolę” autorytetu mądrościowego za swoją. Ujęłam w cudzysłów zwrot „uznać wolę”, gdyż autorytet mądrościowy nigdy faktycznie nie narzuca swojej woli, tylko umożliwia swoim „uczniom” podążanie własną drogą mądrościową, tj. „uczniowie” muszą porzucić autorytet mądrościwy i zaufać własnemu rozumowi; są zobowiązani być lojalnymi wobec myślenia a nie mistrza.

Zauważmy, że uznanie autorytetu będzie zawsze wynikało z tego, że: (1) ludzie nie mają uporządkowanej wiedzy naukowej; (2) nie potrafią myśleć zgodnie z regułami logicznymi; (3) nie wiedzą jak żyć. Zwracać się będą zawsze w stronę tego, który będzie głosił wiedzę zrozumiałą, przystępnym językiem, ale też będzie przyzwalał na usprawiedliwianie zachowania odległego od uznanych do tej pory norm moralnych. To, co najbardziej interesuje istoty nie-rozumne to możliwość samousprawiedliwiania się oraz znajdowanie aprobaty dla swoich słabości u bliźnich.

Chcę jeszcze zwrócić uwagę na inną wypowiedź Augustyna: „Nieznośna to bowiem pycha chcieć panować nad tymi, którzy z natury są równi nam, czyli nad ludźmi”[16]. Zauważmy, że filozof odniósł się do dwóch ważnych kwestii: ludzie są sobie równi i nie można chcieć panować nad sobie równymi. W kontekście rozważań nad autorytetem urzeczywistnianie panowania i wzajemnego podporządkowywania jest nieuzasadnione i nieuprawnione. Gdyż nie ma możliwości logicznego uzasadnienia dominacji jednego człowieka nad drugim człowiekiem czy nad grupą ludzi. Nie istnieje też żadne uzasadnienie, aby głosić pogląd, że grupa ludzi powinna uznać wolę jednego człowieka lub dobrze byłoby gdyby uznała wolę jednego człowieka. Zauważmy jednak, że w pismach Augustyna pojawia się podział na ludzi mądrych i na nieuków. Filozof wielokrotnie wyrażał swoją dezaprobatę dla ludzi przyjmujących wolę autorytetu. Jednocześnie podkreślał, iż tylko rozum ma pouczać człowieka i on rzadko zawodzi.

Moja intuicja jest następująca: człowiek, który odwołuje się tylko do rozumu jako prawodawcy mądrości nigdy nie będzie chciał panować nad sobie równymi (zawsze, gdy takich znajdzie). Innymi słowy człowiek rozumny nigdy nie będzie dążył do panowania nad innym człowiekiem rozumnym, ponieważ jest to sprzeczne z istotą samego rozumu. Postawa odmienna byłaby nie tylko sprzeczna i absurdalna, ale też godziłaby w to, co pochodzi z natury. Nie panujemy moralnie, duchowo, intelektualnie nad tymi, którzy są nam równi. Panujemy duchowo, moralnie, intelektualnie nad tymi, którzy są wobec nas nierówni. Pożytecznie jest przypomnieć, że ludzie nie są równi z natury. Mamy różne zainteresowania, umiejętności, ale nade wszystko odmienne działanie rozumu, tj. nie każdy potrafi myśleć według reguł logicznych. I to one właśnie decydują o naszej kompetencji językowej, kompetencji logicznej i woli.

Niewykluczone, i takie powinniśmy przyjąć założenie, że Augustyn pisząc o niechęci panowania nad sobie równymi ma na myśli tych, którzy są sobie równi, gdyż myślą zgodnie z regułami logicznymi, tj. mają umysł formalny. Warto dodać, że wśród populacji tylko około trzydziestu procent ludzi posiada umysł formalny. Inaczej będzie wśród ludzi, którzy godzą się uznać cudzą wolę, gdyż uważają, że taki stan rzeczy jest stanem naturalnym. W ich mniemaniu poszukiwanie autorytetu jest urzeczywistnianiem własnych aspiracji intelektualnych. Ludzie, którzy kierują się cudzą wolą nie posiadają umysłu formalnego. Zauważmy też, że autorytety (celowo piszę w liczbie mnogiej) powoływane są wśród i spośród ludzi niedysponujących umysłem formalnym. Istnieje też wśród nich przyzwolenie a nawet nakaz na panowanie nad innymi ludźmi zarówno tymi, którzy też nie posiadają umysłu formalnego, ale też nad tymi, którzy się umysłem formalnym wyróżniają. Narzucanie woli przez autorytet i podporządkowanie tych, którzy jego wolę przyjmują, dla człowieka odwołującego się do własnego rozumu jest anomalią. Jednak wśród większości, jak zauważa Augustyn, wydaje się to być częstą i uzasadnianą praktyką[17].

Podsumujmy: wśród ludzi odznaczających się umysłem formalnym istnieje silna potrzeba odwoływania się do rozumu i równościowego traktowania ludzi, którzy także odwołują się do rozumu jako prawodawcy mądrości (ludzie są sobie równi). Wśród ludzi, którzy nie posiadają umysłu formalnego istnieje pilna potrzeba odwoływania się i przyjmowania woli autorytetu ludzkiego. Wśród tej grupy urzeczywistniana jest chęć panowania nad innymi ludźmi. Brak w tej grupie tendencji i zrozumienia dla idei wolnościowych i autonomicznych. W świetle moich rozważań oznaczałoby to, że Augustyn uznaje za ludzi równych sobie tylko tych odwołujących się do rozumu jako prawodawcy mądrości, gdyż oni też mają świadomość własnego życia. Natomiast status pozostałych członków społeczeństwa jest niejednoznaczny. Niejednoznaczność związana jest z tym, że wśród tej grupy są zarówno, ci którzy chcą ją opuścić, jak i ci, dla których posiadanie autorytetu ludzkiego jest szczytem możliwości intelektualnych. Moje spostrzeżenia niejako potwierdza sam Augustyn, który pisał, że są ludzie, którzy nie chcą pokarmu wiedzy, a więc i nie chcą kierować się rozumem. Nazywał ich chorymi duszami, a ich choroba jest tak wielka, że lekarstwo wypluwają; są jak opętani, którzy bronią się przed prawdą o sobie.

Zauważmy jeszcze, że w czasach dostojnych Hellenów autorytetów było mało, gdyż myślenie według reguł logicznych było umiejętnością, którą odznaczali się nieliczni. W czasach Augustyna i później autorytety liczebnie wzrosły, nie dlatego, że podniósł się poziom umiejętności myślenia logicznego, ale dlatego, że ujawniły się istoty nie-rozumne (zniknął chór, wszyscy stali się solistami), które potrzebowały i potrzebują wielu przewodników. Autorytety mają więc charakter doraźny.

Uleganie cudzej woli z pominięciem własnego rozumu jest zatem zawinioną głupotą, tj. zawinionym nieszczęściem, tj. niedostatkiem. Każdy głupiec przeto jest nieszczęśliwy. Jednakże Augustyn w przeciwieństwie do Diderota nie usprawiedliwia głupoty-nieszczęścia, przeciwnie, domaga się sankcji. Od XVIII wieku głupota-nieszczęście są usprawiedliwiane. Współcześnie istnieje niepohamowana chęć niesienia pomocy temu, kto odznacza się bezrozumnością, (tj. niedostatkiem, ściślej: brakami) i kto w jej imię łamie reguły, niszczy zasady moralne, logiczne, i epistemiczne; popełnia przestępstwa, czy stosuje różne formy przemocy.

Augustyn jest zdania, że wolno mu kochać w każdej istocie rozum, chociaż mógłby nienawidzić człowieka, który rozumu nie używa lub źle go używa. Kocha więc tylko tych ludzi, i ci są jego przyjaciółmi, którzy posługują się duszą rozumną, a przynajmniej pragną się nią posługiwać.

*

 

Descartes – twórca przełomu teoretycznego w filozofii – zwrócił refleksję filozoficzną ku subiektywizmowi, czyli ku zawartości umysłu (świadomości), by uzyskawszy wiedzę o tym, czym jest poznanie, jak się dokonuje i w jaki sposób struktury oraz czynności podmiotu rzutują na możliwą formę i treść tego, co jawi się jako przedmiot poznania. Refleksja nad czynnościami poznawczymi, kierowana zamiarem zawieszenia zaufania do każdego rodzaju poznania, które nie gwarantuje pewności swych wyników (sceptycyzm metodologiczny), pozostawia tylko jedno twierdzenie bezwzględnie wiarygodne „wątpię więc myślę, myślę więc jestem” (dubito ergo cogito, cogito ergo sum). Zdaniem Descartesa nie można bez popadania w sprzeczność przeczyć temu, że o ile cokolwiek się przeżywa (np. wątpienie), o tyle się jest, i to jest się czymś myślącym (res cogitans). Pewność zaś możemy żywić w odniesieniu do głównych wyznaczników prawomocnego, naukowego poznania, wynikających z samej natury poznania. Musi ono być jasne, dokładne, skrupulatne, w każdym punkcie oczywiste.

Filozof był zdania, że niezależnie od rodzaju lub warunków życia ludzie są zdolni do rozumowania racjonalnej treści i każdej idei. Czynnikami niesprzyjającymi są analfabetyzm, szkodliwe nauczanie i fanatyzm. Jeśli te trzy czynniki nie zniekształcą naturalnych zdolności rozumu, jest on w stanie pojąć i przyswoić prawidłowo skonstruowaną myśl, sformułowaną w sposób jasny i precyzyjny. Uważał, że należy przekazywać wiedzę każdemu, kto jest zainteresowany jej pogłębianiem. Można sformułować następującą tezę: konsekwencją umiłowania prawdy był głoszony przez Descartesa postulat życia egalitarnego i wolnego, pod znakiem uniwersalnego rozumu, wspólnego wszystkim ludziom w ten sam sposób.

Współcześnie obserwujemy wciąż słabnącą kompetencję językową i kompetencję logiczną, co uniemożliwia nadawcy i odbiorcy porozumienie się. To znaczy, że wypowiedź pozbawiona jest jasnej i precyzyjnej formy. Zamiast tego mamy rozrzedzanie znaczeń wyrazów już ustalonych znaczeniowo. Powszechnym zjawiskiem jest też mętna wypowiedź i brak umiejętnego argumentowania. Nader często wykorzystuje się tzw. argumenty zewnętrzne, które nie są podstawą zbudowanej teorii. W ten sposób bardzo łatwo można obalić każdą tezę, teorię, podważyć pogląd. Do tego należy dodać niski poziom edukacji (szkodliwe nauczanie) i powszechny analfabetyzm, który przez Cezarego Wodzińskiego nazywany jest „analfabetyzm piśmiennych”[18]. Racjonalnemu rozumowaniu nie sprzyja też szerzący się fanatyzm różnych ideologii („izmy”) i wszechobecnej poprawności politycznej. Ta ostatnia pogłębia i tak już wszechobecną hipokryzję.

            Ważną uwagą jest przekonanie Descartesa, że dociekanie prawdy czy wręcz jej dostąpienie, nie jest czymś uprzywilejowanym, a jeśli ktoś głosi pogląd przeciwny, to tkwi w przesądzie i obskurantyzmie. Uwaga ojca filozofii nowożytnej jest tym bardziej cenna, gdy uświadomimy sobie, że we współczesnym świecie, w którym wiedza jest tylko poszerzającym się zbiorem nieprzydatnych informacji, kontemplacja mądrości została odrzucona jako niepotrzebna, a myślenie jest zastępowane posłuszeństwem, pojawia się pokusa ze strony niektórych ludzi, aby narzucać nie tylko swoje poglądy innym, wykorzystując różne środki przemocowe, ale skupić w swoim ręku władzę poznawczą, władzę rozstrzygania i klasyfikowania tego, co podpada pod prawdę i tego, co pod prawdę nie podpada. Postawa ta przyczynia się do marginalizowania a nawet prześladowania tych członków społeczności, którzy trwają w kulcie własnej woli. Pozostałych, tych bardziej posłusznych, utrwala się w przekonaniu, że powinni kierować się koniecznością a nie wolą. Trudno nie odnieść wrażenia, że w ten sposób tworzy się bezmyślną, bezmoralną, bezideową masę, bez wyróżnienia dobrostanu pojedynczego człowieka. Przeciwnie dobro i wolność pojedynczego człowieka, a więc i wątpienie, które, jestem zdania stanowi podstawę tego, co odnosi się do prymarnego istnienia człowieka w jego istocie wolnościowej, traktowane jest jako nieprzyzwoite i zagrażające wspólnym interesom. Coraz częściej kwestionuje się prawo do wolności i nazywa się je zjawiskiem irracjonalnym. Rodzi to poważne niebezpieczeństwo eksterminacji tych, którzy mają odmienne zdanie. Podporządkowanie pojedynczego człowieka kolektywowi, unicestwia w konsekwencji jedyną pewność człowieka tj. to, że wątpi i że wątpienie jest świadectwem jego świadomego istnienia jako istoty legitymującej się prawem do oddychania.

 

*

 

Immanuel Kant napisał: „Wolność należy z góry przyjąć jako własność woli wszystkich istot rozumnych”[19]. Filozof rozwija tezę następująco: „Wola jest rodzajem przyczynowości istot żywych, o ile są rozumne, a wolność byłaby tą własnością tej przyczynowości, dzięki której może ona działać niezależnie od obcych skłaniających ją przyczyn”[20].  Kant wyjaśniając wolę będącą własnością istoty rozumnej pisał: „Nie można pomyśleć sobie rozumu, który by zachowując własną świadomość, w swych sądach ulegał obcemu kierownictwu, ponieważ wtedy podmiot przypisywałby [bliższe] określenie władzy sądzenia nie swemu rozumowi, lecz bodźcowi [zewnętrznemu]”[21] a dalej: „Rozum musi się sam uważać za sprawcę swych zasad, niezależnie od obcych wpływów, a więc [musi się sam uważać] za wolny jako rozum praktyczny, czyli jako wola istoty rozumnej, tj. wobec tej istoty może być tylko przy przyjęciu idei wolności wolą własną, musi być więc przyznawana pod względem praktycznym wszystkim istotom rozumnym”[22]. Pojmować to należy jako szczególną specyfikę ludzkiej konieczności, tj. wolność, o ile mamy do czynienia z istotą rozumną, nie jest dowolnością, tylko koniecznością. W wielkim uproszczeniu ujmuję to następująco: istota rozumna kieruje się wolą jako koniecznością, jest to przyczynowość jej wolnego istnienia: osoba x jest wolna gdyż jest wolna. Natomiast istota nie-rozumna kieruje się koniecznością jako przyczynowością ulegając woli innych. Rozróżniam więc dwie konieczności: (1) jako specyfikę istoty rozumnej, w której konstytuuje się wolność i (2) jako uznanie cudzej woli.

Z wypowiedzi Kanta można sformułować kilka apodyktycznie brzmiących tez:

(1) nie można nazwać istotą rozumną kogoś, kto uznaje za uzasadnione uleganie bodźcom zewnętrznym, tj. różnym okolicznościom i perswazjom autorytetu;

(2) wolność jest a priori własnością każdej istoty rozumnej i nie trzeba jej udowadniać;

(3) wola jest zawsze przyczynowością działania każdej istoty rozumnej;

(4) rozum jest zawsze sprawcą swych zasad,

(5) każda istota rozumna posługuje wolą własną (jest to konieczność a nie dowolność).

Sformułujmy zatem pytanie: co z istotami nie-rozumnymi? Jest to wszakże konsekwencja namysłu nad poglądami Kanta. Odwołam się do ustaleń filozofa, które jak twierdzę pomogą w zrozumieniu mojego postulatu, aby odrzucić autorytet. Kant zauważa, że to, co nie jest zależne od naszej woli, a mimo to istnieje, zależne jest od przyrody, wobec tego ma względną wartość, a będąc środkiem jest rzeczą, jest więc pozbawione rozumu. Natomiast istoty rozumne, Kant nazywa je osobami, wyróżnia natura jako cel sam w sobie. Innymi słowy mamy do czynienia z podziałem na samoistność i celowość. Gdyż natura rozumna zawsze jest samoistnością, natomiast to, co zależy od przyrody podpada pod bycie celem. Samoistność jest wartością bezwzględną zaś bycie celem jest wartością względną, tj. przypadkową.

            Podział na samoistność i celowość odzwierciedla podział na istotę rozumną i istotę nie-rozumną. Istota rozumna konstytuuje w sobie osobę, jest samoistnością a zatem jej człowieczeństwo jest wartością bezwzględną. Istota nie-rozumna traktuje siebie oraz innych jako środek do celu. Ulegając woli autorytetu urzeczywistniają w sobie rzecz a nie osobę. Dowolność, która jest przez istotę nie-rozumną błędnie utożsamiana z wolnością, jest faktycznie urzeczywistnieniem siebie jako środka do celu i nie ma nic wspólnego z szacunkiem jakim powinna darzyć siebie i innych. Dla Kanta wolność i własne prawodawstwo woli są autonomiczne. Wywiódł je z prawa natury. Pożytecznie jest zwrócić uwagę, że ludzie (istoty nie-rozumne), którzy głoszą potrzebę podporządkowywania się cudzej woli, odwołują się także do kantowskiej wolności interpretując ją jako wolność, której człowiek musi używać świadomie, tj. ograniczyć ją wtedy, gdy zagraża ona innym ludziom. Zauważmy jednak, że nie jest to typowy pogląd Kanta ujmującego wolność człowieka. Prawdą jest, że Kant pisał o obowiązku każdego członka państwa wobec prawa, jakie w państwie obowiązuje, ale jest to inny porządek. W prawie pozytywnym określa się reguły i ewentualne sankcje, jeśli zostanie naruszona wolność drugiego człowieka. Przestrzeganie prawa do wolności każdego człowieka w państwie należy do porządku normatywnego natomiast wolność człowieka należy do porządku moralnego. Jeśli mówimy jeszcze o człowieku Całościowym, to wchodzimy w rozważania należące do porządku metafizycznego.

Upór z jakim zespala się zapis prawa do wolności człowieka w porządku normatywnym z wolnością człowieka w porządku moralnym i metafizycznym, jest manipulacją semantyczną z jednej strony i nieznajomością poglądów filozofa królewieckiego z drugiej. Istnieje podejrzenie, że być może mamy też do czynienia z zamierzoną manipulacją poglądami Kanta, gdyż jak powszechnie wiadomo, nikt Kanta nie czyta i niewielu zaprotestuje, zawłaszcza jeśli „uznany” autorytet epistemiczny, nawołując do zrzeczenia się samoistności w imię wyższych celów, powołuje się na prawo pozytywne a w komunikacie sygnalizuje, że wywiódł wniosek z poglądów Kanta.

 Jestem zdania, że jest to tylko częściowe ujmowanie poglądu Kanta, o ile w ogóle można w ten sposób wolność człowieka w ujęciu Kanta ujmować. W każdym razie prowadzi ono do uproszczenia problemu wolności człowieka i traktowania człowieka jako środka do celu, a więc jest ono sprzeczne z, moim zdaniem, najważniejszym imperatywem, tj. imperatywem praktycznym. Kant wyprowadził imperatyw praktyczny z prawa natury, które jest prymarne wobec prawa pozytywnego. W prawie natury ujęta jest samoistność każdego człowieka tj. prawo do oddychania, jako wartość bezwzględna i niezbywalna. Niezbywalność oznacza, że człowiek nie może swojego życia (w wielkim uproszczeniu ciała i umysłu) przenieść na innego człowieka czy zrzec się (choćby cząstki) dla dobra ogółu czy dla innego szczytnego celu. Nikt nie ma prawa kwestionować niezbywalności prawa do oddychania. Byłoby to bowiem zaprzeczeniem samoistności, podmiotowości i wolności człowieka. Ponadto zrzeczenie się lub nawet czasowe przeniesienie własnej samoistności na drugiego człowieka czy grupę albo poddanie jej tzw. szczytnym celom, jest sprzeczne logicznie. Jeśli bowiem coś jest niezbywalne, to tego nie można w żaden sposób przekazać, inaczej nie byłoby niezbywalne. Jeśli jednak ktoś głosi pogląd, że są jakieś pewne okoliczności, w których człowiek winien pozbyć się lub zawiesić własną samoistność, to znaczy, że, jakby to określił Augustyn, mamy do czynienia z nieszczęściem, tj. głupotą. Przy czym nie może ona być usprawiedliwiania, bowiem w ten sposób przyzwalamy na eksterminację ludzi. Głupota jest patologią umysłu, i jako patologia powinna podlegać sankcjom negatywnym. Natomiast niezbywalność to całość, tj. ujęcie człowieka Całościowego, tj. istoty rozumnej. Całość oznacza, że nie można jej podzielić.

Trafnie wyjaśnia tę jakże sporną dzisiaj kwestię John Stuart Mill, który pisał, że człowiekowi trzeba uświadomić, iż „w tej części, która dotyczy wyłącznie jego samego jest absolutnie niezależny; ma suwerenną władzę nad sobą, nad swoim ciałem i umysłem”[23]. Co znaczy, że należy istocie nie-rozumnej uświadomić, że:

(1)   istnieje prawo natury,

(2)   z prawa natury wypływa niezbywalne prawo do oddychania i jest ono przynależne każdej istocie żywej,

(3)   prawo do oddychania (prawo natury), z którego wyprowadza się wolność człowieka jest nadrzędne, wobec prawa do wolności (prawo pozytywne),

(4)   wolność człowieka jest czymś innym niż prawo do wolności,

(5)   urzeczywistnianie imperatywu praktycznego czyni istotę nie-rozumną istotą rozumną.

(6)   człowiek wolny (istota rozumna) zawsze kieruje się wolą, a człowiek zniewolony (istota nie-rozumna) zawsze kieruje się koniecznością.

(7)   wolność jest własnością woli wszystkich istot rozumnych,

(8)   wolność jest stanem umysłu,

(9)   podporządkowanie się kolektywowi ze względu na cele (nawet najbardziej szczytne) jest zawsze oznaką zniewolenia i zaprzeczenia samoistności.

Uświadomienie sobie woli jako przynależnej każdemu człowiekowi z natury, a uświadomienie sobie konieczności, która dominuje za sprawą autorytetów, pozwala kształtować świadomość własnych praw, godności i szacunku.

            Niebagatelne znaczenie dla niniejszych rozważań jest zrozumienie czym jest wolność. Kant pisał, że wolność nie jest i nie może być skutkiem, natomiast jest przyczynowością. Przyczynowość wolności jest prawem niezmiennym inaczej nie byłaby wolną wolą. Nader często istota nie-rozumna ulegając woli autorytetu otrzymuje w zamian sankcję pozytywną, w której zawarty jest komunikat, że „jesteś wolny, gdyż zgodziłeś się na to lub tamto” albo „możesz korzystać z wolności, gdyż wykonałeś to lub tamto”. Zauważmy, że w ten sposób zarówno autorytet, jak i ulegające jego woli istoty nie-rozumne, traktują wolność jako skutek a nie jako przyczynowość. Istota nie-rozumna otrzymuje korzyści w postaci możliwości „bycia wolnym”, którą gwarantuje mu autorytet poprzez pozytywne sankcje. Natomiast autorytet czerpie korzyści z narzucania własnej woli innym, gdyż w ten sposób urzeczywistnia swoje poglądy, tj. zniewala sobie podległych. Obie strony traktują siebie jako środek do celu. Autorytet: gdyż musi narzucić swoją wolę innym, aby osiągnąć korzyści. Istota nie-rozumna: aby korzystać z wolności, musi zgodzić się na urzeczywistnienie określonych dyrektyw. Warto odnotować, że istoty nie-rozumne powołują się w sposób powierzchowny na uczucie moralne; nie potrafią myśleć, ale sądzą, że mogą dopomóc sobie wyczuciem. Zauważmy, że wyczucie jest niestabilnym probierzem, w którym ustala się „za” i „przeciw”. Tym bardziej wyczucie, które często bywa szantażem moralnym, nie może warunkować i rozstrzygać czym jest wolność człowieka; nie może decydować o prawie do oddychania. Prawo moralne obowiązuje przeto tylko każdą istotę rozumną, gdyż wyprowadza się je z samego ogólnego pojęcia rozumnej istoty w ogóle. Nie obowiązuje prawo moralne istot nie-rozumnych, które kierują się koniecznością i wyczuciem.

Podsumowując: W imperatywnie praktycznym ujęta została więc samoistność człowieka, ściślej: człowiek Całościowy; jeszcze ściślej: w porządku metafizycznym; a więc ujęta została istota rozumna, która kieruje się wolą własną jako prawem niezmiennym, niezbywalnym, będącym wartością bezwzględną.

            Zastanówmy się czy filozof odmawia bycia człowiekiem tym, którzy ulegają woli autorytetu, a negują władze sądzenia własnego rozumu? Uporządkujmy pewne fakty:

(1)   wyróżnienie istoty rozumnej wskazuje na istnienie istoty nie-rozumnej,

(2)   podział ludzi na istoty rozumne i istoty nie-rozumne dotyczy ujęcia semantycznego i metafizycznego,

(3)   istota rozumna, jak i istota nie-rozumna, jest człowiekiem w porządku semantycznym.

(4)   istota rozumna jest człowiekiem w porządku metafizycznym, a precyzyjniej przyjmując powołanie człowieka, tj. stara się urzeczywistniać siebie w porządku metafizycznym.

Każda istota ludzka jest człowiekiem ze względu na semantykę, ale nie każda istota ludzka jest człowiekiem w ujęciu metafizycznym, tj. istotą rozumną. Kant traktuje istotę rozumną jako urzeczywistniające się wolne-ja-myślące w meta-ta-physica, które winno dominować nad tym, co zmysłowe. Zasadniczo bycie człowiekiem byłoby zmienną fasadą językową, natomiast bycie istotą rozumną byłoby świadomym dążeniem do kierowania się wolą własną. Podzielam pogląd Kanta, zgodnie z którym zaniedbuje się uświadamianie człowieczeństwa w podmiocie, w którym tkwią zadatki większej doskonałości i utrzymuje się ludzkość w sokratejskim świecie wymiany dóbr, tj. w świadomości, że wolność jest towarem wymiennym i często utożsamianym ze szczęściem. Szczęście zaś należy do wyobraźni a nie do rozumu.

Szestow zauważył, że Kantowskie: „nie musisz, więc możesz” powinno brzmieć: „nie możesz, dlatego ci nie wolno”. Źródłem zasad, jego zdaniem, nie jest wolność (pojęcie wolności jest kluczem do wyjaśnienia autonomii woli), lecz konieczność. Innymi słowy nie możesz inaczej postępować, dlatego ci nie wolno inaczej postępować, niż tak jak oddziałuje na ciebie autorytet. Zdaniem Szestowa człowiek boi się wolności, gdziekolwiek byłaby ona głoszona, obawia się jej do tego stopnia, że jest gotowy poddać się jakiejkolwiek zasadzie, oddać w niewolę jakiejkolwiek sile – wyłącznie po to, aby nie zostać pozbawionym trwałego przewodnika. Dlatego wybiera często za przewodnika konieczność, a w konsekwencji autorytet ludzki. Czy rozum może być siłą i czy można go uznać za konieczność? Odpowiedź będzie brzmiała twierdząco. Czy rozumem jako koniecznością posługują się wszyscy ludzie? odpowiedź będzie brzmiała negatywnie. Zatem rozum jako przewodnik nie może być traktowany jako element samozniewolenia, chyba że jest to podporządkowanie się cudzemu rozumowi (konieczność). Zauważmy, że czymś innym jest konieczność jako specyfika postępowania, która nie jest dowolnością, ale wolnością istoty rozumnej: jestem wolny bo jestem wolny (konieczność) a czymś innym konieczność jako postępowanie istoty nie-rozumnej. Zauważmy też, że postępowaniu jako konieczności poddają się tylko istoty nie-rozumne – gdyż konieczność jest dla nich przyczynowością. Słusznie Szestow podkreślił, że nie wolność a konieczność dominuje, zwłaszcza gdy rozważa się konieczność dla niej samej. Tyle tylko, że nie dość mocno zaakcentował, że istot nie-rozumnych jest znacznie więcej (dlatego konieczność jest <>) i to one właśnie kierują się w swoim życiu koniecznością a nie wolą, natomiast istot rozumnych kierujących się wolą jest mniej. Wola własna podlega niezmiennym prawom (prawo natury), inaczej nie byłaby wolna, jest autonomiczna; jest sama dla siebie prawem. Zaliczany przez Szestowa także rozumu (siła) będący przewodnikiem konieczności, bez jasnego zasygnalizowania rysujących się mimo wszystko różnic, utrudnia przekaz i może prowadzić do niezgodnych z literą poglądów Kanta.

Podobnie uważa Fichte. W wykładach jenajskich swoje rozważania odnosi do istot rozumnych i pyta się, czy można coś zmienić w stosunku do istot, które rozumne nie są, aby stały się istotami równymi, tj. stały się istotami rozumnymi.

Na pytanie, co jest powołaniem człowieka, zgodnie z jego pojęciem, a co wśród znanych nam istot nie-człowiekowi nie przysługuje, Fichte daje odpowiedź jednoznaczną: bycie człowiekiem rozumnym, tj. odwoływanie się do woli własnej. Powołanie człowieka, tj. osiągniecie wolności nie polega na osiągnięciu celu wolności, tylko na zbliżaniu się do niego. Procesualność powołania człowieka odróżnia istoty rozumne od istot nie-rozumnych, dla których przyczynowością jest konieczność. Fichte mówi nie tyle o wolności, co o najogólniej pojętej przestrzeni ludzkiej wolności; jest to też filozofia wolności w sensie wykreowania aktywnego podmiotu oddanego swojemu powołaniu. Byt aktywny – w ten sposób Fichte nazywa istotę rozumną, która urzeczywistnia siebie w przyjętym powołaniu. Chodzi o aktywną i autentyczną działalność na rzecz realizacji siebie i konkretnego projektu społecznego. Filozof uznał za konieczne stworzenie w pełni racjonalnego podmiotu poznającego. Był zdania, że zło jest związane z brakiem wolności, nieużywaniem jej, lenistwem, tj. gdy istota ludzka nie przyjmie powołania człowieka. Idąc tym tropem, wolnością w wymiarze jednostkowym jest uczestnictwo w projekcie powołania człowieka.

Nie jest to chyba przypadek, że Fichte rozpoczął rozważania nad procesualnością bycia człowiekiem od przeanalizowania czym jest wątpienie[24]. Pisał: „Tak więc sądzę, że nareszcie znam znaczną część odtaczającego mnie świata; i w rzeczy samej na poznanie to poświęciłem dosyć trudu i starania”[25]. Podstawą wątpienia jest przede wszystkim trud i staranie, które mają procesualny charakter. Prawdy i siebie nie można poznać; prawdę i siebie można jedynie wypracowywać, kontestować, poszukiwać, dyskutować, analizować; można formułować hipotezy, stawiać pytania, wyrażać wątpliwości. Słowem dzieje się to na drodze myślenia.  Człowiek w ten sposób odrzuca wszystko to, co kolektywne, tj. powierzchowne, dominujące jako tzw. większościowe. Filozof proponuje, aby odrzucić podsunięte pouczenia, zanim się ich zapragnie i odpowiedzi zanim się sformułuje pytanie. Ludzie nader często słuchają gdyż nie mogą tego uniknąć. Dzieje się tak dlatego, że brakuje im świadomości własnego życia i myślenia. Fichte zauważył, że ludzie zniewoleni w pamięci przechowują informacje przypadkowe, które są porządkowane przez innych ludzi.

Wątpienie zdaniem filozofa kształtuje kontemplacyjność umysłu pojedynczego człowieka i nie ma nic wspólnego z podporządkowaniem go ogółowi czy autorytetowi ludzkiemu, o którym miał zdanie, że jest to człowiek cwany, agresywny, niekoniecznie odznaczający się mądrością teoretyczną i mądrością praktyczną. Przeciwnie należy rozdzielić bycie wolnym człowiekiem od bycia uczestnikiem w życiu społecznym czy od bycia uczestnikiem w życiu państwa. To, co zespala wolnych ludzi, to ogólnoludzka moralność i wiedza ogólnoludzka. Nie jest to jednak kolektywizm równych sobie istot. Po pierwsze kolektywizm przeczy równości duchowej, moralnej oraz intelektualnej, które były dla Fichtego fundamentalne. Po drugie w kolektywizmie brak przesłanek dla istnienia równości jako takiej. Równość zawsze zakłada istnienie co najmniej dwóch zmotywowanych indywidualnych podmiotów posiadających miary i ideały,  takich, które uniwersum duchowe ma pewne granice, natomiast kolektyw jest tego zaprzeczeniem.

Fichte zauważył, że proces samodoskonalenia siebie trwa nieskończenie i jest to proces nierówny. Nierówność związana jest z tym, że nie wszyscy dążą do przyjęcia powołania człowieka. Dlatego ogólnoludzka moralność i ogólnoludzka wiedza nie mogą być pojmowane jako cel, gdyż byłoby to podporządkowanie wolnego człowieka pozbawionej wolności bezideowej masie. Samowiedza człowieka jest aktem indywidualnym i procesualnym. Dodam, że Fichte za Kantem powtarzał, iż człowiek jest celem samym w sobie, a nie środkiem do celu. Zatem wszelkie wypracowywane relacje społeczne (współcześnie traktowane z poziomu kolektywizmu) muszą być urzeczywistniane dopiero wtedy, gdy pojedynczy człowiek przyjmie powołanie człowieka. Bez tego nie ma sensu mówić o państwie czy świadomym społeczeństwie. Zwrot „świadome społeczeństwo” uważam zresztą za oksymoron. Warto podkreślić, że filozof głosił postulat kształtowania człowieka, który będzie stały w swoich ideałach. Człowiek winien jedynie zwalczać u siebie to, co partykularne. Indywidualne jest zaś samo bycie człowiekiem; w indywidualizmie bytuje prawo do oddychania. Postulowana współcześnie likwidacja indywidualistycznej idei człowieka i urzeczywistnianie uniwersalistycznej idei człowieka jest sprzeczne z Fichteańskim powołaniem człowieka i imperatywem praktycznym Kanta. Chyba że traktujemy zwrot „człowiek uniwersalny” jako synonim człowieka Całościowego. Ostatnie dekady pokazują jednak, że w zwrocie „człowiek uniwersalny” nie konstytuuje się człowiek w porządku metafizycznym, ale pozbawiona ambicji intelektualnych i moralnych masa, która definiuje się przez to, co zmysłowe. Właśnie z tego, co dotyczy wszystkich uczyniła ona wartość nadrzędną i bezwzględną.

            „Cóż oni wiedzą bowiem prawdziwego, skąd mogą to wiedzieć, jeżeli nie dzięki własnemu rozmyślaniu? I dlaczego ja nie miałbym dzięki temu samemu rozmyślaniu odnaleźć tej samej prawdy, gdy tyle samo wart jestem co oni? Jak bardzo dotąd poniżałem i lekceważyłem siebie samego”[26] – wyznał Fichte. Zauważmy, że poniżenie i lekceważenie siebie polega na braku wiedzy i niechęci do samodzielnego myślenia. Polega na niechęci do zdobywania wiedzy; na niechęci do wątpienia (trud i staranie), do samodoskonalenia. Bierność i lenistwo poniża człowieka nie tylko w cudzych oczach, ale i we własnych. Fichte sprzeciwiał się niewolnictwu rozumowemu, kontynuując myśl Kanta. Człowiek musi chcieć wydobyć się na powierzchnię z otchłani niewiedzy, ignorancji, prostactwa, prymitywizmu moralnego, powierzchowności, głupoty. Pisał: „Od tej chwili chcę wejść w swoje prawa i wziąć w posiadanie należną mi godność. Precz ze wszystkim, co mi obce. Chcę badać sam[27]. Co można byłoby wyjaśnić: ja sam jako istniejący, jako świadomy swojego życia i myślenia. Samodzielne myślenie, o które walczy Fichte, jest nie tylko przyrodzone człowiekowi z natury, ale też konstytuuje wolność człowieka jako samoistność. Są to prawa i godność człowieka oraz należą do praw i godności człowieka. Prawo i godność człowieka Fichte umieszcza w prawie natury, w którym odnajdujemy bardziej prymarną wolność, tj. świadomość własnego życia (prawo do oddychania) i myślenia (wolność myślenia). Wątpienie to odwrotna strona tego samego medalu, jakim są prawo do oddychania i wolność myślenia. Odebranie tej wolności jest równoznaczne z ubezwłasnowolnieniem człowieka i podporządkowaniem jego bezideowemu i bezmyślnemu kolektywowi, który podporządkowywuje się woli autorytetu. Człowiek ma niezbywalne prawo do wolnego myślenia i samodoskonalenia się.

*

 

Schopenhauer o człowieku napisał, że jest nikczemny. W nikczemności zawarte jest zło istoty żywej, która nazywa siebie człowiekiem. Przezwyciężenie nikczemności jest opuszczeniem bycia nie-rozumnym, a urzeczywistnianie siebie jako istoty rozumnej, a więc urzeczywistnienie uczciwości. Słusznie filozof zauważył, że ludzie rzadko myślą, jeszcze rzadziej potrafią wyprowadzić wnioski zgodnie z prawami logiki. Jego zdaniem fałszywe sądy są dominujące, zaś fałszywe wnioski są rzadkością.

Zadziwiające jest, że dla wielu ludzi uznanie woli autorytetu ma duże znaczenie, skoro sami z siebie przyjmują ją jako własną, na mocy jedynie przykładu. Schopenhauer uważa, że dzieje się tak, iż pozbawieni są oni samopoznania ergo istoty nie-rozumne nie myślą. Do myślenia zaś docieramy, gdy sami myślimy. Żeby podołać myśleniu ludzie muszą się nauczyć myśleć. Uczymy się myślenia, zwracając uwagę na, co daje do myślenia. To tezy Martina Heideggera, który podkreślił też, że pamięć jest skupieniem myślenia, dlatego ludzie pozbawieni pamięci, są pozbawieni jednocześnie myślenia. Na czym? Filozof wyjaśnił: na tym, co nas utrzymuje, o ile jest przez nas rozważane, rozważane mianowicie dlatego, że pozostaje tym, co do-rozważenia. Heidegger uważa, że człowiek winien być pochłonięty (inter-esse) sprawami, stanąć w środku  sprawy, pozostać przy  niej. Jednak jak zauważa, współcześnie dla zainteresowania istotne jest to, co interesujące. Jednak to, co interesujące czyni omne animal obojętnym. Heidegger konstatuje, że dziś cenne jest to, co uzna się za interesujące a faktycznie strąciło się to, co interesujące, do poziomu tego, co obojętne i przesunięto do tego, co nudne. Nudne stało się myślenie i reguły logiczne. Dlatego nie tylko Europę, ale świat toczy choroba ignorancji, transhumanizmu, dehumanizacji i dezinformacji, których patologiczność jest usprawiedliwiana i przedstawiana jako kolejny szczebel rozwoju ludzkości.

Rację miał też Friedrich Nietzsche gdy pisał, że: „najbardziej poważne w naszym niepewnym czasie jest to, że jeszcze nie myślimy” a  dalej, że „pustynia rośnie”, tj. szerzy się spustoszenie. Spustoszenie może występować z osiągnięciem wysokich standardów życia i z próbą osiągnięcia jednakowego stanu szczęścia wszystkich ludzi. Szczęście wszystkich ludzi jest niepokojące. Każdy humanista wie, że taki stan jest nieosiągalny i może tylko zostać wprowadzony siłą, a zatem z pogwałceniem podstawowego prawa, tj. prawa do oddychania. Spustoszenie, jak zauważa Heidegger, występuje wszędzie, jest przerażające i nie jest to zwykłe „zapiaszczenie”, to coś więcej niż zniszczenie. Spustoszenie jest gorsze od unicestwienia. Zniszczenie usuwa to, co dotychczas powstało i zostało zbudowane. Spustoszenie powstrzymuje wzrost i zabrania wszelkiego budowania. Spustoszenie jest wielkim zapomnieniem (zaprzepaszczeniem myślenia). Ludzie chorują na zapomnienie, tj. na brak pamięci, tj. na brak myślenia.

Postulat, zgodnie z którym istnieje potrzeba istnienia autorytetu (także epistemicznego) w warunkach wielkiego zapomnienia (wielkiej bezmyślności), jest nieodpowiedzialne lub jest celowym ludobójstwem. Autorytet bowiem zostanie wyłoniony (wskazany) spośród tych, którzy cierpią na zapomnienie, tj. na  bezmyślność. Człowiek pozbawiony pamięci (myślenia), tj. istota-nierozumna na autorytet wybierze kogoś podobnego do siebie, tj. człowieka dotychczasowego (terminologia Nietzschego i Heideggera) a nie nadczłowieka. Nadczłowiek przynosi prawdę, ale też uczciwość i wyzwolenie się z tego, co złe w człowieku; przenosi istotę dotychczasowego człowieka w jej prawdę i w ten sposób ją przejmuje. Droga nadczłowieka zaczyna się od jego zejścia. Czym ono jest? Ujęłabym tę kwestię krócej niż Heidegger i powiedziała po Fichteańsku, to przyjęcie powołania człowieka. Kim jest człowiek dotychczasowy? W wielkim skrócie: na przestrzeni dziejów otrzymał on różne imiona: barbarzyńca, człowiek powierzchowny, człowiek dzisiejszy, publika. Imiona te określają kategorię ludzi o umysłowości przeciętnej, biernej duchowo, moralnie oraz intelektualnie. Ich charakterystycznymi cechami są lenistwo intelektualne, uległość wobec cudzej woli i chęć posiadania własnego zdania. Nie potrafią jednak samodzielnie myśleć, dlatego urzeczywistnianie autorytetu i podporządkowywanie się jego woli uznają za szczyt swoich możliwości intelektualnych. Prawda i uczciwość są obce istocie nie-rozumnej chorującej na zapomnienie. Jest dla niej nadzieja wyzwolenia, ale istota nie-rozumna musi sobie uświadomić istnienie własnej woli a nie tylko istnienie konieczności. Wmówić istocie nie-rozumnej, w warunkach panującej dezinformacji, dehumanizacji i transhumanizacji, że potrzebny jej jest jeszcze autorytet lub należy umocnić pozbawiony mandatu zaufania i skompromitowany autorytet epistemiczny, zakrawa na ludobójstwo duchowe, które dokonuje nie tylko autorytet, ale ludzie, którzy ulegają jego woli.

Autorytet wybrany spośród istot nie-rozumnych nie wyprowadzi z pustyni zapomnienia (z bezmyślności). Będzie prowadził innych po pustyni zapomnienia i tylko tyle. Należy zdać sobie sprawę z tego, że autorytet będzie tylko PROWADZIŁ. Dla ludzi cierpiących na zapomnienie ważne jest, że ktoś przyjmuje odpowiedzialność za ich życie i za podejmowane decyzje, ale i za ewentualną katastrofę, tj. PROWADZI. W ten sposób umacnia się niewolnictwo, jak nazywał bierną postawę istot nie-rozumnych Fichte.

            Zauważmy, że gdy grunt usuwa się spod nóg, gdy jest to zauważalne, to jedynymi środkami zaradczymi są usprawiedliwianie narastających patologii i poszukiwanie autorytetu, który ma rzekomo uzdrowić toczące ludzkość choroby. Jestem zdania, że poszukiwanie i tworzenie autorytetu jest patologią umysłu. Słusznie zauważył Szestow, że człowiek, który szuka wytłumaczenia, jest tym, który nie ma wystarczająco siły, aby działać samodzielnie. Autorytet jest wytłumaczeniem, ściślej: posiada mandat na wyjaśnienie problemów. Brak samodzielności zaś to choroba niepamięci i odwagi posługiwania się własnym rozumem. Gdy bowiem człowiek znajduje jakąś przywarę, której w żaden sposób nie może się wyzbyć, nie pozostaje mu nic innego, tylko przedstawić tę przywarę jako zaletę[28]. Przywarami istoty nie-rozumnej są bezmyślność i uległość wobec woli autorytetu. Niebagatelną rolę odgrywa niestałość poglądów istoty nie-rozumnej, które zmienia je równie często, jak autorytety. Wszakże osiągnąć można coś jedynie będąc stałym, szanując czas i skupienie. Istota nie-rozumna godna jest pożałowania, to ktoś, komu wybacza się wszelkie dziwactwa z racji pożytku jaki przynosi. Pożytek zaś, to jego uległość wobec woli autorytetu. Odrzuca wolność, którą gwarantuje porządek prawa natury na rzecz prawa do wolności, która jest zagwarantowana w porządku normatywnym. To umożliwia cwanej istocie nie-rozumnej wmówić innym istotom nie-rozumnym, że istnieje tylko wolność, która kończy się dla jednych tam, gdzie zaczyna się wolność innych. Powtórzę, że wolność wynikająca z prawa natury jest prymarna, niezbywalna, bezwzględna, niczym nie jest ograniczona, nie podlega sankcjom negatywnym i pozytywnym. Jest ona dana każdemu człowiekowi.

Dlatego istnieje pilna potrzeba, aby wyjaśnić każdemu człowiekowi, że nadrzędnym prawem, w którym ujęta jest wolność to prawo natury a nie prawo pozytywne. Nie miał racji Szestow, pisząc: „Myśleć, naprawdę myśleć, zaczyna człowiek dopiero wtedy, gdy się przekonywa, że nic zrobić nie może, że ma związane ręce”[29]. Czy to oznacza, że człowiek ma jeszcze czas, że może jeszcze odgrywać rolę wątpliwej jakości geniusza? Jestem zdania, że człowiek nigdy nie miał czasu, a jeżeli twierdzi przeciwnie, to tylko dlatego, że życie w świecie pozorów jest powabne i atrakcyjne. Nie trzeba brać za siebie odpowiedzialności, można przywdziewać maski, można być za każdym razem kimś innym i za każdym razem urzeczywistniać wolę autorytetu. Człowiek z niewolnictwa intelektualnego uczynił swój atut. Obecnie czyni niewolnikiem własne ciało, które coraz bardziej przypomina maszynę. Bezmyślna istota, którą trzeba programować. W pakiecie programu znajduje się też urzeczywistnianie woli autorytetu i okrucieństwo, które zaznacza się w nakładanych sankcjach negatywnych przez autorytet, ale też w sankcjach negatywnych, które są nakładane przez wyznawców autorytetu na tych, którzy żywią wątpliwości wobec cudzej woli. Człowiek, który utracił swoją wolność wyboru (konieczność mu uniemożliwia) jest skazany przez wrogie mu siły na dostrzeganie swojego szczęścia, w tym, co przynosi mu zagłada.

            Odwołam się raz jeszcze do wypowiedzi Nietzschego „Pustynia rośnie, biada, w kim się kryje!”[30]. Pomijam rozważania Heideggera balansujące między wyznaniem Nietzschego a wyznaniem człowieka jako takiego. Nadczłowiek jest przechodzącym, który musi być tym, co schodzi; droga nadczłowieka zaczyna się od jego zejścia. Nietzsche daje nadzieję każdemu i nikomu. Każdemu, o ile każdy jest w swej istocie godnym dla siebie myśleniem. Nikomu, gdyż nikt spośród dotychczasowych ludzi nie pojął prawdy o sobie, a żyje w oszołomieniu jej języka, zamiast udać się w drogę myślenia i w ten sposób dla siebie stać się godnymi pytaniami. Istota nie-rozumna zatem nie pyta się o siebie, pyta się zawsze o cudzą wolę. To wydaje się być kluczowe dla postulatu, aby odrzucać urzeczywistnienie autorytetu ludzkiego, a rozpocząć mozolny trud walki o samodzielne myślenie każdego; aby urzeczywistnić hasło sapere aude!, imperatyw praktyczny i powołanie człowieka. Chcę zwrócić uwagę, że Nietzsche jako świadek upadku cywilizacji europejskiej i tego, co indywidualne na rzecz tego, co kolektywne, wskazuje że każdy, kto choruje na zapomnienie zostawia po sobie spustoszenie i sam kroczy po pustyni pozostawionej przez innych chorych na zapomnienie. Czy w tych warunkach potrzebny jest jeszcze autorytet? Człowiek pozbawiony pamięci przywdziewa różne maski, najważniejsze wśród nich to maska bycia człowiekiem. Nie będąc jednak w pełni urzeczywistnionym człowiekiem, staje się człowiekiem „jak gdyby”, kierując się koniecznością urzeczywistniania woli autorytetu ludzkiego.

            Usprawiedliwia się patologię, odwraca uwagę od choroby zapomnienia, postuluje się urzeczywistnianie autorytetu ludzkiego, w ten sposób nie dopuszcza się do tego, aby człowiek pomyślał czy faktycznie jedyną jego możliwością jest kierowanie się koniecznością czy jednak powinien podjąć walkę o siebie, przyjąć powołanie człowieka i kierować się własną wolą. Szestow nawołuje: „Musimy poszukiwać prawdy tylko w naszym umyśle, ponieważ tylko to jest prawdziwe, co nasz rozum uznaje za prawdę”[31]. Zauważmy, że to, co dla człowieka jest prymarne znajduje się w jego rozumie a nie w woli autorytetu ludzkiego. Konieczność w takim sensie jest zbrodnią jakiej człowiek dokonuje na sobie. Etyka tworzy swoje własne prawa; tego, co wartościowe, ważne, istotne, lecz także proklamuje to, co uważa za bezwartościowe, nieważne lub niepotrzebne. „Musisz” etyki stało się więc rzeczywistością, gdy konieczność <<oznajmiła>> „nie możesz”. Dopóki człowieka prowadzi rozum (wola) i korzy się on przed tym, co etyczne to „nigdzie” i „nie musisz” są nie do pokonania. Etyka i rozum chronią przed utratą honoru, dumy i uczciwości, ale etyka i rozum korzą się przed koniecznością. Zauważmy, że istota nie-rozumna kieruje się nieuczciwością i dlatego podąża za koniecznością; jej rozum jest podporządkowany z konieczności cudzemu rozumowi i obcym dyrektywom. Przywrócenie nauce jej należnego miejsca przy jednoczesnym uprzywilejowaniu myślenia teoretycznego i reguł logicznych jest obowiązkiem każdego humanisty, który pragnie urzeczywistniania powołania człowieka. Należy też uświadomić każdemu, że przyjęcie powołania człowieka uczyni go wolną istotą rozumną. 

 

Mechanizm działania autorytetu

Autorytet zewnętrzny będę nazywała teraz suwerenem a człowieka uznającego wolę suwerena, podległym.

Suwerenem względem danego podległego jest ktoś, to ustanawia zależności tetyczne obejmujące zasięgiem tego podległego – i je egzekwuje. W takim sensie suwerenem dla danego podległego jest ktoś, czyją wolę ten podległy spełnia, jeśli tylko o niej zostanie poinformowany. Charakterystyczną cechą podległego jest podporządkowanie się suwerenowi i bezrefleksyjne wypełnianie przez niego woli suwerena. Ludzie bowiem wskazują, że ktoś winien być suwerenem, gdy np. wymaga tego sytuacja ekonomiczna, społeczna, zdrowotna itp. Chaos w jakim żyje współczesny człowiek sprzyja generowaniu destrukcyjnych potrzeb, jedną z nich jest postulat posiadania suwerena lub suwerenów.

Suwerena można podzielić na dwie kategorie:

(1) suweren represyjny: spełnia się czyjąś wolę ze względu na sankcje (negatywne i pozytywne) ze spełnieniem tej woli. Wyrabia się poprzez konsekwentne realizowanie zapowiadanych sankcji. Odnosi się do przymusu zewnętrznego. Ma to odzwierciedlenie w definicji urobionej przez Arystotelesa, zgodnie z którą: „ludzie znajdują się pod przymusem wówczas, kiedy przyczyna zmuszająca do działania znajduje się na zewnątrz”[32].

(2) suweren konfidencyjny: spełnia się czyjąś wolę, gdyż uważamy czyjąś wolę za słuszną. Wyrabiany jest przez przekonanie o słuszności swoich decyzji. Odnosi się do braku przymusu. Odnosi się to do definicji w ujęciu Arystotelesa: „kiedy przyczyna tkwi w samej istocie działającej, nie ma przymusu”[33]. Podległy działa, gdyż wyrabia sobie słuszność poglądów. Arystoteles nie dodał, że „słuszne poglądy” wyrabia się pod wpływem konieczności a nie woli.

To, co decyduje o podporządkowaniu się podległego suwerenowi represyjnemu lub suwerenowi konfidencyjnemu, to lęk, strach, nieumiejętność samodzielnego myślenia, brak wiedzy. Lęk, strach i bezmyślność wynikają z niewiedzy a nade wszystko z braku umiejętności kontemplacji i posługiwania się regułami logicznymi. Wiedzę pojmuję więc nie jako bezrefleksyjne gromadzenie różnych nie powiązanych ze sobą informacji, tylko po Arystotelejsku, jako kontemplację mądrości (nous), z której można dopiero konstruować wiedzę, dzięki której można prowadzić ludzkie sprawy i można wykorzystać do dociekań nad prawdą.

            Konieczność podporządkowania się woli suwerena zachodzi tylko wtedy, gdy podległy jest pod wpływem okoliczności zewnętrznych, jeśliby zmuszony okolicznościami zewnętrznymi poniósł szkodę, otrzymując w zamian za nią jakąś, większą korzyść. Człowiek zasadniczo nie może inaczej postąpić – zachodzi zatem, to, na co wskazywał Szestow: „musisz” etyki – „nie możesz” konieczności.  To jednak nie ma nic wspólnego z własną świadomością.

            Konieczność podporządkowania się suwerenowi zachodzi wprost i nie-wprost. Podległy podporządkowuje się suwerenowi represyjnemu czyli podporządkowuje się wprost woli suwerena. Podległy podporządkowuje się suwerenowi konfidencyjnemu czyli podporządkowuje się nie-wprost woli suwerena. Suweren konfidencyjny stosuje perswazję w taki sposób, aby jego wola stała się wolą tego, którego chce sobie podporządkować.

Nie zachodzi konieczność w obu przypadkach działania na swoją niekorzyść, gdy człowiek podejmuje świadomie decyzje. Czyni tak, gdy kieruje się wolą. Działanie dobrowolne jest działaniem świadomym. Co nie jest zależne od woli, staje się z konieczności, z przymusu i bez udziału świadomości. Czyn dobrowolny wynika ze świadomości. Czyli istota rozumna kieruje się zawsze czynem dobrowolnym a istota nie-rozumna kieruje się koniecznością, gdyż: podległy x przyjmuje cudzą-jak-gdyby-własną-wolę, która jest, dzięki której realizuje cudzą (a nie własną) wolę, czyni coś wbrew sobie.

Czy kierując się czynem dobrowolnym można uznać za uzasadnione dążenie do posiadania suwerena represyjnego lub suwerena konfidencyjnego? Bycie świadomym wyklucza bycie zależnym od cudzej woli, tj. od przymusu zewnętrznego i od uznania cudzej woli za własną.

Indywidualne predyspozycje podległego decydują o jego skłonności, aby poddać się woli suwerena.  Oprócz nich decydują jeszcze: strach, lęk, niewiedza, nieznajomość reguł logicznych, bezmyślność czyli jednomyślność. Przy czym niewiedza i bezmyślność/jednomyślność wynikają ze strachu i lęku. Szestow pisał: „Człowiek nie ośmiela się lub nie ma sił na tyle, by myśleć w kategoriach, w których żyje, i jest on zmuszony do życia w kategoriach, w których myśli”[34]. Nie ośmiela się myśleć, gdyż nie wymaga się tego od ludzi i nie wymaga się, aby uwierzyli we własny rozum. A nie mogą uwierzyć w rozum, gdyż nie posiadają odpowiedniej wiedzy. Zamiast niej kierują się wolą suwerena. Kategorie myślenia narzuca suweren, ale też są one naznaczone jednomyślnością, którą błędnie nazywa się większością. Po pierwsze nie wiemy w jaki sposób ustalić zakres większościowy, a zatem nie jesteśmy w stanie wskazać grupy większościowej. Zauważmy jednak, że większość to nie wszyscy, z kolei wszyscy to znaczy, że nikt. Nie istnieje taki warunek konieczny, który byłby uznany przez wszystkich ludzi na świecie za uzasadniony. Zatem mówimy co najwyżej o jakiejś części, która uważa za uzasadnione podporządkowanie się woli suwerena, który narzuca pewne określone dyrektywy. Po drugie to, co powszechnie nazywa się większością jest błędnie utożsamiane z głośnym aprobowaniem dyrektyw i woli suwerena. Innymi słowy, to nie większość posiada rację tylko jakaś grupa korzysta z możliwości, aby głosić pogląd, który jej zdaniem jest słuszny. Szestow zwrócił uwagę, że istota nie-rozumna kierująca się w swoim życiu koniecznościami nie jest w stanie nawet poprawnie pomyśleć o własnej wolności, gdyż konieczność zagłusza wolę. Jedynie co może zrobić istota nie-rozumna to poddać się woli suwerena konfidencyjnego i uznać jego wolę za własną. Jednak i ta postawa jest postawą wynikającą z nacisku konieczności (manipulacja rozumem) a nie woli.

Rolą suwerena jest zawsze podporządkowanie innych, po to, aby wypełnili jego wolę (jeżeli nie wypełnią, otrzymają karę). Dlatego suweren dobiera odpowiednio sankcje i korzysta z operacji psychologicznych, tj. manipulacji. Lęk i obawa przed wymierzeniem kary przez suwerena negatywnej lub nieuzyskania od niego sankcji pozytywnej, jest pewną, ale nie najlepszą motywacją działania. Najlepszą motywacją jest motywacja wewnętrzna. Idzie o to, aby przekonać a nie przymusić, a więc, aby w oczach innych być suwerenem konfidencyjnym a nie suwerenem represyjnym. Jednak takie przekonanie jest także przymusem tylko, że przymusem nie-wprost. Jest sui generis <> kogoś, aby ten przyjął cudzą wolę jako własną a odrzucił swoją. W ten sposób tworzy się pozór świadomego podejmowania decyzji. Przymus wewnętrzny jest osłabiony (ale nie jest wyeliminowany), przez perswazję tak, aby podległy uznał coś, co jest dla niego niekorzystne, jako niekorzyścią nie będące, a cudzą wolę uznał za swoją jako korzystną i w ten sposób wypełnił ją nawet wbrew własnym interesom, poglądom itp.

Mill w swoim klasycznym traktacie na temat wolności pisał: „nie można go [człowieka – K.K] zmusić do uczynienia lub zaniechania czegoś, ponieważ tak będzie dla niego lepiej, ponieważ to go uszczęśliwi, ponieważ zdaniem innych osób będzie to mądrym lub nawet słusznym postępkiem”[35]. Nie można nazwać wolą czyjegoś postępowania, które jest urzeczywistniane pod wpływem tzw. opinii innych osób. Dotyczy to nie tylko narzucenia woli przez suwerena. Uwaga Milla odnosi się zarówno do działania suwerena represyjnego i suwerena konfidencyjnego, którzy działają wprost, tj. formułują bezpośrednio wykonanie woli lub nie-wprost, tj. formułują swoją wolę ustami innych ludzi lub stosują inne formy perswazji. Suweren narzuca swoją wolę, tj. stosuje imperatyw do wykonania preskrypcji, aby ją wypełnić lub chce, aby jego przedmiot został wypełniony. Suweren kieruje umysłem podległego sobie, aby pokonać jego opór; sprawić, aby cel suwerena stał się celem podległego.

Działania, które mają motywację wewnętrzną (a nie przymus zewnętrzny) –  motywacją są własne wewnętrzne przekonania zrealizowanie  jakiegoś stanu rzeczy (a nie obawa przed sankcją negatywną czy pozytywną), jest skuteczniejsza. Działania te często są pozornymi działaniami o charakterze wewnętrznego przekonania, którego nie można w żadnym razie nazwać wolą tylko koniecznością. Oddziaływanie na wewnętrzne przekonanie podległego jest przemocowe, gdyż podległy uznaje za konieczne przyjęcie woli suwerena. Dlatego to, co ma uzależnić podległego, co jest wbrew jemu, procesowane jest za pomocą różnych perswazji, tak aby przymus wewnętrzny stał się w przekonaniu przymuszanego jego własną wolą.

Zauważmy, że w ten sposób uniemożliwia się urzeczywistnienie imperatywu praktycznego Kanta: „postępuj tak, być człowieczeństwo tak w twej osobie, jako też w osobie każdego innego używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka”[36]. Suweren konfidencyjny i suweren represyjny działają wbrew samoistności. Niezależnie czy swoją wolę formułują wprost czy nie-wprost; traktują istotę ludzką jako środek do celu. Celem zaś jest zmuszenie jej do odrzucenia własnej woli i kierowania się konicznością, po to, aby podporządkowała się i uznała cudzą wolę. Idzie też o to, aby istota ludzka nigdy nie dowiedziała się co znaczy wolność i co znaczy być istotą rozumną. Narzucanie woli przez suwerena ludziom jest utrwalaniem nie-rozumności istoty ludzkiej.

 

Podsumowanie

Rozważania zakończę Fichteańskim cytatem w stylu horacjańskim: „Zdobądź się na śmiałość i stań się prawdziwe mądrym”[37] gdyż jak przekonywująco udowodnił Kant niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Podległy, tj. istota nie-rozumna, aby zrzucić z siebie jarzmo niewolnictwa, musi nabrać odwagi w posługiwaniu rozumem bez woli autorytetu.

 

 

 

Bibliografia:

Arystoteles, Etyka wielka, tłum. Witold Wróblewski, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2010.

Kant Immanuel, Uzasadnienie metafizyki moralności, tłum. M. Wartenberg, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2001.

Karaskiewicz Katarzyna, Relatywizm wyrażeń „autorytet niepodważalny” i „autorytet podważalny”, „Idea – studia nad strukturą i rozwojem pojęć filozoficznych”, XXX/1, Białystok 2018.

Mill John Stuart, O wolności, tłum. Amelia Kurlandzka, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2005.

Nietzsche Friedrich, Tako rzecze Zaratustra, tłum. Wacław Bernet, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2000.

Pascal Blaise, Myśli, tłum. Tadeusz Żeleński (Boy), Hachette, Warszawa 2008.

Słownik języka polskiego, t. 1, red. Mirosław Szymczak, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1978.

Słownik filozofii, red. Jan  Hartman, Krakowskie Wydawnictwo Naukowe, Kraków 2009.  

Szestow Lew, Apoteoza nieoczywistości, tłum. Nina Krasov, Szymon Szechter, Kontra, Londyn 1983.

Szestow Lew, Kierkegaard i filozofia egzystencjalna, tłum. Czesław Miłosz, Hachette, Warszawa 2009.

Wodziński Cezary, Logo nieśmiertelności, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2008.

Św. Augustyn (1989) De doctrina Christiana. O nauce chrześcijańskiej, tłum. Jan Sulowski, PAX, Warszawa 1989.

Św. Augustyn, O porządku, tłum. Józef Modrzejewski, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 1, PAX, Warszawa 1953.

Św. Augustyn, Solilokwia, tłum. Anna Świderkówna, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 2, PAX, Warszawa 1953.

Św. Augustyn, O wielkości duszy, tłum. Danuta Turrowsra, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 2, PAX, Warszawa, 1953.

 



[1] Artykuł jest rozszerzoną wersją referatu wygłoszonego na ogólnopolskiej konferencji pt. „Kryzys autorytetu – o potrzebie autorytetu w prawie i w społeczeństwie”, która odbyła się w Szczecinie na WPiA US 20 października 2021 roku.

[2] L. Szestow, Apoteoza nieoczywistości, tłum. N. Krasov, S. Szechter, Londyn 1983, s. 82.

[3] Słownik języka polskiego, t. 1, red M. Szymczak, Warszawa 1978, s. 102.

[4] Słownik filozofii, red. J. Hartman, Kraków 2009, s. 24.

[5] Problemy wynikające z używania zwrotów „autorytet podważalny” i „autorytet niepodważalny” omówiłam w moim artykule Relatywizm wyrażeń „autorytet niepodważalny” i „autorytet podważalny”, „Idea – studia nad strukturą i rozwojem pojęć filozoficznych”, XXX/1, Białystok 2018.

[6] B. Pascal, Myśli, tłum. T. Żeleński (Boy), Warszawa 2008, M 260.

[7] B. Pascal, Myśli, op. cit., M 270.

[8] Św. Augustyn, O życiu szczęśliwym, tłum. A. Świderkówna, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 1, Warszawa, 1953, s. 32.

[9] Nie mogę zgodzić się z tezą Augustyna, która brzmi; „Jeśli treść jest w porządku, można nie zwracać uwagi na słowa”. Filozof zaprzecza swojej wypowiedzi następnym zdaniem: „Ale powróćmy wreszcie do definicji porządku”: Św. Augustyn, O porządku, tłum. J. Modrzejewski, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 2, Warszawa 1953, s. 195. W De doctrina Christiana powrócił do tezy: „Wolę się wyrazić niepoprawnie (…) niż powiedzieć lepiej po łacinie, lecz mniej zrozumiale”. Tym razem Augustyn analizował translację: Św. Augustyn, De Doctrina Christiana. O nauce chrześcijańskiej, tłum. J. Sulowski, Warszawa 1989, s. 125.

[10] Cytat za Św. Augustynem, O wielkości duszy, tłum. D. Turrowsra, [w:] Św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, t. 2, Warszawa 1853,  s. 150.

[11] Św. Augustyn, O porządku, op. cit., s. 203– 204.

[12] Św. Augustyn, O porządku, op. cit., s. 203.

[13] Aureliusz Augustyn, O porządku, op. cit., s 18.

[14] Św. Augustyn, Solilokwia, op. cit., s. 47.

[15] Św. Augustyn, O wielkości duszy, op. cit., s. 120.

[16] Św. Augustyn, De doctrina Christiana…, op. cit., s. 29.

[17] Zauważyłam, że ludzie którzy ze względu na wykonywaną profesję odznaczają się umysłem formalnym też często ulegają presji otoczenia i autorytetów ludzkich.

[18] C. Wodziński, Logo nieśmiertelności, Gdańsk 2008, s. 34.

[19] I. Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności, tłum. M. Wartenberg, Kęty 2001, s. 63.

[20] I. Kant, Uzasadnienie metafizyki…, op. cit. s. 62.

[21] Ibidem, s. 64.

[22] Ibidem, s. 64.

[23] J. S. Mill, O wolności, tłum. A. Kurlandzka, Warszawa 2006, s. 103.

[24] J. G. Fichte, Powołanie człowieka, tłum. A. Zieleńczyk. Kęty 2002. Księga pierwsza: Wątpienie. Traktat Fichtego jest ostatnim solilokwium w nowożytnej historii myśli filozoficznej.

[25] J. G. Fichte, Powołanie człowieka, op.cit., s. 17.

[26] J. G. Fichte, Powołanie człowieka, op. cit., s. 18.

[27] Ibidem, s. 18.

[28] L. Szestow, Apoteoza nieoczywistości, s. 12–13.

[29] L. Szestow, Apoteoza nieoczywistości, s. 90.

[30] Friedrich Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, tłum. W. Bernet, Poznań 2000, s. 277. 

[31] L. Szestow, Kierkegaard i filozofia egzystencjalna, tłum. C. Miłosz, Warszawa 2009, s. 45.

[32] Arystoteles, Etyka wielka, tłum. W. Wróblewski, Warszawa 2010, s. 32.

[33] Ibidem, s. 33.

[34] L. Szestow, Kierkiegaard…, op. cit., s. 205.

[35] J. S. Mill, O wolności, op.cit.,  s. 102.

[36] I. Kant, Uzasadnienie metafizyki…, op. cit., s. 46.

[37] J. G. Fichte, Powołanie człowieka, op. cit., s. 37.

 

Cytat Przypadkowa przechadzka po szpitalu wariatów dowodzi, że wiara nie dowodzi niczego. HEINRICH HEINE

Sonda

Czy istnieje wolna wola?

zobacz wyniki